30 dni fryzur z Torrin Paige: podsumowanie, zdjęcia i przemyślenia

Kiedy Torrin zapowiedziała w ramach tegorocznej edycji Vlog Every Day in April (VEDA) akcję 30 dni fryzur, wiedziałam od razu, że wezmę w niej udział. Wiedziałam też, że nie wszystkie fryzury zrobię, z różnych powodów, ale znalazłam dla nich zamienniki, zresztą zgodnie z sugestią Torrin. Pilnowałam tylko, żeby nie były to powtórki.

Tutaj znajdziecie wstęp do akcji, a w opisie filmu są linki do instrukcji każdej z fryzur. Przez kwiecień Torrin opublikowała 30 odpowiadających im vlogów. Przez #30daysofhairstyles i #torrinpaige na Facebooku, Instagramie i Twitterze możecie odszukać zdjęcia pozostałych uczestniczek.

Jeden z powodów, dla których mam długie włosy i chcę mieć je jeszcze trochę dłuższe, to fryzury. Kilka lat temu dość często się czesałam, a później przestałam, z braku czasu. Czasem zrobię koronę z warkocza, czasem coś innego, ale najczęściej jednak noszę Lazy Wrap Bun z Flexi8 albo koka-ślimaka – bo są szybkie, łatwe i wygodne. Myśl o częstszym robieniu innych fryzur jednak cały czas siedziała mi w głowie, cały czas chciałam to robić i czułam, że nie wykorzystuję długości, którą częściowo właśnie dla fryzur mam. Akcja Torrin była więc idealną okazją do tego, by wreszcie  (znowu) zacząć się czesać. Gotowa lista i wspólne działanie wystarczyły mi do zebrania się do działania.

Oto wnioski z akcji:

1. Przede wszystkim, moje włosy nie lubią takiej ilości manipulowania, przeczesywania, upinania, skręcania i zaplatania. Końcówki robią się suche i szorstkie. Po kilku podcięciach, kiedy będą zdrowsze, na pewno będzie lepiej, ale w tej chwili są zbyt wrażliwe na codzienne czesanie w coś skomplikowanego. Ale nie chodzi tylko o końcówki, które z czasem będą w lepszej kondycji. Moje włosy, choć większość długości jest zdrowa, są naturalnie skłonne do przesuszania i raczej wrażliwe, przez co całość szybko zrobiła się spuszona, matowa i nieco szorstka w dotyku.

2. Mam problem ze szczotkowaniem, również w kontekście końcówek. Kiedyś szczotkowanie puszyło mi całość włosów. Później, kiedy zrobiły się zdrowsze, już tylko końcówki. A po ścięciu całości starych zniszczeń było już całkiem bezproblemowo. Teraz końcówki znów są na tyle wrażliwe – zwłaszcza po 30 dniach czesania – że szczotkowanie je puszy. Na co dzień czeszę włosy tylko palcami, ale przy robieniu fryzur jednak przydaje się szczotka, żeby włosy były gładkie i sypkie. U mnie razem z sypkością znów pojawia się puch. Szczotka musi czekać na to, aż podetnę końcówki :)

3. Gęstość moich włosów jest tak nierówna, że warkocze wyglądają dobrze u nasady, ale na dole gorzej, dlatego jeśli chodzi o fryzury z warkoczy, mogą być maksymalnie cztery. Podział na więcej sprawia, że warkoczyki na dole są bardzo cienkie i nie da się z nich zbudować fryzury.

4. To samo dotyczy koków. Główna część musi być robiona z włosów u nasady, a rola końcówek musi się sprowadzać do owinięcia wokół koka. Moje koki nie wyglądają tak dobrze jak koki Torrin (i innych) nie dlatego, że nie mam mega gęstych, grubych włosów, a właśnie przez różnicę w gęstości między nasadą a końcówkami. (Kolejny powód dla którego nie mogę się doczekać podcięć i zagęszczania końcówek.)

5. Moje włosy są zaskakująco śliskie. Mogę wyciągnąć jedno pasmo z warkocza zaplecionego kilka-kilkanaście kolejek bez rozplatania całości. (Odkryłam to przy combo braids, przy których trzeba zapleść trochę warkocza na zapas dla zabezpieczenia przed poluźnieniem a później rozpleść ten roboczy zapas.)

6. Po warkoczu nie robią mi się już tak mocne fale jak kiedyś. To dobrze, bo za nimi nie przepadam. Po całym dniu noszenia korony z warkocza większość długości jest całkowicie prosta. Falują, a więc i puszą się, tylko sztywniejsze, suche końcówki. (To właśnie przez puch nie przepadam za falami po zaplataniu.)

7. Nadal muszę popracować nad chowaniem wsuwek i szpilek ;)

8. Zardzewiałe umiejętności można odkurzyć dość szybko – po długiej przerwie wystarczyło kilka dni, żeby warkocze znów były równe a koki znów przypominały te z tutoriali. 

Jeśli chodzi o wpływ nierówności w gęstości nasady i końcówek, byłam jej świadoma od dawna, ale teraz nabrałam pewności. Bo jest lepiej, niż było przed ścięciem starych zniszczeń, kiedy końcówka warkocza była dużo, dużo cieńsza. Jest postęp, nie mogę się doczekać tego, o ile lepiej będzie po kilku podcięciach zagęszczających końcówki.
Śliskość to pozytywne zaskoczenie. Czułam ją w dotyku, ale to były powolne zmiany, nie aż tak zauważalne, i dopiero przy czesaniu się poczułam, że jest dużo, dużo wyraźniejsza niż kiedyś. A kiedyś w zasadzie nie było jej wcale!
Ukrywanie wsuwek to też stara sprawa, i też widzę, że jest dużo lepiej. Bo włosów jest więcej a moje umiejętności są nieco lepsze. Co do umiejętności – jak dobrze, że robienie fryzur, tak jak pływanie, nie zanika! :) Trzeba tylko odrobinę poćwiczyć.

Ale najważniejszy jest punkt pierwszy. To on szybko wyleczył mnie z myślenia “kurczę, chcę się czesać, mam tyle notatek, częściowo dlatego mam długie włosy, a nie robię tego, kolejny dzień chodzę w LWB.” Nie, żeby nie dawało mi to spać po nocach, ale miałam zawsze w głowie tę myśl “Niedługo zabiorę się za fryzury, zacznę codziennie czesać się inaczej.” Zły pomysł. Końcówki niedługo zacznę podcinać, zrobią się bardziej elastyczne, po kilku podcięciach zrobią się jak zdrowe, jak reszta włosów, znów cała długość będzie jednolita. Ale okazało się, że nawet całkiem zdrowe włosy jeśli są naturalnie skłonne do przesuszania, nie będą szczęśliwe z taką ilością manipulowania, dzielenia na pasemka, upinania, zaplatania.

Wynik akcji i odkryć jest taki: zmieniłam nastawienie do fryzur. Przez 30 dni robiłam to, co od dawna chciałam, zrobiłam sporo wielkich kroków do przodu. I odkryłam, że w tym miejscu nie jest dobrze. Muszę więc się trochę cofnąć, ale nie całkiem do miejsca, w którym byłam. Jeśliby pominąć negatywny wpływ na kondycję włosów, podobało mi się czesanie codziennie inaczej: wykorzystywanie tego, co umiem i noszenie włosów upiętych w coś innego niż podstawy. Wezmę z tego trochę: co jakiś czas, częściej niż do tej pory, będę robiła coś innego. Na pewno nie codziennie, ale też już nie raz na kilka miesięcy.

Doceniłam mój codzienny Lazy Wrap Bun (z resztą wspaniałe jest w nim, poza wygodą i prostotą też to, że mogę z nim nosić Flexi8) i przestałam myśleć, że to nie za dobrze, że noszę prawie codziennie dwa te same koczki. Te proste fryzury nie są złe. Włosy mają się w nich dobrze. Różnorodność i tak zapewniają mi Flexi, które uwielbiam. Upinanie włosów dokładnie tak samo dosłownie codziennie nie jest dobre, bo obciąża skórę i włosy, cebulki mogą się osłabić a włosy po prostu przetrzeć, ale jeśli jest to kilka zmienianych fryzur albo na dodatek upinanych różnie (spin pins, wsuwkami, żabkami itd.) – wszystko jest w porządku :)

Oto moje ulubione fryzury z miesiąca akcji. Nie są idealne, ani fryzury, ani zdjęcia, które robiłam sobie sama. I nie muszą być :)

Dzień 1: Warkocz francuski


Dzień 2: Kok na wypełniaczu


Dzień 3: Nautilus bun. Ulubiony kok Torrin, za którym ja z kolei nie przepadam. Moje serce należy do LWB :)


Dzień 5: Warkocz holenderski


Dzień 6: Combo braids, które upięłam, bo moje miejsce łączenia dwóch warkoczy w jeden nawet przy drugiej próbie nadawało się do schowania za koczkiem i kwiatkami ;)


Dzień 7: Vintage updo. Tu widać, że muszę popracować nad chowaniem szpilek. Ale za to fryzura jest bardzo równo rozłożona i wygodna.


Dzień 9: The Masara, trochę luźna i spuszona ;)


Dzień 10: Braided regency updo. Ogromna ilość szpilek i wsuwek dała tak stabilny kok, jakiego dawno nie miałam. Ale (jak zwykle) nie zmieniłam przedziałka z bocznego na środkowy i w konsekwencji boczne warkocze są nierówne. Może naprawdę zacznę się stosować do zaleceń 
stron przedziałka w tutorialach?


Dzień 11: Bird's nest. Na liście było Regency Updo, ale nie chciałam robić loków. Zamieniłam je więc na Bird's nest, również Torrin, i jestem z tej fryzury bardzo dumna. Zakręcane na palcach rozetki nigdy mi nie wychodziły aż nagle zaczęły. To kolejna wygodna fryzura, w której waga włosów jest rozłożona na dużej powierzchni i wielu wsuwkach. Zazwyczaj w kokach włosy mi nie ciążą, ale je czuję. Tutaj za to zupełnie nie.


Dzień 12: Holenderska koronkowa korona z warkocza zamiast Sansa Joust Hair. Zmieniłam fryzurę nie dlatego, że oryginalna jest inspirowana Grą o Tron. Akurat tę można by nosić na co dzień. Mój problem polegał na tym, że uczesanie jest tylko z górnej połowy włosów i podzielone na cztery warkocze. Moje byłyby zbyt cienkie, żeby dało się je dobrze upiąć.


Dzień 14: Klassy Updo. Torrin ma dwie wersje, z wypełniaczem i z koczkiem-ślimakiem. Choć nie mam tak gęstych włosów jak ona, wybrałam wersję ze ślimakiem, bo mój wypełniacz jest tak wielki, że dobrze wygląda tylko z tyłu ;)


Dzień 15: Dwa warkocze holenderskie


Dzień 16: Faux French, czyli udawany warkocz francuski. Zapomniałam o tym warkoczu na długo, a jest taki wspaniały! Nie rozluźnia się nad karkiem w ciągu dnia (w przeciwieństwie do zwykłego angielskiego) i jest idealną bazą do koków, które dzięki niemu nie obniżają się po kilku godzinach. A to wszystko jest pięć razy szybsze i łatwiejsze niż robienie właściwego warkocza francuskiego.


Dzień 17: Cinnamon bun, czyli kok-ślimak


Dzień 18: Edwardian updo zamiast Dark Elf Braid, znów uniknęłam zaplatania wielu warkoczy. A Edwardian updo uwielbiam, nosiłam tę fryzurę bardzo, bardzo często na pierwszym roku studiów w różnych odmianach. Po bokach czasem zaplatałam warkocze koronkowe (francuskie, holenderskie albo liny), czasem tylko skręcałam włosy, tak jak tutaj. Z tyłu robiłam albo zwykłego koka, albo takiego z warkocza. Bardzo lubię zwłaszcza to, że włosy nie są ciasno spięte i tworzą łagodne obramowanie twarzy.


Dzień 23: Knot bun, jedno z moich pierwszych podejść


Dzień 24: Disc bun. Tego dnia próbowałam go pierwszy raz, zdjęcie zrobiłam po drugim podejściu.


Dzień 25: Messy Bun Marty, zamiast Ren Hair, które jest koroną zrobioną z kilku warkoczy z górnej połowy włosów, a więc nie dla mnie. Za to kok-bałagan za nic, jak na złość, nie chciał być za bardzo messy. Uparł się na bycie raczej regularnym ;)


Dzień 28: Orchid bun spięty grzebieniem od ChatterCats z etsy.com. Mam już gotowy wpis o tych zakupach :)


Dzień 30: Box braid zamiast Arwen's Battle Braid. Ośmiu warkoczom mówię "nie", ale za to powiedziałam "tak" jednemu warkoczowi z czterech części. Na zdjęciu na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły angielski, ale w prawym dolnym rogu prawego zdjęcia widać cztery pasma


A teraz wracam do mojego ukochanego LWB! :)

Komentarze

  1. Moje włosy po tak intensywnym miesiącu, błagałyby mnie, abym je zostawiła. :p
    świetne fryzurki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dla mnie fajna i ciekawa akcja :) Ja jednak nie mam rąk do uczesań :( Ale faktycznie codzienne inna fryzura może być męcząca i niezdrowa dla włosów

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajny kolor wlosow cj wyszedl na ostatnich zdjeciach, taki fiolet-granat skradl moje serce :D. Ja nie mam zdolnosci manualnych i dluuugo szla mi nauka zwyklego warkocza (mama dala mi sznurek i masz dzialaj :p), ale ja nawet nozyczek nie potrafie prawidlowo trzymac i ludzie zawsze sie ze mnie smieja. Poza tym mam bardzo wysokie czoło i nie nosze grzywki, dlatego zawsze musze miec wypuszczone pasma przy twarzy, wiec w takich koronach pewnie wygladalabym tak samo jak kitku czy innej fryzurze z podpieta grzywką - dosłownie łyso :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niby wysokiego czoła nie mam, ale w ciasno spiętych włosach też czuję się łyso i wyglądam dość surowo. Więc zawsze poluźniam sobie pasma za uszami i nad czołem, żeby była jakaś "rama" dla twarzy :)

      Usuń
  4. O, fajne te niskie upięcia, mega ładnie w nich wyglądasz, jakoś tak wiosennie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Te niskie to moje ulubione, zawsze.

      Usuń
  5. Jestem fanką fryzury z dnia 10 tego;) Podoba mi sie to, jak bawisz sie swoim wygladem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam :) Jest wygodna i wybitnie stabilna.

      https://www.youtube.com/watch?v=rhDAeaBggyA&feature=youtu.be

      Usuń
  6. Wow, fryzura Bird's nest robi niesamowite wrażenie!!
    Dzięki tym notatkom, doszłam do wniosku, że powinnam urozmaicić życie moim codziennym warkoczom, bo wierzchnia warstwa mi się ociera i niszczy. Czas na koczki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Lazy Wrap Bun :)

      https://www.youtube.com/watch?v=ltIpMdKZu9g

      Usuń
  8. Fajne fryzury, ale mi by nie chciało :D
    Te punkty które są na początku postu wyglądają jak "tłumaczenie sie z tego że nie masz gęstych włosów". Zupełnie niepotrzebne, po co się oszukiwać, gęste nie sa i wątpie zeby się to zmieniło, natury się nie przeskoczy, jakichkolwiek wcierek by się nie używało. Czasem bolejesz że ludzie się czepiają gęstości Twoich włosów, a sama w każdym poście tłumaczysz się tak, jakbyś uważała rzadkie włosy to jakaś zbrodnia,z której trzeba się tłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbrodnia to to nie jest, ale gęstość się (bardzo) przydaje kiedy chce się robić niektóre fryzury. I mieć długie włosy z gęstymi końcówkami.

      Usuń
    2. Nie wiem czy 10 cm w kucyku to "gęste nie są." Zobacz nasadę warkocza. Chodzi o to że koncówki nie są gęste (co z resztą też jest napisane, ze chodzi o końce a nie o calosc) a to z czasem się zmieni. Nie chodzi o wcierki tylko o to ze wlosy z gory z czasem dorosną na dół.

      Usuń
    3. To przede wszystkim. Ja nie mam rzadkich włosów, góra jest okej. Nie mam warkocza grubości ramienia, ale jest w porządku. To z końcówkami na razie jest problem, bo one zdecydowanie mogłyby być gęściejsze.

      Usuń
  9. Dzień 10 - super! Mam włosy podobnej długości, tyle że zupełnie proste i nieco cieńsze. I szczerze mówiąc jeszcze sama nie próbowałam żadnej wymyślnej fryzury (a to za dużo roboty, a to i tak się rozwali, a to ręce bolą po paru minutach, no i zawsze coś). Swoją drogą ciekawy blog. Myślę, że jeszcze tu wrócę :) Pozdrawiam i wytrwałości w blogowaniu życzę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz