Czas ma znaczenie, czyli odżywka Joico Moisture Recovery

Od pewnego czasu chciałam spróbować profesjonalnej maski bądź odżywki któregoś z czołowych producentów. (Tak jak niektórzy mają ochotę na zmianę cięcia albo koloru, ja idę w stronę próbowania nowych rzeczy w pielęgnacji kiedy nachodzi mnie ochota na małą odmianę:)) W blogosferze pojawiło się ostatnio kilka współpracowych recenzji kosmetyków Joico i przez to właśnie Joico zostało mi w głowie. Od wpisu do wpisu, zaczęłam przeglądać serie i znalazłam niebieską Moisture Recovery. Zerknęłam na skład – wydał się naprawdę obiecujący. (Przy czym "wydał" to słowo klucz.) Do tego od dawna myślałam o masce K-Pak Revitaluxe, którą polecała Natalia. Kocham, po prostu kocham zdjęcia jej włosów z tego posta. Zebrałam się więc wreszcie do swoich mini-zakupów.

Wybrałam drogerię estyl.pl, ponieważ gwarantuje oryginalne produkty, a na takiej deklaracji mi zależało. To stary, porządny sklep :) Kiedy oba zamówione przeze mnie produkty przyszły bez hologramów na które uczula dystrybutor Joico na stronie internetowej, napisałam maila z prośbą o wyjaśnienie zagadki. Okazało się że produkty sprzedawane na etyl.pl pochodzą z zagranicznej dystrybucji “dlatego też nie posiadają hologramów, którymi dysponuje polski dystrybutor.” Wszystko jasne :)

Za 50 ml odżywki zapłaciłam 19 złotych (czyli 38 zł za 100 ml). Przy pojemności 300 ml za 49 zł i 1000 ml  za 119 zł cena za 100 ml spada odpowiednio do 16.33 zł i 11.90 zł, a więc małe opakowanie absolutnie się nie opłaca w takim porównaniu, ale ja po prostu wolałam wydać nominalnie mniej pieniędzy, nawet jeśli zapłaciłam relatywnie dużo za daną ilość odżywki.



Producent obiecuje, że odżywka:

• Zapewnia intensywne nawilżenie
• Zapobiega odwadnianiu 
• Ułatwia układanie włosów
Skład: Water/Aqua/Eau, Propylene Glycol, Sorbitol, Dimethicone, Stearyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Ethylhexyl Palmitate, Pentapeptide-29 Cysteinamide, Pentapeptide-30 Cysteinamide, Tetrapeptide-28 Argininamide, Tetrapeptide-29 Argininamide, Hydrolyzed Keratin, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Hydrolyzed Algin, Sea Water/Maris Aqua/Eau de Mer, Chlorella Vulgaris Extract, Isopropyl Alcohol, Aminopropyl Dimethicone, Steartrimonium Chloride, Sodium Citrate, Citric Acid, PEG-90M, PEG-6 Methyl Ether Dimethicone, Iodopropynyl Butylcarbamate, Stearyl Dihydroxypropyldimonium Oligosaccharides, DMDM Hydantoin, Sodium Hydroxide, Limonene, Benzyl Benzoate, Fragrance/Parfum, Ext. Violet 2 (Cl 60730), Yellow 5 (CL 19140(, Blue 1 (Cl 42090).

Spójrzmy najpierw na skład, który jest mieszanką humektantów, emolientów i protein. Ma ciekawy początek: nie ma typowego alkoholu tłuszczowego, a zamiast niego jest nawilżający glikol propylenowy i sorbitol, silikon, później dwa alkohole tłuszczowe w tym mój ulubiony stearylowy. Przy pierwszym czytaniu składu przestraszyłam się kiedy dotarłam do miejsca Behenyl alcohol, ale okazało się, że to emolient a nie wysuszający alkohol. Dalej wśród ciekawych składników są peptydy (moja zguba, szansa na wielkie przeproteinowanie, która przez nieco zakurzoną wiedzę z chemii umknęła mi kiedy czytałam skład przed zakupem), keratyna (jeszcze większa szansa na przeproteinowanie), olej jojoba, następnie morskie klimaty: hydrolizat alg, woda morska, ekstrakt z chlorelli zwyczajnej. Później pojawia się potencjalnie wysuszający alkohol izopropylowy ale w tej ilości nie powinien być niebezpieczny.

pH odżywki według informacji na opakowaniu to 3.5-4.5

Podejście pierwsze: zaczęłam od nałożenia odżywki po swojemu. Dokładnie ją wprasowałam i zostawiłam na 15 minut. Kiedy włosy wysychały wyglądały na klasycznie  i silnie przeproteinowane. Zaskoczenie. Przeczytałam skład po raz kolejny i zrozumiałam, w czym tkwi problem. Chmara peptydów. Gdybym przy pierwszym czytaniu wpadła na to, że peptydy prawdopodobnie zadziałają tak jak proteiny typu hydrolizowana keratyna czy jedwab, prawie na pewno nie kupiłabym tej odżywki. A że na to nie wpadłam, postrzegałam ją jako humektantową bardziej niż proteinową (i cieszyłam się, że mogę spróbować czegoś profesjonalnego co jakimś cudem nie jest proteinową bombą). Humektanty na początku są, ale później protein jest tyle, że mocno pokazują swoje działanie. Włosy były bardzo spuszone, sztywne, matowe i suche.

Po nocy się dość mocno wygładziły w porównaniu do stanu po wyschnięciu, ale nie były tak gładkie jak potrafią być. W dotyku za to były dość śliskie, za co chyba bez pomyłki mogę podziękować silikonowi i alkoholowi stearylowemu z początku składu ;) Końcówki, jako najwrażliwsze, nie “uspokoiły się” po nocy i niestety pozostały wyraźnie sztywne i suche w dotyku, choć wizualnie nie było źle.

Dzień zero, czyli tuż po wyschnięciu włosów, sztuczne światło (był już wieczór).



Dzień pierwszy po myciu (czyli po nocy), to samo sztuczne światło dla porównania. Widać wygładzanie w relacji do stanu tuż po wyschnięciu.


Nadal dzień pierwszy, naturalne światło:





Podsumowując tę próbę: zdecydowanie było to przeproteinowanie. Po nocy włosy wyglądały znośnie, ale to nadal nie oznacza, że odżywka jest w porządku. Nawet gdyby końcowy efekt był powalający, nie zdecydowałabym się na przeczekiwanie dla niego przeproteinowania. Przeczekać mogę spuszenie po masce Biovax Naturalne Oleje, bo późniejszy efekt jest super a samo spuszenie (spowodowane olejem kokosowym) niegroźne. Przeproteinowanie mogłoby za którymś razem skończyć się czymś nieodwracalnie nieprzyjemnym, długotrwałym przesuszeniem.

Na to mycie wykorzystałam 2/3 opakowania czyli jakieś 33 ml odżywki, starałam się nałożyć minimalną możliwą ilość. Jest więc niewydajna, bo jeżeli dobrze pamiętam obecnie przeciętna wydajność odżywek i masek to u mnie 25 ml na mycie (choć kiedyś 250 ml Biovaxa starczało mi na cztery użycia). Konsystencję ma kremową, lekką na granicy wodnistej.

Podejście drugie: w zasadzie dobrze się złożyło, że przy drugiej próbie miałam tylko 1/3 opakowania. Pomyślałam, że zdecydowanie muszę użyć odżywki tak, jak zaleca producent, czyli na minutę i po prostu ją nakładając – bez wprasowywania. I tak zrobiłam. Przy spłukiwaniu włosy były dość śliskie, więc wiedziałam, że silikon zadziałał. Po wyschnięciu przekonałam się, czy pozostałe składniki również miały na to czas. Okazało się, że niekoniecznie. Przeproteinowanie owszem było, ale delikatne, widoczne głównie na najwrażliwszych końcówkach. To dobra strona. Kiepska strona za to jest taka, że humektanty nie pokazały swojego działania. Całość to średniawy efekt z lekkim przeproteinowaniem w tle. Żadnego specjalnego nawilżenia. Niedokładne nałożenie sprawiło, że nawet silikon nie dał typowego dociążenia i wygładzenia pomimo obiecującej śliskości przy spłukiwaniu.

Na zdjęciu dość dobrze widać jak nieszczęśliwe są końcówki.



Nauczyłam się więc, że sposób nakładania i czas trzymania odżywek czy masek mają ogromne znaczenie. Przy zwykłym nałożeniu produktu nawet silikon nie zadziała tak, jak może dzięki dokładnemu wprasowaniu. A inne składniki potrzebują czasu. W tym wypadku, dla mnie to akurat lepiej, że armia protein przez minutę nie miała możliwości przesuszyć i usztywnić mi włosów. Ale w przypadku innych masek i składników, na których działaniu mi zależy (albo w przypadku innych osób, którym zależy na działaniu protein właśnie) zdecydowanie warto zostawiać je na włosach na dłużej. I dokładnie nakładać.

Wspomnę jeszcze o zapachu: dla mnie odżywka pachnie bardzo ładnie. Niczym konkretnym, po prostu ładnie. I jest to jeden z najbardziej trwałych zapachów wśród produktów do włosów jakie znam. Po pierwszym użyciu czułam go nawet drugiego dnia po myciu nie tylko bezpośrednio na włosach ale też wokół siebie. Nawet po kolejnym myciu z użyciem czegoś zupełnie innego (konkretnie oleju BDFM dzięki któremu udało mi się też na szczęście pozbyć efektów przeproteinowania) mokre włosy pachniały jeszcze Joico. Po wyschnięciu już nie. Za to po drugim podejściu do Joico, czyli po tym jak odżywka była na włosach dosłownie minutę, zapach był ledwo wyczuwalny.

Jeśli macie nastrój na coś profesjonalnego, warto spróbować Joico. Warunek jest taki, że włosy muszą lubić proteiny :) Odżywka jest teoretycznie nawilżająca, ale przy tej ilości protein to one wybijają się na pierwszy plan w działaniu. Przynajmniej u mnie :)

Doświadczenia z drugą połową moich zakupów, maską Joico K-Pak Revitaluxe, opiszę niedługo.

Komentarze

  1. Nie znam tej odżywki, przy drugim podejściu włosy wyglądają lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje włosy mogłyby ją polubić bo kochają proteiny

    OdpowiedzUsuń
  3. A moje włosy są dziwne i mają swoje humory. Czasem codziennie mogłabym oferować im taką odżywkę i były by mega piękne a czasem tylko raz na miesiąc, bo w przeciwnym wypadku wyglądały by jak miotła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. revitaluxe jest bardziej proteinowy i robi sianko na głowie , już lepiej hydrator ;) miałam całą rodzinkę joico jakiś czas temu i uważam że hydrator najlepszy , a mam włosy bardzo podatne na puszenie wysokoporowate i suche z natury

    http://ifotos.pl/z/aphqprw http://ifotos.pl/z/aphqpxr

    odżywka ta niebieska była co prawda nie najgorsza ale o wiele lepszą okazała się gęsta i konkretna Davines momo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia zobaczyć nie mogę. "Nie można zakończyć żądania, bla bla" :) A momo dopisałam do listy, bo już dwie osoby polecają a skład wygląda zachęcająco :)

      Usuń
  5. ja ostatnio włosy przekeratynowałam... efekt był podobny do Twoich zdjęć';p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam tej odżywki, jednak ciężko znaleźć złoty środek na włosy... Moje rozwiązanie? Naprzemiennie odżywki kreatynowe i proteinowe + masa naturalnych specyfików.

      Usuń
    2. A mi znów odżywki kreatynowe zawsze przetłuszczały włosy ;/

      Usuń
  6. Zapomniałam praktycznie o istnieniu protein... muszę się nawrócić:D Szkoda, że nie sprawdziła się lepiej, ale jak zawsze ciężko jest wyczuć kosmetyk bez testów na sobie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zachęciłaś mnie. ;) Brakuje mi typowo proteinowej odżywki, a poza tym od jakiegoś czasu mam ochotę przetestować kosmetyk profesjonalny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też bardzo polecam momo davines - na e-stylu jest te- małe opakowanie. Tak się składa, że mam akurat tę o której piszesz, maski biovaxu i momo przebija je wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pomysł :) Dodałam do listy do kupienia. Z taką ilością gliceryny powinno być super :)

      Usuń
  9. Pierwszy raz ją widzę. :) Ja zwykle bardzo krótko trzymam odżywki na włosach, a przydałoby się dłużej...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz