Dwie nowości Ziai: Skoncentrowana maska wygładzająca i Skoncentrowana maska wzmacniająca

Te dwie maski (i dwa sera do końcówek z tych samych linii) wypatrzył w sklepie firmowym i kupił mi mąż. Kiedy chciałam o nich poczytać okazało się, że nie ma w sieci ani słowa o tym, że w ogóle istnieją – żadnej akcji promocyjnej, o recenzjach nie wspominając, nie było ich nawet w sklepie firmowym. Teraz już w sklepie internetowym można je kupić. W stacjonarnych też. Ale stoisku Ziai w toruńskim Copernicusie nadal należy się uznanie – naprawdę szybko można tam kupić nowości :)

Cena każdej z masek to 9.59 zł za 200 ml. Sprawdziłam cenę na jednej z masek ze starszych serii i jest to 8.59, ale kupowałam ją dość dawno temu i możliwe, że wszystkie ceny po prostu wzrosły. A jeśli nie, to nowe linie są droższe o złotówkę ;)

Jakiś czas temu napisałam recenzję sześciu masek Ziai – wszystkich, które wtedy były dostępne. Są jednymi z moich ulubionych, więc te nowe też chciałam wypróbować, pomimo pewnych obaw które pojawiły się po tym jak przeczytałam składy.



Skoncentrowana maska wygładzająca: kuracja olejkami arganowym i tsubaki

● Aktywna regeneracja włosów ● Ochrona termiczna ●

Do włosów suchych i zniszczonych oraz po zabiegach fryzjerskich
-Intensywnie regeneruje uszkodzone włókna włosów
-Chroni przed skutkami wysuszenia
-Nadaje włosom odczuwalną gładkość
-Przywraca naturalny, zdrowy wygląd

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetyl Esters, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Panthenol, Argania Spinosa Kernel Oli, Camellia Japonica Seed Oil, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Linalool, Citric Adic.

Maska nie zawiera silikonów, a sporo masek Ziai je ma. (Dla mnie oba typy są w porządku, nie tylko jeśli chodzi o Ziaję. Staram się używać masek z silikonami i bez nich w mniej więcej równych proporcjach.) Dość wysoko jest nawilżający panthenol, za nim olej arganowy (za którym moje włosy wyraźnie nie przepadają, ale nie w każdej masce im szkodzi, np. Biovax Gold działa wspaniale. Tu też, w takiej ilości, niekoniecznie musiał zaszkodzić więc postanowiłam spróbować.) i olej tsubaki, czyli olej z jednej z odmian kamelii.

Maska ma gęstą konsystencję, ślady po palcach nie znikają ze słoiczka nawet po kilku dniach. Pachnie cudownie, tak jak Biovax Caviar, tylko w tym przypadku zapach jest chyba mniej intensywny w opakowaniu a dużo bardziej i dłużej wyczuwalny na włosach.

Wszystko pięknie. Tylko działanie kiepskie. Maska sprawia, że moje włosy są bardzo spuszone. Jednocześnie, pod wierzchnią warstwą puchu, są wyjątkowo błyszczące pasma. Naprawdę niesamowicie jak na moje włosy. Ale widać to tylko, kiedy wygładzę włosy, przesuwając po nich dłońmi. Zostawione same sobie są wyraźnie spuszone, w dotyku lekko sztywne i suche, a końcówki już zdecydowanie suche. Ten efekt przypomina mi przekarmienie włosów po zbyt bogatej pielęgnacji. Próbowałam więc trzymać maskę na włosach krócej, nie przekraczać 15 minut. Nie było lepiej.

Wiem, że jeśli na moich włosach coś nie sprawdza się na początku (nie robi nic albo wręcz szkodzi), to z czasem nie będzie lepiej. Szczególnie dobrze widać to po maskach i odżywkach. (Jedyny wyjątek jaki sobie przypominam, to maska Isana Effektiv Oil Kur, która najpierw niewiele robiła a kiedy kupiłam kolejną tubkę zaczęła dawać wspaniałe efekty. Skoro przy pierwszym opakowaniu nie robiła prawie nic, uznałam, że mogę dać jej drugą szansę kiedy ktoś mnie do tego zachęcił. Gdyby szkodziła, drugiej szansy by nie dostała.) Dlatego zazwyczaj odpuszczam niedziałające produkty szybko, a te działające źle – jeszcze szybciej.

Ziai dawałam dużo szans. Za dużo. Bo może pogoda, bo może za długo ją trzymałam, bo może poszłam spać z wilgotnymi włosami i to dlatego wyglądają źle. Chyba po prostu bardzo chciałam, żeby działała, bo skład ma dobry potencjał… a także dlatego, że wypatrzył ją mąż :) Skończyło się tym, że moje włosy wyglądały tak, jak za starych kiepskich czasów, na przykład tak jak w październiku 2014. Od bardzo, bardzo dawna nie miałam tak suchych, spuszonych, szorstkich końcówek. Było naprawdę źle. Zastanawiałam się, czy da się je jeszcze odratować i nawilżyć, czy są już tak wrażliwe (12 miesięcy po podcięciu!) że maska im trwale zaszkodziła i będzie trzeba je ściąć. Spełnił się ten drugi scenariusz. Pomimo maksymalnego nawilżania, końcówki pozostały suche i musiałam je podciąć o 3 cm.

Przy dwóch okazjach (po dwóch różnych myciach) zrobiłam zdjęcia efektów. Za pierwszym razem raczej nie udało mi się uchwycić tego, jak źle włosy wyglądały. Nie widać zupełnie spuszonej wierzchniej warstwy, jedynie błyszczącą i gładką większość pod tym puchem. (Kto by pomyślał, że po długim czasie tłumaczenia że moje włosy w rzeczywistości wyglądają lepiej, kiedyś będę musiała podkreślać, że tak naprawdę było gorzej! ;))



Kolejna próba. Tu już lepiej widać, że było źle. Na drugim zdjęciu włosy wyglądają tak, jak wyglądały wtedy na żywo. Złapałam całą tę matowość i spuszenie wierzchniej warstwy.



Pomimo obiecującego składu i prześlicznego zapachu, z żalem musiałam uznać, że ta maska po prostu szkodzi moim włosom. Dlaczego? Nie wiem. Zazwyczaj mam jakąś teorię, podejrzewam z mniejszą lub większą pewnością jakiś składnik. Tutaj jest to trudne. Olej arganowy? Jest daleko, po drugie przed nim jest nawilżający panthenol, który teoretycznie mógłby zniwelować jego zły wpływ. (Teoretycznie, bo na moich włosach nie dał żadnego efektu kiedy używałam go jako półproduktu.) Tak że… nie wiem dlaczego maska szkodzi moim włosom. 


Skoncentrowana maska wzmacniająca: kuracja kaszmirowa z olejkiem amarantusowym
  • Aktywne nawilżanie włosów ● Zwiększanie objętości ●
Do włosów normalnych, cienkich, delikatnych i suchych
-Zamyka łuski włosów i wzmacnia ich strukturę
-Poprawia elastyczność, zapobiega kruchości i łamliwości
-Ułatwia rozczesywanie, rewitalizuje i nadaje połysk
-Zawiera aktywny pakiet substancji regenerujących

Skład: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Behentrimonium Chloride, Cetyl Esters, Glyceryl Stearate, Polyquaternium-70, Dipropylene Glycol, Amaranthus Cruentus Seed Oil, Hydrolyzed Keratin, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance), Linalool,  Citric Acid.

Baza jest nieco inna niż w wersji brązowej, choć tu też nie ma silikonów. Dość wysoko mamy Polyquaternium-70, o którym pisałam we wspomnianej wyżej recenzji sześciu masek Ziai, przy masce Kozie Mleko. Jego inna nazwa to Lustreplex, co mnie przywodzi na myśl popularne ostatnio preparaty regeneracyjne z końcowką “plex”. Polyquaternium-70 ogranicza puszenie włosów, nadaje im blasku i ułatwia rozczesywanie. Więcej o Lustreplexie poczytać możecie na stronie upichem (we wcześniejszym wpisie podawałam jeszcze link do strony Komisji Europejskiej, ale tej treści na temat tego składnika już tam nie ma.) Za kondycjonerem znajdziemy olej z amarantusa (przewaga kwasów omega 6, potrafi podkreślać skręt falowanych włosów, ale póki co  jedyny taki olej który poznałam solo, czyli olej z orzechów włoskich, prostuje i wygładza włosy prawie tak, jak prostownica :)) i hydrolizowaną keratynę (chociaż moje włosy są wrażliwe na proteiny i nie reagują na nie dobrze, pomyślałam, że w tej ilości keratyna nie powinna zaszkodzić).

Konsystencja tej wersji jest nieco lżejsza, mniej treściwa od arganowej, ale maska nadal jest bardzo wydajna. Użyłam jej ładnych kilka razy a w słoiczku nadal była ponad połowa. Większość masek znika szybciej ;)

Zapach… Wiem, że dość często piszę, że coś pięknie pachnie. Kiedyś myślałam, że nie zwracam uwagi na zapachy ale widzę, że tak nie jest ;) Moje ulubione zapachy masek to między innymi Biovax Caviar i ceramidowa Ziaja (w ogóle cała ceramidowa seria). Ale chyba właśnie znalazłam nowy numer jeden. Ta maska! Cudo! To jest taki bardzo ciepły, słodki aromat. Jeśli miałyście kiedyś peeling solny Wellness and Beauty z Rossmanna w białej wersji, z olejem migdałowym i masłem shea, to to jest dokładnie ten zapach. Teraz mogę mieć go na włosach I zostaje! Czuć go nawet drugiego dnia po myciu.

Działanie! Bo w końcu o nie chodzi ;) Piękny zapach nie wpłynie dobrze na włosy. Za to składniki tej maski owszem. Keratyna ani trochę nie szkodzi. Używałam maski często, w tym również w bliskich odstępach, nawet pod rząd, bez oleju czy innej maski pomiędzy tymi myciami, specjalnie po to żeby sprawdzić czy nie jest proteinowa. Okazało się, że nie jest, keratyna nie szkodzi nawet moim wrażliwym włosom. A poza tym nie wiem czy to olej amarantusowy, bo nie stosowałam go solo, czy Polyquaternium-70, czy baza maski, czyi składniki jeszcze wyżej na liście. A może wszystko razem. Ale coś sprawia, że w przeciwieństwie do arganowej siostry, różowa wersja działa bardzo dobrze. Włosy są wygładzone a przez to nieco bardziej błyszczące niż zwykle. Są też śliskie w dotyku i dość ładnie dociążone. Jako że producent obiecuje zwiększenie objętości wspomnę, że maska może jej nie dodaje, ale na pewno jej nie odbiera, pomimo tego że dociąża. A to też ważne, bo czasem razem z dociążeniem i wygładzeniem idzie tak duży spadek objętości, że włosy zaczynają wyglądać na rzadkie.

Podsumowując, nie jest maksymalnie wspaniale, znam maski, które mają jeszcze lepsze działanie. Ale na pewno jest bardzo dobrze. A bardzo dobry efekt już sam w sobie wystarczałby, żebym do kaszmirowej kuracji wracała. Przy tym zapachu – tym bardziej! ;)

Komentarze

  1. Prawda, że prawie nigdzie o nich nie słychać? :):)
    Ja swoją dorwałam nie dawno w Kosmyku, za 8zł, mam wersję wygładzającą, użyłam już 2 razy :)

    Za każdym razem użyłam innej metody stylizacji. Najpierw wysuszyłam suszarką na prosto, a potem zawinęłam w koczka ślimaczka. Tutaj od razu po umyciu włosy nie były dociążone tak, jak lubię, ale drugiego dnia dociążyły się już ładnie i w moim przypadku były cudownie nawilżone - ale ja bardzo lubię panthenol ;)

    Potem zastosowałam ją normalnie z żelem do włosów - od razu wspaniale, no i ładny skręt bez strączków, bo moje włosy pięknie nawilża, oby tak dalej :) Swoją drogą, myślałam po konsystencji, że będzie cięższa, ziaja też przyzwyczaiła mnie do silikonów czy pq, a tu w wygładzającej nic takiego nie ma :)

    Może dlatego ta druga - wzmacniająca - bardziej Ci się spodobała, bo ma pq :) Mówisz, że pięknie pachnie :) No i ma keratynę - też ją na pewno kupię :D A olej z amarantusa mnie kusi czasami, ma też trochę kwasów nasyconych, ale już mi tak nie szkodzą, jak kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, skoro nie ma silikonów, to podejrzewam, że pq to jest to, co podoba się moim włosom. Ale ta brązowa, składowo, powinna ewentualnie być neutralna i nie robić niczego wielkiego. Nadal nie wiem czemu szkodzi :(

      Usuń
  2. Ja kupiłam w firmowym sklepie za ok.8,5zł jakieś 3 tyg. temu. Kaszmirową - na razie użyłam raz, trochę obciążyła.

    Seldirima

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem coraz bardziej ciekawa tych masek :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziwne, że ta sama maska 1 osobie potrafi włosy porządnie nawilżyć a innej ekstremalnie przesuszyć. Rozumiem oczywiście, że ten sam kosmetyk na każdych włosach może dawać inne rezultaty, ale żeby aż tak skrajne? To teraz strach czegokolwiek używać ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach ;) A już najbardziej jak się naczyta recenzji i wesoło bez żadnej obawy nałoży coś nowego, bo przecież skład taki fajny i nikt nie pisał, że źle dziala na jakimkolwiek typie włosów. A później przerażenie. Ja na przykład w ogóle chyba nie spodziewałam sie, że Planeta Organica marokańska mi zaszkodzi. Nie pamiętam rezerwy. Nałozyłam i spodziewałam się wspaniałości. A szkodzi paskudnie.

      Usuń
  5. Ciekawe, nie miałam jeszcze takich kosmetyków z Ziai;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kaszmirową Ziaję również posiadam - pachnie rzeczywiście cudownie. No i prawdą jest, że nie robi krzywdy. Moje włosy nie przepadają za proteinami (zawsze się nagimnastykuję jak głupia, żeby im zaserwować jakąś niezbędną porcję), ale tutaj jest ich tak mało, że nawet mi nie szkodzą. Jestem tylko nieco zawiedziona, że nie poprawia objętości włosów, bo takie wiązałam z nią nadzieje. Ale zapach rekompensuje wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. dziwna sprawa z tą maseczką. Zazwyczaj ufam ziaji. Krótki skład. Polska marka. A tu taka niespodzianka;( pozdrawiam i zapraszam do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tą kaszmiową maske posiadam. Czeka na swój czas

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz