Receptury Babuszki Agafii: maska łopianowa, jajeczna i drożdżowa

Maski Babuszki Agafii to jedne z pierwszych, o których przeczytałam na polskich blogach. Drożdżowa miała wtedy swoje wielkie pięć minut, częściowo przez obietnice przyspieszania porostu włosów a częściowo przez wygładzanie. Zainteresowały mnie jednak również dwie pozostałe i kiedy znalazłam je niespodziewanie stacjonarnie we wrześniu 2013, kupiłam wszystkie ;)



Maska łopianowa


Z trzech masek kupionych średnio legalnie (obiecałam: „nic a nic” dopóki nie skończę zapasów) łopianowej użyłam jako pierwszej z tej prostej przyczyny, że kiedy wiozłam ją do domu (autobusy, pociągi, ja, Król Małżonek, cztery i pół torby na osobę) rozlała się najbardziej. Biedna. Na pocieszenie zaraz powędrowała ze mną pod prysznic. Pomimo dodatkowego zabezpieczenia wewnątrz słoiczka, te maski rozlewają się dość łatwo, ze względu na niedoskonałe zakrętki i rzadką konsystencję.

Producent pisze, że maska ma wzmocnić włosy, zapobiegać łamliwości i przesuszeniu, nawilżać i ułatwiać rozczesywanie.

Skład: Aqua with infusions of: Avena Sativa Oat, Betula Alba Juice, enriched by extracts: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Arctium Lappa Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Linum Usitassimum Seed Oil;Pyridoxine, Panthenol, Niacinamide, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Wszystkie trzy maski z serii Receptury Babuszki Agafii mają najbardziej zagmatwane listy składników, jakie widziałam. Tradycyjna dla kosmetyków rosyjskich "woda z wyciągami" to jeszcze nic. Tutaj mamy wypisane osobno ekstrakty oraz zimnotłoczone oleje i tak naprawdę kompletnie nie wiadomo co jest częścią czego, która grupa składników jest rozpuszczona w czym i ile czego jest. Wyróżniony przeze mnie alkohol tłuszczowy najprawdopodobniej pod względem ilości jest na drugim miejscu na liście, ale przed nim mamy jeszcze dwie grupy składników, co daje złudne wrażenie tego, że wyciągów jest sporo.


Wróćmy do maski łopianowej. Wprasowałam ją, trzymałam pod czepkiem, czasem nawet dobre dwie godziny. (Zagapiłam się wtedy, bo w międzyczasie prowadziłam akcję porządkowania wszystkich rzeczy z serii „może jeszcze to ubiorę” i „może jeszcze nam się to przyda.”) Podczas spłukiwania włosy były obiecująco gładkie, i za pierwszym razem i podczas kolejnych użyć, a po wyschnięciu niestety tylko delikatnie nawilżone i wygładzone. Liczyłam na mocniejszy efekt. W pewnej chwili zaczęłam dodawać do maski łopianowej olej, używałam jej też w połączeniach, na przykład z olejowaniem włosów przed myciem czy z płukanką po, ale nie było wiele lepiej. Zużyłam ją bez strat dla kondycji włosów – niewiele robiła, to zawsze lepiej niż gdyby miała szkodzić – ale już do niej nie wrócę.

Maska jajeczna



Z założenia maska jest odżywcza, typowo proteinowa. Ma wzmacniać cebulki włosów i ułatwiać rozczesywanie. 

SkładAqua with infusions of: Hydrolyzed Egg Protein, Malt, Betula Alba Juice, enrichted by extracts: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea; Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Hippophae Rhamnoides, Cucurbita Pepo, Corylus Avellana Seed;Panthenol, White Beeswax, Tocopherol, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.



Wszystkie maski kupiłam pod wpływem bardzo zachęcających recenzji na blogach, tak jak wspominałam. Później, jeszcze zanim użyłam jajecznej i drożdżowej, przyszła druga fala opinii, już raczej pod znakiem rozczarowań, zwłaszcza maską drożdżową. Niepostrzeżenie moje oczekiwania względem tych produktów się nagle zmniejszyły a spodziewane rozczarowanie przeniosłam z maski drożdżowej również na jajeczną.

Bardzo, bardzo niesłusznie.

Zacznę od szczegółów technicznych: wersja jajeczna nie jest tak rzadka jak łopianowa, więc dużo łatwiej jej używać. Chociaż nadal nie jest tak zbita i kremowa jak niektóre produkty, jest bardzo wydajna, ani trochę nie wsiąka we włosy i już pierwszą porcję mogę dość łatwo rozprowadzić na całej długości. Pachnie bosko, ciasteczkami (ale inaczej niż drożdżowa, moim zdaniem ładniej), zupełnie jak surowe ciasto z orzechami, czekające na włożenie do piekarnika. (Czyli nastrój świąteczny gwarantowany ;))

A działa równie świetnie. Kiedy użyłam maski pierwszy raz (z wprasowaniem, trzymałam ją na głowie dobrą godzinę, ale bez czepka, później zmieniałam nieco czas, trzymałam maskę na przykład pół godziny, ale nie miało to wpływu na działanie. Zaznaczam jednak, że nigdy nie postępowałam zgodnie z instrukcją, nie spłukiwałam jej po minucie czy dwóch.) podczas spłukiwania włosy były tak gładkie, jak nigdy, a bywały już niewiarygodnie gładkie i śliskie. Maska jajeczna przebiła pod tym względem nawet zestaw: olejowanie na glicerynę plus maska Biovax z dodatkiem oleju (teraz już tak skomplikowanych zestawów nie używam, bo lepiej sprawdza się minimalizm, ale wtedy to był najlepszy efekt jaki znałam.) To oczywiście niewiele znaczy, bo wspominałam już, że takie bajecznie gładkie włosy potrafią wyschnąć do stogu siana. Tym razem tak nie było, za to już w trakcie schnięcia widziałam, że są przeproteinowane, ale w bezpiecznym zakresie, a to bardzo dobry znak. (Wiedziałam już jak proteiny działają na moje włosy i że po lekkim przeproteinowaniu najlepiej utrzymują się fale.) Nie spodziewałam się po tej masce tak silnego działania proteinowego, ale zaskoczyła mnie pozytywnie. Pomimo drobnych fal, zwłaszcza na spodniej warstwie i wizualnego napuszenia (typowe u mnie oznaki nadmiaru protein) w dotyku włosy były bardzo śliskie. Kiedy wyschły zrobiłam koczek na czubku głowy a rano odkryłam tak świetne fale, jak za pierwszym razem, kiedy świadomie przeproteinowałam włosy. (To znaczy nie zrobiłam tego specjalnie, ale wiedziałam, co się dzieje kiedy to nastąpiło – w tym sensie świadomie ;))
Na zdjęciu wciąż widać puch, który towarzyszył mi po użyciu protein.


Poza dostarczaniem włosom odpowiedniej ilości protein w czasach, kiedy jeszcze ich używałam (u mnie to początkowo trochę zbyt dużo, ale jak już wspominałam w traktacie o falach delikatne przeproteinowanie kończy się świetnymi falami) maska genialnie dociąża włosy. Są sprężyste, śliskie w dotyku aż po (moje wtedy bardzo wysokoporowate) końcówki. Przepadłam. Maska dostała trzy serduszka na mojej liście i była jedną z tych, które przez długi czas zawsze miałam pod ręką. Jeśli nie do użycia danego dnia, to do wąchania! ;) Kupiłam i zużyłam kilka opakowań zanim przestałam używać protein ze względu na ich wysuszające (jednak) właściwości które zauważyłam dopiero w kontraście do nowo odkrytych (niech żyje minimalizm) maksymalnych możliwości moich włosów. Całą przygodę z proteinami opisywałam tutaj.

Maska drożdżowa


Od producenta: maska zawiera olej z kiełków pszenicy i sok z brzozy. Powinna przyspieszać porost włosów, zapobiegać wypadaniu i uławiać rozczesywanie.

SkładAqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrimonium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Sibirica Cone Oil, Rosa Canina Friut Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


Nie mogę nakładać masek i odżywek na skórę głowy, ale to właśnie tej maski byłam początkowo najbardziej ciekawa. Kupiłam ją z myślą o nakładaniu wyłącznie na włosy. Czekałam na to niesamowite opisywane w wielu recenzjach wygładzenie i dociążenie. Nie doczekałam się. Maska zostawia wyraźnie suche końcówki ale nie przesusza ich dodatkowo (wtedy to były moje stare, rzadkie końce), włosy nie są ani śliskie w dotyku ani gładkie wizualnie, efektu właściwie nie ma. Pachnie za to pięknie, przecudownie, to jest dokładnie zapach ciasteczek. I zostaje na włosach! Tym bardziej żałuję, że się nie spisała i nie będę do niej wracała.

Moja przygoda z maskami Babuszki Agafii skończyła się dosć ciekawie. Jajeczna, czyli ta, której powinnam się bać (kiedy ją kupowałam nie miałam pojęcia o możliwym pozytywnym działaniu protein na moje włosy) okazała się cudowna, na jakiś czas. Drożdżowa zawiodła całkowicie.

Co Wy sądzicie o tych produktach? Wydaje mi się, że moment ich popularności już minął.

Komentarze

  1. Nie miałam żadnej, a czytając blogi zauważyłam, że są o nich różne opinie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkie są na mojej liście, ale poluje na przecenę :) Wtedy zmieści się w zakresie zakupów impulsywnych, wiec nie będę miała wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie używałam żadnej z nich ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciała bym przetestować jajeczną i drożdżową, ale muszę poczekać na wykończenie części moich masek;). Niby dużo ich nie mam ale jednak muszę zejść z 6 do 3 i wtedy sobie pozwolę na kolejne zakupy:). Już nie mogę się doczekać.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam wielki bum na te maski, ale przeszłam obok niego dosyć obojętnie (wtedy były głównie dostępne w sklepach internetowych), a później właśnie zniechęciły mnie pojawiające się negatywne opinie. W końcu nie wypróbowałam żadnej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich czas zdecydowanie minął :) Przeszła fala średnich i negatywnych recenzji, po czym zapadła cisza.

      Usuń
  6. Sama używałam tej drożdżowej maseczki. Niby przyśpieszyła porost włosów jednak wywołała u mnie łupież przez co musiałam ją skreślić.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakoś nigdy jeszcze jej nie widziałam, a przynajmniej nie zwróciłam uwagi :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Miałam drożdżową, fajnie nawilżała skórę głowy, nie wiem jak wpłynęła na porost, bo nie mierzę, a także używam zbyt dużo innych rzeczy aby ocenić :) na włosach spoko, ale bez szału.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja drożdżową nakładam wyłącznie na skalp i jestem bardzo zadowolona, nie podrażnia skóry i nie obciąża włosów :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam ostatnio zamawiać drożdżowa, ale mama zrezygnowała :D

    OdpowiedzUsuń
  11. I u mnie drożdżowa nie sprawdziła się. Natomiast zaczynam mieć dzięki Tobie ochotę na jajeczną :D

    OdpowiedzUsuń
  12. I u mnie drożdżowa nie sprawdziła się. Natomiast zaczynam mieć dzięki Tobie ochotę na jajeczną :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jajeczną i drożdżową miałam (pierwsza zawsze świetnie się sprawdza w ramach doproteinowania, drugą nakładam na skalp i całkiem dobrze go nawilża). Teraz chyba kupię łopianową, mimo tej nieprzychylnej recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pytanko bardziej natury "formalnej" :) jakie certyfikaty posiadaja te maski? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam już żadnego opakowania żeby przeczytać coś z etykiet, ale może na stronach sklepów coś będzie, jeśli maski w ogóle certyfikaty mają ;)

      Usuń
  15. Ja niedawno wzięłam się za drożdżową i jestem ciekawa, jakie będą efekty po dłuższym stosowaniu. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Maska łopianowa nie ma silnego działania, ale świetnie sprawdza się w roli codziennej odżywki do nakładania na 2-3 minuty bo bardzo ułatwia rozczesywanie i nie obciąża włosów, do tego delikatnie je wygładza i zmiękcza. Nie ma co oczekiwać po niej głębokiej regeneracji, dlatego moim zdaniem warto stosować ją jako odżywkę a nie maskę.
    Jajeczna czasem fundowała mi przeproteinowanie i włosy były szorstkie, spuszone, nie do poskromienia. Zdarzało się, że służyła moim włosom, ale były to rzadkie przypadki, więc na pewno do niej nie wrócę.
    Testy drożdżowej jeszcze przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie drożdżowa spisała sie swietnie zarówno na porost jak i na długości. Dziś użyłam wreszcie jajecznej i na razie szału nie ma :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Powiem szczerze, że ta seria masek również mnie nie zachwyciła, zużyłam wzbogacając je i stosując pod czepek , wykończyłam ufff ...i nie tęsknie ;)

    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie miałam żadnej z tych masek. :/ Ale jakoś nieszczególnie czuję się skuszona. :D

    Moim nowym odkryciem jest maska Włosy plus solutions. <3 Odżywka natomiast, tak zachwalana przez Anwen, mnie rozczarowała (przede wszystkim tym, że aby poczuć, że mam na włosy nałożony jakiś produkt do spłukiwania, musiałam zużyć prawie całą butelkę 200 ml...).

    W ogóle odkąd porowatość moich włosów spadła (:D) zaczęły one lubić proteiny i tolerować nakładanie produktów z nimi częściej, niż 2 razy w miesiącu. :) Z czego ogromnie się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeszcze ich nie miałam, ale najwyższy czas wypróbować :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam zapach drozdzowej i uzywam ja jako b/s :) spisuje sie genialnie!

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja mam drożdżową ale mimo że lubię jej zapach to moje włosy nie przepadają za nią. Dzień po umyciu robią się bardzo suche i takie dziwne w dotyku.

    OdpowiedzUsuń
  23. Dla mnie te maski to niewypał, mega lejąca konsystencja plus zero efektu, a to wszystko za około 25 złotych :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Miałam jajeczną, i wydaje mi się, że ma alkohol w składzie (Rosja - nie muszą pisać dokładnych składów, to nie Unia). Robiła mi masakrę z włosów. Ale głównie wnioskuję to po tym, jak potwornie piecze. Niestety mam paskudny nawyk i obgryzam skórki na palcach, przez co ciągle mam na nich otwarte rany. Po masce jajecznej te rany paliły, zupełnie jakbym polała je alkoholem. Po innych odżywkach tak nie mam. I w zapachu też czuć było alkohol. No ale nie mam pewności, to tylko spekulacje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! A myślałam, że tylko ja czuję alkohol i że mi się wydaje! Coś w tym jest :(

      Usuń
  25. U mnie drożdżowa bardzo dobrze się sprawdziła, pozostałych nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Z serii "Receptury babuszki Agafii" mam szampon do codziennego stosowania. Ma świetny skład, ale ze względu na "perłowość" (nie wiem, jaki składnik jest za to odpowiedzialny) codzienne używanie powoduje swędzenie. Jestem zmuszona stosować go na zmianę z innym, a już myślałam, że odnalazłam "święty Graal". Włosy po nim wyglądają znakomicie i nie potrzebują odżywek.

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeszcze nie miałam nic od Babuszki Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
  28. jestem wierną fanką maseczek rosyjskich do włosów. Maseczkę drozdzową stosowałam 2 razy. Jej zapach jest przepiekny. włosy po niej miałam pachnące ale poza tym nic nie robiła. Liczyłam że przyspieszy wzrost ale tak nie było. W kolejnosci czeka włąsnie na półce jajeczna i łopinanowa, jestem ich ciekawa. Na razie po wąchaniu jako zapach podoba mi sie łopianowa bo pachnie lasem jak dla mnie. Myslę ze te maseczki są jak najbardziej na czasie. Ogladam czesto youtoba i pielegnacje włosową Dziewczyn i bardzo czesto te maseczki się przewijają zwłaszcza u fanek rosyjskiej pielegnacji włosów

    OdpowiedzUsuń
  29. Od Babuszki Agafii także mam szampony w sumie prawie ciągle ich uzywam. Te na cedrowym, czy łopianowym i kwiatowym propolisie są bardzo dobre i starczają na długo. Olejki tez jak najbardziej chwale i polecam

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz