Olaplex na moich włosach: domowy zabieg regenerujący

Badanie gruntu

Od początku szaleństwa na Olaplex minęło już tyle czasu, że aż się zdziwiłam, że to już ponad dwa i pół roku. A ja przez cały ten czas nie byłam zainteresowana zabiegiem. Kiedyś o nim poczytałam, uznałam, że nie jest dla mnie, i tyle.
Ale ostatnio po komentarzu jednej z Was uznałam, że warto spróbować. Zaczęłam czytać więcej – głównie recenzje Olaplexu jako samodzielnego zabiegu regenerującego, bo tak zamierzałam go użyć. Oglądałam filmy na YT i dałam się zachwycić efektom – nawet wiedząc, że część gładkości i blasku to profesjonlana stylizacja i że na zniszczonych włosach z którymi filmowane klientki często przychodzą do salonów efekt widać dużo bardziej, bo pola do poprawy jest sporo i nawet niewielkie wygładzenie w kontraście do stanu “przed” robi wrażenie.

Nawet jeśli akurat te recenzje są mało bądź w najlepszym wypadku średnio wiarygodne ze względu na to, że na efekt “po” nie składa się sam Olaplex, albo tekst czy film miał być reklamą salonu i/lub samych produktów, są jeszcze relacje z domowych zabiegów i opinie wyrażane nie na wielkich kanałach na YT ale w komentarzach na blogach i forach. Tych pełnych zachwytu jest bardzo dużo, choć są i takie pełne rozczarowania, bo Olaplex nie zrobił nic (czy to jako samodzielny zabieg czy przy farbowaniu/rozjaśnianiu) albo wręcz w jakiś mniej lub bardziej niejasny sposób przyczynił się do zniszczenia włosów, które nagle zrobiły się szorstkie i spuszone, a fryzjer upiera się, że wcale zrobił za mocnego rozjaśniania czując się zbyt bezpiecznie z cudownym, naprawiającym i chroniącym wszystko Olaplexem. Nie wyrobiłam sobie jednoznacznej opinii, ale osoby cieszące się gładszymi, bardziej dociążonymi włosami przekonały mnie do spróbowania domowego zabiegu.

Przeczytałam też ten podparty chemiczną teorią tekst Lab Muffin o odbudowywaniu mostków dwusiarczkowych (czy raczej tworzeniu nowych), patentach, obecności wiązań jonowych w Olaplexie choć kowalencyjne są trwalsze (i teorii o tym, że może zastosowano to rozwiązanie żeby zmusić klientki do powtarzania zabiegu albo po to, żeby za jakiś czas wprowadzić na rynek “nowy, lepszy Olaplex 2”, bo patent wspomina o efektach utrzymujących się od tygodnia do miesiąca ale też dwa miesiące i więcej, więc może za jakiś czas zostanie wprowadzona trwalsza wersja zabiegu), o tym, że chemicznie Olaplex wygląda jakby miał robić to, co obiecuje ale to nie znaczy, że w praktyce to robi i o tym, że hipotetycznie włosy zniszczone już po zabiegu z Olaplexem mogą być trudniejsze do odbudowania.

Zazwyczaj staram się nie zagłębiać nadmiernie w chemiczne szczegóły związane z pielęgnacją włosów i nie daję się stuprocentowo przekonać samej teorii w żadną stronę – ani w tę, że produkt czy zabieg na pewno zadziała bo tak mówi chemia (a w praktyce nie działa), ani w tę, że na pewno nie zadziała bo nie ma prawa (a jednak przynosi efekty). Olaplex jest jednak produktem tak odmiennym od masek czy odżywek, o których wiem mniej więcej jak działają i jak to się dzieje że działają właśnie tak, że musiałam trochę o nim poczytać.

Oczekiwania

Opanowałam teorię tego, co ma robić Olaplex. Odbudowuje mostki dwusiarczkowe, naprawia zniszczenia i zapobiega nowym. Nie działa natomiast jak maska czy odżywka, włosy mogą być po jego użyciu w takim stanie, w jakim byłyby bez maski/odżywki więc trzeba po zabiegu coś na nie nałożyć, żeby były łatwe do rozczesania i wygładzone.

Tylko że wiele, wiele osób pisze o odczuwalnych i widocznych efektach Olaplexu. Nie o niewidocznym, niewyczuwalnym, niemożliwym do sprawdzenia (chyba że przez mierzenie ile czasu końce wytrzymają bez podcięcia zanim zrobią się suche i/lub zniszczone) wzmocnieniu i odbudowaniu. Recenzje pełne są opisów odczuwalnych efektów takich jak gładkie, śliskie, dociążone, mięsiste, błyszczące, mniej puszące się włosy. To ma sens. Skoro są odbudowane, to ta odbudowa przekłada się na lepszy wygląd i pośrednio daje takie widoczne i odczuwalne efekty.
O wzmocnieniu zadowolone użytkowniczki też wspominają twierdząc, że włosy po Olaplexie mniej/wolniej im się niszczą, choć niejedna osoba dodaje, że to może być tylko wrażenie, bo nie mierzy czasu w jakim na przykład końcówki niszczą się od momentu  podcięcia.

Ja oczekiwałam przede wszystkim tych widocznych i odczuwalnych efektów, głównie dociążenia i wygładzenia. Miałam świadomość tego, że nie mam zniszczonych włosów a Olaplex raczej nie zadziała, po prostu nie zrobi nic jeśli nie będzie miał czego odbudowywać – ze stu procent nie zrobi stu dwudziestu. Jeśli moje włosy są niezniszczone i mają (przy odpowiedniej pielęgnacji) swój maksymalny blask i gładkość, to Olaplex nie popchnie ich dalej, ponad ich genetyczne możliwości i nie zmieni ich w gładką, prostą taflę. Może jedynie przywrócić włosom ich maksymalnie dobry stan. A moje (poza końcówkami) są bardzo blisko swojego naturalnie maksymalnie dobrego stanu.
Tyle w teorii, ale po pierwsze, wiele osób cieszy się tak śliskimi, gładkimi włosami jakich nigdy nie miało, nawet przez zniszczeniem ich (jeśli pamięć ich nie zawodzi), a więc wygląda to tak, jakby Olaplex mógł nie tylko doprowadzić włosy z powrotem do 100% ich możliwości ale i wyciągnąć z nich te 120%. Nie w sensie struktury (tu ewentualnie odbuduje je z powrotem do 100%, nie doda więcej ;)) ale w sensie wyglądu już tak.
A po drugie, tak jak napisałam, moje są w bardzo dobrym stanie… poza końcówkami. Najstarsze, już słabe i przesuszone, łatwo puszące się partie moich włosów dają Olaplexowi pole do popisu. Tam jest co odbudowywać i wzmacniać, jest też do wygładzać :) I to właśnie z myślą o końcówkach postanowiłam spróbować Olaplexu: chciałam, żeby były mocniejsze i żeby łatwiej było im przetrwać od podcięcia do podcięcia (choć to większe znaczenie miałoby kiedy jeszcze zapuszczałam włosy i podcinałam je jak najrzadziej: wtedy Olaplex mógłby mi pomóc wydłużając wytrzymałość końcówek i czas między podcięciami z roku do na przykład roku i trzech miesięcy. Albo wtedy, kiedy podcinałam końce co 3 miesiące, a one były bardzo słabe i z trudem wytrzymywały ten czas. Teraz i tak będę podcinała włosy co maksymalnie 4-5 miesięcy, czyli tak często, że końcówki nie zdążą się zniszczyć i to, czy potencjalnie wytrzymają rok czy ponad rok nie ma już znaczenia. Ale teraz mam jeszcze trochę dość słabych centymetrów i im Olaplex mógłby pomóc czekać na najbliższe podcięcie czy dwa, niwelując ewentualne zbyt szybkie zniszczenie.) a także żeby były gładsze i mniej się puszyły. Jeśli chodzi o wzmocnienie czy odbudowę, myślałam też o włosach, które nie sięgają w tej chwili końcówek. Moje końce są tylko w niewielkiej części tak gęste jak wyższe partie i czekam na to, aż wyhodowane jakiś czas temu nowe włosy dorosną do pełnej długości. Są też na pewno takie, których końce zniszczyły się zanim zrobiły się bardzo długie. I to te chciałam wzmocnić, umożliwiając im urośnięcie do pełnej długości. W tej kwestii i tak jest lepiej niż kiedyś, bo nie mam już starych zniszczeń i od dawna stosuję głównie sprawdzone produkty, widzę efekty w postaci zagęszczenia włosów i to również w niższych partiach, ale to było coś, co Olaplex mógł poprawić.

Oczekiwania w pigułce: jeśli chodzi o natychmiastowe, widoczne efekty na które liczyłam najbardziej, miałam nadzieję na gładszą, dociążoną długość (czyli wyciągnięcie z niej 120% ;)), i gładsze, dociążone końcówki (czyli przywrócenie tych partii do okolic 100% ich możliwości). Z niewidocznych efektów liczyłam na wzmocnienie końcówek (choć nie jest mi już niezbędne w dłuższej perspektywie, przydałoby się jeszcze na teraz, żeby najsłabsze końce doczekały do jednego czy dwóch kolejnych podcięć) i krótszych włosów, żeby dorosły do pełnej długości (choć tu i tak jest już poprawa, a więc jestem na dobrej drodze i bez Olaplexu).

Zakupy

Opcję zabiegu regenerującego w salonie odrzuciłam jak tylko zobaczyłam ceny dla włosów “długich”, a we fryzjerskiej skali “długie włosy” są ze trzy razy krótsze niż moje ;) Zdecydowałam, że kupię odlewki, bo nawet najmniejszy oryginalny zestaw jest i za duży i za drogi.
Wybrałam wyglądającą dość porządnie drogerię hairpro.pl i zestaw z 22.5 ml jedynki i 45 ml dwójki. Przy wyborze rozmiaru kierowałam się ilością numeru 2 jako produktu o  kremowej konsystencji maski/odżywki i liczyłam, że skoro zużywam około 30 ml przeciętnej maski na jedno użycie, te 45 ml Olaplexu starczy w sam raz na jedno użycie i trochę (za to mniejsza pojemność byłaby niewystarczająca). Spodziewałam się, że jedynki mi trochę zostanie a dwójkę zużyję całą i gdybym chciała powtarzać zabieg, będę miała zawsze problem z dopasowaniem objętości. Nie spodziewałam się zupełnie, że i jedynki i dwójki starczy mi bez problemu na równo trzy razy, ale o tym zaraz :)


Przy okazji, sklep mogę polecić. Kiedy przesyłka przyszła z rozlaną zawartością (pękła strzykawka z jedynką), reklamacja przebiegła sprawnie i miło. 

Zabieg pierwszy

Planując zabieg, postanowiłam wbrew zaleceniom nie używać maski po myciu, bo chciałam zobaczyć efekt po samym Olaplexie, a nie częściowo – i to nie wiadomo w jakiej części – po masce czy odżywce. Wiem, że poradniki zalecają maskę, bo Olaplex nie  działa jak odżywka czy maska, nie jest emolientowy ani humektantowy i nie poprawia wyglądu włosów bezpośrednio, więc instrukcja radzi nakładanie maski po, żeby włosy wyglądały dobrze i dały się rozczesać, bo mało która klientka salonu fryzjerskiego byłaby zadowolona gdyby wyszła z włosami niby odbudowanymi… ale wyglądającymi jakby zupełnie nic z nimi nie zrobiono. Ale emolientów i nawilżania moim włosom generalnie nie brakuje i uznałam, że jedno mycie bez przeżyją ;) Z rozczesywaniem też nie powinnam mieć problemów.

Nie zamierzałam też zmywać Olaplexu szamponem (na przykład przy olejowaniu umycie długości szamponem u mnie nie tylko kasuje efekty olejowania ale sprowadza włosy do stanu gorszego niż ten w jakim byłyby bez olejowania, więc zmywam olej wyłącznie maską), bo czytałam, że nie ma takiej potrzeby: zabieg nie obciąża, nie jest tłusty i można go po prostu spłukać. Umyłam więc najpierw włosy żeby nie musieć robić tego po Olaplexie (nie zmyłabym go tak czy siak, bo Olaplex planowałam nałożyć od uszu w dół a szampon nakładam mniej więcej od uszu w górę, ale uznałam, że będzie mi prościej po zabiegu tylko spłukać włosy a nie je jeszcze myć), nie nakładałam niczego na długość, pozwolilam im wyschnąć żeby nakładać fazę 1 na suche, i zaczęłam przygodę.

Dla jak najbliższego porównania, zrobiłam zdjęcia włosów przed pierwszym zabiegiem, na przestrzeni kilku dni, po różnych myciach. O ironio, kiedyś zaznaczałam, że moje włosy na zdjęciach wyglądają gorzej niż w rzeczywistości. Teraz muszę napisać, że na zdjęciach w tym poście jest lepiej niż w rzeczywistości. O tyle, o ile na zdjęciach włosy wyglądają tak, że trudno od nich wymagać większej gładkości, na żywo są trochę spuszone, więc Olaplex miał co robić ;)

To średni dzień, trochę puchu, trochę odgnieceń:


Kolejne dwa zdjęcia były robione po innym myciu, to bardzo dobry dzień, włosy były gładkie, śliskie i proste.



A to zdjęcie zrobiłam tuż przed nałożeniem Olaplexu: włosy po myciu bez oleju/maski, tuż po wyschnięciu czyli w momencie, w którym wyglądają najgorzej ;)


Opierałam się na tej instrukcji do samodzielnego zabiegu z oficjalnej strony Olaplexu. Według niej trzeba przygotować mieszankę z 15 ml jedynki i 90 ml wody, czyli w sumie  wyszłoby jej 115 ml, a ja czułam, ze 115 ml to za dużo (o tym, że dla długich włosów instrukcja zaleca 30+180 ml nawet nie zaczynajmy rozmawiać ;)). Zrobiłam połowę zalecanej ilości, 7.5 ml Olaplexu (dobrze się złożyło, że to prawie równo 1/3 ilości którą kupiłam) plus 45 ml wody, w sumie okolo 52 ml i… było idealnie. Nałożyłam Olaplex od uszu w dół i bez problemu mogłam nasączyć włosy dokładnie, a z końcówek na których chciałam się skupić najbardziej aż kapało.
Gdybym nakładała Olaplex też na włosy przy głowie zużyłabym więcej, ale nadal na pewno nie 115 ml. Z drugiej strony to butelka ze sprayem wpływa tak dobrze na wydajność. Przy polewaniu włosów mieszanką (a w instrukcji jest napisane, żeby nie używać butelek ze sprayem tylko właśnie polewać włosy) pewnie można zużyć te 115 ml,  nawet na włosach krótszych niż moje.

Nie wiem dlaczego instrukcja wspomina, żeby nie używać sprayu. Przy rozpylaniu marnuje się na pewno mniej produktu niż przy metodzie którą sugeruje oficjalna strona. Bez problemu można nasączyć włosy dokładnie jeśli podzieli się je na partie (ja swoje podzieliłam poziomo na trzy warstwy a każdą z nich jeszcze na lewą i prawą połowę. Pasma były na tyle cienkie, że mogłam je całe dokładnie zmoczyć.) a już zwłaszcza jeśli robi się to na czyichś włosach, tak jak fryzjerzy. Może chodzi o rozpylanie w powietrzu? Nakładając nr 1 na włosy przez pierwsze chwile trochę kaszlałam i czułam drapanie w gardle. Ale nie było to nic wielkiego, jedynie kilka chwil nieprzyjemnego wrażenia. Odsunęłam pasmo włosów i butelkę od twarzy i trzymałam ją bliżej włosów żeby rozpylać jak najmniej mgiełki wokoło i to wystarczyło.
Trochę się bałam, że używając butelki ze sprayem odbuduję mostki dwusiarczkowe w podłodze, ścianie i w bluzce ;) ale przy podzieleniu włosów na dość cienkie, dające się szybko nasączyć pasma i uważnym nakładaniu nie miałam żadnego problemu. Mieszanka Olaplexu nr 1 z wodą w dotyku przypomina mi silikonową odżywkę w sprayu: jest bardziej śliska niż woda, łatwo włosy przeczesać palcami i rozprowadzić produkt dokładnie.

Samo nakładanie jedynki zajęło mi około 10 minut, a później trzymałam ją na włosach przez kolejne 15 (czyli w sumie 25 minut) po czym dołożyłam nr 2.

Nakładając dwójkę cały czas zastanawiałam się nad tym, dlaczego nigdzie nie spotkałam się z tym, żeby ktoś napisał jak pięknie ten produkt pachnie. A pachnie prześlicznie, jak owocowo-kwiatowe perfumy.

Przed nałożeniem obliczyłam ile musiałabym zużyć dwójki, żeby też była to 1/3 całości i żeby zużycie pasowało do jednyki. Jedna trzecia z 45 ml to 15 ml. Wydawało mi się to niemożliwe do zrobienia, ale kiedy zaczęłam nakładać kremową część na włosy okazała się ona tak śliska i powalająco wydajna, że… 15 ml to było aż trochę za dużo :) Świetnie. Zużyłam więc nie tylko po równo każdej z dwóch części, ale w dodatku niewiele, jedną trzecią. Cena jednorazowego zabiegu spadła z ponad 100 zł do około 30 zł (trzy razy bardziej cieszyłam się, że nie zdecydowałam się na zabieg w salonie) a problem nierównego zużywania obu części zniknął.

Dwójkę nakładałam jakieś 5 minut a trzymałam 30 minut, w sumie 35 minut, czyli nieco dłużej niż zaleca instrukcja. Według niej, czas to 5 minut dla jedynki i 10-20 minut dla dwójki. Wydłużyłam go trochę, myśląc, że może im więcej czasu na działanie tym lepiej i zakładając, że te 5 i 10-20 minut to ilość czasu dostosowana do możliwości salonu fryzjerskiego (na tej samej zasadzie co opisy na drogeryjnych maskach mówiące, że działa już po minucie. Mało która klientka nie-włosomaniaczka kupiłaby maskę na której napisane by było, że działa świetnie po godzinie ;)). Z drugiej strony, chociaż Olaplex to nie maska ani olej, nie chciałam trzymać go za dlugo, żeby włosy nie zareagowały tak źle jak reagują na zbyt długie trzymanie tradycyjnych produktów.

Po 35 minutach z dwójką spłukałam całość. Przy spłukiwaniu nie czułam nic szczególnego, żadnej śliskości takiej jak po mocno silikonowych, wygładzających maskach, chociaż czytałam, że właśnie już przy spłukiwaniu można poczuć gładkość i śliskość wlosów.

Po wyschnięciu nadal nic: poza tym, że włosy były lekko sztywniejsze, nie było żadnej różnicy. Wizualnie i w dotyku były takie, jak włosy bez odżywki plus sztywność i to wszystko.

Tak wyglądały moje włosy pierwszego dnia po Olaplexie:



A tak drugiego:



Przy kolejnym myciu użyłam maski myśląc, że może efekty Olaplexu chowały się pod brakiem emolientów i pokażą się po pełnej pielęgnacji. Nie pokazały się.



Zabieg drugi

Drugie podejście zrobiłam po dwóch tygodniach. Teoretycznie efekty w postaci odbudowy trwają dopóki znów nie zniszczy się włosów, ale ja nie planuję swoich niszczyć, więc nie miałam na co czekać trzymając Olaplex w szafie.

Tym razem zamiast myć włosy, czekać aż wyschną i nakładać jedynkę, zaczęłam zabieg przed myciem. Jedynkę nakładałam znów 10 minut ale trzymałam 35 minut (czyli w sumie 45 minut), dwójkę nakładałam tak jak ostatnio około 5 minut, ale trzymałam 40 minut (czyli w sumie 45 minut).
Po spłukaniu calości umyłam skórę głowy balsamem Sylveco a na długość nałożyłam maskę miodowo-migdałową Seri. I znów nie było żadnego efektu, ani wizualnie ani w dotyku.

Zabieg trzeci

Trzeci zabieg zrobiłam po kolejnych dwóch tygodniach. Chciałam już tylko zużyć ostatnią porcję, żeby nie zalegała w szafie i miałam naprawdę minimalną nadzieję na jakiekolwiek efekty.
Tak jak przy drugim użyciu, zaczęłam nakładać Olaplex na suche włosy przed myciem. Jedynkę nakładałam 10 minut a trzymałam 2.5 godziny, czyli w sumie 2 godziny i 40 minut. Dwójkę nakładałam 5 minut, trzymałam 3 godziny, czyli w sumie 3 godziny i 5 minut. Później umyłam skórę głowy a na długość nałożyłam maskę Seri tak jak za drugim razem.

Włosy po wyschnięciu były trochę spuszone (pewnie za długo były mokre, w sumie Olaplex był na nich prawie 6 godzin plus 3 godziny schnięcia po myciu), ale nie  wyglądały na przekarmione (czyli Olaplex naprawdę nie działa jak maska, bo po takim czasie z maską miałabym suche, matowe i bardzo spuszone włosy).

Poza spuszeniem (czy raczej pod spuszeniem :)), zauważyłam mocniejszy blask, który utrzymał się niestety tylko do kolejnego mycia. Innych widocznych efektów nadal brak.

Podsumowanie

Rozczarowałam się. Wiem, że samej odbudowy mostków dwusiarczkowych nie da się zobaczyć ;), ale liczyłam na to, że jej efekty tak: że pośrednio coś na włosach będzie widać i czuć, skoro są odbudowane. Że będą bardziej gładkie wizualnie i śliskie w dotyku, będą się mniej puszyły. Nic takiego się nie stało.
Rozumiem, że na długości może nie być wizualnego efektu bo jeśli włosy są zdrowe i wyglądają tak dobrze, jak to możliwe, na 100% swoich możliwości, to Olaplex nie zrobi z tego 120%. Mimo to miałam nadzieję na wspaniałą gładkość, bo niejedna recenzja o takich 120% wspomina, ale to może być kwestia tego, że osoby od lat rozjaśniające włosy czy niszczące je w inny sposób nie pamiętaja, jakie ich włosy były kiedy były całkowicie zdrowe. I może to, co uważają za 120%, to tak naprawdę 100%, dawno zapominane a teraz na nowo zachwycające. Przywrócenie włosów do pełnych możliwości, a nie wyciągnięcie z nich więcej.
Może Olaplex działa u osób, które zniszczyły włosy i wtedy robi z 60% możliwie najlepszego wyglądu znów 100%: jest pole do poprawy, jest widoczny efekt. U mnie na długości pola do poprawy raczej nie było, bo włosy wyglądają tak dobrze, jak tylko ich typ pozwala, a nadzieja na 120% była niewielka. Ale na końcówkach naprawdę efekt mógłby być widoczny. Niestety nie jest.

Jeżeli Olaplex zadziałał, to tylko niewidocznie, wzmacniając i odbudowując włosy, ale nie wiem na ile, jeśli w ogóle. Niby świetnie, ale bardziej przydałoby mi się to kiedy nie podcinałam włosów najdłużej jak się dało – bo mogłabym jeszcze dłużej, gdyby końce wolniej się starzały i niszczyły – albo wtedy, kiedy podcinałam je co 3 miesiące i czasem trudno im było przetrwać ten czas w znośnym stanie, bo wciąż obecne były stare zniszczenia i podcięte końce szybko robiły się suche i szorstkie. Teraz, kiedy są zdrowsze po dużym cięciu i z lepszą pielęgnacją, a ja będę je często podcinała, będą i tak zdrowe i mocne, i będą spokojnie wytrzymywały w dobrym stanie od podcięcia do podcięcia.
Świetnie, jeśli włosy będą mocniejsze. (O ile będą.) Może to pozwoli większej ilości włosów które teraz są krótsze urosnąć do większych długości i zagęścić koncówki. Ale to przy dobrej pielęgnacji i nieniszczeniu włosów i najprawdopodobniej tak by się stało.

Olaplex poza sztywnością włosów bezpośrednio po pierwszym zabiegu nie dał u mnie żadnych efektów. Teraz nie wiem, czy zadziałał (włosy są mocniejsze i końcówki będą się wolniej niszczyły) ale nie ma efektów takich jak gładkość, śliskość, dociążenie (choć wydaje się, że powinny być jako efekty pośrednie), czy nie zadziałał wcale. Opinie czytałam różne, po zabiegach domowych i w salonie, przy rozjaśnianiu i przy samodzielnym zabiegu. Nie pamiętam, żebym czytała, że nie stało się zupełnie nic. (Jeśli już, Olaplex szkodził.) Jednak motyw gładszych i śliskich włosów się powtarza, tak samo jak wrażenie mocniejszych, bardziej “konkretnych” włosów, cięższych, bardziej sprężystych i mięsistych.

Jakimś możliwie usprawiedliwiającym argumentem jest to, że nie wiem czy mój Olaplex był oryginalny, ale nie mam sposobu na sprawdzenie tego. Czytałam o zapachu, sprawdzałam kolor, to się zgadza. Więcej nie zrobię.

Efekty w pigułce: natychmiastowych, widocznych efektów na długości w postaci dociążenia i wygładzenia brak (120% się nie pojawiło), na końcówkach, którym z kolei brakowało sporo do 100% gładkości i było na nich co robić, efektu również brak. Wzmocnienia/odbudowania końcówek raczej nie będę miała jak sprawdzić, oczywiście o ile w ogóle nastąpiło. Tak samo zresztą jak wzmocnienia krótszych włosów, bo one i tak powoli rosną i zagęszczają całość i bez Olaplexu, dzięki innym rzeczom.

Komentarze

  1. Kiedyś kupiłam olaplex w trakcie domowego farbowania i niestety byłam rozczarowana. Zmiany kondycji włosów po farbowaniu kompletnie nie zauważyłam, za to farba praktycznie w ogóle nie złapała... Od lat używam jednej farby do której zawsze wracam więc to jednak była wina olaplexu. Skończyło się tak, że po jakimś tygodniu/dwóch farbowałam po raz drugi...

    zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie używałam nigdy oryginalnego Olapexu, ale skusiłam się na dwa produkty na nim wzorowane :) Zaczęłam od Nanoplexu i po nim włosy były naprawdę ładne - dociążone, gładkie, błyszczące, jak po bardzo bardzo dobrej masce. Ale robiłam ten zabieg w domu rodzinnym, gdzie zawsze osiągam lepsze rezultaty (wpływ wody). Warta wypróbowania jest też seria Joanny Ultraplex - ja mam krok 3 i sprawdza się na tyle dobrze, że chyba sięgnę po pozostałe produkty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kiedyś rozważałam te wzorowane na Olaplexie produkty, ale większość jest ciężko proteinowa, więc zdecydowanie nie dla mnie ;)

      Usuń
  3. Hej:) Pamiętam, że kiedyś znalazłam u Ciebie na blogu wzmiankę o pewnym fotografie, który w swoich pracach często wykorzystuje motyw bardzo długich włosów, o kogo chodziło konkretnie? Nie mogę nigdzie znaleźć:( zdjęcia trochę surrealistyczne

    OdpowiedzUsuń
  4. kupiłaś podróbkę

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz