Odżywki bez spłukiwania

To kolejny post z cyklu moich rozliczeń z niedziałającymi produktami. Zbieram notatki, niektóre mają co najmniej dwa lata ;) Niedawno pisałam o siemieniu lnianymproteinach i soku aloesowym.

Kwestia odżywek bez spłukiwania to, jak wiele spraw u mnie, dość skomplikowana historia ;) Przed zachorowaniem na nieuleczalną miłość do włosów używałam mgiełek Gliss Kur, głównie wersji Oil Nutritive. Później odżywki bez spłukiwania z mojej pielęgnacji zniknęły, bez konkretnego powodu. Wróciłam do nich przez problemy z puszeniem się włosów i kompletnym brakiem dociążenia, zwłaszcza tuż po myciu. Długo nie mogłam znaleźć produktu, który chciałabym kupić, popularne odżywki Joanna Naturia zawierają alkohol izopropylowy, który bardzo źle wpływa na moje włosy. Poza nimi brakowało kandydatów. A później się pojawili ;)


Zaczęłam od odżywek Ziaja. Dawniej używałam dwóch: żółta, czyli Intensywna regeneracja i granatowa, czyli Intensywna Odbudowa nie zadziałały zbyt dobrze, niewiele robiły. Przy nowych próbach, fioletowa Ziaja Intensywne Wygładzanie, która jako jedyna tej firmy nie zawiera parafiny, spisywała się za to świetnie, faktycznie wygładzała włosy. Ale zaczęłam szukać czegoś bardziej odżywczego. Po wielu latach wróciłam do mgiełki Gliss Kur Oil Nutritive, co wiązało się z ogromną ilością rozważań z serii „czy taka ilość silikonów w formie bez spłukiwania jest w porządku?” Tak doszłam do czegoś bardzo ważnego: od odżywki bez spłukiwania oczekuję głównie zabezpieczenia włosów, nie odżywiania. Odżywka ma mieć składniki aktywne, ale niekoniecznie w dużej ilości, raczej na zasadzie "przy okazji." (Do zabezpieczania końców mam dość ciężkie, silikonowe sera, których na całą długość nakładać jednak nie chcę.) A więc to świetnie, jeśli wybrane przeze mnie odżywki są silikonowe, byle nie były tak ciężkie jak sera. Mgiełka Gliss Kur to w większości woda, później dwa silikony i oleje. Skład nadający się do zabezpieczania a przy okazji z szansą na niewielkie odżywienie włosów dzięki olejom. Jak już wielokrotnie wspominałam, szukam produktów bogatych składowo, pełnych olejów i ekstraktów. Sam wizualny efekt mogę osiągnąć maską o prostym (zwłaszcza silikonowym) składzie, ale chciałabym, żeby kosmetyki miały też szansę realnie wpłynąć na kondycję włosów i pomóc trochę olejom i półproduktom. Dlatego, chociaż od mgiełki Gliss Kur oczekuję głównie zabezpieczania a i składowo silikony grają najważniejszą rolę, oleje mnie cieszą. Jakiś czas temu przekonałam się, że olej kokosowy w składzie maski (Biovax Argan Makadamia Kokos – jest tam na dziewiątym miejscu) może spuszyć mi włosy, chociaż wydaje się, że jest go niewiele. W takim razie inne oleje mogą zadziałać pozytywnie nawet, jeśli analiza składu sugeruje, że jest ich tylko kilka procent. 

Po kilku miesiącach używania na zmianę dwóch odżywek od których zaczęłam (fioletowa, wygładzająca Ziaja i Gliss Kur Oil Nutitive) zauważyłam, że chętniej sięgam po Ziaję. Bo daje lepszy efekt końcowy, a o odżywianie przecież nie muszę się martwić, włosy dostają je dzięki olejom i maskom. Początkowy nacisk na to, żeby odżywka bez spłukiwania miała koniecznie bogaty skład zniknął. Cieszę się, jeśli odżywka b/s poza świetnym działaniem ma przy okazji bogaty skład. Jednak brak olejów wysoko w składzie nie oznacza, że takie produkty odrzucę. Wystarczy, że większość ma odżywcze składy. Mogę mieć kilka takich, które po prostu działają dobrze a nie mają siedmiu olejów na liście. Zwłaszcza, jeśli to produkt służący zabezpieczaniu ;)

Mamy więc Ziaję i Gliss Kura. Nie spodziewałam się tego, ale moja lista odżywek bez spłukiwania, które chciałabym wypróbować nagle się wydłużyła. Znalazły się na niej produkty typowo zabezpieczające (na przykład inne odżywki Ziai. Uznałam, że nie będę ich odrzucać ze względu na parafinę, bo chociaż moim włosom ona nieco szkodzi, jest jej niewiele – warto zaryzykować), nawilżające (dwufazowe odżywki Biovax), proteinowe (Lactimilk i nadal Biovax;)), domowe mgiełki olejowe, nawilżające i proteinowe, a także notatka o tym, by spróbować dodawania olejów i półproduktów do odżywek Ziai. Wszystkie miały głównie zabezpieczać i wygładzać włosy, ale liczyłam też na dodatkowe efekty takie jak właśnie nawilżenie czy utrzymanie odpowiedniego poziomu protein. Sprawdzenie wszystkich pomysłów miało zająć mi sporo czasu, zwłaszcza, że takie produkty zużywają się wolno a kupuję i otwieram najwyżej dwa, trzy na raz.

Od momentu powrotu do odżywek b/s zdążyłam przetestować kilka:  mgiełkę Gliss Kur Oil Nutritive (pełna recenzja), odżywkę Ziaja Intensywne Wygładzanie (pełna recenzja) i kilka produktów Apis do ciała i twarzy ;) Miały obiecujące składy i jak się okazało zadziałały świetnie w praktyce (pełna recenzja). A później przyszedł minimalizm. Na początku próbowałam używać jeszcze odżywek b/s. Biovax NutriQuick do włosów ciemnych i Ziaja Redukcja Łupieżu (kocham zapach rzepy ;)) sprawdziły się świetnie solo sprawiając, że włosy były śliskie, gładkie i błyszczące. Niestety po połączeniu z maską czy olejem było gorzej, o czym za chwilkę. Mgiełka Biovax NutriQuick Keratyna+Jedwab wysuszała i sklejała włosy, ale nie powodowała efektu przeproteinowania. I to już wszystkie odżywki b/s jakich używałam między decyzją o powrocie do nich a nową pielęgnacją. (Wcześniej używałam jeszcze kilku, i już za czasów świadomej pielęgnacji i przed nią, ale to było tak dawno temu, że nie ma sensu pisać jak działały.)

Jak wspominałam wyżej, przez krótki czas (luty) używałam odżywek b/s po myciu z maską (czyli takim, w którym na długość nakładałam tylko maskę) i było znośnie (ale nie "dobrze" ani lepiej niż dobrze). Po myciu olejowym (olej zmyty maską Serical al Latte) odżywka b/s już wyraźnie szkodziła, bo była trzecim produktem nakładanym na długość (olej, maska myjąca, odżywka b/s). W marcu zauważyłam, że po myciu z maską właściwie też pogarsza efekt końcowy sprawiając, że włosy się puszą i są mniej dociążone. Działały tak nawet odżywki, które solo dawały ładny efekt.

Czyli jest tak: odżywki b/s sprawdzają się solo – podczas pierwszych, testowych użyć było dobrze. Pomagały mi też kiedy stosowałam nieświadomie zbyt ciężką dla moich włosów pielęgnację (na przykład olej zmyty lekką maską, potem ciężka maska z dodatkiem oleju, potem właśnie odżywka b/s), bo wygładzały i dociążały włosy niezadowolone po nadmiarze innych produktów. Kiedy jednak odkryłam, że służy mi minimalizm, czyli na jedno mycie albo olej albo maska i jest świetnie, nałożenie na długość jeszcze odżywki b/s sprawia, że włosy wracają do stanu "to już za dużo," są spuszone i lekkie.

Kremowej odżywki Ziaja Intensywne Wygładzanie będę nadal używała, ale jako odżywki do spłukiwania. Za to do mgiełek już nie wrócę, bo nie mam sposobu na ich używanie. Teoretycznie, kosztem wyglądu włosów mogłabym zapewniać im mechaniczną ochronę ale to jest dość niepewny układ. Jako ochrona wystarczą silikony zawarte w maskach i odżywkach do spłukiwania, jestem tego pewna, bo wystarczały przez bardzo długi czas kiedy nie używałam odżywek b/s – końcówki włosów na długości (powyżej "właściwych" końcówek) się nie rozdwajają. (A jednak był moment, w którym uznałam, że więcej ochrony się przyda ;) W końcu to myśl o ochronie, obok szukania wygładzenia, była drugim powodem dla którego zaczęłam używać odżywek b/s. Cóż, przy okazji wiele się nauczyłam, przygoda z odżywkami bez spłukiwania to nie stracony czas.) Nie chcę dla wątpliwego i w zasadzie niepotrzebnego dodatkowego zabezpieczenia poświęcać wyglądu włosów. Wolę, żeby dobrze wyglądały, bo zabezpieczone i tak są :) A dodatkowego dociążenia już nie potrzebuję.

Komentarze

  1. Moja ulubienica przez długi czas była Ziaja rycynowa, najlepsza odzywka bez spłukiwania jaka miałam. Niestety juz od dawna nie mam do niej dostępu. Ostatnio używam tylko bardzo lekkiej odzywki w sprayu bo moje włosy coraz łatwiej obciążyć. Poza tym doszłam juz do stanu w którym włosy wyglądają dobrze cokolwiek bym na nie nałożyła:) zdrowsze chyba juz nie bedą. Tylko długości nadal brak, niestety- znów je obcięłam :/ brak logiki całkowity bo przecież chce mieć długie. Nie wiem jak sobie poradzić z tym kompulsywnym podcinaniem, co pol roku mnie napada ochota na boba i oczywiście żałuje zaraz po odłożeniu nożyczek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonale cie rozumiem, tez za mna bob chodzi i chodzi co chwila...gdy zobacze jakies zdjecie, osobe z ladna fryzura to zaraz bym leciala i ciela ;) ale jakos sie trzymam zatruwam zycie wszystkim wkolo i mnie powstrzymuja ;)

      Usuń
    2. Mi najtrudniej przetrwać okres przejściowy i te niezręczna długość prawie do ramion:) ale tym razem sie nie dam, zacisnę zeby i przeczekam, póki co pije drożdże, wcieram Radicala i czytam bloga Henrietty w ramach motywacji;)

      Usuń
    3. najgorsze przetrwac ten moment, potem juz sie da wlosy zwiazac i sobie spokojnie moga rosnac

      Usuń
  2. Ja stosuję najpierw zwykłą odżywkę lub maskę, którą spłukuję, potem po lekkim osuszeniu włosów jeszcze taka w sprayu b/s. Ale raczej stosuję albo odżywkę b/s albo silikonowe serum, bo i tak spryskuję raczej końce, ostatnie 5-10 cm moich włosów. Z takich b/s mogę polecić Famona Bamboo & Oils, jest lekka, nie zawiera alkoholu, ale ma sporo olejków, ekstraktów, keratynę, lipidy i nadaje końcówkom elastyczności, trochę też chroni. W przypadku tego typu odżywek niestety często w składzie znajdujemy Alcohol Denat.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie nie mam problemów z łupieżem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Post jest totalnie nie o łupieżu :D

      Usuń
  4. Odżywki bez spłukiwania to dla mnie super rozwiązanie, jednak tych konkretnie nie próbowałam :)
    Pozdrawiam serdecznie, mój blog/KLIK :))

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jakos nie widze odzywek BS w swojej pielegnacji, odkad rozpoczelam swiadoma to chyba nie mialam zadnej typowej odzywki, zdarzaly sie mgielki typu lactimilk czy dr bio ale nie zauwazylam ich realnego wplywu na stan wlosow.
    jakos zawsze sie boje ze BS obciaza moje i tak szybko przetluszzcajace sie wlosy. Uzywam serum na konce i przejezdzam nim po calosci. ostatnio robie sobie mgielke z hydrolatu z keratyna, aloesem, betaina i czym tam w rece wpadnie ale mam wrazenie ze ona tak raczej "odswieza" niz nawilza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też sobie jeszcze popróbuję robić domowe rzeczy. Póki co nie mam weny i mam dość eksperymentów, ale tak naprawdę to jest idealna opcja, jak juz w koncu coś wyjdzie.

      Usuń
    2. A ja lubię biovaxowe szpreje, silikonowe przede wszystkim, ale dobrze robią moim włosom.

      Usuń
  6. Niedawno kupiłam Gliss kura Oil nutritive w sprayu i jeszcze nie wyrobiłam sobie o niej zdania. Są dni, kiedy potrafi mi włosy lekko obciążyć, ale jednak pomaga przy rozczesywaniu.
    A tak z innej beczki - do jakich włosów byś poleciła nową bambusową serię Biovaxu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda na emolientową. Czyli do lekkich, zniszczonych, puszących się. Więcej o jej potencjale (i o ekstraktach, które dość mocno mogą wpływać na skład) napisała Wiedźma tu: http://www.wiedzmabloguje.com/2015/11/short-news-14-bambusowy-zawrot-gowy-by.html

      Usuń
    2. Żółty gliss kur to emolientowy czołg. Miałam maskę z tej serii, jest świetna, czytałam kiedyś, że potrafi ratować włosy po przeproteinowaniu (zawiera keratynę, ale poza tym całe mnóstwo olejów!). Szkoda, że już w naszym kraju jest nie do kupienia, zostały jedynie odżywki i maski w tubce... Używałam jej nawet do zabezpieczania końcówek, jako produkt d/s, bo zawiera takie upierdliwsze silikony :)

      Usuń
    3. Miałam maskę też, mnie puszyła przez shea chyba. Wiem, ze ją z drogerii i marketów wycofali ale! Widziałam ją ostatnio w Jasminie, takim małym.

      Usuń
    4. Maski nigdy nie widziałam, a rozglądałam się specjalnie. Jasmina u mnie brak, ale chyba o niej poczytam

      Usuń
  7. Mam wersję pomarańczową ale użyłam jej dopiero raz. Jest przyjemna i chyba dobrze robi moim włosom :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę się w ogóle przekonać do odżywek b/s, albo nie umiem ich używać :/ zawsze kończy się lekkim puchem i mam wrażenie, że trochę posklejanych włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, dlatego używam tylko gliss kur'a w spray'u, ale tylko "od święta" :)

      Buziaki :*

      Usuń
  9. Możesz już coś powiedzieć o masce Biovax z bambusem?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja używam tylko d/s. Takie zbyt obciążają moje włosy. Ewentualanie b/s tylko na końce:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja używam jedynie spraye z Gliss Kura które lubię w sumie wszystkie;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też używam jedynie i to od niedawna Gliss Kura :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niby mam kilka na półce, ale żebym o nich pamiętała, to jakoś niespecjalnie. Nie mogę używać ich po myciu włosów wieczorem, bo mi obciążają, a teraz jesienią i zimą włosy myję rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć Henri :) tak sie zastanawiam..nie myslalas zeby jednak ściąć trochę włosy? Nie zrozum mnie źle, może to tylko mi źle się kojarzą (z ekhem topielicą), nie mowiac juz o tym, ze wlosy siegajace ponizej łokci sa nieeleganckie..jestem pewna, że w krótszych wyglądałabyś znacznie korzystniej :) i prosze bez hejtów włosomaniaczki, to tylko rada/spostrzeżenie, każdy może mieć swoją opinie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie że każdy może mieć swoją opinie. Gdyby każdy ją wyrażał tak jak Ty, internet byłby dużo spokojniejszym i lepszym miejscem :)

      Nie chcę ścinać włosów, bo nie mam ich długich "przypadkowo". Wiem, że nazwijmy to standardowa długość dla większości to do talii, to już są długie włosy i dla 99% osób granica. Potem to już jakieś "dziwne", "nienormalne". Mnie się po pierwsze długie włosy bardzo, bardzo podobają a po drugie czuję i widzę po sobie, że długie robią się dopiero jak są w okolicach bioder. Wcześniej nie czuję, że mam długie. Mnie się naprawdę bardzo podobają długie włosy, mówię "wow" za każdym razem jak je widzę. Tak jak niektórym podobają się, nie wiem, torebki, określony krój sukienek, jakieś elementy wystroju wnętrza, jakieś kolory, jakiś styl w sztuce. (Ależ pojechałam z porównaniem :D) I bardzo chcę mieć długie włosy. Nie byłabym zadowolona z krótszymi, czegoś by mi po prostu brakowało. To tak jakby ktoś kto na przykład kocha kolor niebieski miał nagle przestać chodzić w niebieskich ubraniach, otaczać się niebieskimi rzeczami, bo {dowolny powód}. Bo ktoś inny mówi, że nie pasuje do twarzy, bo niemodne, bo coś.
      Jeśli uznam kiedyś, źe źle wyglądam, pewnie zetnę włosy. Na razie na to się nie zanosi. Dopóki sama tego nie poczuję, nie ma mowy żebym ścięła. Jak mogłabym to zrobić dlatego, że ktoś inny uważa, że coś jest z nimi nie tak? To tak jak z tym niebieskim kolorem. Można przestać się nim otaczać. Wtedy wszyscy wokół będą chwalić, mówić "o, w zielonym Ci dużo lepiej, pomarańczowe zasłony są ładniejsze", super, a ktoś jest nieszczęśliwy bo nie ma swojego ulubionego niebieskiego.

      Nie podzielam też tego rodzaju spojrzenia, że włosy poniżej łokci/talii są nieeleganckie czy przytłaczające, to drugie się często przewija. Tego "przytłaczania" nigdy na nikim nie widziałam ;) Po prostu patrzę inaczej.

      Nie byłabym szczęśliwa z krótszymi włosami, nawet gdybym miała je świetnie ścięte i pofarbowane, gdyby kształt i kolor były same w sobie dziełem sztuki i przykładem elegancji. Po prostu czegoś by mi brakowało :)

      Usuń
    2. No, w końcu Cię lepiej zrozumiałam :) wszystko jasne...dziękuję za odpowiedz i śledzę bloga dalej :) pozdrawiam

      Usuń
    3. Super :) Jak dobrze, że o tym można normalnie porozmawiać. A ja mam w notatkach post o tym dlaczego chcę mieć takie długie włosy. Może czas go ogarnąć :)

      Usuń

Prześlij komentarz