Kwietniowa pielęgnacja włosów

Mycie
Eco Laboratorie, szampon odżywczy
rozcieńczona maska Kallos Cherry – do zmywania oleju
Oczyszczanie: tak

Odżywki do spłukiwania i maski (typ według działania)
Maska Isana Effektiv Kur Oil Care (humektantowo-emolientowa)
Planeta Organica, balsam turecki – wzmacniający (emolientowy)

Olejowanie
Bania Agafii, delikatny olejek do masażu
olejowe serum w sprayu (woda, maska Isana Effektiv Kur Oil Care, olej Loton Makadamia 1:1:1)

Zabezpieczanie i pielęgnacja końcówek
Ziaja, Welwetowe serum nabłyszczające: kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym
+ 2 krople oleju

Półprodukty, płukanki, dodatki do masek i odżywek
Gliceryna (1:1 z wodą nakładana pod olej) – nawilżanie

Przyspieszanie porostu + suplementy
nic (przerwa)
+ olej z nasion wiesiołka OleoVitum

Skóra głowy
Emolium, Emulsja na suchą skórę głowy (raz na dwa tygodnie)
Cerkogel 30 (raz w tygodniu, czasem z dodatkiem 3 kropel olejku z drzewa herbacianego)
Jantar (co mycie)

Nowości

Notatki
1. Puszące się końcówki… i alkohol w serum L’Oreal Mythic Oil: mam problem z puszącymi się końcówkami. Przy kilku poprzednich podcięciach (mam na myśli te po osiągnięciu długości klasycznej w lipcu) wspomniałam, że końce dość szybko się zestarzały, zrobiły szorstkie i suche, puszyły się. Póki co, do żadnego z podcięć nie dotrwały w całkowicie dobrym stanie. Nie było źle (bo wtedy ścięłabym je przed czasem) ale nie było też bardzo dobrze. Jakaś zmiana na gorsze się pojawiała. Niewielka, ale zauważalna i odczuwalna.
Ostatnio podcięłam aż 4.5 cm i minęły od tego podcięcia zaledwie dwa miesiące. To niemożliwe żeby w tak krótkim czasie i po dość dużym odświeżeniu końcówki znów się zauważalnie podniszczyły. Policzyłam mniej więcej ich wiek, żeby przekonać się czy to usprawiedliwia tempo w jakim się niszczą: mają jakieś 6.5 do 7 lat. Czyli pamiętają rok 2011 i czasy w których chociaż nie używałam już prostownicy i suszarki, nauczyłam się sporo na LHC, suszyłam włosy naturalnie i nie używałam plastikowej szczotki, to nadal brakowało mi sporo do optymalnej pielęgnacji. Nie niszczyłam włosów, ale też niespecjalnie dużo dobrego dla nich robiłam – pomimo wysiłków. Po prostu brakowało mi odpowiedniej wiedzy. Używałam nie tych masek, olejowałam za rzadko i nieodpowiednimi olejami, używałam ziół i to w zastraszającej ilości, czesałam włosy szczotką z włosia dzika. Więc partie które obecnie są moimi końcówkami pamietają czasy trudne, choć nie te najgorsze.
Przeliczenie wieku upewniło mnie tylko, że to niemożliwe, że końce po dwóch miesiącach od sporego cięcia są podniszczone. Przyjrzałam się im dokładnie i okazało się, że są spuszone, owszem, ale w przeciwieństwie do poprzednich okresów między podcięciami, nie są szorstkie ani suche w dotyku. Wręcz przeciwnie, są sprężyste, miękkie i tak gładkie, że aż śliskie. Czyli nie są zniszczone, a tylko spuszone. I ten puch nie jest efektem zniszczenia.
Jest za to efektem (paradoksalnie) używania silikonowego serum. Moje włosy reagują puchem na nadmiar pielęgnacji. Serum, użyte po oleju albo masce, jest drugim produktem nakładanym na długość. Wygląda na to, że to już za dużo. Problem w tym, że nie widzę sensownego rozwiązania. Nie mogę nie nakładać serum, bo bez silikonowego zabezpieczania moje końcówki mają się dużo gorzej, to wiem. Może i wyglądałyby lepiej, ale niszczyłyby się szybko i wyraźnie… więc po krótkim czasie znów zaczęłyby wyglądać źle (i tym razem nie byłby to tylko efekt wizualny). Bezsensowne – i trudne do wykonania – byłoby też nienakładanie oleju czy maski na końce, żeby serum było jedynym produktem. Niedodawanie do serum oleju niczego nie zmienia.
Zaczęłam myśleć lżejszym serum, czyli o kupieniu kolejnej butelki L’Oreal Mythic Oil, bo jest wyjątkowo lekkie i śliskie, a przy tym zabezpiecza idealnie. Od kilku miesięcy go nie mam. Połową swojej pierwszej butelki podzieliłam się z otoczeniem myśląc, że na pewno nie zużyję serum na czas, a pozostałą połowę jakiś czas temu zużyłam. Zaczęłam szukać serum online, ale ceny były dziwnie wysokie. Przeszłam się więc do Hebe. Wiedziałam, że Mythic Oil tam jest, chciałam sprawdzić cenę i zobaczyć, czy będzie niższa od ceny w sklepach online z dostawą. Zerknęłam na skład i to uratowało mnie od wyrzucenia w błoto 60 zł przy zakupie serum online. Otóż Mythic Oil, w tej najpopularniejszej podstawowej wersji odżywczej (Nourishing) ma teraz na drugim miejscu w składzie wysuszający alkohol.

Skład: Cyclopentasiloxane, Alcohol Denat., Dimethiconol, Argania Spinosa Kernel Oil, Cl 12-15 Alkyl Benzoate, Limonene, Hexyl Cinnamal, Coumarin, Linalool, Benzyl Alcohol, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Isoeugenol, Cinnamyl Alcohol, Citronellol, Parfum/Fragrance, Cl195061/1.

Wiedziałam o zmianie opakowania i pojemności, tej sprzed mniej więcej dwóch lat, ale skład został wtedy niezmieniony. Są na blogach wpisy z tamtego momentu ze zdjęciami nowego opakowania, z niezmienionym składem. Zmiana składu na ten alkoholowy absurd musiała nastąpić jakiś czas później. I tak oto, najlepsze serum stało się produktem nie do użycia. Mój drugi ulubieniec (Gliss Kur Color Elixir) został jakiś czas temu wycofany ze sprzedaży. Mam niewielki zapas, ale kiedyś mi się przecież skończy. Myślałam, że będę kupowała wtedy Mythic Oil. Po wycieczce do Hebe wiem, że nie będę. 
Rozwiązania problemu spuszonych końcówek nie znalazłam. Być może spuszenie minie kiedy się zagęszczą. Może zmiana serum na silikonową odżywkę pomoże (ale słabsze zabezpieczanie mnie martwi). Odkryłam za to, że zostałam bez ulubionych silikonowych serów. Mythic Oil jest nie do odżałowania. Serio.

Komentarze

  1. Wiele dziewczyn poleca eliksir dwufazowy z Elseve, ale coś mi się kojarzy że już gyo chyba miałaś? A Biovax A+E? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuję, ale chodzi o to, żeby nie sprawdzać kolejnych nowości jeśli chodzi o sera, bo to zajmuje masę czasu.

      Usuń
    2. A, widzę, że Biovaxu A+E używałam, sklejał mi końcówki.

      Usuń
    3. Ale chcę czy nie chcę, czegoś nowego będę musiała poszukać. Dziękuję za pomysł Elseve! Znalazłam obiecujący, co prawda nie ten o którym wspominałaś, ale dzięki temu pomyślałam o tym drugim :) Żółta wersja serii Magiczna Moc Olejkow.

      Usuń
  2. Jeśli jeszcze nie masz następcy, polecam rozejrzeć się za serum Argan 4 therapy, takim: http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt,79559,dermo-pharma-argan-4-therapy-serum-multiaktywne.html
    W składzie, poza silikonami, ma też dwa oleje, w tym arganowy, protein czy alkoholu brak... może byłoby w stanie zastąpić Mythic Oil? Używam go od dłuższego czasu i bardzo sobie chwalę. Przyjemne i skuteczne jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest takie... bardziej śliskie niż tłuste/olejowe? :)

      Usuń
  3. hej jestem na Twoim blogu pierwszy raz , po produktach ktore stosujesz do skory głowy wnioskuje ze jest dosyc problematyczna? sama borykam sie z łzs i stosuje miedzy innymi Emolium, zasnatawiam sie nad kupnem Cerogelu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja bardzo, bardzo polecam. Cerkogel (30%) to jest mój produkt numer jeden. Działa u mnie świetnie i wyraźnie: widocznie, odczuwalnie. I nawilża, i złuszcza. Jest też dobry jako nośnik do olejku herbacianego. Jakiś czas temu ta 30% wersja miała parabeny i sporo osób od niej stroniło, teraz skład się zmienił, więc to już nie problem :)

      Usuń
  4. Polecam serum z isany, z tej samej serii co maska, którą używasz. Tanie jak barszcz (około 13 złotych, teraz widzałam, że zrobili promkę na 10 zł :D) , nieobciążające, cud, miód, orzeszki. W ogóle nie ciągnie mnie, żeby próbować innych, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Teraz tak na nie patrzę i w sumie nie wiem czemu wcześniej się na nie nie zdecydowałam. Patrzyłam, patrzyłam, ale nie kupowałam. A to może być świetna opcja, zwłaszcza, że jest łatwo dostępne.
      Chociaż w sumie, kiedy ja będę potrzebowała kolejnego opakowania przy tej pojemności? :D

      Usuń

Prześlij komentarz