Dove Pure Care Dry Oil: serum do wszystkich rodzajów włosów

Kosmetyki do włosów Dove kojarzą mi się wyłącznie z silikonami. Nie, żeby silikony same w sobie były złe, ale sama na ogół szukam czegoś więcej – olejów, składników nawilżających. Swoje ulubione silikonowe maski już mam. (Ziaja!:)) Także szampony, maski i odżywki Dove nigdy mnie specjalnie nie interesowały. Ale szukałam serum do końcówek, chcąc zebrać co najmniej czterech ulubieńców, więc jak tylko pojawiła się seria Pure Care Dry Oil z dwoma wersjami serum (do wszystkich rodzajów włosów i do włosów dojrzałych) zaczęłam szukać składu. Moje rozczarowanie po odkryciu w nim parafiny na drugim miejscu było spore. W tamtym czasie byłam zagorzałą przeciwniczką oleju mineralnego w kosmetykach do włosów i uważałam go za tani wypełniacz.

Później Gapa napisała o nafcie kosmetycznej i jej potencjalnie wspaniałych właściwościach takich jak idealne wygładzanie włosów, dociążanie, nabłyszczanie i uelastycznianie ich, a przede wszystkim tworzenie delikatnej ochronnej warstwy. (Koniecznie przeczytajcie jej dwa wpisy: ten i ten.) Przypomniało mi się, że dziewczyny z The Long Hair Community też wiele pisały o tym, jak oliwka dla dzieci świetnie zmiękcza i wygładza końcówki. (Próbowałam ją tak nakładać kilka lat temu, zanim zaczęłam ją uważać za zło wcielone, ale udało mi się to zrobić z sukcesem tylko raz, a później kończyłam z obciążeniem lub puchem. Ciekawe zjawisko.) Dzięki Gapie przestałam patrzeć na parafinę jak na tani wypełniacz kosmetyków i oszustwo w produktach opisanych jako olejowe. Nafta nakładana na włosy jak olej kiepsko się u mnie sprawdziła (pisałam o tym w czerwcu 2015) ale pomyślałam, że wypróbowanie jej w mieszance z silikonami i naturalnymi olejami to idealny pomysł. Dodałam więc serum Dove do listy, aż w końcu przypadkiem kupiłam je na wyprzedaży.


W Rossmannie było zazwyczaj za 39.99, od czasu do czasu w promocji za 34.99 choć podobno bywało i za 29.99. W innych sklepach, głównie marketach, widywałam je za 49.99 a raz nawet za 59.99, co jest oburzające ;) Dlatego kiedy w Rossmannie zobaczyłam je w “cenie na do widzenia” za 22.97 kupiłam je, choć wiedziałam, że przez kilka miesięcy będzie czekało w szafce w kolejce aż wypróbuję kupione wcześniej olejki. Ale wolałam wyjątkowo odejść od zasady niegromadzenia zapasów niż później płacić za serum 50 czy 60 złotych. Cóż, jeśli miało się sprawdzić, prędzej czy później chciałabym kolejną butelkę. Ale przynajmniej jedną dostałam w rozsądnej cenie ;)

Butelka ma 100 mililitrów, także stały element moich recenzji olejków, czyli cena za 100 ml, policzył się sam :) Część z tej ceny to zapewne szkło. Myślę, że grubszy plastik wyglądałby tak samo dobrze, a nie byłoby ryzyka stłuczenia butelki. (Wciąż tylko w połowie wierzę w to, że przez trzy miesiące używania serum co dwa dni go nie stłukłam. Kiedy to samo stało się z Rokitnikowym koktajlem Natura Siberica, wierzyłam w jednej czwartej ;))


Przejdźmy do składu. Dla kogoś, kto parafinę traktuje jak przyjaciela a nie wroga (przynajmniej potencjalnie, bo ja zaczynając poznawać serum nie miałam pojęcia jak się sprawdzi i czy ewentualne dobre lub złe działanie będzie kwestią parafiny) skład wygląda całkiem nieźle.

Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Dimethiconol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed oil, Elaeis Guineensis (Palm) Oil, Punica Granatum Seed Oil, Parfum (Fragrance), Phenyl Trimethicone, Amodimethicone, Cyclohexasiloxane, Cyclotetrasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, BHT, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Mamy silikon, parafinę, silikon, olej makadamia, olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, olej słonecznikowy, olej palmowy i olej z granatu który z jakiegoś powodu na opakowaniu nie dostał swojej angielskiej nazwy w nawiasie ;) Później zapach, po nim więcej silikonów i drobiazgi na końcu.

Producent obiecuje nam “odżywienie” i “delikatne, miękkie i jedwabiście gładkie włosy.” Cechą charakterystyczną serum jest jego lekka formuła, która ma nie zostawiać na włosach uczucia tłustości. Zapewne stąd nazwa – suchy olejek – i być może parafina została dodana do produktu z rozmysłem, a nie jako wypełnienie 100 ml butelki. W końcu nafta kosmetyczna jest lekka, śliska i łatwo ją rozprowadzić, co najlepiej widać po olejkach dla dzieci bazujących na parafinie. Mamy trzy proponowane sposoby użycia serum: przed myciem na 30 minut, po myciu na suche włosy i jako dodatek do odżywki, maski bądź odżywki bez spłukiwania.

To dość ciekawe – brakuje zaleceń nakładania serum na mokre końcówki czy nawet całe włosy (to bardziej typowe dla głównego nurtu kosmetycznego). Ja używałam go jak na włosomaniaczkę przystało, czyli na mokre końcówki :)

Ma średnio lekką konsystencję. Nie jest lejący, ale nie jest też tak lepki jak Eliksir Biovax Naturalne Oleje. Pompka dozuje niewielkie porcje, mniejsze, niż wszystkie inne opakowania tego typu produktów jakie miałam do tej pory. I taka jedna mała porcja w przypadku tego serum zdecydowanie wystarcza mi na każdą połowę włosów (moje “połowy” są nierówne, bo mam przedziałek z boku. Na tę nieco większą część nakładam dosłownie 1-2 kropelki więcej.) Czasy, kiedy przy starych końcówkach nakładałam po dwie porcje serum na każdą połowę włosów (i to większe niż te z Dove) minęły. Zdecydowanie. Teraz, nawet w przypadku pompek dozujących małe porcje, wystarcza jedna. Bo większa ilość potrafi włosy obciążyć tak, że się sklejają. Ale obciążenie u mnie ma też jeszcze jedną formę: kiedy użyję serum po mocno odżywczej masce albo cięższym olejowaniu (na glicerynę albo olejowe serum w sprayu) kończy się to tym samym efektem nadmiaru, który miał miejsce po zbyt bogatej pielęgnacji (czyli na przykład olejowanie i maska przy jednym myciu) z tym że teraz dzieje się to w mniejszym stopniu i tylko na końcówkach: są lekkie, matowe, spuszone – do końca wieczora wyglądają na rzadkie. Pierwszego dnia po myciu, najpóźniej drugiego, sytuacja wraca do normy, na szczęście. Końce się wygładzają, wyglądają tak, jak reszta włosów. To nie jest problem tylko serum Dove, dzieje się tak w zasadzie z każdym. Na pewno przez to nie przestanę zabezpieczać końcówek. Po prostu muszę przeczekać efekt nadmiaru pierwsze kilka godzin.

Muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Nie otwierałam serum, nie odkręcałam butelki poza pierwszą chwilą po wyjęciu jej z kartonika, kiedy chciałam poznać zapach (dla mnie serum pachnie… goździkami ;)). Po dwóch tygodniach w połowie wysokości butelki, koło ścianki (trzymałam ją poziomo w szufladzie) pojawiła się smuga jasnego… pyłku. Po tym jak używając serum kilka razy postawiłam je pionowo, na dwa dni schowałam do szuflady i znów postawiłam smuga się rozproszyła i w końcu opadła na ściankę z tyłu butelki (bo butelka najczęściej leżała etykietą do góry). I tam już została. Nie mam pojęcia co to jest ani skąd się wzięło. Zapach serum się nie zmienił, nie zrobiło się mętne, to tylko ten pyłek. Pisałam w tej sprawie do Dove na facebooku, odpowiedzieli mi bardzo szybko że mogę złożyć reklamację telefonicznie. Mnie nie chciało się zaczynać takiej sprawy, zwłaszcza, że nic innego w produkcie się nie zmieniło, ale w razie problemów jest taka możliwość.
Przyklejony do ścianki pyłek z trudem i ledwie ale jednak udało mi się uchwycić na zdjęciu.



Już, już piszę o działaniu ;) To na zaraz jest bardzo, bardzo dobre. Kiedy w początkowych momentach schnięcia, tuż po tym jak zdejmę turban, moje włosy są spuszone, serum je mocno wygładza. Widać różnicę na końcówkach i partiach wyżej gdzie go nie nakładam. (Co prawda po chwili końcówki się nadmiernie puszą ze względu na nadmiar pielęgnacyjny, ale to jak wspominałam mija, a serum jakby nie patrzeć ma potencjał natychmiastowego wygładzania włosów.) Działanie długofalowe jest, cóż, idealne. Przez trzy miesiące używania go (a były to miesiące drugi, trzeci i czwarty po podcięciu) końcówki zachowały prostą linię cięcia. I nawilżenie, miękkość i gładkość. Bomba!

Do serum zdecydowanie będę wracała, trafia na listę ulubieńców. I nawet nie muszę się na razie przejmować tym, że najtańsze źródełko wyschło (Rossmann), bo przez trzy miesiące używania serum co dwa dni po 2-3 porcje (tę trzecią czasem nakładałam na włosy nad karkiem) zużyłam jakieś 15% tej wielkiej butelki. To rekord wydajności. W związku z ceną, polecam więc kupienie serum z kimś na połowę, albo nawet na 3 części. To nadal będą 33 mililitry ;)

Komentarze

  1. Pierwszy raz słyszę o tym produkcie :)
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym je wypróbować. Ale zamówiłam sobie nowy eliksir Biovax razem z maską, więc Dove na razie nawet nie szukam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała okazję, napisz mi proszę jak działa Biovax u Ciebie :)

      Usuń
  3. Ostatnio w SuperPharm była promocja -50% na Dove co daje również dobra cenę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ostatnie 4 lata byłam w SuperPharmie raz, w ogóle jakoś o nich nie myślę jak idę na włosowe zakupy. Muszę pamiętać że to miejsce istnieje :D

      Usuń
  4. Mam aktualnie dwa inne sera ale jak sie skończą to na pewno rozejrzę się za tym (zapisałam sobie na przyszłość).

    OdpowiedzUsuń
  5. Koniecznie muszę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Komentarz będzie nie na temat, ale Henri! Dziękuję Ci bardzo! Bardzo bardzo! :) Za Twoje zorganizowanie, systematyczność, wnikliwość i ogarnięcie :) Staram się świadomie dbać o włosy od ponad 3 lat, ale dzięki Twoim wpisom odkryłam, jaki w mojej pielęgnacji panował chaos. Nie jestem typem kosmetykoholiczki, więc nigdy nie miałam pierdyliarda kosmetyków - zazwyczaj mam w łazience po 2-3 egzemplarze rożnych odżywek, masek, szamponów, olei.. ale nakładałam je na włosy w sposób zupełnie losowy. Niby starałam się, żeby pielęgnacja była zbilansowana, ale tak naprawdę działałam zupełnie bez planu. Nie panowałam nad tym, jak długo był w użyciu dany kosmetyk i dlaczego najpierw działał rewelacyjnie, a potem nagle powodował BHD. I dziwiłam się, że po kilku miesiącach super efektów sytuacja się odwracała i włosy z każdym myciem wyglądały coraz gorzej.
    Nadal mam problem z określeniem, co moje włosy lubią, a czego nie. Na 100% szkodzi im tylko alkohol denat i isopropyl, więc nawet nie patrzę w stronę Alterry czy odżywek Garniera. Za to coraz mniej kusi eksperymentowanie przy zakupie kosmetyków - kiedy skończę jakieś opakowanie, staram się przypomnieć sobie, co moje włosy kiedyś polubiły i wracam do drogerii po starych ulubieńców. I wreszcie moja pielęgnacja ma ręce i nogi :))
    Pozdrawiam i życzę jeszcze piękniejszych włosów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantastycznie! :) :) Porządek, jakkolwiek może z zewnątrz wyglądać lekko maniacko, nie jest wcale trudny do wprowadzenia w pielęgnacji a załatwia bardzo dużo, rozwiązuje problemy, gwarantuje (na 95%) przewidywalny efekt... Cieszę się, że moje "organizacyjne" pisanie Ci pomogło :) :)

      Usuń
  7. Widziałam ten olejek w CND za około 16 zł i nawet wahałam się nad zakupem, ale ostatecznie ta parafina mnie zniechęciła. Kupiłam olejek z Garniera, który był super do czasu aż moje końcówki zaczęły grymasić na wszelkie silikonowe sera ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajna recenzja. Kupiłabym ten produkt gdyby nie zawierał BHT ( którego unikam z zasady ). Twój post zachęcił mnie do wyciągnięcia z czeluści szafki łazienkowej zapomnianego przeze mnie produktu - Bamboo Smooth Kendi Dry Oil Mist ( czy jakoś tak ) Alterny. Też silikony + olej mineralny. Jakoś mi nie podszedł, ale może dam mu jeszcze jedną szansę...
    Tak przy okazji, Henri, skoro już piszę, ponieważ mamy bardzo podobne włosy :) muszę Ci polecić serię nawilżającą Kevin Murphy, a konkretnie szampon i odzywkę Hydrate Me Wash i Hydrate Me Rinse. Miód na włosy! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, dziękuję! :) Nigdy nie zwracałam na nie uwagi, czas zerknąć :)

      Usuń

Prześlij komentarz