Podcinać czy nie podcinać?

Przez prawie pięć lat podcinałam końcówki co trzy miesiące. Najpierw dlatego, że wszyscy pisali, że trzeba ;) Później zauważyłam w jakim różnym od reszty stanie są dolne partie moich włosów i podcinanie miało służyć pozbyciu się ich. Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że stopniowe podcięcia nie działają, pozbyłam się wszystkich starych zniszczeń na raz, mam zdrowe końcówki… i nie wiem co zrobić z rytuałem podcinania ;) A że najłatwiej mi układać takie sprawy pisząc, uznałam, że zamieszczę swoje przemyślenia w poście, przy okazji pytając Was o to, czy zdrowe włosy podcinacie regularnie czy wtedy, kiedy pojawia się widoczna potrzeba.



Właśnie takie są opcje. Mogę nadal podcinać końcówki co trzy miesiące, minimalnie, powiedzmy o centymetr, chyba, że będzie potrzeba większego cięcia. Mogę też przejść do trybu “podcinam kiedy widzę, że końce są w gorszym stanie.” Na początku bez zastanowienia uznałam, że będę nadal podcinała końcówki na przełomie pór roku. Podświadomie założyłam, że będzie taka potrzeba, że po trzech miesiącach końcówki się przesuszą albo – o zgrozo – wykruszą, pomimo tego, że są zdrowe, elastyczne i mocne. To już nie to samo co te stare, które niszczyły się pomimo maksymalnej pielęgnacji i zabezpieczania. Ale i tak trochę się bałam tego, że jakiś czas po podcięciu znów zobaczę przerzedzenia. To raczej bezpodstawny strach ale po latach patrzenia na takie przezroczyste końcówki i walki z nimi ciężko było mi uwierzyć w to, że ja naprawdę mogę mieć je zdrowe i gęste ;)

Jest czerwiec. Końcówki nie są przerzedzone. Nie pojawiło się też przesuszenie, które było bardziej prawdopodobne. Zaczęłam się zastanawiać czy podcinanie włosów pod koniec miesiąca, nawet o centymetr, dla odświeżenia, ma sens. Może naprawdę lepiej podcinać je tylko wtedy, kiedy będzie wyraźna potrzeba? Wiem, że druga opcja może wydawać się oczywista. Ale u mnie w grę wchodzi pamięć kilku lat walki z kiepskimi końcówkami i włosami wyglądającymi wciąż “jeszcze nie tak jak bym chciała.” Naprawdę nie chciałabym, żeby to wróciło. Wolę zapobiegać niż leczyć. Moją główną obawą jest to, że jeśli zacznę podcinać końcówki nieregularnie, nie zauważę momentu w który będą suche czy zaczną się robić rzadkie (o ile zaczną. Oby nie!). To nie są zmiany następujące z dnia na dzień. Jak mam zapamiętać to, jakie końce były – w dotyku i wizualnie – tuż po podcięciu i jak mam to skutecznie porównać do stanu w innym momencie, jakiś czas po cięciu?

To są problemy osoby, która nie pamięta kiedy ostatnio miała zdrowe końcówki i nie ma jeszcze pojęcia jak to jest je mieć ;) Jak mam zdecydować kiedy potrzebne jest odświeżenie? Boję się, że coś przegapię, że stan końców powoli będzie się pogarszał a ja któregoś dnia zauważę po prostu, że są suche albo nawet znów rzadkie. I wtedy nie będę potrzebowała odświeżającego cięcia o centymetr a konkretnego, o kilka. Z drugiej strony… dotychczas i tak obserwowałam końcówki i porównywałam ich stan na przestrzeni trzech miesięcy. Nie po to, żeby zdecydować o cięciu ale po to, żeby zobaczyć jak działają sera. Bez problemu mogłam stwierdzić, czy dany olejek zabezpieczył końcówki i zachował je w dobrym stanie, czy nie. Wiedziałam czy się zmieniły i jak bardzo.

Po zastanowieniu doszłam do wniosku, że przecież obserwuję włosy na tyle dokładnie, żeby zauważyć pogorszenie stanu końcówek. Mogę je wtedy podciąć w każdej chwili. Suchość zauważę szybko. Ewentualne przerzedzanie również, nie będzie tak, że obudzę się któregoś dnia i ostatnie 10 cm włosów będzie rzadkie ;) Z czasem nauczyłam się zauważać zmiany w wyglądzie włosów, chociaż kiedyś wydawało mi się, że jest zawsze tak samo. Tak jak teraz widzę, że końcówki (jak i całe włosy) reagują inaczej na poszczególne kosmetyki, tak będę w stanie zauważyć, jeśli same końce będą uparcie suche w kontraście do nawilżonej długości. Wtedy będę wiedziała, że jest z nimi coś nie tak. I czas sięgnąć po maszynkę ;)


Obawa przed przegapieniem odpowiedniego momentu i znalezieniem się znów w nieprzyjemnym miejscu o nazwie “moje końcówki nie są w dobrym stanie” była właściwie jedynym argumentem, który musiałam przemyśleć. Od drugiej strony sprawa jest jasna: nic nie trzyma mnie przy cokwartalnych podcięciach. Wiedziałam, że podcinanie końcówek dla zasady, kiedy nie ma takiej potrzeby, nie ma żadnego sensu chyba, że ktoś chce zostać przy aktualnej długości, wtedy to inna sprawa. Ale ja zapuszczam włosy. Nie chcę więc co trzy miesiące tracić nawet centymetra z tego, co uda mi się zapuścić jeśli nie ma takiej konieczności. Nie chcę realizować pustej reguły “podcinaj końcówki co x tygodni.” Tylko bałam się, że ta druga strategia się nie sprawdzi. Raczej niepotrzebnie :) Jeszcze tego nie wiem, bo podcinałam końcówki w pierwszej połowie kwietnia – na razie tylko teoretyzuję – ale kiedy sobie to wszystko na spokojnie przemyślałam jestem prawie pewna, że metoda obserwacji i podcinania według potrzeby się sprawdzi. Także… pod koniec czerwca tylko zmierzę włosy i będę mogła się cieszyć przyrostem bez konieczności utraty cennych centymetrów. Jakie to wspaniałe! :)

Jedyną zmianą będzie określanie działania nowych serów. Do tej pory obserwowałam końcówki przez trzy miesiące, od podcięcia do podcięcia. Teraz będę to robiła do momentu wyrobienia sobie pewnej opinii o danym olejku (te trzy miesiące to optymalny okres i pewnie będę się go trzymała). Może zdarzyć się tak, że nie będę podcinała włosów przez na przykład pięć miesięcy. Jeśli mniej czasu wystarczy mi na stwierdzenie, że dany produkt dobrze zabezpiecza włosy, raczej nie będę używała tego samego przez tak długi czas. Moje włosy lubią różnorodność ;)

A Wy, jak podcinacie zdrowe końcówki jednocześnie zapuszczając włosy? Regularnie i zapobiegawczo czy wtedy, kiedy pojawia się taka potrzeba? Jeżeli to drugie – w jaki sposób końce dają Wam znać, że czas na odświeżenie? ;)

Komentarze

  1. To jest doskonałe pytanie jak zapamiętać stan włosów po podcięciu:D ja też mam z tym problem często, ale podcinam wtedy gdy przeglądając widzę dużo zniszczeń albo gdy ma którymś zdjęciu z kolei włosy zupełnie nie chcą się na dole układać a w dotyku również są mniej przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja będę musiała chyba mocno skupiać się na wyglądzie właśnie, bo w dotyku to rzadko bo rzadko ale jednak nawet te moje stare dramatycznie suche końce potrafiły być ekstra. Nie ma co dać się zwieść dobrym kosmetykom :D

      Usuń
  2. Ja już dawno powinnam podciąć, ale nie zrobię tego, bo jakoś nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama podcinałam ostatnio jakoś w listopadzie (bo matura, podobno nie obcina się włosów przed maturą :D) ale szczerze mówiąc nie widze wielkich zniszczeń. Końcówek nie mam przerzedzonych. Chyba nie ma sensu ścinać końcówek co 3 miesiące dla samego rytuału... Z drugiej strony jako osoba dbająca o włosy czuję, że zgrzeszyłam nie podcinając ich tyle czasu :D Dylemat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że najlepiej jeśli wydłużysz czas pomiędzy podcięciami do 4 miesięcy. Ja początkowo podcinałam włosy co miesiąc (choć nie były mocno zniszczone, po prostu dla odświeżenia), potem co dwa (to już raczej dlatego że nie wierzyłam że wytrzymają 2 miesiące bez zniszczeń), teraz uważnie je obserwuję i podcinam co trzy (i tak jest chyba optymalnie, acz nie wykluczam że w przyszłości będzie co 4 albo i 5 miesięcy). Takie stopniowe wydłużanie czasu u mnie się super sprawdza, no i pozwala mieć wrażenie regularności, nie boję się że pomylę się z czasem itp. Nie lubię chaotycznego podcinania "kiedy się zniszczą", jestem człowiekiem-planem :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, ja też jestem człowiekiem-planem :D Powinnam sobie zrobić taką koszulkę. Tatuaż najlepiej :D

      Usuń
  5. Ja podcinam bardzo rzadko. Ostatnie cięcie jakieś 10 miesięcy temu. Widzę, że włosy bardzo już potrzebują fryzjera, ale jakoś mi nie po drodze. :D Nie jestem zwolenniczką częstego podcinania, robiłam to tylko kilka lat temu, gdy chciałam wyrównać linię włosów i zacząć "prawdziwe" zapuszczanie. Ale wtedy włosy rosły mi w takim tempie... Eh stare dobre czasy oryginalnego Jantara (stary skład) i ampułek Radical w niskiej cenie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak na moje warto jest podcinać regularnie, stopniowo o 1 cm by zachować dobry stan końców, zamiast 'obudzić' się za późno, kiedy konieczne będzie większe cięcie. Ja tak robię, odwlekanie nie ma sensu, zawsze boli mniej ten centymetr co 2 miesiące niż 5 cm za jednym zamachem :D To jednak głównie dlatego, że raczej nie oglądam uważnie włosòw specjalnie często, więc trudno byłoby mi zareagować odpowiednio wcześnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie mam nadzieję, że zauważę problem na czas bo jeśli będę podcinała włosy o 1 cm regularnie, zapuszczanie będzie trwało lata – do celu daleko ;) A taki 1 cm to czasem więcej niż mój miesięczny przyrost.

      Usuń
  7. Jak to się mówi- wolę zapobiegać niż leczyć ;) Dlatego 'z zasady' podcinam 1-2 cm regularnie, dzięki czemu mam pewność, że końce miewają się dobrze. Mam włosy do talii i nie widać, że są krótsze, jedynie końcówki są ostrzejsze i lepiej się układają- wg mnie same plusy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja ostatni raz włosy obcinałam...12 września! :D ścięłam wtedy włosy do talii do długości za ucho :) staram się zabezpieczać codziennie (nie zawsze wychodzi), a podcięcie planuję...we wrześniu :D Moim zdaniem latem mocno się niszczą i dlatego po lecie je odświeżę. Jednak dzięki temu że nie obcinałam mam już włosy "do pachy". Bardzo zależy mi żeby mieć chociaż do stanika dlatego nie obcinam. Włosy są w świetnym stanie. Przecież jeśli dbasz, nie zniszczą się z dnia na dzień. Na bank oglądasz swoje włosy i jeśli sie im przyjrzysz i stwierdzisz "o widzę 10 rozdwojonych włosów", albo zrobisz aktualizację i stwierdzisz "kurde wolałabym żeby były bardziej gęste na końcach" chwycisz na nożyczki i ciachniesz ten 1 cm :D Pozdrawiam Cie serdecznie :** Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Czyli można :) Po dużym cięciu i przy odpowiedniej pielegnacji można zachować długo zdrowe końcówki. Jest szansa i dla mnie! :):)

      Usuń
    2. tak da się! do tego ja mam końce jeszcze farbowane :D Wtedy myślałam, że może jakoś się uda zapuścić i ściąć farbowane, ale mimo tego że ścięłam 29 cm (w sumie po ścięciu muskały mi ramiona, wyszedł taki bob, z tym za ucho to przegięłam:D). Do tego byłam tak zdenerwowana, że nie zdążyłam zaprotestować i fryzjerka użyła na moich włosach degażówek o.O. a mimo to jest ok ;) jeśli ma się zdrowe włosy, nie prostuje się (tak ostatni raz prostowałam właśnie w dzień obcięcia:) i zabezpiecza to możesz spać spokojnie! Co prawda końce stają się momentami suchawe, ale wtedy wprowadzam bogatszą pielęgnację i jest ok;) trzymam kciuki za nasze zapuszczanie :D Ela

      Usuń
  9. Tez trzymam się podcięć kiedy widzę ze coś zaczyna się dziać, zdrowe włosy są bardziej wytrzymałe niż nasze stare suchelce więc czas między podcieciami zdecydowanie się wydłuży.Nie ma sensu ucinac nawet tego centymetra jeśli po podcieciu będą identyczne

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja czytałam już dawno temu zanim pojawiło się włosomaniactwo i w ogóle internet u nas , że długie włosy nie powinny rosnąć bez kontroli , że końcówki powinno się podcinać : co 2 miesiące włosy suche , co 3 miesiące włosy normalne i co 4 miesiące włosy całkowicie zdrowe , ja mimo tez zapuszczania jeszcze ok 5-7 centymetrów , podcinam co 2 miesiące , nawet widzę że rosną nie w każdym miejscu na głowie tak samo szybko , po bokach przy uszach rosną szybciej i jak bym tak nie podcinała dłuższy czas byłoby widać jakbym miała je krzywo obcięte :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem jedną z tych, które podcinają wtedy, kiedy coś się dzieje - i wychodzi na to, że podcinam końcówki co 4-5 miesięcy ;) Według mnie nie ma sensu podcinać zdrowe końcówki tylko "w imię zasad"

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdrowych końców chyba nie ma sensu podcinać. Ja podcinałam, jak wymagał tego kształt fryzury, jak nie farbuje włosów to w ogóle mi się nie niszczą końce.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja bym zdrowych nie podcinała, nieraz cięcie może przyspieszyć ich niszczenie więc może zaczekaj aż będą tego potrzebować :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli mam być szczera - nie podcinałam końcówek od... września. Po prostu nie widzę takiej potrzeby. Są równie zdrowe i nawilżone jak reszta włosów, już w gorszym stanie jest górna partia włosów, traktowana detergentami (których nie mogę się wyrzec ze względu na skalp). Od września nie znalazłam u siebie ani jednej rozdwojonej końcówki. Podcięłabym włosy dopiero wtedy, gdybym zauważyła jakiekolwiek pogorszenie stanu końcówek. A jak na razie żyją sobie zdrowe i szczęśliwe :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja podcinam jak już widzę, że są znacznie podsuszone. Nigdy nie robiłam tego systematycznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też porzuciłam regularne podcinanie, bo rowniez zapuszczam. Po roku dbania o włosy prezentują się już lepiej i nie wymagają podcinania co trzy miesiące.. Planuje obciąć, dopiero jak zobacze ,że zaczynają się rozdwajac. Problemem są u mnie tylko przednie, krótsze partie włosów, które są ultradelikatne i stale w jakiś sposób zniszczone. Żeby się ich pozbyć musiałabym chyba zrobić sobie z nich grzywke, a to nie wchodzi w gre;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam... Zapuszczałam grzywkę, w końcu sięgała za talię i przy duzych kwietniowych cięciach przy okazji zrównałam ja z resztą włosów. Te pasma były tak wrażliwe i tak szybko się niszczyły, że czasem podcinałam je osobno, bo potrzebowały tego częściej.

      Usuń
    2. U mnie te pasma sięgają końca brody/połowy szyi więc ciężko je umiejętnie ściąć samemu,żeby to jakoś wyglądało + są pocieniowane, właściwie to postopniowane. I uciekają z każdego koka, warkocza czy kucyka. No cóż, może uda mi się się je kiedyś zapusic, bo póki co mam wrażenie, że stoją w miejscu;(

      Usuń
    3. Tez tak mam. Z tyłu ładnie urosły, a przód stoi w miejscu ;) Cóż, pewnie się niszczą od macania.

      Usuń
  17. Ja swoje włosy ostatnio podcięłam chyba w marcu. Nie mam pomysłu na fryzurę i na razie zapuszczam na długość "trochę za ramiona". Jak osiągnę zaplanowaną długość to zastanowię się, co dalej. Jak miałam "do brody" to chodziłam co 6 tyg. na odświeżenie. Po tym czasie fryzura traciła lekkość.
    Przy planowanym zapuszczaniu nie widzę sensu regularnego podcinania. Jeśli komuś końcówki się nie rozdwajają i nosi upięte włosy to podcinanie jest zbędne.
    A comiesięczne podcinanie promuje lobby fryzjerskie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. dopóki nie ciachnęłam włosów o dobre 15 cm, to podcinałam gdy widziałam, że trzeba :) końcówki były szorstkie i mało poatne na układanie, puszyły się po myciu, plątały ciągle, a włosy źle się układały. przy robieniu warkocza ogonek był wyraźnie przerzedzony. wtedy zawsze wiedziałam, że już trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja właśnie muszę moje zacząć często podcinac, bo przez ostatnie wypadanie które już ustapilo włosy bardzo się na końcach przerzedzily. Zresztą plan na ten rok mam taki, żeby jak najbardziej zagęścić włosy, ale nie stracić przy tym na długości która osiagnelam w tamtym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja jak tylko zejde z cieniowania i grzywki planuje nie podcinac tak czesto jak teraz. Odkad wycielam zniszczone wlosy "na kopciuszka", juz nie obserwuje rozdwojonych koncowek, podcinam je tylko dla wyrownania. A teraz doszlam do wniosku, ze studniowka w przyszlym roku, a mi brakuje 15cm do talii. Fajnie by bylo miec wlosy do talii. :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja podcinam średnio raz na pół roku, a jak mówię o tym fryzjerkom, to robią śmieszne miny. Ale moje włosy przez to pół roku wyglądają dobrze, "czują" dobrze, wiem, że nie potrzebują częściej. A potem jednego miesiąca mówią "będzie tego" i nagle zaczynają wyglądać źle i należy natychmiast iść i im załatwić wizytę u fryzjerki. Najczęściej po prostu widzę, kiedy są zdrowe i nie potrzebują podcięcia, a kiedy już jest gorzej. Często też łapię końcówkę warkocza i się jej przyglądam i macam - jak jest gruba i mniej więcej równa, to znaczy, że nic mi się nie przerzedza/kruszy/łamie/rozdwaja/inne katastrofy, można zostawić. Ofc nie zawsze tak mi się złapie warkocz na końcu, żeby to się dało ustalić, ale najczęściej działa. Jak nabieram podejrzeń albo mi się wydaje, że już sto lat nie widziałam fryzjerki, robię zdjęcie swoim włosom luźnym z tyłu, żeby się przyjrzeć. Dobrym wyznacznikiem kontroli jest też to, czy mi się "psuje" wierzchnia warstwa włosów i wymaga podcięcia. Jak wymaga - sprawdzam też dół, może akurat też potrzebuje. Zawsze można też złapać włosy i im się poprzyglądać z bliska, sprawdzić, co tam słychać.
    Wygląda, że ja do tego podchodzę głównie wzrokowo. Nic dziwnego, skoro jestem wzrokowcem :D Ale moim zdaniem podcinanie końcówek częściej, "bo tak" albo "bo tak się robi", nie ma sensu, bo każde włosy są inne i inaczej się zachowują. Ja kiedyś podcinałam raz na kwartał, a jak przestałam, to niebo mi się na głowę nie zawaliło, tylko zapuszczanie zaczęło iść szybciej ;) Bo na dobrą sprawę przynajmniej moim końcówkom absolutnie nie robi to różnicy, dopóki się nie zrobią "pazurki", czyli trochę postrzępione na końcach. I tak to jest u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też będę musiała wzrokowo nad sprawą panować. Bo w dotyku potrafi być świetnie po odpowiednich kosmetykach, nie ma co dawać się nabrać własnym włosom i pielęgnacji :> I bardzo dziękuję za komentarz, bo potrzebuję dowodów na to, że da się z sukcesem robić to, co planuję :)

      Usuń
  22. Nope nope nope. Ja wolę moje podcinać regularnie, bo kiedy odkładam podcięcie do "jak będą zniszczone" to budzę się z ręką w nocniku. W ten sposób od 1,5 roku lat utrzymuję włosy na podobnej długości - co zapuszczę to zaraz muszę ściąć. Dlatego postanowiłam podcinać regularnie, co 3 miesiące, i liczę ze uda mi się wyjść z tego zaklętego kręgu. Zresztą, nastąpiły też dwie bardzo istotne zmiany w mojej pielęgnacji które dają niesamowite efekty, wiec może się uda.
    Sądzę jednak że Ty masz całkiem odmienny charakter od mojego, więc będziesz w stanie upilnować końcówki. Ale strzeż się, bo łatwo przeoczyć ten właściwy moment na podcięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się strzegła, koniecznie. A zapuścić w ten sposób się da, ja w końcu podcinając co 3 miesiące, czasem więcej niż cały przyrost z tego czasu, ze 30 cm zapuściłam. W 5 lat, ale to inna sprawa :) W każdym razie - da się.
      Napiszesz jakie to dwie zmiany? :) Jestem ciekawa.

      Usuń
    2. Nic co zmieniłoby Twoje życie. Pierwsza to przejście z Tangle Teezer na zwykły szerokozębny grzebień. Tylko dlatego że TT przypadkiem zostawiłam w domu. Z grzebieniem rozczesywanie zajmuje mi więcej czasu ale robię to też dużo bardziej delikatnie i włosy nie puszą się tak mocno jak przedtem. Tylko okropnie mi brakuje masażu skalpu szczotką, tak bardzo że zaczęłam regularnie wcierać Joannę Rzepę (ale to nie to samo). Do TT wrócę na pewno, ale chyba tylko przy rozczesywaniu na sucho i do masażu.
      No, a druga zmiana to rzecz tak oczywista, że aż dziw że zaczęłam tak późno. Otóż.... przestałam myć włosy szamponem na długości.A myłam je zawsze mocnym, SLS-owym szamponem. To już chyba szóste mycie z rzędu kiedy długość została potraktowana samym biovaxem i z niepokojem wypatruję pierwszych oznak obciążenia włosów. A póki co nic takiego się nie dzieje, są gładsze, bardziej błyszczące, mniej spuszone. W taflę się nie zamieniły, ale jest wyraźnie lepiej.
      A co do regularnych podcięć - cóż, włosów szybko tak nie zapuszczę, ale nie udało mi się ich zapuścić i bez tych podcięć, więc i tak nic nie tracę. A moje włosy tych podcięć potrzebują, szczególnie pasma przy twarzy, te wyrastające "przed" uchem - jako jedyne są całe postrzępione, tak że zamiast kończyć się równo przyciętą, gęstą miotełką po prostu znikają.

      Usuń
  23. Zapuszczam włosy, bez jakiejś większej ich pielęgnacji (w kwestii której zaczyna się naprawdę sporo zmieniać). Rosną sobie, bo każdemu rosną. A moment obcięcia ich o jakąś znaczącą długość odkładam w nieskończoność. Ale chyba czas pożegnać się z przesuszonymi, rozdwojonymi końcami których niestety nic i nikt w magiczny sposób nie poskleja.
    Ale jeśli najdzie ten dzień gdzie zdecyduję się na podcięcie ich, będę starała się uważnie je obserwować by nie przegapić odpowiedniego momentu i znowu nie stracić tych kilkunastu centymetrów.
    Przynajmniej taką mam nadzieję :D
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. ja ci juz po podcieciu mowilam ze moze sie okazac ze wcale nie potrzebujesz tak czestego podcinania koncow.
    Mi juz powoli by sie przydalo sciecie gornej cieniowanej warstwy ktora nie widziala nozyczek od 9 mcy. Wlosy sie nie rozdwajaja ale sa suche i placza sie. Chcialam podciac w tym miesiacu ale w sumie to stwierdzilam ze w lipcu urlop i wlosom pewnie i tak sie dostanie- wiec obetne po urlopie, razem z wakacyjnymi zniszczeniami
    Mysle ze na tyle znasz swoje wlosy ze nie przegapisz momentu kiedy faktycznie beda potrzebowaly podciecia.
    a moze nastepnym razem zdecydujesz sie np na thermocut?
    http://thermocut.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=6----info o salonach w calej Polsce. U mnie mija wlasnie 3 mce od podciecia dolnej warstwy, najdluzszej "na goraco" i koncowki sa w swietnej kondycji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tym po wpisie BHC. Ale nie ufam fryzjerom za bardzo. Niestety. Moje doświadczenia są w 100% negatywne, nikt mi nigdy nie obciął tyle ile chciałam. Nigdy. Czasem to nawet nie było podcięcie końcówek tylko totalna zmiana fryzjury bez mojego pozwolenia. A kiedy patrzę na opinie innych – pozytywne to może 10%. 1 dobry fryzjer na 9 takich, co robią co chcą? Nie ma mowy :D

      Usuń
  25. Ja ostatnio obcinałam pod koniec marca i dalej nie widzę potrzeby, jednak rosną mi włosy różnej długości a ścinane mam na prosto i jest różnica w takim "pędzlu" :D

    OdpowiedzUsuń
  26. I am satisfied that you simply shared this useful info. See more Buy GK Conditioner

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz