Grudniowa pielęgnacja włosów

Mycie
Eco Laboratorie, szampon wzmacniający
rozcieńczona maska Kallos Cherry – do zmywania oleju

Odżywki do spłukiwania i maski (typ według działania)
Maska Biovax do włosów ciemnych (humektantowo-emolientowa)
Maska Davines Nounou (humektantowo-emolientowa)
Naturalna oliwkowa odżywka do włosów Ziaja (silikonowa)

Olejowanie
ZSK Naturalny olej z orzecha włoskiego
Olej kokosowy VitaD’or (Lidl)

Zabezpieczanie i pielęgnacja końcówek
Serum Gliss Kur Ultimate Color
+ 2 krople oleju

Półprodukty, płukanki, dodatki do masek i odżywek
Gliceryna (z wodą pod olej, 1:1) – nawilżanie

Przyspieszanie porostu + suplementy
Vianek, normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy (1. miesiąc 2. serii)
+glukozamina i magnez

Skóra głowy
Emolium, Emulsja na suchą skórę głowy (raz na dwa tygodnie)
Cerkogel 30 (raz w tygodniu, czasem z dodatkiem 3 kropel olejku z drzewa herbacianego)

Nowości
W tym miesiącu wyjątkowo użyłam trzech nowości na długość. Dwie zaplanowane były na tyle niewielkie pojemnościowo, że podejrzewałam, że żadna z nich osobno nie wystarczyłaby na cały miesiąc, więc połączyłam ich używanie w jednym miesiącu, a trzecia to wykorzystanie okazji ;)
1. Maska Davines Nounou: to ostatni z moich trzech produktów Davines. (W lutym używałam odżywki Momo, a w maju – Melu. Za jakiś czas pojawi się łączona recenzja.) Nounou działa porównywalnie do odżywki Melu, czyli dobrze, przeciętnie. Za to jeśli chodzi o wydajność, pobiła rekord Melu.
2. Naturalna oliwkowa odżywka Ziaja: dostałam próbkę do większych zakupów, a że uwielbiam maskę z tej serii, postanowiłam dać odżywce szansę. Okazało się, że działa słabo: nieznacznie wygładza włosy i to wszystko. Jest też bardzo rzadka i niewydajna.
3. Biotebal, odżywka przeciw wypadaniu włosów: to ta wykorzystana okazja :) Odwiedzałam rodzinę, odżywka stała na wannie, więc skorzystałam z możliwości sprawdzenia jej, bo jakiś czas temu przez chwilę mnie ciekawiła, a później z zrezygnowałam z zakupu. Nie pamiętam dlaczego, albo skład wydał mi się nie dość ciekawy albo zniechęciła mnie keratyna. Teraz nie było ryzyka nietrafionego zakupu a jeśli chodzi o keratynę, to miałam nadzieję, że nie ma jej na tyle dużo żeby zaszkodziła. Odżywka pachnie ślicznie, to chyba zapach kremu Dove :) Ale działa na moich włosach kiepsko, były lekko usztywnione i matowe. Czyli to dobrze, że jej nie kupiłam ;)

Notatki
1. Oczyszczanie: na początku grudnia oczyściłam włosy. Ostatnio robiłam to we wrześniu, wcześniej — w lipcu, a jeszcze wcześniej — w listopadzie. Czyli w ostatnim czasie potrzeba oczyszczania pojawia się częściej. Wrześniowy przypadek to co prawda kwestia wyjazdu, czyli (poza kąpielami w basenach) zbyt długie trzymanie i za słabe spłukiwanie maski oraz związywanie na noc nie do końca suchych włosów. Efekt? Włosy obciążone, jakby lepkie i gumowe w dotyku i to nawet tuż po myciu, schnące wieki (zwłaszcza przy głowie) a wizualnie spuszone i matowe.

Te same problemy pojawiły się teraz, bardzo krótko po poprzednim, wrześniowym oczyszczaniu. Włosy za nic nie chciały doschnąć nawet w czasie dużo dłuższym niż przeciętny czas schnięcia, były postrączkowane, jakby niedomyte, a przy tym wizualnie bardzo spuszone. To wynik kilku spraw. Po pierwsze, za długo trzymam oleje. Maski udało mi się ograniczyć czasowo do dosłownie pięciu ruchów wprasowania na każdą połowę. Pilnuję też, żeby koszulkę trzymać na głowie dosłownie 5 minut. Optymalny czas dla oleju to już nawet nie godzina. Podejrzewam, że między 30 a 45 minutami. Ale najczęściej trzymam oleje dłużej i to powoduje przekarmienie włosów. Bardzo szybko zaczynają być spuszone i matowe, po kilku tygodniach pojawia się też obciążenie w dotyku a z nim odgniecenia i to, że końcówki po kilku godzinach w koczku mocno łapią skręt ale nie w postaci ładnych fal, tylko postrączkowanych sztywnych loków, które przeczesane zamieniają się w puch totalny – całościowo, to kompletne przeciwieństwo miękkich, sypkich włosów. Po drugie, zdarza mi się związywać wilgotne włosy na noc (również dlatego, że takie już przekarmione schną dłużej, a więc problemy są połączone) a to pogarsza strączkowanie. Po trzecie, jakiś czas temu dzięki przelewaniu szamponów do butelki z pompką zaczęłam ich zużywać mniej. Dodatkowo w styczniu pisałam, że będę się starała świadomie używać mniej szamponu, bo włosy po delikatniejszym myciu są gładsze i bardziej błyszczące. (Próbowałam wtedy powrotu do rozcieńczania ale pomysł się nie sprawdził, działo się to, co teraz, czyli niedomycie.) Przez rok trochę się zmieniło, przesunęło, w styczniu obciążone włosy miałam po rozcieńczonym szamponie, teraz są niedomyte po myciu z mniejsza ilością szamponu która wtedy była optymalna. Moje włosy są jeszcze zdrowsze, gładsze, potrzebują trochę mocniejszego mycia i ta mniejsza ilość szamponu już nie wystarcza. A nawet szkodzi. I nagle mam włosy, które wyglądają źle, są jednocześnie obciążone i spuszone, końcówki wyglądają jakby było ich trzy razy mniej niż w rzeczywistości (poza olejami i maskami dostają jeszcze silikonowe serum, które jest konieczne ale też jako kolejny produkt sprawia, że końce są jeszcze bardziej przekarmione), czekam pięć godzin na to aż partie przy głowie wyschną i zastanawiam się, czy okresy gładkich, śliskich włosów to jakieś cudowne wyjątki a stan bazowy jest taki, że włosy wyglądają kiepsko. Po latach bardzo ciężkiej pielęgnacji — częściowo błędnej, za ciężkiej, ale częściowo jednak podpartej tym, że suche, wysokoporowate fale potrzebują dużo — teraz naprawdę trudno mi przestawić się na myślenie, że problemy z włosami są efektem nadmiaru a nie braku (na długości), oraz za słabego a nie za mocnego mycia (przy głowie). Że trzeba je oczyścić a nie nałożyć na trzy godziny maskę z łyżką oleju i po oczyszczaniu nie będą skrajnie suche, że to nie zaszkodzi, a sprawi, że będą z powrotem miękkie, sypkie, odbite od nasady tak, że nawet przy spiętych będzie widać różnicę, że będą gładkie, śliskie i błyszczące, dociążone a nie spuszone i obciążone, i że będą schły odczuwalnie krócej. Nadal mam z natury suche i raczej porowate włosy (choć wyższe partie chyba są blisko porowatości średniej). Ale jako że są zdrowe, po pierwsze nadmiar pielęgnacji szkodzi a po drugie oczyszczanie jest potrzebne i pomaga. Może gdybym zrobiła skrajnie mocne oczyszczanie (typu podwójne mycie prostym, mocnym, siarczanowym szamponem) miałabym włosy wyglądające gorzej niż przy przekarmieniu. Ale moje łagodne oczyszczanie (dłuższe trzymanie szamponu przy skórze głowy, czasem z użyciem półtorej porcji, plus nałożenie piany na długość która zazwyczaj w ogóle kontaktu z szamponem nie ma) absolutnie nie szkodzi a pomaga. Jeśli nałożę po takim myciu maskę, włosy od razu wyglądają dobrze, bo oczyszczanie pomaga na problem obciążenia i przekarmienia a jednocześnie nie ściąga włosów do poziomu poniżej zera, do kompletnego wysuszenia które musiałabym dłuższy czas naprawiać.
Podsumowanie jest takie: chciałabym pilnować krótszego czasu trzymania oleju na włosach i tego, żeby nie związywać ich wilgotnych na noc. Po drugie, starać się trochę mocniej myć włosy na co dzień. Po trzecie, pilnować oznak przekarmienia, rozpoznawać je i pamiętać o rozwiązaniu: oczyszczać włosy zanim zacznę wpadać w myślenie, że one po prostu będą wyglądały źle, bo teraz bez powodu są spuszone. Powód jest, ale mało oczywisty. A teraz tym bardziej trudny do uchwycenia, że pojawia się tak zaskakująco często.

Komentarze

  1. Opisałaś chyba najtrudniejszy aspekt pielęgnacji, czyli znalezienie swojej równowagi pomiędzy wszystkimi czynnościami jakie wykonuje się na włosach. Mam nadzieję, że uda ci się jak najszybciej wyznaczyć twój idealny sposób na idealną fryzurę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz