Saela, Oryginalna piwna odżywka do włosów: miłość z zaskoczenia

Mój mąż jest birofilem. A że lubimy robić rzeczy razem, na Poznańskie Targi Piwne w listopadzie pojechałam i ja ;) Przyznaję, że na piwach znam się słabo, nie potrafię wyszukiwać i rozpoznawać w nich wszystkich tych subtelnych nut zapachowych i smakowych o których rozmawiają znawcy wokół mnie. (A takie fascynujące rzeczy w piwach kraftowych czyli rzemieślniczych znaleźć można. I uzyskuje się je naturalnie dzięki różnym odmianom drożdży i słodów i metodom warzenia, to nie sztuczne syropy z radlerów. To świat zupełnie inny od komercyjnych eurolagerów. Po paru miesiącach z kraftami, takiego Lecha czy Żywca nie da się przełknąć ;) Porównanie jest takie samo jak między prawdziwymi burgerami z restauracji a ich parodiami z McDonalda ;))



Ze zdjęcia pozdrawia Was piwo Deer Beard z browaru Deer Bear – niezaprzeczalny hit Targów do którego wrzucona została dosłownie cała sosna (i jeszcze parę cudów). To Pan Mąż włączył brodatego jelenia do sesji zdjęciowej ;) Jeśli dacie radę gdzieś je dostać, polecam spróbować. Ale muszę przyznać, że świeżutka porcja z beczki smakowała wyraźnie lepiej od butelkowanej, pasteryzowanej. Choć butelkowana nadal jest dobra :)

W każdym razie pojechałam na targi. W 20% dla piwa (miałam kilka takich, których w najmniejszych objętościach chciałam spróbować), w 80% dla jedzenia ;) Foodtrucki dają tyle szczęścia! :)

Kosmetyków nie spodziewałam się na Targach w ogóle. Ale zostałam zaskoczona obecnością stanowiska marki Saela. Kosmetyki piwne! :) W tym zaskoczeniu udało mi się zebrać na odwagę i poprosić o możliwość przeczytania składu odżywki przed ewentualnym zakupem. Otóż panie miały specjalną białą butelkę z wyraźnie napisanym składem (na oryginalnej, przezroczystej etykiecie jest trudniejszy do odczytania na szybko), z której można było wycisnąć sobie trochę produktu, powąchać, poznać konsystencję. Zrobiło to na mnie bardzo dobre wrażenie, takie przygotowanie składu do odczytania.

A skład prezentuje się następująco:
Aqua, Beer, Glycerin, Polysilicone-19, Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Humulus Lupulus Extract, Aroma, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Anise Alcohol, Cinammyl Alcohol, Coumarin, Geraniol.

Piwo jest już na drugim miejscu. Dowiedziałam się, że jest go 30 procent. Sporo. Dalej moja ukochana gliceryna. Nieco niżej ekstrakt z chmielu zwyczajnego. 

Opis producenta: 
Piwna odżywka do włosów z ochroną UV, dzięki wyjątkowej recepturze wspomaga działanie piwnego szamponu, jest odpowiednia do codziennego stosowania. Wysoka zawartość piwa z witaminą B wspomaga regenerację skóry wraz z rozwojem cebulek włosów i gruczołów łojowych. Zawarty w niej ekstrakt chmielu eliminuje łamliwość włosów, rozdwajanie końcówek, dzięki czemu odżywka ułatwia rozczesywanie włosów po umyciu nadając im naturalny i długotrwały połysk. 

Piwo w składzie mnie zaciekawiło a gliceryna ucieszyła. Zdecydowałam się kupić odżywkę, w zasadzie jako ciekawostkę – piwo jest bardzo nietypowym składnikiem produktów do włosów a tu jest wysoko na liście. Nie spodziewałam się po niej cudów i nie byłabym rozczarowana, gdyby się nie sprawdziła. A ona… zrobiła furorę. Totalną.

Z jednym małym “ale” o którym za moment, moje włosy ją kochają. Po wyschnięciu są nawilżone tak, że sprawiają wrażenie wręcz natłuszczonych, pokrytych filmem, chociaż odżywka nie jest emolientowa – jest w niej silikon, ale za gliceryną. Są błyszczące, gładkie i mięsiste. Śliskie jak szkło. Mało który produkt daje mi tak fantastyczne efekty. Jedno małe “ale” jest: podczas schnięcia i tuż po nim moje końcówki są nieco suche w dotyku. To pewnie kwestia ziołowej strony tej odżywki: samego piwa i ekstraktu z chmielu, choć raczej tego pierwszego, bo drugiego jest niewiele. Ten niewielki problem znika jakiś czas po wyschnięciu włosów. Rano (myję włosy wieczorem) jest już idealnie.

Pierwsze dwa zdjęcia zrobiłam bez ruszania włosów, to dokładnie to samo ułożenie, tylko ustawienia światła są inne. (Jakie dokładnie – to wie tylko mój telefon. Na pewno miał ważne powody by zmienić ustawienia po zrobieniu pierwszego zdjęcia ;))




Z kwestii technicznych: 300 ml odżywki kosztowało 33 złote. Nie jest to najniższa cena, ale byłam gotowa zapłacić tyle za nietypowy produkt, ciekawostkę, w końcu to rzadka okazja, nie robię takich rzeczy co dzień. A okazało się, że odżywka jest świetna. Saela ma swój sklep internetowy a odżywkę można dostać tutaj. Kosmetyki wytwarzane są w Czechach, Polski dystrybutor ma siedzibę we Wrocławiu (w końcu to polska stolica piwa ;)) więc Wrocławiankom uda się dostać kosmetyki piwne stacjonarnie. Lista partnerów jest na stronie sklepu, Saela sprzedaje produkty też w kilku innych miastach. Ja odżywkę planuję zamawiać on-line. Nie będzie to tania impreza, ale warto. Przy okazji spróbuję chyba kilku innych kosmetyków, na przykład peelingu lub mydła w płynie. Dla zapachu ;) Z tego samego powodu już w powrotnym pociągu Pan Mąż podpytywał, czy Saela ma w ofercie coś, czego on mógłby używać i czy mają sklep internetowy. Zapach jest ciekawy: trochę piwny, ale to są te ładne piwne nuty, a nie zapach taniego baru ;), przede wszystkim prosty, trochę mydlany, kojarzy mi się z dawnymi kosmetykami. W większości znika z włosów po wyschnięciu. Odżywka jest dość rzadka, ale wydajność ma średnią, przeciętną, nie niską, jak się spodziewałam. Spora, kwadratowa butelka nie jest najwygodniejsza, ale chociaż narzekałam na nią w myślach muszę przyznać, że tak naprawdę ani razu nie wypadła mi z ręki ;)

Według opisu producenta, odżywka jest przeznaczona również do skóry głowy. Ja odżywek tak stosować nie mogę, ale zdecydowanie warto spróbować.

Przekonałam się, że sięganie po nietypowe produkty to bardzo dobry pomysł. Przypadkiem można znaleźć perełkę! :)

Komentarze

  1. Ja jestem wielką miłośniczką piw "regionalnych", tych słabiej dostępnych a dużo lepszych od tych najbardziej znanych. Chociaż na targach piwnych nigdy nie byłam, może gdyby były w moim mieście to bym się wybrała =)

    Twoje włosy po odżywce wyglądają pięknie. Warto było tyle zapłacić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie lubię piwa, bo ma bąbelki. :D A uczucia w brzuchu po spożyciu napoju gazowanego/wysokomineralizowanego nienawidzę...

    A płukankę z piwa kiedyś robiłaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, ja też nie znoszę gazowanych napojów. Paskudne jest to uczucie w brzuchu, aaa! Ale piwa na szczęście działają inaczej. Nawet jak jakieś jest mocno wysycone, to nie daje tego efektu.

      Płukankę robiłam. Trzy lata temu już prawie, wow! Luty 2013. Trochę gładkości, trochę miekkości. Zapach zwietrzałego piwa gratis. Nie spłukałam, a trzeba było... :D

      Usuń
    2. Ja zrobiłam kiedyś z piwa miodowego. Tamto piwo musiało mieć w sobie mnóstwo miodu. Objętość włosów x2, szkoda tylko że wszystko się do nich kleiło =D

      Usuń
    3. O losie. Znam ten ból. Kiedyś źle nałożyłam miód na włosy i bylo tak, jakbym zamoczyła je w cemencie :D

      Usuń
  3. Kiedyś płukałam włosy piwem, ale nie pamiętam efektu... Było to długo przed włosomaniactwem, ale chyba się nad tym zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Intrygujące opakowanie, zapwne bym wypróbowała;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I już mi się podobało gdyby nie pochodna formaldehydu:(

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie wyglądają po tej odżywce :) Ja sama jakiś czas temu z moim ex-TŻ popijałam przeróżne piwa, uwielbiam gdy mają smak owocowy (raz piłam czarne piwo wiśniowe - mega) :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś widziałam ich chyba albo jakąś inną firmę na festiwalu piwa, gdy byłam jeszcze trzeźwa i jakoś się nie zdecydowałam na zakupy. Nie wiem, czy to czasem nie dlatego, że wolałam przepić posiadane środki. W stolicy piwa :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam tą odżywkę. Dostałam ją w tamtym roku w prezencie na imieniny wraz z szamponem. Byłam troszkę zaskoczona, z jej piwnego składnika ale gdy wypróbowałam byłam zadowolona z łatwości rozczesywanie włosów po umyciu ponieważ wciąż miałam z tym problem. Aktualnie wciąż jej używam (znalazłam i zamówiłam ją w Mimari), a po długoterminowym użytkowaniu podpisuję się pod tym, że rzeczywiście włosy są mniej łamliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja ją znalazłam stacjonarnie w mieście rodziców! W sklepie piwnym, rzecz jasna ;)

      Usuń

Prześlij komentarz