Podsumowanie siedmiu metod przyspieszania porostu: pokrzywa, siemię lniane, kozieradka, skrzypokrzywa, Jantar, serum Agafii, drożdże

Coraz wyraźniej widzę ile zawdzięczam polskim blogom i jak uboga była moja pielęgnacja włosów zanim je znalazłam. Na The Long Hair Community przyspieszanie porostu nie jest zbyt popularne. A ile można dzięki niemu zyskać! :) Wydaje się, że to tylko przysłowiowy centymetr włosów miesięcznie więcej, taka śmieszna rzecz, prawie bez znaczenia. W perspektywie jednak oznacza to osiągnięcie celu na przykład w dwa lata a nie cztery. Trzy a nie sześć. Włosy do talii na pierwszym roku studiów a nie na trzecim… ;) Dla kogoś kto do zapuszczenia ma sporo (doliczmy regularne podcięcia) to bardzo ważne.




Zaczęłam od picia pokrzywy fix (linki prowadzą do pełnych podsumowań). Później było siemię lniane, wcierka z kozieradki, herbata ze skrzypu i pokrzywy (zioła w paczkach z apteki, nie w torebkach), Jantar, aktywne serum na porost włosów Babuszki Agafii i drożdże. Dwie ostatnie metody sprawdzałam dwa, a nie trzy miesiące jak poprzednie. O powodach napiszę poniżej. Zacznę jednak od kilku słów na temat każdej z metod, wspomnę o możliwych dodatkowych efektach. Następnie podsumuję wyniki w kwestii baby hairs i przyrostu i wyciągnę wnioski.

Pokrzywa była w porządku. Zaczęłam ją pić od Nowego Roku 2013 (styczeń, luty, marzec), dobrze się złożyło bo mogłam sprawdzać pozostałe odkrywane powoli terapie co kwartał. Metoda jest dość tania a jeden czy dwa kubki ciepłej herbaty więcej zimą nigdy nie są złe ;) Zioło działa moczopędnie, może też poprawić stan cery. Zaleca się robienie przerw w piciu herbaty, ja po trzech miesiącach po prostu przestałam.

Siemię lniane (kwiecień, maj, czerwiec) wspominam bardzo źle, choć większość osób je uwielbia, zarówno za smak jak i efekty. Powinno poprawić stan cery, paznokci i oczywiście włosów, pozytywnie wpłynąć na trawienie. Swoje ziarenka (dwie łyżki) zalewałam co wieczór chłodną, przegotowaną wodą i wstawiałam do lodówki, rano dodawałam syrop owocowy i całość piłam gryząc ziarenka. Smak zaczął mi szybko przeszkadzać, do tego często krztusiłam się napojem, być może właśnie dlatego, że odruchowo trudno mi było je przełknąć. Siemię znacznie pogorszyło mi apetyt, a pozytywnych efektów nie zauważyłam w żadnym aspekcie.

Kozieradka (lipiec, sierpień, wrzesień): nie ma to jak pachnieć kurczakiem curry ;) Moja pierwsza wcierka, bardzo bałam się, że podrażni mi skórę (mam łagodne ŁZS, wtedy jeszcze nie było opanowane). Niepotrzebnie. Okazało się wręcz, że kozieradka pomogła mi zapanować nad chorobą usuwając nadmiar martwego naskórka i redukując swędzenie. Od skończenia terapii czasem używam jej zamiennie z Cerkogelem 30 – na tyle rzadko, że na wyniki pozostałych testów nie wpływa. Przygotowuję ją zalewając około łyżeczki sproszkowanych ziół mniej więcej jedną piątą lub jedną szóstą szklanki wrzątku. Zaparzam, przelewam do specjalnie kupionej butelki z aplikatorem od wcierki Joanna Rzepa, chłodną kozieradkę nakładam na skórę przed myciem (dużo, na kilka godzin) i po (odrobinę, bez spłukiwania na jeszcze wilgotną skórę). Jedyny problem to to, że do kozieradki potrzeba całego arsenału. Szklanki, strzykawki, butelki. Przez to trudno ją na przykład zabrać w podróż. Zrobiona na zapas i trzymana poza lodówką potrafi się zepsuć już w jedną noc, a za zimną nie przepadam.

Skrzypokrzywę (październik, listopad, grudzień) wspominam dobrze, podobnie jak samą pokrzywę. W 750 ml wody (taką pojemność ma mój kubek) gotowałam łyżkę skrzypu, po zdjęciu z ognia dodawałam łyżkę pokrzywy, zaparzałam, odcedzałam i piłam. To podwójna porcja, wolałam pić jedną dużą herbatę dziennie zamiast dwóch mniejszych i słabszych. Tu też możemy spodziewać się dobroczynnego wpływu na cerę oraz paznokcie, też trzeba robić przerwy ponieważ skrzyp wypłukuje z organizmu witaminę B1. Pod koniec trzymiesięcznej kuracji zaczął mnie mocno boleć brzuch, pomyślałam o ziołach, okazało się, że słusznie. Po ich odstawieniu objawy minęły. Może trzy miesiące to zbyt dużo a może robiłam zbyt mocną herbatę. W każdym razie następnym razem (który będzie ;)) będę ostrożna.

Jantar (styczeń, luty, marzec 2014) mnie prawie zrujnował. Przez dozujące wielkie porcje butelki z ZSK zużyłam aż siedem opakowań w trzy miesiące. A w każdym używałam wcierki tylko trzy tygodnie, robiąc tydzień przerwy. Nie miałam wtedy porównania i nie wiedziałam, że na przykład butelka od serum Babuszki Agafii jest do wcierek idealna, dozuje o wiele mniejsze porcje. Uwielbiam zapach Jantaru, który faktycznie przypomina stare męskie kosmetyki. Okazało się, że i ta wcierka, podobnie jak ziołowa kozieradka, wspaniale wpływa na moją skórę głowy, nawilżając ją i łagodnie usuwając nadmiar martwego naskórka. Widocznie pokrywa skórę nawilżającym filmem, ale absolutnie nie przyspiesza przetłuszczania i nie skleja włosów, a nakładałam jej sporo. Po myciu na mokrą skórę głowy a w dzień pomiędzy jednym a drugim myciem na suchą. Jantar wysychał na włosach bez obciążania ich, wygładzał za to szalone baby hairs.

Serum Babuszki Agafii (pierwsza seria: maj, czerwiec) też się nieco obawiałam, ze względu na możliwe podrażnienie skóry. I znów niesłusznie, bo serum zadziałało pielęgnująco, pomimo potencjalnie wysuszających ziół w składzie. Pachnie jak cytrynowa coca-cola. Jest wydajne, butelka starcza mi na półtora miesiąca używania co dwa dni (po każdym myciu, na wilgotną skórę głowy).

Drożdże (pierwsza seria: lipiec, sierpień) smakują pięć razy lepiej niż myślałam. Są tanie (kostka w dużych sklepach kosztuje mniej niż złotówkę), łatwe w przygotowaniu. Przepisów na słodkie i słone wersje jest wiele, ja swoje (na początku ćwierć kostki, powoli zwiększyłam ilość do połowy) zalewałam wrzątkiem i piłam kiedy miały temperaturę pokojową, bez dodatków. Zdecydowałam się je „zabijać”, bo ryzyko problemów spada właściwie do zera a efekty i tak będą, czego dowodem są recenzje. Choć moja cera na ogół wygląda dobrze i nie mam już z nią problemów, drożdże jeszcze poprawiły jej wygląd. Obyło się bez pogorszenia jako etapu przed poprawą.

A teraz podsumowanie wpływu na porost włosów (przyrost w kolejnych miesiącach) oraz pojawienie się baby hairs:

Pokrzywa: 1 cm, 2 cm (prawie), 1 cm. Baby hairs: TAK
Siemię lniane: 1 cm, 2 cm, 1 cm. Baby hairs: NIE
Kozieradka: 2.5 cm, 1.5 cm, 1 cm. Baby hairs: TAK
Skrzypokrzywa: 3 cm, 0 cm, 0.5 cm. Baby hairs: TAK
Jantar: 0 cm, 2.5 cm, 1 cm. Baby hairs: NIE
Serum Babuszki Agafii: 2 cm, 1 cm. Baby hairs: TAK
Drożdże: 2 cm, 1.5 cm. Baby hairs: TAK

Od początku większość metod sprawdzałam cierpliwie po trzy miesiące. Myślałam, że to dość długo bym mogła coś na ich temat powiedzieć. Okazało się, że tak nie jest. Żadna kuracja nie przyspiesza mi porostu włosów na pewno, żadna (poza drożdżami) nie dała ponadprzeciętnego wyniku przez cały czas trwania. Pewnie oceniać mogę jedynie pojawienie się baby hairs lub ich brak. (A na nich też mi zależy. Nie dają tak natychmiastowego efektu jak dodatkowy centymetr w miesiąc, ale z czasem zagęszczają wyraźnie włosy.) Przez to, że trzy miesiące wcale nie dawały pewności a jeśli coś w ogóle działało to w którymś z dwóch pierwszych miesięcy (lub obu), zmieniłam czas trwania na dwa miesiące.

Standardowy przyrost to u mnie 1 cm. Zanim zaczęłam go przyspieszać też zdarzało się 2.5 cm w miesiąc, jednak rzadko. Przyjmuję więc za normę 1 cm i zakładam, że jeśli przez co najmniej dwa miesiące dany specyfik powodował większy przyrost, to działa.

Zadziałała więc kozieradka i drożdże. Ale to nie oznacza, że do pozostałych metod nie powrócę ;) Nie wrócę tylko do siemienia, bo nie dało żadnych efektów a w dodatku mi szkodziło. Pokrzywę zastąpi też w przyszłości mieszanka ze skrzypem. Ale reszta…

Otóż do reszty wrócę. Część metod pozwoliła mi cieszyć się sporą ilością baby hairs, zasługują więc na powtarzanie od czasu do czasu (skrzypokrzywa i Serum Babuszki Agafii). Jantar pozornie nie zadziałał (brak szybszego wzrostu włosów i baby hairs), ale jak już wspominałam zaskakująco dobrze nawilżył skórę głowy.

Dzięki trzem wcierkom (których początkowo się bałam) odkryłam, że moja sucha skóra, poza nawilżająco-złuszczającym Cerkogelem 30 potrzebuje jeszcze czegoś. Może nie codziennie ani co dwa dni, ale raz czy dwa w tygodniu. Serum Agafii i Jantar świetnie nawilżają, a kozieradka usuwa nadmiar martwego naskórka, podobnie jak Cerkogel 30. Idealne działanie na łojotokowe zapalenie skóry.

Gdybym miała wybierać między wcierkami a piciem czarodziejskich mikstur ;), nie umiałabym. Oba sposoby mają swoje zalety. Wcierki działają bezpośrednio na skórę, ale za to napoje mają szansę wpłynąć też na wygląd skóry czy paznokci. Wcierki (poza kozieradką) nie wymagają przygotowania i łatwo je spakować na wyjazd; ich aplikacja ma dodatkową zaletę: masaż skóry głowy. Ale napoje rozgrzewają zimą i pomagają osobom które, jak ja, starają się dużo pić. Lubię oba typy terapii, unikam tylko tabletek; wykreśliłam z listy testów Calcium Pantothenicum, bo kilka tabletek dziennie przez dwa miesiące to dla mnie za dużo.

Świetnie się bawiłam badając te metody przyspieszania porostu. Choć żadna nie sprawdziła się tak, by dać mi 2.5 cm przyrostu przez trzy miesiące, odkąd zaczęłam je stosować moje włosy i tak rosną szybciej. Po czterech miesiącach choćby dodatkowe pół centymetra daje już dwa. Dlatego uważam, że warto stosować „przyspieszacze”. Do tego prawie wszystkie dały mi sporo nowych baby hairs. Nie tyle, żeby powstała z nich nowa grzywka, ale widzę je nad czołem, co kilka miesięcy dorastają i zaczynają łaskotać mnie w policzki i czoło, wystają też zabawnie po obu stronach karku. Wyglądam jak sum, tylko mam wąsy z tyłu ;)

Krótsze i dłuższe baby hairs widoczne są na poniższym zdjęciu. Kończą się nieco ponad napisem. Widać, że zanim zaczęłam pierwszą "terapię wzrostową" po prostu nie wyrastały. Długość by się zgadzała: zdjęcie zostało zrobione w październiku 2014, pokrzywę zaczęłam pić w styczniu 2013, to mniej więcej dwa lata.



I jeszcze ten przypadkowo uchwycony moment: żeby coś powiedzieć, muszę odkopać się z włosów ;)


Jakie są Wasze ulubione sposoby przyspieszania porostu? Macie taki, który działa na sto procent? Odkryłyście ostatnio jakieś nowe, ciekawe? :)


P.S. W związku z niejednym komentarzem upominającym mnie w kwestii gramatyki wrzucam małą uwagę: w  tym kontekście, w przypadku małych włosków, jak najbardziej używamy formy baby hairs a nie baby hair, bo nie chodzi o całość, niepoliczalną masę tak jak wtedy kiedy mówimy o włosach w ogóle (My hair is long.) tylko o pojedyncze włoski właśnie. Stąd liczba mnoga :)


P.P. S. Ten post pojawił się także jako artykuł na liście wpisów edytowanych na bieżąco (na pasku bocznym bloga).

Komentarze

  1. U mnie najlepiej spisał się jantar i maseczka z drożdżami od BingoSpa, którą obecnie ponownie wcieram przed każdym myciem w skórę głowy.
    Mam nadzieję, że i tym razem mnie nie zawiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny post, z wieloma sprawami się zgadzam (np. z tym, że kozieradka bywa problematyczna). Ja obecnie przechodzę kurację drożdżami pitnymi, piję też skrzypopokrzywę i jem siemię w formie zmielonych na świeżo ziaren (polecam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siemię jest takie obiecujące! Może kiedyś znów będę miała na nie humor i wrócę, właśnie w zmielonej wersji, bo całych ziarenek w formie napoju nie tknę. ;)

      Usuń
  3. jak zwykle temat tak wyczerpany ze nie ma co dodac ;)
    na przyrost u mnie najlepiej dzialaly drozdze, niestety wysyp trwal 3 miesiace, mimo swietnych efektow w postaci masy BH i dodatkowych cm- nie wroce do tej metody. Ostatnio stosowalam tabletki- skrzyp+drozdze z witaminami- mam wrazenie ze przyrost znow kopsnal ale nie az tak jak na swiezych drozdzach.
    Z metod niewspomnianych przez Ciebie- jesienia wzielam udzial w szalonej akcji wiszenia glowa w dol, organizowanej przez Dorote :*. Sukces jak dla mnie polowiczny- przez tydzien wcierania olejku na porost Natura Siberica na cieplo, z 5-minutowym wiszeniem w dol i masazem przybylo mi 1,5 cm. Niby duzo, ale potem z 3 tyg cebulki odpoczywaly, wiec w sumie przyrost miesieczny - nic szczegolnego.
    Ja stosuje zazwyczaj jednoczsnie i wcierki i cos doustnie (suplementy mnie nie brzydza ;) , odkad zaczelam , przyrost mam rzedu 2-3 cm miesiecznie (nie mierze tylko oceniam na oko). Byl skrzyp i pokrzywa, byly drozdze, siemiei tabletki- wspomniane przez ciebie CP, Priorin extra, solgar. Teraz zamowilam sobie triphale w proszku i suplement renovastin, jeszcze mi nie doszly ale jak otrzymam to zdecyduje co pojdzie na pierwszy ogien. ten renovastin mnie dosc ubawil, bo to niby "suplement diety wzmacniający włosy poddawane zabiegom termicznym lub chemicznym", producent niejako sugeruje ze lykajac te tabletki zregeneruja sie wlosy na dlugosci (HAHAHA)- ale sklad ma dosc ciekawy wiec stwierdzilam ze zaryzykuje.
    Z wcierek moje ulubione pijawki- genialne na wypadanie, byl jantar, joanna rzepa, tonik khadi, wzmacniajacy agafii, woda brzozowa, pokrzywowa i skrzypowa, indyjskie oleje. Mam ochote przetestowac wcierke orientany, wiele dziewczyn w tym moja wlosowa siostra mowi ze daje kopa do wzrostu- jak ja gdzies upoluje w promocji to moze sie skusze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, Kasiu, przetestowałaś więcej niż ja, niby blogerka. ;)

      Usuń
    2. Dam Ci znac co z triphala, kupilam bodaj za 14 zl z wysylka na allegro :)

      Usuń
    3. Ooo, Kasia, 2-3 na miesiąc! Magia. Piękny przyrost. I jakie doświadczenie! Dorota, ja przy Kasi też blado wypadam z moimi siedmioma produktami. Sześć (jeśli wszystko wyjdzie) dojdzie w tym roku. A później jeszcze coś, żeby nie było pechowej 13 :D
      Suplementy mi generalnie nie przeszkadzają, jakieś biorę (nie na włosy) ale ilość tabletek CP dziennie... wow. Dwa miesiące to jeszcze, ale gdybym chciała do tej metody wracać, to już gorzej.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie tak samo! Kozieradka i drożdże dały najlepsze efekty! :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam tez ochote wyprobowac sok z pokrzywy taki w butelkach, ponoc dziala intensywniej niz herbatka. Ale to w sferze planow, powstrzymuje mnie nieco cena- pol litra soku z zaleceniem dawkowania 50 ml dziennie to ok. 20 zl, wiec kuracja miesieczna= 60 zl, sporo bo herbatka to jakies 2 zl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chcę spróbować tego soku :)

      Usuń
    2. Też o nim myślałam. Zwłaszcza, że mam w pobliżu taki cudny sklepik warzywny z tymi sokami. Ale cena... Ups.

      Usuń
  7. Wow, jaki długi, analityczny post, lubię takie czytać :) moje włosy od początku włosomaniactwa rosną dwa centymetry miesięcznie średnio, bo ciągle coś dobrego dostają. Jak nie ziółka, to suple, maski, wcierki... A próbowałaś kiedyś jakiejś wcierki z kofeiną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zielpy a sa jakies gotowe czy samorobki? Mialam kiedys tonik alpecin ale to w zamierzchlych dziejach, na wypadanie poporodowe i jakos jak pamietam nieszczegolnie sie sprawdzil. Ale chetnie bym cos kofeinowego przetestowala

      Usuń
    2. Testowałam samoróbki z kawą, ale skoro są odżywki z kofeiną, to i pewnie wcierki się znajdą. Można kupić na półproduktach kofeinę kosmetyczną albo dodać kawy do wywaru.

      Usuń
    3. ja sobie podkręcam kupne wcierki kofeiną z zsk i kilkoma kroplami olejku rozmarynowego :) i faktycznie to działa. np. przy wcieraniu jantaru - normalnie przy drugiej butelce przestaję widzieć efekty, mimo przerwy pomiędzy. więc pierwsze 3 tygodnie jantar solo, a kolejne z dodatkami. polecam ten sposób :)

      Usuń
    4. Do tej pory w ogóle nie myślałam o kofeinie! A ta z ZSK pachnie tak jak kawa? :> Bo ja kawy nie piję, ale zapach kocham. Kurczę, teraz chcę spróbować! :)

      Usuń
    5. nie pachnie wcale ;) ale olejek rozmarynowy to dla mnie cudo, mam jakieś przyjemne skojarzenia z tym zapachem (sama nie wiem skąd)
      pozdrawiam :)

      Usuń
    6. Tez ja chce :)
      Moj ostatni ulubieniec do mycia,balsam sylveco tez jest niby z olejkiem rozmarynowym ale tak dziwnie pachnie mokrym psem ze dodalam do niego mnostwo olejku lawendowego.teraz pachnie jak piss ktory sie wytarzal w trawie i grzadce lawendy

      Usuń
  8. U mnie stary Jantar działał cudownie, włosy rosły jak szalone. :D Eh, szkoda, że skład uległ zmianie. :( Nieźle też wpłynęła na porost maść konska Herbamedicusa. :) Drożdży nigdy nie pilam-po pierwsze smak, po drugie mam za sobą drozdzyce organizmu i ciężkie 3 tygodnie leczenia i wolę nie ryzykować. :/ Skrzypu i pokrzywy już nie piję, bo nie mogę sobie pozwolić na utratę witamin z grupy B i magnezu przez wzgląd na chorobę neurologiczną. Siemię piłam bardzo długo, jednakże teraz nie moge, gdyż biorę dużo leków, a jak wiadomo ono ogranicza wchłanianie. Muszę się w końcu zmobilizować i zacząć wcieranie lotionu Seboradin... Eh, to lenistwo... ;D
    Twój post jak zwykle rzetelny i wyczerpujący. Naprawdę gratuluję iście naukowego podejścia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      I, muszę Ci to napisać bo przyszło mi do głowy kiedy czytałam komentarz, że fajnie, że masz takie podejście: skoro jednego i drugiego się nie da, to znajdzie się trzecie :)
      Sebordain... ten pomarańczowy? Sama planuję go użyć w tym roku :)

      Usuń
    2. Dzięki;)
      Nie, ja mam ten fioletoworóżowy, do wypadających. Ostatnio przy strasznym wypadaniu tylko on dał radę nad nim zapanować, szczerze polecam.

      Usuń
    3. Wiem, że ma cudne recenzje. Takie, że nic tylko biec do apteki. Ale skład trochę mnie przeraża (nawet mnie). On ma na drugim miejscu Diethyl Phthalate, prawda?

      Usuń
    4. O. Czyli czytałam stary skład w aptece.

      Usuń
  9. U mnie sprawdza się sok z czarnej rzepy wcierany w skóre głowy. :-D Inne wcierki nie przyspieszają mi porostu. :-( Ale i tak najlepiej.sprawdza się picie pokrzywy i skrzypu wtedy przyrost jest duży :-) ale po pokrzywie pierwsze dni miałam wysypke niestety :-( Piękne masz włosy. Marzy mi się taka długość ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A długość... mi też się marzyła. Więc mam :)
      UWielbiam zapach czarnej rzepy ;) Może sok to dobry pomysł :>

      Usuń
  10. Podziwiam za tę systematyczność, naprawdę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha :) To się samo dzieje. Zależy mi na poroście, to raz. Dwa, stawiam wcierkę w takim miejscu w łazience, że widzę ją codziennie :D A herbatki z przodu w szafce. W ten sposób na 2-3 miesiące jest może 5 dni kiedy danej rzeczy nie wcieram czy nie piję.

      Usuń
  11. Uwielbiam to, że wszystko opisujesz tak dokładnie, precyzyjnie! Wszystko "do winkla i do pionu", nie ma miejsca na niejasności, wszystko poukładane... Mam nadzieję, że ja też kiedyś będę umiała się tak zorganizować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się (bardzo, bardzo), że posty wyglądają na zorganizowane. Bo bardzo się staram :)
      Będziesz umiała ;) U mnie to kwestia długiego robienia notatek (czasem kilka miesięcy) i później zebrania ich w post. A później kilka sprawdzeń w odstępach czasowych.

      Usuń
  12. Ciekawy post :) ja od dzisiaj zaczynam pić skrzypokrzywę , mam nadzieję, że przyrost będzie wynosił chociaż 2 cm na miesiąc :) Chciałabym 3 cm jak u Ciebie, ale zobaczymy co z tego będzie :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo rzetelny post. Z moich doświadczeń skrzypokrzywa i sama pokrzywa pite regularnie powodowały drobne wypryski wokół ust. Odstawiłam przed zakończeniem kuracji. Czasami popijam, choć mocno nieregularnie tę herbatkę pokrzywową z Biedronki.
    O serum Babuszki Agafii oraz kozieradce sporo czytałam, ale nie zdecyduję się używać. Drożdże piłam, ale zadziałały chyba tylko na paznokcie więc nie wrócę. Siemię lniane piję codziennie, ale przygotowuję inaczej: do rondelka wlewam 1 i 1/4 szklanki wody i dodaję 2 łyżki stołowe siemienia. Gotuję ok 15. min przecedzam i po ostygnięciu piję. Według obserwatorów poprawiła mi się linia włosów. Ja osobiście tego nie zauważyłam.
    U mnie porost przyspieszył Seboravit, choć wcale tego nie oczekiwałam. :) Aktualnie używam samodzielnie przygotowanej wcierki, ale jest za wcześnie, aby wyciągnąć jakieś wnioski. W planach mam sok z rzepy (własnoręcznie wyciskany).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A u mnie drożdże na paznokcie właśnie nie zadziałały, ani za 1 ani za 2 razem. A mogłyby, bo mam je miękkie jak papier i rozdwajają się... uch.
      A domowy sok z rzepy brzmi fantastycznie!

      Usuń
    2. Może dasz jeszcze raz szansę siemieniu? Zapomniałam dopisać, że moje paznokcie zrobiły się twardsze a należą do tych, co szybko się rozdwajają i łamią, gdy tylko przekroczą magiczną linię opuszka. Od kiedy piję siemię, a to trwa już dobrych kilka tygodni, to żaden paznokieć mi się nie złamał. Może opcja z gotowaniem będzie bardziej przyswajalna dla organizmu.

      Usuń
    3. Moje może raz na rok dochodzą do linii opuszka. I to jest takie święto! :) Będę pamiętała o siemieniu.

      Usuń
    4. A może zamiast siemienia wypróbuj mielony len? Jest mniej glutowaty i może łatwiej wchodzić :)

      Usuń
  14. Emilko, bardzo Ci polecam jeszcze siarczkowy żel z Busko zdrój (do ciała, ja używam tez do skóry głowy. Nawilża słabiej niż cerko, za to lepiej złuszcza, wspaniale koi podrażnienia, wyraźnie zmniejsza przetłuszczanie. A do tego kosztuje kilkanaście złotych za aż 200 ml! Pomógł mi nie tylko z problematyczną skórą głowy, ale też wygoił egzemę w tydzień (!), pomaga utrzymać w stopy i zapewne ma jeszcze 500 zastosowań, których jeszcze nie odkryłam. Naprawdę, naprawdę warto spróbować.

    I chyba namówiłaś mnie na jantar. Mam już plany porostowe na pierwsze pół roku, ale na lato chciałam właśnie jakąś wcierkę bezalkoholową, a o ile kojarzę, jantar dodatkowo ma filtr UV. Wprawdzie już dwa razy go wyrzucałam/oddałam, bo mnie wkurzał, ale chyba należy mu się trzecia szansa.

    A od Kociambra dowiedziałam się niedawno, że ze skrzypem trzeba uważać, bo ma działanie fotouczulające i łatwo sobie wyhodować w trakcie kuracji plamy i przebarwienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, właśnie, moja pierwsza kuracja drożdżami to był ogromny sukces, podczas gdy kolejne dwie po dwóch tygodniach musiałam przerwać (między próbami były półroczne odstępy, a w obu przypadkach reakcja organizmu identyczna), popsuły mi cerę na ponad 2 miesiące: wielkie, bolące, podskórne gule. Drogą eliminacji w obu przypadkach muszę obwinić właśnie drożdże.

      Usuń
    2. U mnie tez gule wielkie i bolesne,wycisnac sie nie da, wchlonac tez nie i zawsze po nich jakies dziwne blizny zostawaly

      Usuń
    3. Skusiłaś mnie na żel :) Zwłaszcza, że jest na DOZie.

      Czym Cię Jantar wkurzał?

      Usuń
    4. Też z dozu zamawiałam. Naprawdę ma jakieś dwa miliony zastosowań. Jedyna wada jaką widzę, też może być uznana za zaletę: jest rzadszy, niż się spodziewałam. I pięknie mrowi po aplikacji.

      Raz nic nie robił (ale przyznaję, że używałam nieregularnie i bez wiary w powodzenie, więc może gdybym pociągnęła kurację dłużej, to coś by zrobił?), drugi raz poza tym, że przetłuszczał (ale to nie jego wina nawet. Ostatnio inspirowana którąś wypowiedzią Kascysko wtarłam wodę w nasadę świeżych po umyciu włosów - i oczywiście okropnie klapnęły), to i podrażniał skórę głowy. Ale nie tak bardzo, wydaje mi się, że to też mogła być wina tego, że nie umiałam jej złuszczać, nie wiedziałam, że to mi potrzebne.

      Usuń
    5. Trick z wodą w sumie mnie nie dziwi. Widzę to po swoich włosach po zmokięciu czasem. Ale nie zdawałam sobie z tego sprawy, kompletnie! :)

      Usuń
  15. Serum Agafi mam już na swojej liście i na pewno wypróbuję. Zastanawiam się też poważnie nad kozieradką.

    OdpowiedzUsuń
  16. A zauważyłaś u siebie jakiś wpływ picia pokrzywy na okres? U mnie znacznie go opóźniała :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to u siebie niestety zauważyłam... Ale przy zmniejszeniu częstotliwości picia (raz na tydzień, okazyjnie) nie ma u mnie wpływu na cykl. Niestety, pokrzywowe przyspieszanie to już nie dla mnie :(

      Usuń
    2. U siebie nie zauważyłam wpływu, wręcz przeciwnie, pokrzywę z kilkudniowymi najwyżej przerwami piję w zasadzie od dwóch lat - i przez ostatnie miesiące jak nigdy mam okres jak w zegarku, książkowo. ;)

      Usuń
    3. Pokrzywa u mnie nie wplywa za to olej z wiesiolka-lomatkobosko co mi sie z cyklem porobilo

      Usuń
    4. Sprawdzałam. Pokrzywa nie wpłynęła na długość cyklu, w żadną stronę.
      Ale jeszcze zerknę na czas skrzypokrzywy.

      Usuń
  17. Jeden z ciekawszych postów, jakie ostatnio czytałam. Zastanawiam się, jakie u mnie byłyby efekty, ale nie wiem czy starczy mi cierpliwości, żeby to spisać i sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Award, będzie mi miło jeśli weźmiesz udział:) http://lawendowepiora.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award-2.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Dodaję post do zakładek, do rzeczy do zrobienia :)

      Usuń
  19. Używałam tylko Jantaru i skończyła się nasza współpraca dość szybko - nie dogadaliśmy się, powodował swędzenie, a nic nie przyspieszył. Aha, jeszcze była przygoda z kozieradką, która też nic nie zrobiła. Moje włosy rosną sobie po cichutku centymetr na miesiąc i wystarczy, więcej im nie potrzeba. Nie szukam nic na porost, bo jestem zbyt leniwa :D Poważnie! Mogę coś robić z włosami, jeśli wymaga tego ich zdrowie i dobry wygląd, ale żeby porost... Całe życie rosły, to i teraz urosną. I pewnie, że fajnie brzmi większy przyrost i szybsze osiąganie celów, ale nie ma to dla mnie najwyraźniej aż takiego znaczenia, żeby się zmotywować do "dziubdziania". Chociaż może wypróbuję pokrzywę...? Ostatecznie herbatki są zawsze mile widziane!

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie kozieradka dała fajne efekty - wzmocniła włosy, trochę przyspieszyła porost i ograniczyła przetłuszczanie. Jantar nie zrobił prawie nic, dodatkowo przyspieszał przetłuszczanie się włosów. Zastanawiam się nad pokrzywą i chyba wypróbuję picie herbatek, w końcu to tylko dla zdrowia :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  21. masz takie dłuugie włosy. Swoją drogą bardzo podziwiam prowadzić sobie taki dziennik i regularnie notować zmiany, ja nie mam ciepliwości.U mnie kozieradka chyba się nie sprawdziła, masakryczne wypadanie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Henrietto ależ pomiary :)
    Ja obecnie kozieradkuję i już po niecałych dwóch tygodniach widzę bejbiki, w kolejce czeka serum Agafii i ampułki placenta :) W tym roku chcę zagęścić i maksymalnie zapuścić włoski :):*

    OdpowiedzUsuń
  23. Ostatnie zdjęcie jest takie słowiańskie! <3 naturalne i piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  24. U mnie najlepiej działa skrzyp z pokrzywą - uważam jednak, żeby nie wypłukać witamin z grupy B z organizmu, trzeba koniecznie robić przerwy w stosowaniu! Len też działa, ale chyba nie aż tak spektakularnie. Po drożdżach mam potworne problemy żołądkowe. W grudniu miałam zrobić krótką przerwę w piciu skrzypopokrzywy, wyszedł cały miesiąc, włosy wyraźnie mi "zwolniły" :( Z wcierek dobrze sprawdziły się u mnie te rzepowe, czyli Seboravit i Joanna Rzepa - na szczęście to jedne z tańszych wcierek :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Wpis fajny i dobrze się czyta.. ale Twoja "metodologia" badań niestety ma jedną poważną wadę totalnie zakłamującą wyniki testów. Otóż pomiędzy kolejnymi testami powinien być przynajmniej miesiąc przerwy bądź testy powinny być wykonywane na różnych osobach o podobnym stanie owłosienia. A w Twoim przypadku to niestety wpływy różnych metod się kumulowały i trudno jest ocenić co i jak wpłynęło na ostateczne wyniki.

    OdpowiedzUsuń
  26. hair nie daje liczby mnogiej z 's' nie ma czegos jak hairs bo jest to rzecz. nie policzalny ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawda ;) To tylko połowa wiedzy;) Oczywiście, że pisząc czy mówiąc o całości włosów (np. Mam długie włosy.) powiemy "My hair is long" a nie "My hairs are long." Druga wersja aż zgrzyta, brr, ale to typowy błąd osób których pierwszym językiem jest polski.
      Ale mówiąc o pojedynczych włosach nie powiemy przecież "hair". W zdaniu - "Mam kilka siwych włosów nad skroniami" - nie można przecież napisać "I have a few gray hair at my tamples", to gramatyczna zbrodnia jest :D Kiedy mamy na myśli pojedyncze włosy, to przecież logicznie i gramatycznie konieczne, żeby użyć formy "hairs". I, owszem, ona jak najbardziej istnieje.
      W zdaniu typu "I lose 200 hairs per day" też przecież nie powiesz "I lose 200 hair per day". Albo "I found 5 hairs on my pillow today morning" - jakim cudem możnaby powiedzieć "I found 5 hair"? To musi być "hairs" ;)

      Mówiąc o małych włoskach nie mam na myśli "the body of hair", że tak powiem, tylko własnie pojedyncze włosy. Więc jak najbardziej jest liczba mnoga i należy jej używać. Nie używa się jej tylko mówiąc o całości wlosów, w przeciwieństwie do wersji w języku polskim ;)

      Usuń
  27. you simply shared this useful info. See more Buy GK Hair Serum

    OdpowiedzUsuń
  28. Czy można pić skrzypopokrzywę, drożdże i siemię lniane jednocześnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można, to znaczy ja nie wiem o żadnych przeciwwskazaniach, a gdyby było coś oczywistego pewnie bym się na taka informację natknęła... :)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź, zaczynam kurację! :))

      Usuń
  29. POlecam maseczke do włosów drozdzową Babuszki Agafii

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz