Samokrytycyzm i oszukiwanie czyli o spojrzeniu na własne włosy

To mój kolejny post z serii przemyśleniowych ;) Jak to często bywa, pisaniem chcę sobie ułożyć pewną kwestię w głowie i utwierdzić postanowienie zmiany nastawienia. 

Sprawa wyskoczyła teraz, ale nie ma nic wspólnego z Nowym Rokiem i postanowieniami robionymi przy jego okazji ;) Chodzi raczej o… czas jaki minął od mojego dużego podcięcia końcówek w marcu. Miesiące mijają, włosy odrastają, a mnie ostatnio wydawało się że… wracają przerzedzenia. A więc panika i rozpacz. Bo może nie zapuszczę włosów? A to przecież moje ogromne marzenie. Może okolice talii to moja genetyczna granica, a dalej rośnie już tylko część pasm, stąd wizualne przerzedzenia? Podobne momenty zwątpienia dotyczą z resztą też stanu włosów. Czasem kiedy na nie patrzę, wyglądają kiepsko. A przecież nie powinny, po takim czasie dbania o nie, prawda? (Nieprawda.) Czy to znaczy, że mimo lat pielęgnacji i wielkiego wysiłku, wciąż jest źle? Niewiele osiągnęłam?

Nie. A problem polega na tym, że złych momentów czepiam się jak rzep a na te dobre nie zwracam tyle uwagi. I za dużo od włosów wymagam. W zasadzie nie wiem dlaczego, absurdalnie uważam, że skoro są zdrowe i dobrze o nie dbam, to powinny zawsze wyglądać świetnie. Bo jak nie, oznacza to porażkę. W praktyce wygląda to tak, że martwię się kiedy patrząc w lustro widzę rzadkie końcówki albo suche włosy. Od razu wpadam w panikę, że coś jest nie tak, że przerzedzenia wróciły. Prawda jest taka, że moje końcówki czasem wyglądają na rzadkie, a czasem (najczęściej!) nie. I dlaczego zakładam, że prawdą jest ta gorsza wersja? Dlaczego się zamartwiam?

W rzeczywistości ta gorsza wersja prawdą nie jest. Kiedy wygrzebię się z paniki zauważam, że zebrane w pędzelek końcówki nadal są bardzo gęste. Zdecydowanie bardziej gęste niż były przed podcięciem. One są gęste. A tylko wyglądają czasem na rzadkie. Przyczynę też da się łatwo znaleźć. Moje końcówki po prostu strączkują się od serum (a nie robiły tego przed cięciem kiedy były bardzo wysokoporowate i suche). Niektóre sera są cięższe, inne lżejsze, czasem nawet te lżejsze powodują sklejenie końcówek bo nakładam przypadkiem nieco zbyt dużą kroplę albo używam w danym czasie dość ciężkiej maski czy oleju. Nie mam w żadnym wypadku zamiaru porzucić zabezpieczania końcówek silikonami. Po prostu muszę sobie radzić z pojawiającym się czasem strączkowaniem.

Mam (ogromną!) tendencję do samokrytyki. (I takie rzeczy nie są oczywiste dopóki nie wskaże ich ktoś z zewnątrz.) I zbyt dużo od siebie wymagam. Zostawmy jednak mój charakter ;) Piszę to tylko dlatego, że te kwestie mają wpływ na to, jak postrzegam włosy. Niedorzecznie spodziewam się, że będą zawsze wyglądały dobrze, bo jeśli tak nie jest, to oznacza, że coś jest nie tak. W skrócie: idealnie, i to zawsze idealnie, albo wcale. To niezdrowe podejście. Kiedy widzę przerzedzone końcówki uznaję zbyt szybko, że to już powrót problemu i że włosy wyglądają źle. Otóż nie. Wyglądają źle z powodu lekkiego obciążenia, to nie jest ich stan właściwy, wystarczy je wyszczotkować żeby znów były sypkie. Szczotkowanie prowadzi to kwestii włosowych oszustw, które również mnie męczą i ograniczają.

Nie tylko spodziewam się, że moje włosy będą wyglądały dobrze zawsze, ale i oczekuję, że będą tak wyglądały same z siebie. Bo powinny, prawda? (Znów nieprawda.) Bo na pewno wszystkie inne dziewczyny po prostu robią zdjęcie w dowolnym momencie i mają takie wspaniałe włosy! (Aż trudno mi uwierzyć, że łapię się na tę iluzję. Ale jednak się to dzieje.) A jeśli zrobię pewne rzeczy, żeby włosy wyglądały lepiej, to będzie… oszustwo.

W praktyce oznacza to, że uparcie wzbraniam się przed zabiegami mechanicznymi. Pielęgnacja, nazwijmy to, chemiczna, jest w porządku: po pierwsze nie szkodzić (czyli na przykład nie nakładam szamponu na długość) a po drugie pomagać (czyli na przykład maski i oleje). Pomaganie włosom kosmetykami to nie problem. Więc dlaczego kiedy przychodzi do szczotkowania i stylizacji koczkiem jakiś wredny głosik podpowiada mi, że to oszustwo? Tak naprawdę to nie oszustwo i chciałabym, żeby głosik zamilkł ;) (Zamilcz, głosiku!) Oszustwem dla mnie samej byłoby na przykład nałożenie dużej ilości silikonowego serum na całą długość i użycie prostownicy czy lokówki przed codziennym spojrzeniem w lustro żeby zobaczyć jak wyglądają włosy. Absolutnie nie krytykuję osób, które na co dzień to robią. Po prostu dla mnie to już za dużo. Czułabym, że sama siebie okłamuję bo moje włosy tak naprawdę nie wyglądają tak, jak w danym momencie po serum i stylizacji na gorąco. Za dużo sztucznej pomocy z zewnątrz.

Ale z drugiej strony nie mogę surowo oczekiwać, że włosy będą wyglądały dobrze po tym jak wyschną po myciu albo po tym, jak rozpuszczę je z nocnej fryzury. Bo końcówki są postrączkowane. Bo całość jest poodgniatana albo spuszona. Te mechaniczne problemy nie pokazują faktycznego stanu włosów tak samo, jak nie pokazują go dni po użyciu niewłaściwej maski. Ja wiem, że bez sensu jest uznawanie, że takie są moje włosy. Że ten zły stan to prawda. Ale to się i tak dzieje, niestety!  Kiedy włosy są spuszone bo niepasującej pielęgnacji na spokojnie wiem, że to wina błędu, stan przejściowy. Ale już przy kwestiach mechanicznych takich jak brak wyszczotkowania, zamiast zrobić to samo zamartwiam się, że moje włosy są w złym stanie. Więc postanowienie jest takie: nie pozwalać przekonaniu o tym, że kiepskie chwile to prawda na to, by się rozgościło. Za to cieszyć się bardziej z dobrych momentów. Bo to one pokazują faktyczny stan włosów, na co dowodem jest choćby to, że zebrane w pędzelek końcówki są nadal bardzo, bardzo gęste. To oczywiste, że skoro przerzucone na plecy wyglądają, jakby ich prawie nie było, coś jest nie w porządku. Czyli trzeba to naprawić. A więc po drugie: chcę przestać myśleć, że szczotkowanie włosów czy spinanie ich w koczek żeby się wygładziły to oszustwo. Oczekiwanie od włosów tego, żeby wyglądały dobrze w każdej chwili to zdecydowana przesada. A naturalne sposoby pielęgnacji mechanicznej to przecież nic złego. To nie oszustwo, a wydobywanie z włosów ich potencjału. Zamiast myśleć, że wyjściowym stanem są odgniecenia, puch i postrączkowane końcówki a szczotkowanie to już oszukana poprawa powinnam, mogę i chcę myśleć, że pierwsza wersja to wersja pogorszona przez nocną fryzurę, lekki nadmiar serum czy inne rzeczy. A szczotkowanie i koczek doprowadzają włosy do ich właściwej formy.

Poniższe zdjęcie zostało zrobione po tym, jak wyszczotkowałam włosy i nosiłam je zawinięte w koczek przez kilka godzin. Jestem zadowolona z tego, jak się ułożyły. Są za to nieco suche, bo chyba nie odpowiadają im proteiny w mleczku pszczelim (o tym więcej w podsumowaniu styczniowej pielęgnacji), ale to się zdarza. Dwa kolejne zdjęcia też pokazują dobre momenty a w dodatku jestem  na 99% pewna, że nie szczotkowałam wtedy włosów. Więc i bez tego potrafią wyglądać dobrze. Tym bardziej muszę wierzyć w to, że te dobre momenty ukazują ich właściwy stan!





Na pewno lepiej jest pozwolić sobie na zadbanie o włosy w aspekcie ich ułożenia, lepiej pozwolić sobie myśleć, że wyglądają tak naprawdę tak, jak wyżej niż zamartwiać się bezsensownie myślą, że skoro włosy wyglądają tak, jak na poniższym zdjęciu (październik 2011) to jest z nimi źle. A zdjęcie zostało wykonane po rozpuszczeniu warkocza, który u mnie daje zawsze niekorzystny efekt. Taki sam, jakim jest przeciążenie końcówek, ich sklejenie i rzadki wygląd. Taki sam, jak po użyciu nieodpowiedniej maski. Więc po co zamartwiać się myśleniem, że te negatywne momenty to prawda?


W związku z powyższymi postanowieniami zrobiłam pewną praktyczną rzecz. Na początku stycznia wyniosłam do pokoju lusterko, przy użyciu którego spoglądałam w łazience na włosy z tyłu używając metody dwóch luster. Potrafiłam je tak sprawdzać często i kiedy widziałam coś złego włączało się myślenie "o nie, jest źle." A nie jest, po prostu chwilowo włosy wyglądają źle. Tak jak wspominałam, na dobre momenty niestety nie zwracam takiej uwagi jak na złe. Niepotrzebnie wyłapywałam chwile kiepskiego wyglądu włosów. Prawdą jest to, co widać w dobrych momentach. Włosy są zdrowe, zadbane, jest dobrze. Nie ma potrzeby co chwila sprawdzać, czy widać przerzedzenia. To wcale nie upewniało mnie, że ich nie ma. Paradoksalnie, działo się odwrotnie, bo złe momenty brałam do siebie bardziej niż dobre, choć dobrych było więcej. Nie chcę zauważaniem złych chwil wpędzać się w obawy. Przyjęłam, że jest dobrze i tego się trzymam. Już widzę, że jest lepiej, jestem spokojniejsza. Opieram się na tym, że wiem, że jest dobrze a nie na tym, że czasem, w mniejszości przypadków zobaczę, że jest źle. Będę sprawdzała wygląd włosów z tyłu tylko przy nowych kosmetykach czy na przykład po stylizacji w fale. 

Przy okazji układania myśli na ten temat pomyślałam, że równie dobrze mogę stworzyć wpis, bo może pomoże on komuś zmienić swoje zbyt krytyczne i wymagające nastawienie do włosów... bądź czegokolwiek innego :)

Komentarze

  1. Widzę, że przeszłaś bardzo podobny bój emocjonalny jak ja z rok temu, jeszcze za czasów długich włosów. Także nie widziałam tych dobrych momentów, a zauważałam same złe. Nie chciałam stylizować włosów w żaden sposób, żeby nie oszukiwać Czytelniczek ani siebie, nie chciałam też ich mocno ścinać - bo przecież jak to, miałam zapuszczać. Potem przeszło otrzeźwienie - włosy to tylko włosy, skoro lepiej wyglądają po suszeniu suszarką a nie po naturalnym schnięciu - droga wolna! Skoro silikony im pomagają i wcale nie maskują rzekomych zniszczeń, których nigdy nie było - czemu z nich rezygnować? Skoro szczotkowanie z głową w dół przywraca objętość, to czemu się z tym kryć? To był fajny okres, w którym wreszcie doceniłam potencjał moich długich włosów. :) Życzę Ci, aby wewnętrzny krytyk zajął się sprawami, w których okaże Ci się bardziej pomocny, i żebyś zaczęła czerpać radość ze swoich pięknych pukli! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Dobrze, że dajesz mi znać że to da się ogarnąć. Mam nadzieję, że jak sobie poukładałam przemyślenia, będzie lepiej. Ileż można się tak głupio ograniczać w końcu?

      Usuń
  2. A ja tam sobie myślę: ale gęściaki! Naprawdę, wyglądają niesamowicie! A czytając wpis, aż pomyślałam, że kurczę, Henri, ja bym Ci oddała moje włosy, jakby się dało ;)
    Z włosami jest chyba trochę jak z make-upem: nikt (oprócz kilku chłopców, którzy nie wyrośli jeszcze z gimnazjum) nie oskarży Cię o oszustwo, jeśli pomalujesz sobie rzęsy, oczy, cokolwiek. Samą ideą włosów jest dodawanie uroku, one mają po prostu ładnie wyglądać. No bo jeśli nie to, to jaki jest sens tyle się z nimi męczyć i cackać? A skoro masz w zasięgi ręki możliwość sprawienia, by tak właśnie wyglądały, korzystanie z tego jest ze wszech miar logiczne i naturalne! Proszę się nie martwić takimi rzeczami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chodź się zamienimy :) Ja chcę niskoporowate, pasuje :)
      Polecenie przyjęte, przestaję się martwić.

      Usuń
  3. Ja na szczęście już dawno wyszłam z etapu zbytniego przejmowania się włosami :) A Twoje wcale nie wyglądają źle!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja miałam i dalej miewam to samo co opisałaś powyżej:) mam tendencję do samokrytyki.
    Masz piękne włosy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. A Ty jakie masz piękne! I myślę sobie, że gdybym miała takie, na pewno byłabym z nich w 100% zadowolona. A okazuje się, że to wcale tak nie jest ;)

      Usuń
  5. Uważam, że Twoje włosy wypiękniały, a końcówki to już w szczególności. Dwa ostatnie zdjęcia to dobry przykład i kontrast. Po prostu oglądając codziennie swoje włosy nie widzimy progresu, bo zmiany się nawarstwiają, nie ma tego "wow" z dnia na dzień. Ale jest wow na przestrzeni czasu, a na zdjęciach to dobrze widać. PS A posty przemyśleniowe u Ciebie uwielbiam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;) Czasem to jest nadmiar przemyśleń, ale pisanie ich mi tak pomaga, że muszę :D Dobrze, że ktoś je lubi :)

      Usuń
  6. Gdzieś chyba o tym pisałaś, ale nie mogę tego znaleźć- jak Ci się sprawdzały poszczególne maski albo odżywki Ziai?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odżywka z Ziaji fioletowa jest super i jako b/s i jako d/s. Kozie mleko jest cudna, mocno wygładza i dociąża, aż prostuje, a taka się niepozorna wydaje. Z masek uwielbiam wszystkie poza kozim mlekiem i czerwoną do farbowanych. Poza nimi, wszystkie idealnie dociążają, wygładzają, włosy są śliskie jak szkło. To silikony, fakt, ale efekt jest :)

      Usuń
    2. Dziękuję! :*

      Usuń
  7. super masz te włosy :) mi taka długość nie pasuje, ale podziwiam twoje. i szykuję się do cięcia w pixie, bo jednak zapuszczanie to nie dla mnie, a im mniej nakładam na kłaczki, tym lepiej wyglądają :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam dokładnie to samo, z tym, że moje włosy są naprawdę brzydkie bez stylizacji (w przeciwieństwie do Twoich) i mam wrażenie, że dobrze potrafią wyglądać tylko i wyłącznie po lokówce... Ale i tak ich nie kręcę, nawet na koczek, bo przecież to "oszustwo" - w kręconych to przecież już nie jestem ja. To jakieś zaburzenie psychiczne?

    Gabriela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś chochlik w umyśle. Trzeba się go pozbyć :) Zwłaszcza, że metody stylizacji bez użycia ciepła są niezliczone, więc może się obyć bez zniszczeń i... zbytnio zewnętrznej pomocy ;)

      Usuń
  9. Co za długość! :D Ja swoje włosy Lubie, chodź czasem dobijają :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Długość powalająca, a włosy piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Henri, nie zrozum mnie proszę źle, ale skoro w samej pielęgnacji wprowadziłaś minimalizm, to może najwyższy czas, by w sposobie myślenia o swoich włosach też się do tego zastosować?
    Wieczne sprawdzanie, czy coś się już strzępi czy nie, czy wyglądają gorzej/lepiej/ tak samo jak parę dni temu, doprowadzić może tylko do zamartwiania się i obsesji.
    Jestem Twoją stałą czytelniczką, śledzę od dawna Twoje poczynania i uważam, że poczyniłaś wielkie postępy - przede wszystkim obcięłaś zniszczoną część włosów i rzuciłaś bogatą pielęgnację, która ewidentnie Ci nie służyła.
    Włosy, które były jak siano przemieniłaś w ładnie wyglądające fale.
    Na Twoim miejscu skupiłabym się tylko na podtrzymaniu dobrego stanu oraz metodach stylizacji.
    Wydaje mi się, że w moment w którym zdecydujesz się na jedną z dwóch opcji - proste włosy lub podkreślanie falowania, będzie dla Ciebie kolejnym przełomem.
    Nie wiem dlaczego czasami zapominamy o tym jaką frajdę i satsfakcję daje sama stylizacja włosów, ograniczając się tylko do samej pielęgncji, po której w większości włosy są oczywiście zdrowe, ale po prostu sobie "wiszą".
    Pozdrawiam:*
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minimalizm w myśleniu, to jest to :) Już się to dzieje, od tych kilku, teraz już chyba kilkunastu dni, od kiedy po prostu schowałam lusterko ;)

      Usuń
  12. Moje końcówki bardzo szybko robią się suche i rzadko mam GHD, poza tym mam fale, więc niby doskonale wiem, że powinnam je stylizować, żeby wyglądały dobrze, jednak zazwyczaj nie mam na to ani czasu, ani chęci, więc w wyniku powstaje warkocz, lub koczek :/ zniechęca mnie też to, że nie mam włosowych hitów - raz coś działa a raz nie :( ale dbam o włosy i zapuszczam i mam nadzieję, że w końcu znajdę tą w 100 % odpowiadającą mi pielęgnację :) W Sylwestra pierwszy i jedyny raz w życiu je wyprostowałam (pokazywałam je u siebie) i wszyscy mówili jakie mam długie i ładne włosy, a ja zamiast się cieszyć, tylko myślałam "szkoda, że nie są takie same z siebie" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdziesz pielęgnację i metody stylizacji. Nawet takie proste, niewymagające czasu. Na 100% jest coś, co będzie odpowiadało Twoim włosom. Zostaje tylko kwestia czasu do znalezienia tego :)

      Usuń
    2. byłoby prościej gdybym nie szukała od 2 lat ;p to trochę wkurza, że już się tyle dba, a nadal nie ma satysfakcji :(

      Usuń
    3. To strasznie wkurza, wiem.
      Co Ci zostało do sprawdzenia? Jakie składniki, zabiegi, metody pielęgnacji?

      Usuń
  13. A czy masz może jakiś pomysł jak sprawdzić te genetyczną długość ? tzn kiedy byc jej pewnym ? Ja całe zycie marzyłam o włosach do talii , a kiedy urosły okazało się że jest ich tam na koncu dosłownie kilka , myslałam że końce się łamią kruszą itd więc obcięłam około 10 cm i zaczęłąm nie wiem czy nawet nie przesadnie dbać o te końce olejowac , maski z silikonami elixir na końcówki juz po myciu itd że az w większości czasu chyba miałam je zbyt tłuste , ale nim odrosły znów do talii strasznie sie przerzedziły bo pracowałam w szklarni przy zbiorze fasoli i tak krzaki od tej fasoli dosłownie poszarpały mi włosy i owszem urosły mi znów do talii ale znów były bardzo liche końce składające sie dosłownie z kilku włosków , teraz po tym wszystkim obcięłam 22cm włosów stwierdziłam że lepiej obciąć raz a porządnie niż co chwilka po troszeczke i chce trzeci raz je zapuścić do talii , i sama juz w końcu nie wiem , czy przez geny mi nie pisane mieć ich do talii czy to jest tak że zawsze cos innego mi te włosy popsuje , prosze o opinię , dołączam zdjęcia : http://ifotos.pl/z/snnexph

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Igor pisała o obliczaniu długości genetycznej:

      http://igorsbelltower.blogspot.com/p/estimating-your-terminal-length.html

      Jest też strona która to oblicza za nas, ale jakoś nie umiem jej ogarnąć, nigdy się za bardzo nie starałam:

      http://www.shodor.org/succeedhi/succeedhi/hair/lengthcal.html

      Przede wszystkim takie obliczenia nie są wiarygodne. Zawsze możemy przyspieszyć porost włosów z 1 cm do 2 cm na przykład i zapuścić dokładnie 2x dłuższe włosy w czasie, w jakim mieszki włosowe pracują :) Także o obliczeniach wspominam tylko jako o ciekawostce.
      Skoro pierwszy raz zapuściłaś włosy do talii bez mocnego dbania o końcówki, a drugi raz zaatakowała je fasola, to myślę, że warto spróbować trzeci raz :) Masz teraz gęste końce, jeśli będziesz o nie znow odpowiednio dbać nie powinny się wykruszyć. Nawet jeśli na początku do talii dorośnie tylko niewielka część włosów, jest szansa, że reszta z czasem dołączy. Taką zasadę zaobserwowała właśnie Igor z bloga z linku powyżej :)

      Usuń
  14. Twojego bloga śledzę od dawna, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu że piszesz jak jakaś maniaczka wiedziona obsesją na punkcie włosów (to określenie nie ma pozytywnego wydźwięku...) Rozumiem że dbasz o włosy i chcesz by wyglądały jak najlepiej, sama to robię, ale to co piszesz to już kwalifikuje się pod obserwację psychologa. Głosik (tak, wiem że to przenośnia) podpowiadający że szczotkowanie jest złe? Albo zapisywanie krok po kroku tego jak myjesz włosy, nie dopuszczając, nie daj boże, by szampon dotknął końców. Sama sobie szkodzisz, co zauwazyłaś słusznie w tym poście i mam nadzieję że całkowicie przestawisz myślenie. Pamiętaj, że włosy są dla ciebie a nie Ty dla włosów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady ;) Zapisuję jak myję włosy nie dla siebie a dlatego, że dostaję o to pytania. To nie jest oczywiste? To żeby szampon nie dotarł do końcówek nie jest żadnym wysiłkiem ani problemem, nie robię w tym celu nic specjalnego.

      Usuń

Prześlij komentarz