Podcięcie włosów po siedmiu miesiącach

Oto notatki z moich obserwacji i odczuć dotyczących pierwszego podcięcia końcówek po dużych wiosennych cięciach, które doprowadziły mnie do pozbycia się starych zniszczeń i całkowicie zdrowych końców. (Standardowe podcięcie marcowe, pierwsze duże z początku kwietnia, poprawka z połowy kwietnia. Zasadniczo minęło 6.5 miesiąca ale traktuję drugie większe cięcie  z połowy kwietnia właśnie jako poprawkę do pierwszego i dla łatwiejszych obliczeń przyjmuje, że minęło siedem miesięcy.) Sytuacja jest dla mnie zupełnie nowa, więc chciałam sobie zapisać pewne przemyślenia żeby nie mieć wątpliwości następnym razem. Przez lata miałam końcówki w złym stanie bo stare zniszczenia wędrowały w górę tak szybko jak podcinałam końce (czego długo nie zauważałam). Podcinałam włosy co 3 miesiące, pozbywając się czasem całego kwartalnego przyrostu, lub nawet jeszcze większej długości. To był stały, regularny element pielęgnacji włosów. Potrzeba podcięcia była zawsze. Końcówki cały czas były w złym stanie (suche i rzadkie), trzeba było je podcinać żeby zbliżać się do linii zdrowych włosów. (Takie przynajmniej było założenie, inna sprawa, że system nie działał.)

Po dużym cięciu zastanawiałam się jak będzie wyglądało kolejne: kiedy nastąpi i skąd będę wiedziała, że to już. Końcówki zrobią się suche? Zaczną pojawiać się przerzedzenia? W rozdwojenia wątpiłam, bo na szczęście nawet na starych końcówkach wiele ich nie było. Zastanawiałam się też jak do potrzeby podcięcia podejdę. Czy obetnę włosy od razu czy uznam, że poczekam (jeśli tak, to na co i dlaczego?) Minął czerwiec i wrzesień, miesiące w których poprzednio ścięłabym kilka centymetrów. A potrzeby cięcia nie było widać. Włosy rosły, wszystko, co urosło było moje, nie musiałam niczego ścinać i tracić długości żeby osiągnąć wreszcie wymarzoną linię zdrowych włosów (która uciekała w górę).

W międzyczasie pojawiały się różne spostrzeżenia:

W sierpniu byłam przekonana że wróciły prześwity, przerzedzenia, które były cechą charakterystyczną moich starych końcówek. Okazało się, że to połączenie mocno dociążającej odżywki (Ziaja Kozie Mleko) z serum Marion 7 efektów lekko obciąża i skleja końcówki. Po myciu z tą odżywką widoczne były prześwity na ostatnich kilku centymetrach, po myciu z inną odżywką/maską albo z olejem – nie. Ale trochę czasu minęło zanim to odkryłam i się uspokoiłam. Potrzeby podcięcia wciąż nie było.

We wrześniu z kolei myślałam, że końcówki robią się suche i w dotyku – ostatni centymetr czy dwa – i wizualnie – wydawało mi się, że pojedyncze pasemka nie kończą się gładko, że włosy zaczynają odstawać i układać się w kształt choinki. To też, jak się okazało, zauważyłam po pierwszym użyciu maski tajskiej PO i to ona lekko przesuszyła końcówki, które jednak dość szybko wróciły do dobrej formy. (A maska później działała bardzo dobrze, również na końcówki.)

Październik: znów wydawało mi się, że końcówki nie kończą się gładko tylko pojedyncze włosy rozchodzą się jak gałązki albo choinka. W dotyku na początku były gładkie, ale dość szybko pojawiła się też suchość. Zastanawiałam się czy to chwilowe przesuszenie, może wina przesuszającej maski marokańskiej PO (u mnie niestety zadziałała jak ziołowa a nie emolientowa) której wtedy używałam, czy końce już się po prostu zestarzały.

Była też trzecia opcja – włosy urosły od podcięcia na tyle, że pojedyncze pasemka stały się nierówne na końcach. Pod koniec października miały 89 cm, od kwietniowego cięcia urosły więc o 10 cm. Przy takim przyroście końcówki miały prawo w końcu stracić prostą linię. Ale jednak pasemka nie tyle nie były równe na końcach, co jeszcze rozchodziły się na boki, jak gałązki. Czyli to raczej suchość i sztywność niż sama zwykła nierówność. Postanowiłam więc obserwować włosy, dość szybko odstawiłam maskę marokańską i sprawdzałam jak końcówki zachowują się po olejach i maskach, które włosy lubią i po których całość wygląda bardzo dobrze. Niestety pojawił się problem z całościowym wyglądaniem bardzo dobrze, bo w październiku włosy się lekko zbuntowały. Nie pomagało nawilżanie więc pomyślałam, że być może to wina nadmiaru podobnych produktów, nie dopilnowałam różnorodności i używałam często masek Biovax i jako masek i w olejowym serum w sprayu. Postanowiłam włosy delikatnie oczyścić (czyli po prostu pozwolić pianie z mojego codziennego, delikatnego szamponu spłynąć po długości), a żeby zobaczyć jak wyglądają po samym szamponie nie użyłam maski. Przy okazji sprawdziłam co powiedzą na oczyszczanie końcówki. Tuż po tym jak włosy wyschły było oczywiście kiepsko, ale po kolejnym myciu i użyciu maski zrobiło się lepiej. Sytuacja powoli zaczęła wracać do normy, włosy się wygładzały, wracał spokój. Końcówki były mniej “gałązkowate.” Czyli jednak stan spuszenia i suchości całości najprawdopodobniej był winą monotonii w pielęgnacji. Ale chociaż większość włosów znów była gładka, końcówki pozostały suche w dotyku nawet po kilku kolejnych myciach.

Sytuacja wyglądała więc tak: nierówność, czyli gałązki, i nieznaczna suchość w dotyku. Oczyszczanie pomogło przywrócić całkowity spokój na długości, ale tylko częściowo na końcach. Część problemu była więc skutkiem monotonii i zniknęła po oczyszczaniu, ale część nie: “gałązkowatość", choć zmniejszona, nadal była widoczna, zostało też przesuszenie. Kondycja końcówek się po prostu zmieniła (dopisek z grudnia: jednak nie. Więcej informacji w P.P.S, u dołu posta), zaczęłam zastanawiać się nad podcięciem.

Wiedziałam, że lepiej nie będzie. Teoretycznie mogłam jeszcze poczekać, bo linia włosów nadal wyglądała dobrze. Gałązki były widoczne tylko z bliska, nierówności były na tyle nieznaczne, że kształt cięcia był nadal dobrze widoczny, nie były to postrzępione końcówki. Po przerzuceniu do przodu włosy wciąż tworzyły prostą linię (typową dla cięcia na babuszkę). Tylko ja z bliska widziałam gałązki. To wszystko nie było wyraźne, na pewno nie było źle, stan końcówek, biorąc pod uwagę wygląd (gałązki) i to, że potrafiły być momentami nieco suche w dotyku (podkreślam, że tylko momentami i nieznacznie), pogorszył się może o 10%.

Ale postanowiłam podciąć je trochę od razu zamiast czekać i za jakiś czas, kiedy kondycja spadnie jeszcze, podciąć więcej. Wiedziałam, że lepiej nie będzie, końce w pogorszonym stanie są już do ścięcia i wolałam to zrobić od razu niż czekać, mieć dłuższe włosy jeszcze przez chwilę, ale potem i tak ściąć więcej. Byłam bardzo blisko 90 cm (przed podcięciem włosy miały 89 cm), to u mnie linia bioder. Teoretycznie mogłam poczekać do osiągnięcia tego celu z jakimś zapasem i wtedy ściąć końcówki tak, żeby całość nadal miała te 90 cm. Tylko że czekanie zajęłoby kilka miesięcy i przez ten czas męczyłaby mnie świadomość, że z końcami znów jest coś nie tak, na coś muszę czekać, coś muszę zrobić. Możliwe też, że czekanie na przyrost i zapas źle by się skończyło bo zanim włosy urosłyby do na przykład 92 cm, ściąć musiałabym już 4 cm, czyli tak czy inaczej ponad linię 90 cm. Nie chciałam się męczyć ciągłą świadomością tego, że z końcówkami coś jest nie tak a ja tylko na siłę odciągam moment cięcia. Nie chciałam też wpaść znów w sytuację, w której nieświadomie byłam latami, czyli: ja odciągam ścięcie końcówek a zniszczenia idą w górę. Także nic na siłę, bez przeciągania, postanowiłam ciąć. Chciałam utrzymać i własny spokój i dobry stan włosów.

Planowałam ściąć 1-2 cm, wyszły 3 cm bo trudno ocenić tak niewielkie różnice wzrokowo. (Było 89 cm, jest 86 cm.) Ale i tak straciłam bardzo niewiele z długości a mam i spokój i zdrowe włosy. Bez wielkiej straty czasu (odzyskam długość pewnie dość szybko) mogę dalej zapuszczać włosy, które są w dobrym stanie, bez etykietki “ale…” przypiętej do końcówek.

Chociaż wolałabym, żeby było to mniej niż 3 cm (może następnym razem się uda) to i tak tracenie 3 cm na 7 miesięcy czyli 10 cm przyrostu zostawia mi wciąż sporo zyskanej długości. Jaka to różnica w porównaniu do tracenia prawie całego lub całego przyrostu (albo więcej) co 3 miesiące! A zawsze było jeszcze coś do ścięcia, męcząca świadomość i kiepski wygląd włosów. Teraz podcięłam końcówki, znów są w bardzo dobrym stanie, ja jestem spokojna… a przy tym wszystkim nadal mam jakąś uzyskaną długość! Duże cięcie było najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć. Muszę też przyznać, że wcześniejsze podcięcia, chociaż zbliżały mnie do osiągnięcia zdrowych włosów (przynajmniej wtedy tak myślałam) wiązały się ze sporym żalem po straconej długości. Miałam sporo do zapuszczenia a prawie stałam w miejscu. Teraz utrata 3 cm nie jest problemem, bo od ostatniego cięcia i tak zostało mi kilka uzyskanych centymetrów, a te podcięte odzyskam dość szybko. I nie będę musiała ich znów ściąć za trzy miesiące ;)

Zastanawiam się czy bez zaniedbania latem i wysuszającej maski marokańskiej PO byłoby wciąż dobrze i czas podcięcia nadszedłby później. Zobaczymy następnym razem :) Teraz pogorszenie stanu końcówek zbiegło się z chwilowym buntem całości włosów, nie do końca wiedziałam co się dzieje, co jest winą czego, ustalenie tego zajęło mi kilka tygodni. Mam nadzieję, że kolejne podcięcie będzie… spokojniejsze ;) Wiem już, że muszę wypatrywać gałązek, a także suchości która pojawia się i utrzymuje mimo, że reszta włosów jest nawilżona. 

Wspomnę może jeszcze o serach, jakich używałam do zabezpieczania końcówek przez ten czas. To, że końce były w dobrym stanie aż przez siedem miesięcy jest w ogromnej mierze ich zasługą. Kwiecień, maj i czerwiec to Biovax, Eliksir Wygładzająco-Nawilżający. W lipcu, sierpniu i wrześniu używałam serum Marion, 7 efektów, kuracja z olejkiem arganowym. W październiku zaczęłam Kérastase, Elixir K Ultime Oléo-Complexe, które jest bardzo lekkie i mam cień podejrzeń, że być może jest zbyt lekkie. Moje suche z natury włosy potrzebują jednak konkretnego zabezpieczania. Możliwe też, że olej arganowy (czwarte miejsce w składzie, po dwóch silikonach i oleju kukurydzianym) szkodzi. Solo mi nie odpowiada, ale nie wiem czy w serum jest go na tyle dużo, żeby pokazał negatywne działanie. Dlatego póki co, to tylko cień, ledwie cień podejrzeń. Zobaczę co będzie się działo przez kolejne miesiące używania serum Kérastase.

Ze względu na ponure dni, zdjęcia musiałam nieznacznie doświetlić lampą. Problem gałązek był widoczny tylko z bliska, a 3 cm to niewiele, więc w zasadzie wielkiej różnicy na zdjęciach nie widać ani w stanie włosów ani w długości ;) Ale pierwsze podcięcie nowych końcówek chciałam udokumentować. Podcinałam włosy jak zwykle sama, maszynką i w kształt U metodą "na babuszkę." 

Przed podcięciem. Widać mój przedziałek który czasem uparcie pokazuje się aż z tyłu głowy. Tak naturalnie układają mi się włosy, niestety.


Po:


Następnego dnia udało mi się zrobić zdjęcie bez lampy, pokazywałam je już w październikowej aktualizacji długości.


Wracam do spokojnego zapuszczania włosów i obserwacji końcówek :)

P.S. Przy okazji podcięcia zmieniłam stronę przedziałka z prawej na lewą i obcięłam końcówki już w nowym ułożeniu. Co kilka miesięcy przekładam przedziałek, żeby odciążyć włosy nad czołem i w okolicach skroni. Często zakładam opadające na czoło włosy za ucho, przeczesuję je przy rozczesywaniu zaczynając zawsze w tym samym miejscu, wierzchnia warstwa ociera się o poduszkę, czapkę jeśli jest na nią sezon, rozjaśnia się od słońca, wciąż te same pasma są obciążone przy niektórych fryzurach. Żeby nie osłabiać zbytnio jednej strony, co kilka miesięcy przerzucam wierzchnią warstwę włosów i zmieniam przedziałek. 

P.P.S. W listopadzie, kiedy końcówki zaczęły wyglądać źle tuż po podcięciu, okazało się, że to całkowicie wina serum Kerastase. Jednak. (Pełna recenzja) Zdjęcie porównujące efekt serum Marion 7 efektów (prawa strona) i Kerastase (lewa) mówi wszystko.


Moje problemy z sierpnia i września znikały i wciąż było dobrze. W październiku zrobiło się źle i tak zostało. Wątpię, by kondycja końcówek naprawdę się pogorszyła w ciągu miesiąca. Ich gorszy stan był najprawdopodobniej winą serum Kerastase. Pewnie gdybym zmieniła je na inne, końce wróciłyby do tego, jakie były wcześniej. Po drugie, samo serum też ich nie zniszczyło, raczej je tylko puszyło.  Nie było potrzeby podcięcia. Szkoda, że nie wierzyłam w możliwość tak negatywnych efektów obiecującego produktu. Gdybym to zauważyła i potwierdziła wcześniej, prawie na pewno nie musiałabym ścinać włosów bo nie były zniszczone ani przez swój wiek (siedem miesięcy! ;)) ani później przez serum.

Komentarze

  1. Myślę że powinnaś kontynuować podcięcia wtedy kiedy potrzeba :-) Strasznie się ciesze, że jesteś już na dobrej drodze i nie mogę doczekać się aż obwieścisz że masz 100% zdrowe włosy w wymarzonej długości. :)

    Nie masz może pomysłu dlaczego serum Marion 7 efektów strasznie puszy mi włosy? Po kilku miesiącach używania nagle zaczęło mi szkodzić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czysty olej arganowy Ci służy? Jeśli nie, może to on coś psuje? Albo któryś silikon usztywnia końcówki? tylko to przychodzi mi do głowy...

      Usuń
  2. Ja podcinam włosy raz w miesiącu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Że też nie wpadłam na to przesuwanie przedziałka! Świetny patent :D
    Moje końcówki chyba też zaczynają wołać o podcięcie, ale jeszcze się temu przyjrzę :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę wypróbować przesuwanie przedziałka :) aa serum z Marion też przestało mi służyć :c tak jak świetna niegdyś Biovax Suche i Zniszczone - teraz efekt jest słaby a kiedyś - było wow! I to niezależnie jak długie przerwy robię :c

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę wypróbować przesuwanie przedziałka :) aa serum z Marion też przestało mi służyć :c tak jak świetna niegdyś Biovax Suche i Zniszczone - teraz efekt jest słaby a kiedyś - było wow! I to niezależnie jak długie przerwy robię :c

    OdpowiedzUsuń
  6. normalnie kocham te twoje wywody, wszystko tak racjonalnie za i przeciw ze sama bym tak chciala potrafic sytuacje analizowac <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem aż przeginam :D Nie mam spokoju dopóki nie ma porządku, ale ostatecznie to pomaga ;)

      Usuń
  7. A co jesli podcinam włosy na babuszke, a przedzialek zazwyczaj noszę z boku albo jest "ruchomy"?:) podcinac nadal na prostym przedzialku a nosic jak nosze, czy podciac na takim, jaki w danej chwili noszę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, ze albo na prostym, albo tak jak w danej chwili nosisz. Przed podcięciem zobacz sobie jak wygląda linia włosów w każdym ułożeniu, czyli czy jak zmienisz coś teraz to będzie bardzo duża różnica. Ze środka na bok pewnie nie, ale z boku na drugi bok pasma po jednej stronie z boku mogą być dłuższe po zmianie przedziałka. Ale nie muszą, może włosy tak się ulożą że nie będzie to widoczne. Podcięcie na środku dałoby na pewno dobry ksztalt przy przedziałku na środku plus możliwie prawie dobry na obu bokach. Podcięcie z jednego boku na pewno będzie dobre w tym ułożeniu, może trochę gorszy kształt U przy przełozeniu na środek, i możliwie krzywy przy drugim boku... Czyli zobacz sobie jak duże są to różnice i sprobuj zdecydować, pomimo zmian, jak najczęściej nosisz przedziałek :)

      Usuń
  8. Ja polecam na moje suche, choc zdrowe falowance serum a+e z l'biotici :) jestem naprawdę zadowolona, spisuje się bardzo synotaycznie :) Kara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sympatycznie * miało być, sorki za spam;)

      Usuń
  9. Hej! Nie było mnie na Twoim blogu baaardzo dawno, co za miłe zaskoczenie gdy trafiłam tu po długiej nieobecności i zastałam Twoje włosy w tak pięknym stanie :) Tak trzymaj! Pozdrawiam, Ola.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyjemnie się czytało :) Ja zawsze mam rozkminy czy iść już do fryzjera i podciąć czy może jeszcze nie :P Zwykle ta druga opcja dłużej przeważa, niekoniecznie z korzyścią dla mnie :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz