Lipcowa pielęgnacja włosów

Mycie
szampon Ecolab: wzmacniający, objętość i wzrost włosów

Odżywki do spłukiwania i maski (typ według działania)
Odżywka Joico Moisture Recovery (silikonowo-proteinowa)
Maska regenerująca Joico K-Pak Revitaluxe (silikonowo-proteinowa)
Maska Isana Effektiv Kur Oil Care (humektantowo-emolientowa)

Dodatkowo: rozcieńczona maska Kallos Cherry, do zmywania oleju

Zabezpieczanie i pielęgnacja końcówek
Gliss Kur Ultimate Colour eliksir z olejkami pielęgnacyjnymi

Olejowanie
olej Babydream fur mama
ZSK naturalny olej z kiełków pszenicy
olejowe serum w sprayu (woda, olej Babydream fur Mama, maska Biovax do włosów suchych i zniszczonych w proporcjach 1:1:1)

Półprodukty, płukanki, dodatki do masek i odżywek
gliceryna (z wodą pod olej, 1:1) – nawilżanie

Suplementy i przyspieszanie porostu
ZSK ekstrakt z karnityną, argininą i kofeiną 7% w Jantarze (3. miesiąc 1. serii)

Skóra głowy (ŁZS)
Cerkogel 30
Emolium, Emulsja na suchą skórę głowy



Nowości
W tym miesiącu dwie nowe maski/odżywki, ze względu na ich niewielki rozmiar: założyłam, że żadna nie starczy do końca miesiąca więc i tak będę musiała sięgnąć po coś trzeciego. 
1. Odżywka Joico Moisture Recovery: miała być nawilżająca, okazała się proteinową bombą. Moja wina, nie wyłapałam peptydów w składzie. 
2. Maska regenerująca Joico K-Pak Revitaluxe: rozczarowanie na tej samej zasadzie co odżywka Moisture Recovery.
3. Szampon wzmacniający Ecolab: znaleziony kolejny ulubieniec. Jak cudownie :)

Notatki

1. Kallos Cherry do zmywania oleju: po bardzo długim czasie używania maski Serical al Latte, zwróciłam uwagę na to, że ma ona dość długi skład, a ja chciałabym zmywać olej czymś prostszym. W praktyce maska mi nie szkodziła, spisywała się idealnie, więc poza teoretyczną potrzebą znalezienia prostszego składu nie miałam powodu do zmian i bałam się, że kombinując tylko udowodnię sobie, że "lepsze jest wrogiem dobrego." Postanowiłam jednak spróbować, wybierając znaną mi już maskę Kallos Cherry. Nie chciałam niczego całkiem nieznanego. Dokładnie rok temu używałam odlewki – wtedy jako maski odżywczej po myciu. Kallos Cherry jest dostępny w toruńskich Hebe, a zależało mi na tym, żeby wciąż mieć możliwość kupienia maski myjącej stacjonarnie.
Cherry jest gęsta, muszę ją rozcieńczać dużo bardziej niż maskę Serical, ale to dobrze – starczy na dłużej. Silikony (po zapachu) mi nie przeszkadzają ani w teorii ani w działaniu. Póki co, Cherry sprawdza się dobrze i myślę, że zostanie moją stałą maską myjącą.

2. Serum olejowe: Po serii nadmiaru protein długość szybko wróciła do normy ale z końcówkami wciąż było coś nie tak. Pierwszy plan ratunkowy jaki przyszedł mi do głowy to dużo emolientów. (Myślałam też o sporej dawce humektantów.) Skoro dużo emolientów, to serum olejowe. Wróciłam więc do niego po przerwie, wybierając najbardziej zaufaną mieszankę. Ostatnio serum powodowało u mnie efekt za ciężkiej pielęgnacji (stąd przerwa) ale uznałam, że bombę proteinową może zrównoważyć tylko równie silna dawka emolientów. Teoria się nie sprawdziła – serum skończyło się jednak przesadą, czyli puchem, a końcówki nie miały się wcale lepiej. Pomimo przeproteinowania, aż tak intensywnego ratunku włosy nie potrzebowały, zamiast wyrównania powstał przesyt. To użycie serum tylko zwiększyło potrzebę oczyszczania, o czym poniżej.

3. Przesuszone proteinami końcówki: po szaleństwie z Joico długość dość szybko wróciła do normalności. W zasadzie po każdym przeproteinowaniu wystarczyło jedno, kolejne mycie z użyciem czegoś zaufanego i było dobrze. Końcówki po trzecim (i ostatnim) proteinowym szoku niestety zostały suche na dłużej. Już myślałam, że są przesuszone i nie do odratowania ale wpadłam jeszcze na pomysł oczyszczania ich. Przy kolejnym myciu nałożyłam odrobinę szamponu Ecolab, spieniłam, spłukałam po kilkunastu sekundach, nałożyłam maskę Isana na długość, później serum Gliss Kur na końce. Po wyschnięciu koncówki były znów gładkie i sprężyste. Uff. Udało się! Tak jak miałam nadzieję, oczyszczanie zamiast przesuszyć końce, chyba po prostu wypłukało nadmiar protein.

4. Oczyszczanie po 8 miesiącach: ostatnio oczyszczałam włosy w listopadzie. Zauważyłam, że robię to właśnie co kilka miesięcy, bo mniej więcej z taką częstotliwością pojawia się problem niedający się rozwiązać w żaden inny sposób. I to zawsze jest podobna kwestia: pomimo optymalnie lekkiej pielęgnacji włosy nie są już ani tak wizualnie gładkie ani śliskie w dotyku jak mogą być. Nie pomaga większa dawka emolientów ani humektantów, nie pomagają ulubione produkty. Oczyszczanie które pomogło końcówkom z nadmiarem protein nasunęło mi myśl o nałożeniu szamponu na całą długość. To była dobra decyzja. Problem minął, włosy są znów bardzo gładkie i śliskie. Czyli, jak zwykle, był to pewnie nadmiar pielęgnacyjny, który nabudował się z czasem. Nie taki oczywisty, jaki widzę u siebie po jednym zbyt ciężkim zabiegu (czyli myciu ze złożoną pielęgnacją), tylko taki, który pomimo mojego zbalansowanego minimalizmu przychodzi po kilku miesiącach. Osobno, żadne mycie nie jest zbyt ciężkie. Ale wszystkie razem po wielu, wielu powtórzeniach w czasie paru miesięcy, doprowadzają powoli do nadmiaru. To żaden problem. Raz na kilka miesięcy mogę nałożyć szampon na całe włosy bez straty w ich kondycji :)

Nie nałożyłam z ciekawości maski po oczyszczaniu. Drugiego dnia po myciu włosy wyglądały tak:



Na szczęście wpadłam na to, żeby spróbować oczyszczania, które pomogło i na przeproteinowanie utrzymujące się na końcach i na obciążenie długości, bo muszę przyznać, że ze względu na obie te rzeczy rozważałam już podcięcie. W kwestii problemu z długością: zanim przyszło mi do głowy obciążenie myślałam, że to końcówki nie pozwalają reszcie włosów dobrze się układać. Wiem, że u mnie tak do działa. Ale jednak nie dawało mi spokoju to, że jeszcze w czerwcu wszystko z końcówkami było w porządku i świętowałam siedem miesięcy od podcięcia. Tak nagle miałyby się zestarzeć? Nieprawdopodobne. Dobrze, że wpadłam na stare, dobre oczyszczanie.

5. Koniec nowości w przyspieszaniu porostu: ekstrakt wzmacniający z ZSK był ostatnim punktem na mojej liście produktów do sprawdzenia w kategorii "przyspieszanie porostu". Niedawno też skończyłam sprawdzanie olejków do końcówek. Tak długo na to czekałam! Warto było mieć tę cierpliwość. Od teraz mogę wracać wesoło i spokojnie do ulubieńców.
Nowości czekają na mnie (częściowo już w domu, częściowo na liście zakupów) w zasadzie tylko w kategorii masek, olejów i, po tym jak zrezygnowałam z szamponów Natura Siberica – szamponów właśnie.

Zdjęcia miesiąca

Po masce Isana Effektiv Kur Oil Care, już po oczyszczaniu całości. Pierwsze zdjęcie przed rozczesaniem, drugie po.



Fryzur w tym miesiącu nie zrobiłam wystarczająco dużo, żeby stworzyć osobny wpis, ale mam zdjęcia dwóch warkoczy. Pierwszy to najprostszy angielski, zrobiony na szybko (musiałam odgarnąć włosy z twarzy) a tę gumkę mam od lat :)



Drugi to francuski – efekt nagłej potrzeby zaplatania, która nawiedziła mnie pewnego ranka po przebudzeniu :) Na drugim zdjęciu, edytowanym, trochę lepiej widać wzór.


Komentarze

  1. Piękne i takie mega długie włosy :-) też takie chciałabym mieć :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. włosy wyglądają ślicznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie umiem robić tego drugiego warkocza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze,w warkoczu wydaja sie jakies krotke ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perspektywa;) Są też zdjęcia na których wydają się dłuższe niż są.

      Usuń
  5. Czy emulsję z Emolium kupujesz opakowanie 100 ml czy są może większe? Wydaje mi się bardzo mało wydajna ta buteleczka... I jak wychodzi cenowo? Znalazłam w Melissie za nieco ponad 20 zł i zastanawiam się, czy da się jeszcze taniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow. To bardzo tanio. Ja ostatnio kupiłam na doz.pl za ponad 28 zł. Za 100 ml właśnie. Wystarcza mi na jakieś pół roku albo więcej, więc wydajność u mnie najgorsza nie jest.

      Usuń
    2. O, czyli jednak cena w Melissie najlepsza. A skoro starcza na około pół roku, to nie jest źle :)

      Usuń
  6. Uff, dobrze, że udało Ci się uratować końcówki ;)
    P.S. Francuz <3 Jak ja chciałabym nauczyć się tak czesać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naucz się:) Mi się wydawało że od dziecka umiałam się sama czesać ale kiedys mi się przypominał moment w którym ciocia uczyła mnie robić zwykły warkocz, a byłam już dość duża wtedy. Późna podstawówka, coś takiego pewnie. A później uczyłam się sama w wolnym czasie jak nie musiałam później z tymi pierwszymi efektami nigdzie iść;)

      Usuń
  7. Można wiedzieć, co to za gumka? Bardzo fajnie wygląda wraz z Twoim warkoczem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, mam ją tak długo że nie pamiętam skąd jest ale pewnie z miejsca typu pasmanteria, gdzie jest masa gumek z prostymi ozdobami :)

      Usuń
    2. No nic, to poszukam, może gdzieś znajdę jakąś podobną, bo jest świetna! :)

      Usuń
  8. Piękne i długie włosy- chciałabym choć w części mieć takie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie długie! :) Ja też cały czas zapuszczam, chociaż ostatnio korci mnie drastyczne cięcie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz