Duże cięcie i 100% zdrowych włosów

W czwartek obcięłam 12 cm włosów (z 96.5 cm do 84.5.cm). Nagle. Ale kiedy to robiłam byłam pewna swojej decyzji. Po ponad pięciu latach zapuszczania i pielęgnacji, mam całkowicie zdrowe włosy. Ostatnie centymetry przerzedzonych, starych końcówek, pamiętających prostowanie i brak odpowiedniego traktowania, zniknęły. Jak zwykle podcięłam końcówki sama, znów maszynką (tak jak chwilę wcześniej: marcowa aktualizacja długości i podcięcie 5.5 cm) i znów metodą "na babuszkę".


Na poniższym zdjęciu zrobionym tuż po podcięciu końce wyglądają na obcięte w kształt litery V (a także suche i rzadkie, chociaż zdecydowanie obcięłam włosy ponad tę linię), ale to kwestia ułożenia w danej chwili. Szkoda, bo chciałam pokazać włosy " przed i po" mając na sobie tą samą bluzkę.



Edycja: jeszcze jedno zdjęcie, zrobione dziś popołudniu. Nareszcie widać na nim włosy tak, jak ja je widzę na żywo :) 



Czas na prześledzenie procesu decyzyjnego ;)
Jak wspomniałam, pod koniec marca podcięłam włosy o 5.5 cm. Według dokonanego kilka miesięcy wcześniej pomiaru, do obcięcia zostało (a przynajmniej powinno zostać) 8.5 cm. Cieszyłam się, że to już tak niewiele: dwa, może trzy podcięcia i będę miała całkiem zdrowe końcówki, po pięciu latach zapuszczania włosów "pół na pół": trochę zagęszczania końcówek kwartalnymi podcięciami, trochę zachowywania zyskanej w danym okresie długości. Bywały małe podcięcia (1 cm), bywały i większe (7.5 cm w marcu 2012), a najczęściej średnie, właśnie takie, żeby zachować część zyskanej od poprzedniego razu długości. Na początku właściwie nie zdawałam sobie sprawy ze stanu włosów, później zauważyłam wyraźną granicę między tymi, które wyrosły od czasu rozpoczęcia świadomej pielęgnacji a starymi końcówkami.


To jest zdjęcie z listopada 2011, włosy miały wtedy 84 cm. Przyjęłam do wiadomości istnienie wyraźnie przerzedzonych końcówek i robiłam dalej to, co przedtem: podcinałam włosy o kilka centymetrów co trzy miesiące. Wcześniej chciałam pozbyć się najstarszych partii ze względu na ich suchość. W pewnym momencie po prostu doszedł kolejny powód w postaci przerzedzenia.

Zainwestowałam w to potężne pokłady cierpliwości. Mogę bez zastanowienia powiedzieć, że nic innego co do tej pory robiłam nie wymagało takiej wytrwałości, w dodatku przez tak długi czas. Nic. Dopóki źródłem mojej wiedzy i inspiracji było tylko The Long Hair Community (Niespodziewane wyznania i kilka słów o The Long Hair Community), było dobrze. Polska blogosfera sprawiła, że zauważyłam, że mam naprawdę niezadbane włosy: spuszone, niedociążone, bardzo suche. Odkryłam, że olejowanie raz na dwa tygodnie nic nie da. A już na pewno nie olejem kokosowym przy wysokoporowatych włosach. Zobaczyłam jak mogą wyglądać wypielęgnowane włosy, znalazłam inspiracje. Skupiłam się na tym, by pozbyć się starych, rzadkich końcówek. Ciężki test dla cierpliwości. Ale wierzyłam bez odrobiny wątpliwości w to, że z czasem niewielkie podcięcia doprowadzą mnie do linii zdrowych włosów. W końcu udało mi się zapuścić tyle zdrowych pasm, że pod koniec 2011 roku sięgały mniej więcej do połowy pleców, co widać na powyższym zdjęciu. I to bez zabezpieczania końcówek silikonami! Na to zdecydowałam się dopiero nieco ponad rok temu, w lutym 2014.

Włosy rosły. Od marca 2010 (początek zapuszczania) do grudnia 2014 kiedy były najdłuższe (103 cm przed podcięciem) urosły o jakieś 33 cm. Przez te lata ścięłam około 57 cm. Tuż przed marcowym cięciem, kiedy teoretycznie miałam jeszcze 14 cm starych końców do ścięcia odkryłam, że ścięte 57 cm i pozostałe 14 cm to w sumie 71 cm a taką długością zaczynałam zapuszczanie w marcu 2010. Okazało się, że od początku do ścięcia nadawały się wszystkie włosy z którymi zaczęłam pielęgnację. Przestałam żałować tego, że na początku nie zdecydowałam się na większe cięcie, bo to nic by nie dało, musiałabym obciąć włosy do zera. Nawet po trzydziestocentymetrowym cięciu rosnące nowe, gęste zdrowe włosy stworzyłyby kontrast ze starszymi partiami. Z resztą na początku nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak jest źle. Potrzebowałam do tego zdjęcia z listopada 2011 i polskiej blogosfery.

Kluczowe jest to, że bardzo chcę mieć długie włosy. Bardzo. (Mój cel to długość klasyczna, czyli granica między pośladkami a udami, u mnie 112 cm.) Blogi pokazały mi w jakim stanie włosy mogą być. Wcześniej oczywiście też zależało mi na ich kondycji ale nie umiałam o nią zadbać, kompletnie. Wspomniany olej kokosowy i dość przypadkowa odżywka nie wystarczały. Z czasem zachciałam pięknych, zdrowych włosów. Nie tylko długich. Przeszkadzały mi przerzedzone końcówki. Coraz bardziej i bardziej. (Wbrew temu co wydawało się niektórym, nie było tak, że byłam zachwycona swoimi włosami i nie widziałam stanu końcówek albo mi on nie przeszkadzał. Po prostu wierzyłam w niewielkie podcięcia i nie chciałam tracić długości.) Tak naprawdę nie mogłam się cieszyć długością odkąd je odkryłam. Patrzyłam w lustro i na zdjęcia i myślałam "włosy są do kości ogonowej ale te końcówki...". W dni kiedy granica była mocno widoczna, włosy nawet nie wyglądały na długie, bo przez ostatnie centymetry było widać bluzkę czy sukienkę. Przykre anonimowe komentarze to zewnętrzna sprawa, żaden z nich nie sprawiał, że zaczynałam zastanawiać się nad podcięciem dopóki wierzyłam, że małe podcięcia doprowadzą mnie do zdrowych włosów. Liczyło się to, że ja sama nie byłam zadowolona i nie cieszyłam się długością. W dobre dni włosy potrafiły wyglądać tak (kolejno marzec i wspomniana na początku wpisu aktualizacja, styczniowa aktualizacja i styczniowy post o szczotkowaniu.)




Ale ja i tak wiedziałam, że końcówki są w kiepskim stanie, nawet jeśli czasem wyglądały dobrze. To, że przez większość czasu było wizualnie dobrze pozwalało mi przetrwać te wszystkie lata czekania na wreszcie całkowicie zdrowe włosy. Bez "ale", bez "co z tego że długie, skoro końcówki są rzadkie". We wrześniu postanowiłam zrobić przerwę i przez kilka miesięcy robić średnie podcięcia żeby zbliżyć się znacząco do linii zdrowych włosów i dopiero wtedy kontynuować zapuszczanie do długości klasycznej. Po ostatnim cięciu (5.5 cm) końce mocno się zagęściły, tworzyły całkiem gęsty pędzelek po zebraniu włosów w kucyk. Byłam zadowolona. Myślałam, że zostały mi dwa może trzy podcięcia i będę mogła szybciej zapuszczać już całkiem zdrowe włosy do swojej wymarzonej długości.
Aż, dzień po podcięciu, po którym starych końców teoretycznie zostało 8.5 cm zrobiłam to zdjęcie:


Dla porównania, jeszcze raz to z listopada 2011, czyli sprzed 40 miesięcy.


Nie ma wielkiej różnicy, prawda? Włosy są całościowo dłuższe, ale nadal taka sama ilość była przerzedzona. Od listopada 2011 do marca 2015 podcięłam... 42 cm. Tych rzadkich partii powinno nie być, dawno. Bardzo dawno temu.

Nie wiem dwóch rzeczy. Po pierwsze, nie wiem dlaczego przez długi czas zapuszczałam włosy bez zabezpieczania końcówek i zdrowe partie urosły tak, że sięgają za talię a ostatnie centymetry nie chciały się zagęścić, tak, jakby zdrowe włosy nie rosły i/lub zniszczenia szły w górę. Przecież się nie wykruszały, przy regularnym olejowaniu i przede wszystkim zabezpieczaniu. Z dobrym silikonowym serum najdłuższe końcówki przez trzy miesiące zachowywały wyraźną linię cięcia. A włosy kilkanaście centymetrów wyżej by się wykruszały? I to tak szybko? Teraz, kiedy je odpowiednio pielęgnuję i zabezpieczam? To nie to. Ale po wykluczeniu tej możliwości nadal nie wiem co się właściwie stało. Po drugie, nie wiem dlaczego wcześniej nie zauważyłam tego, że dolna część włosów nadal jest rzadka, pomimo średnich podcięć które sprawiały, że końcówki były wyraźnie bardziej gęste w dotyku.

To jest coś, czego żałuję. Nie, duże cięcie na początku pielęgnacji (nawet gdybym wtedy wiedziała, że go potrzebuję) nic by nie dało o ile nie byłoby obcięciem włosów do zera. Ale w momencie w którym zauważyłam tę granicę, czyli w listopadzie 2011, powinnam była ściąć te końce. Byłam jednak pewna że pozbędę się ich małymi krokami, nie tracąc przy tym dużo długości, jedynie kilka centymetrów, które w kwartał mogłabym odzyskać. Jednak mogłam dokładniej sprawdzać postęp. Zauważyłabym szybko że tak naprawdę go nie ma, może w pierwszej połowie 2012 roku zrobiłabym większe cięcie i już od tamtego momentu mogłabym zapuszczać zdrowe włosy. Potrzebowałam czasu na odkrycie stanu swoich włosów, na nauczenie się pielęgnacji, i tego nie żałuję. Ale miesiące od listopada 2011 do teraz są po prostu stracone. Podcięłam 42 cm włosów... i nic to nie dało. Nic. Z jakiegoś powodu nie zbliżyłam się do linii zdrowych włosów.

W czwartek zdałam sobie z tego sprawę. Spojrzałam na dwa powyższe zdjęcia i zrozumiałam, że niewielkie i średnie podcięcia od pewnego momentu nie działają i już nie zadziałają. Choćby od września, kiedy to postanowiłam zrobić przerwę w zapuszczaniu włosów, do marca (włącznie) podcięłam w sumie 12 cm. Nawet tego na porównaniu obu zdjęć nie widać.

Byłam kompletnie niegotowa na stratę długości, ale nie miałam wyjścia. Mogłam co prawda wrócić do małych podcięć i zapuścić włosy do wymarzonej długości klasycznej po to, żeby później podcinać wszystko, co urośnie, ale wtedy, tak samo jak teraz, takie kilkucentymetrowe podcięcia mogłyby nic nie dać. Poza tym to oznaczałoby kolejne miesiące pod hasłem "mam długie włosy ale te końcówki...". Zastanowiłam się nad tym dłuższą chwilę i zrezygnowana postanowiłam podciąć tyle, ile potrzeba żeby osiągnąć uciekającą mi od tak dawna linię zdrowych włosów.

Cięłam włosy trzykrotnie i w sumie straciłam 12 cm. Końcówki nie są prześwitujące nawet kiedy mam na sobie coś jasnego. Pędzelek z połowy pasm zabranych w kucyk jest wyraźnie bardziej gęsty od tego, który nawet po marcowym podcięciu miałam z całości końców. Wszystkie końce zebrane razem są tak gęste, że nie mam pojęcia jak uda mi się je upinać w koczkach ;) Wcześniej były relatywnie cienkim pasmem, które z łatwością zabezpieczałam jedną wsuwką i mogłam założyć spinkę, na przykład Flexi8.

Cieszę się z tego, że mam tak gęste i wreszcie całkowicie zdrowe końcówki. Ulgi jest tyle samo co radości. Wreszcie nie ma żadnego "ale". Odczuwam w pełni tę długość, którą mam, nie mniejszą "bo końcówki".
Ale ta odczuwana długość jest... cóż, niewielka. Wiem, że 84.5 cm i włosy za talię to obiektywnie niemało. Tyle, że ja nie jestem obiektywna ;) Przyzwyczaiłam się do własnych włosów sięgających pośladków, nawet jeśli ostatnie centymetry były prześwitujące. Dopiero w okolicach 100 cm zaczęłam widzieć swoje włosy jako długie i tak je odczuwać. (Ta radość w dniu kiedy przypadkiem usiadłam na końcówkach!:)) Moją inspiracją są dziewczyny z włosami za pośladki. A teraz, nagle, z włosów sięgających wyraźnie za kość ogonową (103 cm przed grudniowym cięciem) mam włosy nieco za talię. Końcówki, które kilka miesięcy temu wplątywały się w guzik kiedy ubierając się rano zapinałam spodnie, teraz przerzucone do przodu sięgają pod biust. Czuję, ile straciłam. I wiem, ile mnie czeka. Do celu brakuje mi 27.5 cm. Nie ma sensu pisać, że do tej pory przez 61 miesięcy zapuściłam (od 70 cm) 14.5 cm, bo jednak obcięłam w tym czasie ponad 70 cm. Ale i tak muszę liczyć się z tym, że włosy będą rosły średnio 1.5 cm na miesiąc (optymistycznie patrząc) a co trzy miesiące będę miała odświeżyć końcówki, nawet jeśli tylko o 2 cm, czy nawet 1 cm. Powiedzmy, że zapuszczenie włosów do długości klasycznej zajmie mi jeszcze 2 lata.

Bardzo duże znaczenie ma to, że teraz każdy nowy centymetr będzie mój, nie zatrzymywany na siłę albo od razu przeznaczony do ścięcia. Będę tylko odświeżała końcówki. Pomimo żalu za długością i pomimo ogromnej różnicy (w ciągu kilkunastu dni podcięłam ponad 20 cm) cieszę z tego, że końce są zdrowe. Nie ma żadnego "ale", nie ma końcówek przyćmiewających radość z długości. Cieszę się z tego, że włosy sięgają chociaż za talię. Jakiejkolwiek są długości, cieszę się ze zdrowych końcówek. Myślałam, że będzie gorzej, dużo gorzej. A jednak za każdym razem kiedy widzę końcówki zaskakująco wysoko i zaczyna być mi żal długości, radość z ich stanu to naprawia. Nie, nie do końca. Ale w dużej mierze. "Starą" długością i tak się w pełni nie cieszyłam, wręcz cieszyłam się nią coraz mniej i mniej. Tak oto, przez terapię nagłą i zdecydowanie szokową, przekonałam się o tym, że dobrze jest mieć włosy krótsze ale zdrowe. Nawet jeśli bardzo, bardzo kocha się długie (naprawdę długie) włosy i chce się je mieć. Wciąż wraca do mnie myśl "nie są już długie", jednak wiem, że znów będą. A radość z ich stanu naprawdę dużo wyrównuje. Oby tylko przerzedzenie w jakiś tajemniczy sposób znów się nie pojawiło!

Gdyby nie przypadkowe porównanie dwóch zdjęć nadal cierpliwie podcinałabym końcówki małymi krokami, wierząc, że uda mi się pozbyć tych starych. Nie mogę mieć do siebie pretensji o wiarę i cierpliwość opartą na przekonaniu o tym, że skoro zabezpieczam końcówki to szybko dogonię linię zdrowych włosów. Z drugiej strony, powinnam była zauważyć brak postępu pod koniec 2011 roku. Straciłam sporo czasu, ale tego nie cofnę. Mogę za to cieszyć się na – mam nadzieję, że już teraz szybkie i przerywane tylko odświeżaniem końcówek – zapuszczanie włosów. 

Komentarze

  1. Wielkie brawa dla ciebie za tak słuszną decyzję! :) Teraz twoje włosy wyglądają C-U-D-O-W-N-I-E! Nie martw się długością, nawet się nie obejrzysz, a już będą dłuższe.

    OdpowiedzUsuń
  2. i tak mi się wydaje że masz bardzo przesuszone. Ale gratuluje decyzji o podcięciu, ja pamiętam jak swoje obcinałam na raz 15 cm i płakałam jak mały bober XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje Ci się;) Po prostu tak wyszły.

      Usuń
    2. Na każdym zdjęciu po prostu tak wychodzą? Chyba jednak masz suche włosy..

      Usuń
    3. O rany. W tym poście jest niejedno zdjęcie na którym nie są suche. W tym dodane kilka godzin temu w bordowym swetrze. Trochę bez sensu wmawiać mi że mam suche włosy na podstawie kilku zdjęć.

      Usuń
    4. Nie tłumacz się, Twoje włosy nie są dla anonimów tylko dla Ciebie. I choć Twoje długie włosy miesiącami były moją inspiracją to gratuluję decyzji i trzymam kciuki by końcówki już zawsze pozostały gęste. :D :)

      Usuń
    5. Nie tłumacz się, Twoje włosy nie są dla anonimów tylko dla Ciebie. I choć Twoje długie włosy miesiącami były moją inspiracją to gratuluję decyzji i trzymam kciuki by końcówki już zawsze pozostały gęste. :D :)

      Usuń
    6. Przykro się czyta ten blog. Zaprawdę przykro. Jak na taką ilość poświęcanego czasu, obliczeń, wyliczeń, planów pielęgnacji, oczytania w tematyce "włosowej" i analiz składów kosmetyków efekt jest bardzo mizerny (vide np. drugie zdjęcie). Kiedy patrzę na te dwa zdjęcia (obecne i to z 2011 roku) nie widzę różnicy w poprawie jakości Twoich włosów-jak wyglądały na suche i spuszone tak nadal tak wyglądają. Długość jest moim zdaniem zupełnie trzeciorzędna w tym przypadku. Zamiast stosować już prawie całkowanie i wyliczanie dziesiątych pochodnych funkcji goniąc za tą długością i przyrostem proponowałabym skupić się na regenaracji tych włosów (to chyba nie przypadek, że w dalszym ciągu powtarzają się komentarze odnośnie suchości i ogólnie średniej jakości ich struktury).
      Wiem, że napiszesz, że nie przejmujesz się takimi komentarzami i że nie będziesz każdemu z osobna tłumaczyć w jak świetnej kondycji są Twoje włosy (Twoje wrażenia estetyczne to wg mnie zupełnie Twoja prywatna sprawa). Zupełnie nie o to mi chodzi w tym komentarzu. Myślę, że po prostu zamiast czynić z tej długości PRAWIE swój sens istnienia, należy się chyba poważniej zastanowić nad pielęgnacją i regeneracją tych włosów (i nie ważne ile obwodu ma kucyk, jak zdrowe są końcówki skoro całość wizualnie prezentuje się po prostu kiepsko).
      Ps. Do wszystkich "fanek", które zapewne zaraz "zjadą" mój komentarz-każdy kto z własnej woli umieszcza w necie swoje zdjęcia i umożliwia ich komentowanie chyba MUSI się liczyć z tym, że ludzie mogą różnie odbierać to co widzą na tych zdjęciach i nie zawsze muszą się tym zachwycać.

      Usuń
    7. a mi się wydaje, że większość dziewczyn uważa, że włosomaniaczka to kobieta z idealnie prostymi, grubymi włosami lub mokrymi od żelu lnianego, poskręcanymi do bólu loczkami. Ale rzeczywistość jest inna- falowane włosy po prostu lubią wyglądać sucho i odstawać i żyć własnym życiem ;) Oczywiście można zrobić im prostowanie keratynowe (wygładzi do idealnie prostych drucików) i zafarbować (żeby jednolity kolor zmiękczył obraz i zatarł efekt "szorstkości) i pozbawić się przynajmniej połowy tak wrażliwych włosów jak ma Henri. Można też poprawiać włosy w PS jak robi większość blogerek. Można. Ale po co? Albo długie i naturalnie- czyli pokrzywione mniej lub bardziej udanymi falkami albo prostowane i farbowane. Albo mamy szczerzy blog z wnikliwą analizą pielęgnacji albo chłam z Photoshopem i fleszem jako najlepszą odżywką. Serio wolałabyś drugą opcję?

      Usuń
    8. Nie rozumiem kompletnie dlaczego ktoś czerpią się jednego zdjęcia, akurat najgorszego, i uważa że to tak moje włosy wyglądają. A nie tak jak na reszcie. Co do mojego poczucia estetyki, nie, nie podobają mi się suche spuszone włosy i takich nie obnoszę. Wyszły tak na jednym zdjęciu. Jakoś na reszcie tych najnowszych nie. Nawet na tym w jasnej bluzce przed podcięciem ja widzę różnicę w porównaniu do listopada 2011 (zielony sweterek). Naprawdę nie rozumiem jak działa to, że wstawiam powiedzmy dwa zdjęcia, w dodatku z opisem, i ktoś zakłada że to akurat na tym kiepskim moje włosy wyglądają tak jak w rzeczywistości.
      Ale wiecie co? Mój błąd. Może naprawdę muszę pokazywać tylko idealne zdjęcia. I udawać że moje włosy zawsze wyglądają cudownie. Bo widocznie muszą. Jak przez chwilę jest źle, na malej części zdjęć, to już jest katastrofa.

      Usuń
    9. O włosach każdego z nas decydują geny każdy ma swoją granice doprowadzi włosy do stanu dobrego i nie poprawi już tego stanu. Poza tym to ze włosy kogoś wyglądają niezdrowo na zdjęciu nie znaczy ze nie sa zdrowe w rzeczywistości wszystko zależy od światła aparatu parametrów od wszystkiego ja nie raz tak miałam ze miałam totalny bad hair day i wysuszone włosy a ja zdjęciu piękne lśniące albo na odwrót miałam idealnie dociążone włosy miękkie i błyszczące a na zdjęciu matowe i suche wszystko zależy od świata i parametrów aparatu. Mogę przyjechać dł henrietty odpowiednio ja ustawić i będziecie mieli włosy jak z gazety.... Ale czy wtedy to Bedzie autentyczne ? Decyzja o podcięciu bardzo dobra gratuluje. Nie przejmuj sie komentarzami wyżej.

      Usuń
    10. Henrietta, nie przejmuj sie hejterami. Sama jestem posiadaczka wysokoporowatych fal i wiem jak ciezko "zmusic" je do ladnego prezentowania sie. Pomimo zlozonej pielegnacji ciezko sprawic zeby takie wlosy wygladaly na gladkie i nawilzone, i dla wielu ludzi wizualnie nie widac roznicy w postepach. Jednak ja widze ogromna roznice z czasow kiedy nie robilam z nimi nic, a obecnie po 1,5 roku pielegnacji. Wiem ze przede mna jeszcze wiele pracy, lecz najwazniejsze to nie poddawac sie i dalej dazyc do celu :-) To takie polskie zeby demotywowac innych ktorzy cos robia kiedy samemu sie nie chce. Powinnismy skupiac sie na dobrych aspektach zycia, dzielic pozytywna energia, inspirowac sie wzajemnie i motywowac. Pozdrawiam, Oblivium

      Usuń
    11. ja sobie bardzo chwalę blog Henri za autentyczność i krytykę w uzasadnionych momentach, blog jest dzięki temu prawdziwy. A włosy są piękne, wystylizowane wyglądają jak z reklamy, nie stylizowane wyglądają… prawdziwie (btw- niezdrowe, wysuszone włosy nigdy nie urosły by tak daleko…).
      O wiele lepszy jest taki blog i takie zdjęcia niż "mam idealne włosy ale je pielęgnuję chociaż nie robię nic specjalnego bo mam dobre geny"… i totalnie nic z tego nie wynika. Recenzje i plany Henri działają, są autentyczne i wiarygodne. Henri- nie przejmuj się, masz swoje grono wiernych fanów, ze mną włącznie :)

      Usuń
    12. Dziękuję dziewczyny! :*

      Usuń
    13. Hehe, chyba gimnazjalistki przyzwyczaiły się do blogasków, na których recepta na piękne włosy to nawalić tonę silikonów, stanąć pod lampą, dowalić jeszcze flesza i ach ten blask zdrowych włosów :D Oczywiście farbowanych,bo naturalki są be i nudne. A każde jedno zdjęcie trzeba robić pół dnia, bo w końcu po szkole jest mnóóóstwo wolnego czasu, żeby się czesać, wyginać i poprawiać, aż wreszcie wszystko będzie dobrze wyglądało. Mnie się Twoje włosy podobają i chyba jestem jedyną osobą, która żałuje cięcia - mam nadzieję, że teraz będą błyskawicznie rosły na wiosnę :* Nie ma nic piękniejszego niż wysoka kobieta z bardzo długimi włosami - na żywo znam jedną taką, ma rude włosy trochę poniżej pasa, wrażenie jest piorunujące.

      Usuń
    14. Mnie na widok zdjęć z lampą ręce opadają. Jasne że czasem nie ma okazji zrobić zdjęcia za dnia a chce się pokazać jakiś efekt. Ale prawie zawsze? To tak jakby pisać o pielęgnacji cery ale pokazywać zawsze zdjęcia z podkładem i korektorem :D Najśmieszniejsze jest to, że wiele osób nie zwraca uwagi na to, że zdjęcie jest z lampą, nie potrafi tego poznać.
      Będę się trzymała tego co robię, nawet jeśli dla niektórych moje włosy "nie wyglądają na zachwycające" :D
      Ja za długością też strasznie tęsknię, ale obracam to w czekanie na jej odzyskanie :) Jak najszybciej :)
      A rude włosy to zawsze jest poezja <3 :)

      Usuń
  3. Gratuluję decyzji :) teraz końcówki wyglądają pięknie, oby takie pozostały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby. Bo z jakiegoś powodu boję się że kiedy odrosną będą znów rzadkie. Pomimo zabezpieczania.

      Usuń
  4. Bardzo dobra decyzja :D teraz będzie już tylko lepiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! (Tu powinno być 10 wykrzykników w gimnazjalnym stylu.)

      Usuń
  5. Henri tak sobie teraz siedzę i myślę porównując linię przerzedzen z tych kilku lat, że stare włosy po prostu wypadają i tego nie przeskoczysz zawsze przy pewnej długości będzie to widać chyba ze komuś rosną bardzo szybko i może pozwalać sobie na wizualne zagęszczenie, pomysl ile osób o naprawdę długich włosach widziałaś z idealnymi końcami? Osobiście kojarzę może ze 4 z czego 2 mogę wymienić po nazwie- Singing bird i Lancy.Tutaj teoria by się potwierdzala bo singing spokojnie wyciąga 3cm w miesiąc czyli jej podciecia tego co wypadnie poprostu porządnie widać.Nie ma co tracić nadziei ale biorąc pod uwagę ze włosy średnio żyją od 3-8 lat a przyrost wynosi 1.5-2 cm to logicznym jest ze do części długości są gęste a najstarsze partie są już stare i zanikają, bez przyspieszenia przyrostu mam wrażenie ze tego nie przeskoczymy ale to tylko moje krakanie zobaczymy w najbliższych miesiącach :)

    Trzymam kciuki za długość klasyczna, a ty trzymaj za mnie bo ja się tak z ostatniego 30cm cięcia nie cieszę, nie widzę żeby były gestsze a zanim podrosna do dawnej długości wypadną tyle samo i znowu beda do d...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoria ma sens. Mam tylko nadzieję ze nie sprawdza się u wszystkich. Ja znam jednak dużo więcej osób z długimi włosami o gęstymi końcówkami, z czego część fosą do tego małymi podcięciami. Tylko ja jakoś nie mogłam... Zobaczymy co będzie. Jak włosy odrosną i znów się takie zrobią pomimo zabezpieczenia, to bedzie oznaczało że jestem takim przypadkiem. Będę się zastanawiała co zrobić.

      Usuń
    2. Mialam napisac dokladnie to samo, co Al KhazzaR...

      Podjelas bardzo odwazna decyzje. Mysle, ze bylo warto. Koncoweczki wygladaja olsniewajaco, a wlosy ciagle sa dlugie! Nawet jezeli beda sie przerzedzac, to moze teraz im to dludej zajmie :). Zycze, zebys szybko osiagnela wymarzona dlugosc ze zdrowymi, gestymi koncowkami!

      Usuń
    3. O tak, końcóweczki do miziania <3 cieszę się, że trafiłam w końcu na Twojego bloga, Henri, bo rzadko kto pisze tak długie i od serca posty. Dobrze się czyta, gdy ktoś pisze z pasją :)

      Usuń
    4. A ja uważam że akurat u Henri to nie wypadanie było przyczyną pojawiania się tego przerzedzenia. Włosy wypadają z całej głowy ;) i takie przerzedzenie wyglądałoby inaczej - włosy z gęstych stopniowo (na odcinku około 20 cm - różnica od początku linii włosów nad czołem do włosów nad karkiem) przechodziłyby w rzadkie. Żeby wyjaśnić to dokładniej - wypadają nam włosy najdłuższe, czyli jednocześnie najstarsze (pomijam fakt że włosy mogą mieć różne tempo wzrostu i np te nad czołem mogą rosnąć szybciej od tych nad karkiem), więc wierzchnia warstwa włosów jest przy końcach bardziej przerzedzona od spodniej ( pasmo włosów znad czoła jest po prostu trochę dłuższe od pasma znad karku - przy obcięciu włosów na prosto bez cieniowania tak jak u Henri). Im bliżej czoła, tym więcej przerzedzeń na końcach i w ten sposób końcówki włosów są przerzedzone "gradientowo". A u Henri przerzedzenie pojawia(ło!) się nagle w jednym miejscu, więc przyczyna musi być inna.

      Dziękuję za uwagę =)

      Usuń
    5. Wczoraj przyszło mi do głowy, że mogłam złapać końcówki przed podcięciem i pociągnąć, po kilka włosów na raz, żeby zobaczyć skąd te najdłuższe wyrastają. Może pokazałby się jakiś wzór tego przerzedzenia i pozwoliłoby mi to uniknąć powtórki z rozrywki w przyszłości.
      Z drugiej strony, nie wiem czy kiedyś miałam gęste końcówki i one się przerzedziły. Przed założeniem bloga robiłam zdjęcia rzadko, więc nie mam dowodu. Może to jednak były resztki "starych" włosów. Tylko czemu nie mogłam się do nich dociąć...?

      Usuń
  6. Ja również sama podcinam sobie włosy i wychodzą mi zawsze w kształcie "V". Myślę, że taka długość twoich włosów jest już OK, ja bym więcej nie zapuszczała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że dla większości osób to już są długie włosy. Dla mnie nie ;) Z resztą nie chodzi o słowa, długie czy krótkie, chcę do długości klasycznej i już;) I są osoby dla których to nadal będą krótkie włosy bo same mają do łydek na przykład ;)

      Usuń
  7. Gratuluję decyzji!:) Również uważam, że lepsze krótsze zdrowe włosy. Sama 2 i pół tygodnia temu (chyba) obcięłam też 12cm i z długości 69cm zrobiło się 57. Ani trochę nie żałuję, teraz końcówki są w znacznie lepszym stanie:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety nie tyle żałuje co jednak tęsknię za długością i zdrowe końcówki tego w 100 procentach nie wyrównują. Ale jest dobrze;)

      Usuń
    2. Ani się obejrzysz, a będziesz mieć dawną długość. Włosy teraz mogą przyśpieszyć, bo suche końce nie będą się wykruszać;). Powodzenia w zapuszczaniu!

      Usuń
  8. Teraz jest zdecydowanie lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Trudno zauwazyc roznice. Wydaje mi sie ze jeszcze troche przydaloby sie je podciac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mamy inne oczy bo mi nie jest trudno :D

      Usuń
  10. Dobra decyzja:) chociaż myślę że dobrze by było oddać się w ręce fryzjerki. Też sama podcinałam końcówki ale wolę jak mi fryzjerka dokładnie obetnie tym bardziej że ścinam na prosto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skrajnie nie ufam fryzjerom. A że kształt cięcia wyszedł jednak taki jaki chciałam (czyli nie V, chociaż tak wyglądało na początku), trzymam się babuszki :)

      Usuń
  11. Kochana brawo!!! Jestem z Ciebie dumna :) Domyślam się, ile ta decyzja musiała Cię kosztować, pamiętam jak się cieszyłaś, że masz upragnione 100cm włosów - a tu proszę, dojrzałaś do decyzji o cięciu!
    Gratuluję jeszcze raz, MASZ PIĘKNE, ZDROWE WŁOSY :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Brawo! Moim zdaniem podjęłaś bardzo słuszną decyzję.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana, ja Ci gratuluję przede wszystkim odwagi, że zdecydowałaś się na taki ruch :) Niech włosy szybko rosną i zagęszczają się ile mogą. No i wesołego kurczaka! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) Ale muszę przyznać, że to nie do końca odwaga spowodowała że zdecydowałam się na cięcie. Nie miałam wyboru. Z drugiej strony, nawet po tym jak zauważyłam że małe cięcia nie działają, mogłam tchórzliwie siedzieć z kilkunastoma centymetrami starych końcówek. Może jednak powinnam docenić tę decyzję również ze względu na odwagę ;)

      Usuń
  14. Na prawdę szacun za podjęcie takiej szokującej decyzji, ale myślę że było warto. Z pewnością włosy odżyją jeszcze bardziej, i będę jeszcze piękniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Najwazniejsze, ze odczuwasz radosc z koncowek, a wloski jak sama piszesz, urosna :) Ja przerzedzony dol probowalam juz i malymi kroczkami wyrownywac i wiekszymi cieciami, jednak u mnie sytuacja zawsze po 3, 4 miesiacach wraca do stanu sprzed, ze wzgledu na wypadanie i odrastanie (calymi warstwami). 3mam kciuki, zeby przerzedzenia sie wiecej nie pojawialy i zebys jednak szybciej osiagnela wymarzona dlugosc klasyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam się obawiać tego, że za kilka miesięcy odkryję że końcówki znów prześwitują. Cóż, będę czekała. Nie jest powiedziane że problem na 100% wróci, więc postaram się nie psuć sobie nerwów i nie panikować :)

      Usuń
  16. Gratuluje, bardzo dobra decyzja, a Twoje włosy uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem z Ciebie dumna, to bardzo odważna decyzja. Włosy z pewnością szybko odrosną ! Zycze powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  18. dużo poszło, ale widać wielką różnicę ;) ja sama się nie mogę doczekać aż swoje przerzedzone resztki włosów zetnę, ale u mnie to potrwa jeszcze długo, bo swoich, zdrowych kłaków farbowanych tylko henną mam około 25 cm, czyli trochę za mało :P

    OdpowiedzUsuń
  19. W pierwszej chwili dopatrywałam, czy znowu nie postanowiłaś wszystkich wkręcić. Gratuluje decyzji, tylko niech szybko odrastają, no bo czyje włosy będziemy podziwiać ( włosy nie muszę być długie, żeby być piękne, ale Tobie pasują dluugie).

    Sama ostatnio podcięłam parę cm i by w końcu zejść z cieniowania. Została jeszcze zapuszczająca grzywka.Szczerze trochę żałowałam, ale Twój wpis poprawił mi humor. No bo skory Henri ostatecznie ścieła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak myślałam :D Dwa szalone wpisy jeden po drugim, najpierw henna a później zdrowe włosy, o dwóch tych rzeczach od zawsze marzyłam a nie mogłam ich zdobyć :D

      Usuń
  20. Podziwiam Cię:)) ale wyglądają za to niesamowicie gęsto:) Zanim się obejrzysz znów będą bardzo długie, przy Twoim przyroście będzie to szło jak z bicza:D
    Ja planuję podciąc zaledwie 5 cm ale dopiero po ślubie;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Odważna decyzja i dzięki niej włosy są piękniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Co zdjęcie to włosy inaczej wyglądają.. I tak mam właśnie z twoimi zdjęciami. Kilka zdjęć pierwszych myślę: o masakro co to ma być bo chyba nie te włosy z ostatniego posta. 2 zdjęcia dalej już marzę o takich samych... Dzisiejszy post porównawczy jak dla mnie wygrały włosy na zdjęciu nr 5. Idealne są. Reszta no cóż.. Co negatywnych komentarzy ..Ma się Tobie podobać nie całemu światu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaleństwo, co? Różnice na zdjęciach są ogromne. Zastanawiam się czy tylko ja tak mam. Czy może jednak nie, tylko mało kto pokazuje włosy w gorsze dni. Ewentualnie raz na jakiś czas w poście wyraźnie pod hasłem "bad hair day".

      Usuń
  23. Odważna, ale i też dobra decyzja. Włosy prezentują się teraz po prostu lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Odpowiedzi
    1. Spoko ;) Ja tez nie, gdyby nie to że doszłam do ściany i nie miałam wyjścia :D

      Usuń
  25. Wow! Pięknie teraz wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobrze, że się odważyłaś. Teraz końcówki wyglądają po prostu dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  27. Henri gratuluję decyzji. Sama teraz zamierzam moje najgorsze końcówki ściąć w 3 etapach (na szczęście nie są przerzedzone, ale i tak kiepskie), a cięte będą po tyle centymetrów ile normalnie cięłam w rok. Ode mnie jedna uwaga. Często otrzymujesz komentarze, że Twoje włosy wyglądają na suche, zniszczone, itp. Jako, że mam podobne włosy (ale o większym niż Twój skręcie), które stylizuję non stop - plizzz zacznij dodawać zdjęcia włosów nierozczesanych za to z odrobinką stylizatora, po ugniataniu czy tez po koczku. Moje włosy gdybym je na sucho czesała wyglądałyby dokładnie tak jak Twoje. Po prostu dla takich włosów stanem naturalnym jest brak szczotki i grzebienia na sucho wtedy pokazują swoje piękno. Uważam po prostu, że masz włosy w dobrej kondycji, którą to zafałszowujesz niepotrzebnie. Mam nadzieję, że nie potraktujesz tego komentarza jako hejtu, bo nie jest to kompletnie moją intencją. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, wszystko prawda. Żaden hejt ;) Przyłożę się do stylizacji. Co będzie kosztowało trochę wysiłku, bo, jakkolwiek "o rany typowa wymówka" to zabrzmi, miewam problem ze zrobieniem zdjęcia włosów. Teraz mniej, ale zimą wracam do domu jak jest już ciemno... i tak się kończy robienie zdjęć na szybko. Tak, jak drugie zdjęcie w tym poście. Po myciu i rozpuszczeniu z koczka włosy wyglądają tak jak na trzecim. Dobrze, że w święta jest czas na zdjęcia :D
      Także będę musiała zgrać stylizację z momentem na zdjęcie :) Ale da się :)

      Usuń
  28. Na początku podchodziłam do Twojej zmiany sceptycznie, bo na pierwszych zdjęciach nie było widać różnicy w jakości włosów poza różnicą w długości. Za to jak zobaczyłam to nowe zdjęcie, szok! Końcówek jest mnóóstwo, chyba na samym dole masz z 10 cm w obwodzie :D Super, teraz tylko pozostaje życzyć, by gęstość końcówek pozostała taka sama przy zapuszczaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Super zmiana! Super wyglądają po podcięciu, odważna ale genialna decyzja :D

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja też uważam tak samo jak jedna osoba anonimowa ,że lepiej dodać zdjęcia włosów nierozczesanych czy też coś do stylizacji na nich , bo jak się rozczesuje to się siano takie troche robi i na zdjęciu to wychodzi jakby były takie suche i zniszczone , a druga kwestia to właśnie długość życia włosa , nikt nie wie dokładnie jaka ma czy jedne włosy na głowie żyją 3 lata a inne 7 , u mnie tez jest z tym ciężko też mam rzadkie wiecznie końce mimo ich zabezpieczania , nawet jak nie cieniuje to zawsze mam grzywkę której nigdy nie robiłam i tak sobie myśle może to jest własnie to że włosy z przodu rosną tylko np 2 - 3 lata , a te z tyłu z 5 lat skoro z tyłu urosna do talii a z przodu długość się chyba w ogóle nie zmienia :(

    OdpowiedzUsuń
  31. Wow! Też myślałam, że znowu nas wkręcasz. Odważna decyzja, ale jak zwykle w twoim przypadku mocno przemyślana ;)

    No i oto Henri możemy sobie podać ręce, bo raz, że dzisiaj też spontanicznie wzięłam nożyczki w dłoń i ścięłam więcej, niż miałam; a dwa, mamy teraz zbliżoną długość włosów. Tylko twoje są już całkowicie wolne od nazwijmy to "bałaganu", a ja swój pierdolniczek lekko uprzątnęłam. Czasem wątpię, że kiedykolwiek zejdę z tego kretyńskiego cieniowania, no ale cóż.

    Mimo ścięcia 3-4 cm czuję się dość łyso, bo nagle włosy są jakieś podejrzanie lekkie, do tego mocno odczuwam brak tych końcówek, gdy przesuwam dłonią po pasmach. Ostatnie tak drastyczne cięcie miałam chyba w liceum, więc nawet nie wyobrażam sobie, jak dziwnie musi być tobie z nową długością.

    No cóż, tym bardziej z niecierpliwością czekam na kolejne posty z serii "przyspieszacze porostu włosów wg Henri", mi też się ta wiedza przyda.

    Wesołych świąt,
    j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak końcówek jest u mnie zaskakujący, ale pozytywnie. Nagle całe włosy są śliskie. I to wyraźnie. Wcześniej jakoś to ginęło i ostatnie co zapamiętywałam dotykając ich to to, że końce są suche. Teraz - wow.
      Przyspieszacze porostu, oby się teraz sprawdziły! Kofeina w pierwszym miesiącu zawiodła mnie totalnie, 0.5 cm, uch :(

      Usuń
  32. Wspaniała decyzja, włosy wyglądają świetnie i bardzo zdrowo :) Trzymam kciuki za zapuszczanie do upragnionej długości :) !

    OdpowiedzUsuń
  33. Mnie osobiście nie przeszkadzają przerzedzone końcówki, ale doskonale Cię rozumiem. Myślę, że zmiana w myśleniu o włosach jako o falowanych zrobiła bardzo wiele. Poza tym, zniszczenia można ukryć pod sylikonowymi produktami, ale jeśli ideą jest "hodowla" zdrowych, długich włosów to trzeba podjąć trudne decyzje. Szybko odrosną :)
    PS Z niechęcią przyznaję, że serum Gliss Kur 6 Miracles Oli Essence przy dłuższym, regularnym stosowaniu nie jest aż tak bardzo "miracle". Po wyczerpaniu się serum Marion, które stosowałam zamiennie pozostał mi tylko Gliss Kur. Nakładałam go hojnie głównie na końcówki i zauważyłam, że trochę mi "skrzypią". Wyszukałam winnego - kokos. Teraz na końcówki nakładam Ziaję z ceramidami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę. Ja własnie zaczęłam Eliksir Biovax, bo kończy mi się rynek :D, a serum warte ciągłego używania znalazłam póki co jedno. Więc teraz jeszcze Biovax, Marion i prawdopodobnie jeszcze dwa. Niech chociaż jedno jeszcze się sprawdzi... W każdym razie w lekkiej desperacji sięgnęłam po Biovax który wcześniej odpadł po tym jak przeczytałam skład... Po kilku użyciach jest ok, zobaczymy czy za jakiś czas nie pokaże się nadmiar kokosa.

      Usuń
  34. Na początku myślałam że to kolejny, nieco spóźniony żart. Gdybyś opublikowała ten post 1 kwietnia to byłby 100 razy lepszy żart od tego z farbowaniem, a co lepsze po jakimś czasie, przy kolejnym wpisie ze zdjęciem Twoich włosów okazałoby się, że wcale nas nie wkręcałaś! ( mogłabyś się wcześniej nie przyznawać ;))
    Twoje włosy wyglądają teraz absolutnie przepięknie, czekałam bardzo długo żeby zobaczyć je w takim stanie i nie spodziewałam się że to się stanie tak szybko. Mam nadzieję że szybko odrosną, szybciej niż w dwa lata, i że do tego czasu się przerzedzą tylko odrobinkę. Co do przyczyny tego przerzedzenia, mam swoją własną teorię - owszem, podcinałaś regularnie końcówki i były one zdrowe. Ale między tymi najdłuższymi włosami są też krótsze, które nigdy nie miały styczności z zbawiennym wpływem nożyczek i silikonów (jeśli zabezpieczasz tylko same końcówki). I takie właśnie włosy, które nie załapują się pod obcięcia, nadal pozostają zniszczone i się wykruszają. Dlatego najlepszą metodą na nie jest jedno większe podcięcie, które uchwyci również te krótsze włosy - ja tak rozwiązałam mój problem ponad rok temu i dobry stan końcówek utrzymuje się do tej pory ( dobra, wierzchnia warstwa jest trochę zniszczona powyżej linii cięcia ale to tylko i wyłącznie wina mojego zaniedbania).
    W ten sposób najgorsze masz już za sobą =) Jeśli Ci mogę coś doradzić, to uważam że dobrze by Ci zrobiła odżywka/ maska napakowana potężną ilością ciężkich silikonów nakładana od czasu do czasu na włosy od karku w dół. Takie dodatkowe zabezpieczenie powinno pomóc Ci uniknąć powtórki z rozrywki, bo silikonowe serum na same końcówki może nie wystarczyć, a nakładane na większą długość nie dotrze do środkowych partii włosów.
    Bardzo Ci gratuluję odważnej decyzji, jestem pewna że za jakiś czas uznasz ją za jedną z najlepszych w całym Twoim włosomaniactwie. Powiedz mi, ile teraz wynosi obwód Twojego kucyka przy samych końcówkach?
    I zdjęcia, wrzucaj dużo zdjęć, i aktualizację zdjęcia z warkoczem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I zdjęcia, wrzucaj dużo zdjęć, i aktualizację zdjęcia z warkoczem." <3 tak, tak, popieram!

      Usuń
    2. Gabrysiu,
      masz na myśli jakąś konkretną, niedrogą i dostępną odżywkę silikonową? Przez wiele lat stosowałam pielęgnację mało silikonowa, bo taka mi służyła. Ale jak chcę zejść z mocnego cieniowania, muszę mocno zabezpieczyć te krótsze partie, które jak sama piszesz nie mają styczności z nożyczkami podczas comiesięcznego podcięcia. Post Henri i twój komentarz dały mi do myślenia :)

      Pozdrawiam,
      j.

      Usuń
    3. Odżywki Mrs. Potter's mają silikony, jednak trzeba je trzymać około 20 minut by poczuć ich działanie. O wiele lepsze są odżywki Nivea - np. Long Repair czy Intense Repair(te ja znam osobiście), jeśli pamiętam również mają silikony i te są chyba trochę mocniejsze i lepiej okalają włos. Sama Henri pisała o dwóch z nich(Hydro Care i Straight and Gloss) i również sobie chwaliła ^^

      Usuń
    4. Gdybym 1 kwietnia wpadła na to, żeby obciąć włosy, pewnie opublikowałabym post jako "żart ale jednak nie" :D
      Gabrysia, mam nadzieję, że Twoja teoria jest prawdziwa. I że od teraz będzie dobrze. Skoro Tobie się udaje, mi też powinno się udać. Bo czai mi się w głowie taka obawa, że za pół roku zobaczę, że ostatnie kilka centymetrów włosów to znów rzadkie końcówki. Będzie to samo, tylko na mniejszej długości. I zanim włosy odrosną do okolic 100 cm końce będą znów rzadkie. Boję się dlatego, że nie wiem czym to przerzedzenie było. Nie mam jak sprawdzić którejkolwiek teorii.
      Silikony są dobrym pomysłem. Używam odżywek Nivei razem z Biovaxami, powinny dać radę. Jest w nich Dimethicone, w dużej ilości :)

      Usuń
  35. Gratuluję! Aż nie wierzyłam jak spojrzałam na miniaturkę zdjęcia przy poście...wow. Aż się zastanawiałam czy to nie kolejny żart (tak, tak, w rude włosy uwierzyłam). Twoje włosy wyglądają teraz fenomenalnie!!! Aż się napatrzeć nie mogę, cały post z trzy razy czytałam :D
    I z drugiej strony część mnie żałuje, bo byłaś moją inspiracją w trudnych momentach kiedy i mnie zbiera na ścięcie całej reszty przerzedzonych włosów </3 Teraz i mnie zmusiłaś do głębszej refleksji, bo może...może faktycznie małe cięcia to nie to. Ale ta długość :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi samej jest dziwnie. Zawsze byłam ambasadorką małych podcięć. Bo rozumiałam jak komuś może być bardzo żal długości. Bardzo. Tracenie 2-3 cm co kilka miesięcy to już mniejszy problem. I jestem pewna, na 101%, że gdyby nie porównanie dwóch zdjęć nadal trzymałabym się małych cięć. Po porównaniu jednak nie miałam wyjścia, bo przekonałam się, że to mnie do niczego nie zaprowadzi.
      Obcinając włosy nie myślałam "lepsze krótkie ale zdrowe". Zawsze niebardzo zgadzałam się z tym podejściem. A teraz... teraz się cieszę. Może gdybym obcięła stare końce od razu, byłoby mi teraz bardziej żal. Ale po tylu męczących latach wytrzymywania z suchymi, rzadkimi końcówkami, cieszę się ze zdrowych. Fakt, że długość jest niewielka. Ale całą się mogę cieszyć. Bez wysiłku, bez przekonywania się do tego nastawienia. Po prostu się cieszę.
      Jeśli ktoś mnie kiedyś zapyta co zrobić w podobnej sytuacji, powiem, żeby spróbowac małych cięż. Ale! uważnie obserwować postępy. Jeśli są, super. O to chodzi. Za kilka cięć będzie zdrowo i gęsto i pięknie. Jeśli nie ma, jak u mnie, to nie ma wyjścia.

      Usuń
    2. Ja u siebie jeszcze poczekam z taką decyzją, dopiero zaczęłam zagęszczać włosy po wieloletnim wypadaniu i może u mnie powolne dobijanie się do zdrowej i gęstszej części to dobre rozwiązanie. No i mam nadzieję, że teraz często będziesz robiła sprawozdania z tego jak to ciecie przekłada się na Twoją pielęgnację i jak szybko teraz końcówki będą Ci się niszczyć i same wołać o odświeżenie i drobne podcięcie. Jestem tego bardzo ciekawa!

      Usuń
    3. Będę pisać:) Ciekawe czy zostanę przy kwartalnych podcięciach.

      Usuń
  36. masz teraz przepiękne końcówki i moim zdaniem Twoje włosy wyglądają o wiele korzystniej, niż kiedy były długie, ale przerzedzone :) i nie mów, że są krótkie! Ja podobnie jak Ty, od ponad kilku lat zapuszczam, ale próbuję wyjść z długości "do łopatek" na długość do talii i... jakoś nie mogę, co zapuszczę te 3-4 centymetry, to jest czas żeby je ściąć, bo są rzadkie, bo się plączą, bo się przesuszyły, bo całość wygląda niekorzystnie, źle się układa... no i tak jakoś centymetrów nie przybywa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, tak sobie z żalu za długością na początku narzekałam, że są krótkie. Teraz się to trochę zmieniło, fakt, że nadal nie uważam żeby były długie (w porównaniu do rekordu 103 cm i do celu 112 cm) ale taką długością jaka jest (nazwijmy ją średnią) mogę się w pełni cieszyć. I to jest lepsze niż włosy do połowy pośladków którymi cieszyć się nie mogłam.

      Usuń
  37. Kochana gratuluję dobrej decyzji :) Zobaczysz szybko urosną zdrowe i piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Ale to świetnie wygląda! Podkręciły się na końcach jak wymodelowane!:P
    Sama trochę 'przetrzymuję' swoje włosy, bo uczestniczę w akcji zapuszczania i tak jest mi po prostu łatwiej kontrolować działanie wcierek. Zauważyłam podobne myślenie o swoich końcówkach co Ty wcześniej. Że tak rosną, ale już myślę o nich jako o przeznaczonych do cięcia. Takie długie akcje chyba nie są dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uczestniczę w akcji zapuszczania, głupio mi bo przeze mnie podsumowanie wyjdzie na minus :D:D

      Usuń
  39. Włosy na trzecim zdjęciu są piękne! :) Myślę, że to była dobra decyzja - teraz wyglądają o niebo lepiej i nadal są dłuuugie. Trzymam kciuki, żeby udało ci się je jak najszybciej zapuścić do wymarzonej długości i żeby końcówki pozostały tak gęste jak teraz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! To mi się mocno przyda :)

      Usuń
  40. To była najlepsza decyzja jaką mogłaś podjąć i teraz Twoje włosy wyglądają o wiele korzystniej. Zauważyłam, że dziewczyny już od dawna dobrze Ci radziły - najpierw z zaprzestaniem nadmiernego kombinowania w pielęgnacji, używania tylko sprawdzonych produktów, zaprzestania eksperymentowania oraz co do jednego większego cięcia zamiast kilkunastu. Czasami proste rzeczy naprawdę działają.
    Masz teraz dobrą bazę wyjściową:) Powodzenia w dalszym zapuszczaniu:)

    OdpowiedzUsuń
  41. Dobra decyzja :) ja juz podciełam ponad 5 cm i mam zamiar niedługo znowu z 5 podciac :) zniszczyłam je dosyć mocno ostatnio więc tego wymagają.

    OdpowiedzUsuń
  42. WOW Ato ci niespodzianka!!!
    Cięłaś pod jakimś specjalnym kątem, że tak ładnie się układają?Ja zawsze jak podcinam to pod kątem prostym do ziemi i wyginają się na zewnątrz ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cielam prosto, nie kombinuje z metodą na babuszkę bo zawsze mogę skończyć z odwróconym V czy cos :D A podwijają się po koczku ;) I nie zawsze tak. Przez te parę dni widziałam juz wszystko włącznie z klasycznym "każda końcówka w inną stronę";)

      Usuń
  43. Gratuluję, chociaż też węszyłam podstęp i żarcik w tym wpisie. Niemniej jednak podziwiam Cię, że się na to zdecydowałaś i trzymam kciuki za szybkie osiągnięcie wymarzonej długości. Ja sama marzę o metrze, ale do tego jeszcze daleka droga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymanie kciukow się bardzo przyda :) Dziękuję! :)

      Usuń
  44. Nie mogę się napatrzeć! :-) teraz to dopiero Ci zazdroszczę :-)
    Super efekt chociaż wcześniej Twoje włosy też mi się podobały, myślę że teraz uda Ci się szybciej zapuścić. Trzymam kciuki ! :-)

    OdpowiedzUsuń
  45. Wow Jestem pod wielkim wrażeniem. Piękne włosy sine i na dodatek tak pięknie się układają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Układają się zależnie od humoru, ale fakt że opcja "ładnie" też się pojawia :)

      Usuń
  46. Zdziwiłam się trochę. Szkoda, że na pierwszym zdjęciu się zbuntowały, bo kolejne pokazuje, że jest świetnie. Musisz się trochę dziwnie czuć z tym, że włosy się tak szybko kończą :P A za mną chodzi pixie cut.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kończą się zaskakująco szybko, ja tu jeszcze cos chcę czesać i na coś nakładać maskę ale nie ma na co :D
      Wypisz sobie może za i przeciw. Niby ograne, ale pomaga :)

      Usuń
    2. Wiesz, jak pomyślę, że wysychałyby w 10 minut... <3

      Usuń
  47. Wiosna przynosi zmiany ;) Bardzo dopingowałam Ci w zapuszczaniu, podziwiałam wytrwałość i sama chciałam tak wytrwała być. Jednak miesiąc przed planowanym cięciem moje też nieco przerzedzone końcówki mocno mnie denerwowały.Dlatego przy najbliższym myciu chwyciłam za nożyczki i pozbyłam się większości przerzedzeń, tak z 10-13 cm, czyli nieco poniżej zapięcia od stanika. Początkowo też włosy wydawały mi się bardzo krótkie, ale uczymy się żyć wspólnie ;) Twoje włosy wyglądają teraz jakbyś tańczyła, a nie stała, czy chodziła :D
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę czytała teraz milion razy ostatnie zdanie bo piękne jest ;) Dziękuję! :) :)

      Usuń
  48. Henri, na początku chciałabym wyrazić gratulacje z powodu odwagi! Ja bym chyba się nie zdecydowała na ścięcie tylu cm (wiem,boidupa) także naprawdę podziwiam! Twoje włosy oraz sposób w jaki prowadzisz bloga, bez upiększania włosów fotoszopami itp jest dla mnie naprawdę świetny. Masło maślane mi wyszło, ale podoba mi się ta ''prawdziwość'' która jest tutaj widoczna:) A włosy masz wspaniałe:) Powiedz mi , proszę, co poleciłabyś na łamiące się włosy? Jesteś moją inspiracją włosową:)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Ale podkreślam, że to odwaga tylko częściowo. Po prostu zauważyłam że postępu nie ma przy małych podcięciach i nie miałam wyboru.
      I dziękuję za dobre słowa o blogowaniu. Potrzebuję takiej przeciwwagi dla komentarzy osób które z oślim uporem pomijają zdjęcia dobre i twierdzą, że skoro moje włosy na jakiejś części zdjęć wychodzą kiepsko to na pewno są kiepskie w rzeczywistości ;)
      Na łamiące się... uelastycznianie pewnie :) Czyli oleje, albo emolientowe maski, obie rzeczy dopasowane do porowatości. I nawilżanie też. Czyli znów maski - humektantowe - albo półprodukty. Z tych łatwo dostępnych - miód, sok aloesowy i gliceryna :) W formach różnych: dodawane do masek, pod olej, płukanki... Jeśli nie pomogłam bo za ogólnie, to podpytuj dalej ;)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo za odpowiedź! Apropo negatywnych komentarzy... wydaje mi się że głównie piszą je te osoby które są święcie przekonane że skoro AŻ tak dbasz o włosy to automatycznie powinny wyglądać jak osób z kolorowych pisemek które mają wytłuszczone je lakierami i fotoszopami , nie przyjmują do wiadomości że w realnym życiu tak nie jest. Jednym słowem : olewka. Olej je (że tak brzydko napiszę), rób swoje i pamiętaj że masz tutaj oddane czytelniczki które doceniają to że nie koloryzujesz pisząc o pielęgnacji i wstawiając zdjęcia na których widać że włosy pomimo pielęgnacji nie zawsze wyglądają jak z obrazka.
      Monika

      Usuń
    3. Jeszcze raz bardzo dziękuję :):):)

      Usuń
  49. Ojej, ojej, ojej, jakie śliczne! Wyglądają o niebo lepiej (a to dużo przy Twoich włosach!). Przy okazji - wow, ja bym się pewnie bała, ale wiesz, że zawsze byłam "za", jeśli chodzi o duże ścięcie zniszczeń. Niesamowite! I cieszę się szalenie, że nie żałujesz, bo naprawdę, wyglądają teraz śpiewająco! Śpiewają, w poprzednim komentarzu tańczą, włosy orkiestra się stały! Świetne, tyle mogę powiedzieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:) Jest orkiestra! :) Cieszę się z ich stanu, skupiam się na tym, bo długości jednak brakuje, nie mogę powiedzieć że nie. Po prostu lepszy stan równoważy ten brak, ale on jest. Oczywiście, zero zdziwienia, teraz nagle widuję dziewczyny z długimi włosami. Warkocze do pupy. Apteka mi przysłała info o promocjach na środki na porost włosów. Wszechświat jest naprawdę dowcipny.:D

      Usuń
  50. wyglądają naprawdę pięknie, ślicznie wywijają się do środka na tamtym zdjęciu :) no i ta gęstość!

    OdpowiedzUsuń
  51. Jak patrzę na te zdjęcia to myślę dokładnie o swoich włosach. Przeglądam się w lustrze i myślę sobie "super długość, tylko te końcówki...". Za dwa dni idę do fryzjera, a Twój post zmotywował mnie do tego żeby nie żałować cięcia ;) To przerzedzenie wygląda strasznie. Lepsze włosy krótsze i zdrowsze, a na zapuszczanie będzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak znajdziesz chwilę, daj znać jak wrażenia. I mam nadzieję, że zapuszczanie będzie Ci po ścięciu szło dużo, dużo szybciej, jak mnie. I w spokoju, z zadowoleniem z włosów już, a nie z jakiś czas! :) To jest ogromna różnica.

      Usuń
  52. Jestem tu od nie dawna od 2 dni zaledwie na tym blogu ale co mogę powiedzieć o autorce tego bloga, po tym jak przeczytałam parę artykułów, to cechują tą Osobe niesamowita wytrwałośc, fascynacją pielegnacją włosów. Ja tez tak mam. Zaczęłam swoją pielegnacje od zera tzn włosy miała w opłakanym stanie i mogłam usiąć na krzesło i powiedzieć juz sie nie da z nimi ni9c zrobić ale właśnie trzeba próbowac mimo ze osoby wokół ciebie pisza że nic z tego nie bedzie. Autorka jest dla mnie przykładem wytrwałosci i bardzo wierze w to że jesli sie nie załamie dojdzie do pieknym zdrowych i długich włosów o jakich marzy a przynamniej nie bedzie miała wyrzutów sumienia że mogła cos zrobic a nie zrobiła wiec zycze powodzenia

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz