Podcinanie końcówek: decyzje i zaskakujące obliczenia

Bywają takie miesiące, w których na podcięcie włosów niespecjalnie czekam i kiedy już do niego przychodzi obcinam minimalną ilość. A są i takie, jak teraz: końca marca i kwartalnego podcięcia nie mogę się doczekać już od kilku tygodni. W związku z tym, jeszcze w lutym zaczęłam zastanawiać się nad tym, ile centymetrów podciąć. Dużo i znacznie zbliżyć się do zdrowych końcówek ale stracić sporo długości, czy niewiele i czekać na zdrowe, gęste końcówki dłużej ale nie czekać (kolejny raz) na odzyskanie długości?

Mogłabym podciąć mało (czyli jakieś 2 cm), ale poza osiągnięciem celu w sensie długości chcę też dość szybko pozbyć się starych, rzadkich końcówek. Pomimo tego, że do tej pory nie były w tak relatywnie dobrym stanie w jakim są obecnie, momentami przeszkadzają mi jak nigdy wcześniej. Czekam długo i po prostu się niecierpliwię. Chcę wreszcie przestać myśleć „mam długie włosy ale końcówki są rzadkie i ostatnie kilkanaście centymetrów jakby się nie liczy, wręcz psuje efekt”. Chwilami rozważałam więc większe cięcie, na przykład 7-8 cm, czyli co najmniej połowę z tego, co zostało (a po grudniowym cięciu zostało 14 cm). Ale cofnęłabym się sporo, i nie byłoby tak że włosy odrosłyby w - w najgorszym wypadku, przy centymetrowym przyroście - 8 miesięcy. Trwałoby to o wiele dłużej, bo nadal co kwartał podcinałabym kilka centymetrów. A wciąż nie miałabym zdrowych końcówek, byłyby tylko bardziej gęste niż po mniejszym cięciu. Innymi słowy i tak bym czekała, z nadal nie w pełni zdrowymi końcówkami. Wolę więc czekać przy większej długości, nawet jeśli końce są nieco rzadsze niż te 8 cm wyżej.

Po wrześniowej zmianie kształtu z prostego na U i grudniowym średnim cięciu (5 cm) końcówki są w wyraźnie lepszej kondycji, co widać na poniższych zdjęciach zrobionych na początku marca. Odkąd znalazłam swoją idealną pielęgnację, często są tak gładkie i błyszczące jak reszta włosów. Tyle tylko, że są rzadsze, a choć potrafię je optymalnie nawilżyć, to nawilżenie łatwo z nich ucieka. Pomimo to, jest dużo, dużo lepiej niż kiedyś. Czekanie nie jest więc aż tak problematyczne, poza chwilami zniecierpliwienia. Nadal nie jest idealnie, ale jest lepiej niż znośnie – jest dobrze. Myślę, że teraz jest już zbyt późno na ścięcie wszystkich zniszczeń na raz. Za długo czekam, nie chcę tracić 14 cm włosów skoro przez 5 lat (między marcem 2010 a końcem lutego 2015) zyskałam tylko 31.5 cm ze względu na podcięcia.





Tak jak pisałam w poście "Niespodziewane wyznania... i kilka słów o The Long Hair Community" czasem myślę, że być może lepszą decyzją byłoby większe cięcie na początku. Może teraz miałabym podobną długość (bo choć wciąż odświeżałabym końcówki co 3 miesiące, nie byłyby to aż tak duże cięcia jak obecnie) i całkowicie zdrowe włosy. Ale teraz, po pięciu latach, nie chcę części tego okresu przeczekiwać ponownie, nawet, jeśli miałabym całkiem zdrowe końcówki, nawet, jeśli zapuszczanie od okolic bioder (tam sięgałyby włosy po obcięciu 14 cm na raz) do kości ogonowej trwałoby krócej niż za pierwszym razem. Skoro nie zdecydowałam się na większe cięcie na początku świadomej pielęgnacji i zapuszczam włosy z małymi podcięciami dokładnie pięć lat (od początku marca 2010), muszę być cierpliwa i kontynuować to, co zaczęłam. Za długo zapuszczałam włosy, żeby teraz ściąć dużo i zapuszczać je ponownie. Ale bardzo chciałabym mieć zdrowe końcówki. Dlatego ostatnio myślałam, że może faktycznie byłoby lepiej gdybym pozbyła się całości zniszczeń wcześnie, jednak ostatnie akapity tego wpisu zmieniają moje spojrzenie na tę hipotezę. A skoro tego nie zrobiłam, pozostaje mi podążanie tą drogą, którą wybrałam. Włosy są już długie (na tyle, że we wrześniu postanowiłam przez jakiś czas zostać przy długości w okolicach kości ogonowej i przez kilka kolejnych podcięć pozbywać się całego kwartalnego przyrostu, by szybciej zagęścić końcówki i dopiero wtedy zapuszczać włosy dalej.) A końcówki są w coraz lepszym stanie. Od niedawna czekanie nie jest problemem. Czekam dalej ;) Jak wspomniałam na początku, zdarza się że niecierpliwię się jak nigdy wcześniej. Ale też szybko się uspokajam i przypominam sobie o wyraźnym powodzie do radości – moje końcówki są w tak dobrym stanie, w jakim do tej pory nie były (pomijając oczywiście czasy zanim zaczęłam niszczyć włosy prostownicą; mam na myśli tylko okres świadomej pielęgnacji), wyraźnie zbliżam się do linii zdrowych włosów.

Potrzebowałam spisania i uporządkowania tego wszystkiego. Patrząc na całość sprawy na spokojnie widzę, że żałowałabym większego podcięcia. Zbliżyłabym się do zdrowych końcówek ale nadal bym ich nie miała, za to wyraźnie odczułabym stratę długości na którą tak bardzo – i od tak dawna – czekam. Zależy mi na niej tak samo jak na posiadaniu zdrowych końcówek, które nie będą mi psuły radości. Jednak skoro od tak dawna powoli pracowałam nad obiema rzeczami, teraz nie chcę tego zaburzać decyzją podjętą w chwili niecierpliwości. Zostało 14 cm do ścięcia. To trzy średnie podcięcia albo cztery mniejsze. Takie, po których nie cofnę się ponad przyrost w danym okresie, albo cofnę się niewiele i będę w stanie znów zapuścić tę długość do kolejnego podcięcia za trzy miesiące. Dzięki temu wciąż zbliżając się do zdrowych końcówek, nie będę się cofała w zapuszczaniu.

Na koniec trochę matematyki. Nie wiem dlaczego wcześniej na to nie wpadłam! Dość dawno temu pisałam, że długość od czubka głowy do linii gęstych, zdrowych włosów przy moim średnim miesięcznym przyroście idealnie pasuje do czasu, kiedy przestałam używać suszarki i prostownicy i – niedługo później – zaczęłam świadomą pielęgnację (choć ta przez bardzo długi czas nie była poprawna, na przykład za rzadko olejowałam włosy i używałam całkowicie niedopasowanych olejów). Czyli te stare końcówki to włosy pamiętające prostowanie po każdym myciu. Różnica, którą widać na zdjęciu z listopada (wyszczotkowane, nienawilżone włosy na jasnym tle) jest przerażająca. Nie widziałam tego, jak brak pielęgnacji i używanie wysokiej temperatury powoli i niezauważalnie niszczyło mi włosy dopóki nie zaczęły odrastać przypominając mi, jakie były wcześniej. (Oczywiście w momencie rozpoczęcia świadomej pielęgnacji włosów przy głowie nie było tak mało jak teraz jest końcówek. Zawinił też brak zabezpieczania ich, włosy się wyraźnie wykruszały, pomimo pielęgnacji i delikatnego traktowania.)

Listopad 2014



Żeby sytuacja nie malowała się w czarnych barwach (na co dzień nie jest tak, że moje końcówki to kilka ledwie widocznych pasm, ale skoro tak bywa, chcę to pokazać), przypomnę Wam jeszcze zdjęcie ze stycznia, pokazujące również wyszczotkowane, ale nawilżone włosy. Między listopadem a styczniem podcięłam 5 cm (w grudniu) więc to w dużej mierze te same końcówki, ale wyglądają dużo lepiej.




A to zdjęcie zrobione przed szczotkowaniem. Końcówki również wyglądają dużo lepiej niż w listopadzie.



Niedawno policzyłam coś jeszcze. Podsumowałam wszystkie podcięcia końcówek. Na początku nie zapisywałam jak duże były, notowałam tylko że miały miejsce, ale obcięłam do tej pory, przez pięć lat, jakieś 57 cm (!), z niewielkim możliwym marginesem błędu. To nieco mniej niż 3 cm co 3 miesiące, czyli zgadza się: było sporo małych podcięć (1-2 cm) i kilka większych (5 czy nawet 8 cm). Zostało 14 cm. To w sumie 71 cm. Zaczęłam zapuszczać włosy w marcu 2010, pierwszy raz zmierzyłam je w maju i miały wtedy… 71 cm. Zakładam, że od początku marca do maja nie zyskałam wiele nie dbając o skórę głowy i mając końcówki, które mocno się wykruszały. W maju 2010 włosy wyglądały tak:



W gorszych momentach i niekorzystnym świetle potrafiły też wyglądać tak: (sierpień 2010)



Ponownie: to niekoniecznie był stan właściwy i widoczny na co dzień. Najczęściej włosy wyglądały tak jak na poniższej parze zdjęć (wszystkie trzy zostały wykonane w ciągu kilku minut i nie zmieniło się nic poza miejscem, w którym stałam czyli światłem).



Włosy, które wtedy były blisko głowy są teraz moimi końcówkami. Tak jak wspominałam nad listopadowym zdjęciem, przez brak zabezpieczania ich silikonowym serum wykruszyły się mocno, owszem. Straciłam sporo czasu przez to, że na sera zdecydowałam się dopiero w lutym 2014. Ale i tak były w kiepskim stanie. Chociaż jakiś czas przed rozpoczęciem świadomej pielęgnacji przestałam używać suszarki i prostownicy, stan włosów nadal się pogarszał przez tarcie ich po myciu ręcznikiem, codzienne rozpuszczanie niezależnie od pogody, brak odpowiedniej pielęgnacji i plastikową szczotkę. Później zaczęłam o nie odpowiednio dbać, ale końcom brakowało silikonów. Gdybym zaczęła wcześniej zabezpieczać końcówki, pewnie byłoby minimalnie lepiej. Ale pomijając możliwą drobną zmianę na lepsze, obliczenia pokazują, że do podcięcia nadawała się cała długość, z jaką zaczynałam zapuszczać włosy. Około 70 cm. Pozbywając się za jakiś czas ostatnich centymetrów i wliczając to, co do tej pory ścięłam (14 cm + 57 cm), zetnę właśnie tyle. Na początku pielęgnacji musiałabym więc obciąć włosy tuż przy głowie. Nawet jeśli wtedy nie wyglądały źle, to po mniejszym podcięciu, na przykład to ramion, odrastające z czasem zdrowe pasma i tak stworzyłyby ten kontrast, który do dziś widać na listopadowym zdjęciu.

To mnie w pewien sposób uspokaja i utwierdza w przekonaniu, że decydując się na małe podcięcia wybrałam dobrze. Wiem, że nawet gdybym zdecydowała się na większe cięcie na początku, ono i tak by nie wystarczyło chyba, że ścięłabym włosy "na jeża" (a tak by nie było). Cierpliwie poczekam aż ostatnie kilkanaście centymetrów zniknie. Jeśli podzielę to na trzy lub cztery podcięcia, będę się cieszyła zdrowymi końcówkami (poza bocznymi pasmami, które będą potrzebowały jeszcze trochę czasu, zwłaszcza prawa strona, która jest moją zapuszczoną grzywką) we wrześniu lub w grudniu. Być może będzie to więcej mniejszych podcięć i zatrzymam trochę zyskanej w danym kwartale długości, ale i tak cel jest już blisko! :)

Komentarze

  1. JA staram się podcinać końcówki co miesiąc. Teraz jednak wybieram się na ostrzejsze cięcie i mam zamiar znacznie skrócić długość włosów.
    Mam małą manię wyszukiwania i obcinania pojedynczych rozdwojonych włosów, zastanawiam się często czy dobrze robię i czy sama im nie szkodzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah! A myslalam ze ja jestem tylko taka dziwna. Ja napewno je bardziej niszcze bo ja napotykam sie na taka koncwowke i nie mam nozyczek to palcami ja wyrywam ;/ przez co jeszcze bardziej sie rozdwajaja.. zamierzan niedlugo pojsc do fryzjera podciac z 3 cm i "oduczyc" sie tego dziwnego nawyku :/ mam troche podobne zdanie z Toba Henri. Uwielbiam dlugie wlosy i wiem ze mam przy koncach zniszczone a i tak je zapuszczam, szkoda mi je obciac wlasnie ze wzgledu na ta dlugosc ;/ ale chcialabym juz miec takie dlugie wlosy. zycze powodzenia w pielegnacji ich i szybkiego osiagniecia celow:]

      Usuń
    2. Dziękuję! :)
      Wiecie, ja też kiedyś wycinałam pojedyncze końcówki. Później przestałam i skupiłam się na konkretnych podcięciach. I jest dobrze :)

      Usuń
    3. Ja również kiedyś lubiłam wycinać pojedyncze włoski. Teraz ostatnio podcinałam końce w grudniu, więc myślę, że na początku kwietnia polecą kolejne centymetry :)

      Usuń
    4. Też kiedyś tak robiłam, ale to było bezsensowne wtedy. Miałam zbyt dużo takich końcówek i włosy się przerzedzały. Ja też wolę stopniowe podcinanie, choć przed weselem brata zdecydowałam się na -10cm i nie żałowałam bo włosy nagle zrobiły się zupełnie inne. Niby miałam potem zdrowe końcówki, ale teraz widać, że włosy domagają się większej pielęgnacji. Zaczynam znów wnikliwiej o nie dbać. I nie mogę się doczekać, gdy pozbędę się farbowanej części włosów.

      Usuń
  2. Ja nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam u fryzjera... Na pewno wiele miesięcy temu. Włosy bardzo już tego potrzebują... :/ Tylko mi jakoś ciągle nie po drodze.
    Zdradzisz swój patent na idealnie nawilżone, mięsiste włosy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yes :) Ulubiony humektant pod olej. U mnie to gliceryna, a że ta z ZSK jest wybitnie gęsta a każda inna niewiele łatwiejsza do ogarnięcia, to mieszam ją z wodą, kiedyś nakładałam warstwami, teraz mieszam ją z wodą w butelce i takie cudo nakładam na włosy przed olejem. Próbowałam proporcji 1:1 i było bardzo dobrze, drugą porcję zrobiłam 4:6 (więcej gliceryny) i jest jeszcze lepiej. I na to olej. Po kilku godzinach zmywam maską Serical al Latte.
      Albo ta mała złota maska z Isany, Effektiv Oil Kur, po prostu solo. Używając jej, spędziłam dużą część ferii w niedowierzaniu "ale jak to ja mam takie nawilżone włosy, coś się komuś pomyliło, to niemożliwe" ;)

      Usuń
    2. Tak myślałam, że napiszesz o glicerynie pod olej! Muszę w końcu ją nabyć, nie ma wyjścia...

      Usuń
  3. Chyba nikt nie podchodzi do włosowej pielęgnacji tak skrupulatnie i.. matematycznie jak Ty. :) Szacuneczek.

    Moja Ty zapuszczaniowa motywacjo. Moje włosy mierzone Twoim sposobem mają teraz 46 cm długości. Twoje początkowe 70 to będzie dla mnie wielka radość i osiągnięcie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matma przyszła z LHC. Nie ma to jak zmierzyć, policzyć centymetry i czas i odliczać miesiące do celu ;)

      Nie mogę się doczekać widoku Twoich długich włosów. Będę chciała zdjęcia co 2 dni :D

      Usuń
  4. Z jednej strony Cię rozumiem, bo sama stosuję taką taktykę. Z drugiej będę brutalna, ale szczera: patrząc na te zdjęcia nie widzę sensu trzymania takich włosów. Co z tego, że masz włosy do pasa jak wyglądają zwyczajnie nieestetycznie? Jest różnica nawet w kolorze. Poza tym nie są ani proste, ani kręcone. Ścięcie tego dobrze by ci zrobiło: pewnie zaczęłyby się fajnie kręcić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Próbowałam tym postem pokazać, że właśnie nie jest źle ;) Włosy na co dzień nie wyglądają tak, jak na zdjęciu w jasnym swetrze. Raczej tak jak na tym po szczotkowaniu. A to jest dla mnie na tyle dobry stan, że jeszcze trochę wytrzymam :)

      Usuń
    2. Tak naprawdę to miałam na myśli te zdjęcia w czarnej bluzce. Wynika z nich, że najlepiej by wyglądały gdybyś podcięła je trochę za ten znak wodny na zdjęciu. Ale widziałam, ze zdecydowałaś się na dużą zmianę i słusznie, jest o wiele lepiej.
      Zazdroszczę ci takich problemów, moje włosy są ciągle na linii stanika, bo co nie podetnę, to znów mnie denerwują przerzedzenia i tak w kółko ;p

      Usuń
  5. Ja musze isc na jakies podciecie, bo koncowki sa lekko przesuszonei widze juz jakies pjedyncze rozwojenie. :( a szkoda, bo mam wlosy lekko przed biust. Jednak decyzja podjeta I ide na podciecie NIEBAWEM!

    OdpowiedzUsuń
  6. Teraz super poprawa :) gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też staram się regularnie podcinać, chociaż ostatnio ścięłam jednorazowo jakieś 15 cm i była to dobra decyzja, bo włosy zdecydowanie wyglądają teraz lepiej, a odrastają zdrowsze i w dość szybkim tempie. Warto poświęcić długość dla jakości. Planuję teraz podcinać nieco więcej niż zazwyczaj, a kiedy już pozbędę się tej bardziej zniszczonej części włosów sprzed rozpoczęcia świadomej pielęgnacji, zainwestuję w zwiększenie przyrostu i nie będę musiała już tak mocno i często podcinać, więc włosy wrócą do swojej długości ;) Uważam, że taka taktyka sprawdziłaby się również u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje po większym cięciu kiedyś też wyglądały lepiej. Dużo lepiej. Ale przerażająco długo odrastały. I nie było warto, przez to. Wtedy jeszcze popełniłam ten błąd, że nie zabezpieczałam końcówek i jak odrosły do długości sprzed cięcia były właściwie w takim samym stanie. Czyli cieszyłam się kilka tygodni dobrym stanem końcówek, a ostatecznie nie zyskałam nic. :(
      Teraz jest optymalnie.

      Usuń
  8. Sama po 3,5 roku zamuszczania widzę, że całą świadomą pielegnację trzeba było zacząć od porządnego cięcia. Teraz już się nie umiem na nie zdecydować, Jestem praktycznie u celu, do którego brakuje mi jakieś 3-4 cm, ale mam zniszczonych jeszcze tak z 10-15 cm końcówek. W przyszłym miesiącu pod nóż idzie 5 cm i już sie nie moge doczekać. W przeciwieństwie do Ciebie, moje włosy nie są mocno przerzedzone, ale od 3,5 roku oglądam rozdwojone końcówki. Chyba nigdy przez ten okres nie obcięłam ich powyżej rozdwojeń. Na co dzień "klajstruję" mocnymi silikonami (Syoss), więc włosy wyglądają świetnie, ale ja wiem swoje niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja od dawna na najdłuższej warstwie nie widziałam rozdwojonych końcówek. Wyżej się zdarzają, ale na tych podcinanych co 3 miesiące najdłuższych włosach nie, pomimo, że to są końcówki bardzo stare i w złym stanie. Z dwojga złego, chyba wolałabym rozdwojenia... Ich przynajmniej aż tak nie widać. (Chyba ;)) Chociaż może myślę na zasadzie "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". ;) Dobrze jest jak jest. Jeszcze tylko 14 cm :) Damy radę.

      Usuń
  9. Doskonale Cię rozumiem :) Mi też jest ciężko pozbywać się zniszczonych końcówek, ale wiem że to ważne by kiedyś były ładne i długie :) Nie wiem natomiast co bym zrobiła mając twoje włosy, podejrzewam że dużo bym obciela i miała to z głowy, ale każdy ma inne cele i priorytety :) Ty chcesz mieć włosy do kości ogonowej, a dla mnie włosy takie jak masz obecnie są już ciut za długie :) Jednak uważam, że ścinanie kwartalnego przyrostu to jest najlepszy pomysł na jaki mogłaś wpaść :D Podziwiam za wykonanie tylu rachunków i jestem w szoku że scielas tyle centymetrów, a zapuscilas włosy :) Z tego wynika, że bardzo szybko rosną :) Strasznie zazdroszczę, po moich nie widać praktycznie wcale przyrostu, a co dopiero jak pójdę na podcięcie do fryzjera :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do kości ogonowej już mam ;) Został jeszcze jeden etap - do długości klasycznej.
      Też się mocno zdziwiłam. Więcej obcięłam niż zapuściłam... ale jednak zapuściłam :)

      Usuń
  10. Jak to dobrze, że zdecydowałaś się na zabezpieczanie końcówek. Podoba mi się Twoja konsekwencja w kwestii podcinania, choć żal mi każdego cm.
    Osobiście udam się do fryzjera po zakończeniu "sezonu szalikowego". Przy mojej obecnej długości to najlepsze rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do sezonu szalikowego, dość mocno daję mu do zrozumienia, że czas odejść i wrócić w październiku najwcześniej ;) I co założę sugestywnie wiosenną kurtkę i buty, zamarzam zaraz po otwarciu drzwi. "Jeszcze nie dzisiaj." :D

      Usuń
  11. nie mogę się napatrzeć na to środkowe zdjęcie w bocznym panelu - http://4.bp.blogspot.com/-YQEpq2CBY6g/VMwHikuDabI/AAAAAAAAFn0/LA8GmbDRUS0/s1600/DSC_6325%2Bsigned%2Bsmall%2Bfor%2Bsidebar%2B%25C5%2582%25C4%2585czone.jpg czy jest gdzieś post, w którym opisałaś przyczynę tej ślicznej fryzury i faktury włosów? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest. Zaraz znajdę :)

      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2014/05/ndw-9-laminowanie-marion-i-fale-sfh-9.html

      Voila :) To zasługa laminowania Marion w niebieskiej wersji. :)

      Usuń
  12. ja jestem pelna podziwu dla twojej skrupulatnosci wyliczen i dokladnosci w analizowaniu i planowaniu wlosowym
    Naprawde twoja cierpliwosc w zapuszczaniu to do rangi mitu juz urasta :)
    Wlasnie ostatnio zaczelam sie denerwowac. Minal mi rok zapuszczania i zdalam sobie sprawe ze przyrost na dlugosci nie powala. Obcielam w sumie jakies 15 cm :(, jestem moze z 10 cm na plusie w stosunku do ubieglego roku. Czyli caly rok zapuszczania a dlugosc prawie bez zmian. bylo do ramion, teraz sa troche za ramiona i tez wiem ze w sumie to zapuszczam zeby podciac dalsze 10 cm i pozbyc sie cieniowania.o kurcze wlasnie sobie uswiadomilam ze w takim razie czeka mnie zapuszczenie okolo 20 cm bo jak zapuszcze 10 i je zetne, zrownam cieniowanie to na dlugosci nadal nic nie zyskam :( jakos nigdy nie pomyslalam a tej dlugosci po podcieciu :(
    i tak mi sie troche tego calego zapuszczania odechcialo...ale jak widze twoje zaangazwoanie, po tylu latach nadal taka sama wytrwalosc to mi sie az wstyd robi ze sama ledwo rok pozapuszczalam i juz mam kryzys

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się zastanawiam czy nie wydaję się wariatką z tymi obliczeniami :) Ale jeśli ktoś tak to widzi to i tak nie zmienia faktu, że mi to pomaga. Układa, motywuje, upewnia.
      Jeśli podcięłaś 15 cm a zostało 10 cm, to są 2 cm przyrostu w miesiąc. To kurczę jest powód do świętowania! :)
      Kryzysy będą :) Ja też miewam. Są momenty w których poważnie zastanawiałam się nad ścięciem tych 15 cm na raz. Chociaż wiedziałam, że będę się kiepsko czuła mając znów włosy takiej długości. Przestałam się przejmować chwilami zwątpienia jak przeczytałam od kilku bardzo długowłosych osób (okolice kolan i te klimaty ;)) że im się czasem nie chce pielęgnować włosów. Chwila przerwy i potem znów wracają do intensywnego realizowania pasji. Mnie z kryzysów zapuszczeniowych zawsze coś ciekawego wyjdzie. Jak te obliczenia. Całość do ścięcia! Rany! Co ja tym włosom kiedyś robiłam...

      Usuń
  13. Mnie sie podoba Twoja strategia :). Ja bym sie zastonawila nad obcinaniem 2 cm co tercjal. W ten sposob moglabys zachowac polowe przyrostu i osiagnac cel szybciej :). Na zdjeciach koncowki wygladaja na geste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie. Sporo też zależy od przyrostu. Bo może być i tak, że to jest 2.5 cm w trzy miesiące... i co wtedy obciąć? :D Nie liczę na to, że przyrost zawsze będzie taki, że będę mogła sobie pozwolić na wyraźne podcięcie (więcej niż symboliczny 1 cm) i zachować przyrost jakiś. Chciałabym się nie cofać, czyli przynajmniej wyjść na zero. Dlatego teraz mierząc włosy nie czekam na zysk w długości. Czekam na "oby było co ścinać". O ironio! ;)

      Usuń
  14. Patrzac na zdjecie wlosow z listopada 2014, odzyskalam nadzieje, ze i moje koncowki kiedys beda sie prezentowaly rownie pieknie, jak Twoje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako zastrzyk motywacji (mnie to wprowadza w nastawienie "wszystko jest możliwe") zdjęciowa historia zagęszczania końcówek CinnamonHair. Skoro ona przy długości do kolan (<3) mogła, to my też możemy! :)

      http://www.beyondclassiclength.com/kneelength.html

      I jeszcze tutaj:

      http://www.beyondclassiclength.com/longhairjourney.html

      W momentach zniecierpliwienia spojrzenie na te zdjęcia przypomina mi, że koncówki się zagęszczą. Nawet, jeśli postęp nie jest widoczny tak, żeby z miesiąca na miesiąc różnica była ogromna. Za jakiś czas będzie :) Niedługo :)

      Usuń
  15. Te koncowki wygladaja calkiem dobrze:)
    Ja swoje podcielam kilka dni temu i teraz juz koniecznie odwyk od nozyczek. Dlaczego zawsze na wiosne mam ochote sciac sie na krotko? Tym razem zwalczylam pokuse i zapuszczam dalej. Siegaja zaledwie ramion wiec nawet nie mam co sie z Toba porownywac:)
    Chyba za czesto je podcinam... a wlasciwie nawet nie ma takiej potrzeby bo w ogole sie nie rozdwajaja. Musze tu czesciej zagladac po motywacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam :) Postaram się być motywująca :)

      Usuń

Prześlij komentarz