Moja pielęgnacja włosów w pigułce

Pigułka będzie z tych większych ;) Od dawna chciałam zebrać w jednym miejscu wszystkie podstawowe informacje o mojej pielęgnacji włosów – i dla siebie, i dla Was. Jak na złość, przygotowałam wpis po czym go przypadkiem usunęłam, sama dokładnie nie wiem jak. Oto podejście drugie. (Mam nadzieję, że pamiętałam o wszystkim.)

Mycie (odżywianie) i suszenie

Przez długie lata myłam włosy co 3 dni. Później przez moment co 2 dni. Później starałam się bezskutecznie zmniejszyć częstotliwość mycia, kierowana opiniami z The Long Hair Community o tym, jakie to mycie dla włosów jest destrukcyjne. Przez długie miesiące prób, nie udało mi się oddalić mycia nawet o jeden dzień. Ostatecznie stanęło na myciu co 2 dni, to jest dla mnie optymalna opcja pod względem czasu jaki mogę poświęcić, wyglądu włosów i ich kondycji (długość dostaje porcję odżywienia tak często jak potrzebuje).

Nakładam szampon tylko na skórę głowy i siłą rzeczy włosy najbliżej niej. Nie pozwalam pianie spływać po długości, bo to kończy się wyraźnym przesuszeniem mimo, że używam łagodnych szamponów. Taki już urok suchych, wrażliwych włosów. Nie oczyszczam też włosów regularnie, robię to kiedy pojawi się taka potrzeba czyli mniej więcej dwa razy w roku. Używam wtedy  mojego codziennego, łagodnego szamponu bez siarczanów a oczyszczanie polega właśnie na tym, że wtedy pozwalam pianie spłynąć po długości.
Maski i odżywki nakładam wprasowując je we włosy. Później robię koczek na czubku głowy i zostawiam produkt na jakieś 15 minut. Dłuższe trzymanie masek pogarsza ich efekt. Czasem zakładam czepek i turban – ciepło widocznie i odczuwalnie poprawia efekt :)
Olej nakładam na 3-4 godziny (dłuższy czas również pogarsza efekt) na sucho lub na wodę i glicerynę – ta ostatnia metoda to u mnie uderzeniowa dawka nawilżenia :) Czasem zamiast oleju używam olejowego serum w sprayu. Serum spłukuję, olej emulguję rozcieńczoną maską Serical al Latte.
Serum do końcówek nakładam po każdym myciu na wilgotne włosy – na mniej więcej ostatnie 10- 15 cm.
Wcierki nakładam na wilgotną skórę głowy najczęściej przy użyciu butelki ze sprayem. (Tylko kozieradkę nakładałam aplikatorem od Joanny Rzepy.) Robię dwa przedziałki wokół głowy, od ucha do ucha, jeden nad drugim, i trzy od czoła do karku.
Nie suszę włosów. Przez moment to robiłam w nadziei na poprawę ich wyglądu, ale okazało się że po suszeniu wyglądają gorzej niż bez niego. Nie żałuję tego, że nie mogę używać suszarki. Fakt, dzięki niej włosy były szybko suche. Ale ja najczęściej wcale nie potrzebuję tego, żeby wyschły szybko. Zamiast stać dwadzieścia minut z suszarką, wolę zostawić włosy do naturalnego wyschnięcia. Im to służy, mnie jest wygodniej :)
Schemat mycia:

1. Mycie z olejem (olej, maska Serical, szampon, serum): Olejowanie, nałożenie maski Serical na olej, mycie skóry głowy, spłukanie najpierw szamponu a później maski, serum na końcówki.

Czasem zamiast oleju używam olejowego serum w sprayu które albo zmywam maską Latte tak jak olej, albo tylko spłukuję.

albo

2. Mycie z maską (szampon, maska odżywcza, serum): mycie skóry głowy, spłukanie szamponu, nałożenie maski lub odżywki, spłukanie maski, serum na końcówki.

Przeplatałam sposoby mycia w systemie 1:1.
Schemat kosmetyków
Używam 2 masek i 2 olejów w miesiącu (plus ewentualnie olejowe serum), 1 szamponu, 1 metody przyspieszania porostu, 1 serum do końcówek. To zapewnia mi porządek, spokój, organizację i kosmetyków i pielęgnacji. Nie chciałabym co mycie wybierać dowolnej maski, oleju czy serum spośród wszystkich, które mam w domu ;)
Jak wspominałam nieco wyżej myję włosy raz z olejem, raz z maską. Wewnątrz tego punktu jest jeszcze zmiana tych masek i olejów. Całościowo wygląda to tak: maska A, olej A, maska B, olej B, maska A… i tak dalej. Dzięki temu unikam monotonii, której moje włosy nie lubią – zaczynają wyglądać gorzej. Po miesiącu zmieniam maski i oleje. Żebym mogła mieć trzy zestawy po dwie maski i dwa oleje bez wracania do nich co drugi miesiąc a właśnie najwcześniej po dwóch (co trzeci, dlatego trzy zestawy), optymalnie powinnam mieć w domu 7 masek i 7 olejów. Siódmy, nieparzysty element, pozwalałby na to, żeby nie były to stałe pary: miesiąc 1 AB, miesiąc 2 CD, miesiąc 3 EF, na 4 miesiąc musiałabym znów wrócić do AB. Siódmy olej czy siódma maska pozwalają na zmiany w parach.
Oczywiście to nie jest nienaruszalny porządek. Czasem z różnych powodów zdarzy mi się umyć włosy dwa razy z maską (bo nie mam możliwości nałożenia oleju na kilka godzin przed myciem) czy dwa razy z olejem, zdarza mi się użyć dwa razy z rzędu tego samego produktu bo jest blisko końca i chcę go zużyć, zdarzy mi się wrócić do czegoś po miesiącu a nie po dwóch i to ostatnie zdarza się dość często, bo nie zawsze mam w domu po 7 masek i olejów :) Jeśli nie robię tego zawsze a tylko czasem, efekt się nie pogarsza. Powyższe schematy są opcją idealną, a w praktyce wypełniam je... w 90% :) Pozostałe 10% to zmiany wprowadzane czasem z konieczności. Nic złego się nie dzieje jeśli raz na kilka tygodni użyję dwa razy tego samego oleju ;)
Szamponów zazwyczaj używam dopóki się nie skończą (2.5 – 3 miesiące). Serów do końcówek po trzy miesiące. Metod przyspieszania porostu po dwa lub trzy, zależnie od tego czy przez pierwsze dwa uda mi się ustalić czy działają, czy nie (więcej w punkcie o przyspieszaniu porostu). W kwestii dwóch ostatnich produktów (sera i przyspieszanie porostu) póki co używam nowych i tyle czasu potrzebuję na poznanie ich działania. Nie wiem, czy czas się nie zmieni kiedy wszystkie poznam (zostało niewiele w obu kategoriach) i będę wracała do ulubieńców. Może też będzie to miesiąc? Zobaczę.

Przez długi czas testowałam same albo prawie same nowości jeśli chodzi o oleje i maski. Teraz co miesiąc używam najwyżej jednego nowego oleju lub nowej maski – czyli maksymalnie jednej nowości na długość (co nie oznacza jednej nowości w miesiącu, bo zawsze może to być miesiąc w którym zaczynam nowe serum albo metodę przyspieszania porostu. Szczegóły za chwilkę ;)). Zdecydowana większość produktów to moi ulubieńcy, dający pewny, świetny efekt. 

Powiązane wpisy:
Czesanie i szczotkowanie
Nie używam grzebienia, bo każdy, nawet drewniany, ciągnął mi pojedyncze włosy, łamiąc je albo wyrywając, co dodatkowo sprawiało mi ból. Rozczesuję włosy palcami. Szczotkę z włosia dzika  (Khaję) kupiłam kilka lat temu i dla zasady szczotkowałam włosy chociaż były po tym bardzo, bardzo spuszone. Później szczotkowanie odstawiłam, na długo. Wróciłam do niego w styczniu 2015 z ciekawości i przy lepiej zadbanych, nawilżonych włosach nie było tak źle jak w przeszłości. Nieco później zachęcona przeczytaną u Bijum recenzją szczotki Olivia Garden Supreme Combo kupiłam właśnie ją. I jest genialna. Po wyszczotkowaniu włosy są gładkie, sypkie, śliskie, a wszystko to przy zerowym bądź minimalnym spuszeniu które przechodzi po związaniu włosów w koczek na jakiś czas. Także szczotkowanie wróciło do mojej pielęgnacji :) 
Powiązane wpisy:

Stylizacja
Kiedy mam ochotę na fale, związuję włosy w dość ciasny koczek na czubku głowy. I to w zasadzie wszystko ;) Bez protein w pielęgnacji skręt nie jest tak trwały ani wyraźny, ale jest. 
Powiązane wpisy:

Włosy w nocy

Spinam włosy do snu. Albo w kucyk z kilkoma gumkami z rajstop jedna pod drugą (przy obecnej długości najczęściej używam pięciu) albo w koczek z klamerkami, gumką z rajstop lub InvisiBobble. Klamerki ostatnio ciągną mi boleśnie włosy. Gumki są wygodniejsze ale kiedy ich używam koczek nie jest równy, więc fale nie są regularne. Albo nie ma ich wcale ;) Gorszą sprawą jest to, że koczek z gumką się najczęściej rozpada i kończę z poplątanymi włosami rano.
Gumki  zawiązane jedna pod drugą kiedyś zostawiały wyraźne odgniecenia. Teraz, kiedy włosy są w lepszej kondycji a gotowe gumki zamieniłam na te z rajstop odgniecenia nie są aż tak wyraźne i znikają kiedy zrobię koczek. Jeśli nie chcą zniknąć, pomaga szczotkowanie… i koczek :) Także najczęściej wybieram kucyk z kilkoma gumkami.


Związywanie włosów

Na co dzień noszę związane włosy, z kilku powodów. Zaczęło się od wyzwania na The Long Hair Community – spróbowałam upinać włosy przez tydzień. Miesiąc. Sto dni. I tak już zostało ;) Jest mi wygodnie, mogę wykorzystywać długość do tworzenia fryzur, włosy się nie niszczą. Odnosząc się do dość popularnego argumentu “po co mieć długie włosy skoro nikt ich nie widzi” – ja zupełnie nie myślę tą drogą. Posiadanie długich włosów, zresztą posiadanie czegokolwiek, i pokazywanie tego innym nie mają dla mnie nic wspólnego, nie potrafię załapać tego połączenia ;) 


Podcinanie końcówek

Kiedyś podcinałam włosy co 3 miesiące, dążąc do pozbycia się starych, zniszczonych suszarką i prostownicą partii. Odkąd są całkiem zdrowe, po dużym cięciu, obserwuję końcówki i podcinam je kiedy coś się dzieje, na przykład kiedy są suche i intensywne nawilżanie nie pomaga. 

Powiązane wpisy


Przyspieszanie porostu, zagęszczanie i suplementy

Po odkryciu polskich blogów zaczęłam używać wcierek i naturalnych suplementów (drożdże, skrzypokrzywa) i tak już zostało. Na początku każdej metody używałam przez 3 miesiące ale okazało się, że jeśli coś działa, to przez pierwsze dwa. W trzecim miesiącu tempo przyrostu spadało. Więc zaczęłam sprawdzać nowe produkty w dwumiesięcznych cyklach, dodając trzeci miesiąc tylko jeśli dwa nie wystarczają do określenia czy coś działa czy nie (dwa takie same wyniki: ponadprzeciętne albo przeciętne). Moim głównym celem od początku było przyspieszenie porostu włosów, a że przy okazji dostaję zagęszczenie – to cudownie :) 

Powiązane wpisy

Pielęgnacja skóry głowy

Jeśli używam w danym czasie wcierki do przyspieszania porostu włosów, sprawa jest załatwiona. Jeśli jest to jakiś napój, to na skórę głowy mogę nakładać jedną z wcierek, które dobrze na nią działają, na przykład Jantar, który na porost nie działa w ogóle ale cudownie nawilża skórę. Gdy są to metody, które znam i nie muszę już oceniać ich osobnego działania, bez problemu mogę je łączyć. Pijąc drożdże mogę wcierać w skórę Jantar albo nawet inną wcierkę która jeszcze dodatkowo zadziała na porost.

Mam ŁZS, delikatne ale jednak. Ważne jest więc złuszczanie martwego naskórka. W tym celu co jakiś czas, najlepiej kilka razy w miesiącu, używam Cerkogelu30.

Powiązane wpisy
Jak opanowałam ŁZS

Mam nadzieję, że to wszystko. Już nic mi się nie przypomina ;) Czyli jeśli o czymś nie wspominam (płukanki, półprodukty) to znaczy, że tego w mojej pielęgnacji nie ma. 

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis. Ja jestem na etapie manii podcinania końcówek i najchętniej robiłabym to co miesiąc =)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masa informacji! Podziwiam stworzenie takiego kompendium :) Włosy masz piękne, pielęgnujesz je z matematyczną niemal precyzją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Jakoś tak wyszło z tymi układami, tak mi wygodnie... i właśnie to przynosi dobry efekt :) Było gorzej kiedy co mycie używałam przypadkowych rzeczy.

      Usuń
  3. To teraz tylko znaleźć jakiś wehikuł czasu i wysłać Ci to na maila parę lat temu =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, i dopisek żeby ściąć całe stare końce :>

      Usuń
  4. Na początku drogi z okiełznaniem moich loków głównym celem było zmniejszenie częstotliwości ich mycia. O ja głupia! :D Od ponad dwóch miesięcy stosuję Twój włosowy minimalizm i... jest super. Po ponad dwóch latach "świadomej" pielęgnacji włosów widzę poprawę. Jednak to ostatni czas dał mi o wiele więcej, np. wiem, że mam łagodne łzs. :) Przede mną jeszcze długa droga, żeby włosy nie tylko ładnie wyglądały od mycia do mycia, ale chyba obrałam odpowiedni kierunek.

    Dziękuję! :)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baaaardzo się cieszę, że robi się lepiej! :):)

      Usuń
  5. Ja lubię maskę i odżywkę nakładać na 20 min. Też nie suszę włosów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja lubię maskę i odżywkę nakładać na 20 min. Też nie suszę włosów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja nakładam maski w taki sam sposób, taki samurajski koczek ;) Ale często trzymam trochę dłużej, w zależności od rodzaju maski. Te bez silikonów i innych substancji filmotwórczych mogę spokojnie trzymać na włosach 30 minut. Za suszeniem też nie przepadam, po suszeniu włosy strasznie mi sie plączą, mimo tego, że przed suszeniem je rozczesuję i nakładam serum lub olejek na końce. Po wysuszeniu (chociaż robię to bez żadnych szczotek, bez podwijania włosów itp.) zawsze zrobi się kołtun i przy rozczesywaniu zawsze coś tam się wyrwie. Nie suszę o ile nie muszę, ale gdy wcześniej nie pracowałam w domu, tylko musiałam wyjść co rano do ludzi to niestety nie było innej opcji, musiałam włosy myć rano i suszyć przed wyjściem. Umyte wieczorem wyglądają paskudnie na drugi dzień rano :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem, że to nie na temat, ale napiszę. Co do zapuszczania włosów polecam Ci tabletki CP. Calcium Panthotenicum Jelfa, opakowanie zawiera 50 tabletek, max można brać 6 szt, więc opakowanie starcza mniej więcej na 10 dni, a kosztuje w zależności od apteki do 10 zł. Dlaczego polecam? To brzmi jak reklama, ale czytałam Twojego posta na temat zapuszczania w ciągu 40 miesięcy i tego co się wydarzyło, współczuję. Ja brałam CP przez 6 tygodni, i wciągu tego czasu urosły mi włosy 6 cm. Mam dodatkowo przykład mojej siostry, którą zaraziłam włosomanią i jej również w ciągu miesiąca włosy urosły 6 cm. U niej nastąpił dodatkowy fenomen, ponieważ po zaprzestaniu brania tabletek, włosy nie wróciły do normalnego tempa wzrostu a zatrzymały się przy 3 cm na miesiąc. Kolejnym przykładem jest moja przyjaciółka, która nie dała się wciągnąć w dbanie o włosy, ale tabletki brała i jej efekt był również koło 6 cm, a brała je nieregularnie.Czytając blogosferę na pewno wpadły Ci już w oko. Tabletki są świetne, bo sa tak na prawdę naturalne, zawierają kwas panthotenowy i witaminę B5. Gorąco polecam, Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam na liście do spróbowania CP przez długie miesiące, ale zanim do nich dotarłam rozmyśliłam się, bo jakoś nie podoba mi się perspektywa brania kilku tabletek codziennie przez dość długi czas. :(

      Usuń
  9. Dziekuje za podzielenie sie metodą pielegnacyjną włosów. Ten artykuł jest dla mnie bardzo pomocny

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz