Marcowa aktualizacja długości i podcięcie maszynką

Doczekałam się marcowego podcięcia ;) Po kilku tygodniach przemyśleń, zgodnie z postanowieniem opisanym w poście o decyzjach i zaskakujących obliczeniach, postawiłam na średnie podcięcie, czyli około 5 cm.

Według pomiarów, w marcu włosy urosły tylko 0.5 cm, czyli przed podcięciem miały 102 cm. Szkoda. Liczyłam na nową, kofeinową wcierkę, bo przy większym przyroście i tak samo dużym podcięciu nie cofnęłabym się aż tyle w zapuszczaniu. Pomimo rozczarowania, nie zmieniłam decyzji w ostatniej chwili. Z wizją radości z lepszego stanu końcówek, zabrałam się do ich podcięcia. Tym razem maszynką. Znów wykorzystałam sposób „na babuszkę” (Jak samodzielnie podciąć końcówki: kształt U – w poście znajdziecie też linki do wpisów Lagoeny, od której pożyczyłam nazwę, ponieważ jest idealna, i Blondregeneracji, na której włosach to cięcie wygląda pięknie :)). Jako że było to moje pierwsze podcięcie maszynką, na początku wyszło krzywo. Nie rozpuszczałam nawet włosów, widziałam, że trzymany w palcach pędzelek jest podcięty „w ząbki”. Poprawiłam cięcie, tym razem nie odrywając maszynki od włosów i wyszło świetnie :)

Póki co niewiele mogę powiedzieć na temat samej zmiany narzędzia. Nożyczki z Rossmanna sprawdzały się idealnie przez lata, końcówki się nie rozdwajały, nie było mowy o białych kulkach – nie mogłam narzekać. Maszynki spróbowałam z ciekawości. Końcówki są ostrzejsze i nieśmiało twierdzę, że to dzięki nowej metodzie. Mało prawdopodobnym jest, żeby ich lepszy stan wynikał z tego, że nagle docięłam się do zdrowszych partii. Akurat teraz, kiedy już kilka większych niż symboliczny centymetr czy dwa podcięć było? Myślę, że to dzięki maszynce. Za to rozmiar podcięcia dał to, że końce są wyraźnie grubsze, różnica jest odczuwalna bardziej niż bywała po drobniejszych odświeżeniach.

Całość po podcięciu wygląda tak:


A tak było tuż przed nim. Być może nie widać straty długości (ubrania inaczej się ułożyły) ale ja wyraźnie ją czuję przeczesując włosy. Radość z lepszego stanu końcówek – są gładsze i odczuwalnie bardziej gęste – kompensuje stracone centymetry.


Porównanie z przodu. Ze względu na to, że przy metodzie "na babuszkę" włosy obcinane są mniej więcej w takim ułożeniu, po przerzuceniu ich do przodu najwygodniej sprawdza się czy linia poprzedniego cięcia jest widoczna. Tym razem była, serum używane ostatnio dobrze się spisało, świetnie zabezpieczając końce. 


Po. Na pierwszym zdjęciu efekt szczególnie widać po prawej stronie (czyli po mojej lewej), gdzie końcówki ułożyły się bokiem ;)



Razem z poprawkami podcięłam 5.5 cm. Prawie dokładnie tyle, ile planowałam. Od poprzedniego cięcia w grudniu włosy urosły 4 cm, więc ścięłam więcej niż kwartalny przyrost, na szczęście niewiele. Mają teraz 96.5 cm. Pierwszy raz tak długie były we wrześniu 2013, czyli półtora roku temu. W praktyce, nie zyskałam w tym czasie długości. Ale końcówki zagęściły się wyraźnie. Z około 70 cm, które początkowo (pięć lat temu) nadawały się do ścięcia, zostało teraz tylko 8.5 cm. 

(Mniej więcej 8.5 cm. Włosy potrafią wyglądać bardzo różnie zależnie od dnia, granica starych końcówek też potrafi się pozornie, wizualnie przenosić, także pomiar z jednego konkretnego dnia może nie być tym w stu procentach dokładnym. Ale używam go jako punktu odniesienia. Jeśli okaże się, że po podcięciu tych 8.5 cm w odpowiednich warunkach nadal ukazuje się różnica w gęstości końcówek i "nowych" włosów nad nimi... i tak prędzej czy później podetnę te końce, bo nawet po pozbyciu się starych, zniszczonych partii włosów będę odświeżała końcówki co kilka miesięcy.)

Czasem, tak jak na poniższym zdjęciu (zrobionym dzień po podcięciu), różnica między zdrowymi włosami a starymi końcówkami jest bardzo widoczna. I takie momenty też chcę pokazać. Ale nie zdarza się to często, zazwyczaj granica nie rzuca się w oczy. Czekając na dzień, w którym niezależnie od światła, produktów czy ułożenia włosów moje końcówki będą wyglądały dobrze ponieważ będą wreszcie całkowicie zdrowe, staram się skupiać na tym, że chociaż są wyraźnie rzadsze niż reszta włosów, to najczęściej wyglądają korzystnie i dzięki temu mogę spokojnie czekać na ścięcie reszty zniszczeń. Nie zapominam, że ich stan jest gorszy od zdrowych partii, nie ulegam złudzeniu, że skoro dość często wyglądają na gęste to już takie są. Ale zamiast myśleć tylko, że wciąż nie jest idealnie, cieszę się z tego, że ich stan się wyraźnie poprawił. Skoro mogą wyglądać i na zdrowe i na wciąż rzadkie, skupiam się na tych dniach, w których wyglądają zdrowo. Pamiętam o tym, że wciąż wymagają podcięcia, ale pozytywne nastawienie sprawia, że czekanie nie jest problemem :)


Zależnie od przyrostu włosów (nie chcę się szybko i wyraźnie cofać) i nastawienia, być może podzielę pozostałe (szacunkowe) 8.5 cm na dwa podcięcia. I już! ;) A może przed całkowitym pozbyciem się starych końcówek skończę trwającą od września przerwę w zapuszczaniu i kolejne podcięcia będą mniejsze, z zachowaniem chociaż części zyskanej w danym kwartale długości. Zdecyduję we właściwym czasie. Kolejne podcięcie w czerwcu, na początek lata. Dam Wam znać jak trzymają się końcówki podcięte maszynką, w porównaniu do wcześniejszych spotkań z nożyczkami.

Marcowe zdjęcia z lat 2011-2014 możecie zobaczyć w zeszłorocznym poście.

Komentarze

  1. Nie no różnica jest ogromna! Włoski takie gęste i długie! Po podcieciu wyglądają ma zdrowsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak nie ma to jak podciąć kilka cm więcej :D Od razu całość jest inna.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Yes. Siedzę i miziam, bo w dotyku też :D (Jak tak dalej będę miziała, to wykruszą się za miesiąc :D)

      Usuń
  3. Już się nie mogę doczekać momentu, aż wytniesz wszystkie zniszczone końcówki - Twoje włosy będą wyglądały w 100% olśniewająco! :) A różnicę między przed i po obcięciu widać, aż się sama zaczęłam zastanawiać, czy nast razem też nie podciąć końcówek maszynką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka dni po podcięciu, jeszcze bardziej maszynkę polecam :)

      Usuń
  4. Wyglądają o wiele lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Nawet na zdjęciu po tych samych kosmetykach, w tych samych ubraniach, przy tym samym świetle jednak widać różnicę. To że na ostatnim zdjęciu wyskoczyła różnica to inna sprawa ;) Ale od razu po podcięciu - jest różnica. Hurra! :)

      Usuń
  5. Chcemy więcej Twoich włosów w loczkach :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjęłam :) Będę pamiętała, żeby nocny koczek robić co jakiś czas ciaśniej :D A i do metody Vivian wrócę.

      Usuń
  6. A ja wciąż nie mogę sobie przypomnieć, ile miesięcy temu byłam u fryzjera... To chyba było w lato, w jego końcówce... Odkąd wróciłam do olejowania przed każdym myciem włoski już aż tak bardzo nie błagają o podcięcie, jednak myślę, że już niedługo uda mi się trafić na fotel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będę pisała jak dawno temu ja byłam u fryzjera (nie licząc uczesania ślubnego i zabiegu pielęgnacyjnego) :D

      Usuń
  7. Końcówki oraz reszta włosów wyglądają zachwycająco. :)
    Kilka razy miałam podcinane włosy maszynką i zauważyłam, że końce były nieco sztywniejsze. Nie zauważyłam żadnych zniszczeń między kolejnymi wizytami u fryzjera, ale może dlatego, że skrupulatnie zabezpieczałam.
    Ciekawa jestem, czy w Twoim przypadku cięcie maszynką będzie miało wpływ na falowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Też jestem tego ciekawa. Poza falami, jeszcze zawsze się dziwiłam osobom, które pisały że po podcięciu całość włosów wygląda zupełnie inaczej. Teraz, po paru większych u siebie widzę, że tak jest. Może mniej szorstkie końcówki po prostu pozwalają włosom inaczej się układać?

      Usuń
  8. bardzo ładne i zadbane masz włosy. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku chciałabym już takie długie włosy *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. pamiętam, że w październiku pisałam Ci w komentarzu, że jestem po obcięciu zniszczonej części maszynką iii jest koniec marca, a ja wciąż jestem zachwycona :) 6 miesięcy minęło, a końcówki wciąż są świetne i myślę, że jeszcze minie parę miesięcy do kolejnego obcięcia :D także polecam wszystkim tę metodę podcięcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u mnie też będzie tak super? Teraz muszę ściąć rzadkie końce ale jak juz to zrobię, może dzięki maszynce tez będę mogła rzadziej/mniej podcinac :)

      Usuń
    2. Na pewno. Maszynka to cudo pod tym względem.

      Usuń
  11. Dokąd zapuszczasz? Bo miałaś 102 centymetry i widze, że nadal zależy ci na przyroście :o Chcesz mieć 150? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Duża różnica na lepsze.
    Masz obecnie długość o jakiej marzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj pierwszy raz sama podcięłam sobie końcówki, właśnie tą metodą i też maszynką (nawet nie mam w domu dobrych nożyczek) i jak na pierwszy raz, to jestem zadowolona :)

    Twoje włosy jak zawsze powalające :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pieknie napisalas o tym idealizowaniu i czekaniu - powoli udziela mi sie Twoje podejscie :) Dziekuje Ci Kochana za linki, wstapily we mnie nowe nadzieje ;) :* Koncowki po maszynce prezentuja sie swietnie, musze kiedys sprobowac takiego ciecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc takie szalone, szczegółowe przemyślenia zawsze myślę, że poza tym że będę miała notatki dla siebie, to może one komuś pomogą :):) I cieszę się bardzo, że linki motywacyjne zadziałały! :) Ja regularnie wracam do tych zdjęć i to w najprostszy sposób uświadamia mi, że da się, no po prostu da się. I będzie dobrze, bo może być. :)

      Usuń
  15. Śliczne! Naprawdę! Zgaduję, ze różnicę najbardziej czuć w smyraniu ;) Bo wyglądają na ścięte niewiele. Różnica w "jakości" jest rzeczywiście wyraźna, jej. Może właśnie dlatego ja osobiście nie dzieliłabym tej ósemki pozostałej na więcej niż dwa podcięcia. Albo w ogóle jedno, żeby już mieć to za sobą i teraz tylko zapuszczać w spokoju... ale głównie dlatego, że nie lubię czekać. Ale końce po podcięciu wyglądają o niebo lepiej, super! Cieszę się z tego postępu bardzo, bo jakoś tak Ci kibicuję mocno :D ja bym się bała przyłożyć maszynkę do włosów, to tak nawiasem mówiąc. Bo co, jeśli przejmie kontrolę i wszystko zgoli?! Brr :D
    Oby tak dalej! Widać, że będzie coraz lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merci! :) A różnicę, tak, czuć najbardziej w smyraniu. Także miziam końcówki regularnie teraz :D
      O rany, jak ja nie mogę się doczekać dnia w którym pozbędę się całości tych rzadkich końcówek. Nie znoszę czekać na nic, roznosi mnie. A tu TYLE czekam na to. Ale czekam też na długość i po 5.5 cm cofnęłam się o półtora roku w zapuszczaniu, co dopiero po ponad ośmiu. Będę musiala się zastanowić co zrobić w czerwcu. Znów podciąć dużo/średnio, czy mało i zostawić trochę długości którą zyskam w kwartał.
      #skomplikowanamatematyka

      Usuń

Prześlij komentarz