Od mycia do mycia czyli dwa dni z życia moich włosów w zdjęciach: lipiec 2017

Pomysł na ten wpis od jakiegoś czasu chodził mi po głowie i oto jest. Dwa dni z życia moich włosów. Choć technicznie wpis obejmuje trzy dni, jest to 48 godzin :)

Środa, dzień 0 (czyli dzień 2 poprzedniego cyklu)

Tuż przed myciem, czyli czas, kiedy moje włosy są najgładsze. To ten typ, który wygląda tym lepiej, im dalej od mycia.
Przetłuszczenia nie widać, ale byłoby je widać kolejnego dnia rano, gdybym nie umyła głowy. W wyglądzie włosów przy skórze głowy jest niewielka różnica między dniem 1 i 2, ale w nocy między dniem 2 i 3 nagle pojawia się obciążenie. Dlatego myję co 2 dni :)



W trakcie mycia. Użyłam maski Biovax do włosów suchych i zniszczonych (pozostałe kosmetyki według lipcowego zestawu, czyli szampon regenerujący Eco Laboratorie, wcierka Vianek, serum L'Oreal Mythic Oil).

Tu tylko wycisnęłam z włosów wodę i zamiast założyć turban, pobiegłam do pokoju żeby zrobić zdjęcia ;) Na pierwszym włosy są nierozczesane:


A tu rozczesane:


Pięć minut w turbanie. Dłuższe trzymanie go na głowie nie służy mojej skórze i sprawia, że włosy są później spuszone nawet po nocy czy dwóch.


Po zdjęciu turbanu. Zalety wysokoporowatych, suchych włosów są takie, że one naprawdę szybko schną. Pięć minut w bawełnianej koszulce i koncówki są całkowicie suche (przez to nie mogę w zasadzie nałożyć serum silikonowego na mokre końcówki ;) Ale bardzo się staram złapać ten moment, w którym jeszcze są wilgotne.)


To zdjęcie zostało zrobione mniej niż 10 minut po poprzednim. Nałożyłam serum na końcówki i wcierkę na skórę głowy. A włosy na długości w tym czasie w większości wyschły. Mają też szaloną objętość :) I są spuszone. Są osoby, których włosy wyglądają najlepiej tuż po myciu, a później tracą nawilżenie, zaczynają wyglądać na suche, robią się matowe i spuszone. Moje mają dokładnie odwrotnie, wygładzają się z czasem. (Choć kiedy stosowałam zbyt ciężką i złożoną pielęgnację, taki puch utrzymywał się aż do kolejnego mycia.)


Tyle włosów wypadło mi w trakcie mycia, od początku aż do momentu kiedy przeczesywałam je po nałożeniu wcierki. Spieszyłam się, więc jest ich trochę więcej niż zwykle, ale ta ilość to nadal niewiele. Cieszę się :)


Trzy i pół godziny później, włosy suche w 98%. Tylko wierzchnia warstwa przy skórze głowy jest lekko wilgotna. Co ciekawe, wierzch schnie najpóźniej. Spodziewałabym się, że będzie sechł jako pierwszy – ze względu na dopływ powietrza. Ale przez ciepło głowy i pleców, to spód jest suchy dużo szybciej. Długość schnie bardzo szybko, najdłużej wilgotne zostają partie przy głowie.
Do całkowitego wyschnięcia włosy potrzebują trzy i pół do czterech godzin. To zależy od temperatury i tego, czy macham głową czy nie :) Machanie przyspiesza schnięcie. A żeby włosy przy skórze wyschły szybciej, czasem pochylam głowę, przerzucam je do przodu i siedzę tak jakiś czas w namiocie z włosów, z książką albo telefonem :)


Czwartek, dzień 1
Po nocy (w kucyku z kilkoma gumkami, jak zwykle) jest dużo lepiej. Włosy są dużo, dużo gładsze.


Piątek, dzień 2
Dzień kolejnego mycia. Znów maksymalne wygładzenie :)



Komentarze

  1. Aż się prosi o podcięcie przynajmniej 20 cm końcówek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo za odkrycie! Bo przecież autorka wcale nie pisała o tym od miesięcy i w każdym ostatnim poście! Teraz czekam aż ktoś napisze że ziemia jest okrągła.

      Usuń
    2. Niby kto prosi? Skoro autorce podobają się jej włosy i na razie nie ma ochoty ich obcinać to chyba jej sprawa, a jak Tobie się nie podobają to nikt nie zmusza do wchodzenia tutaj i patrzenia.

      Usuń
  2. Henri, a nie sądzisz że takie rzadkie podcięcia po Twoim wielkim cięciu to nie był do końca dobry pomysł? Końcówki nie wyglądają tak gęsto jak po mocniejszym cięciu, możesz znów wpaść w błędne koło małych podcięć, a one nie będą się zagęszczać... :l Chyba że zdjęcia nie oddają rzeczywistości, Ty je widzisz na żywo na codzień więc tylko Tobie to oceniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwa podcięcia po wielkim cięciu, to w 10.2015 i 10.2016 były okej, w sensie czasu. Za to teraz jest późno, tak. Zbyt dawno od podcięcia. Gdybym nie była tak blisko celu, gdyby to było dalej i nie robiłoby mi różnicy czy to np. 17 czy 20 miesięcy, to bym podcięła. Ale że to była kwestia 0 albo 3 miesiące, uznałam, że przeczekam. Ze starymi zniszczeniami bym nie czekała wcale, bo to zło idzie w górę szybciej niż mija czas czekania :) Ale takie bieżące zużycie, to myślę, że nie będzie się tak rozprzestrzeniać. To raz. A dwa, że ja powinnam być w stanie obcinać 5 cm co 3 miesiące, niech będą nawet 4 miesiące. To całkiem sporo i całkiem szybko. Myślę, że takie 5 cm podcięcia za każdym razem dadzą widoczne zagęszczenie. A że będą częste, nie tylko zniszczenia nie powinny mnie wyprzedzić, ale powinno się wręcz robić wyraźnie coraz lepiej. Takie są przewidywania. Zobaczę jak to będzie w praktyce wyglądało. Na zdjęciach końce wyglądają różnie, np. w tym poście dopóki były spuszone po myciu to było okej – ha, ha. Potem ściśnięte w koczku się posklejały, bo nałożyłam za dużo serum. (Jak się kończy Mythic oil, przestaje działać pompka :/ ) Ale na przykład po warkoczu, który odruchowo zaplatam zawsze tak samo ciasno, widać, że końce nawet teraz, tyle miesięcy po ostatnim podcięciu, są teraz gęściejsze niż były przed wielkim cięciem. Czyli nadal jest lepiej nż było wtedy, mimo tego że ostatnie podcięcie było dawniej niż powinno być, nie jest tak źle jak wtedy. A od zaraz będzie się robić lepiej.
      A teraz opublikuję ten komentarz i zobaczę czy jest dłuższy niż treść posta :D

      Usuń
  3. Henri a nie myślałaś o olaplexie ? Wiem, że to droga sprawa, ale można albo sprawić sobie 1 zabieg w salonie, albo kupić odlewki (ja się bałam na allegro, ale kupiłam je w całkiem sporych dorgeriach internetowych). Gdybyś kupiła sama, do mogłabyś zrobić go np, tylko od pasa w dół, co pewnie daje taką ilość włosów, którą pokrywa jedna porcja.

    Sama niedawno zrobiłam sobie 1 i 2 (ale trzymałam dłużej niż sugerują na ulotce) i już podczas zmywania czuć było, że włosy są kompletnie inne. Po nałożeniu ulubionej odżywki (u mnie Davines) włosy lśniły jak w reklamie. Następne mycia były byle jak i na wyjazdach - bez odżywek, masek, myte czymkolwiek i suszone ciepłym nawiewem - byle szybciej. No i oczywiście się spuszyły, bo olaplex nie jest od tego, żeby włos wygładzać, ale od tego, żeby go od środka odbudować. Mimo tego w dotyku włosy i tak były gładkie i takie..."jędrne". O wiele szybciej się też wygładziły i naprawdę lepiej wyglądały.

    Teraz siedzę po zestawie: szampon wysuszacz Klorane (jakoś muszę go zużyć)->olaplex 3 pod czepek na godzinę->mycie szamponem Dove granatowym->polecona przez Ciebie granatowa maska Ziaja->trochę olejku CHI na włosy. Nie chciało mi się suszyć, więc sobie schną, ale już widać, że jest moc. Po samej odżywce też są super (ale muszę ją przeplatać z czymś mocniejszym, bo ja nie lubę długo trzymać kosmetyków na głowie i stosowana solo na minutę po każdym myciu jest trochę jednak za słaba), ale teraz to naprawdę petarda. A pomyśleć, że kiedy baardzo dbałam o włosy, to były dokładnie takie, jak Twoje i dopiero Twój minimalizm je odratował.

    Olaplex polecam Ci z tego względu, że myślę, ze chociaż jedna sesja z 1 i 2 może odbudować sporo zniszczeń i ubytków (oczywiście rozdwojeń nie sklei) i zminimalizować ryzyko szybkiego wykruszania się zmęczonych długim zapuszczaniem włosów.

    Swoją drogą bardzo, bardzo gratuluję osiągnięcia celu i cieszę się razem z Tobą!

    A teraz ja opublikuję swój komentarz i zobaczę, czy jest dłuższy niż Twój...

    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komentarz jest dłuższy. Brawo ;)

      Kurczę. Zupełnie nie pomyślałam o Olaplexie. Kiedy się pojawił czytałam i czytałam, ale zawsze pojawiał się w kontekście farbowania albo bardzo zniszczonych włosów. Jak zaczęły się pojawiać podobne do niego produkty czytałam kilka recenzji, wszystkie te kosmetyki były dość mocno proteinowe, i w pewnej chwili chyba uznałam że ta cała plexowa impreza nie jest dla mnie, bo proteiny, więc zaszkodzi. Ale teraz patrzę na składy Olaplexu i... chyba nie są proteinowe? Przynajmniej 1 i 2. Muszę w najbliższym czasie usiąść i poczytać na spokojnie. Bo jeśli nie są mega proteinowe, to to może byś strzał w dziesiątkę. Taki właśnie 1-2 zabiegi, na teraz :)

      Usuń
  4. Oł men...nie wygląda to dobrze :-/ Mnie osobiście odrzuca widok tych włosów. Po prostu tak odbieram to co tu widzę. Może gdzieś w pielęgnacji robisz coś ze szkodą dla swoich włosów?? Wiem, że chodzi Ci o długość itd ale one naprawdę wyglądają marnie. Czy to mimo wszytko sprawia Ci radość - włosy długie ale niekoniecznie wyglądające dobrze?? Nie do końca rozumiem taką filozofię. Dużo bardziej estetycznie wyglądałyby jakoś do połowy pleców. Do tej długości są po prostu jako tako zadbane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle razy o tym wszystkim pisałam, że kolejny raz nie ma sensu ;)

      Usuń
    2. Henri ma taki typ włosów, które im dłużej mija od mycia, tym lepiej wyglądają.
      Przecież na zdjęciu po nocy i na zdjęciach z drugiego dnia świetnie to widać.

      Dla mnie wyglądają na bardzo zadbane, a końcówek może nie jest tyle co reszty włosów, ale sprawiają wrażenie naprawdę zdrowych, śliskich i gładkich.
      Bardzo ciężko przy takiej długości dojść do gęstych końców, jest to długi proces ;)

      Usuń
  5. Henrietta jesteś jedyną osobą prowadzącą blog o włosach, który zawiera dla mnie jakieś cenne informacje. Po prostu mam dość blogerek radzących jak dbać o włosy podczas gdy one mają z natury łatwy w pielęgnacji typ włosa lub zniszczenia wynikające z niewłaściwego traktowania włosów. Patrzę na Twoje włosy i widzę, że masz podobny trudny w pielęgnacji cienki, wysokoporowaty włos o tendencji do falowania. Prawie zawsze mogę polegać na recenzji którą zamieszczasz. Dziękuję, że to robisz i proszę o więcej recenzji produktów nawet bubli. Nie sztuka dbać o włosy łatwe w pielęgnacji. Wiem jak dużo pracy trzeba włożyć, prób i błędów,żeby takie włosy prezentowały się ładnie. Dlatego nie patrz Kochana, nawet nie czytaj negatywnych komentarzy o swoich włosach.
    Czytelniczka Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :) Zawsze trochę się obawiam recenzji, bo czasem ktoś się poskarży, że to "tylko recenzja" a nie coś ciekawszego. Ale te osoby pewnie akurat nie potrzebują żadnego nowego produktu, nie szukają, więc recenzja im nic nie daje. Ale jak u kogoś mało co się sprawdza, to recenzje są ekstra :) Mam kilka prawie gotowych, będę publikowała :)

      Usuń

Prześlij komentarz