Jak uratowałam przesuszone końcówki

Po wyzwaniu Torrin “30 dni fryzur” moje koncówki były wyraźnie suche i szorstkie. Były dwie możliwości: albo przesuszenie, czyli sprawa odwracalna (nawilżanie i olejowanie) albo zniszczenie, czyli sytuacja nie do naprawienia (podcięcie). Wiem, że końce są już dość stare (w kwietniu minęło pół roku od podcięcia) i wrażliwe, ale nie byłam do końca pewna, czy miesiąc czesania je zniszczył. Uznałam, że spróbuję je nawilżyć tak intensywnie, jak się da. Jeśli to nie pomoże, sprawa będzie jasna – zniszczenia do ścięcia.
Zaczęłam od dodawania do serum 4 kropli oleju zamiast 2. Taka ilość powodowała widoczne obciążenie, ale to nie problem, bo koncówki i tak są schowane w koczkach. W ten sposób mogłam je zabezpieczać jak zawsze a do tego jeszcze cały czas lekko olejować. Wygładziły się i zmiękczyły, ale było jeszcze daleko do stanu sprzed wyzwania. Przerzuciłam się na zdecydowane nawilżanie. Zaczęłam używać gliceryny z wodą (1:1, to ta sama mieszanka której używam pod olej) zmieszanej z olejem. Albo nakładałam na końce bardzo dużą ilość gliceryny z wodą a na to kilkanaście kropli oleju, albo mieszałam oba składniki na dłoni i nakładałam na końcówki. Robiłam tak tuż po umyciu włosów (i w te dni nie używałam serum. Blokowanie dostępu substancjom odżywczym przez silikony to co prawda mit, ale takie świeżo nałożone serum tworzy fizyczną warstewkę, a ja chciałam żeby olej i gliceryna dotarły do włosów.) a kolejną porcję dokładałam pierwszego albo drugiego dnia po myciu, zależnie od tego jak bardzo mieszanka się wchłonęła. Taka ilość oleju oczywiście również zostawała widoczna na końcówkach, ale przy związanych włosach to żaden problem. 



Ta mieszanka przez koczek (zawinięte końcówki dotykały innych partii włosów) i przez przeczesywanie włosów przenosiła się na wyższe partie. Czyli w sumie miewałam lekko naolejowaną całą długość przez 2 dni, cały okres między myciami. To bardzo długo i nawet przy niewielkiej ilości oleju która przeniosła się z końcówek, włosy były nieznacznie ale widocznie przekarmione. Jako że i tak był na nich olej, czasem zmieniałam mycie z maską na mycie z olejem: godzinę przed myciem dokładałam oleju na długość tak, żeby to było prawdziwe olejowanie. Raz spróbowałam na takie lekko naolejowane włosy nałożyć maskę, bo akurat była to kolej na maskowe mycie i skończyło się to wyraźnym przekarmieniem. Dawno nie widziałam swoich “starych” włosów, tych z czasów ciężkiej pielęgnacji. Ogromna objętość, lekkość, puch, puch, puch, choć w dotyku były śliskie. Dlatego przy kolejnych razach zastępowałam kolejkę mycia z maską, myciem z olejem.
Glicerynę z olejem w ten sposób nakładałam przez jakieś dwa tygodnie, w tym kilka razy zrobiłam przerwę i po myciu nie nałożyłam ani nawilżającego koktajlu, ani silikonowego serum, żeby zobaczyć czy jest poprawa. Poprawa była i to wyraźna: końcówki znów były miękkie i śliskie, nie było różnicy między nimi a resztą długości. Wyglądały co prawda na spuszone, ale jako że w dotyku były śliskie i miękkie wiedziałam, że puch jest związany z przekarmieniem – co nie było zaskakujące – a nie z przesuszeniem. Przekarmienie i spowodowane nim spuszenie które widać na zdjęciach już znikają, zostają szczęśliwe, nawilżone końcówki :) Pod koniec miesiąca wróciłam do samego serum, ze standardowymi dwiema a czasem jeszcze czterema kroplami oleju.



Czyli końce nie były zniszczone, tylko przesuszone. Hurra! Cieszę się, że udało się je nawilżyć i nie było konieczności ścinania, bo jestem tak blisko celu, że byłoby mi bardzo żal. Ale jak już kiedyś wspominałam, gdyby trzeba było, podcięłabym kilka centymetrów nawet teraz. Z lekko przerzedzonymi końcówkami mogę przeczekać te kilka miesięcy, z suchymi i zniszczonymi – nie. Nie chciałabym nawet przez 2-3 miesiące męczyć się ze świadomością posiadania kiepskich końcówek, takich, z których nie można się cieszyć, wręcz tylko czeka się na to, żeby się ich pozbyć. (Kilka lat walki ze starymi zniszczeniami i niesprawdzających się małych podcięć wystarczy ;)) Nie cieszyłabym się z długości, te ostatnie centymetry by się nie liczyły w jej postrzeganiu a w praktyce byłyby problemem, z ich szorstkością, suchością i puchem. Poza tym zniszczenia najprawdopodobniej wędrowałyby w górę, a mnie do osiągnięcia celu brakuje jeszcze kilku miesięcy, kolejnych kilka będę czekała na zapas ponad 112 cm, który będę mogła ściąć. Po takim czasie do ścięcia nadawałoby się więcej centymetrów niż na początku problemu, kto wie czy nie tyle, że i tak cofnęłabym się ponad 112 cm (gdyby włosy rosły wolno a zniszczenia postępowały szybko). Nawet jeśli po ścięciu zniszczeń zostałabym z wymarzoną długością, wraca argument pierwszy. Nie chcę czekać na cel męcząc się z kiepskimi końcówkami. Wolę poczekać dłużej, ale w spokoju.



Na szczęście teraz nie ma potrzeby ścinania. Cieszę się nie tylko dlatego, że jestem blisko celu i już naprawdę bardzo, bardzo, bardzo czekam na osiągnięcie go. Cieszę się również dlatego, że w zasadzie od mojego dużego cięcia z kwietnia 2015, kiedy pozbyłam się całości zniszczeń, przestałam podcinać włosy co 3 miesiące a zaczęłam wtedy, kiedy pojawia się potrzeba, to pojawienie się potrzeby za każdym razem polegało na tym, że coś mi nagle niszczyło końce. Po siedmiu miesiącach, w październiku 2015 zawiniło serum Kerastase (o czym w momencie cięcia nie wiedziałam, odkryłam to i upewniłam się później. Tak naprawdę były spuszone i przesuszone od serum, a nie zniszczone czy od serum czy ze względu na czas od poprzedniego cięcia więc odstawienie Kerastase pewnie naprawiłoby sytuację i mogłoby się obyć bez maszynki.) a następnie po roku w październiku 2016 zawiniła Skoncentrowana maska wygładzająca: kuracja olejkami arganowym i tsubaki Ziai (końcówki miały wtedy rok, ale jeszcze we wrześniu, w jedenastym miesiącu, wszystko było w porządku. Niestety były już wrażliwe i nie przetrwały przesuszenia po masce. Jestem prawie pewna, że gdyby nie ona, wytrzymałyby jeszcze trochę.) Dlatego teraz cieszę się, że z własnej winy nie przyspieszyłam konieczności podcięcia. I mam nadzieję, że do osiągnięcia celu już się to nie stanie ;) Że nawet jeśli okaże się, że muszę podciąć końcówki, to dlatego, że się zestarzały a nie dlatego, że coś im nagle zaszkodziło.

Komentarze

  1. Henri, jeśli mogę coś doradzić, to na Twoim miejscu teraz stosowałabym tylko sprawdzonych ulubieńców. Zwłaszcza jeśli chodzi o maski i zabezpieczanie końców. Bardzo Ci dopinguję:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Tak zrobię. Teraz w czerwcu używam z nowości odżywki Sylveco, bo kupiłam ją w maju z datą do czerwca na 30% promocji. (Na szczęście dobrze się sprawdza, nie jest szkodnikiem.) Ale później przez jakiś czas odpuszczę nowości.

      Usuń
  2. Muszę wypróbować glicerynę :) Powodzenia w dążeniu do celu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz piekne, naturalne wlosy.

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz Twoje włosy prezentują się cudownie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, zwłaszcza, że na tych zdjęciach nie jest najlepiej w porównaniu do najlepszych momentów jakie znam :)

      Usuń
  5. Na tych zdjęciach wreszcie widać twoją realną długość, bo nie wiem czemu na zdjęciach aktuaLIZACYJNYCH zawsze wydają mi się kończyc w okolicach kości ogonowej, a nie tak nisko jak piszesz ;D może to kwestia ubioru? Aktualizacje zawsze robisz w spodniach ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnie cztery z rzędu są w sukienkach ;) Kość ogonowa to najbardziej niejasne i niestałe miejsce ze wszystkich w zapuszczaniu włosów. Jedni uważają, że u nich to miejsce jest niewiele niżej niż biodra, inni, że u nich to blisko klasycznej. No i o tyle, o ile czyjeś ramiona czy talię widać, to o tym gdzie jest kość ogonowa wie tylko właściciel :D :D
      Po drugie, długość na zdjęciach to w bardzo dużej mierze kwestia perspektywy i tego, czy zdjęcie robi się z góry, z poziomu końcówek, czy z dołu. A nie zawsze udaje się tak samo. W tej chwili moje końcówki czasem wystają wyraźnie za długość klasyczną. A czasem jakby brakowało mi jeszcze z 5 cm. Te różnice są naprawdę duże. Dlatego mierzę :)

      Usuń
  6. Cześć!
    Ostatnio już prawie byłam umówiona do fryzjera... przedwczoraj chciałam umyć włosy zwykłym mocnym szamponem i nałożyć na chwilę Kallosa, a potem je spiąć i nie myśleć. Wiecznie splątane i szorstkie końce, których nie mogę przeczesać palcami, żeby się nie zatrzymać po drodze (mam już parę "winowajców" na oku). Patrzę, tu nowy wpis na Twoim blogu. Co mi szkodzi nałożyć taką mieszankę gliceryny z wodą i olej, pomyślałam. Ostatecznie spędziłam z tym na włosach znacznie więcej czasu, niż planowałam, a nawet dołożyłam trochę mieszanki przed snem (bo jakby się "wchłonęła", ale czy to możliwe :o). Wczoraj po południu dopiero umyłam włosy tak, jak planowałam. Zadziałało niesamowicie. Nie dziwię się już, że Biovaxy są napakowane gliceryną... ;) nie dość, że włosy się normalnie przeczesują, to nawet "ściemniały" (mam ciemne włosy i podczas przesuszu końce tak jakby "jaśnieją", wyglądają wtedy na bardzo zniszczone). Także dziękuję! :)
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, możliwe :) Gliceryna z wodą znika, trochę wysycha, ale trochę też się wchłania. Olej w sumie też. Bardzo się cieszę, że to pomogło :) Nie ma to jak znaleźć taki nawilżacz, który naprawdę robi widoczną różnicę, naprawdę nawilża :)

      Usuń
    2. Ja odkryłam niedawno jak niesamowicie się sprawdza na moich włosach miód!
      Psikam włosy obficie wodą z łyżką miodu, na to olej, trzymam godzinę, dwie i włosy są tak miękkie jak nigdy :)

      Usuń
    3. Nie rozjaśniają Ci się?

      Usuń
    4. Nie zauważyłam nic takiego :) Mają taki rudawy połysk, ale to już wcześniej od olejowania chyba i mi to bardzo odpowiada ;D
      Miód może troszkę dodatkowo pogłębia ten kolorek

      Usuń
  7. skorzystam z mieszanki gliceryny i oleju, bo takiej jeszcze nie próbowałam. A przyda się moim kocówkom odżywienie .
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. hej, czy wiesz gdzie można kupić Gliss Kur Ultimate Color Eliksir z olejkami ? w Krakowie nie mogę go znaleść..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już tylko w internecie, niestety. Jest na Allegro. W drogeriach, marketach i innych sklepach go nie ma. Nie ma go już też na oficjalnej stronie Gliss Kura, więc chyba został po prostu wycofany :(

      Usuń

Prześlij komentarz