Pierwsze wrażenie i od razu miłość: szczotka Olivia Garden Supreme Combo

Dzisiejszy post sponsoruje Król Małżonek, Miłościwie Nam Panujący etc., jako siła która wreszcie zmotywowała mnie do kupienia szczotki. Sama zastanawiałabym się jeszcze tygodniami nad tym, czy warto ryzykować. A przecież przemyślałam wszystko, pomysł kupna szczotki pojawił się jeszcze w maju, kiedy przeczytałam tę recenzję Bijum. (Jak ją przeczytacie, też będziecie chciały Olivię. Żeby nie było – ostrzegałam! ;))


Jeśli w ogóle, to planowałam kupić szczotkę przez Internet. Ale sieć Fale Loki Koki podstępnie otworzyła w Toruniu drugi sklep – na trasie którą często wędruję, bo to wejście na Starówkę. Raz rzuciłam okiem przez drzwi, wydawało mi się, że jest, ale weszłam dopiero przy kolejnym przejściu. Nieśmiałe zaloty. I była, była. We wszystkich trzech wersjach: Pro – z samymi igiełkami, Boar – 100% włosie dzika, i moja wybranka, Combo, łącząca jonowe igiełki i włosie dzika. Nasze drugie spotkanie to już ślub – przeniosłam ją przez próg.


Jest duża, powierzchnia czesząca jest wyraźnie większa niż w szczotce Khaja. Przy tym jest zaskakująco lekka. Ładna też jest. I wygodna, ergonomiczna, zgodnie z opisem producenta. Więcej z opisu: igiełki i pneumatyczna baza są jonizowane. Mamy obietnice delikatności dla włosów i skóry, łatwego rozczesywania i nadawania włosom blasku, a także wygładzania.

Po przeczytaniu jej recenzji, zapytałam Bijum o kulki. Bo obecność potencjalnie niszczących włosy kulek mnie niepokoiła. Naszą rozmowę znajdziecie tutaj, a ja jeszcze raz dziękuję za rozwianie moich wątpliwości. Igiełki faktycznie są wykonane bardzo starannie, kulki są gładko nalane, więc włosy nie będą się pod nie wciskać i niszczyć. Obawiałam się też gumowej bazy o którą włosy mogłyby trzeć i się niszczyć, a mnie bolałaby skóra głowy przez ciągnięcie, ale nic takiego się nie dzieje.

Dzieją się za to same cuda. Zaznaczam, że Olivii używam do szczotkowania włosów a nie ich rozczesywania, czyli czeszę nią już rozczesane (palcami, jak zawsze) włosy. Raz, że moje włosy zasadniczo się nie plączą. Dwa, że ewentualne supełki wolę bezboleśnie i bezpiecznie rozplątywać palcami. Grzebień, nawet drewniany z szerokimi zębami, wyrywa mi włosy a Tangle Teezer mnie nie zachwyca. Nie ma jak się wykazać, bo splątań nie ma, a jako szczotka, czyli narzędzie do szczotkowania a nie rozczesywania, jest u mnie kiepski: zero przyjemności, za to trochę urywania włosów i niszczenia końcówek. Wróćmy do Olivii – używam jej do szczotkowania. O tym, dlaczego bardzo lubię szczotkowanie, pisałam w styczniu. W skrócie, szczotkowanie sprawia, że moje włosy są rozprostowane, sypkie, gładsze, bardziej śliskie i miękkie. Bez szczotkowania też są gładkie, ale krótsze włosy na wierzchniej warstwie lubią odstawać a całość nie wyraźnie ale jednak zbija się w strączki. Widać to na styczniowych zdjęciach, robionych jeszcze po użyciu Khaji. (Wszystkie były robione z odbitą od sufitu lampą, więc blask jest nieco większy niż naprawdę.)


Tu prawa (na zdjęciu, a w rzeczywistości moja lewa) połowa jest wyszczotkowana, lewa jeszcze nie. Tuż po szczotkowaniu włosy się puszą, do czego zaraz przejdę w szczegółach. Ale widać, że są sypkie i połączone w całość. Wyglądają lepiej, nie jak tylko rozpuszczone z koczka i zostawione samym sobie. 


Przy gładkości i blasku potrzebne jest wyjaśnienie: używając szczotki z włosia dzika (Khaja Helena) muszę na nie poczekać związując włosy na co najmniej kilkanaście minut, a im dłużej tym lepiej. Tuż po szczotkowaniu niestety są spuszone i matowe. Pomaga im ściśnięcie w koczku – tak samo jak po myciu. Czyli bez szczotkowania mam nieco puchu, potem tuż po szczotce jest on dość wyraźny, ale po koczku robi się bardzo dobrze. Warto narobić sobie tego puchu i go przeczekać, żeby później było lepiej niż na początku ;)

Ale bałam się tego, że wydam 70 złotych na szczotkę, która tak jak Khaja będzie mi puszyła włosy i nic nowego nie wniesie. Bijum jednak wspomina, że z Olivią nie musi czekać na wygładzenie, chociaż szczotka z samego włosia dzika bardzo puszy jej włosy. U mnie również jest ogromna różnica między Khają a Olivią. Zacznijmy od puszenia właśnie. Z Khają też jest już lepiej niż kiedyś, bo mam zdrowsze włosy. Ale jednak puszy, jednak muszę czekać aż włosy wygładzą się w koczku. Olivia nie zostawia ich idealnie gładkich od razu, ale różnica na plus jest bardzo duża. 

Tak jest po Khaji (lampa, choć odbita, poprawia sytuację. W rzeczywistości jest gorzej.):


I przejdźmy do Olivii. Tak jest tuż po wyszczotkowaniu:


A tak wyglądają moje włosy po tym, jak już wygładzą się w koczku:




Być może zdjęcia zrobione tuż po szczotkowaniu nie pokazują wyraźnie różnicy. Uwierzcie mi więc na słowo, że ona jest :) Po Olivii włosy są dużo mniej spuszone niż po Khaji. Późniejsze wygładzenie jest również silniejsze, po szczotkowaniu Khają nawet kilka godzin w koczku nie dawało mi tak dobrego efektu jaki mam po Olivii.

Kolejną sprawą jest przyjemność używania szczotki. A przyjemność jest taka, że przy pierwszym przesunięciu nią po włosach roześmiałam się na głos i zaczęłam się zachwycać. "O jaaaa, ale super!" Jest super. Jako tło mam zwykłe plastikowe szczotki (szarpią powodując ból a dla włosów nic dobrego nie robią), szczotkę drewnianą (tak samo), szczotkę Hercules Sagemann 9046 (połączenie włosia dzika i plastikowych igieł – puszyła, chociaż w użyciu przyjemna), Tangle Teezer (przy tym, że niszczył mi włosy przyjemności dawał zero) i Khaję (ma gęste, grube i sztywne włosie. Sama nie wejdzie we włosy, kiedy naciskam je dłonią nadal nie przeczesuje wszystkich warstw. Nie szarpie pojedynczych włosów i nie wyrywa, ale jest tak gęsta, że po prostu ciągnie całe pasma, muszę się napracować żeby przesunąć nią po włosach, odciągać rękę w jedną stronę a głowę w drugą). Po takich doświadczeniach nie spodziewałam się tego, co dzieje się przy używaniu Olivii. Jest cudownie. Szczotka idealnie wchodzi we włosy. Włosie dzika jest w niej tak miękkie i elastyczne, że pewnie nie uwierzyłabym, że jest prawdziwe, gdyby nie opis. Nie musi być tak twarde jak w Khaji, bo w czesaniu pomagają mu igiełki. Igiełki również są odpowiednio miękkie. Szczotka gładko sunie po włosach, a przeciąganie nią po pasmach daje efekt masażu skóry głowy – włosy się przyjemnie naciągają i łaskoczą skórę. I to jest świetne. Wspaniałe uczucie na skórze i... samych włosów nie czuć ;), ale efekt gładkiego sunięcia po pasmach szczotką jest bardzo, bardzo przyjemny. To jest prawdziwe szczotkowanie, takie, że mogłabym to robić bardzo długo. Jest i bezpośredni masaż skóry głowy – Khaja nie dociera mi do skóry nawet przyciskana a Tangle Teezer po prostu ją drapie (mam wersję Salon Elite, igły w Original są podobno bardziej zaokrąglone i miękkie), za to kulki Olivii przyjemnie masują głowę.

Także jest bardzo dobry efekt na włosach. Są sypkie, proste i gładkie. Nawet jeśli muszę na jakiś czas gładkość (tę "domyślną," po kosmetykach) stracić a później na nią czekać, to warto trzymać się szczotkowania jako elementu pielęgnacji. Bo gładkość jest wyraźna a w pakiecie przychodzi wspomniana sypkość włosów. Przyjemność z samego używania szczotki jest ogromna. Nie miałam pojęcia, że tak może być. Siedzę, szczotkuję włosy i jest wspaniale :) Mogłabym bez końca przesuwać szczotką po pasmach. Pod warunkiem, że są rozczesane. Ze splątaniami Olivia sobie radzi, i robi to bardzo delikatnie, nie wyrywa włosów, ale u mnie rozczesywanie palcami jest jeszcze delikatniejsze.

Kupowałam szczotkę z obawą, że będzie puszyła włosy tak jak Khaja i nic nowego nie wniesie. Wnosi dużo. Lepszy efekt wizualny i kompletnie niespodziewaną a wielką przyjemność używania. Teraz rozumiem skąd bierze się średnia 9.6/10 z 57 ocen na hairstore.pl. I polecam. Bardzo polecam. Dam Wam znać jeśli coś się zmieni. Póki co, planuję używać Olivii regularnie. Nie widzę niczego, co mogłoby niszczyć włosy. Igiełki i gumowa podstawa są w porządku. Nawet jeśli nie będę chciała w danym czasie robić zdjęć włosów czy nosić ich rozpuszczonych – dla przyjemności samego procesu, warto! 

Komentarze

  1. Rany rany rany! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak Ci się spodobała! :) Będę dzisiaj fruwac pół dnia pod niebiosa, bo ktoś znalazł tyle radości dzięki mnie- tak nieskromnie napiszę, a co! :)) Miłego szczotkowania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczotkuję zawzięcie! :) I zobacz, ta szczotka jest na rynku od 2011 a ja nie zwracałam na nią uwago totalnie, chociaż przeglądając wszystko na hairstore.pl nie raz ją widziałam. Zero zainteresowania. Gdyby nie Ty, ominęłoby mnie tyle przyjemności! :):)

      Usuń
  2. Mam tą szczotkę od 2 tyg i również ją uwielbiam :D Najlepsza szczotka jaką miałam daje lepszy efekt wizualny niż tt po którym troszkę zniszczyły mi się końcówki :)
    Na początku miałam obawy czy to na pewno nie są pieniądze wyrzucone w błoto ale nic z tych rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a powiedz jeszcze jak wyglada kwestia mycia i czyszczenia?
    juz mnie reka swierzbi zeby sobie kupic...zajde dzis do fryzjerskiego popatrzec ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałabym jej nie myć żeby nie wlewać wody pod gumę,obym nie musiała. Póki co nie jest brudna/zakurzona, chociaż Khaja po tylu użyciach już by była. Udaje mi się bez problemu wyjąć włosy ręką, igły i włosie są na tyle elastyczne, że się udaje.:)

      Usuń
  4. Przeczytałam recenzję Twoją i Bijum i... chyba zakupię :) Chociaż cena trochę odstrasza. Od dłuższego czasu szukam czesadła dla cienkich, delikatnych włosów, miałam zainwestować w Khaję ale to jest chyba lepsze wyjście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknęłam na bloga żeby przypomnieć sobie jakie masz włosy. Chyba o niższej porowatości od moich? Ale i tak... Olivia jest dzikiem tak jak Khaja, ale z różnymi polepszającymi dodatkami. Więc skoro dzik, to dość śmiało polecam Olivię, nie Khaję.

      Usuń
  5. Widziałam ją u Bijum, pewnie też kiedyś wypróbuję, ale jak na razie Khaja sprawdza się u mnie świetnie :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cena niska nie jest, ale jak czytam warto.

    OdpowiedzUsuń

  7. Tez dlugo zwlekalam z zakupen tej szczotki. Mialam juz rozne: Tangle Teezer, Wet Brush ( zaluje zakupu), z wlosia dzika i moze cos jeszcze. W koncu zdecydowalam sie na Finger Brush Combo Olivia Garden, bo akurat nie bylo Supreme w sklepie a koniecznie chcialam. Jestem zachwycona! Dzis zamowilam jeszcze Supreme, zeby miec dwie. Moim corka ma bardzo dlugie, cienkie wlosy, zawsze splatane. Zadna inna szczotka nie radzila sobie, a moja corka przy kazdym rozczesywaniu miala lzy w oczach... Ten problem juz sie skonczyl wlasnie dzieki Finger Brush Combo...
    Chcialam Ci Henri podziekowac, za Olejek Gliss Kur Ultimate Color:) Wiele razy czytalam o nim na Twoim blogu.
    Jestem z niego bardzo zadowolona. Jest to jedyny olejek, ktory faktycznie wygladza i dociaza moje wiecznie spuszone, szkliste wlosy.
    Probowalam Mythic Oil ( nic nie robil), Kerastese ( po kilku uzyciach- zero dzialania) . Podobnie z Serum A+E Biovax i Montibello z bursztynem.. Moim zdaniem dla wlosow z tendencja do puszenia, suchych, trudnych w pielegnacji to jest strzal w 10 !
    Do tego Kallos Bananowy :) Chyba dzieki niemu, serum Gliss Kur ultimate color i szczotce w koncu znalzlam zloty srodek w pielegnacji wlosow.. po 3 latach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Finger Brush wygląda kosmicznie! :) Bardzo ciekawy kształt.
      Cieszę się, że moje zachwyty nad Gliss Kurem pomogły, naprawdę :) Złote środki się znajdują. Zawsze coś jest, musi być. Nawet po latach! Jak u mnie i u Ciebie ;)

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten post czytało mi się jak dobrą książkę ;-) Szczególnie kiedy opisywałaś zakup :-) A teraz tak myślę, że zamiast TT na mojej zakupowej liście pojawi się jednak ta szczotka :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jednak dobra szczotka to podstawa! U mnie królowała podróba Tangle Teezer, ale wróciłam do takiej kwadratowej szczotki Elite, uwielbiam ją:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra szczotka to podstawa. I pomyśleć, że długo kompletnie ignorowałam ten temat!

      Usuń
  11. Chcę ją mieć chodz cena wysoka jak na szczotkę dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczotka szczotką... Ale włosomaniaczka w Toruniu^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne! :) Moje kochane miasto.

      Usuń
    2. Ale wracając do szczotki (po dzisiejszym szczotkowaniu włosów postanowiłam jednak dodać swoje trzy grosze), całe szczęście żadne szczotkowe nowości mnie nie kuszą. Jakiś czas temu udało mi się dobrać idealny zestaw do rozczesywania i szczotkowania swoich włosów i jestem szczęśliwa :D

      Usuń
    3. To ja znów o Toruniu – nie żebym była wielką podróżniczką ale w paru miastach byłam. W tym takich "kultowych," powszechnie wzbudzających zachwyt. Ale niestety – jest ładnie, owszem, jednak do zachwytu daleko. A Toruń mnie zachwyca, Toruń kocham. Jak kiedyś będę zmuszona się stąd wyprowadzić (oby nie!) chyba będę przyjeżdżała na weekendy :D

      Usuń
    4. Zdecydowanie Toruń ma w sobie coś pięknego. Cały czas nie mogę zrozumieć mojej przyjaciółki, która wyprowadziła się do Krakowa i nie wraca do Torunia nawet na wakacje. Ja się stąd nie ruszam :)

      Usuń
    5. Po cichu przyznam, że Kraków to jedno z miast do którego jechałam nasłuchawszy się zachwytów. Zwłaszcza o Starym Mieście nocą. Koleżanki, które z wielkim żalem wyjeżdżały bo mogłyby "całymi tygodniami chodzić po Krakowie" i tak dalej. Cóż... Torunia u mnie nie przebił ;) Ja też się stąd nie ruszam :)

      Usuń
    6. Rodzinnego miasta, szczególnie takiego, nic nie zastąpi. Jest się do czego przywiązać :)

      Usuń
    7. Oj, jest. I pojedyncze miejsca i cała atmosfera Torunia. Są takie miejsca, które nie zmieniły się od mojego dzieciństwa. Popękane chodniki i stare drzewa, jeszcze nie nowoczesne sztucznie śliczne trawniczki. Niestety powoli znikają, ale są. Może to własnie to, że jestem stąd sprawia, że tak Toruń uwielbiam. Ale z drugiej strony... bardzo długo mieszkałam w innym mieście i niby też je znam, czuję się tam jak w domu, ale... to nie to samo.

      Usuń
    8. Dokładnie. Mój ukochany park, niby unowocześniony, bo siłownia pod chmurką i plac zabaw i ogrodzony teren dla piesków, ale mimo to dalej taki sam. te same drzewa, te same krzaczory i te sama pokrzywy :D

      Usuń
    9. A nie. Chociaż ten też jest piękny.
      Taki mały parczek naprzeciw cmentarza na Jakubskim :) Nic specjalnego niby, ale to moje okolice.

      Usuń
    10. Coraz więcej nas w Toruniu :)

      Usuń
    11. Zauważyłam, że często robisz zdjęcia na bydgoskim :) Może kiedyś będę miała szansę osobiście się poradzić w włosowej sprawie...

      Usuń
    12. Jakby co, zachęcam do rozmowy :) Serio. Na Bydgoskim dość często bywam, bo ten park to jedno z moich ulubionych miejsc.

      Usuń
  13. Miałam TT i oddałam w dobre ręce. Bardzo przyjemnie masowała skalp i rozczesywała włosy, ale moje delikatne końcówki ucierpiały. Pierwszy raz w życiu szczotka (sic!) przesuszyła mi końcówki.
    Obecnie używam drewnianego grzebienia, plastikowego grzebienia, plastikowej szczotki z grubymi igłami i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie masaż skory głowy TT odpada. Salon Elite ma chyba jakoś wyjątkowo twarde i ostre igły, mnie on drapie tak, że aż boli. Okropnie.

      Usuń
  14. Ja posiadam Khaję i TT compact. Khaja to wg mnie jakieś nieporozumienie. :D Puszy, dotyka jedynie pierwszej, wierzchniej warstwy włosów, elektryzuje, do skóry głowy nie dociera, nie rozczesuje, nie wygładza...
    TT... Mam mieszane uczucia co do tej szczotki...

    Jak dotąd moim hitem jest drewniany grzebień The Body Shop. 3 lata ma, sprawdza się cały czas tak samo rewelacyjnie. Sprawdzałam go na różnych fryzurach i stanach, etapach włosów - przechodził ze mną intensywne zapuszczanie, wypadanie, zmianę kształtu fryzury, zmiany kosmetyków i kondycji włosów... I zawsze robił mi dobrze. :) To mój hit.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też go miałam. Ale ciągnął pojedyncze włosy i wyrywał zamiast rozczesywać a trzymałam go lekko i nie ciągnęłam. I nawet jeśli pourywane włosy bym przeżyła, to to niestety bolało. Myślę, że mogę mieć wrażliwą skórę głowy w sensie małej odporności na ból. Wyrwanie włosa strasznie mnie boli, czasem aż mam mimowolnie łzy w oczach tak, jak przy wyrywaniu brwi albo oberwaniu prosto w nos ;)

      Usuń
  15. Ja też bym zakupiła. A to nie Salon Elite ma miększe igły niż Original?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Original ma jeszcze twardsze, to... A twardość to jedna sprawa. Dwa, że one są ostre. Są po prostu kompletnie nierówno zakończone, skrobią skórę, nawet dłoni, nawet jak lekko dociskam szczotkę do głowy. To boli. O żadnym masażu nie ma mowy, podejrzewałam, że jak dziewczyny piszą o tym jaki to cudowny masaż skóry można TT zrobić to miały na myśli Original. Ale żeby aż taka różnica była?

      Usuń
  16. Henrietto, składam oficjalne zażalenie w imieniu mojego portfela oraz silnej woli, bowiem nie od dziś wiadomo, że zaczynam pożądać wszystkiego, co pozytywnie opiszesz na blogu. Do moich westchnień do Flexi8 (dalej nie mam odwagi zamówić czegoś z zagranicy...) dołączają westchnienia do tej oto szczotki. Posiadam tylko Tangle Teezer, nowszą wersję, która jest niesamowicie twarda i łamie mi włosy :-(

    I co ja biedna pocznę..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może wypróbuj Aqua Splash, jest nieco bardziej miękka (chociaż jest nieporęczna). Szkoda, że TT wypuszcza teraz takie twarde szczotki :( ja mam starego DTanglera i już jest w opłakanym stanie. Zastanawiam się w jaką szczotkę teraz zainwestować. Będę mieć na uwadze Olivię przy wyborze:) Dzięki Henri za tego posta!

      Usuń
    2. To może zacznę pisać recenzje też średnich produktów :D Bo do teraz tego nie robiłam raczej ;) Bo inaczej będę kusila wszystkim o czym wspomnę! A powinien być jakiś blogowy fundusz na zakupy po przeczytaniu zachęcających recenzji. Czas wygrać w Lotka, mamy kolejny powód :D

      Aż wróciłam do renenzji szczotki TT Blow Styling u Blond Hair Care, bo jakoś wydawało mi się, że ona ma miękkie te igły. Ale nie, Natalia pisze, że twarde są. Chyba serio TT postanowił robić wszystkie szczotki twarde. :(

      Usuń
    3. Załóżmy fundację dla Włosomaniaczek W Potrzebie Po Przeczytaniu Zachęcającej Recenzji :D Na pewno mocno się przyda!

      Nowsze wersje TT to tragedia, żałuję że nie dowiedziałam się jakie są teraz twarde przed zakupem...

      Usuń
  17. a ja od roku mam Olivię ale bambusową i kocham ją miłością nieskończoną! :) pamiętam jak poszłam do fryzjerskiego po TT i kupiłam TT siostrze a dla mnie , po namowie pani ze sklepu , kupiłam Olivię i nie żałuję :) jest lekka i poręczna :) jedyny problem to czyszczenie jej bo nadal nie znalazłam dobrego sposobu na doczyszczenie jej.. :/

    OdpowiedzUsuń
  18. I to chyba będzie szczotka którą (jeśli tylko fundusze na to pozwolą) zakupię. Już od dawna oglądałam się za jakąś szczotką, mam TT w kompakcie, ale potrzebuje jeszcze czegoś oprócz niej, myślałam nad Khają z włosia dzika, ale ją odkładam na później na rzecz oto tej Olivii, przekonałyście mnie ! : ))

    Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  19. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy GK Conditioner

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz