Jak zacząć dbać o włosy?

Nie zaczynaj od zakupów ani nawet od listy kosmetyków. Zacznij od nastawienia. Oceń stan swoich włosów. Pomyśl o celach: kondycja, wymarzona długość. Pomyśl o czasie, w jaki uda Ci się to osiągnąć. Ja na przykład musiałam się przyzwyczaić do myśli, że osiągnięcie celu w kwestii długości włosów zajmie mi cztery lata. A po czterech latach byłam nieco za połową drogi ;) Po czym po pięciu ścięłam stare końcówki i byłam niewiele za miejscem, od którego zaczęłam. Dbanie o włosy to hobby, które uczy cierpliwości. Wiem, że niektóre dziewczyny są w stanie całkiem zmienić swoje włosy w pół roku, dajmy na to olejowaniem. Ale innym samo znalezienie zabiegów czy produktów, które włosy polubią zajmuje miesiące.

Zaakceptuj swoje włosy

Bardzo możliwe, że masz idealnie proste włosy a marzysz o lokach. Albo masz burzę loków a marzysz o gładkiej tafli. Do tego jest brązowo, a miało być rudo. Albo blond. Jeśli chcesz spokojnie dążyć do celu, bez frustracji i szamotania się (jak robiłam ja przez bardzo długi czas, nie znając swoich włosów i licząc na to, że któryś produkt zamieni je w taflę), zaakceptuj swoje włosy. Niekoniecznie w takim stanie, w jakim są, jeśli są suche, zniszczone czy zaniedbane. Spokojnie. To się zmieni. Ale zaakceptuj ich naturalny potencjał. Fale można pięknie wystylizować. Mając proste włosy można uzyskać fenomenalną taflę. Walczenie z nimi nic nie da. Lepiej szukać w swoim typie włosów tego, co najlepsze i podkreślać właśnie to.

Znajdź winowajcę

Postaram się, żeby nie było radykalnie. Ale nie uwierzę w to, że Twoje włosy nie wyglądają dobrze bez prostownicy czy lokówki i musisz ich używać. To potrwa, ale znajdziesz metodę stylizacji na zimno i poprawisz kondycję włosów na tyle, że będą zachwycające bez używania wysokiej temperatury przez większość czasu. Nie wiem czy da się regularnie prostować włosy (nawet, jeśli są całkiem suche, zabezpieczone, regularnie nawilżane i olejowane) bez niszczenia ich. Obawiam się, że nie.

Da się za to farbować włosy bez wielkich strat dla kondycji. Dowody znajdziesz na wielu blogach ;) Możesz przerzucić się na hennę, cassię i indygo (mieszanie tych trzech ziół pozwala uzyskać wiele kolorów), możesz używać delikatniejszych farb i skupiać się na bardzo intensywnym pielęgnowaniu włosów między koloryzacją. I naprawdę może być bardzo dobrze.

Sporo zniszczeń powodują też czynniki mechaniczne. Postaraj się pamiętać o związywaniu włosów do snu, a także w mroźne i wietrzne dni. Pilnuj, żeby pasma nie ocierały się o pasek od torebki, pasy w samochodzie. I koniecznie wyrzuć plastikową szczotkę z niedokładnie nalanymi kulkami na czubkach igiełek. Koniecznie.

Znajdź produkty

Bardzo nie chcę podawać stałej listy, czyli jeśli szampon to Babydream, jeśli odżywka to Garnier Awokado i Karite albo Nivea Long Repair. To zestaw popularny (również wśród nie-włosomaniaczek) ale niekoniecznie sprawdzający się u każdego. A nie warto na samym wstępie przeżywać rozczarowania. Na początek sugeruję kierowanie się recenzjami osób o podobnym rodzaju włosów. Cofamy się więc o krok: dobrze jest znaleźć kilka blogerek o włosach podobnych do naszych. Zależnie od włosów i indywidualnych potrzeb, wybieramy szampon: do włosów suchych albo przetłuszczających się, wygładzający albo nadający włosom objętości. Prawdopodobnie będziesz musiała oczyszczać włosy, warto więc znaleźć szampon bez silikonów, za to z siarczanami. Do tego odżywcza maska, lżejsza odżywka, koniecznie serum do końcówek, koniecznie, koniecznie, nawet, jeśli dojdziesz do wniosku, że na całość włosów nie chcesz używać silikonów. Do kompletu ewentualnie odżywka bez spłukiwania. Proponuję naprawdę zacząć od jednego, dwóch produktów każdego typu. Robienie zapasów nic nie daje, większość produktów i tak czeka w kolejce. Po co trzymać je w szafie rok? Wiem, że recenzje są zachęcające i świetnie byłoby mieć w domu te piękne słoiki pachnących masek, które potencjalnie zamienią nasze włosy we włosy ze zdjęcia. Ale z czasem może okazać się, że włosy nie cierpią gliceryny, masła shea, miodu, aloesu. I, tak jak było u mnie, z listy zakupów wykreślisz 90% produktów: z ponad setki moich zostało kilkanaście. Z tych, które miałam prawie żaden nie dał efektu „wow”, bo nie stąd on przychodzi.

Odróżniaj w praktyce odżywki od masek. Sama niby wiedziałam, że odżywki mają tylko ułatwiać rozczesywanie czy nabłyszczać, wygładzać, a maski odżywiać, ale traktowałam je tak samo: każdy typ produktu trzymałam na włosach po myciu przez 30 minut. Do czasu, aż ktoś zapytał mnie na blogu dlaczego tak słabo odżywiam włosy, prawie żadnych masek, same odżywki. Wtedy zastanowiłam się, czy efekty są faktycznie takie same. Nie były, nawet w przypadku produktów z tej samej serii, gdzie składy maski i odżywki były podobne. Rzuciłam okiem na moją listę w arkuszu kalkulacyjnym. W zakładce z odżywkami niewiele było zaznaczonych na zielono, czyli większość była przeciętna. W zakładce z maskami większość jest zaznaczona na zielono, sporo ma serduszka. (Najwyższe wyróżnienie. Moje trzy serduszka to jak sześć gwiazdek dla hotelu.) To wyjaśnia wszystko.

Stwórz plan

Wyłapiesz z czasem podstawowe elementy pielęgnacji. Ja sprowadziłabym je do humektantów, emolientów i protein. Oraz balansu między nimi. Pamiętaj o tym, co wydaje Ci się najważniejsze i najbardziej potrzebne dla Twoich włosów. Stwórz plan. Na przykład: olejowanie dwa razy w tygodniu, proteiny raz, codziennie mgiełka nawilżająca. Trzymaj się go i modyfikuj zgodnie z obserwacjami i wnioskami. Ja zaczynałam od olejowania „raz na jakiś czas”, czyli raz w miesiącu. Później – raz w tygodniu. Teraz wiem, że moje włosy olejowania potrzebują częściej.

Czytaj

Celowo wspomniałam o zrobieniu pierwszych zakupów w oparciu o recenzje dziewczyn mających podobne włosy. To wstęp, podstawy które wystarczą do momentu zdobycia dokładniejszej wiedzy. Najważniejsze jest to, by samodzielnie określić wymagania co do włosów. Ja swoich na przykład wcale nie lubię miękkich i pełnych objętości. Wolę ciężkie i mięsiste. Jeśli ktoś pisze „odżywka jest ekstra, mam po niej idealne włosy” warto sprawdzić co „idealne włosy” oznaczają dla recenzentki. Powoli ucz się analizy składów, ale bez przesady. Wystarczy szukanie tego, co się lubi i tego, co – jak odkryjemy z czasem – włosom szkodzi. Łącz wiedzę o swoich oczekiwaniach z wiedzą o składnikach. Sprawdzaj wszystko przez filtr recenzji włosowych sióstr i kuzynek. Na początku to będzie czarna magia, ale nawet nie zauważysz kiedy balans między humektantami, proteinami i emolientami stanie się jasny. Wiedza przyjdzie częściowo z praktyki. No właśnie.

Eksperymentuj i szukaj efektu „wow”

Niech recenzje będą punktami odniesienia na początku. Traktuj blogi włosowych sióstr jako źródła wskazówek, ale nie jak lustra. Stopniowo zaczynaj sprawdzać, co Twoje włosy lubią. Sugeruję wprowadzać nowe rzeczy pojedynczo i po kolei. Wiem, że jak przyjdzie pierwsze zamówienie z rosyjskimi kosmetykami a dzień później wpadnie kurier z półproduktami z ZSK chciałoby się użyć tego wszystkiego od razu. Bo może być tak fajnie! Spokojnie. Prędzej czy później będzie. Naprawdę lepiej jest odkryć kilka sprawdzonych produktów i metod pielęgnacji i stosować je regularnie – postęp gwarantowany – niż co chwila sprawdzać coś nowego licząc na to, że wielka zmiana w końcu nastąpi. Piszę to ja, jakiś czas po swoim własnym olśnieniu i przyznaniu się do głupiego błędu: niepostrzeżenie ważniejsze stało się dla mnie poznawanie nowych produktów a nie efekt na włosach. Nie dałam sobie czasu na to, by wracać do sprawdzonych produktów i dać im szansę w końcu wpłynąć na stan włosów. Wciąż testowałam nowości tylko po to, by je poznać, zapominając o tym, że swoje „cuda” już mam. Przez jakiś czas zamiast dbać o włosy, testowałam nowe kosmetyki. A przecież nie to jest moją pasją.

Wiem, że niektórzy mają szczęście i znajdują swój cudowny produkt w kilka tygodni. Innym zajmuje to więcej czasu, ale jestem przekonana, że taka rzecz istnieje dla każdego ;) I kiedy już się ją znajdzie, standardy i oczekiwania podskoczą. Wszystkie do tej pory bardzo dobre produkty staną się zaledwie dobrymi. A Ty zobaczysz jak świetnie mogą wyglądać Twoje włosy. Pielęgnacyjnym objawieniem może być maska, albo olej. Albo marka, jak u mnie Biovax (niezrównane maski). Może to być zabieg (na przykład laminowanie włosów), metoda pielęgnacji (olejowanie na odżywkę albo na humektant), typ produktu (na przykład gliceryna, możesz jej wtedy szukać w sklepowych kosmetykach albo dodawać samodzielnie do wszystkiego). Może to być metoda stylizacji (koczek na noc) albo mycia (mycie odżywką, OMO). Albo czesania (szczotkowanie, grzebień bądź ani jedno ani drugie.)

Naucz się określać działanie produktu

Pamiętaj, że jeśli maska jest typowo silikonowa, prawdopodobnie sprawi, że Twoje włosy będą wyglądały świetnie. I dobrze, jeśli przy tym pamiętasz o nawilżaniu i olejowaniu. Najlepsze są takie produkty, które mają bogate składy, mogące potencjalnie polepszyć kondycję włosów, a jednocześnie poprawiają ich wygląd. Jeśli coś ma obiecujący skład, ale przez długi czas nie sprawia, że włosy są bardziej błyszczące, gładkie, mocniejsze, odpuść. Skład nie istnieje sam dla siebie i nawet jeśli jest piękny a nie działa, nie warto się męczyć. Produkty mają przynosić efekty, sama nadzieja na odżywienie czy wzmocnienie włosów dzięki dobrym składnikom nie wystarcza. Nie wiem czy jestem wyjątkiem, ale sama najczęściej widzę działanie produktu po jednym użyciu i do końca opakowania jest ono takie samo. (Dotyczy to również olejów, chociaż oczywiście bez regularności ich efekty znikają... również po jednym myciu ;)) Czyli jeśli przy pierwszym myciu (maksymalnie trzech, bo czasem wpływ na efekt ma też pogoda czy poprzednio użyte produkty) nie jest dobrze, to już nie będzie i sama na takie produkty nie tracę czasu. Pielęgnacja musi przynosić jakieś efekty, nawet jeśli są początkowo niewielkie, choćby delikatne wygładzenie włosów po jednym czy kilku myciach z użyciem danego produktu. Nie może być tak, że po miesiącach olejowania nic dobrego się nie dzieje. To oznacza, że coś jest w pielęgnacji nie tak.

Z czasem zobaczysz jak różnie kosmetyki wpływają na Twoje włosy. Kiedyś dziwiłam się ilości przymiotników, których można użyć do opisu włosów. Dociążone. Czyli jakie? Sypkie. Jakie? Błyszczące. Gładkie. Śliskie. Szorstkie. Przesuszone. Spuszone. Matowe. Przeciążone. Teraz używam ich wszystkich, niektórych rzadziej innych częściej. Wiem, że na początku jest cały czas tak samo. Myjesz włosy, nakładasz maskę, spłukujesz, włosy schną… i wyglądają jak zawsze. Powoli efektów i reakcji będzie więcej. Wiedzy też. Przestaniesz myśleć „nigdy nie będę o swoich włosach tyle wiedziała” i zobaczysz, że lubią humektanty, a mniej proteiny. Z humektantów glicerynę nie, aloes tak, ale nie jako płukankę tylko dodatek do maski. Sprawdzisz, czy proteiny lepiej działają na włosy również dodane do maski i spłukane, czy zostawione na włosach w formie płukanki. Ale…

Zapisuj efekty

Możesz znaleźć zeszyt z ładną okładką i prowadzić tradycyjne zapiski. Ja w zeszycie trzymam listy (produktów do kupienia, postów do napisania) a efekty zapisuję już w pliku. Czasem w ciągu dnia na karteczce, czasem w telefonie, ale wszystko i tak trafia do komputera i staje się notatką tylko dla mnie albo dodatkowo recenzją dla Was. Dodatkowo krótkie notatki na temat każdego produktu trzymam we wspomnianym arkuszu kalkulacyjnym. Gdyby nie notatki, nie wiedziałabym jaka metoda olejowania jest dla mnie najlepsza. Sprawdzanie dziesięciu trwało miesiące, na końcu dawno zapomniałabym jak zadziałało najprostsze olejowanie na sucho ;) Mogę też (dopiero od niedawna, bo zdobyłam potrzebną wiedzę) zinterpretować swoje zapiski z 2010 roku dotyczące proteinowych produktów. Wtedy nie miałam pojęcia dlaczego balsam jajeczno-mleczny Joanny tak okropnie wysusza mi włosy. Teraz wiem, że to proteiny. I alkohol.

Rób zdjęcia

To pomoże przy określaniu efektów produktów i zabiegów. Za jakiś czas spojrzysz na zdjęcie podpisane „gładkie włosy po masce…” i zobaczysz, że teraz to dopiero umiesz uzyskać prawdziwą gładkość! :) Jeśli będzie Ci się wydawało, że nic się nie zmienia i wcale nie jest lepiej, fotografia sprzed roku pomoże Ci zmienić zdanie. Zdjęcia długości są najlepszą motywacją i zapisem postępu jeśli zapuszczasz włosy.

Zadbaj o dietę i skórę głowy
(czyli „puste gadanie, włosy to włosy, co ma do tego skóra albo jedzenie?”)

Sporo. Nawet taki uparciuch jak ja musiał to wreszcie przyznać. Maski i oleje zrobią dużo, nie ma sensu mówić, że nie. Ale może być o tyle lepiej! A wysiłek nie jest duży. Do pielęgnacji skóry głowy wystarczy na początek wcierka. (U mnie sprawdzają się również te, które nie zawsze zadziałały jako produkty przyspieszające porost, na przykład świetnie nawilżający Jantar.) Możesz też spróbować użyć oleju. Być może Twoja skóra głowy akceptuje maski i odżywki, wtedy warto chociaż od czasu do czasu nałożyć taki nawilżający produkt. (Warto jednak na to uważać i pamiętać, że większość masek i odżywek to w zasadzie nie są produkty przeznaczone do skóry głowy. Nic na siłę, są inne sposoby dbania o nią.) Na poważniejsze problemy polecam dostępny bez recepty Cerkogel z 10 lub 30 procentami mocznika. Nawilżona skóra głowy bez nadmiaru martwego naskórka, bez łupieżu, bez świądu, to fabryka szczęśliwych, zdrowych i mocnych włosów :) Takich, które nie tylko są abstrakcyjnie mocniejsze, ale wyraźnie lepiej wyglądają!

A diety w większości przypadków nie trzeba rewolucjonizować. U mnie wystarczyło dodanie świeżych warzyw i owoców. Kupiłam blender i zaczęłam pić proste, domowe jogurty owocowe. Kakaowo-wiśniowego nie przebije nic, choć kakaowo-bananowy jest blisko. Kanapki robię takie jak w filmach. Do sera czy szynki jest jeszcze sałata, pomidor, rzodkiewka, ogórek, szczypiorek, przyprawy (przyprawa do grzanek – mieszanka ziół i czosnku – jest super!) i, owszem, majonez, bo lubię. To wszystko da się zrobić rano, zanim odjedzie tramwaj ;) Jeszcze nie wiem tego na pewno, bo może dotychczas trafiałam na zbiegi okoliczności… ale moje włosy rosną szybciej kiedy dobrze się odżywiam, a kiedy wracam do leniwego braku świeżych warzyw i owoców, robi się gorzej.

Nie pozwól innym decydować o swoich włosach

To ważne zwłaszcza, jeśli udzielasz się na forum lub zaczynasz pisać własnego bloga. Anonimowość pozwala na wiele, ludzie potrafią być po prostu złośliwi, bo najwyraźniej sprawia im to przyjemność.  (O tym koniecznie trzeba pamiętać zanim straci się nerwy na bycie smutną.) Zwróć uwagę na to, czym wiele osób się zachwyca: zdjęciami wystylizowanych włosów, jeszcze z salonem fryzjerskim w tle (wystarczy się lepiej przyjrzeć), zdjęciami robionymi z lampą błyskową. Może trudno będzie Ci w to uwierzyć, ale dla niektórych to jest wzór, sami dążą do posiadania takich włosów i taką miarą oceniają innych. Parę razy usłyszysz, że nie ma sensu zapuszczać "takich włosów", nie ma sensu prowadzić bloga, "zrób coś z nimi, pofarbuj, pocieniuj, bo są nudne," "zetnij, bo są okropne."  Moje jakiś czas temu faktycznie były ;) Ale robi się lepiej i postęp też jest sukcesem. O nim też warto pisać. Nie chodzi o to, żeby bloga prowadzić tylko wtedy kiedy już ma się idealne włosy. Osoby, które w genach odziedziczyły zapierające dech w piersiach włosy (bądź równie imponujące zdolności obróbki grafiki) to mniejszość. I nie tylko one mają prawo pokazywać swoje włosy. Większość to my, zwyczajne dziewczyny ze zwyczajnym życiem. Nasze włosy nie wyglądają jak te z tumblr’a i pinteresta. Chyba, że je mocno wystylizujemy i zapomnimy jak wyłącza się lampę błyskową w aparacie, a nie o to chodzi. Wyznacz sobie realny cel, pozbieraj inspiracyjne (naturalne) zdjęcia. Przejrzenie motywującego folderu naprawdę pomaga! :) Ja wracam do swojego kilka razy w miesiącu. Pamiętaj o tym, do czego dążysz. Kiedyś postanowiłaś coś zrobić, przemyślałaś to dobrze, więc to musi mieć sens. I musi być możliwe. Nie pozwól innym sprawić, żebyś zrezygnowała. Jeśli piszą, że włosy z takimi odrostami wyglądają ohydnie, („zafarbuj je znów albo zetnij, po co chcesz latami zapuszczać naturalny kolor”) pamiętaj, że na początku drogi do własnego koloru wiedziałaś, że to możliwe. Nie zmieniaj zdania pod wpływem małych, złośliwych trolli ;)

Unikaj typowych pułapek

Nie odstawiaj silikonów jeśli nie sprawdziłaś, że Ci nie służą. One nie niszczą włosów, blokowanie dostępu substancjom odżywczym to mit. Ewentualnie sprawiają, że osoby niedoinformowane wierzą w cudowną regenerację i niefrasobliwie wracają do niszczenia włosów na przykład prostownicą. "Bo przecież jest ta maska, która w tydzień odbudowuje włosy." A później przychodzi zdziwienie. Moich końcówek nic nie zabezpiecza tak dobrze, jak silikonowe serum. Niestety nawet naturalne oleje nie mogą się z nim równać. Silikonowej ochrony (również tej uzyskiwanej przez silikony zawarte w maskach i odżywkach) wyjątkowo potrzebują włosy delikatne i długie.

Nie oczyszczaj włosów za często. Sprawdź, czy w ogóle musisz to robić a jeśli tak, sama ustal częstotliwość. To naprawdę nie musi być raz na tydzień czy dwa, jak podaje wiele wpisów dla początkujących. Ja na przykład włosów nie oczyszczam w ogóle. Chociaż używam silikonów, nie widzę żadnych oznak nabudowywania się ich (a są osoby, które mają „plastikowe włosy” już po jednym ich użyciu), więc nie chcę co jakiś czas przesuszać sobie włosów dla zasady i tylko po to, żeby później przez kilkanaście dni męczyć się z przywróceniem im nawilżenia i gładkości.

Nie zaczynaj przygody z pielęgnacją włosów od ścięcia… jeśli tego nie potrzebujesz. Niekoniecznie polecam drogę, którą wybrałam sama, czyli powolne podcięcia zamiast jednego dużego. Jest trudno, bywa frustrująco, cały czas czeka się na zdrowe włosy, cały czas jest się na etapie „jeszcze tylko podetnę… i dopiero będę miała zdrowe włosy”. Ostatecznie przekonałam się, że małe cięcia nie zadziałały i po kilku latach wciąż miałam rzadkie końcówki, które według obliczeń tego, ile w tym czasie ścięłam dawno powinny zniknąć – pomimo zabezpieczania, tak wrażliwe włosy się wykruszały i zniszczenia szły w górę. (W moim przypadku okazało się, że łatwiej jest mieć zdrowe końce i utrzymywać je w takim stanie, niż za wszelką cenę starać się zachować zniszczone końcówki w jak najlepszej formie, spowalniając wykruszanie, bo to się w pełni nie udaje nawet przy maksymalnej ochronie.) Mnie zależało na długości, bo długie włosy kocham. Ale gdybym miała zaczynać jeszcze raz i wybierać, postawiłabym na większe cięcie na początek. Może teraz i tak miałabym włosy tej długości. Albo dłuższe. I byłyby szybciej zdrowe. Pomijając mój specyficzny przykład, częstym błędem jest ścinanie kilkunastu centymetrów włosów, które wystarczyłoby nawilżyć i wygładzić, bo nie są zniszczone a tylko zaniedbane i suche. Zacznij więc od nawilżenia. Jeśli to nic nie da, albo jeśli dobrze wiesz, że końce są po prostu zniszczone, ścinaj. I też niekoniecznie wszystko na raz, możesz powoli przyzwyczajać się do nowej długości podcinając końcówki na przykład o 3 cm co miesiąc. Ale pobądź się starych partii dość szybko. Znajdź zaufanego fryzjera bądź podetnij włosy samodzielnie: na prosto albo w kształt U.

Nie podejmuj żadnych związanych z włosami decyzji na szybko. Wiem, że można kupić farbę do włosów przy okazji, idąc do drogerii po pastę do zębów. Można popołudniu stanąć przed lustrem i zafarbować włosy, co będzie to będzie, odrosną. Krótkie odrosną, ale zapuszczanie długich do naturalnego koloru to lata. Nie kupuj pochopnie zestawu do trwałego prostowania włosów mając dość swoich trudnych do opanowania fal. Nie ścinaj w chwili kryzysu suchych, przeproteinowanych lub niezadowolonych z odżywki z alkoholem końcówek. Przed każdą większą zmianą zastosuj starą dobrą regułę dwóch tygodni. Zaznacz sobie w kalendarzu dzień za dwa tygodnie od tego, w którym do głowy przyszedł Ci nowy szalony pomysł. Nie musisz nawet starać się codziennie o tym myśleć. Entuzjazm i nastawienie „nie mogę się doczekać” zrobią swoje. Przyjdzie Ci do głowy mnóstwo argumentów „za”. Wszystkie możliwe „przeciw” również w tym czasie się pojawią. Jeśli po dwóch tygodniach okaże się, że nadal czegoś chcesz – zrób to. Jeśli masz wątpliwości, czekaj. Dzięki regule dwóch tygodni nie zdecydowałam się na hennę, choć przy którymś podejściu do podejmowania decyzji już prawie ją kupiłam, za dwa dni byłby kurier, henna na włosach wieczorem… a później kilka lat zapuszczania naturalnego koloru.

Na kryzysy dobre jest zajęcie się czymś innym. „Zepnij i zapomnij”, zapleć włosy rano, nie myśl o nich za dużo, skup się na tym, co sprawdza się najlepiej (może wieczór z olejem i maską?), a kryzys minie.

Masz dość?

W porządku. To nie znaczy, że włosomaniacza inkwizycja wyrzuci Cię z naszego grona. Zostaw na tydzień czy dwa oleje i wcierki, umyj kilka razy włosy szamponem, nałóż odżywkę na 5 minut i już. Energia do pielęgnacji wróci sama. Ale przede wszystkim…

Baw się dobrze!

Włosy to świetne hobby. Daje ogromną satysfakcję, pozwala na poznanie nowych ludzi. Z nieśmiałością i charakterem domatora też można iść na spotkanie blogerek. (Wiem, bo sprawdzałam ;)) Nie chodzi tylko o efekty. One i tak przyjdą za jakiś czas, nieważne czy chodzi o długość czy o stan włosów. Wykorzystaj to, co dzieje się w międzyczasie. Porozmawiaj z innymi włosomaniaczkami, naucz się nowych fryzur, poproś koleżankę o sesję fotograficzną w ogrodzie. Ciesz się swoimi włosami! :)

Komentarze

  1. Strasznie długi post, znalazłam w nim kilka przydatnych wskazówek. Dbam o włosy, ale nie jakoś przesadnie. Włosomaniaczką nie jestem, ale myślę, że warto dbać o czuprynę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam identyczny typ włosa jak ty nawet kolor:D, dlatego chętnie przeglądam recenzje:)Muszę przyznać,że twoje włosy z jakimiś produktami się nie lubią, bo wyglądają co raz gorzej na podstawie zdjęć:( Od siebie mogę polecić maskę artego dream repair nie jest obciążająca mimo silikonów.U mnie sprawdza się nakładanie maski biowaxu do suchych i na to odrobina oleju ze słodkich migdałów. Maksymalne wygładzenie, ale kosztem objętości mam po masce total extreme repair z elseve. Jedyny delikatny szampon jaki nie puszy mi włosów to planeta organica prowansalski.Polecam:) i może przyda się taka rekomendacja.Powodzenia!
    Malena

    OdpowiedzUsuń
  3. Takiego wpisu potrzebowałam prawie 2 lata temu, uniknęłabym wielu pomyłek. Świetne rady!

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Henrietto, podczytuję Cię od dłuższego czasu. Dziękuję za ten wpis. Przeczytałam jednym duszkiem. Pocieszyło mnie to co napisałaś, niektóre rzeczy jakby o mnie pisane:) O włosy staram się dbać od zawsze, a od około 3 miesięcy tak bardziej. I właśnie efektów brak, a nawet mam wrażenie że jest gorzej. Czuję się jak na huśtawce. Emolienty - susza i elektryzowanie, proteiny - włosy jak powykrecane suche druty, humektanty sprawdzają się jak dotąd najlepiej ale brak jest fryzurze objętości. Olejów wypróbowałam wiele i tylko ten z pestek winogron nie powoduje puchu ale i nie robi nic nadzwyczajnego z włosami. Farbuję i suszę włosy suszarką więc może nie ma szans żeby były przy tym zdrowe. Ale na ulicach widzę wiele dziewczyn z pofarbowanymi i ładnymi włosami. Na razie się nie poddaję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddawaj się. Musi coś być. Musi. Na pewno są jakieś maski które dadzą świetny efekt i oleje które podpasują włosom. Mnie pomogła tabelka Kasi :http://www.kasianafali.pl/2013/08/oleje-dokadna-zawartosc-procentowa.html, to jest jedna, są jeszcze dwie na blogu :) Szukając po zawartości kwasów tłuszczowych dużo szybciej znalazłam dobre oleje.
      Skoro emolienty wysuszają Ci włosy, wychodziłoby na to, że brakuje im nawilżenia. Czyli faktycznie humektanty. Tylko szkoda, że objętość spada wtedy...

      Usuń
  5. Fajny wpis dla początkujących. Bardzo podoba mi się akapit "nie pozwól innym decydować o swoich włosach". Och, te nieproszone "dobre rady". ;)
    Ostatnio przeglądałam swoje stare zdjęcia i włosy na nich wyglądały całkiem nieźle, choć pamiętam, że wtedy na nie trochę narzekałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super wpis. Myślę że wielu osobom się przyda. Tak jak piszesz ważna jest pielegnacja itp. ale w końcu to hobby które powinno dawać nam frajde i radochę fajnie jak daje efekty ale nie zawsze udaje się osiągnąć to w krótkim czasie. Więc nie załamujmy się i cieszmy się czasem relaksu z maseczką lub olejkiem na włosach:) Dużo radości i satysfakcji z pielęgnacji i bloga życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham Cię za ten wpis :) Ostatnich kilka miesięcy to było moje załamanie w temacie włosów. Niesamowicie przyczyniły się do tego fryzjerki i do tej pory boli mnie, jak ktoś pyta 'a czemu ich nie zetniesz w końcu?!'. Pomału wracam do tej pasji, ale w międzyczasie pojawiło się tyle włosowych nowości, odkryć, że próbuję się tym nie zachłysnąć. Niemniej jednak będę polecać Twój wpis początkującym, taka dawka motywacji i Cioci Dobrej Rady się zawsze przydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dotrwałam do końca chodź długo się czytało ale wracając do tematu to osobiście źle zaczęłam dbać o włosy, chciałam wszystko szybko wypróbować i poznać teraz już wiem gdzie popełniałam błędy i staram się ich nie powtarzać

    OdpowiedzUsuń
  9. fryzjer potrafi zdziała cuda ale też mocno spartaczyć robotę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pod wrazeniem :) normalnie bede ludzi do tego postu odsylac jak mnie spytaja o pielegnacje.
    Jak ci juz mowilam- jak ty cos napiszesz to nic dodac nic ujac :)
    Najsensowniejsze kompendium dla (nie tylko!) poczatkujacych wlosomaniaczek na jakie natrafilam

    OdpowiedzUsuń
  11. podoba mi Twój sposób pisania i Twoje podejście do wielu spraw ;) życzę powodzenia w dbaniu o włosy i prowadzeniu bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja zaczęłam dbać o swoje włosy w szczególny sposób po tym jak "spaliłam" je farbowaniem. Chciałam blond i był blond. Ale cena za ten kolor była bardzo wysoka. Szukałam produktów które uratowałyby moje włosy. Znalazłam w końcu maskę od Anna Cosmetics - Expert Hair Mask. Strzał w 10 ;) włosy nabrały blasku i miękkości, przestały się puszyć i łamać. Różnica widoczna gołym okiem. Nie mam co prawda tak długich włosów jak Ty, ale ciągle zapuszczam i odżywiam jak tylko mogę. Może jeszcze urosną ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz