Siedem humektantów: mocznik, mleczko pszczele, d-pantenol, kwas hialuronowy, gliceryna, miód, mleczan sodu

Jeszcze w 2013 roku zaczęłam nagle eksperymentować z humektantami, bo potrzebowałam czegoś, co poprawi działanie szamponu Love2Mix z proteinami pereł i jagodami acai. Chciałam też sprawdzić je wszystkie jako dodatki do maski czy odżywki i jako płukanki. Zaczęłam (jak się okazało – błędnie) od dodawania moich humektantów do maski. Oto półprodukty, których użyłam i ich stężenia.

  • mleczko pszczele w glicerynie w stężeniu 5%
  • d-panthenol 1%
  • potrójny 1.5 % kwas hialuronowy 10%
  • mleczan sodu 8%
  • gliceryna 10%
  • mocznik 10%
  • miód

Dodawałam je wszystkie (poza miodem) do maski Serical al Latte. Kiedyś użyłabym jakiejś kiepskiej odżywki czy maski, żeby zobaczyć czy półprodukty poprawią jej działanie, ale ta metoda nigdy się nie sprawdzała. Kończyłam z napuszonymi, nieodżywionymi włosami a przy testowaniu produktu solo okazywało się, że jednak działa dobrze czy nawet świetnie. Założyłam więc, że jeśli coś działa dobrze, to działanie będzie widoczne nawet z maską która świetnie sprawdza się solo. I tak do eksperymentu wybrałam tanią maskę Serical al Latte, która jest wystarczająco duża, żeby przetestować z nią kilka półproduktów a jednocześnie solo działa bardzo dobrze. Żaden półprodukt nie poprawił jej działania, ale pomyślałam, że to niemożliwe, żeby wszystkie nie działały. Może jednak pomysł testowania półproduktów z dobrą maską jest nietrafiony? Ale z kiepską jest jeszcze gorzej. Nie chciałam specjalnie szukać taniej, dużej i średnio działającej maski czy odżywki tylko po to, żeby używać jej jako bazy do mieszania. Nie mogłaby być za dobra, bo nie widać czy półprodukty działają, ani za kiepska, bo niektóre dodatki mogłyby nie poprawić jej na tyle, żeby efekt końcowy był dobry i to znów oznaczałoby kilka tygodni niedostatecznej pielęgnacji.

Straciłam na ten eksperyment kilka tygodni i nie dowiedziałam się niczego o tych humektantach (poza tym, że kwas hialuronowy i mleczan sodu wyraźnie zagęściły maskę, dzięki czemu wzrosła jej wydajność). Postanowiłam więc odpuścić testowanie półproduktów z konkretną maską, nieważne czy jest bardzo dobra czy kiepska. W obu przypadkach nie ma pewności, że półprodukt zadziała. Przez większość czasu i tak miałam dodawać półprodukty nie do Latte a do odżywek będących drugim O w OMO, które często się zmieniały, więc testowanie wszystkich dodatków z maską Latte nie miało sensu. Z tego samego powodu (częsta zmiana odżywek i masek, większość szybko się kończy) nie ma sensu testować półproduktów z jedną i tą samą maską. Zaczęłam testować półprodukty jako płukanki oraz jako dodatki do aktualnie używanej maski czy odżywki.

Większość humektantów zadziałała podobnie, niestety. Nie ma więc sensu opisywać ich osobno, notatkę podzieliłam na grupy według użycia. Wyniki drugiej części testów (pierwsza to ta z maską Serical), w której robiłam płukanki, dodawałam humektanty do odżywki wymagającej polepszenia działania a także zaprosiłam do zabawy miód wyglądają następująco:

Płukanka: mocznik (10%) i kwas hialuronowy (10%) nieznacznie zmiękczają włosy i lekko je wygładzają. Mleczko pszczele (5%) je trochę wygładza, podobnie jak mleczan sodu (8%). D-pantenol (1%) i gliceryna (10%) niestety nie robią nic. Miodu w tej formie nie próbowałam.

Dodawanie do odżywki: odżywka Timotei Intensywna Odbudowa w starej wersji mnie rozczarowała, a zapamiętałam ją jako świetną. Niestety zostawia włosy napuszone, końcówki krótszych odstają na całej długości dając efekt pogniecionych włosów. Ale to dobrze, przydała się jako obiekt badań.

Tylko miód (około 5-10%), mleczko pszczele (5%), gliceryna (10%) i mleczan sodu (8%) coś zmieniły. Po odżywce z mleczanem włosy były lekko gładsze w dotyku i wizualnie, a po miodzie, glicerynie i mleczku pszczelim było po prostu świetnie! Włosy były gładkie wizualnie, błyszczące i śliskie. Kiedy użyłam któregoś z tych humektantów na jednej połowie włosów, a jednego z tych niedziałających na drugiej różnica była ogromna. Pogniecione i napuszone włosy z jednej strony, gładkie i dociążone z drugiej. Tu również kwas hialuronowy bardzo zagęścił odżywkę, zwiększając jej wydajność.

Dla mnie tylko mleczko pszczele w glicerynie, gliceryna, miód i może mleczan sodu są warte używania regularnie. Resztą rozczarowałam się bardzo i długo byłam zła na stratę czasu, ale przynajmniej nauczyłam się czegoś od strony technicznej: nie należy zawieszać sprawdzonej, złożonej pielęgnacji dla testowania wielu nowości pod rząd ;)

Jakiś czas temu pisałam o dodawaniu humektantów do szamponu, ale nie uzyskałam żadnego pozytywnego efektu. Od końca 2013, kiedy to zaczęłam poznawać te półprodukty, przestałam w ogóle wzbogacać maski, bo znalazłam takie, którego tego nie potrzebują. Za to kocham humektanty nakładane pod olej :)

A Wy, jak sprawdzacie działanie nowych półproduktów? Robicie płukankę, mieszacie produkt z odżywką, czy macie jeszcze inne sposoby?

Komentarze

  1. Coraz częściej w roztworach stosuję miód i efekt jest całkiem szybko widoczny, dobrze się przyjmuje i nie powoduje sklejania włosów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też próbowałam testować różne produkty na podobnej zasadzie - używając to tego tych samych kosmetyków. U mnie poskutkowało to totalnym przyklapem...
    Nie próbowałam półproduktów, a może warto? Jedynie miód często dodaję do masek, nawet dzisiaj to zrobiłam ;) Raz próbowałam zrobić z nim płukankę, ale musiałam za dużo go dodać, bo włosy były poklejone.
    Widzę że masz wysokoporowate włosy, lub średnioporowate(tak wyglądają na zdjęciach) i mam wielką prośbę - czy mogłabyś mi jakoś podpowiedzieć, co powinnam zrobić ze swoimi włosami? Utknęłam w ich pielęgnacji i tak naprawdę nie wiem co dalej. Ty już dosyć długo w tym siedzisz, ja niecały rok. W dzisiejszym poście u mnie na blogu wszystko wyjaśniam no i właśnie proszę o pomoc. Bardzo zależy mi na jakichkolwiek poradach.
    Pozdrawiam,
    Julie Ann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam post ale nie znalazłam informacji o tym, co robisz, jakich produktów używasz, jak często. Żebym bez sensu nie pisała czegos, co może już robisz, napisz mi proszę w miarę dokładnie pielęgnację, to postaram się coś doradzić :)

      Usuń
  3. Również używam tego Sericala jako bazy;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Henri ty to masz prawdziwa dusze naukowca, nie moge wyjsc z podziwu jak ty to skrupulatnie testujesz, zapisujesz, porownujesz.
    Ja to tak dosc chaotycznie dzialam, walac jak i gdzie popadnie, raz do maski raz do henny, czasem do szamponu. plukanek raczej nie robie. inna sprawa niestety moje wlosy zazwyczaj po wszystkim wygladaja tak samo. czy olejuje czy nie, daje maske czy odzywke, myje ziolami szamponem (niechlubny wyjatek- mydlo i glinki po ktorych moje wlosy wygladaja po prostu ZLE)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Twoje włosy po wszystkim wyglądają tak samo DOBRZE. I nie mów, że nie :)

      Usuń
  5. miod dodaje do moich ziolowych papek do mycia, mam wrazenie ze zmiekcza wlosy, poza tym polecany jest do mycia przy no poo.
    mleczko pszczele w glicerynie- tylko wam powiem ze jako dodatek do oleju sie nie sprawdza (taki dziwny osad sie wytracil), no i przy nim nieraz zastanawialam sie na ile dzialanie pochodzi faktycznie z mleczka a na ile z gliceryny
    gliceryna- probowalam tylko aptecznej i szalu u mnie nie zrobila.
    jako nawilzacz swietnie u mnie sie sprawdza zel aloesowy gorvita- tani i wydajny, daje go pod olej, do masek, szamponow, henny- ale tobie aloes nie sluzy jak dobrze kojarze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, aloes daje mi wspaniały efekt spalonych włosow. Są aż jasne :D

      Usuń
  6. Rzadko używam półproduktów a jak już to łącze je z maskami :)

    OdpowiedzUsuń
  7. chyba jeszcze nie korzystałam z półproduktów :) jakoś nie mam do tego pamięci :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja ostatnio, tak a propos humektanów, zaczęłam testować kakao. Dodałam jej już do maski latte z biovaxu, do maski na skórę głowy przed myciem, a także z miodem i olejami zamiast zwykłego olejowania. I zakochałam się! Pachnie cudownie, a włosy są milusie, z tym, że moje włosy są nisko do średnio porowatych i cieniutkie, nie mam pojęcia jak kakao zadziała na innych włosach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kakao miało swoj moment jakis czas temu w blogosferze. U mnie całkiem przyjemnie działało :)

      Usuń
  9. Jedyny humektant, z jakim do tej pory miałam styczność to gliceryna. Nakładam ją pod olej zmieszaną z wodą w proporcji 1:1. Czasem moje włosy są cudownie nawilżone, czasem niestety robi się puch... mimo że uważam na punkt rosy :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam pytanie, wybacz, że nie na temat, ale nie mogłam znaleźć tej informacji na blogu. Jeśli dobrze zrozumiałam, podcinasz włosy własnoręcznie? I jakich nożyczek do tego używasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podcinam własnoręcznie. Przez kilka lat używałam nożyczek z Rossmanna, miałam dwie pary i obie były idealne, żadnych białych kulek, żadnych rozdwojeń, a wiele osób na nie narzeka. Teraz przerzuciłam się na maszynkę.

      Usuń
  11. Z listy Twoich humektantów używałam miodu i gliceryny. Z gliceryny nie byłam zadowolona, choć przetestowałam kilka sposobów to żaden mi nie odpowiadał: ani jako dodatek do maski/ odżywki, ani jako "podkładka" pod olej nałożona na mokre włosy, ani jako płukanka. Za to miód kocham, ale muszę zrezygnować z częstego nakładania bo ociepla kolor. Jak nie miałam maski Seri miodowo-migdałowej to dodawałam go często do odżywek/ masek po myciu włosów. Oprócz ładnego odcienia włosy były bardziej mięsiste i lekko odbite od skóry głowy. Bardzo lubiłam ten efekt.
    Jest jeszcze aloes, do którego mam ambiwalentne uczucia. Aktualnie myję głowę balsamem aloesowym podrasowanym białą glinką i olejkiem z drzewa herbacianego. W roli środka myjącego sprawdza się świetnie, natomiast czysty aloes włosom robi krzywdę. Wolę go wypić lub posmarować skórę głowy - pięknie nawilża. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny na LHC zawsze pisały, że jak chce się "zabić" utleniacz w miodzie to trzeba miód podgrzać, najlepiej nie w kapieli wodnej tylko czymś mocniejszym. Mikrofalówka, o! Chyba najlepiej. I wtedy nie powinien zmieniać koloru :)

      Usuń
  12. Ale trafiłaś z tematem :) akurat dziś kupiłam glicerynę w aptece i 1 raz naolejowałam na nią włosy. Efekt bardzo mnie zawiódł, włosy są strasznie szorstkie na końcach, aplikacja to mordęga, wyrwałam sobie milion włosów. I do tego ten puch :c to nie wina punktu rosy, bo cały dzień przesiedziałam w domu, a przy poprzednim myciu Natur Vital aloesowa dała super efekt, też przy siedzeniu w domu :/ spróbuję dodać do maski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej lawiny minusów dla równowagi dodam, że mój wybredny skalp wydaje się być zadowolony :)

      Usuń
    2. Czyli może gliceryna Ci nie pasuje, tak jak Kasi z http://kasianafali.pl. Ja z kolei nie trawię aloesu nigdzie.
      A gliceryna ta apteczna (miałam taką z pomarańczową etykietą) jest jeszcze znośna, ta z ZSK jest dopiero gesta i lepka! Aż ciepło w ręce jak się przesunie raz wolno po włosach. Szaleństwo! :)

      Usuń
  13. Muszę poeksperymentować, bo oprócz kwasu hialuronowego nie próbowałam niczego z tej listy - a stoi w domu wielki słój miodu :) U mnie z nawilżaczy w kółko aloes i aloes :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ile testów i doświadczeń! Aż szkoda, że nic z tego nie wyszło :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mieszam co mi wpadnie w ręce z maskami i olejami. :) oleje nakładam przed myciem, a maski po/przed. ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz