Moje łagodne oczyszczanie włosów

Ostatnio oczyszczałam włosy wiosną 2014, szamponem z siarczanem na czwartym miejscu w składzie (lawendowy Johnson’s baby, który jednocześnie służył mi za szampon chelatujący). Z przesuszeniem walczyłam długo, zdjęcia możecie zobaczyć w tym wpisie. I to był ostatni raz. Uznałam, że w moim przypadku oczyszczanie nie ma sensu, nawet rzadkie. Po pierwsze, nie potrzebuję go, nie widzę oznak nabudowania się na włosach silikonów czy obciążenia od nadmiaru olejów. (Nadmiar, jak się okazało, szkodził w zupełnie inny, zaskakujący sposób.) Po drugie, bardzo mi szkodzi. Nie sprowadza włosów do neutralnego wyglądu, do poziomu „zero”. To raczej coś w okolicach "minus dziesięć". Wysusza je tak bardzo i na tak długo, że naprawdę nie warto powtarzać tego zabiegu.

Zanim na to wpadłam przez długi czas używałam szamponu z siarczanami raz na jakieś trzy miesiące, bo wciąż myślałam, że jednak trzeba, bo wszyscy tak piszą, bo oczyszczanie brzmi sensownie. To był wyjątek: zazwyczaj nie stosuję się do popularnych a często błędnych bo zbyt ogólnych zaleceń typu właśnie „oczyszczaj raz w tygodniu” i „podcinaj końcówki co sześć tygodni”. (A dlaczego nie co siedem i pół? ;)) Takie kwestie nie są uniwersalne, u niektórych sprawdzi się podcinanie co miesiąc, u innych raz w roku. Ja wszystkie elementy pielęgnacji ustaliłam sama, na podstawie obserwacji włosów. Tylko oczyszczania niepotrzebnie i bezpodstawnie się trzymałam.

W każdym razie, wiosną postanowiłam nigdy więcej nie oczyszczać włosów szamponem z siarczanami. Ale zdarza się, że czuję, że coś jest nie tak. Przykład? Wrzesień. Włosy były klejące (nadmiar zmywalnego łagodnym szamponem silikonu – zaczynałam po latach przerwy używać mgiełki Gliss Kur Oil Nutritive i nakładałam jej zbyt dużo) i plączące się, co się nie zdarza. Myślałam, że plątanie i supełki na końcówkach to też wina silikonów, ale jako że po oczyszczaniu problem nie zniknął, musiałam przyjąć drugie wytłumaczenie. Rokitnikowy koktajl do włosów Natura Siberica którego używałam wtedy do zabezpieczania końców był po prostu zbyt słaby (ma olej na pierwszym miejscu w składzie, dopiero po nim silikon).

W każdym razie, czuję czasem, że coś mi nie pasuje. Włosy są klejące, końcówki są szorstkie (na to pomagało zawsze chelatowanie, ale niestety mój wspomniany szampon chelatujący ma też siarczan. Na czwartym miejscu, jednak to wystarczy żeby włosy na długo przesuszyć.), po prostu dzieje się coś, co sprawia, że do głowy przychodzi mi oczyszczanie. Nie robię tego regularnie, nawet nie raz na miesiąc czy na dwa. Po prostu kiedy zauważam nietypowy problem (a więc nie na przykład przesuszenie gdzie rozwiązaniem byłoby nawilżenie) postanawiam oczyścić włosy.

Moje oczyszczanie jest bardzo łagodne. W związku z tym, że nie używam silikonów, które do zmycia wymagają siarczanów a na co dzień szamponem myję tylko skórę głowy i włosy tuż przy niej, jednokrotne umycie całości włosów szamponem z delikatnymi detergentami wystarcza mi jako zabieg oczyszczania. Szampon spieniam i od razu spłukuję, ewentualnie czekam minutę, nie trzymam go na włosach dłużej.

Problemy takie jak klejące w dotyku włosy znikają, a jednocześnie nie muszę się obawiać zbytniego przesuszenia i szorstkości. Po oczyszczaniu zazwyczaj nakładam na włosy maskę, bo myślę, że czekanie z tym do kolejnego mycia nie ma sensu. (Chyba, że chcę zrobić zdjęcie włosów akurat po oczyszczaniu;)) Czasem olejuję je przed, żeby piana była mieszanką oleju i szamponu. (Jeśli nakładam olej przed oczyszczaniem, rezygnuję z maski po, i odwrotnie, tak samo jak w przypadku zwykłego mycia.) W ten sposób długość nadal ma kontakt z detergentami, ale w łagodniejszym wydaniu. I to mi zdecydowanie wystarcza, efekt jest widoczny.

Oto zdjęcia zrobione po ostatnim oczyszczaniu (z olejowaniem przed) czyli kilka dni temu. Pierwsze przodem do okna, drugie w głębi pokoju, delikatnie doświetlone.




Nie mogę nie zauważyć i nie wspomnieć jednej rzeczy: po oczyszczaniu (bez maski po) moje włosy wyglądają lepiej niż jeszcze niedawno (na przykład: wrzesień, październik, listopad, grudzień) po olejowaniu, masce z dodatkiem oleju i odżywce bez spłukiwania. Tak, aż tak bardzo szkodziło im to, co teoretycznie powinno sprawić, że wyglądałyby cudnie, byłyby błyszczące, gładkie i dociążone. Zbyt złożona pielęgnacja przejawiała się u mnie nie obciążeniem a puchem, matowością i suchością, dlatego wciąż dokładałam oleje i ciężkie maski i długo nie mogłam połączyć pogarszającego się wyglądu włosów z metodami dbania o nie. Póki co, sprawdza się bardzo prosta pielęgnacja, ale z odetchnięciem z ulgą i napisaniem "znalazłam klucz do pielęgnacji swoich włosów" poczekam jeszcze kilka tygodni.

Po oczyszczeniu włosy były zaskakująco gładkie, właściwie tylko trochę mniej niż ostatnio bywają po udanym myciu, i nadal były śliskie. Nie szorstkie i nie neutralne. Śliskie. Moje suche, wysokoporowate włosy, śliskie po oczyszczaniu. Ale i kilkunastu dniach prostej pielęgnacji przed nim, czyli odciążeniu z nadmiaru olejów i masek, który powodował puch. Kolejną drobną różnicą między stanem po oczyszczaniu a najlepszym możliwym efektem gładkich i dociążonych włosów była dodatkowa objętość. Po trzecie, końcówki zrobiły się minimalnie bardziej suche, ale tylko w dotyku. Pozbywszy się z włosów szkodliwych nadmiarów, mogę kontynuować prostą pielęgnację.

Włosy zaczęły wyglądać wyraźnie lepiej po dwóch myciach, końcówki nieco później. Dużo, dużo szybciej niż po bardziej intensywnym zabiegu. Ale, podobnie jak po silnym oczyszczaniu, powrót do bardzo śliskich, prostych i bardzo gładkich włosów, którymi cieszyłam się tuż przed oczyszczaniem zajął mi sporo czasu. Dopiero po siódmym myciu (!) pasma w 80% wróciły do tego świetnego stanu. Całkowicie dobrze było po dziesiątym.{Dopisek z drugiej połowy stycznia.} Kluczem okazała się całkowita rezygnacja z protein, a w styczniu używałam odżywki Nivea Intense Repair, oraz masek Biovax Latte i Biovax Gold. Dwie pierwsze zawierają proteiny, ale w tak niewielkiej ilości, że dla mnie zazwyczaj w ogóle nie działają jak proteinowe. Nie podkreślają skrętu, nie mówiąc nawet o oznakach przeproteinowania. Jednak uwrażliwione oczyszczaniem włosy przesuszały. Nadal nie było to przeproteinowanie, ale utrzymująca się suchość sprawiła, że pomyślałam, że być może ta odrobina protein to w takim momencie za dużo. Miałam rację. Kilka myć z maską Gold (dużo nawilżającej gliceryny i oleje) szybko poprawiło sytuację. Pomiędzy mycia "maskowe" wrzuciłam też "olejowe". W drugiej połowie stycznia było znów świetnie. Pewnie byłoby świetnie szybciej, gdybym od razu zrezygnowała z protein, ale mam dowód na to, że nawet łagodnie oczyszczone włosy robią się wrażliwe i nawet nawilżająco-natłuszczająca pielęgnacja potrzebuje kilku myć, żeby zadziałać.

Przedtem, czyli na nieoczyszczonych włosach, ten efekt pojawiał się od razu, po jednym użyciu odpowiednich produktów: niedawno postanowiłam sprawdzić, czy włosy wolą prostą pielęgnację i już po pierwszym myciu wyglądały fantastycznie. Po oczyszczaniu, nawet łagodnym, które zaraz "po" nie daje drastycznych rezultatów, zajęło to wiele takich myć pod rząd.

Jakiś czas temu włosy zaczęły mi się szybciej przetłuszczać. To nie skóra zaczęła produkować więcej sebum, tylko zdrowe, gładkie włosy sprawiają, że wędruje ono szybciej w dół i jest bardziej widoczne. Nagle w połowie drugiego dnia po myciu włosy wyglądały mniej więcej tak, jak kiedyś trzeciego (kiedy myłam je co trzy dni). Pomogło podwójne mycie (w dni kiedy włosy są wyjątkowo obciążone po prostu je myję, spłukuję część piany i dokładam odrobinę szamponu), ale nadal nie czuję potrzeby oczyszczania włosów i skóry mocnym szamponem. 

Wiem, że to wszystko jest bardzo proste. Ale niekoniecznie oczywiste;) Zalecenia oczyszczania włosów pojawiają się w blogosferze często. Właściwie w każdym poście z serii „jak zacząć dbać o włosy”. A jednocześnie wiele dziewczyn ma włosy podobne do moich – bardzo wrażliwe, bardzo podatne na przesuszenie. Jeśli dodatkowo nie używacie silikonów lub używacie tylko tych zmywalnych wodą czy łagodnym szamponem, oczyszczanie może Wam bardziej szkodzić niż pomagać. Robione regularnie może po prostu być niepotrzebne. Chciałam więc pokazać, że włosów naprawdę nie trzeba oczyszczać ani często ani inwazyjnie. Wiem, że są osoby, które lubią efekt skrzypiąco czystych włosów i u których mycie szamponem z SLeS czy nawet SLS nie kończy się źle, a wręcz sprawia, że włosy odzyskują lekkość i puszystość, nie są przeciążone. Ale jeśli Wasze przeciążone nie bywają, nie trzeba ich przecież oczyszczać co tydzień czy dwa. Można to robić tylko wtedy, kiedy pojawia się taka potrzeba (o ile się pojawia). I nawet używać do tego szamponu bez siarczanów.

A Wy, jak oczyszczacie włosy? Należycie do tych osób, które muszą je regularnie „odświeżać” mocnym szamponem?

Komentarze

  1. JA używam kuracji bioxsine i odżywkę z hask protein keratin i uwielbiam teraz to połączenie na zimę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja skóra głowy lubi siarczany, włosy trochę mniej dlatego stosuję OM lub OMO. Czasami myję włosy i skórę samym szamponem - teraz "Joanną" z lnem i rumiankiem - jestem zadowolona z efektu.
    Nie używam bardzo ostrych, agresywnych szamponów zwanych "rypaczami", bo nie widzę sensu. Nienawidzę efektu skrzypiących włosów. Raz na kilka tygodni używam szamponu przeciwłupieżowego pod kątem pielęgnacji skóry głowy.
    Włosy piękne, zwłaszcza na pierwszym zdjęciu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :):)
      Ja też nie lubię efektu skrzypiących włosów. Przeraża mnie. Czuję, że są zdarte, suche jak wióry, i wiem że po wyschnięciu będą szorstkie, matowe i spuszone, i kilka myć będę z tym walczyła. Okropne. Już nigdy tego nie zrobię, chyba, że przypadkiem. A pamiętam jak polowałam na szampon typowo oczyszczający, z nazwy, z Avonu. To ten:

      http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=25622

      Kupiłam w 2010 albo 2011, był już wtedy wycofany z katalogu ale dostałam jakiś na allegro, jeden. Był żelowy, taka ciekawostka. Według opisu usuwał pozostałości środków do stylizacji i tak dalej,miał być dużo mocniejszy niż zwykły szampon. No i był. Włosy po nim miałam tak suche i sztywne, że wydawało mi się, że się wykruszą kiedy je lekko zgniotę. I po to to było...? Brr.

      Usuń
    2. Sprawdziłam z ciekawości ten szampon i recenzje były mieszane. I faktycznie, to raczej szampon dla tych, co używają żelu, pianki i lakieru jednocześnie. Zaszalałaś ;)
      Jak byłam nastolatką to miałam problemy z łojotokiem. Używałam szamponów drogeryjnych - najbardziej pamiętam Gliss Kura - bardzo szybko przetłuszczały mi się włosy, więc używałam Nizoralu po którym miałam szopę. Potem wracałam do drogeryjnych i tak w kółko. I odżywki silikonowe nakładałam na skórę głowy. Błędy młodości :)
      Dziś oglądałam szampony z Tołpy - mają łagodne detergenty, może Ci się coś spodoba. Ja na razie wstrzymam się z zakupem, chyba że będzie promocja.

      Usuń
    3. Zaszalałam. I pomyśleć, że szukałam tego szamponu jak nawiedzona, przeczesując allegro. Bo włosy trzeba oczyszczać, a ja przecież tyle lat używałam silikonów z piekła rodem! No i oczyściłam sobie włosy, nie raz, nie dwa. Po takim myciu były aż szare.
      Tołpa jest super :) Ceny raczej nie dla mnie jak na regularne używanie, ale dostałam na spotkaniu blogerek (moim jedynym :D) wielką paczkę od nich. I wiem, że właśnie kiedy będzie promocja, chętnie wrócę do kilku produktów. Tych do włosów wtedy tam nie było, ale kilka do twarzy mi się bardzo spodobało. A żele pod prysznic miały przyjazne składy i wiem, że niejedna włosomaniaczka używała ich jako szamponów już wtedy :)

      Usuń
  3. piękne długie włosy! Ja swoje nadal zapuszczam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja myje wlosy szamponem babydream, wersja z detergentem (myje wlosy co 2-3 dni) ,raz na miesiac zdarzy sie jakas ziaja, dove czy szampon z kaczuszka :). oczywiście omijam dlugosc, myje tylko wlosy przy skorze a potem zawsze nakladam odzywke. gdy nie uzywam detergentow moje wlosy sa przyklapniete, dziwne w dotyku. o wiele lepiej wygladaja mocno oczyszczone,jednak płacą za to moje przesuszone koncowki, ktore mimo moich staran, maja jakis kontakt z denergentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez te kilka tygodni kiedy miałam problem z przetłuszczaniem i szukałam powoli mocniejszego szamponu, rozważałam właśnie Ziaję. Ponad połowa moich kosmetyków w domu to Ziaja, mam od nich wszystko, co mogę, a szampony wyglądają przyjaźnie.

      A Ty masz boskie włosy! <3 I zachciało mi się pielęgnicy po Twoim najnowszym wpisie ;)

      Usuń
    2. W ciąży używałam którejś ziai, tej rodzinnej - i byłam bardzo zadowolona.

      (marudzi) teraz przez Ciebie mam ochotę na szampon ziai.

      Usuń
    3. Mogłam nie wspominać :D
      Chcesz trochę zdroworozsądkowego przynudzania? ;) Nie idź do Ziaji ;) Szampony zawsze będą, a teraz i tak masz czego używać. Dużo fajniej jest móc coś kupić i od razu tego użyć. Nie po dwuletniej kolejce i nie od razu ale na siłę, jako dziesiątej maski w tym miesiącu ( :D ). Jak zrobiłam to z Kallosem Keratin, było jak w innym włosowym świecie. Nie do szafy? Od razu do łazienki? Wow.

      Albo... weź tylko próbki. Wiem, że próbki szamponów też mają bo dostałam kiedyś tego fioletowego.

      Usuń
  5. Ja też na razie nie czuję potrzeby mocnego oczyszczania, ale to dlatego, że od pół roku nie używam silikonów...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja oczyszczam, mniej więcej raz na dwa tygodnie, zarówno skórę jak i długość. Jednak po takim myciu o dociążeniu mogę sobie tylko pomarzyć, włosy najczęściej są piórkowate, jakiej maski bym nie użyła. Ale mam takie uczucie, że muszę to zrobić haha, bo po dłuższym czasie mycia łagodnymi szamponami mam wrażenie, że i skóra i włosy są po prostu brudne... :/ Być może to tylko moje wrażenie, ale jakoś nie mogę się przemoc i muszę od czasu do czasu je "wyrypać". ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że skoro wrażenie się trzyma, to może nie być tylko wrażeniem :) Może Twoje włosy naprawdę chcą być oczyszczane ;) U mnie po trzech miesiącach nie czuć żadnego obciążenia.

      Usuń
  7. U mnie na częstotliwość mycia długości włosów siarczanami wpływa twardość wody. Gdy woda jest twarda, praktycznie mogłabym tego nie robić. Przy miękkiej wodzie - zaczynają wyglądać na "obciążone". A że mieszkam teraz w miejscu, gdzie jest twarda woda- nie oczyszczam ich. Chelatuję, co prawda, raz w miesiącu (chciałabym częściej, ale czasu brak), ale z racji obfitego (baaardzo obfitego olejowania kokosem) i siarczanu na 4 miejscu nie traktuję tego jak oczyszczania ;)
    Ale ponieważ moja skóra głowy, jak i włosy przy niej wymagają siarczanowego szamponu stosuję metodę OMO - i to się sprawdza najlepiej.
    A tak w ogóle to ze wstydem stwierdzam, że jak moje włosy zrobiły się długie, to w pielęgnacji włosów idę po taniości- bo i tak idą straszliwe ilości tego wszystkiego :D
    I tak jeszcze nie w temacie oczyszczania- jak Ci się sprawują te Ziajowe maski (kiedyś je pokazywałaś w zakupach)? Bo kupiłam oliwkową i się czaję na te inne :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Twarda woda ma zalety. Moja jest tak twarda, że po kilku dniach stania pod prysznicem butelki od kosmetyków robią się szare i szorstkie. Bu :( I dlatego nie podoba mi się to, że niebardzo mogę chelatować włosy.
      A z ilością to prawda. Jeśli u mnie sprawdzi się prosta pielęgnacja, czyli olej co drugie mycie i maska tak samo, a nie co mycie i olej i maska, będę mocno szczęśliwa, bo wszystko będzie mi starczało na dwa razy dłużej. Ten zapas Biovaxów który ostatnio kupiłam, na rok a nie pół. To już dużo! :)
      Ziajowe maski są opisane i czekają na wrzucenie recenzji. Prawie wszystkie są super, najbardziej oliwkowa ;) Właściwie nie sprawdziła się tylko ta do włosów farbowanych, bo ilość oleju rycynowego jest w niej taka, że u mnie widać lekkie przesuszanie. Do pozostałych na pewno będę wracała, takie są cudne:)

      Usuń
    2. U mnie też prosta pielęgnacja (z braku czasu i niechęci marnowania) też wygrywa. Ostatnio się złapałam na tym, że jest to olej, odżywka jako pierwsze O, szampon, odżywka jako drugie O, już :D Odżywki oczywiście proste, tanie, w dużych pojemnościach :D Maska raz w tygodniu, bo nie ma czasu na trzymanie rozsądnej ilości czasu :> O półproduktach to już dawno zapomniałam ;) Na Biovaxy ostatnio nawet nie patrzę (może jak coś pokończę albo w ramach ogólnorozwojowego hedonizmu... :D), bo chciałabym w końcu kupić sobie którąś o większej pojemności, ale wydanie 20-30 zł na włosy "jednorazowo" to jednak boli :D Może jak coś pokończę ;)

      Usuń
    3. A lista zachciewajkowa rośnie i rośnie...
      No i czekam z niecierpliwością na Ziajową recenzję <3

      Usuń
  8. Zaraz zajrzałam do swojego posta "jak zacząć dbać o włosy", ale nie nagrzeszyłam. Pewnie dlatego, że i mnie oczyszczanie nie jest raczej potrzebne. Choć na szczęście mogę używac siarczanów, a pewien szampon z siarczanem, który chwalę wniebogłosy od miesiecy, tak że niebawem zostanę zapewne przezwana Dorotą od Rzepy - skalp mi podratował po ostrym kryzysie.

    Drugie zdjęcie zapisuję sobie do folderu z inspiracjami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tak czytam Twoją i Abe opinię o rzepce, samej mi się zachciało. Ale jednak wolę nie ryzykować. Dla zapachu... wąchać rzepę mogę sobie w odżywce Ziaji, a planuję też spróbować kuracji Joanny. Pyszności :)

      O widzisz, dla mnie to jest niepojęte (nadal), że moje włosy mogą być inspiracją. Myślę sobie "ewentualnie długość, bo wyglądają...". Ale krok za krokiem, powoli do przodu, niedługo może spojrzę na nie inaczej.

      Usuń
  9. Od pewnego czasu staram sie uzywac delikatniejszych szamponów polecanych na blogach dla cienkowłosych choć nie zauważyłam aby mocniejsze szmpiny jakos mocno mi szkodziły. U rodziców mam szampon familijny i tylko będąc u nich go uzywam, wychodzi ok raz na miesiąc. Po jego uzyciu nie widze u siebie żadnej różnicy no ale wierze, że różnica jest, ale niedostrzegalna moim okiem :D

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie za to wręcz odwrotnie.. Początkowo nastawiłam się na to jakie to sls i sles są złe i rzadko oczyszczałam włosy, a one z tygodnia na tydzień stawały się smętniejsze i bardziej przyklapnięte. Teraz wiem, że moje włosy na oczyszczanie reagują dobrze, a w połączeniu z jakimś peelingiem odwdzięczają się objętością i odbiciem od nasady ;) Jak widać co włos to inne wymagania ;p

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam Cię na bardzo ciekawy TAG - 11 włosowych pytań :)
    http://www.kasianafali.pl/2015/01/tag-11-wosowych-pytan.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdecydowałam się tutaj napisać bo może ktoś miał podobny problem i będzie wiedział co może pomóc. W twoim przypadku pomogło zrezygnowanie z silnych detergentów, a mi wydaje się ze u mnie jest przeciwnie. Od kąt się przeprowadziłam mam problemy ze skórą głowy, zaczęło się w październiku i trwa cały czas. Próbowałam myć włosy odżywką ale nie sprawdziło się, próbowałam myć łagodnym szampanem dla dzieci ale też nie i próbowałam też peelingu skóry głowy ale nic nie pomógł - swędzenie i biały nalot są nadal. Gdy używam mocniejszych detergentów nalotu jest mniej ale skóra głowy dalej swędzi. Nie wiem czy wypróbować któryś z szamponów NS czy Cyrkogel. Może coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S Wiem że nie napisałam jasno ale niestety piszę z telefonu więc zdecydowalam się zapytać o coś jeszcze- Testować jakiś łagodny szampon czy zostać przy tych z SLS?

      Usuń
    2. Jestem za tym, żeby nie kierować się tym co teoretycznie jest dobre (czyli łagodne szampony, bo to tylko teoria, pewnie nawet nie jest tak, że dla większości się sprawdzają. Nie ma co iść po linii "łagodne więc nie niszczą włosów") bo u Ciebie może właśnie być tak, że dobre będą silne szampony. Nie zniszczą odpowiednio pielęgnowanych włosów, a opanują skórę głowy. Mój mąż tak ma. Wszystkie łagodne szampony w krótkim czasie prowadzą do tego, że skóra głowy się przetłuszcza, łuszczy i swędzi. Head&Shoulders opanowuje sytuację od razu. I to jest tutaj dobre. Dobre jest to, co działa a nie to, co ktoś napisał :)
      Także nie ma co naciskać na łagodne szampony jeśli te z siarczanami niwelują chociaż trochę nalot na skórze. To najprawdopodobniej oznacza, że Twoja skóra po prostu potrzebuje silniejszego oczyszczania.
      Jak już opanujesz sytuację, mozesz sobie oczywiście sprawdzić jak zadziałają łagodniejsze szampony. Ale niech to będzie tylko eksperyment, dobrze mieć sprawdzony sposób do którego będzie można wrócić, jeśli łagodne mycie zawiedzie. Ale na początek poszłabym jednak drogą silniejszych szamponów, bo widać, że trochę pomagają. Jeśli zawiodą, cóż, nic do stracenia, będziesz mogła wtedy próbować łagodniejszych.

      Czyli dobre oczyszczanie na nalot. A na swędzenie Cerkogel polecam bardzo. Nigdy nie ma gwarancji, że zadziała u Ciebie tak samo, ale u mnie działa natychmiast. Jeśli swędzi mnie czasem miejsce nad karkiem bo dostanie się tam maska czy odżywka, posmarowanie Cerko działa w ciagu 20 sekund. Ale zadziałał też na większą skalę. Kiedyś skóra swędziała mnie cały czas, teraz to małe incydenty - bardzo rzadko i tylko jedno miejsce.

      Na łuskę, jako peeling ale chemiczny a nie mechaniczny, możesz spróbować Salicylolu. Tak jak Cerko jest dostępny na doz.pl. Ja go nie używałam, ale innym pomaga.

      Skórze głowy szampony z siarczanami pomagają, i o to chodzi. Dlatego warto przy nich zostać. Jeśli za jakiś czas okaże się, że cierpią włosy przy nasadzie... będziemy rozmyślać dalej. Ale wydaje mi się, że olej i maska, nawet od czasu do czasu powinny zrównoważyć ewentualne problemy.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  13. Mi siarczany nie robia krzywdy, stosuje siarczanowy z rzepy joanna i aloesowy naturvital mniej wiecej 2 razy w tygodniu. Ale w sumie nie widze wiekszej roznicy po uzyciu slesow i delikatnych myjadel.

    A propos Henri mialas balsam myjacy z sylveco? Bardzo zyskuje przy dluzszym stosowaniu:) ladnie nawilza, koi skalp, myje delikatnie, wlosy sa przyjemne w dotyku.

    Juz pisalam ze 3 razy ale cos mi w telefonie zzera komentarze- wreszcie podcielam corce wlosy twoja metoda, posilkujac sie zreszta twoimi zdjeciami jako argumentacja i motywatorem :) Przemowily do niej na tyle ze dala sobie podciac koncowki i wyszlo bardzo ladnie :) dzieki za wyjasnienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dziecie wrecz uznalo ze masz ladniejsze wlosy niz Anwen :)- bo dluzsze. Zdjecie Anwen skwitowala- ooo moje wlosy. A nie, te sa bardziej czarne ;)- a twoje woow jakie dlugie prawie jak u roszpunki, tez bym takie chciala.
      tak ze u nas jestes idolka nr 1

      Usuń
    2. Balsamu nie miałam, ale spoglądam na niego co jakoś czas:-) Chyba jest w Kalinie, także może przy ktoryms

      Usuń
    3. (ups, wcisnelam coś nie tak) przy którymś zamówieniu spróbuję :-)

      Bardzo się cieszę ze podcięcie się Wam udało :-) A córce życzę owocnego zapuszczania! Witam na pokładzie miłośników długich włosów! :-)

      Usuń
  14. Popatrzyłam na zdjęcie przodem i pomyślałam tylko: <3
    i tyle jestem dziś w stanie wykrzesać :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajnie że udało się znaleźć przyczynę problemów. Mnie się ostatnio straaaasznie przetłuszczają włosy ale mam wrażenie że to wina moich wariujących ciągle hormonów :(, bo pielęgnacja od wielu lat prawie taka sama.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzięki za ten post, poszerzył mi horyzont pielęgnacyjny :) u mnie oczyszczanie to mus, może nawet nie dlatego, że coś się na włosach nabudowuje (dobrze je myje za każdym razem, nieważne, jakim szamponem), a dlatego, że umyte mocniejszym szamponem, lekko przesuszone, lepiej potem reagują na wszelkie kosmetyki. Na ogół włosy mam tak gładkie i miękkie, że usztywnienie ich graniczy z cudem, a wyglądają lepiej, gdy nie są silnie zmiękczone i lejące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zbyt miękkich też nie lubię. Ale gladkie, o tak! :-)

      Usuń
  17. Twój wpis trafia w sedno moich doświadczeń, chociaż mam włosy krótkie i niskoporowate. A skoro tak, to myślałam, że powinnam je oczyszczać przynajmniej raz-dwa razy w tygodniu, ponieważ myję włosy codziennie, stosuje oleje, odżywki i maski, traktowałam więc oczyszczanie trochę podobnie jak obowiązkowe mycie zębów. Niestety, mimo zdrowych włosów po myciu typowym "rypaczem" są one suche, spuszone, sianowate nawet mimo użycia maski/odżywki, którą lubią...Plusów takiego oczyszczania właściwie nie widzę, nawet nie powoduje wolniejszego przetłuszczania się włosów, jedyna korzyść to moje poczucie domycia ich...Ostatnio przeprowadziłam eksperyment i używałam wyłącznie łagodnych szamponów przez 3 tygodnie bez szkody dla kondycji i wyglądu włosów. Nawet, kiedy są przeciążone do oczyszczenia wystarczy mi tak naprawdę łagodny szampon, co najwyżej użyty dwa razy. Tym bardziej myślę o odstawieniu "rypaczy" a przynajmniej o tym, żeby nie stosować ich dopóki nie będzie to niezbędne:)

    OdpowiedzUsuń
  18. O długości też taka bądź u mnie!
    Masz takie piękne włosy, zazdroszczę!
    Ja rzadko oczyszczam. Może na to właśnie pora?

    OdpowiedzUsuń
  19. Dawniej oczyszczałam co tydzień, teraz nie czuję takiej potrzeby ;-)
    Jestem pod wielkim wrażeniem Twojej włosowej metamorfozy! *.*

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja też doszłam do wniosku, że oczyszczenie wyrządza mi więcej szkody niż pożytku (mówię o prostym szamponie ze SLS / SLES). Już myjąc mam wrażenie, że trę mój skalp papierem ściernym. Później przez kilka dni muszę je mocno nawilżać, a szok wywołuje przy okazji wzmożoną produkcję sebum i przetłuszczanie się. Nie... to nie dla mnie. Dodam, że silikonów używam tylko na końcówki, choć może przestanę - o wiele lepiej jako zabezpieczacz sprawdza się surowe masło shea.

    Obecnie "oczyszczam" włosy co trzy dni, tzn. myję je rozcieńczonym BD z kwasem hialuronowym i elastyną. I tak są troszkę suchawe przy skórze głowy, ale znika to po myciu odżywką następnego dnia (włosy mam do ramion i póki co, ponieważ nie sposób ich spiąć, myję codziennie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze o "naturalnym", amerykańskim sposobie na oczyszczenie włosów: soda! Oczywiście nie jest to sposób dla każdego, ale u mnie znormalizował on skórę głowy i ZNACZNIE wyeliminował puch. Stosowałam go przez kilka miesięcy: skalp myty roztworem sody (łyżeczka na pół szklanki wody), potem płukanka octowa na długości (dwie łyżki na pół szklanki). Przez dwa miesiące byłam wniebowzięta. Niestety, gdy włosy stały się dłuższe, sposób przestał im odpowiadać. Później dowiedziałam się, że ocet w takich ilościach przesusza. Nadal jednak stosuję od czasu do czasu doraźnie, z dobrymi efektami.

      Usuń

Prześlij komentarz