Osiem metod przyspieszania porostu włosów: wzmacniający tonik Agafii, kofeina farmaceutyczna, serum drożdżowe Ecolab, spray witaminowy Domowe Receptury, Joanna Rzepa, szungitowy spray Fratti, Triphala, ekstrakt z karnityną, argininą i kofeiną

Receptury Babuszki Agafii: naturalny wzmacniający tonik do włosów (recenzja): (styczeń i luty 2015) Producent nie obiecuje wprost szybszego porostu włosów ani pojawienia się baby hairs – obiecuje wzmocnienie i odżywienie osłabionych włosów – ale lista ziół wyglądała obiecująco. Tonik przelałam do butelki po serum Babuszki Agafii i nakładałam jak zawsze po myciu. Potrafił przesuszyć skórę.
Efekty: 1.5 cm, 1 cm. Baby hairs: TAK

Kofeina farmaceutyczna – wcierka bazująca na Jantarze (recenzja): (marzec, kwiecień, maj 2015). Zrobiłam wcierkę w stężeniu 5%: 1 ml kofeiny waży 0.52 g, rozpuściłam więc 5g kofeiny w 200 ml Jantaru zakładając, że 1 ml Jantaru waży 1g. Proszek dość trudno rozpuścić w żelowym Jantarze, ale blender pomógł. Tradycyjnie mieszankę przelałam do butelki po serum BA. Jantar świetnie nawilża skórę głowy. Mieszanka zadziałała przez pierwsze dwa miesiące tak, że nie mogłam stwierdzić czy przyspiesza porost czy nie, więc dostała trzeci, decydujący miesiąc.
Efekty: 0.5 cm, 2 cm, 1.5 cm. Baby hairs: TAK

W październiku i listopadzie używałam wcierki kofeinowej bazującej na serum na porost włosów Babuszki Agafii, które już solo działa u mnie świetnie (w przeciwieństwie do Jantaru). Okazało się, że efekty są jeszcze lepsze: 2 cm w październiku i 2.5 cm w listopadzie. Po sprawdzeniu kofeiny (czy innego dodatku) w neutralnych warunkach, warto ją mieszać z bazą, która solo działa korzystnie na porost włosów. Wtedy efekty są fenomenalne :)

Ecolab: Serum stymulujące wzrost z ekstraktem z drożdży (recenzja(czerwiec i lipiec 2015): stosunkowo nowy produkt. Pojawił się jako gotowe i bezpieczne rozwiązanie kiedy zastanawiałam się czy nakładanie drożdży rozpuszczonych w wodzie na skórę głowy jest dobrym pomysłem (doszłam do wniosku, że nie ;) – więcej szczegółów w poście.) Staram się tego nie robić, ale przy serum Ecolab mi nie wyszło: spodziewałam się wiele. Rozczarowałam się. Wcierka nie przyspiesza porostu, nie pojawiły się też małe włoski. Za to pachnie przyjemnie i ma wygodną butelkę. Skład jest niesamowicie obiecujący, więc warto próbować.
Efekty: 0.5 cm, 1.5 cm. Baby hairs: NIE

Domowe Receptury: Witaminy dla włosów – spray przyspieszający porost (recenzja(sierpień i wrzesień 2015): w składzie tuż po wodzie jest olej z róży, jednak wcierka nie obciąża mi włosów. Za to jest nieco śliska w dotyku i po nałożeniu jej czuć lekki poślizg na skórze. Jest to jednak raczej poślizg, a nie nawilżenie takie jakie dawał mi Jantar. Jak przystało na różany produkt, zapach wcierka ma różany. I to nie sztuczny, a owocowy. I jest różowa ;)
Efekty: 1.5 cm, 1 cm. Baby hairs: TAK

Joanna Rzepa kuracja wzmacniająca (grudzień 2015): od razu mocno wysuszyła mi skórę głowy, więc przestałam jej używać i zrezygnowałam ze wszystkich innych planowanych alkoholowych wcierek.

Fratti antyoksydacyjny spray do włosów z szungitem (recenzja(grudzień 2015, styczeń i luty 2016): obiecujące aminokwasy i zioła w składzie. Według zaleceń producenta należy spray nakładać na 15-20 minut i spłukiwać, ja nakładałam go po swojemu, po myciu, bez spłukiwania. Nie wysuszył skóry głowy a butelka jest bardzo wygodna w użyciu. Ale w kwestii działania zawiódł. 
Efekty: 0.5 cm, 2 cm, 0 cm. Baby hairs: NIE

Triphala (recenzja(marzec i kwiecień 2016): wybrałam proszek zamiast kapsułek. Piłam średnioczubatą łyżeczkę dziennie, rozpuszczoną w 2-3 cm wrzątku w szklance. Triphala smakiem zasłużyła na nowe imię: Paskuda. W tradycji indyjskiej ta mieszanka Amli, Behady i Harady służy regulowaniu pracy jelit. Ale porost włosów też świetnie przyspiesza!
Efekty: 2.5 cm, 1.5 cm. Baby hairs: TAK

Ekstrakt z karnityną, argininą i kofeiną w Jantarze (recenzja(maj, czerwiec i lipiec 2016): dodałam 15 ml ekstraktu do 200 ml Jantaru co mniej więcej odpowiada zalecanemu siedmioprocentowemu stężeniu. Taka porcja idealnie starczyła na dwa miesiące (później musiałam dokupić drugie opakowanie ekstraktu i trzecie Jantaru na lipiec, bo maj i czerwiec nie pozwoliły mi zdecydować, czy liposomy działają czy nie). Sam Jantar jak zwykle niezawodnie nawilżył skórę głowy a ekstrakt w żaden sposób nie przeszkadzał – nie wysuszał, nie zmieniał zapachu Jantaru. Tylko efekty zawiodły. 
Efekty: 0.5 cm, 2 cm, 1 cm. Baby hairs: NIE

Z tej grupy metod, wracała będę do kofeiny farmaceutycznej oraz do Triphali. Sporo czasu niestety straciłam, ale musiałam spróbować żeby przekonać się, że coś nie działa. Nie żałuję, choć na osiem produktów sprawdziły się tylko dwa. Dla tych dwóch było warto. W poprzedniej grupie siedmiu metod przyspieszania porostu włosów znalazłam czterech ulubieńców. Widzę, że wtedy nieco inaczej decydowałam o tym, czy coś działa i będę do tego wracała, czy nie. Na przykład serum Agafii dało przyrost 2 cm i 1 cm, ale też dużo nowych włosków, więc postanowiłam do niego wracać. I wracam :) Tym razem jeśli coś powodowało wysyp BH ale nie przyspieszało porostu uznawałam, że nie będę do tego wracała, bo mam wystarczająco dużo rzeczy, które dają oba efekty. (Gdyby takich nie było, na pewno wracałabym do metod specjalnie dla zagęszczenia włosów, bo na tym mi również  cały czas zależy.)

Czyli ostateczna lista metod, które się sprawdzają i do których już wracam lub planuję wracać wygląda tak: serum na porost włosów Babuszki Agafii, skrzypokrzywa, drożdże, kozieradka, Triphala, kofeina farmaceutyczna (rozpuszczona we wcierce, która działa raczej niż w Jantarze). Sześć produktów w tym trzy wcierki i trzy napoje.
Samego Jantaru pewnie też będę używała, ale z myślą o nawilżaniu skóry raczej niż przyspieszaniu porostu.

A teraz festiwal baby hairs! :)

Poniższe zdjęcia zostały zrobione w grudniu 2015. Wyraźnie pokazują wesoło odstające, jeszcze dość krótkie włosy, które wyrosły dzięki wcierkom i innym przyspieszaczom porostu których używałam w poprzednich miesiącach. Na trzecim zdjęciu (i trochę mniej wyraźnie, bo są w cieniu, na drugim, po lewej, czyli mojej prawej) widać całe pasemka młodzieży ;) Wszystkie te krótsze włosy mogę tymczasowo opanować szczotkowaniem, ale pod koniec dnia – a zdjęcia były robione właśnie wieczorem – one i tak wychodzą z upięć. Tworzy to efekt bałaganu, ale jestem w stanie to znieść bo wiem, że włosy robią się gęściejsze :)




To nieco późniejsze zdjęcie, z kwietnia 2016. Małe włoski widać u mnie najbardziej wtedy, kiedy robię wysokiego koczka. Wykorzystałam światła w sali koncertowej żeby uchwycić je na zdjęciu ;) Jest ich masa. I szalenie mnie to cieszy! :) Dlatego warto wracać do tego, co niekoniecznie przyspiesza porost, ale powoduje pojawienie się maluchów :)


I jeszcze maj, z bliska. W zasadzie zawsze mam na skroni taką kępkę ;) Z czasem włosy rosną i zamieniają się w dłuższe pasma, takie jak na pierwszych, grudniowych zdjęciach. A na ich miejsce przychodzą nowe. Kilkanaście takich pasm (a jak widać po kwietniowym zdjęciu BH są wszędzie, tyle, że na skroniach i nad czołem najlepiej je widać) to zapewne dodatkowy centymetr do obwodu kucyka. To są powolne zmiany, ale są. To nie są baby hairs po żadnym konkretnym produkcie, to raczej zbiór efektów wszystkiego, czego używam. Dlatego, powtarzam, warto. Warto regularnie coś stosować. Ja poza kilkoma zaplanowanymi miesięcznymi przerwami zawsze, od stycznia 2013, coś wcieram lub piję. I są efekty :)



P.S. W związku z niejednym komentarzem upominającym mnie w kwestii gramatyki wrzucam małą uwagę: w  tym kontekście, w przypadku małych włosków, jak najbardziej można używać formy baby hairs a nie baby hair, bo nie chodzi o całość, niepoliczalną masę tak jak wtedy kiedy mówimy o włosach w ogóle (My hair is long.) tylko o pojedyncze włoski właśnie. Stąd liczba mnoga :) Native speakerzy używają obu wersji mówiąc o małych włoskach, ja dawno temu wybrałam tę z liczbą mnogą i dla porządku się jej trzymam :)

Komentarze

  1. Bałagan na głowie jest zawsze mile widziany u mnie, tylko dziwne są nowe włosy na czubku głowy kiedy wystają ale i tak je lubię ;d

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję wytrwałości w testowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli w sumie metody dwie (picie, wcieranie), tylko produktów siedem:P A już myślałam, że jakiś etap włosomaniactwa przegapiłam:P
    We wtorek mam koloryzację, a potem planuję znów zacząć wcierać. Na jesień wrócę do super skutecznego u mnie CP, ale póki jest ciepło to sobie odpuszczam.Niestety, u mnie nowe włosy pojawiają się niestety nie tylko na głowie, ale i depilacja ma mniejszą żywotność:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przegapiłaś :D Ze wszystkich pomysłów na ujęcie tego, "metody przyspieszania" są najkrótsze, a musiałam celować w krótkie wyrażenia bo ten tytuł i tak ma metr ;)
      U mnie na szczęście nawet Triphala nie spowodowała przyrostu wszędzie. Na naprawdę wielkie szczęście, bo mało czego tak nienawidzę jak golenia nóg :D

      Usuń
  4. Tyle metod przetestowanych, super.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne efekty! Mnie też zawsze cieszą takie małe odstające antenki ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uroczy bałagan na głowie <3 sama teraz walczę o jak największą ilość tych dzieciaczków, więc post baaardzo mi się przyda :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super post :) Mnie od jakiegoś czasu kusi tonik wzmacniający Babuszki Agafii, jednak boję się trochę tego przesuszenia bo mam dosyć wrażliwą skórę głowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie najlepiej działa combo pokrzywa & drożdże, wewnętrznie - nawet do 2 cm miesięcznie ;)
    Z wcierek mam tylko Radical Farmony a jak sie skończy zrobię sobie przerwę bo mam wrażenie ze skalp potrzebuje odpoczynku.
    Btw wczoraj walnęłam posta na LHC o pokrzywie i drożdżach jako przyspieszaczach porostu :) a dziś nawet sie wysililam objaśnić pokrótce o kwasach tłuszczowych i wnikaniu olei ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jest ciężka praca. Ja próbowałam, ale ludzie mają takie zafiksowanie na olej kokosowy, że przestałam. Nie chcą też w ogóle myśleć o porowatości, padają odpowiedzi "no ale co jak rozjaśnię włosy?" Kurczę, to wtedy pewnie zmienia Ci się porowatość na wyższą! To nie jest coś dane i niezmienne, poza najniższą możliwą genetyczną porowatością. Podwyższyć sobie można zawsze.
      Chociaż ostatnio podrzuciłam kwasy tłuszczowe i porowatość pewnej youtuberce z którą od dawna mam kontakt i potraktowała to jako olśnienie, a nie machnęła ręką :) Jaka miła odmiana.

      Usuń
  9. Nie wiesz co się dzieje z serum Gliss Kura Ultimate color? Bardzo go chciałam kupić, szukałam w Rossmanie, Auchanie no i ni ma :( Jest tylko jakieś Deep-Repair, a bardzo chciałam tamto, bo zachwalałaś :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że ktoś wpadł na tragiczny pomysł wycofania go. Kupiłam sobie kilka miesięcy temu opakowanie w hebe i słyszałam od kilku osób, że teraz trudno je dostać, nie ma w Naturze, a zawsze było, nie ma w hebe. Rozpacz.

      Usuń
    2. O nie :( Tak jest ze wszystkim co jest dobre :( Poszukam jeszcze przez internet..

      Usuń
  10. Ale duuużo ich! Ja mam taką jedną szczególnie irytującą gromadkę po prawej stronie. Co do gramatyki, fajnie, że o tym wspomniałaś, bo kiedyś kiedyś się zastanawiałam:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz