Podsumowanie 2016 i plany na 2017

W podsumowaniu zeszłego roku pisałam, że w 2016 chcę zapuścić włosy do 100 cm. I to mi się udało – w dodatku z 3 cm zapasem! :) W grudniu 2015 moje włosy miały 89 cm. Przez 2016 urosły 17 cm z czego podcięłam 3 cm i zostało 14 cm zysku, a więc obecna długość to 103 cm. Włosy rosły średnio 1.41 cm na miesiąc (w zeszłym roku było to 1.36 cm), a wliczając podcięcie zyskałam w praktyce średnio 1.16 cm na miesiąc.

Tak jak pisałam w grudniowej aktualizacji, mój dotychczasowy rekord to 103 cm z grudnia 2014. Wtedy zmierzyłam włosy i od razu podcięłam końcówki, więc długo nie cieszyłam się posiadaniem 103 cm ;) Teraz, dokładnie dwa lata później, odzyskałam tę długość. Jednocześnie odzyskałam też długość sprzed dużych cięć (to były 102 cm w marcu 2015.)

Do celu brakuje mi 9 cm. Ostatnio końcówki wytrzymały rok bez podcięcia ale teraz już chyba tak nie będzie, są zbyt wrażliwe. Mogłabym podciąć je bardziej, ale choć nie są maksymalnie zdrowe, to są w wystarczająco dobrym stanie, żebym mogła jeszcze z nimi zapuścić te 9 cm, ewentualnie z niewielkim podcięciem po drodze, i po osiągnięciu celu zająć się większymi podcięciami, żeby końce były zdrowsze i gęściejsze. Cel jest tak blisko a końcówki w na tyle dobrym stanie, że to powinno się udać.

Zmierzyłam też obwód kucyka. Wyszło coś pomiędzy 9.5 i 10 cm. Przeszukałam starsze wpisy i odkryłam, że ostatnio mierzyłam objętość włosów w grudniu 2014, było to 10 cm, poprzednio w październiku 2013, również 10 cm, i we wrześniu 2012, 10.5 cm. Wygląda to tak, jakbym miała mniej włosów, ale wiem, że tak nie jest. Nigdy mi mocno nie wypadały, na szczęście. Zdarzają się tylko, i to rzadko, pojedyncze miesiące nieco zwiększonego wypadania. Poza tym cały czas wyrastają mi nowe włoski, które robią się coraz dłuższe i wchodzą w kucyk. Miara pokazuje mniej centymetrów, bo mam dużo, dużo gładsze włosy odkąd odkryłam optymalną pielęgnację. Spodziewałam się, że skoro są gładsze, objętość spadnie. Bardzo się cieszę, że tak nie jest. Baby hairs wyrównują wygładzenie. Cudownie :)

Są i zdjęcia porównawcze – z grudnia 2015 (89 cm) i najnowsze (103 cm), zrobione kilka dni temu. Jeśli chodzi o realną kondycję włosów, myślę, że obecnie jest niewiele gorzej niż było rok temu. Nie jest maksymalnie dobrze, bywało lepiej: włosy bywały gładsze, bardziej śliskie i bardziej nawilżone, ale pracuję nad tym :) Niżej wspominam o kryzysie, który pokazał mi, że muszę zmienić pielęgnację na nieco lżejszą. Myślę, że wtedy włosy wrócą do swojego najlepszego stanu :)




Co do bliskości celu, zastanawiam się kiedy zapuszczę te brakujące 9 cm. Mam ogromną nadzieję, że w tym roku! Załóżmy, że podetnę końcówki i weźmy średni zysk 1.16 cm na miesiąc – wtedy zajmie mi to niecałe osiem miesięcy. Bez podcięcia, przy średnim przyroście 1.41 cm, będę potrzebowała nieco ponad 6 miesięcy. Czyli teoretycznie najwcześniej osiągnę 112 cm w czerwcu, najpóźniej w sierpniu. Brzmi aż niewiarygodnie, po tylu latach zapuszczania! (W marcu minie siedem.) W praktyce ten czas może się oczywiście wydłużyć, może podetnę nieco więcej. Ale może i osiągnę cel wcześniej, w końcu po sprawdzeniu ostatniej nowości będę używała tylko sprawdzonych, działających u mnie metod przyspieszania porostu! :) W każdym razie, bardzo prawdopodobne jest to, że wreszcie w tym roku uda mi się spełnić wielkie marzenie o włosach długości klasycznej :)

W kwestii produktów: w minionym roku skończyłam kupowanie i sprawdzanie olejów z listy (w międzyczasie doszedł olej z nasion bawełny, którego już używałam w grudniu i jeszcze nieużywany delikatny olej do masażu Bania Agafii), poznałam też wszystkie metody przyspieszania porostu które mnie ciekawiły (skusił mnie jeszcze Biotebal, zaplanowany na styczeń i luty, ewentualnie jeszcze marzec) i wszystkie sera do końcówek (w międzyczasie doszły dwa sera Ziai, z czego Satynowego już używałam przez trzy miesiące a teraz zaczęłam Welwetowe). Oczywiście jeśli w przyszłości znajdę jakiś warty poznania produkt z tych kategorii, będę chciała go kupić i sprawdzić. Ale jednocześnie powtórzę, że pielęgnacja oparta głównie na sprawdzonych produktach to wspaniałość :) Chcę przy niej zostać. Na liście zostało mi jeszcze do poznania kilka masek i odżywek. Część mam w domu, część czeka na zakup. Zmieniłam też szampony i zdążyłam już przetestować wszystkich kandydatów na nowych ulubieńców. Recenzje i podsumowanie wkrótce :)

Jeśli chodzi o pielęgnację ogólnie, będę nadal trzymała się prostej i – jak dla mnie – minimalistycznej, czyli podczas jednego mycia na długości ląduje albo olej, albo maska (plus oczywiście szampon na skórę głowy, serum na końcówki, ewentualnie wcierka), żadnych złożonych zabiegów, na które moje włosy reagują puchem i wysuszeniem. Podczas listopadowego kryzysu odkryłam, że muszę nakładać olej i maskę na krócej niż do tej pory, ale od tego czasu raz trzymałam maskę bardzo długo, około godziny, i włosy były bardziej zadowolone niż przez kilka poprzednich dni. Być może kluczem i równowagą jest to, żeby generalnie trzymać olej i maskę krótko, a raz na kilka myć – dłużej. Kwestia do sprawdzenia.

Na blogu piszę rzadziej niż kiedyś, ze względu na mniejszą ilość wolnego czasu i ustatkowanie pielęgnacji. Za to zdecydowanie nie zamierzam przestać :) Sprawia mi to za dużo przyjemności, a poza tym na blogu mam wszystkie notatki, w postach są linki do innych powiązanych wpisów i bardzo szybko mogę znaleźć to, czego szukam.
Jesienią, w okolicach moich urodzin, na liczniku wyskoczył milion wyświetleń. Dziękuję :)

Zaczynam więc nowy rok z nadal ułożoną i prostą pielęgnacją, kilkoma nowymi produktami do poznania i myślą, że wreszcie nadchodzi mój wymarzony moment osiągnięcia celu :)

Komentarze

  1. Przykro mi, ze to powiem, ale wlosy na zdjeciu z lewej strony o wiele bardziej mi sie podobaja niz te na zdjeciu z prawej. Nie przemawia do mnie ten ‘ogonek’ z koncowek na zdjeciu po prawo. Szkoda, ze skupiasz sie tylko na skrupulatnym podawaniu dlugosci wlosow i miesiecznego/rocznego przyrostu, mnie oprocz takiej informacji interesuje jeszcze np. Obwod kucyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obwód Henri podawała już kilka razy we wcześniejszych wpisach, myślę że to akurat parametr który nie zmienia się za bardzo

      Usuń
    2. 1 czy 0.5 cm to dużo jeśli chodzi o obwód kucyka.


      Włosy wcale nie wyglądają na bardziej śliskie czy gładkie, wręcz przeciwnie

      Usuń
    3. Kasia ma rację. U mnie to się jakoś bardzo nie zmienia. Ale zmierzyłam po długim czasie z ciekawości, jest informacja w poście.

      Przecież napisałam, że włosy są właśnie mniej gładkie.

      Usuń
    4. "Miara pokazuje mniej centymetrów, bo mam dużo, dużo gładsze włosy odkąd odkryłam optymalną pielęgnację"

      Usuń
    5. Faktem jest, że krótsze włosy po prostu dużo ładniej się układają. Nie jest to jakaś specjalna nowość przy włosach falowanych i kręconych - im włos dłuższy, tym trudniej mu podążać, za swoją naturą, a że prosty i tak nie będzie, to robi się po prostu "nierówny" - ot, cała tajemnica. Osobiście nie mam parcia na długie włosy, ale z drugiej strony, skoro Henri ma, a i tak nosi spięte, to łatwość układania nie ma dla niej znaczenia.

      Usuń
    6. Chodzi o to, że w porównaniu do zeszłego roku może są mniej gładkie. Zdanie w akapicie nad zdjęciem.

      Ale zdanie o większej gładkości w akapicie o objętości oczywiście odnosi się do czasu poprzednich pomiarów, a nie do zeszłego roku, do porównania na tym zdjęciu. Na przykład w grudniu 2014 kiedy ostatnio mierzyłam kucyk włosy wyglądały tak.

      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2014/12/grudniowa-aktualizacja-dugosci-i.html

      Nie da się powiedzieć, że teraz "Włosy wcale nie wyglądają na bardziej śliskie czy gładkie, wręcz przeciwnie". :D
      Wszystko jest wyraźnie napisane, są akapity, są wspomniane daty.

      Usuń
    7. Wygląd włosów na zdjęciu w dużej mierze zależy też od oświetlenia, użycia konkretnych produktów, ustawień aparatu, a nawet koloru włosów. Moje włosy odkąd zmieniłam ich kolor stały się bardzo niefotogeniczne, ale w moim odczuciu są dużo gładsze niż w roku poprzednim. W tym roku też chciałam zapuścić włosy, nie podcinałam ich przez 7 miesięcy. Nie planowałam tego, miałam tak dużo spraw na głowie, że nie skupiałam się aż tak na włosach. Zdecydowałam ściąć te przerzedzone końcówki, ale ja po prostu lubię, kiedy końce są gęściejsze :)

      Usuń
    8. Anonimowy, zobacz tutaj o co mi chodzi :) zdjęcia włosów Henri są z tego roku. Według mnie dużo ładniej wyglądają niż na tym zdjęciu po lewej stronie, na które się powołujesz :)
      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2016/08/wosy-w-lesie-czyli-wakacyjny-spacer.html
      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2016/06/lesny-spacer-bardzo-duzo-zdjec-i.html

      Usuń
  2. Pierwszy raz trafiłam na Twojego bloga :) Twoje włosy są piękne i inspirują :) Obserwuje i zostaje na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję osiągnięcia upragnionej długości. Mam nadzieję, że w sierpniu będziesz świętowała kolejne zwycięstwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję osiągnięcia celu :)Bardzo lubię Twojego bloga, czytam go od dłuższego czasu. Aczkolwiek muszę przyznać, że o wiele bardziej podobają mi się Twoje włosy w krótszej wersji (mogę być nieobiektywna, włosy za pupę nigdy mi się nie podobały ;)Pozdrawiam i życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się podobają bardziej włosy w krótszej wersji.

      Usuń
  5. Ale długie... muszą być strasznie kłopotliwe w utrzymaniu i pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie są ani trochę :) 15-20 minut uwagi co dwa dni i już. Na szczęście się nie plączą.

      Usuń
  6. Mi zdecydowanie bardziej podobają się włosy po lewo ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjęcie włosów z listopada 101cm <3 Piękne!

    Już prawie, już niedługo! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Naprawdę już widać cel! :)

      Usuń
  8. Piękne włosy:-) trzymam kciuki !

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest różnica w kolorze, czy to kwestia oświetlenia ? Na drugim zdjeciu, te dłuższe, wyglądają na znacznie jaśniejsze :)
    Naprawdę wyglądają swietnie. Niewiele brakuje do celu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Światło. Nic nie robiłam z kolorem :) Trochę pojaśniały pewnie od słońca przez kolejny rok, ale nie aż tak :)

      Usuń
  10. Jakie już długie Henri! :) Szaleństwo. Moje oczywiście w miejscu prawie stoją, co podrosną, to ścinam, bo coś zawsze trzeba i wracam się do punktu wyjścia :P Choć ostatnio coś ruszyły, ale cii, nie chcę zapeszać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej Henri.

    Może mi coś doradzisz - I've reached a breaking point...

    Też mam długie włosy, dłuższe od ciebie - od kilku miesięcy cieszę się długością "classic". Ostatnio moje włosy zaczęły mnie porządnie wkurzać. Nie chce mi się ich myć ( zajmuje mi to godzinę, potem kilka godzin schną ), nie chce mi się nic z nimi robić. Hair toys senzalimiti, flexi8 i inne cuda z etsy leżą w szufladzie.

    Dość sporo jeżdżę samochodem - wtedy mogę tylko zapleść je w warkocz, bp mój "bun" jest wielki i wystaje - muszę pochylać głowę do przodu i potem boli mnie szyja.

    Mój mąż lubi moje włosy, mówi "nie ścinaj". Moja mama "kiedy w końcu zetniesz? Wyglądasz staro..."
    Nie wiem co mam zrobić. Lubię swoje długie włosy, for the most part, ale męczą mnie już. Ty też tak masz? Czy Wy, długowłose czytające to, też tak macie?

    Nie bez znaczenia jest też kwestia finansowa - wydaję kupę kasy na kosmetyki - lubię Alternę, John Masters Organics, Joico i Kevin Murphy. Na takie długie włosy zużywa się sporo odżywki...

    Kolejny problemem jest to, że nie mogę nosić upiętych włosów dłużej niż ok 5 godzin - potem zaczyna mnie boleć głowa. Mam bardzo gęste włosy i sporo ważą.
    Lubię nosić włosy rozpuszczone, ale robię to tylko w domu. Zauważyłam że na zewnątrz ludzie strasznie się gapią. Ciągle słyszę teksty typu - "ej, patrz ale ma włosy". Na moim osiedlu mieszka hinduska, która ma włosy podobnej długości i ona też stwierdziła, że niekomfortowo się czuje nosząc rozpuszczone między ludźmi.
    Wiem, że nie powinnam się przejmować tym co inni myślą, ale ja już sama nie wiem, co ja myślę. Ostatnio ( z tego co sobie przypominam ) cieszyłam się z włosów jak były do ok. połowy pleców, max do pasa.
    Chciałabym częściej chodzić na siłownię, saunę i basen, ale jak sobie pomyślę o myciu włosów, to mi się odechciewa...

    Ostatnio biegłam do drugiego pokoju po telefon, miałam rozpuszczone włosy, zrobił mi się jakiś mały kołtun na końcach - to było rano, włosy jeszcze nie rozczesane. Akurat to pasmo z kołtunem zahaczyło o klamkę, ja oczywiście tego nie zauważyłam - leciałam do telefonu... Kołtun zacieśnił się na klamce, mnie zatrzymało i wyrwało całkiem spore pasmo włosów - była krew. Wyglądało to tak, jak nie wiem czy pamiętacie, w tej scenie z filmu "My Big Fat Greek Wedding" kiedy Toula w biurze gdzie pracowała, wstała szybko od komputera, zapominając że ma na głowie słuchawki na kablu... Bolało, oj bolało...

    Nie wiem czy to tylko chwilowy kryzys, czy coś bardziej poważnego. Myślę - obciąć czy nie...
    Jedyne, czego się boję, to to, że będę żałować, bo takie długie włosy rosną lata...
    Pozdrawiam.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z osobistego doświadczenia się nie wypowiem, bo ja jeszcze nadal czekam na osiągnięcie celu, czekam, czekam, niecierpliwię się, to dokładne przeciwieństwo tego, że mam już włosy, jakie chciałam, osiadłam w tym i mogą mnie już nawet wkurzać tym, jakie są ;) Obecną długością mnie jeszcze nie męczą, ani wagą, ale fakt, że mam je mega lekkie. I mam nadzieję, że nigdy nie będą mnie wkurzać jak już zapuszczę te swoje wymarzone, bo będę musiała szukać sposobu na to jak wyeliminować wkurzanie, wytrzymywać z nim albo ściąć włosy. Jeśli wkurzanie będzie większe niż dobre rzeczy wynikające z posiadania długich włosów, to w sumie ścięcie nie powinno być problemem, bez żalu. Może to jest jakieś spojrzenie. Możesz spróbować zastanowić się gdzie jesteś na skali od "mam długie włosy i to jest sama wspaniałość" do "mam długie włosy i tylko mnie wkurzają, same złe rzeczy z tego wynikają." Czy jest raczej dobrzem raczej źle, i co z tym zrobić. Opanować jakoś te wkurzające rzeczy (tylko jak, skoro upięcia się nie sprawdzają :( ), żyć z nimi - ale tylko jeśli warto, jeśli tej radości z długich włosów jest na tyle dużo, że to wyrówna – czy ściąć, z mniejszą lub większą ilością żalu. I nawet jeśli żalu będzie dość sporo, to jednak radości z łatwiejszego ogarniania włosów będzie więcej. A może wkurzania jest tak dużo, że żalu po długości będzie dość mało?
      Może ta skala to jest jakieś rozwiązanie. I niekoniecznie na teraz, na najbliższy tydzień. Możesz parę miesięcy poczekać, zobaczyć czy robi się lepiej coś bo znajdzie się jakaś wygodna fryzura, czy gorzej, i coraz mniej wątpliwości co do ścięcia.

      Możesz sobie poczytać Lady Igor:
      To co prawda o pielegnacji a nie o długości, ale podobny mechanizm:
      http://igorsbelltower.blogspot.com/p/stuck-in-rut.html

      Może jakimś pomysłem są małe podcięcia. Problemy z długością będą znikały, żal nie powinien być duży o ile w ogóle i powoli znajdziesz miejsce, w którym długość nie przeszkadza :)

      Coś podobnego też robi Igor, z tym, że chyba bardziej w celu zagęszczenia końcówek:

      Pierwszy post z planem:
      http://igorsbelltower.blogspot.se/2015/12/length-goals-2016.html

      A wszystkie podcięcia są w kategorii "The Rope Ladder:"

      http://igorsbelltower.blogspot.se/search/label/The%20Rope%20Ladder

      Nie wiem czy cokolwiek pomogłam!



      Usuń
    2. P.S. Senzalimiti! <3 Ja jeszcze nic nie mam, bo nie mogę się z nimi skontaktować przez niemiecką stronę a na Etsy mają tylko kilka rzeczy. Ale w sumie to z Etsy by mi pasowało :)

      Usuń
    3. Lubię ten film :P Dobre porównanie :D

      Usuń
    4. Lubicie Lady Igor? Ja niezbyt... Drażni mnie ta dziewczyna, choć nie potrafię dokładnie sprecyzować dlaczego. Może to przez te zdjęcia robione chyba kalkulatorem? ( złośliwe, wiem - sorry ) a może dlatego że jej włosy mi się nie podobają. Końce jakieś pomarańczowe i ten mysi ogonek...
      Ale nie o tym miałam napisać.
      Obcięłam włosy!!
      Wszystko działo się bardzo szybko - zwolnił się termin u fryzjera którego w razie ewentualności brałabym pod uwagę, zarezerwowałam i poszłam.
      Poprzedzającej nocy prawie nie spałam, wątpliwości miałam do końca...
      Ale nie żałuję. Ścięłam do tzw. lob'a ( long bob ), do tego flamboyage ( czy jakoś tak - rozświetlające pasemka ) i muszę przyznać że to była najlepsza decyzja. Odkąd mam krótsze włosy czuję się tak lekko, wyglądam lepiej ( przynajmniej wszyscy tak mówią ) czuję się młodsza i jakaś taka radośniejsza. Kiedy wyszłam z salonu ogarnęło mnie uczucie ogromnej ulgi. Nie wiem czemu tak długo zwlekałam z obcięciem. Teraz włosy - zaplecione w warkocze leżą w pudełku w szafie - nie wiem jeszcze co z nimi zrobię. Kupiłam sobie lokówkę i bawię się włosami :) Zamówiłam już nowe flexi8 i inne czary na LilaRose.
      Absolutnie, w ogóle nie żałuję. Widać - był to już czas na obcięcie.

      P.S. Bardzo się cieszę że nie będę musiała się przez kolejne lato męczyć z długimi włosami.

      Henri, dzięki za radę. Będę oczywiście dalej czytać Twojego bloga :)
      Pozdrawiam!
      M.

      Usuń
    5. Nie ma za co :) Cieszę się, że jest tak super ekstra! :)

      A Lady Igor przestałam czytać kilka miesięcy temu, bo mamy zbyt różne poglądy na pielęgnację, produkty i składniki żebym cokolwiek wynosiła z tego.

      Usuń
  12. Zapomniałam dodać - pozbyłam się ŁZS!
    Wiem, że Ty Henri też się z tym zmagasz. Już nie muszę kupować Cerkogelu! :)
    Około pół roku temu przeszłam na diete paleo - wykluczyłam wszystkie zboża, pseudozboża, strączkowe i nabiał. ŁZS zaczęło znikać po ok 1 miesiącu, po ok 2,5 zniknęło całkowicie. Oprócz tego mam rzadziej migreny i mam lepszą skórę. Czyli przyczyna wewnętrzna. Nie wiem czy to jakaś alergia pokarmowa? Gluten? Nieszczelne jelita? Look into it.
    Pozdrawiam.
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, magia, magia. Brzmi tak cudownie! Ale życie bez twarogu i jajek... ;) Nie wiem czy to na moje siły ;)

      Usuń
    2. Jajka akurat można jeśc na paleo i sa bardzo zalecane, chodzi o nabiał w sensie produkty mleczne :) Dieta paleo ogólnie jest lekarstwem na wiele dolegliwości, ja dzięki niej pozbyłam się trądziku + mam uregulowany cykl, bardzo polecam! :)

      Usuń
    3. Racja, nie wiem skąd te jajka wzięłam, jak tylko to napisałam dotarło to mnie, że jajka nie są nabiałem :)

      Usuń

Prześlij komentarz