Davines: odżywka Momo, odżywka Melu i maska Nounou

Jeśli chodzi o kupowanie polecanych produktów, mnie dużo skuteczniej niż wysoka ocena na wizażu i kilkadziesiąt recenzji napisanych tam przez osoby, które mogą mieć zupełnie inne włosy niż ja i oczekiwać od kosmetyków czegoś innego - przekonuje kilka komentarzy czy wiadomości od osób które mają podobne włosy do moich, u których sprawdzają się podobne produkty i które jakąś maskę czy odżywkę polecają. Tak było z odżywką Davines Momo. Po chyba trzeciej takiej wiadomości zaczęłam szukać Momo w sklepach internetowych :) Małe opakowania znalazłam w drogerii e-styl, którą lubię właśnie za to, że ma najmniejsze pojemności produktów, których standardowe 250 ml czy 300 ml kosztuje tyle, że wolałabym nie ryzykować z kupnem.

Poszukałam składów, co nie było najprostsze, i żeby mieć więcej zapowiadanej cudowności dobrałam do odżywki Momo jeszcze odżywkę Melu i maskę Nounou. Paczka przybyła, spodobały mi się minimalistyczne opakowania i historie o pochodzeniu składników. (Wiem, wiem, niekoniecznie są prawdziwe. Wolałabym tego nie wiedzieć, bo taka wiedza nie pomaga a tylko psuje przyjemny efekt ;))

Składy są podobne, z gliceryną wysoko, silikonem i… olejami i ekstraktami najczęściej po zapachu ;) Po samym przeczytaniu składów na pewno bym tych produktów nie kupiła, bo nic poza gliceryną nie zapowiadałoby dobrego działania, a glicerynę wysoko w składzie mogę mieć w dużo tańszych produktach. Ale tutaj zapowiedź świetnego działania kryła się nie w składach, a w poleceniach :)


Zaczęłam od odżywki Momo, najbardziej zachwalanej.

Odżywka Momo

Nawilżająca odżywka do suchych lub odwodnionych włosów. Z ekstraktem z żółtego melona z gospodarstwa Pani Simonte z Dattilo, Trapani.

Skład: Aqua/Water/Eau, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behenyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Dimethicone, Benzyl Alcohol, Parfum/Fragrance, Simmondsia Chinensis Seed Oil/Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Dicapryl Ether, Lauryl Alcohol, Panthenol, Sodium Benzoate, Disodium EDTA, Citric Acid, Amodimethicone, Tocopherol, Cucumis Melo Fruit Extract/Cucumis Melo (Melon) Fruit Extract, Cl 19140/Yellow 5, Cl 61570/Green 5, Cl 17200/Red 33.

Zapach mi trochę przeszkadzał. Nie jest nie do zniesienia, ale jednak wpada już zdecydowanie w nieprzyjemny zakres. Pozytywnie zaskoczyła mnie wydajność: odżywka wystarczyła mi na 4 pełne użycia. Do tej pory rekord należał do najbardziej woskowych masek Biovax Glamour, czyli do wersji Gold, Diamond, Pearl i Caviar. W ich recenzji napisałam, że starczają mi na dwa razy więcej użyć, niż ta sama pojemność przeciętnych masek. Nie pamiętam ile to wtedy było, ale po Davines widzę, że nabieram na dłoń jeszcze mniej niż w przypadku masek Biovax. Częściowo to dlatego, że od jakiegoś czasu ogólnie używam mniejszych ilości masek i olejów, ale w dużej mierze to kwestia szalonej wydajności Davines.

Momo w działaniu jest humektantowo-emolientowa. Nawilża, wygładza, włosy są dość śliskie i dość błyszczące, ale tak jak pisałam w poście o lutowej pielęgnacji, jest to efekt dobry, nie więcej. Bardzo liczyłam na glicerynę znajdującą się wysoko w składzie, ale niestety nie zadziałała tak świetnie, jak działa na przykład w odżywce Biovax BB do włosów suchych i zniszczonych. (Żeby mieć bliskie porównanie, odżywki Biovax użyłam krótko po Momo, w kwietniu.) Momo nie daje mi nawet połowy tego nawilżania, co Biovax. Trochę za bardzo nastawiłam się na genialny efekt i ten przeciętny mnie rozczarował.

Odżywka Melu

Zapobiegająca łamaniu się włosów odżywka. Z ekstraktem z nasion soczewicy z gospodarstwa Pana Di Gesu z Villalba, Caltanissetta.

Skład: Aqua/Water/Eau, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Behenyl Alcohol, Behentrimonium Methosulfate, Dimethicone, Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Amodimethicone, Benzyl Alcohol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil/Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Parfum/Fragrance, Silicone Quaternium-8, Citric Acid, Disodium EDTA, Sodium Benzoate, Tocopherol, Linalool, Hexyl Cinnamal, Lens Esculenta Seed Extract/Lens Esculenta (Lentil) Seed Extract, Trideceth-12, Cyclopentasiloxane, Limonene, Geraniol, Cl 61570/Green 5,Cl 19140/Yellow 5.

Melu jest bardzo gęsta, jak pasta. To prawie na pewno najbardziej gęsta odżywka, jakiej używałam. Nawet najgęściejsze maski Biovax Glamour są mniej zbite, a roztarte w dłoniach robią się kremowe. Melu nie, pozostaje pastą, jakby nawet suchą w dotyku. Nie pachnie źle: chemicznie, ale nie jest to zapach, który przeszkadza.

W porównaniu do Momo, z zapachem jest lepiej… ale z działaniem gorzej. Owszem, włosy są śliskie i gładkie, ale tak, jak są już teraz same z siebie. Melu gładkości i śliskości od siebie nie zwiększa, a po innych produktach wiem, że to możliwe. Nie jest absolutnie konieczne, tak jak było wtedy kiedy włosy były szorstkie i spuszone. Teraz same z siebie są w porządku, ale jednak lepiej może być, bo niektóre maski i odżywki zwiększają dobre aspekty, więc takich szukam. A Melu po prostu nie działa. Nie dociąża, nie wygładza, niespecjalnie nawilża mimo gliceryny, która w innych produktach zazwyczaj działa świetnie. 

Maska Nounou

Intensywnie odbudowująca maska do głębokiego odżywienia. Do włosów kruchych i osłabionych. Z ekstraktem z pomidorów z gospodarstwa Pana di Latte z Serranova di Carovigno, Brindisi.

Skład: Aqua/Water/Eau, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Behenyl Alcohol, Benzotriazolyl Dodecyl P-Cresol, Parfum/Fragrance, Benzyl Alcohol, Simmondsia Chinensis Seed Oil/Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Olea Europe Fruit Oil/Olea Europe (Olive) Fruit Oil, Amodimethicone, Dicaprylyl Ether, Laurel Alcohol, Disodium EDTA, Octadecyl Di-T-Butyl-4-Hydroxyhydrocinnamate, Sodium Benzoate, Citric Acid, Hydrogenated Olive Oil, Tocopherol, Solanum Lycopersicum Fruit Extract/Solanum Lycopersicum  (Tomato) Fruit Extract, Linalool, Geraniol, Limonene, Cl 19140/Yellow 5, Cl 14700/Red 4, Cl 61570/Green 5.

Nounou bardzo brzydko pachnie (te z Was które mają na wsi rodzinę hodującą krowy, będą wiedziały czym ;)), dobrego w tym tyle, że zapach nie jest intensywny i nie zostaje na włosach. Maska pobiła rekord gęstości który przez kilka miesięcy należał do odżywki Melu - jest jeszcze bardziej zbita i jakby sucha, ale pomimo tej suchości nie jest tępa w nakładaniu i ma tak ogromną wydajność, że przestałam liczyć na ile razy mi wystarczyła mniej więcej po piątym użyciu ;) Myślę, że w sumie było ich siedem albo nawet osiem. (Teoretycznie w jednym miesiącu powinnam je użyć około czterech razy, ale sięgałam po nią częściej niż po drugą maskę której używałam w grudniu, bo chciałam ją dobrze sprawdzić, kilka razy zastąpiłam też mycie olejowe myciem maskowym, i tak Nounou używałam wiele razy... a dna nie było widać ;)) Działa dobrze. Podczas spłukiwania włosy są bardzo śliskie, ale gdy zaczynają wysychać z tej zapowiedzi wspaniałego efektu zostaje efekt dobry, nie więcej. Doceniam rozprostowanie, ale poza tym włosy są tylko lekko wygładzone. Mogłyby być śliskie, dociążone i na pewno jeszcze gładsze. W porównaniu do Melu, Nounou działa trochę lepiej, ale w sumie to nadal tylko dobry efekt.

Tak jak w przypadku maski Joico K-Pak Revitaluxe i odżywki Moisture Recovery, bardzo się cieszę, że kupiłam najpierw małe opakowania. Dużych bym żałowała. Maska Nounou i odżywka Momo działają dobrze, ale nie bardzo dobrze ani świetnie, a skoro tak, nie będę do nich wracała. Gdyby działały tak fenomenalnie, jak u osób które mając podobne do moich włosy polecały mi produkty Davines jako najlepsze czego kiedykolwiek używały, byłabym gotowa kupować pełnowymiarowe opakowania. Cena tak naprawdę dzieliłaby się na pół, bo myślę, że naprawdę miałabym z takich 250 ml Momo, Melu czy Nounou dwa razy więcej użyć niż z przeciętnej maski czy odżywki. W sumie przy tej rekordowej wydajności mogłabym wybierać nawet małe słoiczki, bo i tak wystarczyłyby na długo a cena za 100 ml nie różni się bardzo pomiędzy rozmiarami. Ale fenomenu nie ma. Dawniej bym żałowała. Teraz to tak naprawdę niewielka strata, mam już maski które mówią do mnie “Henri, gwarantujemy Ci śliskie, dociążone, gładkie, nawilżone i błyszczące włosy i to po każdym użyciu, niezawodnie.” :) I nie ukrywam, że cieszę się, że te moje ukochane pewniaki kosztują mniej niż Davines :)

Komentarze

  1. ciekawa jestem jakby się u mnie sprawdziły

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za kompleksową recenzję, bo mało jest w internecie o Davinesie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak dla mnie Biovax za słabo nawadnia, więc i te kosmetyki mi się nie przydadzą. Niestety al moje włosy sa maksymalnie odwodnione

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może potrzebujesz czegoś innego niż gliceryna? Aloesu, miodu, siemienia? Albo w kosmetykach albo bezpośrednio :)

      Usuń
  4. używam szamponu i maski Nou Nou, jestem zadowloona zwlaszcza z maski :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam podobny typ wlosow do Twoich tylko niestety jest ich mniej. Twoje przygody z pielęgnacją są bardzo podobne do moich. Wyciagam podbne wnioski np.im krócej trzymany olej tym działa lepiej. Mocne oczyszczanie powoduje u mnie lepsze efekty masek. Moje wlosy również lekko faluja i lubią minimalizm. Od siebie mogę polecić: mocne oczysczenie szampon czerwony catzy healing, biowax pomaranczowy i dodawanie do niego oleju u mnie migdał koniecznie świeży i nierafinowany. Podobnie z biowax mango. Korzystajac z porad Mysi odkryłam również że moje włosy najlepiej lubią proteiny na dosłownie 2 minuty a później wspmniany zestaw emolientowy maski biowax z olejem. Tu jako proteiny wykorzystałam joico k-pax. Wcześnie ten produkt mi bardzo nie służył. Magia w takiej kombinacji mnie totalnie zaskoczyła Lubię też czasem maskę artego dream repair, po takim zabiegu. Spróbuj z olejem dodawanym tylko do maski u mnie efekty znacznie lepsze niż olej na 30min mokro, zmywany właśnie Kallosem i dużą różnicę robi jakość i świeżość oleju.
    Hania.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy Catzy Healing ma taki sam skład jak parę lat temu. Bo używałam go i skrajnie przesuszył mi włosy. I chyba też twarz. Miałam czerwone plamy tam, gdzie spłynęła piana a nawet nie mam wrażliwej cery, nigdy żadnych podobnych sensacji nie miałam. Tylko o ile włosy przesuszał na 100%, to ten problem z twarzą mógł dotyczyć jakiegoś innego szamponu, nie pamiętam do końca.
      Mnie Mysia też nakłoniła do protein (swoją świetną książką :) ). Mam kupiony kolagen, będę sprawdzała. Dobrze wiedzieć, że u Ciebie tak to działa, mam jakiś drogowskaz do nadchodzących prób z kolagenem, dziękuję! :)

      Usuń
  6. Szczerze tych produktów nie używałam ale z chęcią wypróbuje :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz