Serum Schauma Beauty Oil

Zwróciłam uwagę na serum Schaumy dzięki wpisowi Natalii z BlondHairCare o olejowych serach do włosów. Jest mało popularne, na drogeryjnych półkach nie rzuca się w oczy i pewnie nie wpadłabym na nie sama. 



Schauma Beauty Oil ma skład taki, jaki lubię, czyli mocno olejowy, niesamowicie podobny do serum Gliss Kur Ultimate Color. Z tego powodu nie mogłam nie porównać ze sobą tych dwóch produktów w recenzji ;)

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej z maruli), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olej z pestek moreli), Macadamia Ternifolia Seed Oil (olej makadamia), Argania Spinosa Kernel Seed Oil (olej arganowy), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Octocrylene (filtr UV), Parfum, Linalool, Anise Alcohol, CI 40800.

Osiem olejów i filtr UV, dokładnie tak jak w serum Gliss Kur. Tu filtr jest na dalszej pozycji, kolejność olejów również jest nieco inna. Dość wysoko znajdziemy olej sezamowy, za którym moje włosy wyraźnie nie przepadają, ale założyłam, że w towarzystwie silikonów i większej ilości oleju słonecznikowego nic zaszkodzi. Poza składem, te produkty łączy zapach – prawie taki sam, słodki, piękny. Kolor i konsystencja są również łudząco podobne. Obie marki, Gliss Kur i Schauma, należą do firmy Schwarzkopf i koncernu Henkel, co częściowo wyjaśnia sytuację, ale nie znam dwóch innych tak podobnych produktów należących do – bądź co bądź – różnych marek, nawet jeśli na wyższym poziomie to ta sama firma ;)

Serum Schaumy zaczęłam już w grudniu, chociaż planowałam je na styczeń, luty i marzec. (Po dwóch miesiącach z serum Gliss Kur 6 Miracles, które kompletnie się nie sprawdziło, musiałam ratować się czymś innym w grudniu.) Używałam go więc przez cztery miesiące, a nie standardowe trzy między podcięciami. Nakładałam je po każdym myciu na wilgotne końcówki a czasem także na suche, pomiędzy dniami mycia włosów. Sprawdziłam więc dwa proponowane przez producenta sposoby aplikacji (trzecim jest nałożenie większej ilości serum jako olejku przed myciem) i oba dały dobre efekty. Końcówki były miękkie, gładkie, błyszczące i dość śliskie. Myślałam, że Schauma jest tak dobra jak Gliss Kur, nawet wspomniałam o tym niedawno w komentarzu. W marcu postanowiłam jednak używać też serum Gliss Kur, żeby porównanie nie było oparte wyłącznie na zapamiętanym efekcie produktu używanego wiele miesięcy temu. To był dobry pomysł. Okazało się, że produkty nie działają tak samo, pomimo podobnego składu. Różnica jest drobna: Schauma zostawiała końcówki nieco sztywne i suche, szorstkie w dotyku. Jestem prawie pewna, że nie wysuszała ich dodatkowo, po prostu nie niwelowała do końca ich naturalnej suchości i sztywności. (Jestem ciekawa jak sprawdziłaby się teraz, na zdrowych końcówkach, po dużym podcięciu włosów.) Gdyby nie odniesienie do serum Gliss Kur, pewnie byłabym zadowolona z całościowego efektu, bo ten jednak był: wyraźny i zdecydowanie pozytywny. Końcówki były bardziej miękkie i gładkie niż byłyby bez mieszanki silikonów i olejów. Ale jednak może być lepiej. Po serum Gliss Kur końce były idealnie gładkie, jakby powleczone olejowym filmem, bardzo śliskie, co przy ich wybitnie wysokiej porowatości było cudem (jeszcze nie miałam okazji używać serum GK po podcięciu). Skoro wiem, że może być wspaniale, Schauma wypada jedynie dobrze. Przy czym muszę podkreślić, że bez takiego porównania to byłby bardzo dobry produkt – jednak wyraźny, dobry efekt jest.

Zastanawiałam się nad źródłem tej różnicy w działaniu. Nie jestem pewna, czy mogę winić olej sezamowy, który moim włosom nie pasuje. Równie dobrze może to być kwestia innej proporcji silikonów i olejów (mocno silikonowe sera sklejają i usztywniają mi włosy. Idąc tym tropem: być może tu jest za mało olejów, by końcówki były miękkie i gładkie?)

Jeśli chodzi o długofalowy efekt zabezpieczania włosów – po trzech miesiącach od grudniowego podcięcia na końcówkach nadal widoczna była wyraźna linia cięcia i nie znalazłam żadnych rozdwojeń, czyli zabezpieczanie było idealne. Nakładałam też porcję na włosy nad karkiem – po myciu, albo w dni i noce kiedy spinałam je w koczek na czubku głowy. Bez takiego zabezpieczania krótsze włosy w tym miejscu łatwo mi się niszczą.

Przy nakładaniu dwóch i pół porcji na końcówki i jednej do dwóch na włosy nad karkiem co dwa dni (czyli co mycie) i dość często takiej samej ilości pomiędzy myciami, 50 ml buteleczka serum (na stronie Rossmanna jest błędnie opisana jako 75 ml) starczyła mi na trzy miesiące i kilka dni. Swoje serum kupiłam właśnie w Rossmannie za 16.99 zł (dość często jest w promocji, tańsze o kilka złotych.)

Dzięki temu serum uświadomiłam sobie, że Gliss Kur Ultimate Color jest wyjątkowe, genialne. Od momentu podjęcia decyzji o zabezpieczaniu końcówek silikonami sprawdziłam pięć serów silikonowo-olejowych. (Na moment, dzięki próbce, wróciłam też do typowo silikonowego serum i przekonałam się, że to absolutnie nie jest typ produktu, który się u mnie sprawdza.) I, póki co, tylko do jednego będę wracała. Na wypróbowanie czekają jeszcze trzy lub cztery (już zaczęty Eliksir Biovax na kwiecień, maj i czerwiec, kuracja Marion 7 efektów, L'Oreal Mythic Oil i być może Kerastase Elixir K Ultime Oleo Complexe, który na mojej liście pojawia się i za chwilę znów z niej znika) i mam nadzieję, że któreś z nich okaże się warte stałego używania. Chciałabym mieć przynajmniej trzy tego typu produkty, żeby móc ich używać na zmianę.

P.S. Nie uważacie, że pani na etykiecie damskich produktów Schaumy wygląda złowieszczo? ;)

Komentarze

  1. właśnie tego gliss kurra otworzyłam w tym tygodniu, pięknie pachnie ♥ schaumy nie miałam, ale ogólnie nie przepadam za kosmetykami z tej firmy, od zawsze były dla mnie kiepskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie ja w Rossmannie zwróciłam uwagę na Schaume i zainteresowala mnie swoim składem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba je sobie kupię, gdy wykończę moje dwa obecne. :) Moje włosy bardzo lubią olej sezamowy. Ja mniej (zapach...).
    A jak pierwsze wrażenia o eliksirze Biovax?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach oleju sezamowego jest z tych ciekawszych, prawda :D I w dodatku intensywnych. Więc bywa śmiesznie ;)

      Z Biovaxem za to jest ciekawie. Próbki zapamiętałam jako świetne. Teraz, jak użyłam pierwszy raz pełnego opakowania, końcówki były bardziej suche niż były wtedy same z siebie (to było jeszcze na długich włosach;)), ale to był chyba przypadek, bo kolejne razy były już lepsze. Nieźle wygładza. Za to teraz, po podcięciu, taka ilość jaka wcześniej była niewystarczająca nowe koncówki już przeciąża tak, że się sklejają i strączkują. Uczę się od nowa obsługi silikonów ;) Ale z samym Biovaxem jest dość dobrze. Końce są gładkie i dociążone, także póki co zapowiada się sukces. Zobaczymy jak będzie przez kolejne 2.5 miesiąca :)

      Usuń
  4. Tego typu produkty zużywam potwornie wolno. Obecnie do zabezpieczania stosuję olejek z pestek śliwki (pachnie jak marcepan, obłęd!), a na to czasem kroplę serum A+E L'biotiki. Skoro taka butelka starczyła Ci na 3 miesiące to może ja używam za mało... u mnie pewnie starczyłaby na 3 razy dłużej ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszyłam się jak szalona na olej z pestek śliwki, ale włosy mi brzydko puszy niestety. Ale że nie mogłam odpuścić tego zapachu, używam go do twarzy ;)
      To chyba ja zużywam bardzo dużo takich produktów. Ale już teraz się to zmieni bo widzę, że zdrowe końcówki łatwo obciążyć.

      Usuń
  5. Jej ile roboty i czasu wkładasz w porównywanie tych ser do włosów. No i pokłony i dozgonna wdzięczność z mojej strony za polecenie mi Gliss Kura, od czasu gdy go kupiłam nie wyobrażam sobie jak ja mogłam bez niego żyć! :D I ten zapach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra! :) Cieszę się, że działa :)

      Usuń
  6. Hm, to może u mnie właśnie przebije Gliss Kura? Z sezamem się lubimy, a GK nie był u mnie faworytem... Liczę, że może to dla kontrastu by było. Chyba wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będziesz miała okazję, to spróbuj. Na pewno Twoje włosy mają niższą porowatość od moich, także sezam brzmi dobrze. Może to jest to, czego brakowało Gliss Kurowi do ideału ;)

      Usuń
  7. Fajny skład tego olejku, muszę bliżej się mu przyjrzeć:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jaki długi i dokładny post :)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie niestety nie ma :( a ostatnio szukałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że ono jest tylko w dużych Rossmannach. Dużych i wielkich ;)

      Usuń
  10. Po pobieżnym przeanalizowaniu dotychczas używanych środków do zabezpieczania końcówek w moim przypadku najlepiej sprawdziły się: serum Marion, jedwab Chi. Całkiem dobrze działał czysty olej migdałowy, odżywka Ziaja b/s z żółtą zakrętką.
    U mnie serum jest kosmetykiem, który najwolniej zużywam. Gliss Kur 6 Miracle Oil jest wieczny - kupiłam go w listopadzie, zrobiłam odlewkę, a w butelce jest 2/3 produktu. Wydaje mi się, że w tym roku żadnego serum kupować już nie będę :]
    Modelka mnie odstrasza - chyba grafik za bardzo zaszalał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To spojrzenie! :D Jeszcze lepiej jest na dużych etykietach odżywek i szamponów :D

      Usuń
  11. Mialam poki co 2 sera "salonowe"- mythic oil i matrix oil wonders i kilka serow drogeryjnych, nie wiem czy to regula ale mam wrazenie ze te salonowe maja lzejsza, mniej lepka i delikatniejsza konsystencje, sa rzadsze. Jak posmaruje wlosy gliss kurem to na rekach czuje ta tlusta warstewke ktora ciezko woda zmyc. Teraz mam ochote na BC rose oil albo BC figowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Ty mnie przekonałaś do spróbowania Mythic Oil ;) Bo składem mnie nie zachęcił. Ja olejowe, tłuste filmy lubię, lepkich silikonowych nie znoszę. Zobaczę, czy przypadkiem salonowe sera nie będą dla mnie za lekkie. Chociaż... jak patrzę na Twój opis, myślę, że może wcześniej by były. Po podcięciu niekoniecznie. Powinny wystarczyć także te dwa ktore są na liście zakupów z niej nie znikną :D

      Usuń
  12. Mam aktualnie Loreal Elseve eliksir odżywczy z któergo jestem bardzo zadowolona (od zapachu poprzez wygładzenie po zapanowanie nad puchem).W swojej karierze włosowej miałam tą samą Schaumę,Mariona olejek orientalny i Biosilk olejek marakuja.Chyba najgorzej spisywała się Schauma.Niby nic złego nie robiła ale miałam przy niej niedosyt.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz