Jedenaście olejków do końcówek: 5 ulubieńców i 6 rozczarowań

Postanowiłam zebrać w jednym miejscu recenzje moich ukochanych, działających fantastycznie serów do końcówek. Przy okazji wspomnę też te, które się nie sprawdziły. To dobry moment na stworzenie takiego posta, bo poznałam wszystkie interesujące mnie produkty z tej kategorii i nie zapowiada się na to, by pojawiło się w najbliższym czasie coś godnego przetestowania.
Już nie raz wspominałam, że żałuję tego, że tak późno przekonałam się do używania serów zabezpieczających końcówki. Długo używałam w tym celu naturalnych olejów, ale niestety te nie dorównują silikonom. Kiedy już się na nie zdecydowałam, uznałam że chciałabym mieć cztery, bo to dałoby mi szansę na zmienianie zapachów i składów na tyle często, żeby uniknąć nudy i przyzwyczajenia ;) Spróbowałam jedenastu produktów, na początku stawiając na te silnie olejowe, bo tego w serach szukam. Chcę, żeby poza zabezpieczaniem chociaż trochę pielęgnowały włosy. Później przekonałam się też do spróbowania produktów takich jak zachwalana kuracja Marion 7 efektów, bo w końcu liczy się działanie zabezpieczające włosy, pielęgnacja to tylko dodatek. Z drugiej strony zauważyłam, że mocno silikonowe produkty sklejają i usztywniają mi końcówki, więc zostałam skupiona na szukaniu tych olejowych – jeśli nie składowo, to chociaż o olejowej konsystencji. (Trafiłam na jedno serum o mocno olejowym składzie a silikonowej i klejącej konsystencji. Możliwe też, że są produkty z tylko jednym czy dwoma olejami na liście za to wysoko, przez co są lekko tłuste, tak jak lubię, a nie klejące.) Z tych dwóch powodów – szukanie choć odrobiny dodatkowej pielęgnacji i uniknięcie sklejenia i usztywnienia końcówek – skupiłam się głównie na serach olejowych.
Podzieliłam je tutaj według tego, czy się sprawdziły, czy nie i zacznę od ulubieńców a po nich opiszę rozczarowania. Każde serum ma też notatkę o tym,  czy używałam go przed dużym cięciem, na starych końcówkach, czy już po pozbyciu się ich.

1. Gliss Kur Ultimate Color Elixir
Pełną recenzję serum możecie przeczytać tutaj.
(używane na starych i nowych końcówkach)

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Octocrylene, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Parfum, Linalool, Anise Alcohol, Cl 40800
Mamy dwa silikony (lotny i zmywalny szamponem bez siarzanów), olej słonecznikowy, filtr UV i siedem kolejnych olejów (olej z pestek moreli, olej sezamowy, oliwę z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej makadamia, olej arganowy oraz olej z maruli). Nie przepadam za olejem sezamowym i, co wiem teraz a wtedy nie wiedziałam, arganowym, ale byłam pewna, że w takim towarzystwie nie zaszkodzi. Później na liście jest zapach i dopiero po nim dwa drobiazgi.
Najczęściej spotykana cena to 24.99 zł za 75 ml czyli 33.32 zł za 100 ml. Choć wydaje się, że to dużo, zaraz zobaczycie, że tak naprawdę cena jest porównywalna do popularnego jedwabiu Green Pharmacy. Tyle tylko, że tutaj trzeba wydać na raz większą kwotę. Serum można dostać w dużych marketach, w hebe i – często najtaniej – w Naturze. (Rossmann je wycofał.) Pachnie ładnie, słodko, ma olejową, tłustawą konsystencję, czyli dokładnie taką, jakiej szukam. Opakowanie jest wygodne i funkcjonalne, dozownik blokuje się przez przekręcenie.
Jeśli chodzi o działanie natychmiastowe, już po jednym użyciu serum wygładza, dociąża i nabłyszcza końcówki. Moje najstarsze, suche i zniszczone partie włosów po użyciu tego produktu i w dotyku i wizualnie potrafiły być dokładnie takie jak zdrowe włosy. (Oczywiście poza tym, że były widocznie rzadsze.) Jeśli chciałam mocno zabezpieczyć czy dociążyć końcówki mogłam nałożyć serum w nadmiarze. Nie sklei włosów i ie usztywni a zostawi na nich olejową ochronną powłoczkę. Długodystansowo sprawdza się idealnie. Po trzech miesiącach używania go co mycie wciąż widziałam prostą linię poprzedniego cięcia. A wcześniej włosy wykruszały się tak, że proste cięcie znikało już po miesiącu. Do tego po dłuższym okresie stosowania końcówki są zadbane: zostają gładkie i dociążone nawet jeśli przez kilka myć nie użyję serum. To moje absolutnie najukochańsze serum.

Właśnie kupiłam kolejne opakowanie, żeby zobaczyć jak sprawdzi się na zdrowych końcówkach. Nadal jest świetnie :) Dawniej używałam dwóch porcji na każdą połowę włosów, teraz przy gęściejszych ale zdrowych końcach zdecydowanie wystarcza jedna, ewentualnie jedna plus kropelka. Kocham to serum :)

2. Biovax Eliksir wygładzająco-nawilżający Argan Makadamia Kokos
Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
(używane na i starych i na zdrowych końcówkach)
Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Phenyl Trimethicone, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Daucus Carota Sativa Root Extract, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Beta-Carotene, Parfum, Amodimethicone, Hexyl Salicylate, Citronellol
Na początku jest silikon lotny i dwa zmywalne łagodnym szamponem, później emolient nadający włosom blasku. Następnie olej arganowy, olej makadamia, olej kokosowy, olej słonecznikowy, olej z nasion marchwi i ekstrakt z korzenia marchwi. Później jest jeszcze kilka drobiazgów, takich jak witamina E, witamina A, już po zapachu kolejny zmywalny łagodnym szamponem silikon. 
Najniższa cena z jaką się spotkałam to 21.99 zł za 50 ml (Natura). Czyli cena za 100 ml to 43.98 zł. Eliksir pachnie dokładnie tak, jak maska. Mnie ten zapach bardzo się podoba. Opakowanie jest śliczne! Przypadł mi o gustu prosty kształt, inny od zdecydowanej większości serów do włosów. Kiedyś nie zwracałam uwagi na zapachy i opakowania kosmetyków, ale odkąd znalazłam takie działające świetnie i mam ich niewiele, szczegóły zaczęły się liczyć. 
Początkowo wcale nie chciałam kupować Eliksiru Biovax. Byłam pewna, że cztery inne które miałam na liście się sprawdzą i nie potrzebowałam piątego. Do tego produkt nie ma olejów tak wysoko na liście jak pozostałe. Okazało się jednak, że na trzy przetestowane przeze mnie wcześniej sera dwa zawiodły. Zostało mi tylko jedno do poznania, co oznaczało że miałabym maksymalnie dwa do używania na zmianę na stałe. To trochę za mało. Akurat kupiłam małe opakowanie maski Naturalne Oleje do którego dołączona była próbka Eliksiru. Użyłam jej bez większych oczekiwań, nawet obawiałam się, że przez zawartość oleju kokosowego serum zadziała tak jak maska: najpierw spuszy włosy, a wygładzenie przyjdzie dopiero później. W przypadku maski puch jest wart przeczekania. W przypadku serum nie chciałabym takiego działania. Zostałam pozytywnie zaskoczona. Końcówki były pięknie wygładzone i dociążone. Kilka tygodni później kupiłam pełnowymiarowy produkt ;)
Pierwsze użycia to jeszcze czas moich starych, zniszczonych i rzadkich końców. Po aplikacji serum końcówki były lekko klejące w dotyku ale po wyschnięciu były gładkie i sprężyste, jak po próbce.
Później ścięłam mocno włosy i używałam serum na całkowicie zdrowych końcówkach. Przez jakiś czas było idealnie. Końce nawet na mokro nie były sklejone w po wyschnięciu były gładkie, błyszczące i elastyczne. Niestety po kilku tygodniach pojawiło się obciążenie – końcówki strączkowały się pomimo tego, że nakładałam na nie dwa razy mniej serum niż przed podcięciem (porcja zamiast dwóch na każdą połowę włosów), kiedy były bardzo wysokoporowate. Zbite w strączki końce wyglądały tak, jakby znów były rzadkie i nie pomagało nawet szczotkowanie.
Żeby sprawdzić, czy inne silikonowe sera będą zbyt ciężkie dla moich zdrowych końcówek użyłam kilka razy olejku Mythic Oil i serum Marion 7 efektów. Po nich włosy były gładkie, sypkie i sprężyste. Sprawdziłam też co się stanie jeśli nie nałożę żadnego zabezpieczającego produktu. Okazało się, że końcówki nadal były w świetnym stanie (czyli serum zabezpiecza idealnie). Problem obciążenia wynikał więc z używania Eliksiru Biovax.
Z czasem udało mi się znaleźć rozwiązanie: poza nakładaniem o połowę mniejszej niż przy starych końcówkach porcji serum, muszę je też rozprowadzić na nieco większej niż ostatnie kilka centymetrów włosów długości. Wtedy ilość jest optymalna i końcówki są sypkie i elastyczne. 
W kwestii zabezpieczania końców serum spisuje się wspaniale. Mogę je śmiało polecić osobom, których włosy są trudne do obciążenia. Moje, kiedyś niedające się dociążyć, po podcięciu wcale nie tak trudno obciążyć. Ale do serum będę wracała. Nie mogę powiedzieć, że obciąża włosy i już. Jak każde serum ma granicę, po której występuje efekt nadmiaru. W tym przypadku to akurat więcej niż jedna porcja. Przy używaniu optymalnej ilości – wszystko jest dobrze. Dla kontrastu: przy serum Gliss Kur 6 Miracles optymalnej porcji nie było. Włosy były albo obciążone albo, po mniejszej ilości, niezabezpieczone. Tu jest inaczej, dlatego do serum zdecydowanie będę wracała :)

3. Marion 7 efektów, Kuracja z olejkiem arganowym
Pełną recenzję możecie przeczytać tutaj.
(używane na zdrowych końcówkach)
Skład: Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Dimethicone, Phenyltrimethicone, Isopropyl Myristate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Cl 47000, Cl 26100, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Benzyl Cinnamate

Skład jest mocno silikonowy, z olejem arganowym na piątym miejscu. To z tego powodu nie liczyłam na wiele w przypadku tego serum. Myślałam, że będzie za lekkie, albo za klejące ze względu na silikony. Później, już po tym jak je kupiłam odkryłam, że moje włosy oleju arganowego nie lubią, i obawiałam się, że serum wciąż zaszkodzi. Ale postanowiłam dać mu szansę bo wiele osób chwaliło jego zabezpieczające właściwości.

I słusznie. Bo kuracja Marion zabezpiecza świetnie. Używałam jej już po dużym cięciu czyli na zdrowych końcówkach, ale i one mogły zacząć się rozdwajać w trzecim, czwartym i piątym miesiącu po podcięciu. A nie zaczęły. Działanie na zaraz też jest idealne, serum pokrywa włosy ochronnym filmem, sprawia, że są miękkie i elastyczne ale jednocześnie nie obciąża i nie skleja. (A to wcale nie jest takie oczywiste. Stare końce piły wszystkie sera, nowe już mają tendencję do obciążenia.) Przy idealnym zabezpieczaniu i tłustej raczej niż lepkiej, silikonowej konsystencji (taką lubię, a skład jej nie zapowiadał) serum sprawdza się również nałożone na suche końcówki. Zazwyczaj tego nie robię ale tu z ciekawości sprawdziłam co się stanie. I nadal nie ma efektu strączkujących się końców.

A wszystkie te cuda za około 12 zł (50 ml) lub 6 zł (15 ml). 24 złote za 100 ml – to najtańsze serum, jakiego używałam.


4. Dove Pure Care Dry Oil do wszystkich rodzajów włosów

Pełną recenzję znajdziecie tutaj.

(używany na zdrowych końcówkach)


Tu też miałam opory przed kupnem. Bo olej kokosowy. Przekonała mnie... parafina. Nakładana na włosy nafta kosmetyczna nie dała super efektu, ale jednak zachwyciły mnie potencjalne możliwości ochronne parafiny, o których możecie poczytać u Gapy tutaj i tutaj (polecam bardzo, bardzo). 

Skład: Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Dimethiconol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed oil, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Punica Granatum Seed Oil, Parfum (Fragrance), Phenyl Trimethicone, Amodimethicone, Cyclohexasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, BHT, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Mamy silikon, parafinę, silikon, olej makadamia, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej słonecznikowy, olej palmowy i olej z granatu który z jakiegoś powodu na opakowaniu nie dostał swojej angielskiej nazwy w nawiasie ;) Później zapach, po nim więcej silikonów i drobiazgi na końcu.

Szklana butelka, wygodny dozownik. Ja za swoje 100 ml dałam 22.97 w cenie na do widzenia w Rossmannie (za każdym razem przy okazji wspominania o tym mam ochotę napisać wielki akapit o mojej wściekłości i braku zrozumienia w związku z wycofywaniem popularnych i bardzo dobrych produktów, ale się powstrzymuję.) Jego stałą ceną było 39.99, ale w innych sklepach widuję je niestety drożej, raz zdarzyło się nawet 59.99, co mam nadzieję było pomyłką. Powiedzmy, że przeciętna cena to 40-45 zł za 100 ml.

Serum wyraźnie wygładza włosy. Kiedy je zaaplikuję, widać różnicę na końcówkach i partiach wyżej gdzie go nie nakładam. (Co prawda po chwili końcówki się nadmiernie puszą ze względu na nadmiar pielęgnacyjny, serum plus maska albo serum plus olej to dla nich za dużo, ale to mija po pewnym czasie, a serum jakby nie patrzeć ma potencjał natychmiastowego wygładzania włosów. A z zabezpieczania na pewno nie będę rezygnowała.) Działanie długofalowe jest perfekcyjne. Przez trzy miesiące używania go (a były to miesiące drugi, trzeci i czwarty po podcięciu) końcówki zachowały prostą linię cięcia. Było też nawilżenie, miękkość i gładkość.

5. L'Oreal Mythic Oil, odżywczy
Pełną recenzję przeczytacie tutaj.
(używany na zdrowych końcówkach)

Ach, legenda. Długo wstrzymywałam się z zakupem tego serum z tych samych powodów, co w przypadku kuracji Marion. A w końcu odpuściłam. Co tam skład, składowo dobry mam chociażby olejek Gliss Kur, a poza cudownie wyglądającym składem potrzebuję faktycznego działania. Warto było się zdecydować.
Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Persea Gratissima Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Limonene, Hexyl Cinnamal, Coumarin, Linalool, Buthylphenyl Methylpropional, Benzyl Alkohol, Hydroxycitronellal, Amyl Cinnamal, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Isoeugenol, Benzyl Benzoatem Cinnamyl Alkohol, Citronellol, Parfum
Jest olej z awokado który moje włosy uwielbiają (a nos toleruje ;)) i olej z pestek winogron, którego nie używałam tak dawno, że nie wiem jak by teraz zadziałał. 
Zapłaciłam 40 zł za 125 ml – stare plastikowe opakowanie, obecnie zmienione na szklaną butelkę o pojemności 100 ml. Cena za 100 ml to 32 złote, czyli nominalnie wcale nie tak drogo. Tyle tylko, że trzeba wydać te 40 zł na raz. Ale później ma się serum na wieki ;)
Mythic Oil jest lekki, śliski, bardzo wydajny, wcale nie klejący. Większość osób opisuje go jako bardzo lekkie serum, u mnie potrafił obciążyć końcówki jeśli olejowałam włosy na wodę i glicerynę albo użyłam cięższej maski. Utrwala też skręt końcówek ;) Wygładza włosy pięknie, są sprężyste i błyszczące. I zabezpiecza tak, że czapki z głów. Używałam go w piątym, szóstym i siódmym miesiącu od podcięcia. Zero rozdwojeń, zero wykruszania. 

Sera, które się nie sprawdziły:

1. Jedwab Green Pharmacy
Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
(używane na starych końcówkach)

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimeticonol, Olea Europea Fruit Oil, Aloe Barbadensis Extract, Oryza Sativa (rice) Germ Oil, Camellia Sasanqua (Camellia) Seed Oil, Pinus Sibirica Nut Oil, Parfum, Limonene, Citronellol, Geraniol, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Farnesol, Amyl Cinnamal
Dwa silikony, oliwa z oliwek, ekstrakt z aloesu, olej ryżowy, olej z kamelii małej, olej z szyszek sosny syberyjskiej (cedru syberyjskiego), drobiazgi na końcu. Stała cena w Rossmannie to 9.49 za 30 ml, czyli 31.63 zł za 100 ml (choć wydaje mi się, że ono już teraz też jest wycofane, widziałam u kogoś zapasy robione w cenie na do widzenia). Niewielka ilość serum spływa podczas aplikacji i zbiera się u dołu pompki. 
Być może to kwestia aloesu, którego moje włosy nie cierpią, być może to całość składu. Jedwab jest dla mnie wyraźnie za słaby, nie dociąża i nie wygładza końców tak, jak bym chciała, sprawia, że są nieco szorstkie i sztywne. Dlatego nie używałam go przez pełne trzy miesiące. Jednak zdążyłam zauważyć, że długofalowe działanie jest zadowalające: końcówki się nie wykruszały.

2. Natura Siberica Professional Oblepikha Siberica: rokitnikowy koktajl do końcówek włosów
Pełną recenzję przeczytacie tutaj.
(używane na starych końcówkach)
Skład: Argania Spinosa Seed Oil, Cyclopentasiloxane, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil, Dimethicone, Dimethiconol, Schizandra Chinensis Fruit Oil Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil, Phenyl Trimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Myrtus Communis Oil, Rethinyl Palmitate, Pinus Sibirica Seed Oil, Phospholipids, Glycine Soja (Soybean) Oil, Glycolipids, Glycine soja (Soybean) Sterols, Sodium Lactate, Arginine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Parfum
Olej arganowy, silikon, olej z rokitnika, dwa silikony, olej z cytryńca nanajskiego, olej lniany, dwa silikony, witamina E, olej z mirtu, witamina A, olej z sosny syberyjskiej (cedru syberyjskiego), fosfolipidy, olej sojowy, kilka drobiazgów w tym mleczan sodu, olej słonecznikowy.
Najtaniej można to serum dostać chyba w Kalinie (klik): 30.55 zł za 50 ml jeśli nie macie żadnej z możliwych zniżek „Kalinek”. (W innych sklepach internetowych widywałam je za 50 zł!) Czyli 61.10 zł za 100 ml. Jego wyjątkowość polega na tym, że bazą jest olej arganowy. Obawiałam się o szklaną butelkę, ale szybko przyzwyczaiłam się do pewnego odkładania pipetki. Koktajl pachnie słodko, ale przebija się zapach oleju arganowego… to znaczy kozy ;)
Zabezpieczanie końcówek naturalnymi olejami mi nie wystarcza. Za to byłam bardzo ciekawa olejowo-silikonowej mieszanki, właśnie z olejem na pierwszym miejscu (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że argan mi nie służy). Rozczarowałam się. Chociaż pod koniec trzymiesięcznego okresu używania koktajlu prosta linia cięcia była nadal widoczna na końcówkach, były one szorstkie, suche, plątały się. Ten sam problem występował przy działaniu doraźnym: krótko po nałożeniu końce były gładkie, ale serum szybko się wycierało i przez kolejnym myciem musiałam je aplikować ponownie, bo końcówki robiły się suche i szorstkie, zabezpieczenie znikało.

3. Gliss Kur 6 Miracles Oil Essence
Pełną recenzję możecie znaleźć tutaj.
(używane na starych końcówkach)

SkładCyclomethicone, Dimethiconol, Caryocar Brasiliense Fruit Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Cocos Nucifera Oil, Moringa Pterygosperma Seed Oil, Octocrylene, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Coumarin.
Dwa silikony, olej z pequi, olej z maruli, olej arganowy, olej z kwiatu gardenii, olej kokosowy, olej moringa, filtr UV, drobiazgi. 
Cena w Rossmannie to 29.99 zł za 75 ml, czyli 39.98 zł za 100 ml. Zapach serum bardzo przypomina mi kakaową serię Ziaji ;) Butelka jest ładnie zaprojektowana, chociaż przez sporą szerokość mniej wygodna od smuklejszych opakowań.
Serum stworzono na zasadzie podobnej do wersji Ultimate Color i serum Schaumy. Kiedy go używałam znałam już Ultimate Color i byłam pewna, że 6 Miracles sprawdzi się równie dobrze. Problem polega jednak na tym, że serum jest bardzo klejące. W dotyku jest wyraźnie mniej olejowe, a bardziej silikonowe, mimo składu. W praktyce na moich włosach działało na dwa sposoby: albo nadmiar, czyli sklejenie, szorstkość, sztywność, albo niedobór, czyli taka szorstkość i takie spuszenie, jakie końcówki radośnie sobą przedstawiały zanim zaczęłam je zabezpieczać silikonami.
Przestałam go używać po dwóch miesiącach zaczynając wyjątkowo wcześniej kolejne serum, i już wtedy widziałam, że końcówki przez październik i listopad nie były dostatecznie zabezpieczone. Jeszcze przez jakiś czas były spuszone i matowe, a linia poprzedniego cięcia rozmyła się bardziej, niż po innych, lepszych produktach zabezpieczających – końcówki po prostu się wykruszyły.

4. Schauma Beauty Oil
Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
(używane na starych końcówkach)

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Octocrylene, Parfum, Linalool, Anise Alcohol, CI 40800.
Znów mamy dwa silikony i osiem olejów: słonecznikowy, sezamowy, z maruli, z pestek moreli, makadamia, arganowy, oliwę z oliwek, olej migdałowy. A na końcu filtr UV, zapach i kilka drobiazgów. 
Cena w Rossmannie to 16.99 zł za 50 ml, czyli 33.98 zł za 100 ml. Kiedy powąchałam serum okazało się, że pachnie dokładnie tak samo jak Gliss Kur Ultimare Color. Użyto też dokładnie tych samych olejów, choć kolejność jest inna. Opakowanie jest wygodne w użyciu.
Ze względu na bardzo podobny skład, spodziewałam się tego, że serum będzie działało tak samo jak Gliss Kur Ultimate Color. Długo byłam pewna, że tak jest, ale kiedy wróciłam do serum GK żeby porównać oba produkty bezpośrednio, nie tylko z pamięci, okazało się, że Schauma zostawia końcówki nieco suche i sztywne. Nie wysusza ich dodatkowo, po prostu nie niweluje ich szorstkości (teraz, na zdrowych, pewnie nie byłoby tego problemu). Gdyby nie porównanie, byłabym zadowolona z tego produktu. Ale jednak może być lepiej, Gliss Kur wygładza końcówki całkowicie. Skoro wiem, że może być wspaniale, „bardzo dobrze” już nie wystarcza ;) Jeszcze pisząc pełną recenzję nawet chciałam do Schaumy wracać, ale z czasem uznałam, że nie warto.
Jeśli chodzi o długofalowe zabezpieczanie włosów, Schauma robi to doskonale. Linia poprzedniego cięcia jest widoczna do momentu kolejnego podcięcia, końcówki się nie rozdwajają. Gdyby nie to, że działanie bezpośrednie  mi nie do końca odpowiada, wracałabym do Schaumy na pewno. Myślę, że może sprawdzić się u osób, których włosy w przeciwieństwie do moich lubią olej sezamowy. Nie mam pewności czy suchość końcówek jest jego sprawką, ale jest to prawdopodobne.

5. Kérastase Elixir K Ultime Oléo-Complexe
Pełną recenzję znajdziecie tutaj.
(używane na zdrowych końcówkach)

Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Zea Mays / Corn Germ Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Kissi / Camelia Kissi Seed Oil, Pentaclethera Macroloba Oil / Pentaclethera Macroloba Seed Oil, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Coumarin, Benzyl Alcohol, Parfum/Fragrance, C43704/1.
Silikony, cztery oleje (kukurydziany, arganowy, kameliowy, pracaxi) i drobiazgi.
Moje pierwsze profesjonalne serum. Niestety – mały, luksusowy szkodnik ;) Używałam go w październiku i listopadzie 2015. W październiku prawdopodobnie przyczyniło się do tego, że musiałam podciąć końcówki chociaż wtedy myślałam, że po prostu się zestarzały po siedmiu miesiącach od poprzedniego cięcia. W listopadzie, kiedy końce miesiąc po odświeżeniu wyglądały znów źle, byłam pewna, że serum im nie służy. Sprawia, że są lekkie i spuszone. Dla porównania i potwierdzenia podejrzeń pewnego razu nałożyłam na lewą połowę włosów Kerastase, na prawą zaufane serum Marion 7 efektów. Widać różnicę:

Także działanie na zaraz jest negatywne. O długodystansowym zabezpieczaniu końcówek (po dwóch miesiącach używania serum zamiast standardowych trzech – jak tylko upewniłam się na czym polega problem zmieniłam olejek) mogę powiedzieć tylko tyle, że w siódmym miesiącu po podcięciu serum raczej zaszkodziło i zmusiło mnie do kolejnego cięcia (chociaż nie wiem czy na dość starych końcach zaszkodziło na stałe, czy, tak jak to było w listopadzie, po zmianie na inne serum byłoby znów dobrze) a w listopadzie, pierwszym miesiącu po kolejnym cięciu końcówki się nie wykruszyły, choć to żadna zasługa serum silikonowego. Są teraz w takim stanie, że miesiąc w dobrej kondycji wytrzymają same ;) Siedem miesięcy od październikowego podcięcia minęło pod koniec maja. I tym razem nie było potrzeby sięgania po maszynkę. Czyli wiem teraz, że wtedy to na 200% zaszkodziło mi serum Kerastase.
Żałuję, że zauważyłam problem dopiero po kilku tygodniach. Być może nie musiałabym podcinać końcówek w październiku gdybym była bardziej podejrzliwa w stosunku do nowego serum. Ale lepiej późno niż wcale, a od wtedy bardzo, bardzo uważnie przypatruję się nowym olejkom i porównuję je z tymi, które dają mi świetne efekty. Żeby znów nie było znów tak, że coś powoli będzie sprawiało, że włosy wyglądają coraz gorzej.
Cena to około 50 zł za 50 ml czyli 100 zł za 100 ml. Przy dużym opakowaniu: 100 zł za 125 ml, czyli 80 zł za 100 ml.

6. Biovax, Regenerujący olejek do włosów Bambus i olej avocado
Pełną recenzję przeczytacie tutaj.
(używane na zdrowych końcówkach)
Maska się nie sprawdziła, więc co do serum miałam wątpliwości. Przekonała mnie znów próbka dołączona do maski.
Skład: Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Amodimethicone, Phenyl Trimethicone, Bambusa Vulgaris (Leaf/Stem) Extract, Bambusa Vulgaris Shoot Extract, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Glycine Soja (Soybean) Oil, Retinyl Palmitate, Tocopherol Acetate, Linoleic Acid, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Isopropyl Myristate, Isohexadecane, Propylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, PPG-3 Caprylyl Ether, Parfum, BHT.
Jest wyciąg z liści/łodyg bambusa, wyciąg z pędów bambusa, olej awokado, olej słonecznikowy, olej sojowy i olej z krokosza barwierskiego
Z tym, że serum jest lepkie i gęste i nawet przy jednej pompki na połowę włosów potrafi obciążyć końce poradziłam sobie przez rozgrzewanie każdej porcji przez pocieranie dłoni. Okej. Ale po dwóch tygodniach używania olejku, bambus pokazał swoje proteino-podobne działanie. Końcówki zrobiły się spuszone i sztywne. Nie jesteśmy dla siebie stworzeni. Ale u osób, które lubią proteiny, bambus powinien się sprawdzić. Warto próbować, bo pachnie bosko!
Za swoje dałam 25.30 zł w sklepie biutiq.pl (czyli 50,60 zł za 100 ml) ale stacjonarnie można je dostać znacznie taniej. Polecam zerkać na półki hebe :)
Uff. Sprawdziwszy jedenastu gagatków (zajęło mi to dwa lata i cztery miesiące!), mogę teraz rozsiąść się wygodnie i tylko wracać do ulubieńców. A ostatnio pisałam o tym jak mają się końcówki po siedmiu miesiącach od podcięcia.

Komentarze

  1. Ten kokosowy z Biovax miałam i już za nim tęsknie. Jaka dla mnie większość olejków do końcówek z Marion to strzał w 10tkę - w tym momencie używam termoochronnego. Mythic oil chodzi za mną już od bardzo dawna, ale najpierw muszę zrobić czystki w kosmetykach.

    OdpowiedzUsuń
  2. niezła kolekcja :D ja jak na razie używam na zmianę czterech olejków do końcówek (mój ulubiony jest z CHIA). jedynie olejek bambus olej i awokado z biovaxu powtórzył się z tych Twoich i u mnie również się nie sprawdził tak samo jak maska. Chociaż zapach ma wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam wszystkich na raz, żeby nie było! ;)

      Usuń
    2. Jakbym miała kilka na raz, w życiu bym ich nie zużyła :P

      Usuń
  3. Bardzo przydatny wpis, dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę jak ważny jest dobór odpowiedniego serum na końcówki. Na pewno wypróbuję Twoich ulubieńców:)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie olej na końcówki ani sera olejowo-silikonowe w ogóle się nie sprawdzają przetłuszczają mi włosy. Przez długi czas moim ulubieńcem był jedwab marion ale obecnie właścwie każde serunm mi je przetłuszcza, końcówki są tak niskoporowate że ich nie wypijają :) dlatego zrezygnowałam z serum na końcówki całkowicie, za to dolałam po kilkanaście kropel serum do każdej posiadanej odżywki i maski i przemycam je włosom w takiej formie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo. Zazdroszczę tak niskoporowatych włosów <3

      Usuń
  5. Oj Henri jak ja bym chciała mieć choć w połowie tak profesjonalne, "matematyczne" ;) podejście do pielęgnacji jak Ty... :-D

    Ja niestety nie mogę o żadnym serum, jakich używałam, powiedzieć, że się w 100 procentach sprawdziło. :'-( Chciałabym wypróbować Mythic Oil, ale nie kupię go, bo boję się, że wydam 50 zł, a włosom również ono nie będzie pasowało. Żałuję bardzo, że żadna z moich przyjaciółek nie jest włosomaniaczką, bo wtedy mogłybyśmy kupić na pół czy coś. Nie mam też od kogo wziąć odlewki. :-(

    A próbowałaś Eliksiru Odżywczego L'Oréal? Ono moim też nie odpowiada.

    Najbardziej mi pasuje mgiełka kokosowa OGX (spray, nie olejek, ale olejek podobno też jest), choć bardzo łatwo nią obciążyć/przetłuścić końce (!), zapach jest męczący, duszący (chyba najbrzydziej pachnący kosmetyk kokosowy, jakiego używałam, w dodatku smrodek jest bardzo trwaly :<), no i sama aplikacja ciężka (atomizer). Za to jestem niesamowicie zaskoczona jej konsystencją - to naprawdę leciusieńka mgiełka (a mimo to potrafi obciążyć, przetłuścić). Efekt daje świetny - wygładza, zmiękcza i nabłyszcza, ale jeszcze nigdy nie udało mi się jej zaaplikować równomiernie i tak, by część pasm nie była obciążona i postrąkowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że ja swój Mythic Oil częściowo zużyłam a resztę oddałam (bo inaczej bym go miała jeszcze dłuuugo) to bym Ci bez problemu dała odlewkę. Ta pojemność nie jest dla 1 osoby która chce używać też czegoś innego ;)
      Ale hej! Przypomniało mi się! Są małe opakowania! Dużo tańsze. Czekaj, znajdę.

      http://allegro.pl/loreal-mythic-oil-szampon-nawilzajacy-75ml-i6319940940.html

      albo

      http://allegro.pl/loreal-mythic-oil-szampon-nawilzajacy-75-ml-i6332543646.html

      Obaj sprzedawcy mają 100% pozytywnych komentarzy. Wiem, że dużo za wysyłkę, ale albo to albo nic, najwidoczniej.

      Eliksiru chciałam spróbować ale coś mi nie pasowało w składzie. Kokos wysoko, rumianek? Coś takiego tam kojarzę.

      Olejek OGX widziałam, a mgiełki nie. Muszę zobaczyć :)



      Usuń
    2. O, dziękuję, to bardzo miłe! :) <3 Fakt, te pojemności... Używasz, a nie ubywa! Wiem, bo lata zużywałam Eliksir wygładzający Biovax, a teraz nie wiem, jak zużyję ten bambusowy...

      Niestety to są miniatury szamponów. :< Mają w ofercie też mini maski, ale ani jedno ani drugie to nie olejek, więc mogloby być sama wiesz jak - zmyłkowo. ;)

      Ah rozumiem. :) Jakbyś chciała spróbować to mogę Ci dać trochę, bo jest jeszcze nieco w buteleczce. :> A niestety nie mam małej z atomizerem, ale jeśli masz chęć zapoznania się z tą mgiełką - mogę podesłać buteleczkę z resztą produktu za jakiś czas. :)

      Usuń
    3. Pięknie, źle spojrzalam na zdjęcia. Ale małe olejki też są bo sama zastanawiałam się nad kupieniem.

      Mgiełkę na razie odpuszcze. Zapisze sobie na przyszłość ale teraz chcę się po długim czasie cieszyc wracaniem do sprawdzonych rzeczy :)

      Usuń
    4. Nie znalazłam niestety. :/

      Rozumiem. :) Zapisz sobie, bo naprawdę jest to dziwny, ale ciekawy produkt. ;)

      Usuń
  6. moje włosy bardzo lubią olejki:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja się lubię z marionem ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaka dokładna, obszerna recenzja! :)
    Z całej paczki używałam tylko Marion 7 efektów (bardzo lubiłam, niedrogi i skuteczny) oraz Dove (obciążał mi włosy). Moim ulubieńcem jest i chyba na zawsze zostanie Eliksir odżywczy Elseve :) Działa idealnie, jest wydajny i pięknie pachnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Super post ! Idealnie wpasowałaś się w moje aktualne potrzeby - właśnie kończy mi się Mythic Oil i zastanawiam czy zamienić je na inne serum, czy zakupić ponownie Mythic :)
    Dzięki Tobie mam teraz wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Biovax strasznie mnie kusi, a Jedwab Green Pharmacy czeka grzecznie w kolejce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszego serum nie znoszę ze względu na zapach... Choć sprawdzało się zacnie :) Mythic oil mnie kusi bardzo, bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ten zapach tak lubię :) Dobrze mi się kojarzy :)

      Usuń
  12. Stosowałam dwa sera z Mariona i byłam zadowolona, kierując się Twoją pozytywną opinią chciałabym wypróbować gliss kur, niestety zrobiłam dzisiaj rajd po drogeriach i w żadnej go nie znalazłam (rossmann, hebe, natura) :( Wiesz może gdzie można go dostać stacjonarnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę. U mnie w hebe jest. I chyba już tylko w hebe, Rossmann go oczywiście wycofał (grr), w Naturze dawno nie widziałam, ale chyba jeszcze powinno być, oni chyba nie wycofują tak dziwnie produktów.
      Możesz jeszcze poszukać w marketach, w Auchan bywa często :) Może do hebe za jakiś czas wróci, teraz była promocja więc możliwe, że po prostu się skończyło na półkach :)

      Usuń
    2. W hebe też nie było, pytałam ekspedientki, powiedziała,że nie mają w sprzedaży :( Ale znalazłam z osiedlowej drogerii! :)

      Usuń
  13. a ja mam teraz 3 nowe orientalne olejki z Mariona i nimi zabepzieczam ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz