Trzy miesiące z antyoksydacyjnym szungitowym sprayem Fratti

Dość długo spray szungitowy mnie nie kusił, bo producent zaleca nakładanie go na 15-20 minut i spłukiwanie. Czyli według zaleceń musiałabym używać go przed myciem, a na to bardzo często nie mam czasu, pójście spać o 20 minut szybciej robi czasem sporą różnicę ;) W końcu zachęcona przez dziewczyny z grupy zapuszczania włosów kupiłam szungit i zdecydowałam, że jak to już bywało będę wcierki używała po swojemu (co dwa dni, po myciu, bez spłukiwania) i jeśli tak nie zadziała, to trudno. Nie sądzę, żeby miała zadziałać lepiej nakładana na 15-20 minut i spłukiwana. A żadnych powodów do spłukiwania jej nie miałam, wcierki, nawet żelowy nawilżający Jantar, nie obciążają mi włosów. Bałam się ewentualnie wysuszenia. Ale ono nie nastąpiło :)



Używałam więc radośnie szungitu przez trzy miesiące, bo dwa pierwsze nie były decydujące.  Zużyłam półtorej butelki, czyli standardowo 300 ml (po 100 ml na miesiąc). Sama butelka jest bardzo wygodna, mgiełka nie jest zbyt lekka ani strumień nie jest zbyt silny. Płyn ląduje, tam gdzie ma, czyli na moich wydzielanych przedziałkach. Pierwszą butelkę chciałam zachować ale jak tylko ją umyłam pompka przestała działać i za nic nie chciała znów zacząć. Idealnie obliczona wytrzymałość materiału? ;) Druga póki co wciąż działa, mam nadzieję, że w przyszłości będę mogła przelewać do niej inne wcierki.

Płyn jest zielony i pachnie świeżo i ziołowo, dla mnie przyjemnie. Na dnie butelki jest zawsze czarny kamyk, szungit właśnie, który według etykiety można po skończeniu produktu umyć i nosić w torebce – pozytywna energia :) Po dziecięcemu byłam totalnie ubawiona obecnością kamyka w butelce kosmetyku. Potrząsałam nią przy każdej okazji ;) Tyle radości!

Skład: Aqua, Sodium PCA, Betaine, Sorbitol, Glycine, Alanine, Proline, Serine, Thereonine, Arginine, Lysine, Glutamic Acid, Pelos (szungit), Tocopheryl Acetate, Herbal Complex: Tilia Cordata (lipa drobnolistna), Urtica Dioica (pokrzywa zwyczajna), Aesculus Hippocastanum (kasztanowiec zwyczajny), Calendula Officinalis (nagietek lekarski), Arcticum Lappa (łopian większy), Melissa Offininalis (melisa lekarska), Panicum Milaceum (proso zwyczajne), Viola Tricolor (fiołek trójbarwny), Calluna Vulgaris (wrzos), Saponaria Officinalis (mydlnica lekarska), Rosmarinus Officinalis (rozmaryn lekarski), Lavandula Angustifolia (lawenda wąskolistna), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Butyrospermum Parkii (masło shea), Tetrasodium EDTA, Methylchlororisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Cl 19140, Cl 42090, CI 15985.

Są aminokwasy, szungit, później, po witaminie E (więc pewnie w niewielkiej ilości) zioła i jeszcze dalej masło shea. Bez desperacji, ale liczyłam dość mocno na aminokwasy i zioła, w końcu skład daje podstawy do nadziei na szybszy przyrost i pojawienie się nowych włosków. Z resztą to napisane jest wprost na etykiecie ("stymuluje rozwój włosów"). Wiem, że to, co jest napisane na etykiecie jest bardzo dalekie od posiadania stuprocentowej gwarancji spełnienia się, ale przynajmniej takie słowa oznaczają, że produkt był robiony z takim zamiarem, w takim celu były dobierane składniki. (Choć z drugiej strony przyrost przyspieszają często produkty do tego teoretycznie nieprzeznaczone... ;) Więc naprawdę lepiej czytać składy niż opisy.)

Efekty u mnie prezentują się tak: grudzień: 0.5 cm, styczeń: 2 cm, luty: 0 cm, baby hairs: niewiele (moja standardowa ilość, trochę mam ich zawsze nad czołem. Po szungicie nie pojawiło się więcej).

Start był słaby, ale styczeń już obiecujący. Zdecydował luty. Okazało się, że spray Fratti raczej nie działa, są dwa kiepskie wyniki i jeden bardzo dobry. A to wszystko przy moim uważnym jedzeniu i generalnym dbaniu o siebie. Szungit nie przyspiesza mi porostu włosów. W moim przypadku nie warto do niego wracać. Ale mam dwa fajne kamyki i bardzo przydatną butelkę ;)

Komentarze

  1. Jeej, kupiłabym go nawet tylko dla tego kamyczka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze względu na kamyczek żałuję, że się nie sprawdził. Normalnie chyba będę wrzucała kamyk do innych wcierek dla radości! :) Nawet jeśli nie będą przy tym zielone :D

      Usuń
  2. Ja tam ruskich kosmetyków ( i ogólnie ruskich rzeczy ) nie kupuję. U nas jest Unia, są jakieś przepisy, standardy. A w Rosji to hulaj duszo! - wszystko można. Tak naprawdę nie wiadomo co tam jest w tej butelce. Ma to jakiś certyfikat? Dziwię się że te wszytkie babuszki Agafie i inne dziadostwa są takie popularne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzasz trochę? :D te kosmetyki można LEGALNIE kupić w Unii, a to znaczy, że spełniają określone standardy.

      Usuń
    2. Ja myślę że mają certyfikaty itd. i nie dziwię się że są popularne bo mają świetne działanie :D

      Usuń
    3. Kurczę. Akurat nie jestem w stanie sprawdzić czy ten spray miał certyfikat bo nie mam etykiety już. Ale sama generalnie rosyjskich kosmetyków się nie boję. Zakładam, że skoro są dopuszczone do obrotu w UE, jest w porządku. Z drugiej strony wychodzą czasem kwiatki ze składami (na PL etykiecie jedno, a pod spodem cyrylicą zupełnie coś innego) ale jednak nie boję się, że wszystko jest złe :)

      Usuń
  3. Stosowałam go krótko jako wcierkę, ale mam wrażenie, że mnie podrażniał. Spróbuję z nim jeszcze raz i jeśli nastąpi "powtórka z rozrywki", to po prostu zużyję go na długość.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobre i kamyki, pozytywna energia też jest w cenie. Niemniej trochę szkoda, że baby hair nie było.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co prawda nie bardzo na temat ale chciałam napisać, że kupiłam sobie szungitowy żel do mycia twarzy. Uczulił i mnie i moją córkę więc na pewno nie kupię wcierki.

    OdpowiedzUsuń
  6. O, a ostatnio zastanawiałam się nad zakupem... Chyba się na razie wstrzymam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie słyszałam o tej wcierce, ale Twoja recenzja średnio mnie zachęca. Masz takie piękne włosy, nie musisz nic w nie wcierać, już są wg mnie idealne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz