Podsumowanie 2015 i plany na 2016

Czas na trochę włosowej księgowości: podsumujmy rok! :)

Bez sekundy zastanowienia mogę powiedzieć, że był to rok rewolucyjny. W listopadzie 2014 skończyłam zapasy produktów, w grudniu uprościłam mycie. Wprowadziłam też stałą pielęgnację, a jedną z zasad jest to, że używam maksymalnie jednego nieznanego produktu na długość w danym miesiącu, czyli albo jeden nowy olej, albo jedna nowa maska/odżywka. W końcu odkryłam swoją optymalną pielęgnację, minimalistyczną, i to ona była głównym tematem moich myśli i obserwacji przez ten rok. Ciągle jeszcze nie mogę się nadziwić temu, jak teraz wyglądają moje włosy. Po latach suszy, niedociążenia i matowości jeszcze trochę trudno mi uwierzyć, że ten obecny stan to norma, że dzięki odpowiedniej pielęgnacji tak już będzie, dociążenie i gładkość nie są czymś osiągniętym przypadkiem, co zniknie po kolejnym myciu ;) Uff. Wreszcie jest dobrze. Wciąż mnie to cieszy. Za każdym razem kiedy moje włosy po myciu wysychają na gładko, okazuje się, że są śliskie i błyszczące, świadomie się cieszę :)

W kwestii przyrostu też nastąpił przewrót. W marcu obcięłam całość zniszczonych końcówek na raz. Zauważyłam nagle, że według obliczeń przy niewielkich cokwartalnych cięciach powinnam dawno pozbyć się starych partii a tak nie było. Zniszczenia najwyraźniej wędrowały w górę. Nie było wyjścia. Musiałam ściąć wszystkie rzadkie, suche końcówki od razu. Po czasie żałuję tylko, że nie zrobiłam tego wcześniej, już wtedy, kiedy zauważyłam że jest wyraźna wizualna różnica między starymi końcami a nowymi, zdrowymi, gęstymi włosami. Wtedy bardzo nie chciałam tracić długości i byłam pewna, że regularne małe cięcia doprowadzą mnie do pozbycia się zniszczonych partii. Niestety tak nie było. Straciłam czas, bo zniszczenia pięły się w górę mniej więcej w tym samym tempie w którym podcinałam włosy – i to pomimo pielęgnacji i zabezpieczania.

Pod koniec grudnia moje włosy mierzyły 99 cm (98 cm w momencie pisania aktualizacji w połowie grudnia, ale było to wyjątkowo tak wcześnie, że pod koniec miesiąca zmierzyłam włosy jeszcze raz żeby dobrze ocenić działanie wcierki w styczniu). W marcu, przed pierwszym z trzech cięć, 102 cm. Po ostatnim 79 cm, ledwo sięgały talii. W październiku je znów podcięłam: z 89 cm do 86 cm. Pod koniec grudnia miały 89 cm. W sumie w 2015 roku obcięłam 26 cm. Włosy urosły 16 cm, to średnio 1.34 cm na miesiąc. Wszystko się zgadza po przeliczeniu. 99 cm z końca grudnia 2014 — 26 cm podcięć + 16 cm przyrostu = 89 cm. Kończę rok mając włosy krótsze o 10 cm niż na końcu grudnia 2014. Zdrowe gęste końcówki cieszą mnie tak, że nie żal mi długości. A do tego zapuszczanie włosów idzie mi teraz bardzo szybko. Na przykład od marcowych podcięć do końca października (siedem miesięcy) kiedy to obcięłam końcówki ponownie zyskałam 10 cm. Nawet po obcięciu 3 cm zostało mi wciąż sporo, 7 cm. Kiedy podcinałam włosy powoli co trzy miesiące bywało tak, że przez rok zyskiwałam w praktyce centymetr czy dwa, resztę przyrostu pochłaniały podcięcia.

Krótko mówiąc, w 2015 roku zyskałam zupełnie nowe włosy, które znalazłam pod zbyt ciężką pielęgnacją. Mam też zdrowe końcówki. Wreszcie mogę się cieszyć ze stanu włosów już teraz, bez czekania na coś, bez myślenia “może będzie lepiej jak użyję tej maski i podetnę włosy o 3 cm.” Mogę spokojnie dbać o utrzymanie tego stanu i polepszenie tego, co jeszcze wymaga pracy. W kwestii długości, w perspektywie mam całkiem szybkie zapuszczanie. Nawet jeśli przyrost będzie wynosił 1 cm miesięcznie, to fakt, że mogę sobie te wszystkie centymetry zostawić i nie muszę ich co kwartał poświęcać sprawia, że długości będzie widocznie przybywać.

Porównanie: grudzień 2014 i grudzień 2015. Długość na minusie, za to kondycja włosów zdecydowanie na plus :)




Plany na 2016

W styczniu 2015 pisałam o planach na dziewięć nowych wcierek. Część z nich była alkoholowa a okazało się, że mojej skórze głowy alkohol się nie podoba. Wiele pozycji z listy do sprawdzenia odpadło. Doszły trzy: spray antyoksydacyjny z szungitem Fratti (już w użyciu), wcierka z ekstraktu z karnityną, argininą i kofeiną dodanego do Jantaru i triphala. Kiedy je poznam, będę wracała do swoich ulubionych metod przyspieszania porostu, tylko od czasu do czasu sprawdzając coś nowego. I to coś będzie musiało być bardzo ciekawe i obiecujące ;) Ze wszystkich nowych pomysłów i produktów na które trafiłam przez cały rok do listy dołączyły tylko wspomniane trzy pozycje ;) Co do wcierek, po roku używania ich bez przerwy (od stycznia 2015; ostatnia nie-wcierkowa metoda przyspieszania porostu to drożdże z końca 2014) z przyjemnością popiję sobie triphalę a później  stare dobre drożdże, bądź skrzypokrzywę ;)

Czyli z metod przyspieszania porostu zostały mi do sprawdzenia trzy, i wszystkie czekają już w kolejce w szafie. Sera do końcówek dwa: L’Oreal Mythic Oil (odżywczy) i Biovax olejek Bambus i Olej Awokado – i je też mam już w domu. Oleje zostały mi cztery (orzechy włoskie, orzechy laskowe, jojoba, makadamia), wszystkie czekają w lodówce. Nowych szamponów nie mam w planach. Jestem bardzo blisko zrealizowania swoich list nowości do poznania (a i to poznawanie odbywa się spokojnie dzięki wspomnianej zasadzie maksymalnie jednej nowości na długość w miesiącu), później będę mogła wracać do ulubieńców od czasu do czasu dodając coś nowego. Nieco inaczej ma się sprawa z maskami, bo tych mam do sprawdzenia jeszcze czternaście. Ich w domu nie mam ;) Będę je kupowała powoli, wtedy, kiedy będę mogła ich użyć. Nie chcę wracać do posiadania rocznych zapasów masek.

Ostatnia sprawa, plany w kwestii długości. Skończyłam rok z 89 centymetrami. Mam spore szanse na 100 cm pod koniec grudnia — brakuje mi 11 cm. Taki jest mój plan i cel :) W zasadzie jako że i tak już przyspieszam porost, zabezpieczam końcówki i dbam o całość włosów nie zostało nic co mogłabym zacząć robić. Z tym celem nie będą się wiązały żadne dodatkowe działania ;) Po prostu pomyślałam w pewnej chwili, że uzyskanie 100 cm do końca 2016 roku jest możliwe i ustawiłam sobie to w głowie jako coś na co czekam. Teraz, kiedy wszystko co urośnie jest moje i nie muszę regularnie pozbywać się centymetrów, takie plany i przewidywania i oczekiwania mają sens :) Spójrzmy trochę dalej, przy okazji! Jeśli skończę 2016 rok z setką, będzie mi brakowało 12 centymetrów do celu. Doliczmy podcięcia, bo one od czasu do czasu będą potrzebne. Jest szansa na to, że za jakieś dwa lata osiągnę swój wymarzony cel! :)

Komentarze

  1. No nawet nie ma porównania :) W tamtym roku jednak sianko na długości, a drugie zdjęcie pokazujące zdrowe, odżywione włosy z grubymi końcami. Ja też zapuszczam, ale opornie mi idzie, chyba za bardzo się na tym koncentruję ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę fenomenalna różnica. To kolejny post, który czytam i widzę ciągle wspaniałe przemiany :) Naprawdę świadoma pielęgnacja potrafi zdziałać cuda i choć na pierwszym zdjęciu miałaś naprawdę długie włosy, to na drugim, choć trochę krótsze, to o wiele piękniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świadoma to jedno, trafiona to drugie. U mnie dłuuugo te dwie rzeczy jakoś nie chciały się spotkać ;)

      Usuń
  3. Włosy wyglądają cudownie:) z sianka powstało coś super:) świadoma pielegnacja mistrzem<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Świadoma i trafiona pielęgnacja, to drugie będę podkreślała na każdym kroku. Bo świadomą stosowałam jakieś 5 lat... i było coraz gorzej :D

      Usuń
  4. METAMORFOZA:) Chciałabym mieć tak długie włosy. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym zapuścić takie długie włosy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiernie Ci kibicuje w twoim zapuszczaniu i musze powiedziec ze ostatni rok to naprawde wielka zmiana.
    Zazdroszcze ci zdeterminowania i konsekwencji i trzymam kciuki za szybkie osoagniecie celu

    OdpowiedzUsuń
  7. Thanks bài viết của admin
    ……………………........
    Website: tribenhrungtoc.com
    Xem ngay: trị bệnh rụng tóc dứt điểm

    OdpowiedzUsuń
  8. Już to pisałam, ale podziwiam Cię za znalezienie złotego środka :) Co z tego, że bogata pielęgnacja, kiedy włosy wyglądają źle - czasem właśnie ten minimalizm, tak jak u Ciebie to klucz do sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostaw taką dlugosc, bardzo Ci pasuje, zbyt długie włosy nie wygladają dobrze, taka jest idealna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie tak że zbyt długie włosy nie wyglądają dobrze a taka długość jest idealna ;) Po prostu Tobie dłuższe się nie podobają. Na tej samej zasadzie osobistej opinii i jednostkowego spojrzenia mnie nie zachwyca moja obecna długość i dopiero z większą będę naprawdę zadowolona ;)

      Usuń
  10. Dla mnie Twoja przemiana włosowa to największa rzecz w całej urodowej blogosferze w 2015 roku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardz, bardzo podziwiam wytrwalośc i zaangazowanie w zapuszczanie włosów. to i mi daje taka motywacje że powinnam podchodzic pozytywnie i na spokojnie do zapuszczania jak Autorka artykułu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozytywnie i spokojnie to są słowa klucze :) Przy czym bądź wyrozumiała dla zdarzających się gorszych momentów i chwil sprawdzania codziennie czy włosy już urosły :) Wiele z nas przez to przechodzi ;)

      Usuń

Prześlij komentarz