Serum Gliss Kur 6 Miracles Oil Essence

Moje wielkie nadzieje, śliczne serum, wokół którego chodziłam kilka miesięcy zanim je kupiłam. A kupiłam je zapakowane w błyszczący kartonik, za który pewnie też dodatkowo zapłaciłam ;)

Butelka jest szeroka i niska. Pomimo tego, że mam spore dłonie, potrafiła mi się wyślizgnąć. Wysoka i smukła buteleczka Gliss Kur Ultimate Color jest wygodniejsza. Zamiast blokowanego przez przekręcenie dozownika mamy tutaj przezroczystą nakładkę, która u mnie sprawdza się równie dobrze. Lepiej jej jednak nie gubić, bo zostaniemy bez możliwości zabezpieczenia dozownika. Serum pachnie słodko i dość intensywnie, mnie ten zapach bardzo, bardzo przypomina kakaowe kosmetyki Ziaji, które uwielbiam. Jest przezroczyste, idealnie się rozprowadza, choć w dotyku jest mniej tłuste a bardziej lepkie od wersji Ultimate Color. Czyli jest bardziej silikonowe a mniej olejowe, pomimo podobieństw w składzie (dwa silikony + dużo olejów).

Skład: Cyclomethicone, Dimethiconol, Caryocar Brasiliense Fruit Oil (olej z pequi), Sclerocarya Birrea Seed Oil (olej z maruli), Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Gardenia Tahitensis Flower Extract (olej z kwiatu gardenii), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy), Moringa Pterygosperma Seed Oil (olej moringa), Octocrylene (filtr UV)Parfum, Hexyl Cinnamal, Linalool, Limonene, Coumarin.

Obietnice producenta: Połączenie pielęgnujących olejków zapewniające luksusowe piękno włosów. Sześć wymiarów regeneracji: zapobieganie przesuszaniu włosów, ochrona przed gorącym powietrzem suszarki, zapobieganie rozdwajaniu się włosów, łatwość stylizacji, kontrola puszenia się, luksusowe piękno włosów.
Sposób użycia: jako dodatek do szamponu dla luksusowej pielęgnacji lub po myciu jako odżywka dla niespotykanej łatwości rozczesywania. Olejek można też nakładać na suche włosy dodając im blasku, a także na noc, jako lekką intensywną regenerację.

Jakiś czas temu strona Rossmanna informowała, że produkt jest niedostępny w sprzedaży. Ale widuję je nadal w Naturze, z resztą tam też kupiłam swoją buteleczkę. Pojemność to 75 ml, cena: około 30 złotych. W Polsce jest dostępna jeszcze wersja w niebieskim opakowaniu, Million Gloss, a za granicą trzecia linia, pomarańczowa, z nektarem kwiatowym, jeśli się nie mylę przeznaczona do włosów długich i wrażliwych. 



Zaczęło się od tego, że musieliśmy się dogadać. Serum Ultimate Color mogłam nakładać sporo. W dni kiedy końcówki tego potrzebowały nakładałam go po myciu tyle, że warstewka była widoczna po wyschnięciu. Końce bywały delikatnie sklejone wizualnie, ale nie w dotyku – ewentualnie wyczuwałam silikonowo-olejową warstwę, która jednak nie była ani trochę lepka, była po prostu lekko tłusta. Związuję włosy więc mi to nie przeszkadzało, a końcówki były zabezpieczone na sto dziesięć procent ;) Widać to na poniższym zdjęciu.



Bez problemu mogłam też dołożyć porcję na suche końcówki w dzień, kiedy nie myłam włosów. Produkt się wchłaniał, parował i wysychał zostawiając gładkie, miękkie końce. Z serum 6 Miracles jest inaczej. Na mokro mogę go nałożyć minimalną możliwą ilość tak, by nadmiar nie został na włosach po wyschnięciu. Bo w tym przypadku nadmiar nie oznacza delikatnego, olejowego, śliskiego filmu. Zamiast tego końcówki są sklejone tak, że nie mogę przeczesać ich palcami. W dotyku są szorstkie a wizualnie matowe. Przyzwyczaiłam się do tego, że czasem mogę nałożyć więcej serum i po przejściu z Ultimate Color na 6 Miracles Essence byłam zaskoczona. Przez prawie miesiąc nakładałam go po myciu coraz mniej i mniej (z jednej do półtorej porcji na każdą połowę włosów zeszłam do jednej rozprowadzanej na coraz większej i większej długości) a końcówki wciąż były sklejone. O aplikacji na sucho nie było mowy. Pomimo tego, że od początku byłam przekonana, że serum sprawdzi się równie świetnie jak wersja Ultimate Color zaczęłam już myśleć, że to nie kwestia aplikacji a samego produktu. W końcu mogłam spokojnie nakładać po półtorej pompki serum Ultimate Color na każdą połowę włosów. Porcje serum 6 Miracles są mniejsze ze względu na budowę dozownika, nakładałam po jednej na każdą połowę końców i jeszcze regulowałam ilość rozprowadzając produkt na większej długości… a i tak kończyłam z klejącymi i szorstkimi włosami. Pomyślałam, że może po prostu to serum nie jest dla mnie odpowiednie i cokolwiek zrobię nie sprawdzi się. Już chciałam je zostawić i kupić kolejne, które planuję wypróbować. Uznałam jednak, że jeszcze trochę popróbuję. Nakładałam bardzo, bardzo mało serum, tylko tyle by czuć, że pokrywa mokre końce ochronną warstewką (wciąż klejącą, niestety, nawet na mokro). Wydawało mi się, że to zbyt mało i produkt nie zadziała, że końcówki po wyschnięciu nie będą gładkie i miękkie (nie mówiąc już o długoterminowym zabezpieczaniu), i okazało się, że miałam rację. Tylko kilka razy (przez ponad dwa miesiące!) udało mi się znaleźć idealną ilość. Przez większość czasu końcówki były albo sklejone, dziwnie matowe i sztywne (nadmiar) albo czułam, że nie są zabezpieczone, były tak suche i szorstkie jak kiedyś (zbyt mała ilość serum).

Przez to, że czasem widać było efekty niedostatecznego zabezpieczenia włosów, próbowałam jeszcze zabezpieczać suche końcówki. To jednak nadal się nie sprawdzało. Przy nałożeniu minimalnej ilości (znów jedna pompka na połowę włosów rozprowadzona na kilkunastu centymetrach) włosy były gładkie, ale znów klejące. Dało się je przeczesać palcami, ale lepka powłoczka była wyczuwalna. Znikała (wycierała się) dopiero po kilku godzinach. Mniejsza ilość nie daje żadnego efektu. Tu nie ma optymalnego punktu – albo brak efektu, albo nadmiar.

Szybkie podsumowanie: serum nakładane w minimalnej możliwej ilości na mokro sklejało końcówki kiedy były mokre, nie mogłam ich przeczesać palcami. Kiedy wysychały, często były klejące, a czasem efekt był taki, jakbym nie nałożyła niczego. Serum nakładane na sucho (między jednym myciem a drugim) sklejało włosy. Mogłam je przeczesać palcami i były wizualnie gładkie, ale dało się wyczuć nieprzyjemną lepką powłoczkę.

W kwestii długodystansowego zabezpieczania końcówek włosów też się zawiodłam, ale to już chyba nie jest zaskoczeniem. W momencie kiedy przestałam używać serum (po około dwóch miesiącach), końce wyglądały tak, jak w czasach przed zabezpieczaniem ich. Były matowe, szorstkie, a przy przeciąganiu dłonią po pasmach czułam, że przy końcu robi się ich więcej – tak trwale spuszone i niewygładzone były najstarsze partie włosów. Linia poprzedniego cięcia rozmyła się bardziej, niż po innych, lepszych produktach zabezpieczających – końcówki po prostu się wykruszyły.

Uznałam, że nie ma sensu się męczyć, uważać na każdą kroplę po to tylko żeby przez większość czasu i tak mieć sklejone włosy. Wiedziałam o serum 6 Miracles wszystko, co chciałam wiedzieć i wyjątkowo postanowiłam wcześniej zacząć używać kolejnego. W grudniu nakładałam już serum Schauma Beauty Oil, awaryjnie. Później serum dostało swoje trzy miesiące, między grudniowym a marcowym podcięciem i nadal go używam ;) Na początku kwietnia zacznę kolejne, na najbliższy kwartał.

Przyznaję, że nadal jestem zaskoczona różnicą między tym produktem a wersją Ultimate Color. Nauczyłam się tego, że nawet najbardziej podobne składowo produkty tej samej firmy niekoniecznie muszą się tak samo dobrze sprawdzić. W tym przypadku to wielka szkoda.

Na koniec najważniejsza rzecz. Bardzo nie chciałabym przeczytać pod tym postem komentarzy „chciałam kupić ale już nie kupię”. Nie o to chodzi. Nie może być tak, że jedna recenzja zniechęci Was do produktu, który do tej pory wyglądał obiecująco. Są kosmetyki powszechnie zachwalane, a niejednokrotnie czytałam ich negatywną recenzję (jedną z bardzo niewielu), pod którą wszyscy nagle pisali „w takim razie nie kupię”. Przecież tak nie powinno być, dlaczego jedna negatywna recenzja ma przeważyć dziesiątki pozytywnych czytanych od miesięcy? Albo Wasze przeczucia oparte na analizie składu? Spróbujcie serum jeśli wiecie, że może się u Was sprawdzić. Mała podpowiedź: kiedyś używałam serum Biovax A+E i było super. Niedawno, po kilku latach dostałam próbkę jako dodatek do maski i z ciekawości go użyłam. Okazało się nieznośnie klejące. A przecież wielu osobom odpowiada! :)

Komentarze

  1. Nawet nie widziałam tego produktu na rynku. Używam serum marion i dodatkowo olejek. Wcześniej używałam GP z jedwabiem i byłam bardziej zadowolona, chociaż wiele osób zachwala Marion bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam Marion w planach. Długo machałam na niego ręką myśląc, że ma za mało olejów, ale zmieniłam zdanie. Skoro najwyraźniej działa świetnie a ja i tak mocno olejowe sera mam znalezione, sprawdzone i działające, mogę do listy ulubionych spróbować dorzucić i Marion. Co z tego, że nie ma AŻ tak super składu, skoro działa? ;)

      Usuń
    2. U mnie Marion jest po prostu najlepsze. Nic innego tak nie zabezpiecza. Przy okazji uelastycznia, wygładza i dociąża włosy bez strączkowania. Znacznie wydłuża żywotność końcówek. Cudo za grosze.

      Usuń
  2. U mnie się sprawdza zarówno jako serum na końcówki jak i odżywka b/s. Aktualnie używam na zmianę z serum z Mariona, ale wcześniej kontrolnie stosowałam samodzielnie. Obecnie końcówki mam w kłopotliwej długości i po wnikliwej obserwacji nie zauważyłam rozdwojeń. Jako b/s stosuję oszczędnie - włosy zyskują dodatkowy, nienachalny blask :) I nie powoduje przyspieszonego przetłuszczania.
    Szkoda, że u Ciebie się nie sprawdziło. Świetny skład nie gwarantuje rewelacji w działaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że wspominałaś, że się sprawdza i już w ogóle byłam na 120% pewna, że będzie dobrze :)

      Usuń
  3. Według mnie osoby, które rezygnują z zakupów po jednej recenzji, i to najczęściej blogerki, która nawet nie ma podobnych włosów, są, po prostu, niemyślące :P
    Szczerze, post jest trochę poplątany, bo niemal pod każdym względem porównujesz produkt do poprzedniego i na początku nie mogłam się połapać, ale dopiero odespałam po urodzinach siostry, więc to pewno moja wina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, a tak się starałam, żeby było przejrzyście ;) Jak zawsze :)
      Ale ile razy ja to widziałam... Pod recenzjami produktów, które 98% opinii mają pozytywnych, na dużych i małych blogach. Jedna zła opinia i nagle dziesiątki komentarzy "a tak chciałam kupić, teraz nie kupię". Why?! ;)

      Usuń
  4. Nie widziałam nigdzie tego produktu.
    Używam Eliksiru Odżywczego L'Oréal Elseve. Mieszam porcję (2 i pół pompki najczęściej) z 3-4 kroplami oleju arganowego i taką mieszankę wmasowuję w mokre włosy. Na sucho używać nie próbowałam. Mam też resztkę Eliksiru Biovax, on jest świetny i na mokre i na suche. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to się cieszę! Bo Biovax planuję na kwiecień, maj i czerwiec, dostałam próbkę do małej maski i kurczę, raz na milion takich zagrań okazuje się, że marketing ma sens. Sama bym go nie kupiła, bo kokos (w masce puszy mi włosy, i chociaż później się genialnie wygładzają, z serum nie chciałabym tak czekać), a próbka mnie bardzo zachęciła. Także mam, wącham od paru miesięcy, od kwietnia awansuje z szafy do łazienki :D

      Usuń
  5. Ale mnie tu dawno nie było! Raaany ale masz dużo tych włosów *.*
    Co do serum nie miałam go, ale w sumie z chęcią spróbuje - póki co zabezpieczam samymi olejami, w tym momencie zamiennie olej lniany z ostropetowym + mieszanki z Alterry. Miałam też na oku L'oreala ale na razie jeszcze nie kupuje, mam w zapasach arganową kuracją zabezpieczającą z Mariona i jakieś sera z Biovaxu więc wykończę. A na ten produkt zwrócę uwagę.
    Co do wpisów: u mnie zazwyczaj tak jest, że jak czytam tysiące opinii to bardzo często produkt nie sprawdza się u mnie i na odwrót :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem też tak mam. Najczęścij wtedy, jak przeczytałam już tyle opinii, że jestem pewna, że zadziała :D

      Usuń
  6. Dla odmiany ja bardzo to serum lubiłam. Za jego największą wadę uważam właśnie opakowanie - butelka niezbyt poręczna i do tego niezbyt wytrzymała - przy pierwszym locie na kafelki pękła :( prawie połowa opakowania na straty, resztę przelałam do buteleczki z zsk (na szczęście miałam taką, do której pasował gwint dozownika).
    Ale fakt że to nie jest typowe serum - proste w obsłudze, nakładasz, jest i cacy. Mocno tłuści i dlatego nakładam je jak olej na suche końcówki - bardzo małymi porcjami, rozcierając w dłoniach i dopiero głaszcząc dolne partie włosów. Dobrze się z nim dogadywałam, zwłaszcza w te mocniej 'pokręcone' dni (jestem falowana).
    Niestety już jest na wykończeniu :( a z drogerii mam blisko tylko Rossmanna, eh eh ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziwne, serum nie ma wysuszającego alkoholu w składzie, a tak szkodzi Twoim końcówkom.
    Moje wyspokoporowate włosy lubią serum Isana, bo jest tłuściutkie (bardziej niż Marion, a tym bardziej Green Pharmacy).

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja uwielbiam to serum ! Moim zdaniem najlepsze z gliss kur jak dotąd. Swoje kupiłam za 17-18 zł w Rossmanie właśnie w cenie na do widzenia. Ja polecam :-)

    PS. Śliczne włosy :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)

      Kurczę, Rossmann niedługo wycofa 3/4 produktów do włosów :( Co chwila coś jest w cenie na do widzenia.

      Usuń
    2. Ale za to są nowe produkty... <3 Jak myślicie, kiedy Rossmann zrobi promocję na te nowe Biovaxy? Bo powoli wykańczam wszystkie maski, jakie mam w domu, zostały mi 3 prawie już do końca zużyte, nie pamiętam dawno takiej pustki na półce! Chcę kupić dwie z nowości, ale cena trochę straszy... Bo za niewiele więcej można kupić półlitrowe słoje starych Biovaxów :D

      Usuń
    3. Plus dla nich za wprowadzenie nowych Biovaxów :) Za to wybaczę nawet wycofanie paru rzeczy (o ile znajdę je gdzie indziej :> ).
      Dla mnie (a mówię z perspektywy osoby, której te nowe Biovaxy starczają na 5 użyć maks ;)) są warte każdej ceny, promocja czy nie :) Pomimo, że faktycznie za trochę wiecej można mieć 500 ml starszych.

      Usuń
  9. ja aktualnie uzywam serum tez z gliss kur- hair repair. skusilam sie w rossmanie (jest w cena na dowidzenia) za jakies 15 zl, jest mocno tluste i geste ale nie obciaza (moje cienkie nie za dlugie wlosy spokojnie przyjmuja 5-7 pompek). Konsystencja i dzialanie porownywalne do serum marion 7 olejkow.
    w sumie to troche mnie ta tlustosc denerwuje wiec zazwyczaj mieszam serum z kapla zelu aloesowego, w ten sposob jest rzadsze i bardziej nawilzajace :) POlecam ten patent
    A najlepsze serum jakie mialam to mythic- i wroce do niego jak skoncze to co teraz mam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dzięki takim komentarzom już też chcę Mythic ;) Jest na liście :>

      Usuń
    2. Ja też :D Ech, pokusy... :D

      Usuń
  10. Sprawdź koniecznie Elseve (ten w złotej buteleczce), jak dla mnie nie ma nic lepszego :) żadna ilość nie skleja, a zabezpiecza świetnie :) Na półtora miesiąca zostawiłam go dla jedwabiu Green Pharmacy, niby super, a końcówki poszły w strzępy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GP był dla mnie dużo za słaby :( A o Elseve nie raz myślałam, wracam do patrzenia na niego dość często, ale martwi mnie ekstrakt z rumianku i kokos. Na tyle, żeby nie ryzykować, chociaż oczywiście mógłby się sprawdzić. Mam na oku jeszcze 3 sera. Jak się nie sprawdzą, strzelę w Elseve :)

      Usuń
    2. :) Ja chyba już nie powinnam eksperymentować, bo w sumie nie wiem, czy coś mogłoby zadziałać lepiej, a teraz już mam pewność, że wiele innych może zadziałać gorzej - przy używaniu głównie Elseve miałam przez 5 miesięcy od podcinania końcówki w bardzo dobrym stanie, a po zmianie na ten jedwab bardzo szybko, dosłownie w miesiąc pojawiły się rozdwojenia i białe kulki :( Mimo że codzienny efekt był bardzo dobry. A włosy rosną mi bardzo wolno, więc częste podcięcia rujnują wszelkie plany zapuszczania. Chociaż inne produkty oczywiście kuszą... :D Mam na oku też Mythic Oil, bo oczywiście pozytywne recenzje zachęcają, ale na razie się powstrzymuję, bo skład wygląda (przynajmniej dla mnie) mniej zachęcająco niż w tańszym Elseve :D Myślisz, że klejenie włosów od recenzowanego serum to wina kokosa?

      Usuń
    3. Długo machałam ręką na Mythic Oil, bo ilość olejów nie może się równaż Gliss Kurowi czy Schaumie na przykład. Ale skoro tyle osób tak ładnie o nim pisze, coś w tej kompozycji musi być. Zobaczę za kilka miesięcy ;)
      Biednego kokosa bym nie oskarżała w tym wypadku. Nie lubimy się (co nie przeszkadzało mi zużyć litra dawno temu :D) ale wiem, że on tak nie działa. Nie wiem czy tutaj to wina silikonów (może jest ich więcej, może są w innej proporcji) czy któryś z pierwszych olejów mi nie pasuje. Dobrze byłoby to wiedzieć.

      Usuń
  11. To teraz mam dylemat jakie tu serum na końcówki kupić.Nie spodziewałam się, że takie serum może szkodzić.
    Miałam tylko Milargan Argan Hemp Oi,l bioelixire argan oil i jedwab green pharmacy. Złe nie były, ale szału tez nie było. Zastanawiam się nad kupnem tego co tak polecałaś. W sumie tam wysoko w składzie jest słonecznikowy, tu z pequi, o którym prawie nic nie wiadomo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie :) A przekonałam się już, że oleje na dalekich miejscach w składzie potrafią pokazać swoje działanie. Z resztą nie tylko oleje.
      Wersję Ultimate Color nadal szalenie polecam. Tak samo działa Schauma Beauty Oil.

      Usuń
  12. I dziękuję Ci bardzo za "odlewkę", albo raczej odlewę. Bo gdybym je kupiła, byłabym zła... Zapach jest piękny - i nic więcej dobrego o nim nie powiem. Musiałam podciąć końcówki już pod 2 miesiącach od ostatniego, ogromnego cięcia (a planowałam zrobić to po pół roku, używając Marionu jest to do zrobienia u mnie). Skleja włosy i w dodatku nie zabezpiecza. Biorąc pod uwagę jak bardzo inny od Twojego mam typ włosów - stwierdzam, że jest to po prostu kiepski kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda końcówek i długości :-( Kurczę. To wkurzające. Stracony czas.
      A miało być tak pięknie!

      Usuń

Prześlij komentarz