Sześć odżywek Nivea, czyli kwestia perspektywy

Tę recenzję zaczęłam pisać wiele miesięcy temu. I jej pierwsza wersja była zupełnie, zupełnie inna. Z czasem zmieniło się i działanie tych odżywek na moje włosy – bo i one się zmieniły – i moje postrzeganie tego działania.




Zacznijmy od zbioru obietnic producenta, składów i drobnych komentarzy ode mnie jako dodatku do zbiorczego opisu działania poniżej.

Nivea Long Repair

„Odżywka odbudowująca do włosów długich, łamliwych, rozdwajających się. Wzmacnia włosy już od nasady, odbudowuje strukturę włosów i ułatwia rozczesywanie, chroni końcówki włosów.”

Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Dimethicone, Hydrolyzed Keratin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Oryzanol, Silicone Quaternium-18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Trideceth-6, Trideceth-12, C12-15 Pareth-3, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Benzyl Alcohol, Parfum

Odżywka nie pachnie niczym konkretnym, ale zapach jest bardzo przyjemny. Jest gęsta, dość wydajna.

Nivea Diamond Gloss

„Odżywka nadająca blask do włosów normalnych lub suchych, pozbawionych blasku. Sprawia, ze włosy mienią się diamentowym blaskiem, ułatwia rozczesywanie, pozostawia włosy miękkie i gładkie w dotyku, odżywia włosy.”

Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, Diamond Powder, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lactic Acid, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, C12-15 Pareth-3, Phenoxyethanol, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Alpha- Isomethyl Ionone, Parfum

Bardzo dużo protein: jest tu i keratyna i jedwab. Jeśli chodzi o wyjątkowy blask, do pewnego momentu prawie wszystkie odżywki Nivea sprawiały, że moje włosy były gładkie i pięknie odbijały światło, 100% połysku. Ta wersja nie daje 120%, których można spodziewać się po opisie producenta, ale przy otrzymaniu stu procent to już żaden problem ;) Wersja Diamond Gloss jest wyjątkowo gęsta, ale nadal łatwo rozprowadzić ją na włosach, więc wydajność nie spada.

Nivea Diamond Volume

„Odżywka nadająca blask i objętość do włosów cienkich lub z tendencją do przetłuszczania. Nadaje włosom blask i jednocześnie sprawia, że włosy są pełne objętości. Ułatwia rozczesywanie. Nie obciąża włosów pozostawiając je miękkie i gładkie w dotyku.”

Skład: Aqua, Stearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Diamond Powder, Hydrolyzed Keratin, Silicone Quaternium-18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Lactic Acid, Coco Betaine, Trideceth-6, Sodium Chloride, Trideceth-12, C12-15 Pareth-3, Cocamidopropyl Betaine, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Linalool, Limonene, Parfum

Pozytywne zaskoczenie. Nie liczyłam na objętość, wolę dociążone, gładkie włosy nawet jeśli wizualnie jest ich wtedy mniej. Nie wierzyłam też specjalnie w połączenie wersji Volume Sensation i Diamond Gloss. Chodziło mi tylko o dany alkohol tłuszczowy. Okazało się, że odżywka, przynajmniej na początku, działała mniej więcej tak samo tak pozostałe, wygładzając i dociążając włosy. Tylko że tutaj gładkość była nieco inna. Włosy faktycznie miały większą objętość. Nadal były proste i sprężyste, ale było ich wizualnie więcej. Nie spodziewałam się tego, że odżywka może wygładzić włosy jednocześnie zachowując ich objętość. Nie nadaje im większej, ale na pewno zachowuje naturalną. Przy wygładzeniu i dociążeniu po innych produktach nie przeszkadzało mi zmniejszenie objętości, ale jeśli mogę ją zachować, to świetnie! Wracając jeszcze do wizualnego efektu wygładzenia – nawet w najlepszych czasach był nieco słabszy niż przy innych wersjach, ale to chyba naturalne przy większej objętości. Pojedyncze włosy nie są aż tak blisko siebie i nie tworzą jednolitej powierzchni.
Zapach też jest lekki i świeży, owocowy. Kojarzy mi się z latem :)

Nivea Hydro Care

„Odżywka nawilżająca do włosów normalnych i suchych. Zapewnia głębokie nawilżenie bez obciążania włosów, ułatwia rozczesywanie, pozostawia włosy miękkie i gładkie w dotyku.”

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Dimethicone, Cetrimonium Chloride, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin, Nymphaea Odorata Root Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Glyceryl Glucoside, Glycerin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Lactic Acid, Sodium Chloride, C12-15 Pareth-3, Propylene Glycol, Phenoxyethanol, Citronellol, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Parfum


Jest ekstrakt z lilii wodnej, jest aloes. Aloesu moje włosy nie znoszą. Czy to po soku czy po gotowym produkcie z jego dodatkiem wyglądają jakby były spalone albo silnie przeproteinowane. Brr. To, że w odżywce Hydro Care nie szkodzi jest wyjątkiem. (Zanim wszystko się zmieniło, ta odżywka mimo aloesu działała idealnie a później to też nie aloes zaczął szkodzić.) Ta wersja zawiera też glicerynę, tę z kolei moje włosy kochają. Jeśli Waszym szkodzi tak jak moim aloes i tak warto spróbować, bo być może w takim otoczeniu i przy takiej jego ilości będzie dobrze.

Nivea Intense Repair

„Odżywka regenerująca do włosów zniszczonych i suchych. głęboko regeneruje i odnawia strukturę włosów, ułatwia rozczesywanie, przywraca gładkość i połysk.”

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, Persea Gratissima Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Oryzanol, Silicone Quaternium-18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Trideceth-6, Trideceth-12, C12-15 Pareth-3, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Benzyl Alcohol, Parfum

Wersja Intense Repair ma chyba najbogatszy skład. Dwa rodzaje protein (keratyna i jedwab), olej z awokado i olej babassu. Ten drugi teoretycznie nie powinien działać dobrze na wysokoporowatych włosach, ale jest w takim towarzystwie, że warto zaryzykować. Mnie on nie szkodził. Wszystkie późniejsze problemy wynikały z obecności innego składnika.

Nivea Straight & Gloss

„Odżywka prostująca do włosów puszących się i trudnych do ułożenia. Wygładza i ujarzmia włosy, ułatwia rozczesywanie, pozostawia włosy błyszczące i miękkie w dotyku.”

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Myristyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Hydrolyzed Keratin, Magnolia Officinalis Bark Extract, Silicone Quaternium-18, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Trideceth-6, Trideceth-12, C12-15 Pareth-3, Coco Betaine, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Lactic Acid, Citric Acid, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Parfum


Kiedyś ta linia nazywała się Straight&Easy i miała za zadanie prostować włosy, a dokładniej ułatwiać to w zestawie z suszarką i prostownicą. Pojawiła się w momencie, kiedy królowała moda na gładkie tafle i pamiętam jak moje koleżanki były mocno rozczarowane tym, że włosy po jej użyciu i samym wysuszeniu nie są proste tak, jak po prostownicy ;) Ach, te obietnice producenta na przedniej etykiecie! Teraz z założenia odżywka jest bardziej wygładzająca niż prostująca. I jako taka się sprawdza.
Pachnie bajecznie, bardzo podobnie jeśli nie tak samo jak balsam Johnson's Dreamy Skin, a w tym zapachu jestem zakochana od lat :)

A teraz czas na podróż od maksymalnego zachwytu po rozczarowanie.

Odżywki Nivea są dość ciekawym zjawiskiem ze względu na rodzaj alkoholi tłuszczowych. Część ma po wodzie Stearyl Alcohol i Cetyl Alcohol, część Cetyl Alcohol i Myristyl Alcohol. Wspominałam już kiedyś o tym, że z reguły (choć nie stuprocentowej) odżywki i maski z alkoholem stearylowym działają na moich włosach świetnie. Te z cetylowym, bardzo popularnym, najsłabiej – jeśli to on jest bazą, produkt musi mieć naprawdę porządną resztę składu. Myristyl Alcohol pojawia się bardzo rzadko, a szkoda, bo choć póki co znam go tylko z mieszanek z Cetyl Alcohol właśnie w odżywkach Nivea, najwyraźniej jest równie dobry co Stearyl Alcohol. (Więcej jest go w maskach Bioetika I i Omia Makadamia, ale jak na złość obie mają w składzie też aloes, którego moje włosy wyjątkowo nie cierpią.)

Odżywki Nivea są wyraźnie silikonowe, raczej nie odżywcze czy nawilżające, będą dawały niezły efekt wizualny i dobrą ochronę włosów, ale typowych emolientowych czy humektantowych masek nie zastąpią. (Mają za to sporo protein, o czym za moment.) Ale z ich dobrego działania można korzystać. Wystarczy tylko znać charakter produktu, nie spodziewać się cudownej poprawy stanu włosów i uzupełniać pielęgnację odżywczymi elementami: na przykład olejami, półproduktami czy innymi odżywkami.

Ja zaczęłam od odżywki Long Repair. Później kupiłam Hydro Care i Straight&Gloss. Te trzy produkty mają już swoje recenzje, ale postanowiłam zebrać opisy sześciu odżywek Nivea w jednym miejscu. Trzy pierwsze spodobały mi się tak bardzo, że chciałam poznać jeszcze kilka, chociażby po to, żeby sprawdzić na większej grupie jak spisują się poszczególne alkohole tłuszczowe.

Poza znanymi już wersjami Long Repair, Hydro Care i Straight&Gloss wybrałam Diamond Gloss, Diamond Volume i Intense Repair. W sumie trzy z alkoholem mirystylowym, trzy ze stearylowym. Właściwie została tylko wersja Color Care&Protect (promowana dość mocno wiosną, możliwe, że odświeżono skład) i Volume Sensation. Jednak sześć różnych linii zdecydowanie wystarczy, po prostu nie chciałam poświęcać czasu na poznawanie kolejnych dwóch.

Początkowo te wszystkie odżywki działały bardzo podobnie, czyli idealnie. Nakładałam je na włosy wprasowując je i spłukiwałam po około piętnastu minutach, czasem po godzinie. Po każdej z sześciu wersji moje włosy były tak śliskie jakby były niskoporowate, dociążone tak, że aż proste (ale jest inna możliwość, o której również za chwilę), gładkie wizualnie, błyszczące i bardzo sprężyste w dotyku. Nie mogło być lepiej.

Jednak z czasem zmieniło się i działanie odżywek na moich włosach i to jak ja to działanie postrzegam. Obie te rzeczy nastąpiły krótko po sobie. Po pierwsze, kiedy zaczynałam używać tych odżywek, moje włosy rzadko wyglądały i zachowywały się dobrze. I wtedy odżywki Nivea dawały mi efekt 10/10, włosy były ciężkie, śliskie, sprężyste i w porównaniu do najczęstszego stanu mocno wygładzone wizualnie. Później znalazłam odpowiednią dla siebie pielęgnację i okazało się, że efekt może być lepszy, głównie w kwestii gładkości właśnie. (Bo dociążenia jednak większego nie uzyskuję, to po Nivei jest niesamowite, włosy są też śliskie jak szkło.) Na potrzeby porównania powiedzmy, że maksymalny efekt to teraz 15. Czyli Nivea to już tylko 10/15: włosy są śliskie w dotyku, ale jednak wizualnie spuszone.

Po drugie, zauważyłam że na zdrowszych włosach proteiny zaczynają zbyt mocno pokazywać swoje działanie. (Wiem, że odżywki zmieniły swój skład ale i protein jest teraz więcej ale ja od początku używam już nowych wersji, więc inne działanie to nie kwestia tego, że Nivea jest teraz bardziej proteinowa.) Stąd wspomniane spuszenie. Przez jakiś czas po wyschnięciu włosów na ich spodniej warstwie mam drobne fale, jak po karbownicy, a całość jest sztywna, matowa i sucha. Nie bardzo, ale trochę jednak tak. Takie nieznaczne przeproteinowanie u mnie częściowo łagodnieje samo: fale znikają, włosy robią się śliskie i sprężyste w dotyku (dzięki alkoholom tłuszczowym) ale jednak wierzchnia warstwa zostaje spuszona a końcówki nieco suche (przez keratynę). (Gdybym chciała podkreślić skręt – protein w Nivei jest tyle, że to by się udało. Fale po codziennym koczku są bardziej trwałe i wyraźne niż zazwyczaj.) Kiedyś tak nie było. W styczniu pisałam o tym, że na uwrażliwionych oczyszczaniem włosach jedna z odżywek Nivea zaczęła działać jak proteinowy produkt, powodując szorstkość i powstanie małych fal na spodniej warstwie włosów. Pół roku później użycie tych odżywek na maksymalnie nawilżonych włosach również kończyło się przeproteinowaniem. Z czasem moje włosy przestały lubić proteiny. Częściowo, tak jak wspominałam, to też kwestia tego, że kiedyś zawsze były spuszone. Teraz, kiedy na ogół nie są, powrót puchu po użyciu Nivei mi przeszkadza.

Ale jednak baza alkoholi tłuszczowych jest 
wyjątkowa. Daje taką niesamowitą śliskość i genialne dociążenie! Tylko nie pasuje mi przeproteinowanie i suchość po keratynie. Chciałabym mieć to świetne działanie które jest zasługą alkoholi tłuszczowych, czyli idealne dociążenie i śliskość włosów, ale bez efektu spuszenia i przesuszenia – na końcówkach od razu a na całości z czasem – który daje keratyna, obecna (niestety) we wszystkich odżywkach Nivea. Dla śliskości i dociążenia nie chciałam poświęcać aspektu wizualnego – wolę mieć nieco mniej śliskie ale za to bardzo gładkie włosy na przykład po którejś z masek Biovax. A jeszcze bardziej martwiło mnie przychodzące z nadmiarem protein przesuszenie.

Postanowiłam więc spróbować zniwelować działanie keratyny humektantami i emolientami. Historia moich przygód z proteinami i moje próby zniwelowania ich niekorzystnego działania (puch i szorstkość) przy zachowaniu ich zdolności do podkreślania fal to długa opowieść. Wszystkie wpisy związane z proteinami możecie znaleźć pod etykietą: proteiny. Zaznaczę też, że kiedy łączyłam je z emolientami i humektantami to robiłam to zawsze nakładając co najmniej dwa produkty na długość włosów, na przykład dwie maski albo olej i maskę. Efekty bywały różne, zależnie od równowagi składników. Najważniejsze jest jednak to, że samo nakładanie dwóch (i więcej) produktów na długość podczas jednego mycia prowadziło u mnie do efektu nadmiaru, czyli bardzo spuszonych, suchych, lekkich i matowych włosów. Ale to zrozumiałam dopiero, kiedy odkryłam, że służy mi minimalistyczna pielęgnacja.

O tyle o ile zazwyczaj skreślam produkty, które działają odpowiednio dopiero pod dodaniu czegoś (bo wzbogacanie masek i odżywek nigdy nie dawało u mnie spektakularnych efektów), z odżywkami Nivea chciałam zostać, bo dociążenie i śliskość które dają alkohole tłuszczowe jest naprawdę niesamowita :) Kiedyś byłam zadowolona a włosy lepiej znosiły proteiny, teraz nie jest dobrze w kwestii wygładzenia i nawilżenia. Postanowiłam więc próbować dalej i dodawać humektanty i emolienty do odżywek. Baza jest świetna, genialna, musiałam tylko opanować nadmierne działanie keratyny. (Że też ona musi tam być! ;))

Zaczęłam od humektantów. Po dodaniu na przykład mocznika do porcji którejkolwiek z odżywek (5 szczypt mocznika – mój jest w kulkach – na 50 ml odżywki) było lepiej. Włosy były bardzo śliskie, w dotyku takie jak typowe niskoporowate pasma. Jednak lekkie spuszenie wierzchniej warstwy, z którym nie radziła sobie nawet szczotka z włosia dzika i koczek, zostawało. Mniej wyraźne, ale jednak wciąż było. Widać je na poniższych zdjęciach: włosy są spuszone a przez to całość wygląda na matową i suchą. To aż zabawne, że jednocześnie w dotyku włosy były śliskie jak szkło.



Miałam więc idealny efekt w dotyku – włosy śliskie jak szkło i ciężkie – ale tylko bardzo dobry wizualnie. Lepszy niż po odżywkach bez dodatku mocznika, ale jednak wciąż nie idealny. Kiedy wiem, że może być lepiej, spuszenie wierzchniej warstwy mi przeszkadza. Nie chodzi z resztą tylko o to jak włosy wyglądają. Chciałam usunąć proteinowy aspekt działania tych odżywek również po to, żeby keratyna z czasem nie zaczęła przesuszać włosów: końcówki już po drugim użyciu w krótkim czasie pokazywały, że nie lubią takiej ilości protein.

Spróbowałam więc z emolientami, ale to również nie pomogło. Keratyna nadal pokazywała swoje działanie. Dodawałam więcej i więcej oleju, aż za ktorymś razem była go w porcji odżywki taka ilość (półtorej łyżeczki na 50 ml) że niektóre pasma były przeciążone. A inne spuszone. Wciąż!

Później połączyłam oba składniki: do porcji odżywki dodawałam i olej (w optymalnej ilości: tak, by zadziałał, ale nie przeciążył) i mocznik, licząc na to, że humektant zniweluje wysuszanie a emolient wygładzi włosy, czyli wszystkie negatywne aspekty działania keratyny zostaną opanowane. To również nie pomogło.


Czas na podsumowanie.
Dziwne rzeczy się ostatnio dzieją. Przez cały maj moje włosy reagowały niezadowoleniem na najulubieńsze produkty. Po czym nagle wszystko wróciło do normy. Zaczynam zauważać, że muszę nakładać mniej oleju i dokładniej zmywać go maską, bo włosy potrafią zostać po olejowaniu przeciążone. Kiedyś nie było o tym mowy. Zmieniają się, robią się zdrowsze. Pielęgnacja działa! ♥ Ale odżywki Nivea to jedyne kosmetyki, które tak diametralnie zmieniły działanie i na które ja teraz patrzę tak różnie. Wielu produktów – masek, odżywek, olejów – używam od lat i moje włosy, pomimo tego, że się zmieniły, reagują na nie tak samo. W końcu nie jest to ogromna zmiana. Podejrzewam niewielki spadek porowatości – może do prawie-średniej? ;) W każdym razie oleje wciąż działają tak samo, czyli kwasy tłuszczowe odpowiednie dla włosów o wysokiej porowatości wciąż pasują. Tylko zdarza się przeciążenie. W przypadku reakcji włosów na odżywki Nivea to raczej zmiana tolerancji samych protein. Kiedyś aż tak nie puszyły mi włosów. Trochę na pewno, ale wtedy i ja do puchu byłam przyzwyczajona, bo był codziennością. Przez jakiś czas też zależało mi bardzo na podkreślaniu skrętu włosów. Teraz widzę, że proteiny to nie to. Tolerancja i moja i włosów spadła. Przy mniejszej ilości – wszystko jest w porządku. Na przykład maska Biovax Latte na oczyszczonych, mocno wrażliwych włosach działała jak proteinowa, podobnie jak Nivea. Ale zazwyczaj proteiny (tu akurat mleczne) nie pokazują swojego działania. A w przypadku Nivei zaczęły to robić. I nie chcą przestać.

Ślady nadmiaru protein w postaci puchu były widoczne jeszcze po kilku myciach z użyciem innych produktów:


Pamiętam jak czytałam spostrzeżenia dziewczyn, które zauważały, że keratyna (i jedwab) w odżywkach Nivea puszą im włosy. Nie pomyślałabym, że i mnie to spotka. Ja? Moje włosy kochają proteiny! A także: puch? Jaki puch? Teraz... owszem – puch, i owszem – nadmiar keratyny. Alkohole tłuszczowe są tak niesamowite, że choć zazwyczaj tego nie robię, postanowiłam spróbować polepszyć działanie odżywek półproduktami. I przypomniałam sobie dobrze, dlaczego tego nie robię. Wzbogacanie kiepskich produktów u mnie po prostu nie działa. Po wielu, wielu próbach i dodawaniu humektantów i emolientów włosy wciąż nie wyglądały dobrze i robiły się coraz bardziej suche. W tym przypadku to ogromna szkoda bo nic nie daje mi efektu tak śliskich włosów. Ale jednak wolę nieco mniej śliskości ale za to nawilżenie i wizualną gładkość.

Jak wygląda Wasz związek z Niveą? Jest tak burzliwie jak u mnie? (U nas to już właściwie jest etap rozstania.)

Komentarze

  1. odżywki Nivea..... tak, u mnie jest z nimi różnie, raz moje włosy są piękne, puszyste och i ach a kolejne dziesięć razy są gumowe, przyklapnięte i po prostu ohydnie wyglądają ;) jedyne odżywki które mimo używania nie doczekały się żadnej recenzji na moim blogu, bo po prostu nie wiem co o nich myśleć, obecnie mam Long Repair i Color, obydwie działają niemalże identycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli naprawdę nie mam czego żałować nie znając Color :)

      Usuń
  2. Z Nivei miałam tylko wersję Straight&Gloss i skutecznie zniechęciła mnie do tej marki. Za każdym razem uzyskiwałam efekt odwrotny od zapewnień producenta czyli puch i przesusz. Nie mam pojęcia który ze składników tak działał na moje włosy bo keratyna w innych produktach im nie szkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam cały post, uwielbiam Twoje eksperymenty :):)
    Używałam tylko nivea long repair - lubię proteiny, ale ona robiła z moimi włosami coś dziwnego - niby właśnie śliskie, ale jednocześnie matowe, szorstkie. Z tym, że w tym czasie mogłam dodawać keratyny do innych produktów i było ok. Na żadną nivejkę się już nie skuszę raczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. mialam tylko long repair :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi od początku nie pasowały odżywki Nivei. Miałam chyba Long i Repair. Szorstkość, mat, suchość, wysychanie w bardzo krótkim czasie... Co ciekawe, maska Biovax Keratyna Jedwab nie daje takich efektów...
    Nigdy już nie kupię odżywek Nivea, to strata pieniędzy po prostu. Moje włosy nie przepadają nza proteinami jakoś szczególnie, bardzo długo nie używałam tych składników w ogóle, skupiałam się na emolientach (mniej na humektantach). Od jakiegoś czasu używam właśnie tej maski Biovax, raz na tydzień, półtora, albo dwa. Zależy przede wszystkim od pogody-raz użyłam w trakcie upałów i cóż... Mietła... ;D
    Zaczęłam wprowadzanie protein bardzo delikatnie-2 saszetki BKJ mieszałam z 2 B do suchych (a raz chyba i do wypadających) i taką mieszanką powoli oswajałam włosy z białkami. :) Myślę, że to dobry sposób dla dziewczyn, których włosy nie tolerują tych składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie właśnie Biovax z keratyną działał kiedyś podobnie. Teraz od jakiegoś czasu go nie próbowałam.
      Też kiedyś zmieszałam Biovaxa keratynowego z tym do wypadających. Coś mi się w wakacje posypało i szukałam ratunku. A więc do Biedronki po saszetki, bo akurat były (a teraz są na stałe, super :)). Nie do końca wiedziałam, że aloes i keratyna to nie to, i nałozyłam na włosy dwie szkodliwe rzeczy. Przynajmniej było zabawnie :D

      Usuń
  6. Mam intense repair, a raczej mialam, bo niedawno wykończyłam. Traktuje to jako ekspresowy ratunek jak nie mam czasu nic robic z wlosami a potrzebuje dobrego efektu na "juz". Dluzej trzymane zawsze mnie obciazaja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Używam tylko Long Repair i to rzadko - moje włosy nie znoszą protein, ale raz na jakiś czas staram się im je dostarczać. W tym celu stosuję Long Reapir właśnie i nie narzekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie miałam jeszcze żadnej odżywki Nivea

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam Twoje detektywistyczne podejście do wpływu składników na włosy ;-) Dzisiejszy wpis jeszcze utwierdził mnie w przekonaniu, że mamy podobny typ włosów, widziałam wcześniej że dobrze się u mnie sprawują te same maski co u Ciebie, ale po tych zdjęciach z parku się upewniłam. Z natury średnio/wysokoporowate, trudno do wygładzenia. :-( Im są dłuzsze tym bardziej mnie zawodzą. Ale ja się upieram na nieścinanie. Teraz to będzie chyba 10 miesięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Trudne do wygładzenia" to chyba drugie imię moich włosów! :) Ale jest dziesięć razy lepiej niż kiedyś, także cieszę się tym, co mam :)

      Usuń
  10. Czemu na każdym zdjęciu jest na czubku glowy taka biala plama? to wina aparatu chyba albo światła?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to mój szalony przedziałek, niestety ;)

      Usuń
  11. Bardzo lubię te odżywki, miałam dwie lub trzy (nawet już nie pamiętam :)) z jednej strony wielkiego szału może nie robią, ale z drugiej są lesze niż wiele innych odżywek ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam Long Repair, którą kupiłam pod wpływem wielu pochwalnych recenzji. U mnie się nie sprawdziła. Pozostałych wariantów nie będę testować.

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie początkowo Nivea Long Repair sprawdzała się bardzo dobrze, później po jakimś czasie mycia w twardej wodzie (w domu rodzinnym mam miękką) coś dziwnego się stało i po każdym użyciu miałam obciążone włosy. Przez to już jej więcej nie kupiłam. A teraz w wakacje znowu myję miękką wodą i zastanawiam się, czy nie dać jej jeszcze jednej szansy. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedyś byłam zachwycona starą wersją diamentową, która dawała fantastyczny połysk - chyba muszę do niej wrócić, albo zobaczyć, co to za cudo z tej wersji volume ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, że dwóch wersji składających się na Diamond Volume nie usunęli. Przynajmniej jeszcze do niedawna widywałam je na półkach. A myślałam, że znikną i trochę mi się to wtedy nie podobało ;)

      Usuń
    2. Muszę je wypróbować :) Po Twoim poście sięgnęłam po Nivea Long Repair, która stoi u mnie na półce w łazience już trzeci miesiąc - po entuzjastycznych recenzjach w necie i wcześniejszych doświadczeniach z wersją diamentową spodziewałam się cudeńka, a jednak mimo pozytywnego nastawienia dla mnie jest to przeciętniak :( Następnego dnia wypróbowałam nowy nabytek, odżywkę z olejkami Elseve i po prostu Nivea odpada, włosy wyglądały o niebo lepiej. Najwyraźniej życzą sobie tłustą dietę i oleje wszędzie i w każdych ilościach ;) Mimo wszystko do diamentowej kiedyś z ciekawości wrócę, albo do tej skrzyżowanej, jestem ciekawa, czy będzie ten dawny blask.

      Usuń
  15. kupiłabym, gdyby nie testowali na zwierzętach :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Hair's looking good, Henrietta :)! It looks really healthy, and I love your hemline!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you! :) I am in love with the new ends too. It's good to have a solid hemline after years of having a thin one and no progress in micro trimming. (Sigh.)

      Usuń
  17. Aż trudno uwierzyć, że w mojej 4-5 letniej włosomaniaczej przygodzie nie używałam żadnej odżywki od Nivea. Czas nadrobić!

    OdpowiedzUsuń
  18. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy GK Conditioner

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz