Dwie wspaniałe nowości Ziai: Satynowe serum wygładzające i Welwetowe serum nabłyszczające

O maskach z dwóch nowych serii Ziai pisałam w listopadzie. Poznanie serów (jak nie raz wspominałam, jestem fanką odmiany tego rzeczownika :)) zajęło mi więcej czasu, bo tradycyjnie każde sprawdzałam trzy miesiące. Buziak dla Króla Małżonka, który wypatrzył nowe linie i kupił mi je tak szybko, że kiedy miałam je w domu, w internecie nie było o nich słowa – nawet na oficjalnej stronie Ziai :) Oba sera mają pojemność 50 ml i kosztują 12.99 zł w stacjonarnych firmowych punktach sprzedaży, a na przykład w niezastąpionej aptece doz.pl można je dostać za 9.49 zł ;)


Satynowe serum wygładzające: kuracja olejkami arganowym i tsubaki
  • Nabłyszczanie włosów ● Ochrona termiczna ●
Do włosów suchych i zniszczonych oraz po zabiegach fryzjerskich
-Nabłyszcza i skutecznie wygładza włosy
-Zapobiega puszeniu się włosów
-Nadaje miękkość i elastyczność
-Ułatwia rozczesywanie na mokro i na sucho
-Chroni końcówki włosów przed rozdwajaniem

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Isopropyl Myristate, Phenyl Trimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Japonice Seed Oil, Parfum (Fragrance), Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Citronellol, Coumarin, Hexyl Cinnamal.

W składzie olej arganowy i olej z kamelii (tsubaki). Argan i moje włosy nie idą w parze. Maska z tej serii mi zaszkodziła, choć nie mam pewności, czy to właśnie przez ten olej. Z drugiej strony, serum Marion 7 efektów działa wspaniale, mimo obecności oleju arganowego w składzie. Postanowiłam więc zaryzykować i z tym serum.

Jego konsystencja jest dość gęsta, ale nie na tyle, żeby była lepka i utrudniała rozprowadzanie na włosach. Satynowa wersja pachnie ślicznie, ma perfumowe nuty, to taki elegancki, głęboki zapach.

Jeśli chodzi o działanie na zaraz, kiedy w październiku miałam szorstkie, suche, sztywne koncówki po masce z tej serii, serum je wygładzało, zmiękczało, sprawiało, że były bardziej miękkie i elastyczne. Nie całkowicie, nie do idealnego stanu, ale jednak wyraźnie poprawiało sytuację. (Ostatecznie maski używałam za długo, dawałam jej zbyt wiele szans i wpłynęła tak źle na wrażliwe już końcówki – wtedy były 12 miesięcy po poprzednim cięciu – że musiałam je obciąć.) Serum potrafi więc wpłynąć pozytywnie na końce, które mają się źle. To, że całkowicie nie naprawiło szkód wyrządzonych przez maskę nie jest jego wadą. Po prostu maska była naprawdę kiepska, a końcówki wrażliwe i nie dało się już ich wygładzić ani nawilżyć, nic by tego nie zrobiło. Za to przez kolejne dwa miesiące serum idealnie zabezpieczało włosy. Długodystansowe działanie na plus :)

Z opakowaniem mam drobny problem. Dozownik działa na zasadzie “wszystko albo nic,” czyli daje od razu pełną porcję serum. Nie można wciskać go powoli, stopniowo, i wylać na dłoń na przykład jedną porcję a później jeszcze pół. A półtorej to dla mnie idealne ilość na każdą połowę końcówek. Jedna to za mało, dwie – za dużo. Po kilku tygodniach odkryłam, że po tym jak wyciśnie się pierwszą porcję na dłoń można od razu płynnym ruchem wcisnąć dozownik ponownie i wtedy da się go wcisnąć na tyle mocno, że ruszy w dół ale na tyle słabo, że zatrzyma się w połowie. I jest półtorej porcji :) Za pierwszym razem niestety trzeba użyć takiej siły, że pompka schodzi do samego dołu. Jeśli ktoś potrzebuje mniej niż jednej porcji serum, dosłownie kropelki, dobrze będzie przelać Ziaję do innej buteleczki.

Welwetowe serum nabłyszczające: kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym
  • Aktywne nawilżanie włosów ● Ochrona termiczna ●
Do włosów normalnych, cienkich, delikatnych i suchych
-Rozświetla i nadaje włosom zdrowy połysk
-Doskonale wygładza włosy
-Ułatwia rozczesywanie na mokro i na sucho
-Chroni i nawilża przesuszone końcówki

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Isopropyl Myristate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Amaranthus Cruentus Seed Oil, Hydrolysed Keratin, Parfum (Fragrance), Linalool.

W tej wersji znajdziemy olej ze słodkich migdałów (dla mnie świetnie), olej z amarantusa czyli szarłatu (którego nie znam) i keratynę (o nie!). A więc też strach. Ale też zaryzykowałam.

Wersja welwetowa pachnie słodko. Cudownie, przewspaniale. Taki sam zapach ma biały peeling (masło shea i olejek migdałowy) w słoiczku z Rossmanna z serii Wellness&Beauty. Kocham ten zapach! Z jego powodu bardzo, bardzo chciałam, żeby serum się sprawdziło. I sprawdziło się świetnie :)

Ma lżejszą konsystencję od tego z linii Satynowej. Bardziej śliską, w stronę tej którą ma Mythic Oil (ale nie aż tak lekką i śliską). Bardzo dobrze się rozprowadza.

Zaczęłam używać serum w styczniu. I wtedy też zaczęła męczyć mnie suchość końcówek. Uznałam, że raczej nie jest to kwestia ich starości – bo pojawiła się zbyt nagle i była zbyt mocna, a podcinałam je w październiku – tylko ogólne obciążenie, nabudowanie substancji i oczyściłam je (same końcówki, bo całą długość oczyszczałam w listopadzie przy okazji kryzysu). Cały czas myślałam, że jak na takie nabudowanie to też bardzo szybko: od listopada do stycznia minęły dwa miesiące, zazwyczaj potrzeba oczyszczania pojawia się raz na pół roku. Moje włosy tak mają: co kilka miesięcy robią się sztywne i suche bez powodu typu zła maska czy pogoda. Odkryłam, że muszę je wtedy delikatnie oczyścić i znów są gładkie i miękkie. Może tym razem zareagowały tak same końcówki? A może to przeproteinowanie keratyną z serum właśnie? Jest na końcu składu, ale kto wie – moje włosy są wrażliwe na proteiny, serum używam co 2 dni, może taka mała ilość z czasem dała efekt przeproteinowania? Takie były teorie. Oczyściłam końce i było znów dobrze, wróciła gładkość i miękkość.

Mniej więcej w tym samym czasie, niepewna jego działania, starym dobrym sposobem porównałam serum Ziai z jakimś zaufanym – wybrałam Mythic Oil. Przy użyciu każdego na połowę końcówek, oba wypadały tak samo. Końce gładkie, śliskie, miękkie. Idealne. Wychodziło na to że problem z suchością został rozwiązany oczyszczaniem i nie był winą serum. Przynajmniej nie jego natychmiastowym efektem, nic nie sprawiało, że po kilku użyciach było źle. Ale nadal nie wiedziałam, czy coś (keratyna?) nie szkodzi używane regularnie, często, przez dłuższy czas.

W lutym ten sam problem wrócił, końcówki były wyraźnie suche i szorstkie. Tym razem to nie mogło być ogólne obciążenie, nie po miesiącu. Znów pomyślałam, że może to serum szkodzi włosom po kilkunastu użyciach. To pierwsza taka sytuacja z serum i w ogóle z jakimkolwiek kosmetykiem. Do tej pory nie spotkałam się z tym, żeby coś szkodziło mi w ten sposób. Nie mam produktów, których mogę używać na przykład raz na dwa tygodnie albo co czwarte mycie, bo inaczej w jakiś sposób szkodzą. Jeśli coś działa źle, działa źle od razu, a jeśli nie, to używane często również nie szkodzi. Wymyśliłam więc plan sprawdzenia Ziai: chciałam odstawić serum na kilka myć i nie używać żadnego, żeby zobaczyć czy jeśli wymyję coś, co szkodziło, końcówki będą w lepszym stanie. Zakładałam, że tak będzie. Następnie chciałam wrócić do Ziai i zobaczyć, czy znów zrobi się gorzej. Później chciałam oczyścić końcówki i znów nie używać niczego żeby zobaczyć, czy końce w takim “surowym” stanie mają się lepiej niż z Ziają.
Bez serum było w porządku, niezabezpieczane, niewygładzane silikonami końcówki były gładkie i śliskie. (Gdyby nie było w porządku, to byłby sygnał do podcięcia. Dobre serum potrafi u mnie ukryć suchość i szorstkość końcówek, ale nie o to chodzi. Zniszczenia na moich włosach za szybko wędrują w górę, żeby je ukrywać. Nawet jeśli końcówki wyglądają całkowicie dobrze po nałożeniu serum, nadal tak naprawdę są zniszczone. Wolę je podciąć od razu po stwierdzeniu takiej potrzeby.) Zaczęłam znów używać serum i przez kilka tygodni czekałam, aż końce znów zaczną kaprysić. I co? I nie zaczęły. Bez serum jest całkowicie dobrze, ale Welwetowa Ziaja je wspaniale wygładza, dociąża i sprawia, że są śliskie i elastyczne. Czyli cokolwiek im wtedy szkodziło, nie było to to serum. Ziaja nie dość, że jest niewinna, to jeszcze działa fantastycznie. Naprawdę świetnie. Pomimo wątpliwości i podejrzliwych obserwacji, pod koniec trzech miesięcy stała się jednym z moich ulubionych olejków do końcówek. Za działanie natychmiastowe i za zabezpieczanie. W trzecim, czwartym i piątym miesiącu od cięcia zabezpieczyła końcówki idealnie.

Tak wygląda moja przygoda z nowymi olejkami Ziai. Jak zwykle w przypadku silikonowych serów, nie skupiam się na opisie producenta i oczekuję wygładzania i uelastyczniania “na zaraz” a także zabezpieczania końcówek przed rozdwojeniami i przesuszaniem. Zastanawiam się, czy kupiłabym sama te dwa produkty po przeczytaniu ich składów: przestraszyłabym się oleju arganowego i keratyny, czy uznałabym, że jest ich pewnie niewiele więc warto spróbować zwłaszcza, że do tej pory miałam pięciu ulubieńców wśród olejków i zdecydowanie warto spróbować zdobyć jeszcze dwóch (zwłaszcza, że serum Dove chyba zostało wycofane :( )? Dobrze, że W. mi je po prostu przyniósł i wręczył ;) Spróbowałam i zyskałam dwa sera, do których będę wracała.

Komentarze

  1. Myślę intensywnie właśnie nad tą satynową wersją i nad Isaną Oil Care Haarol, bo trzeba uzupełnić zapasy serowe ;p
    Kurcze no lubię olej arganowy, ale ta Ziaja to małe opakowanie ma 50ml ;/, za to kusisz zapachem ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedno z tych serów czeka u mnie na półce w kolejce na swój czas

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Henri, ciekawa jestem czy nakładasz serum na włosy suche czy odcisniete z nadmiaru wody? Ja używam go na drugi ze sposobów, przy czym mieszam dwie pompki serum z odrobiną odżywki bez spłukiwania z Ziaji (aktualnie zielona do włosów z łupieżem, bo kiedyś była dołączona gratis do szamponu, później przerzucę się może na tę z olejem rycynowym), żeby serum "rozwodnic" i dotrzeć do większej ilości włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie... pół na pół. U mnie po chwili w turbanie końcówki są już w dużej mierze i chociaż chciałabym nakładać serum na mokre, nie kapiące, ale mokre, to nie mogę :D Czyli wychodzi, że na takie wilgotne mocno w stronę suchych.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. W ogóle czytam Twój blog od dawna, mamy bardzo podobne włosy, moim też służy minimalizm i też nigdy niestety nie są idealnie gładkie. Tylko że moje nigdy nie wyglądają tak dobrze po koczku i są niestety bardzo ciężkie, przez co każda fryzura inna niż warkocz ciąży niemiłosiernie, więc z tego powodu około pół roku temu scielam je z długości do okolic talii do ramion. Ale za to odbijam sobie oglądając Twoje dążenia do celu, na którego osiągnięcie z niecierpliwością czekam. Nawet jeżeli nie będą idealne, to z czasem na pewno końcówki się zagęszczą, bo w tym jesteś akurat mistrzynią, patrząc na zdjęcia sprzed lat :)

      Usuń
    3. To ja naprawdę mam się z czego cieszyć jednak, mając takie lekkie włosy. Nie są gładkie, trudno je dociążyć, rozpuszczone nie leżą grzecznie na plecach, ale jednak nawet przy tej długości nie czuję wcale wagi.
      Dziękuję za tytuł mistrzyni! :)

      Usuń

Prześlij komentarz