Podcięcie włosów po roku

Wiedziałam cały czas, że jak tylko pojawi się potrzeba cięcia i upewnię się, że to nie przejściowy problem (o czym za moment), pod koniec miesiąca sięgam po maszynkę. Nieważne, czy byłoby to bardzo blisko ładnej, okrągłej setki czy odzyskania największej długości sprzed cięcia czy nawet osiągnięcia ostatecznego celu. Żadnego czekania, bo czekanie skończyłoby się źle. Powiedzmy, że włosy miałyby 99 cm a do podcięcia byłyby 2 cm. Do setki musiałabym zapuścić jeszcze 1 cm, a później kolejne 2 cm zapasu, żeby 100 cm zostało też po cięciu. To w najlepszym wypadku 2 miesiące, a mogłyby być nawet 4 miesiące gdyby przyrost akurat zwolnił albo, o właśnie, gdyby końce się wykruszały. Po takim czasie do ścięcia nie miałabym tylko 2 cm, a więcej, bo zniszczenia poszłyby w górę. Więc musiałabym zapuścić jeszcze większy zapas… i to już jest zamknięte koło czekania i zapuszczania zapasu. W tym czasie niszczyłyby się coraz wyższe partie a ja byłabym niezadowolona, bo na coś trzeba czekać, jest jakieś “ale” – “z włosami wszystko ok, tylko końcówki są do ścięcia”. Czyli nie mogę się nimi cieszyć, coś przeczekuję. Miałam takie “ale” czekając kilka lat na pozbycie się starych końcówek. Więcej nie chcę ;)

Co do pewności, że to już, że trzeba podcinać: kilka razy w przeciągu tych miesięcy, i to nie tylko ostatnio ale również dość krótko po zeszłorocznym październikowym odświeżeniu włosów, zdarzały mi się momenty, kiedy myślałam, że nadszedł czas na kolejne podcięcie. (Pierwsze miesiące były jednak dość spokojne. Późniejsze, zwłaszcza kiedy zbliżał się rok bez cięcia, to już uważna obserwacja końcówek.) Sygnały były raczej wizualne (spuszenie i matowość, ale żadnych rozdwojeń co mnie bardzo cieszy) niż dotykowe, bo w dotyku końce prawie zawsze były gładkie i nawilżone. (Choć bywało i tak, że w dotyku pojawiała się szorstkość – na krótko, na przykład po wymęczeniu włosów w podróży, i znikała po kolejnym myciu. Była wyczuwalna zwłaszcza kiedy włosy były związane w kucyk albo zaplecione w warkocz i końcówki nie były równe. Za to kiedy zbierałam je w równy pędzelek, nie były szorstkie. Tak odkryłam, że kiedy końce już naprawdę zrobią się suche, najpierw będzie można to wyczuć na nierównym końcu warkocza albo kucyka a nie na grubym pędzelku całości zebranej z przodu.) Ale na szczęście nie chwytam maszynki od razu, daję sobie zawsze co najmniej dwa tygodnie na obserwowanie włosów i podcinam je przy okazji kolejnego (po tych przynajmniej dwóch tygodniach) pomiaru przyrostu, czyli pod koniec miesiąca. I zawsze przed upływem tego czasu okazywało się, że nie ma żadnego problemu z końcówkami, a to że wyglądają gorzej łączy się z faktem, że akurat całe włosy mają gorszy czas. Samym końcówkom nic wielkiego nie było, jedynie bardziej widać było po nich spadek kondycji, bo są dość stare i wrażliwe. Ale! Kiedy kondycja całości się poprawiła, końcówki też wróciły do świetnego stanu. Mogą wysuszać się łatwiej i wyraźniej niż wyższe partie, ale dopóki po nawilżeniu i natłuszczeniu potrafią wyglądać dobrze – jest okej. Podejrzewałam, że zdecyduję się na cięcie w momencie, w którym końcówki będą częściej wyglądały kiepsko niż w porządku (na etap, w którym nigdy nie wyglądałyby dobrze wolałam nie czekać ;)), czyli wtedy, kiedy będą coraz częściej grymasić, puszyć się i coraz trudniej będzie je w pełni wypielęgnować, zwłaszcza jeśli w tym samym czasie górne partie włosów będą się miały dobrze. Pilnowałam i wyglądu i tego, jakie ostatnie centymetry są w dotyku.

Jest też kwestia wyglądu końcówek w sensie tego, czy są gęste i równe. Otóż kilka miesięcy po podcięciu końce nie były już tak gęste i tak równe jak w pierwszych miesiącach. Tego, że gęstość spadnie oczywiście się spodziewałam. Wiedziałam, że to mało prawdopodobne żebym miała tak samo gruby pędzel końcówek przy długości do talii i do kości ogonowej. Najważniejsze jest to, że końcówki były wystarczająco gęste. Nie tak, jak na początku, ale nadal dostatecznie: wciąż wyglądały dobrze. Co do równości, prosta linia cięcia również zniknęła po kilku miesiącach, nie wszystkie pasma rosną w końcu w równym tempie. Ale chociaż nie miałam ostrej linii cięcia w U, kształt też wyglądał po prostu dobrze. Nie idealnie, ale nadal dobrze.

Teoretycznie, mogłam się rzucić do maszynki jak tylko końce przestały być tak równe i gęste jak były na początku. I pewnie bym to zrobiła, gdyby nie zapuszczanie, i to 33 centymetrów. Gdybym planowała utrzymać włosy o takiej długości jaką miałam po którymś podcięciu, podcinałabym je ponownie jak tylko przestawałyby kończy się równym, grubym pędzelkiem. Ale zapuszczam. I o tyle, o ile suchości i szorstkości nie zniosę bo oznacza zniszczenie i wiedziałam że jak tylko się pojawi sięgnę po maszynkę, to naturalne konsekwencje przyrostu, czyli nierówność i mniejszą objętość postanowiłam przeczekać. Bo to w końcu nie zniszczenia, tylko wizualne drobiazgi. Gdyby końce zrobiły się bardzo nierówne albo rzadkie i już nie wyglądałyby dobrze, pewnie bym je z tego powodu podcięła. Ale spodziewałam się, że zanim to nastąpi, pojawi się przesuszenie i zetnę ostatnie centymetry zanim zdążą zrobić się rzadkie i nierówne.
Zależy mi na jak najbardziej równych i gęstych końcówkach. Ale to nie znaczy, że idealnie musi być teraz i na zawsze. Mogę przeczekać kilka miesięcy z dobrym a nie idealnym stanem. I mogę poczekać na to, aż zapuszczę swoją wymarzoną długość i wtedy regularnymi cięciami zagęszczę pędzelek końcówek. Mogę czekać, bo przez ten czas, choć nie jest idealnie, to jest wystarczająco dobrze :)

Także czekałam na to aż końcówki zrobią się suche i szorstkie, ewentualnie aż będą nieznośnie nierówne lub rzadkie, ale spodziewałam się, że prędzej stanie się to pierwsze. Mijały miesiące, minął siódmy po podcięciu, a poprzednio po takim okresie sięgałam po maszynkę. Jak się okazało – ale dopiero po ścięciu kilku centymetrów – nie dlatego, ze końce się zestarzały tylko dlatego, że zaszkodziło im serum Kerastase. Prawdopodobnie gdybym przestała go wtedy używać, końce wróciłyby do dobrego stanu. Ale nie wiedziałam, że szkodzi i myśląc że końcówki się po prostu zestarzały, podcięłam je. Dopiero po tym jak świeżutkie tuż po podcięciu wyglądały nadal źle zaczęłam podejrzewać serum, a podejrzenia potwierdziły się kiedy porównałam na zdjęciu efekt po użyciu serum Kerastase i serum Marion 7 efektów (zdjęcie jest w podlinkowanej wyżej recenzji). Utwierdziłam się tylko w tym przekonaniu kiedy tym razem po siedmiu miesiącach od cięcia końcówki miały się dobrze.

Miały się dobrze również jedenaście miesięcy po cięciu, czyli pod koniec września. I wszystko wskazywało na to, że jeszcze trochę tak będzie. Tak jak wspominałam przesuszały się łatwiej niż kiedyś i łatwiej niż wyższe partie, ale to było do opanowania. W październiku zaczęłam używać Skoncentrowanej maski wygładzającej: kuracja olejkami arganowym i tsubaki z Ziai. I nastąpił koniec dobrego czasu. Maska się nie spisywała, ale dawałam jej kolejne szanse chociaż włosy za każdym razem wyglądały bardzo źle, były też szorstkie w dotyku, a końce szczególnie. W końcu, pewna że nic z tego nie będzie, przestałam jej używać. Długość w zasadzie po jednym myciu z czymś sprawdzonym doszła do siebie. Końcówki nie. Nie pomogła największa bomba nawilżająca czyli olej nałożony na glicerynę z wodą. Nie pomogły kolejne mycia z użyciem sprawdzonych masek i olejów. Wciąż było źle. Ostatnie centymetry były szorstkie i sztywne. Było też widać, że coś jest z nimi nie tak, odcinały się wizualnie od reszty włosów jako matowe, suche, spuszone. W innych okolicznościach na pewno nie skończyłoby się to aż tak źle i końce doszłyby do siebie tak jak wyższe partie. Ale maska trafiła na wrażliwe końcówki, podcinane prawie rok wcześniej. Odpowiednio pielęgnowane miały się dobrze. Ale takiego przesuszenia nie przetrwały.

Jednocześnie w październiku zaczęłam używać serum z tej samej serii, ale to nie jego wina, samo serum spisuje się dobrze i wyraźnie wygładzało i zmiękczało końcówki nawet kiedy już maska dała im w kość. Wyraźnie, ale nie do końca, choć tego nie wymagam, nie oczekuję maskowania zniszczeń, bo nie o to chodzi. Napisałam, że serum to częściowo robi po to, żeby zaznaczyć, że jest dobre. Ale nawet gdyby całkiem ukrywało szorstkość i suchość… to przecież nie o to chodzi. Nie chcę maskować takich zniszczeń i pozwalać im wędrować w górę. Jedyne rozwiązanie to podcięcie.

Tak oto znów coś skróciło zdrowie moich końcówek. Z serum Kerastase tego nie wiedziałam. Tym razem wiedziałam z góry, że to wina maski. I moja. Widząc że działa kiepsko mogłam szybciej odpuścić i nie liczyć na to, że jednak się sprawdzi, bo ma potencjalnie dobry skład (i była wypatrzona przez ukochanego, więc bardzo chciałam żeby zadziałała dobrze :)). Cóż. Mógł to być dłuższy czas, ale rok bez podcięcia to i tak bardzo, bardzo, bardzo dużo przy moich naturalnie suchych włosach.

W ten rok włosy urosły 16.5 cm, od 86 cm do 102.5 cm. Planowałam podciąć 3 cm, przewidując że tyle wystarczy. Udało mi się trafić w dokładnie 3 cm i to faktycznie wystarczyło. Końce znów są bardzo elastyczne, całkowicie gładkie i wyglądają na dużo bardziej gęste :) Kiedy przez lata podcinałam po trochu wciąż zniszczone końce, takie 3 cm to było przejście ze zniszczonego miejsca w trochę mniej zniszczone i nie było aż takiej różnicy ani w kondycji ani w gęstości. Teraz 3 cm wystarczyły żeby znów mieć zdrowe końcówki :) Ponadto, po podcięciu całość wygląda na gładszą i jest bardziej śliska w dotyku. Po raz kolejny przekonałam się, że nawet jeśli problem typu suchość czy spuszenie dotyczy tylko końcówek, to to i tak wpływa negatywnie na całą długość, choćby dlatego, że spuszone końcówki sprawiają, że wyższe partie choć są zdrowe i gładkie nie układają się dobrze i nie wyglądają dobrze. Włosy mają 99.5 cm, a więc do celu brakuje mi 12.5 cm. Jeśli końcówki nadal będą miały się tak dobrze, jak teraz, gdy wytrzymały rok bez cięcia a byłoby to jeszcze dłużej gdyby nie pechowa maska, to uda mi się zapuścić te 12.5 cm bez kolejnego podcięcia. Cel już widać na horyzoncie! Nie mogę się doczekać. Po ponad sześciu i pół roku – naprawdę nie mogę się doczekać.
A skoro do 100 cm brakuje mi 0.5 cm, to mój plan "100 cm na koniec roku" też raczej zostanie spełniony :)

Przed podcięciem zmieniłam też stronę przedziałka (tym razem z lewej na prawą), tak jak zrobiłam to rok temu. Wcześniej, kiedy podcinałam włosy co 3 miesiące, chyba robiłam to częściej, choć nie pamiętam i nie zapisywałam tego. Teraz, po roku noszenia przedziałka z lewej, różnica po zmianie była ogromna, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę to robić. Włosy obrysowe (o których wspaniały post napisała Martusia) z oczywistych powodów są najbardziej narażone na zniszczenia. Po dwunastu miesiącach odgarniania za ucho, przeczesywania, częściowo noszenia czapki, częściowo wystawienia na słońce i wiatr, pasma przy skroniach zrobiły się bardzo cienkie. Zmiana była stopniowa i absolutnie jej nie widziałam. Różnicę poczułam dopiero kiedy przełożyłam przedziałek i nagle koło twarzy miałam ciężkie, gęste pasma włosów. Te partie które były obrysowe przez rok, są teraz schowane i będą miały szansę odpocząć. A ja myślę, że będę jednak zmieniała przedziałek częściej niż raz na rok nawet, jeśli nie będę podcinała włosów. Mój przedziałek choć jest z boku, i tak skręca naturalnie do środka głowy idąc w tył, przy podcięciu dzielę więc włosy na równe połowy. Robiłabym tak nawet gdyby przedziałek z tyłu kończył się też wyraźnie z boku, bo inaczej U byłoby niesymetryczne ;) W każdym razie będę pamiętała o zmianie przedziałka częściej, nie tylko przy okazji cięcia, i myślę, że nie da to efektu nierównych końcówek.

Nagadałam się, więc teraz zdjęcia ;) Podcinałam włosy jak zwykle sama, maszynką w kształt U genialną metodą "na babuszkę."

Całość przed


Końcówki przed


Pędzelek zebrany do cięcia


A tu tuż po. Nie zmieniałam położenia palców, więc widać ile podcięłam



Rozpuszczone ale nadal zebrane pod brodą


Całość po


Teoretycznie, patrząc na to zdjęcie, można by powiedzieć, że mogłam podciąć więcej. Cóż, mogłam, bo tam końcówki są jeszcze bardziej gęste. Ale w tej chwili, takie jakie są, są wystarczająco gęste. A przede wszystkim całkowicie gładkie i zdrowe. Z taką gęstością mogę spokojnie żyć ;) (Muszę też wspomnieć o tym, że ten efekt przerzedzenia to kwestia serum – teraz już praktycznie każde serum, nawet lekkie i nałożone w minimalnej ilości, nieco obciąża i skleja końcówki.) Kiedy już zapuszczę wymarzoną długość, będę podcinała cały nadmiar i wtedy końce się bardziej zagęszczą. A na razie, choć nie jest idealnie, jest dobrze – i tak wystarczy :) Chociaż nie ścięłam całkiem tych najrzadszych partii (które, chociaż w porównaniu do reszty są najrzadsze to tak w zasadzie wcale rzadkie nie są) to pozbycie się ostatnich centymetrów, tych suchych i szorstkich, sprawia że całość się lepiej układa bo końcówki nie są szorstkie i wyglądają dużo lepiej.

I końcówki po. Bardziej równe i gęste, już nie suche :)



P.S. Wiem, że stworzyłam właśnie epopeję o podcięciu końcówek. Ale te moje notatki zawsze bardzo, bardzo przydają mi się w przyszłości :)

Komentarze

  1. Ja ostatni raz u fryzjera byłam rok temu, chyba dwa miesiące temu podcięłam sama ale szykuje się ponownie by końcówki były gęstsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne włoski. Zarówno przed jak i po podcięciu. Ja staram się pozbyć końcówek co 4 miesiące, ale obecnie bardzo zależy mi na długości, więc podcinam troszkę mniej niż powinnam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja podcinam sama od prawie 3 lat. Nie jest moze idealnie symetrycznie, ale mam "dwie prawe rece" (jestem leworeczna wiec miec dwie lewe to dla mnie komplement ;p) i nawet kolega w czerwcu (czyli po 8 miesiscach od podciecia) mowil ze jak na samodzine ciecie jest rowniutko. Narazie tez podcinam w u ale jak wlosy podrosna bede chciala je podciac w lekkie v. Ostatnio podcielam we wrzesniu po 11 miesiacach bez i nastepne ciecie planuje row iez dopiero po wakacjach, zapuszczam z wlosow za ucho ( teraz sa prawie do lopatek, tyle urosly w rok plus 4 cm podciete) i godze sie z faktem, ze pasma przy twarzy sa obrysowe i zawsze beda wizualnie ciensze od reszty ( zapuszczam je rowno z reszta, zadnej grzywki) . Ale ja nosze przedzialek po srodku wiec u mnie sa rowno zniszczone po obu stronach. Henri a moze zastap sera odzywkami b/s lub z wueksza iloscia silikonow. U mnie doslownie kazde serum przetluszcza koncowki bo sa niskoporowate, wiec zamiast tego uzywam odzywek i masek wylacznie z silikonami (farbuje koncowkk na rozowo siec czasem dostaja po tylku ;p)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie mam byłą grzywkę wokół twarzy, i chociaż ona już dawno zrównała się z resztą (nawet nie pamiętam kiedy), to te włosy jeszcze są słabsze. Może kiedyś się wzmocnią, ale nawet jeśli nie, źle nie jest.
      Zastanawiałam się nad odżywkami (kandydatką byłaby fioletowa Ziaja, są też ewentualnie spraye, chociaż Gliss Kur wycofał najlepszą wersję, Oil Nutrivive) ale to chyba nie jest ten sam poziom ochrony jednak.

      Usuń
    2. Czytam Cię id jakiegoś czasu i mam wrażenie, że jesteś moją włosową siostrą - ta przygoda długoletnia z ciężką pielęgnacją to zupełnie o mnie. Byłaś pierwszą osobą w blogosferze, która wreszcie miała tak, jak ja. Mam o wiele krótsze włosy i nie zamierzam zapuszczać, ale reguję bardzo podobnie na włosowe produkty (maski Biovax, produkty Joico). No i z racji tego, że końcówki są o wiele młodsze niż były, gdy miałam długie włosy, olejki i sera też zaczęły je sklejać. Zabezpieczam je teraz nektarem termicznym od Kerastase (nakładam ziarnko grochu od ucha w dół na włosy do pach) i jest idealnie - końcówki mają się super, włosy są miękkie, gładkie, ale puszyste i bez strączków. Kupiłam je tam, gdzie Ty Joico, tzn.na estylu w małym opakowaniu (50ml) i dobrze zrobiłam, bo nie wiem, czy wykończyłabym duże przed terminem ważności.
      Kiedyś już to robiłam, ale jeszcze raz polecę Ci odżywki Davines. Uważam, że są po prostu rewelacyjne i w sumie zarzuciłam już nawet Biovaxy - po prostu Davines jest szybszy i moja pielęgnacja jest teraz naprawdę skrócona: szampon (aktualnie miniatura Kerastase Satin Bain 1 - jest naprawdę dobry, ale szkoda mi tyle kasy, więc będę szukać dalej. W ogóle odkryłam, że moje włosy gorzej reagują na łagodne bezsilikonowce (albo niedomycie, albo matowość i puch od nasady) niż na dobrej jakości silikonowce z SLS - domywają w sam raz ale dzięki silikonom włosy są gładsze - tylko koniecznie muszę umyć głowę 2x i bardzo dokładnie spłukać), odżywka Love Davines (małe opakowanie wykorzystałam do połowy po prawie 2 miesiącach używania myjąc głowę co 2 dni) - lepsza była Momo i ten nektar. I już! Wszystko zajmuje mi max 10 minut co 2-gi dzień - normalnie bez porównania z tym, co było wcześniej. Chcę też wprowadzić peeling do skóry głowy - nie mam łzs, ale chyba mam skłonności do tłustego łupieżu. Widziałam, że używasz cerkogelu, po ilu użyciach widziałaś efekt? Bo ja użyłam raz czy dwa i efektu brak a dużo babraniny, bo nie ciężko mi było trafić w skórę głowy. Dlatego więc zamówiłam lotion oczyszczający MonRin, jeśli chcesz, to dam znać, jak się sprawuje:)
      No - to teraz mi wyszedł elaborat, aż mi trochę głupio, że się aż tak rozpisałam. A końcówki wizulanie super w obu wersjach - jestem trochę dziwna, bo mi się u siebie nie podobają takie gęste końcówki, czuję się wtedy jak w dywanie i zawsze proszę fryzjerki o lekkie pocieniowanie na końcach:)
      Pozdrawiam, M:)

      Usuń
    3. Mam od czasu tamtego komentarza odżywki Davines na liście do kupienia :) Już też na estylu znalazłam małe opakowania na początek. Naszukałam się składów innych odżywek/masek Davines i zastanawiam się jeszcze, poza Momo, nad Melu i Nounou. Na razie nie kupuję, bo mam jeszcze 7 masek/odżywek w domu do sprawdzenia, czyli to jest co najmniej 7 miesięcy, ale później kupię na pewno :)
      Cerkogel, chyba nawet jeszcze jak miałam taką ciężką sytuację na głowie, to po pierwszym razie już działał. Teraz też tak jest. Jak nie zrobię złuszczania na czas i zbierze się wyczuwalna warstwa naskórka, to po 1 nałożeniu i wmasowaniu, zostawieniu na 30 min i zmyciu Cerkogel oczyszcza do zera skórę, wszystko ładnie złuszcza :) Tylko nababrać się trochę trzeba, fakt, bo on się klei na tyle, że sporo przedziałków trzeba narobić ;)
      Długie komentarze najlepsze :) <3

      Usuń
  4. Też ostatnio podcięłam końcówki i zazdroszczę, że Twoje włosy wytrzymują aż rok... Moje potrzebują lekkiego odświeżenia o wiele częściej

    OdpowiedzUsuń
  5. Podcięcie końcówek to dobra decyzja :-) zawsze włosy są bardziej zdrowe i gęstrze :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje nie ma mowy żeby wytrzymały rok bez podcięcia ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu jestem sama w ciężkim szoku, kiedyś jak po 3 miesiącach były okej to był powód do świętowania ;)

      Usuń
  7. Good day, hopefully today can be better than the day before.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też podcięłam końcówki po roku, a dokładniej po 13,5 miesiącach. Ten wielki dzień był dzisiaj :D poszły jakieś 4cm i jest duuuuża różnica w tym jak się teraz układają. Mam włosy z wyglądu podobne do Twoich.
    Końcówki same w sobie nie były takie bardzo złe, podczas miziania bywały gładkie, no ale często były sztywne i przez to całe włosy się "napuszały" i cały czas obwiniałam pielęgnację. A jednak dziś po podcięciu całość wygląda tak równiutko i włosy na długości są bardziej gładkie :) Ale nie ma co zapeszać, dziś pierwszy dzień i trzeba zobaczyć jak będą wyglądać po myciu i za jakiś czas :P
    Były już do pasa, no a teraz wyglądają dla mnie na dużo krótsze, mimo że to tylko te 4cm :(

    Uwielbiam jak po podcięciu końcówki są takie gładkie, gęste a podczas miziania nagle się kończą tak równiutko :)

    Ps. I w ogóle udała mi się ostatnio złożona pielęgnacja wg Gapy! W końcu się troszkę dociążyły :D

    a co tam będzie drugi PS: I udało mi się dorwać na allegro Twoje serum Gliss Kura Ultimate color, przepięknie pachnie i świetnie się spisuje ;)
    Czy myślisz, że serum Mythic Oil może wysuszać niektóre włosy? Bo miałam takie wrażenie ;/

    Sorki za przydługi komentarz, wiem że lubisz ale to odpowiedź na Twoją epopeję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie tak samo. Przy mizianiu okej, gładko, ślisko. Ale wizualnie już nie. I też nagle bardzo czuję swoje 3 cm! I widzę! Ale też widocznie lepiej się układają, więc zdecydowanie nie żałuję. Te 3 cm odrosną szybko.

      Cieszę się, że serum działa! :) A Mythic Oil... żadnych rzeczy sugerujących wysuszanie nie ma. Ale to nic nie znaczy, bo Kerastase Oléo-Complexe też nie miało. Cudowny skład. A wysuszało. Więc powiedziałabym, że tak. Może wysuszać.

      Ooo, złożona pielęgnacja. Jak super, że Ci się udało! Tyle etapów, takich przemyślanych, ma szansę naprawdę świetnie wpłynąć na włosy. To potencjalne odżywienie sprawia, że aż mi żal że u mnie to nie działa.

      Długie komentarze najlepsze <3

      Usuń
  9. Biorę z Ciebie przykład i nie podcinam włosów, jak na mnie to te 7 miesięcy to już duży sukces. Zobaczymy co będzie dalej ;)
    Zmiana przedziałka- muszę o tym pomyśleć, bo widzę, że moje przody się wykruszają..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz