Szampon winogronowo-lawendowy Biolaven, balsam z betuliną Sylveco, nawilżający szampon Vianek

Jak wspominałam jakiś czas temu we wpisie o zmianie arsenału myjącego, szukam nowych szamponów. Sprawdziłam już balsam Sylveco z betuliną, szampon winogronowo-lawendowy Biolaven i szampon  nawilżający Vianek i pomyślałam, że zbiorę ich recenzje w jednym poście, skoro wszystkie są marki Sylveco i tylko należą do różnych linii.


Zaczęłam od Biolavenu. 300 ml za niecałe 18 zł starczyło mi zaledwie na miesiąc. To zatrważająco niska wydajność, ten czas powinien być jakieś dwa razy dłuższy. Szampon jest wodnisty i potrzebuję sporej ilości żeby w ogóle poczuć go na włosach. Nie oczekuję szalonych ilości piany, bo piana to niekoniecznie mycie (odżywki myją bez pienienia się) ale szamponu po prostu jakby nie było po nałożeniu standardowych dla mnie porcji, nie czuć go wcale na włosach, nie ma poślizgu jak przy odżywce, nic. Są też osoby które dla spokoju lubią poczuć pianę, bo to jednak odruchowo kojarzy się z myciem ;) A spienienie Biolavenu to nie jest najłatwiejsza sprawa. Za to na pewno trzeba nim za każdym razem mocno potrząsać przed użyciem bo kiedy wiedząc już że szampon się nie sprawdza wykorzystywałam 2/3 butelki do zrobienia peelingu do ciała i przelewałam go do innego pojemnika, część była przezroczysta ale z dna butelki wylała się spora ilość gęstszego, mlecznobiałego żelu (a właściwie wypadła, jako jedna gęsta... kluska ;))

Skład: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Coco-glucoside, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Sodium Benzoate, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum

Nie ma siarczanów, których zawsze unikam, jest olej z pestek winogron, panthenol, hydrolizowany owies, kwas mlekowy i olej lawendowy. Dużo dobroci.

Technikalia to jedno. Małą wydajność i dosyć męczące użytkowanie mogłabym znieść dla idealnego działania. Ale u mnie działanie szamponu winogronowo lawendowego jest dalekie od ideału. Jest po prostu za słaby. Zaskoczyło mnie to, ale moje (może już nie?) suche i porowate włosy coraz częściej zaskakują mnie w taki sposób. A to za słaby szampon, a to jakieś obciążenie. Także, choć myślałam, że to niemożliwe, bo przecież im delikatniej tym lepiej, okazało się, że włosy po Biolavenie wyraźnie szybciej tracą świeżość. Pierwszego dnia po myciu było w porządku, więc to nie tak, że szampon sam w sobie obciąża czy włosów nie domywa. Ale drugi dzień był najczęściej trudny, włosy od rana wyglądały gorzej niż zazwyczaj pod koniec dnia. Jeśli umyłam je dwa razy (czy może półtora raza ;) – spłukałam część piany i dołożyłam niewielką porcję szamponu) było lepiej, ale przy takim systemie mycia wydajność szamponu spadała jeszcze bardziej. Były dobre dni, bywało tak że włosy wyglądały znośnie do kolejnego mycia (może wtedy, kiedy lepiej go wymieszałam?) Ale pojedyncze dni i “znośnie” to za mało. Wiem, że mogę mieć dobrze wyglądające włosy do ostatnich godzin przed myciem, więc nie mam zamiaru z tego rezygnować. Do Biolavenu  postanowiłam nie wracać.

Balsam Sylveco jest za to kompletnie genialny. Jest wydajny (300 ml starcza na 2 miesiące), łatwo tworzy dużo kremowej piany. Pomimo nazwy, to bardziej szampon niż balsam w sensie odżywki, także nie bójcie się jeśli mycie odżywką się u Was nie sprawdziło.
Skóra jest zadowolona i nie przetłuszcza się szybciej. Włosy za to są bardzo błyszczące i gładkie. Po balsamie zobaczyłam, że w zasadzie to co po szamponach Natura Siberica wydawało mi się dobrym efektem, było suszą i matowością ;) Zwłaszcza, że w czasie używania Sylveco umyłam raz włosy szamponem NS Ochrona i Energia (nie zapisywałam tego nawet w miesięcznej pielęgnacji, to był wyjątek, w podróży – żeby zaoszczędzić miejsce wzięłam coś, czego mogłam użyć i jako szamponu i żelu pod prysznic a NS jako żelu nie było mi już szkoda bo i tak w taki sposób zużywałam resztki w domu). I wtedy w kontraście zobaczyłam, że szampony NS były jednak za mocne. Balsam Sylveco wyznaczył nowy poziom wspaniałości :)

Skład: Aqua, Coco-Glucoside, Decyl Glucoside, Mel Extract, Cocamidopropyl Betaine, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Glyceryl Oletate, Lactic Acid, Betulin, Sodium Benzoate, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil

W składzie ekstrakt z miodu, masło shea (które na szczęście nie puszy mi włosów), panthenol, olej jojoba, kwas mlekowy, betulina i olej z liści rozmarynu, który czuć w zapachu balsamu :)

Za 300 ml zapłaciłam około 28 złotych. Warto. Bez mrugnięcia okiem. Bez drgnięcia powieki nawet ;) Zwłaszcza, że wydajność jest dobra. To jest mój nowy numer jeden, nie ulubieniec a ukochaniec :) i do niego porównuję całą resztę. Jak widać, można mieć optymalnie świeże włosy bez przesuszania ich, można znaleźć równowagę między obciążeniem a skrzypiącą czystością (tego efektu nie znoszę).

Szamponu Vianek nie chciałam początkowo kupować, bo bałam się że będzie w konsystencji i działaniu przypominał Biolaven, ale gliceryna mnie zachęciła. Okazało się, że nie jest rzadki – jest żelowy i dość gęsty, przezroczysty, pachnie świeżo, jak coś z dzieciństwa (i nie pamiętam co!).
Pierwsze porcje trudno spienić, Vianka też nie czuć na włosach, nie ma nawet poślizgu, znika jak woda. Lekkie polanie włosów wodą i dołożenie odrobiny szamponu pomaga, wtedy pojawia się też sporo piany.

Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Taraxacum Officinale Root Extract, Panthenol, Glyceryl Laurate, Triticum Vulgare Germ Oil, Hydrolyzed Oats, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Glyceryl Oleate, Parfum, Sodium Benzoate

Jest gliceryna, którą moje włosy uwielbiają, dalej wyciąg z korzenia mniszka pospolitego, panthenol, olej z kiełków pszenicy (też jeden z moich ulubieńców), hydrolizowany owies i kwas mlekowy.

Ale niestety Vianek jest za mocny, mimo gliceryny. (I oczywiście jak zawsze u mnie braku siarczanów.) Włosy są skrzypiąco czyste (przerażenie!), szorstkie nawet na mokro, a po wyschnięciu matowe i spuszone, nie bardzo, ale jednak zauważalnie. Nawilżający Vianek odpadł jako kandydat na szampon idealny. Nie mam też zamiaru sprawdzać drugiej, odżywczej wersji, ze względu na podobny skład.

Za to przyszło mi do głowy zmieszanie Vianka i Biolavenu. Skoro miałam odstawić resztę tego pierwszego i zużyć jako żel pod prysznic, nie mając w żadnym z dwóch szamponów ulubieńca, mogłam kupić kolejną butelkę Biolavenu (pozostałość pierwszej zużyłam wcześniej do peelingu) i spróbować znaleźć optymalne połączenie. Teoretycznie powinno gdzieś być. Chciałam wykorzystać tę szansę, bo nie miałam gwarancji, że w kolejnych sprawdzanych szamponach znajdę coś równie dobrego jak Sylveco. Chwytam każdą możliwość.

Mieszanka szamponów Biolaven i Vianek:
Przy przelewaniu Vianka do butelki zauważyłam gęste glutki ;) prawie zatykające dozownik. Myjąc włosy na nie nie natrafiłam, pewnie dlatego, że opadały na dno po dwóch dniach leżenia butelki a ja używałam małych ilości mając niewielką szansę na wylanie na dłoń akurat porcji z glutkiem. W mieszance te gęste krople na szczęście się rozpuściły, choć na początku częściowo zebrały się na dole. Cóż, Biolaven i Vianek pokazuję, że kosmetykami trzeba wstrząsać przed użyciem ;) W szamponach NS też zauważałam to, że pierwsza połowa butelki była dość rzadka i przezroczysta a druga mętna i gęsta, ale różnice nie były aż tak ogromne jak przy Vianku i Biolavenie.

Przy okazji zapiszę sama sobie, żeby zachować tę wspaniałą a późno odkrytą mądrość: butelka z pompką w szamponie to jest to! Fantastycznie wygodna kwestia. Używam 150 ml butelki po mleczku Sylveco. Zaczęłam przy mieszaniu Vianka i Biolavenu, a teraz już przy tym zostaję.



Wracając do połączenia (Vianek:Biolaven):
10:10 to szampon za mocny. Włosy były gładkie na mokro, już nie szorstkie, ale po wyschnięciu lekko matowe i dość mocno spuszone.
10:15 z kolei jest mieszanką za słabą, włosy były szybko przetłuszczone.
10:12, czyli ostatnia szansa: również zbyt mocne połączenie. Uznałam, że próbowanie proporcji 10:13 nie ma najmniejszego sensu, taka drobna ilość nie zmieni efektu w takim stopniu, żeby było zadowalająco. Miałam już dość męczenia włosów i skóry głowy nieudanymi myciami zwłaszcza, że stan partii u nasady wpływa na wygląd całości nawet, jeśli szampon tam bezpośrednio nie ląduje. Przetłuszczenie lub wysuszenie nie pozwalają całości włosów dobrze się układać.
Pomysł łączenia się nie sprawdził, choć w teorii powinien, coś pomiędzy zbyt mocnym a zbyt słabym działaniem powinno być optymalne. Z tajemniczych powodów nie jest :)

Po przygodzie z mieszaniem przez moment pomyślałam, że jeśli okaże się, że szampony Ecolab i szampon Biovax (i ewentualni inny kandydaci, ale miałam nadzieję, że dalej nie będę musiała szukać) również nie działają tak świetnie jak balsam Sylveco, przyjmę, że Sylveco jest wyjątkowym cudem który działa wspaniale, a co do reszty – muszę pogodzić się z faktem, że coś działa nieco za słabo, coś nieco za mocno. Ten eksperyment zasiał zwątpienie. Ale szybko się zreflektowałam. To smutna perspektywa. Chciałam jednak znaleźć chociaż jeszcze jeden szampon, który nie oczyszcza włosów zbyt mocno i nie przyspiesza przetłuszczania. Idealny balans, który wiem, że istnieje, po przykładzie balsamu Sylveco. To chyba niemożliwe, że tylko po nim. Wtedy to była hipoteza, teraz wiem to na pewno bo znalazłam kolejne ideały wśród szamponów Ecolab. Zanim to się stało, zanim miałam tę pewność postanowiłam, że jeśli jednak nie znajdę kolejnych "ukochańców" czy nawet jednego, nie będę używała produktów, które szkodzą włosom za mocno je myjąc. Po prostu zostanę przy Sylveco. Obawiałam się jedynie monotonii i to dlatego chciałam się poddać i używać jeszcze czegoś, nawet jeśli nie-idealnego, ale monotonia nie jest pewnym scenariuszem – brak zmian produktu myjącego niekoniecznie mógł szkodzić włosom czy skórze – za to minimalne szkodzenie włosom przy użyciu na przykład Vianka i Bilavenu 10:12 byłoby niewątpliwie… szkodzeniem. Nawet jeśli niewielkim. Gdyby okazało się, że balsam używany bez przerwy źle wpływa na skórę, zastanawiałabym się nad rozwiązaniem. Na szczęście nie ma takiej potrzeby, bo już wiem, że kilka wersji szamponów Ecolab też zostanie ze mną na stałe :) Napiszę o nich post jak tylko sprawdzę ostatnią czekającą w szafie wersję.

Komentarze

  1. Uwielbiam Twoje eksperymenty jak i całą markę Sylveco. Wiem, że w zapasach próbek mam jeszcze jedną czy dwie tego balsamu myjącego, ale obawiałam się go i obstawiałam obciążenie. Chyba jednak trzeba wypróbować na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj :) On tak brzmi ciężko, bo "balsam", ale to w sumie jest bardzo łagodny szampon :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. estuję właśnie Biolaven i póki co jestem zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam kiedyś próbkę balsamu Sylveco i byłam zachwycona:) łagodny emulsyjny szampon. Niestety nie mam dostępu.
    Za to bardzo lubię szampony EcoCosmetics, sa delikatne, choć nie wiem czy by ci słuzyły - maja alkohol w składzie, daleko ale zawsze. A twoje włosy sa chyba najbardziej wrażliwe jakie znam :) jak księżniczka na ziarnku grochu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Skoro balsam Sylveco polecasz to spróbuję. Ja mam inne włosy niż Ty, przy skórze przetłuszczające, ale dalej są suche i porowate. Jednak właśnie przez te suche końce, dużo produktów, które stosujesz, pomaga i mnie. Mycie odżywkami mi służy, więc i ten balsam nie powinien obciąć włosów (je w ogóle ciężko jest czymkolwiek dociążyć). Mam tylko pytanie: Olejuje włosy na noc na sucho i rano myję włosy najpierw emulgując maską. Jak mi radzisz stosowanie tego balsamu? Czy zmyje on olej i maskę, czy stosować zamiast maski/oleju??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem prawie mocno pewna, że zmyje, bo jest na tyle "szamponowy" że sobie z tym poradzi. I właśnie chyba za bardzo "szamponowy" a za mało "balsamowy" żeby używać go zamiast oleju zmytego maską :) (Mam nadzieję, że to ma sens ;))

      Usuń
    2. Dzięki Kochana za odpowiedź
      :-*

      Usuń
  6. W mojej pielęgnacji królują dwa szampony: żółty BabyDream i Jantar. Mimo, że obydwa sprawdzają się dobrze, powoli zaczynam "dorastać" do tego, by rozejrzeć się za czymś innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja za to kocham Vianek! Biolaven nie domywał mi dokładnie włosów, a balsam Sylveco powodował przyklap :( Vianek jest ideałem

    OdpowiedzUsuń
  8. Też byłam/jestem zaskoczona, że balsam Sylveco sprawdza się u mnie genialnie :) Kupiłam z ciekawości, ale nie sądziłam że znajdę w nim swój ideał :) a tu proszę, też mnie zaskoczył :)Pozostałe dwa nie kusza mnie, teraz już będę wierna sylveco :)

    OdpowiedzUsuń
  9. POdczytuję Twojego bloga od hen hen dawna i kurka, jak czytam o Twoixh włosach to jakbym czytała o swoich - bardzo uwrażlwione, lubią być suche a nieodpowiedni szampno potrafi zrujnować działanie najcudowniejszej maski po słońcem. A już myślałam, że z moimi włosami coś nie tak :D
    Spróbuję kiedyś tego Sylveco, chociaż ostatnio znalazłam inny całkiem delikatny szampon który polubiłam i nie mam po nim siańska stulecia :D Muszę częściej tu zaglądać bo już kilku zachwalanych tu kosmetyków spróbowałam i dobrze się sprawdziły :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim odkryciem tego roku jest Macadamia Weightless Moisture Shampoo. I choć w trakcie mycia czuć jego oczyszczające działanie, to jednak pozostawia włosy cudownie nawilżone, do tego stopnia, że nie potrzebna im już odżywka. Balsam Sylveco jest na mojej liście kosmetyków do wypróbowania, ale na razie mnie nie kusi, bo znalazłam swój ideał :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Henri, mam do Ciebie kilka pytań. Po pierwsze- czy szczotka Olivia Garden nadaje się Twoim zdaniem do niezbyt gęstych, cienkich włosów? Czy szczotka nie niszczy się (głównie chodzi mi o te kuleczki, trochę się ich obawiam)?
    I jeszcze druga sprawa. Wiem, że uwielbiasz długie włosy. Ale czy uważasz, że jest sens zapuszczać cienkie i przeciętnej gęstości włosy? Przechodzę właśnie włosowy kryzys. Zawsze marzyłam o włosach do wcięcia w talii, ale ostatnio wyglądają tak smętnie, że aż rozważam drastyczne cięcie :( (teraz mam włosy do zapięcia stanika).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że się nadaje. Mnie samą przekonało do jej zakupu to, że ktoś mi napisał szczegółowo, że te kuleczki nie są nasadzone na igiełki, tylko tak gładko nalane, że włosy nie będą wchodzić pomiędzy te powierzchnie, trzeć i haczyć. Poza tym igiełki są tak długie, że jak się wsunie szczotkę we włosy, to one wystają najczęściej. Chyba, że ktoś ma mega grube, gęste włosy, wtedy może jak szczotkuje, to igiełki nie wystają z takiej masy włosów ;)

      Jest sens. Po swoich nauczyłam się tego, że jeśli wyglądają smętnie, to nie powód, żeby rezygnować z długości i marzenia o niej. A potrafią wyglądać nieciekawie przez miesiąc, bo coś się dzieje nie tak w pielęgnacji, bo pogoda, bo humory, bo cokolwiek ;) A później znów jest okej. Ja bym próbowała :)

      Usuń
  12. Uwielbiam Twoje obszerne posty Henri :)
    U mnie przedstawia to się tak: biolaven uwielbiałabym, gdyby nie szybsze przetłuszczanie - na drugi dzień muszę myć włosy. Ale są po nim cudowne, a skręt mam piękny. Na szczęście nie ma gliceryny - wiem, że Ty ją kochasz, ja nie znoszę :D
    Balsam myjący - niestety nie, suche, szorstkie, matowe włosy. Być może przez ekstrakt z miodu i masło shea.
    Szampon nawilżający - nie miałam, ale raczej nie spróbuję, ta gliceryna :P

    Nadal bardzo lubię szampony ecolab - kiedyś lekko podrażniały mi skórę głowy, używane przez cały miesiąc, teraz to minęło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W lubieniu Ecolabu nasze włosy się zgadzają :) Mi został jeszcze ten z awokado na etykiecie do spróbowania:)

      Usuń

Prześlij komentarz