NDW 18: ratunek po nieznacznym zaniedbaniu

Moja poprzednia Niedziela dla Włosów miała miejsce w grudniu. Ha! Później nastała świetlana era minimalizmu i skończyło się SPA dla włosów ;) Nie chciałam tworzyć wpisów z serii NDW opisujących to, jak nakładam tylko olej albo tylko maskę. A więcej produktów to już gorszy efekt.

Teraz pojawiła się okazja do opisania niedzielnej pielęgnacji. Nie zrobiłam nic nadzwyczajnego, także sama pielęgnacja nie jest sednem, ale musiałam zapisać sobie pewną kwestię: skutek nieznacznego zaniedbania włosów. Niedzielny zabieg był właśnie próbą naprawienia szkód.

Sprawa wygląda tak: wyjechałam z domu na nieco ponad tydzień i byłam w tym czasie często zajęta. Nie wyjeżdżałam z nastawieniem "na kilka dni można odpuścić pielęgnację." Ja nie odpuszczam, mam to szczęście, że poza czekaniem na efekt lubię sam proces, dzięki temu zawsze chce mi się nałożyć olej, maskę, wcierkę. Nie pojechałam z samym szamponem. Wzięłam olej i maskę, oba produkty sprawdzone i bardzo lubiane. Wzięłam wcierkę i serum. I planowałam dbać o włosy jak zawsze. Tylko że chęci to tym razem za mało. Najzwyczajniej nie miałam czasu na zrobienie wszystkiego na 100%, chociaż chciałam to robić. Do tego dołączyło kilka innych czynników.

Czasem myłam włosy tak późno, że nie mogłam już czekać aż całkiem wyschły więc związywałam je i kładłam się spać kiedy były delikatnie wilgotne. To wystarczy, żeby następnego dnia były suche i matowe. Kilka razy umyłam je w chłodnej wodzie, bo ciepłej chwilowo nie było. Po nałożeniu maski zajęta nie zauważyłam, że 10-15 minut dawno minęło a przetrzymana maska dłużej to u mnie słabszy efekt. Przy jednym z olejowych myć było jeszcze gorzej, bo nagle zrobiło się tak późno, że nie chciałam zaczynać mycia i czekać do nocy aż włosy wyschną. Poszłam spać z olejem na długości i umyłam włosy rano. Skóra nie była zadowolona, ale po myciu było w porządku. Za to długość po prawie dobie z olejem była sucha, sztywna i spuszona. Nie raz trzymałam też za długo koszulkę na głowie (używam jej zamiast ręcznika). To również psuje efekt końcowy po myciu. W domu, żeby się nie zapomnieć, ustawiam minutnik ;) Tym razem byłam zajęta.  Żeby nieco szybciej wysuszyć umyte późno włosy, wychodziłam na zewnątrz. Nie na słońce i nie na wiatr, zawsze były to wieczory, ale takie szybkie suszenie i tak mi nie służy, podobnie jak suszarka. Przebywałam też na słońcu więcej niż zazwyczaj. Na dłuższe wyjścia zakładałam turban (KLIK), ale nie mogłam tego zrobić idąc na przykład na sesję jogi. Chociaż włosy zawsze miałam związane, warstwy do których docierało palące słońce i tak się przesuszyły. Pływałam w jeziorze. Nigdy nie moczyłam całych włosów, ale partie nad karkiem były często mokre a krótsze, niesięgające koczka pasma plątały się.

Opis może sprawiać wrażenie księgi zbrodni. Ale tak naprawdę to tylko kilka razy przetrzymana maska, olej i koszulka, do tego trochę słońca (naprawdę nie spędzałam na zewnatrz długich godzin, po prostu nieco więcej czasu niż zazwyczaj, a jeśli suszyłam włosy na dworze to dość późnym wieczorem, nie wystawiałam ich mokrych na palące słońce) i ciepła a także związanie włosów (nawet nie za każdym razem) kiedy były jeszcze wilgotne po myciu. Przy tym wszystkim jednak olejowałam je i nakładałam maskę z wprasowywaniem. Zabezpieczałam końcówki i związywałam włosy. Powiedziałabym, że te szkodliwe czynniki takie jak słońce i niedociągnięcia takie jak zbyt długie trzymanie koszulki, sprawiły że moja pielęgnacja była w 75% tak staranna i dokładna jak zazwyczaj. To nie dramat, było naprawdę daleko od scenariusza "słona woda, słońce całe dnie, rozpuszczone włosy, mokre na słońcu i wietrze, zero pielęgnacji poza szamponem, nadrobię jak wrócę.” Robiłam co mogłam, na więcej nie pozwolił czas. Skończyło się tak:




Włosy były suche, matowe, spuszone i sztywne. Końcówki (moje śliczne, nowe końcówki, chlip! ;( ) przesuszyły się i spuszyły tak, że znów przesuwając dłonią po włosach czułam, że jest ich więcej, że tworzą grubszy od włosów powyżej pędzelek. Mam ogromną nadzieję, że to nie jest trwałe przesuszenie i że da się je nawilżyć. Byłabym zła, gdybym musiała je ściąć przez kilka dni nieznacznego zaniedbania. Wcześniej były w świetnym stanie – to już cztery miesiące od cięcia i nie było widać przerzedzenia, suchości czy rozdwojeń – i oby do niego wróciły. Po dużym cięciu miałam nadzieję na wydłużenie okresu między podcięciami, nie chciałabym tego teraz zepsuć.

Pielęgnacja, chociaż w zamyśle ratunkowa, musiała być prosta, bo zbyt wiele produktów daje efekt dokładnie odwrotny. Użyłam humektantowej maski Biovax Gold (ukochany, niezawodny produkt dzięki któremu odkryłam jak gładkie, śliskie i błyszczące mogą być moje włosy) wprasowałam ją i trzymałam 15 minut pod czepkiem i turbanem. Ogrzewanie może być traktowane jako element SPA ;)  Zdziwiło mnie to, że pierwsze kilka niewielkich porcji maski wchłonęło się we włosy. Biovax Gold jest rekordowo wydajna, a po drugie moje włosy już jakiś czas temu przestały wyraźnie pić nawet te rzadsze produkty. Tym razem bardzo odczuwalnie potrzebowały większej porcji maski. Zużyłam jej dwa razy więcej niż zazwyczaj – w małym opakowaniu było to wyraźnie widać. To chyba jeszcze bardziej niż wygląd włosów pokazało mi, jak bardzo spadła kondycja włosów. Szampon to Natura Siberica Ochrona i Odżywienie, do tego serum Marion 7 efektów na końcówki i spray Witaminy na porost włosów na skórę głowy.

Po tym jak włosy wyschły i wygładziły się, było lepiej. Jeszcze nie idealnie, ale na pewno widać poprawę. Były śliskie w dotyku, tylko wizualnie brakowało jeszcze trochę gładkości. Końcówki również nie odzyskały pełni nawilżenia.






Chciałam zapisać sobie to wszystko jako przestrogę i motywację :) Już dawno nie odchodziłam od 100% pielęgnacji, a na pewno nie od czasu kiedy udało mi się odnaleźć swoją optymalną. (Właściwie nie wiem czy kiedykolwiek to zrobiłam, czy to przypadkiem czy stosując świadomy detoks. Pamiętam tylko mycia oczyszczające po których nie nakładałam na długość nic, ale były pojedyncze, oddalone w czasie.) Teraz, w kontraście do najlepszej kondycji moich włosów jaką znam, dobrze widzę ile tracę przy mniej intensywnym dbaniu o nie. To nie kwestia mojego podejścia czy braku chęci, bo nie odpuściłam. To czas nie pozwolił mi na robienie 100% tego, czego włosy potrzebują. Wiem, że przy kolejnej podobnej sytuacji muszę się starać zorganizować wszystko tak, żeby nie pogorszyć stanu włosów bo to, jak widać, w przypadku wrażliwych, suchych z natury włosów dzieje się szybko – nieznaczne zaniedbanie kończy się całkiem wyraźnym pogorszeniem stanu włosów. Musi się udać! :) Do tej pory, pomimo wielu różnie rozłożonych zajęć się udawało. Tym razem chyba nie przewidziałam, że będę musiała się starać i dawałam się zaskoczyć późnym porom. Jeśli się postaram i przygotuję, w podobnych sytuacjach w przyszłości na pewno uda mi się organizować mycie włosów wcześniej i dokładniej ;)

Możecie odejść na kilka dni od swojej najlepszej pielęgnacji, czy też kończy się to u Was spadkiem kondycji włosów?

Komentarze

  1. Niestety zdecydowanie szybko u mnie spada kondycja włosów :( wyrobiłam sobie co prawda sposób by nawet na wakacjach minimalnym nakładem pracy utrzymać włosy w ryzach jednak i tak po powrocie lepiej zrobić im dzień mocniejszej pielęgnacji by ich jakosc sie nie pogorszyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie też stan nieco się pogorszył, mimo, że nie wychodzę na slonce praktycznie wcale. Dosłownie. Ale temperatura i moje ogólne samopoczucie przez ostatnie tygodnie plus kilkukrotne odpuszczenie olejowania niestety dało się włosom we znaki. Zmatowiły się (pierwszy raz w życiu mam ten problem; moje włosy zawsze mieniły się niczym wampiry w pewnym nędznym filmie (i książce) ;)), stały nieco szorstkie, babyhairy spuszone latają gdzie chcą. No i niestety wzmożone wypadanie mnie dopadło. :/ I to właśnie najbardziej mnie martwi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Maski Biovax uwielbiam :) Bardzo ostatnio mi pomagają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Źle przecież nie bylo :) A przesuszenie męczy także mnie, jak i wiele osób - winna jest panująca w Polsce susza, mordercze upały, które na szczęście powoli odpuszczają...
    Ostatnio ścięłam 15cm włosów, cieszyłam się gęstymi miękkimi końcówkami, cieszyłam się że zostaje mi coraz mniej włosów po dekoloryzacji do ścięcia, a jednak teraz znów wróciły do stanu sprzed podcięcia :(

    Henri, ile Ty masz wzrostu? :) 100cm włosów u Ciebie sięga stosunkowo wysoko, i od jakiegoś czasu mnie to zastanawiało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak upały odpuszczą, będzie nam łatwiej opanować włosy :) Na razie chyba nie ma co się frustrować i liczyć na cuda, bo cudownie nie będzie. Ja też staram się nie martwić tym, że nawilżenie mi nie wraca.

      Mam 181 cm :)

      Usuń
    2. Włosy usychają zupełnie jak trawniki na dworze :D

      Masz dobry wzrost do dłuuugich włosów *.*

      Usuń
  5. u mnie na szczescie kondycja nie spada;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Upały mi nie służą tzn. moim włosom. Trochę pogorszyła się ich kondycja, ale nie ma tragedii.
    U Ciebie Henri wcale nie jest tak źle, jak piszesz. Jesteś trochę zbyt surowa dla siebie. Poza tym, nie na wszystko mamy wpływ - wysoka temperatura i susza znajdują się poza zasięgiem naszego oddziaływania. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że jestem zbyt surowa to święta prawda. Aż tak widać? Ech. :)

      Usuń
  7. Okazuje się, że takie małe zaniedbanie wystarczy, żeby rozpieszczone włosy strzeliły focha. ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo przykre jest moim zdaniem to ze mozesz miesiacami dbac dopieszczac i dziady tego nie zapamietaja, kilka dni slabszej pielegnacji i zaraz obsuwa w kondycji. a zeby poprawic znow potrzeba czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niesprawiedliwe to. Jeszcze dobrze by było, gdyby odratowywanie trwało mniej niż czas zaniedbania, bo opadną mi ręce jak po tygodniu niedociągnięć będę wyciągała z tego włosy dwa tygodnie :D

      Usuń
    2. Albo im się w ogóle odwidzi obecna pielęgnacja i będą chciały czegoś nowego, bo i tak się zdarza :D

      Usuń
  9. Pięknie sobie z nimi poradziłaś, widać różnicę! Ogromną, a będzie tylko lepiej :) P.S Cieszę się, że tak jak ja pokochałaś Olivię Garden! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem nieskończenie wdzięczna za Twoją recenzję :)

      Usuń
  10. Mam to szczęście, że kilka dni zaniedbania włosów nie odbijają się na nich aż tak drastycznie. Cieszę się jednak, że Tobie udało się załagodzić ten kryzys :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja kocham pływać, nurkować i skakać do wody. Co prawda nad morzem włosów nie moczyłam, ale już w jeziorze nie mogłam się powstrzymać... :x to samo w niestety, chlorowanym basenie u mojej cioci :x a włosy już krzyczą o podcięcie, bo ostatni raz były podcinane w listopadzie, bo zepsuły mi się nożyczki, a teraz czekam, aż skończy się lato :x a pójdzie ich sporo, bo walczę z wypadaniem, więc dodatkowo są przerzedzone :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Po tygodniu spędzonym w basenie z chlorowaną wodą, słonej wodzie i na słońcu moje włosy faktycznie są w nieco gorszej kondycji, ale często zdarza mi się zrezygnować z czegoś z oleju maski zabezpieczenia końcówek i nie ma tragedi :) ciesze się że udało ci się doprowadzić włosy do dobrego stanu! Są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie nie ma problemów, kilka dni na słabiakach nie robi im różnicy. Bardziej dobiły je te upały, mam nadzieję, że niedługo się wszystko poprawi i przestaną wyglądać jak wiecznie wymięte.

    OdpowiedzUsuń
  14. Intrygująca jest ta szczotka :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuje za obszerne podzielenie się pielegnacją włosów bardzo miło mi się czytało

    OdpowiedzUsuń
  16. od nie dawna dbam o włosy. Wczesniej nawet bym nie pomyslała o tym że podczas wyjazdów gdzie nie mam na nic czasu zaniedbuje pielegnacje ale od pół roku się to zmieniło. Mnie tez czeka za jakis czas wyjazd gdzie czasu bedzie mało na włosy i juz zastanawiam się jak to połączyc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno są osoby, którym gorsza pielęgnacja zupełnie nie szkodzi. Ale u mnie to od razu widać.

      Usuń

Prześlij komentarz