Jestem ruda! Farbowanie włosów henną i cassią Khadi

Nie raz pisałam, że zawsze chciałam mieć rude włosy. Ale bałam się farbowania: bałam się tego, że kolor wyjdzie kompletnie inny od tego, jakiego będę się spodziewała (zwłaszcza po tym, jak trzy lata temu pofarbowałam na rudo drogeryjną farbą jedno pasemko na spodniej warstwie włosów i wyszło ciemnowiśniowe), nie chciałam walki z odrostami, wiedziałam, że jeśli będę chciała wrócić do naturalnego koloru włosów zajmie mi to długie lata i nie byłam pewna, czy rudość będzie dobrze wyglądała przy mojej cerze.

Ale bardzo chciałam mieć rude włosy. Bardzo. Od dawna zastanawiałam się nad henną, również ze względu na jej właściwości odżywcze (ten blask!), już kilka razy byłam bliska zakupów, szukałam najtańszego sklepu internetowego, obserwowałam aukcje na allegro, zadawałam szczegółowe pytania dziewczynom używającym henny. Zawsze rezygnowałam. Wreszcie, kiedy na początku marca byłam na dermokonsultacjach Sylveco w sklepie Helfy, wzięłam z półki pudełko naturalnej, czerwonej henny Khadi („tylko poczytam”) i już go nie odłożyłam ;)

W drodze do domu zgubiłam odwagę i zamiast z henną na głowie wieczór spędziłam z wizją ciemnoczerwonych włosów. Żałowałam decyzji o zakupie henny, podjętej tylko dlatego, że miałam ją na wyciągnięcie ręki (internetowe zakupy dają mi poczucie dystansu, dłużej się zastanawiam). Jednak nie byłam gotowa.

Niedawno Dorota, przeczytawszy mój komentarz o strachu przed bordowymi włosami, napisała mi, że wcale nie muszę rozjaśniać swoich, żeby dzięki hennie uzyskać kolor rudy a nie ciemnoczerwony. Wystarczy zmieszać hennę z cassią. Zaczęłam szukać przepisów na takie mieszanki, ze zdjęciami włosów przed farbowaniem i po nim. Kilka osób o włosach mniej więcej tak ciemnych jak moje dzięki hennie z cassią faktycznie uzyskało rudy kolor. Obawę o niechciany kolor mogłam więc skreślić. Został tylko argument „a co jeśli będę chciała wrócić do naturalnego koloru?", obawa o wygląd cery i wielkie, wieloletnie marzenie o rudości. Wygrało to trzecie.

Kilka dni temu zabrałam się za mieszanie ziół. Ostatni raz ręce trzęsły mi się tak chyba podczas egzaminu na prawo jazdy. Jeszcze bardziej podziwiam osoby, które przy okazji wyprawy do drogerii po przysłowiową pastę do zębów spontanicznie chwytają pudełko z farbą do włosów i po powrocie do domu po prostu je farbują. Dla mnie to poważna zmiana. Widoczna, długotrwała, trudno odwracalna i dość duża: w końcu różnica w kolorze miała być wyraźna, to więcej niż kilka tonów.

Wybrałam przepis z samą ciepłą wodą, bez soku z cytryny. W szklanej misce i przy użyciu drewnianej łyżki zmieszałam zawartość całego pudełka henny z wodą, odstawiłam na 8 godzin w ciepłe miejsce żeby uwolnić barwnik. Tuż przed nałożeniem mieszanki na włosy dodałam cassię (również całe pudełko) i odpowiednią ilość wody. Rozważałam dodanie odżywki – ułatwiłaby nakładanie farby i być może zminimalizowałaby wysuszający wpływ ziół na moje włosy, o którym aż za dobrze przekonałam się stosując cassię i senes – ale ostatecznie uznałam, że chcę, żeby pierwsze farbowanie było jak najprostsze. Znając podstawę, mogłabym przy kolejnych razach wprowadzać zmiany, próbować wpłynąć na kolor czy sam proces farbowania.

Umyłam całą długość włosów szamponem i nałożyłam hennę kiedy były jeszcze mokre. Miałam bardzo dużo mieszanki, ale w przeciwieństwie do zabiegów z czystą cassią w tym przypadku musiałam być pewna, że każde pasmo jest dokładnie pokryte farbą. Zawinęłam włosy w (absurdalnie ciężki) kok na czubku głowy, nałożyłam bawełnianą, czarną opaskę, żeby wchłonęła chociaż część cieknącej wody, szczelnie owinęłam głowę workiem foliowym i zrobiłam turban z ciemnego ręcznika. Przez to, że ziołowej mieszanki miałam na głowie więcej niż miewałam cassii, całość była bardzo ciężka i trudno było mi wytrzymać zaplanowane trzy godziny. Przy tym kilka razy chciałam biec do łazienki i zmywać wszystko zanim kolor chwyci. Farbowanie włosów to takie przeżycie! ;)

Wreszcie spłukałam hennę i cassię. Starałam się to zrobić maksymalnie dokładnie, żeby nie musieć myć włosów i pozwolić barwnikowi w pełni zadziałać. Zmianę koloru było widać już na mokro, zwłaszcza na wysychających szybko końcówkach. Odetchnęłam z ulgą. Włosy nie były bordowe, były takie jakie miały być – rude.

Problemem był ich stan po ziołowym zabiegu. Dla mnie suchość po mieszance henny i cassii jest porównywalna do tej po samej cassii. Przeczekałam dwa dni, umyłam włosy nakładając maskę (Biovax Pearl) i sytuacja się wyraźnie poprawiła. Jeszcze nie jest idealnie, ale myślę, że dwie czy trzy sesje intensywnego nawilżania powinny przywrócić włosy do stanu sprzed farbowania.

Jestem bardzo, bardzo zadowolona. Ze swojej odwagi ;), z koloru, z jego blasku. Jedynym minusem, na szczęście drobnym, jest to, że moja cera wygląda przy nowych włosach różowo, tak, jak się obawiałam. Liczę na to, że latem przy delikatnej opaleniźnie będzie lepiej.

Czas na kolor! Póki co mam tylko wieczorne zdjęcia z lampą – widać na nich przesuszenie – i zdjęcie części włosów w słońcu. (Jeśli najbliższe dni będą słoneczne, w wolnej chwili wybiorę się do parku żeby zrobić zdjęcia nowego koloru na całości włosów i w pełnym świetle :)) Widać, że kolor robi się ciemniejszy, ale jest dobrze: na szczęście włosy nie są zbyt ciemne. Biorąc pod uwagę mój strach przez zmianą kolor nie myślałam, że to napiszę, ale… rudość mogłaby być intensywniejsza ;) Teraz, kiedy już jest i mi się podoba (bardzo!) chciałabym jej więcej. Mam nadzieję, że z kolejnymi seriami farbowania kolor będzie się robił bardziej intensywny, rudy bez mojego brązu wybijającego się spod henny, ale nie ciemniejszy. Czerwieni i bordo nadal chciałabym uniknąć.




P.S. Proszę, powiedzcie, że dałyście się nabrać. Chociaż trochę. Tyle pracowałam nad tym postem! Pisanie nieprawdy o działaniach a już zwłaszcza o własnych odczuciach i emocjach jest niesamowicie wyczerpujące. Wpadłam na pomysł stworzenia takiego wpisu w listopadzie, kiedy przypadkiem zrobiłam te "rude" zdjęcia, które są zamieszczone we wpisie jako pierwsze. Znalazłam jeszcze dwa, z marca 2011, na których włosy również wyglądają bardziej na rude niż brązowe. I czekałam niecnie na Prima Aprilis ;) 

Komentarze

  1. Już prawie dałam się nabrać, haha! Tak wiarygodnie to wszystko opisałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieźle się przy tym musiałaś nagimnastykować. Wkręcona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O cholera dałam się nabrać, wpadłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy kwietnia pierwszym kwietnia, ale są zdjęcia! :D

      Usuń
  4. Nabrać? Nabrać?! ZAWAŁU DOSTAŁAM! :D
    Jesteś cudowna <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dałam się nabrać :) Dziś rano zastanawiałam się, która z blogerek wpuści nas w maliny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaaaa! ;) Ale czekam do wieczora na inne posty:)

      Usuń
  6. Ja się nie dałam. Czystą hennę może i bym łyknęła, ale nie kasję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że Ty sie nie dasz nabrać wiedziałam :>

      Usuń
    2. Oj. :( A tak się cieszyłam, że cwana jestem.

      Usuń
    3. Bo jesteś. I właśnie ja o tym wiem :D

      Usuń
  7. Nie dalam sie nabrac hehe, od razu pomyslalam ze to zart. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyłam na tych, którzy zapomną jaki dziś dzień:>

      Usuń
    2. Ja jestem od urodzenia czujna, mój tatuś zwykł wkręcać wszystkich dookoła bez patrzenia na okazje :D

      Usuń
  8. :)

    Nope, od razu pomyślałam "fake".

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, przez moment dałam się nabrać ale zdjęcia były nietypowe, nie "Twoje", zazwyczaj inaczej się ustawiasz do zdjęć. I sądzę że w takiej sytuacji na pewno dodałabyś zdjęcie z twarzą ;) Ale żart świetny, pierwszy który dziś mnie nie rozdrażnił =)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, to jednak Twoje zdjęcia! Wygrałaś!

      Usuń
    2. Pewnie, że moje :D I żadne nie było przerabiane! :D

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. A wiesz jak musiałam uważać pisząc Ci w komentarzach czemu nie chcę farbować kilka dni temu? :D

      Usuń
    2. noooo ale dzięki tym wahaniom w komentarzu ten wpis stal się dla mnie już całkiem wiarygodny- "marzę o rudych ale się boję…" ;)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Dlatego codziennie wieczorem liczę na to, że geny się przestawią kiedy będę spała i obudzę się ruda :D

      Usuń
  12. Pfff, no wiesz co? Żeby tak ludzi oszukiwać :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Dałam się nabrać..Już miałam pisać że troszkę podobnie.. mianowicie miał być komentarz : Ja też poszalałam efekty Tutaj: http://biegajacazwilkiem.blogspot.com/2015/04/by-sobie-marzec.html

    No to jako pierwsza mnie nabrałaś :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Mogłabyś naprawdę zafarbować... Ten kolor ze zdjęć wyjątkowo uroczy. Uwielbiam rude dziewczyny, marzę o radości od dzieciństwa, kiedy to na dniach pochłonęłam całą serię Montgomery. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nad tym zastanawiam, ja chyba też od wtedy! I ostatnio planuję przeczytać całą Anię jeszcze raz, ale tym razem na pewno po angielsku. Odkryje też coś nowego, bo w moim egzemplarzu "Wymarzonego domu Ani" jest kilka pustych stron w środku.

      Usuń
  15. Oooooo to koniec uwierzylam! Haha, bylam w wielkim szoku, ale wiarygodnie to opisalas, o rany haha!! :oo

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja sie nabralam! :) na poczatku bylam przekonana, ze wpuszczasz nas w maliny, ale opisalas to tak przekonujaco, ze w pewnym momencie zwatpilam... I pomyslalam ze niefortunnie wybralas date na publikacje posta, bo pewnie nikt nie uwierzy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! :)
      Niefortunnie to ja kiedyś zachorowałam w Prima Aprilis. Rany, dopiero wieczorem mi uwierzyli :D

      Usuń
  17. Ojj!! No nie!!! nabrałaś mnie jak dziecko, któremu obiecano cuksa... :D Świetny post!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nabrałam się, ale szczerze to chciałabym zobaczyć Cie w rudośći :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja się nie dałam, przeczytałam tytuł i już wiedziałam o co chodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nad tytułem jeszcze 31 wieczorem myślałam! :D Zastanawiałam się czy "Jestem ruda" nie jest za bardzo nietypowe jak na mój tytuł i czy takie twierdzenie w ogóle nie wyciągnie zaraz wątku "Prima Aprilis".:D

      Usuń
  20. nie nabrałam się ;) ale takie włosy wyglądałyby niesamowicie jako rude ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja do ostatniego akapitu byłam pewna, że to wszystko prawda! Gratuluję pomysłu i cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tyle sprzecznych emocji przy czytaniu jednego posta dawno nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Tyle sprzecznych emocji przy czytaniu jednego posta dawno nie miałam :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja już po tytule pomyślałam, że to żart ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. No weź, a ja się tak przejełam. Mam nadzieje, że kiedyś zdecydujesz się, bo wyglądałabyś ślicznie. Po za tym można się pofarbować na rudo henną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteśmy dwie! Ja też mam nadzieję, że się kiedyś zdecyduję:) Poważnie.

      Usuń
  26. No, w końcu udało się komuś dzisiaj mnie wrobić... ;))

    OdpowiedzUsuń
  27. Już chciałam napisać, że świetny kolor :D zupełnie zapomniałam, że dzisiaj prima aprilis!

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja się dałam nabrać całkowicie i doszczętnie mimo, że przeczytalam ten wpis już 2 kwietnia:-)

    OdpowiedzUsuń
  29. to chyba jedyny żart prima primaaprilisowy na który się totalnie nabrałam w tym roku ;) jedyne co mi się wydało dziwne to te dwa pierwsze zdjęcia - takie kiepskie i prześwietlone? przy takiej okazji? niemożliwe :P...ech aż mi szkoda było jak doczytałam do ostatniego akapitu bo chętnie bym cię w rudości zobaczyła!

    pozdrawiam :) rudy lis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bym się chętnie zobaczyła w rudości, naprawdę :) W sumie jest na to sposób, dosłownie na samo zobaczenie. Poproszę o przerobienie mojego zdjęcia. Obawiam się, że tylko po to, żeby nie pierwszy raz przekonać się, że buzia robi mi się różowa, ale i tak bym chciiała :)

      Usuń
  30. Genialne!!! Mistrzyni :P :P

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja się nabrałam :D Miałam totalnie nieprimaaprilisowy dzień, więc nie podejrzewałam podstępu, wieczorem weszłam na Twojego bloga zobaczyć, co nowego i się zdziwiłam:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam bardzo nie primaaprilisowy dzień. W sumie widziałam tylko 3 żarty (facebook), nie mówiąc już o tym, żeby ktoś mnie nabrał "na żywo".

      Usuń
  32. Uważam, że to głupio iż tego typu wpis jest żartem. Teraz gdy nie ma 1. kwietnia a ja szukam informacji o efektach mieszania henny z cassią, myślałam że trafiłam na post o który mi chodzi. A tu się okazało, że to jeden wielki bullshit, żarcik autorki. No cóż, lecę przekopywać internet dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam The Long Hair Community, ciężko cos znaleźć ale jest tam wszystko :)

      Usuń
    2. Dziękuję :) pogrzebię tam.

      Usuń
  33. Nie jestem pewna na czym dokładnie polegał żart, bo na posta trafiłam szukając przez google, czy da się pohennić ciemne włosy na rudo bez rozjaśniania. I jest mi smutno, bo już myślałam, ze znalazłam dowód na to, że się da :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żart polegał na tym, że ja w ogóle włosy pofarbowałam ;) Tak jak wyżej, polecam The Long Hair Community i tematy o hennie, jest masa zdjęć przed i po i możesz sprawdzić, jak jasne trzeba mieć włosy żeby kolor wyszedł rudy a nie bordowy, albo tylko jako poświata.

      Usuń
  34. Wypróbuj maskę Moringa firmy Wax Pilomax i pochwal się swoim odświezonym kolorem :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Szkoda, że żart, bo sama chcę przefarbować się na rudo z ciemnego brązu, niestety ciemniejszego niż Twój... I dalej nie wiem czym :(

    OdpowiedzUsuń
  36. A do rudych idealna byłaby moringa Pilomaxu :) Ja mam i rude i moringę :) Jest świetną maską, nawilża i wygładza włosy. Pilomax robi produkty dla każdego :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz