Skończyłam zapasy!

Skończyłam zapasy. Nawet wcześniej niż zakładałam, że mi się to uda – stawiałam na koniec grudnia albo styczeń. W ramach krótkiego przypomnienia dla Was i notatki dla samej siebie: pod koniec lipca postanowiłam skończyć zapasy i używać już wyłącznie sprawdzonych produktów, testując coś nowego tylko od czasu do czasu. (A nie, jak przez poprzednie kilka lat wciąż sprawdzać coś nowego myśląc, że do dobrze działających produktów wrócę jak zgromadzę ich odpowiednią ilość i przetestuję wszystko, co mam na liście.) Listę zakupów skróciłam z ponad stu (!) do niecałych dwudziestu pozycji (to i tak dużo) zostawiając tylko najbardziej obiecujące maski i odżywki.

Już w styczniu wpadłam na to, żeby przy każdych zakupach do nowych, jeszcze nieznanych produktów dobierać połowę sprawdzonych. A latem (jak zwykle w rozmowie z mężem działającej na zasadzie olśnienia i upraszczającej wszystko:)) postanowiłam przestać wreszcie szukać wciąż nowości i odkładać stałą pielęgnację na daleką i nieokreśloną przyszłość. Włosy nie służą do sprawdzania na nich produktów, zwłaszcza mało obiecujących, zebranych jeszcze na początku czytania o pielęgnacji. W końcu szukałam nowości po to, żeby znaleźć na przykład maski warte używania ich na stałe. Postanowiłam więc skrócić listę zakupów i nie realizować jej od razu, a także zużyć wszystkie zapasy.

Z perspektywy osoby, która przez ostatnie co najmniej dwa lata posiadała zapas masek i odżywek potencjalnie starczających również na dwa lata widzę, że to najgorsze co można zrobić. Kupuje się kolejny produkt przed skończeniem poprzedniego. Ja nie otwierałam wielu na raz, dlatego nic mi się nie przeterminowało, ale nie zmienia to faktu, że miałam w domu kilkanaście opakowań leżących i czekających na swoją kolej. Mogłam je równie dobrze kupić kilka miesięcy później, kiedy przyszedłby czas na ich użycie. Między momentem kupienia a użycia często okazywało się, że produkt nie jest dla mnie odpowiedni, ma masło shea, aloes, inny składnik, którego nie lubię, a wcześniej o tym nie wiedziałam.

Zaczęło się niewinnie. Za czasów The Long Hair Community używałam jednego oleju (nieszczęsny kompletnie niepasujący mi kokos), jednej odżywki (Garnier Awokado i Karite na zmianę z arganowo-żurawinową) i czasem maski Biovax do włosów suchych i zniszczonych. Polska blogosfera zarzuciła mnie masą produktów, które intensywnie dopisywałam do listy zakupów.

Nie chodziło o same produkty, o kupowanie i posiadanie słoiczków i butelek. (We wszystkich kosmetycznych obszarach poza pielęgnacją włosów jestem na szczęście skrajną minimalistką.) Chodziło o efekt, jaki mogły dać. Przynosząc je do domu przynosiłam tak naprawdę oczekiwania. Wciąż nie byłam zadowolona z włosów. Czytając recenzje pełne zachwytów (często napisane przez dziewczyny o zupełnie innych od moich włosach) kupowałam kolejne produkty i byłam pewna, że tym razem to już będzie to. Będę używała tej odżywki i będę miała takie włosy jak koleżanka blogerka. Ta maska, ta płukanka, teraz już na pewno, ten olej. To samo dotyczyło metod pielęgnacji i zabiegów. Olejowanie na wodę, koczek na noc, suszarka, koszulka zamiast ręcznika, przejście na falowaną stronę mocy. Magiczny moment nie następował. Dochodzimy do kwestii kryzysu. Niewiele się działo. Moje włosy nie przeszły tak spektakularnej przemiany, jakie możemy oglądać w serii „Moja włosowa historia” u Anwen. Zrobiło się lepiej, dużo lepiej w porównaniu do tego, w jakim stanie były i jak wyglądały kiedy odkryłam polskie blogi (nie wspominając o czasie sprzed The Long Hair Community), ale nadal jeszcze nie jest to zakres „bardzo dobrze”. A to już prawie pięć lat. (Równe pięć będzie w marcu.) Wiele dziewczyn osiągnęło powalające efekty w pielęgnacji włosów w rok, a ja po ponad czterech coś poprawiłam, nie ma po co zaprzeczać i popadać w rozpacz, ale nadal nie jest tak, żebym była zadowolona. Jeśli chodzi o samego bloga, część problemu faktycznie stanowią zdjęcia (post o różnicach między rzeczywistością a fotografiami, post z trzema zdjęciami w różnym świetle). Ale poza tym moje włosy na co dzień po prostu nie wyglądają nawet bardzo dobrze. Czasem dobrze, ale tylko czasem. Rzadko bardzo dobrze. Brakuje im nawilżenia, dociążenia, wygładzenia. Po dwóch latach intensywnego testowania nowości i wielu, wielu produktach w pewien sposób straciłam nadzieję. Stąd kryzys. Brak efektów docierał do mnie powoli, dlatego pojawiały się pomysły na chociaż połowiczny powrót do działających u mnie produktów (styczeń) i dlatego również w styczniu zaczęłam olejować włosy przed każdym myciem. To teoretycznie powinno przynieść spektakularny efekt. Za chwilę mija rok. Ale zmieniałam oleje, bo je również testowałam żeby zapisać sprawdzone i kiedyś do nich wrócić. I „przed każdym myciem” oznaczało tak naprawdę „przed każdym, podczas którego nie testuję czegoś nowego, co muszę przecież sprawdzić solo”. Przerywałam więc olejowanie dość często i na kilka tygodni.

Dotarło więc do mnie to, że efekty się nie pojawiają (a po takim czasie powinny). Bo na dziesięć sprawdzanych masek i odżywek tylko jedna okazywała się warta powrotu do niej, a testowanie reszty to strata czasu, to miesiące, podczas których włosy nie były odpowiednio zadbane. W pewnym momencie chyba zapomniałam nawet, że sprawdzam nowości żeby zebrać je i do nich wrócić po to, żeby włosy były zadbane. Skończyło się na tym, że sprawdzałam produkt za produktem, metodę za metodą, dla samej wiedzy o tym jak działają a włosy służyły tylko jako materiał do testów. Po latach pielęgnacji wciąż nie były tak zadbane jak mogłyby być i powinny być. Bo przecież tylu osobom się to udaje! Zwłaszcza po takim czasie. Ja teoretycznie używałam masek i olejów co mycie, ogólny brak systematyczności nie jest moim problemem, kocham pielęgnację włosów i zawsze mi się chce ;) Zrozumiałam, że sama też już dawno mogłabym osiągnąć zadowalające efekty. Gdyby nie brak systematyczności w produktach.

Postanowiłam jak najszybciej skończyć zapasy, które mam w domu. Rozdać albo zużyć w inny sposób to, co się nie sprawdza na tyle dobrze żeby tracić kilka tygodni nakładając taki produkt na włosy. I nie kupować niczego nowego. Skoro żadna z dziesiątek masek i odżywek używana tylko przez kilka tygodni czy miesięcy nie przyniosła oczekiwanego efektu, to chyba nie chodzi o nie. Na rynku są niezliczone ilości kosmetyków do włosów (profesjonalnych, praktycznie nierecenzowanych, jest co najmniej tyle samo co drogeryjnych i rosyjskich), wizaż zawsze podsunie na bocznym pasku produkty podobne do właśnie oglądanego, na blogach zawsze ktoś odkryje interesującą nowość. Moja lista nigdy by się nie skończyła. A przecież nie chodzi o poznawanie produktów dla samego poznawania. Chodzi o szukanie tego, co świetnie wpłynie na włosy. W ten sposób skończyłam testowanie, w którym niezauważenie zatonęłam. Postanowiłam nie kupować nowości, choć długo robiłam tylko to. Listę, jak już wspomniałam, ograniczyłam drastycznie. Zostały na niej tylko najbardziej obiecujące składowo produkty. Nie oceniam ich wyłącznie po składzie, ale takie zapewniające świetny efekt wizualny bez odżywiania już mam (przykładem są maski Ziaji) więc stawiam na bogate, emolientowe maski i ciężkie odżywki. (O moim podejściu do analizy składów pisałam niedawno: część pierwsza i część druga.)

Momentem zwrotnym była chyba moja przygoda z maskami Biovax. Znałam je od dawna, lubiłam wszystkie, których używałam (poza wersją Keratyna+Jedwab bo wtedy kompletnie nie panowałam nad proteinami, teraz się to zmieniło) a przypadkowa wizyta w aptece skończyła się kupnem próbek tych masek, których wcześniej nie znałam. W uzupełnieniu saszetkowej kolekcji pomogła mi Biedronka ;) Mój wielki post o maskach Biovax znajdziecie tutaj. Teraz mam też wersję Gold Argan i Złoto 24K. Przez miesiące, kiedy testowałam saszetki moje włosy wyglądały zupełnie inaczej. O niebo lepiej. W ten sposób powolne zmiany w myśleniu o pielęgnacji włosów zakończyły się olśnieniem. Maski Biovax są przecież produktami, przy których mogę zostać. Działają genialnie, kompletnie odmieniają moje włosy. Nagle nie chciałam ich odkładać na odległą przyszłość. Zaczęłam intensywnie zużywać zapasy, w międzyczasie mając pod ręką chociaż jedną maskę Biovax na przeczekanie, przed całkowitym przejściem na ulubione produkty.



Plan działań od teraz wygląda więc następująco:
- będę używała głównie sprawdzonych masek i odżywek: na przykład moich siedmiu ulubionych masek Biovax, odżywek Nivea. Oczywiście nie jednocześnie, myślę, że będą to maksymalnie cztery produkty w danym czasie. Do tego oczywiście maski proteinowe (na przykład jajeczna Babuszki Agafii i niebieski zabieg laminowania Marion).
- podobnie z olejami, regularnie będę używała moich ulubionych, takich jak Alterra Brzoza i Pomarańcza, Babydream fur mama, olej Loton Spa&Beauty makadamia, olej ze słodkich migdałów. Maksymalnie trzy na raz.
- będę regularnie wracała do ulubionych półproduktów (miód, kakao, gliceryna, hydrolizowane proteiny i inne)
- tylko raz na kilka tygodni będę sprawdzała nowości i to wyłącznie te najbardziej warte poznania, z okrojonej listy zakupów. Mam już swoje ulubione szampony, sera do końcówek zostały mi do poznania dwa (Schauma Beauty Oil i Eliksir Biovax), wszystkie wcierki i inne metody przyspieszania porostu, które mnie interesowały również już sprawdziłam. Zostały więc tylko maski i odżywki oraz oleje i kilka półproduktów.
- w kwestii metod pielęgnacji i zabiegów (sposoby olejowania itd.) nie zostało mi wiele do sprawdzenia, a cokolwiek zostało przetestuję powoli, za jakiś czas

Jednak to nie tak, że na blogu nie będzie już nic nowego. Z moim tempem zużywania produktów nowości będą się pojawiały dość często. Będę dla Was pisała recenzje i polecała to, co się sprawdza ale w końcu być może będę mogła pomóc Wam pokazując swoją drogę do zdrowszych włosów, bo wreszcie ruszę z miejsca. Teraz głównie siedziałam na ławeczkach wzdłuż drogi ;) Będzie o postępie, o włosach, a mniej o produktach (chociaż i tak nie było nadmiaru recenzji), a o to przecież chodzi.

Przeszłam swój etap testowania nowości i do pewnego momentu to było potrzebne i dobre. Dużo się nauczyłam i o produktach i o swoich włosach. Bez niepowodzeń nie wiedziałabym, czego teraz unikać. Ale kiedyś trzeba zacząć tę wiedzę wykorzystywać i ułożyć sobie stałą pielęgnację, żeby móc powiedzieć „używam tej i tej maski, tego i tego oleju”, a nie „te produkty się sprawdzają i cały czas o nich pamiętam ale nie miałam czasu wrócić do nich na dłużej.”

W pewien sposób regularność zabiegów – na przykład olejowanie faktycznie przed każdym myciem, a nie tylko przed każdym, podczas którego nie sprawdzam nowości – i produktów (to takie oczywiste! Muszę przyznać, że jest mi wstyd. Nie zauważyłam momentu, w którym moja pielęgnacja włosów zamieniła się w poznawanie wciąż nowych produktów. Chodziło o znalezienie dobrych, ale nawet kiedy je znalazłam, nie przestałam szukać.) to ostatnie, co może zmienić moje włosy. Nie należę do osób, które mogą powiedzieć „odkryłam tę i tę maskę i to zmieniło moje włosy” albo „największą zmianę zawdzięczam nawilżaniu”. U mnie pojedyncze produkty i zabiegi (w większości) nie dają spektakularnych efektów. A jeśli dają, to przecież po trzech razach nie na stałe. Proteiny zmieniły sporo. Podobnie podkreślanie fal. Powoli zaczynam widzieć efekty olejowania. Ale ciągle nie jest tak, jak chciałabym, żeby było. Ciągle nie jest bardzo dobrze. Nie musi być powalająco. Po prostu bardzo dobrze, bo wiem, że to jest możliwe. Innym się udaje.

Jedynym rozsądnym wyjściem (i powinnam była zauważyć to o wiele, wiele wcześniej) jest zostanie na stałe, w końcu, przy tych nielicznych produktach i metodach pielęgnacji, które się sprawdzają. Nie mogę się doczekać efektów za kilka miesięcy! (Zwłaszcza, że jednocześnie intensywniej podcinam końcówki.) Czekanie przez tyle lat na zmianę, kiedy wszyscy inni swoje sukcesy odnosili, było naprawdę frustrujące. Mam nadzieję, że wreszcie będę mogła powiedzieć, że udało mi się wpłynąć na stan włosów, odniosłam sukces, mogę pomóc innym.

Póki co robię to samo (intensywne nawilżanie i olejowanie) od kilku myć, zapasy skończyłam pod koniec listopada. I już widzę, że jest lepiej. Na szczęście moje włosy nie są zniszczone, tylko nieodpowiednio pielęgnowane (o ironio, o ironio!) i mam nadzieję, że nie będę potrzebowała długiego czasu, żeby wydobyć z nich to, co piękne.

Jak wygląda zarządzanie produktami u Was? Macie już swoje sprawdzone i ich się trzymacie, czy nadal kupujecie nowości? :)

Komentarze

  1. Ja nadal kupuje i testuje ;-) ale mam tez swoich pewniakow, z ktorymi sie nie rozstaje np. szampon Babydream, odzywka Timotei drogocenne olejki i odzywka Nivea LR :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pojawiła się w Biedronce, nawet chciałam kupić tę odżywkę Timotei. Ale nic nigdzie o niej nie było więc myślałam, że to jednorazowy rzut i wiecej nie będę mogła jej kupić.

      Usuń
    2. Kup przy jakiejś okazji, ta odżywka Timotei jest mega! Ja po jednym z poprzednich Twoich wpisów postanowiłam wrócić do kilku produktów, z których byłam bardzo zadowolona, ale które odstawilam, bo tyyyle nowości trzeba było wypróbować. Wróciłam m.in. właśnie do tej odzywki, do 2 ukochanych szamponów i olejku. Jestem bardzo zadowolona, szczególnie z szamponami, nie mam pojęcia, czego w ogóle szukałam... Nic lepszego i tak nie znalazłam!

      Usuń
  2. Ja ostatnio troche przesadziłam z zakupami :) przez przypadek mam zapasy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam :D Ale wyjazd do Niemiec kusi. Dobrze, że ja się opanowałam będąc w Dreźnie i nawet nie weszłam do DM. Teraz wcale nie chciałabym używać tych kosmetyków. Raz bo nie wyglądają na odpowiednio ciężkie, a dwa, że kupiłabym po jednej butelce czy słoiczku, starczyłoby to na maks sześć razy i co z tego, że by się sprawdziły skoro nie miałabym łatwego dostępu do kolejnych opakowań?

      Usuń
    2. U osób, którym produkty starczają na długo, kupienie czegoś niedostępnego w okolicy ma chociaż sens :)

      Usuń
  3. Henri, cieszę się, że u Ciebie koniec z eksperymentowaniem. :) Nie mogę się doczekać, aż zacznie na blogu pojawiać się więcej notek, w których prawisz swoim włosom komplementy (jak np. post o przejściu na wydobywanie fal i ten o maskach Biovax). ;) U mnie też skończył się czas zastoju pielegnacyjnego. Zaczynam znów olejować... Mam nadzieję, że wytrwam i uda mi się nakładać olej co mycie (oprócz oczyszczających). Daję też szansę Nivei Intense Repair. Od dluzszego czasu używałam tylko Biovaxow, postanowiłam dostarczyć im trochę różnorodności. Ostatnio niestety nie możemy się dogadać. :( Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni... Ah, i mysle, że zacznę znów wcierać Seboradin z czarną rzodkwią, bo w kwestii porostu też posucha... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę się doczekać wewnętrznej satysfakcji, za to zobaczymy jak będzie z przejawianiem jej na blogu. Żebym nie zaczęła czytać, że zachwycam się sama sobą :D

      Zapominasz o olejowaniu, czy Ci się nie chce? :)

      Usuń
    2. Haha, haters gonna hate no matter what. ;D
      Szczerze? Ostatnio miałam gorszy czas w życiu i czasem mi się nie chciało, czasem nie było czasu i jakoś tak... wyszlo mi olejowanie z nawyku na kilka dobrych miesięcy. :( I teraz niestety za to płacę. Jeszcze sezon grzewczy... Brrr.
      P. S. No... pierwsze wrażenie z Intense Repair... dość szorstkie. Dosłownie.

      Usuń
    3. Mnie na szczęście właśnie 15 minut z nakładaniem oleju relaksuje, ale są momenty, kiedy włosy schodzą na dalszy plan.
      A Nivea... może za dużo protein? Wiem, że kilka osób narzekało na przeproteinowanie po tej Niveowej keratynie i jedwabiu.

      Usuń
    4. Ja muszę się mobilizować i nakładać, choć po tak długiej przerwie jest trudno; dodatkowo biorąc pod uwagę to, że systematycznie co mycie olejowalam je tylko jeden miesiąc, podczas akcji Anwen, tak to nakładałam raczej co kilka myć to z tą systematycznoscia będzie dość trudno, ale do lata muszę poprawic ich stan. :)
      A Nivea... Mam nadzieję, że będzie lepiej jutro, jak będą do końca suche, ale obawiam się, że nie będziemy się lubić, tak jak z Long Repair. :((( Dlaczego takie włosomaniacze hity u mnie się nie sprawdzają? Eh. :(

      Usuń
    5. I pomyśleć, że na LHC dziewczyny robią olejowy zabieg raz na dwa tygodnie i to im wystarcza... I kontekst jest taki, że to dużo! :D

      A jakbyś dodała dużo humektantu do porcji Nivei następnym razem?

      Usuń
    6. Ooo, to tam dochodzi do prawdziwych szaleństw! ;)

      Myślisz, że powinnam? Dziś co prawda nie są już tak szorstkie, ale dociążenia niestety nie ma, co najbardziej widoczne jest na grzywce...

      Usuń
    7. Napisałam o humektancie idąc drogą "możliwe przeproteinowanie". Myślę, że to może zadziałać.
      A jeśli słaby efekt jest winą czegoś innego niż za duża ilość protein, to może olej pomoże ;) Oleje dobre na wszystko. Ale najpierw spróbowałabym z humektantami, bo może problem serio leży w proteinach.

      Usuń
    8. No to dziś spróbuję stuningowac tę odżywkę. :) Mam nadzieję, że uda mi się choć trochę je dociążyć. :)

      Usuń
  4. Ja wciąż jestem na etapie eksperymentów i szukania-mam tylko jednego ulubieńca z insight co przy moim tempie zużywania odżywek (było ich około 20) jest smutnym wynikiem.Chce przetestować resztę produktów tej firmy i spróbować odżywek z ryoe bo ich szampon i wcierki pokochałam i nic się w tej kwestii nie zmienilo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przetestowałam 53 maski i 51 odżywek do spłukiwania. Definitywnie starczy.

      Usuń
    2. Przy czym na szczęście w tej sporej liczbie są też te sprzed włosomaniactwa. Duuużo masek i balsamów Gliss Kur i Pantene. :) I Biovax i Ziaja. I w sumie wszystkich firm poza Pantene używam nadal ;)

      Usuń
    3. Licząc te z przed włosomaniactwa będzie z 50, i tak Tobie do pięt nie dorastam :P i wśród tych 50 2-3 dobre...

      Usuń
  5. Ojj:) ja też już powoli zaczynam coraz więcej sprawdzonych rzeczy kupować:D

    głównie dlatego, że najpierw miałam farta i pierwsze zamówienia były trafione i zaczęłam intensywną pielęgnację, z czasem jak zaczęłam kombinować i dopisywać nowe produkty do wishlisty (też się przeraziłam ile tego jest jak zaczęłam zapisywać w wordzie) i kupować czasami spontanicznie produkty które kojarzyłam z blogów, okazało się, że kolejne rzeczy się nie sprawdzały tak dobrze jak te z pierwszego zamówienia:p

    Może też dlatego, że miałam zły system kupowania - przykład: kiedy przy pierwszym zamówieniu kupiłam złotą maskę PO, to w kolejnym zamówiłam tajską i toskańską, a miały już inne składy i ich działanie mi już średnio pasowało:p ale uznałam, że skoro ten producent wypuszcza taką fajna maskę, to każda kolejna też się sprawdzi:p

    Z jednej strony takie eksperymenty trochę kosztują, ale z drugiej wypróbowałam sporo kosmetyków i nie żałuję:) u mnie zaczęło się od kosmetyków włosowych, teraz tak trochę w ciemno biorę rzeczy do twarzy i kolorówkę:) i niby wiem jakich błędów nie popełniać, ale czasami trzeba kilka rzeczy popróbować, żeby później wiedzieć kiedy się trafiło na ideał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, ja też mam takie błędne przekonanie, że produkty zachwycają całymi seriami :) Ale tak: szampony NS są super wszystkie, maski Biovax prawie wszystkie, odżywki Nivea też. I przez to planuję sprawdzenie wszystkich masek PO, no właśnie! :D

      Usuń
    2. Haha:D noo:) przynajmniej z NS i biowaxami się sprawdziło:D u mnie zwykle to jedna z serii jest wyraźnie najlepsza:p a reszta to już naprawdę słabo:p
      No ale dobrze, że po tylu produktach już można mieć swoje sprawdzone hity i wreszcie dbać o włosy tak, żeby im było miło:D

      Usuń
  6. Ohhh ja kupuje i nie moge przestać..ale nie powiem sprawiają mi radość nowe produkty kosmetyczne :) Zazdroszczę skończenia zapasów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie dałam się wciągnąć w rozwijanie pielęgnacji cery, ciała, w makijaż, chociaż tego się bałam wchodząc w blogosferę. Wreszcie zauważyłam, że o produkty nie chodzi (ani tym bardziej o proces kupowania) bo to nie kolejna butelka mnie cieszy a możliwości, jakie daje. Dlatego na przykład w ważnych momentach staram się nie kupować sobie w nagrodę kosmetyku, bo zużyję go, da jakieś efekty (albo nie) wyrzucę opakowanie i tyle. Nic nie zostanie.

      Usuń
  7. szkoda że nadal nie jestem zadowolona z włosów bo bardzo mi się podobają, fakt, zdjęcia potrafią kłamać, u mnie często włosy są miękkie i nawilżone a na zdjęciu wyglądają jak siano,
    bardzo łatwo jest się uzależnić od testowania nowości , ale jak ostatnio sobie wszystko przeliczam z kosmetyków na inne rzeczy i widzę że te inne rzeczy (typu np buty) dają mi więcej radości niż kolejna maska , w ten sposób ograniczyłam zakupy kosmetyczne do minimum

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być jesteś, dobija mnie ta klawiatura

      Usuń
    2. Nie chodzi o to, że poluję na komplementy, ale czasem naprawdę dobrze jest przeczytać, że chociaż ja nie jestem zadowolona, nadal, to na przykład według Ciebie jest już okej. Bo według moich krytycznych standardów może nie być zadowalająco nigdy :D Potrzebuję przeciwwagi i opinii z zewnątrz. Pozytywnych. Bo negatywne dużo bardziej zostają w głowie, niestety.

      Usuń
  8. Twoje włosy, mimo że Twoim zdaniem nie wyglądają idealnie to są jedyne w swoim rodzaju i motywują mnie i wiele innych osób do dalszej walki :) Spójrz jak daleko zaszłaś! Twoje włosy mają 102cm! 102! :) Teraz tylko systematycznie podcinać do 100, sprawdzone metody i zobaczysz że niedługo będziesz jeszcze bardziej zachwycać długimi piórami :) Przepraszam za bełkot a la fangirl, ale po kilku miesiącach czytania Twojego bloga po prostu nie mogę uwierzyć że jesteś niezadowolona ze swoich efektów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Bez obaw, mnie komentarze z serii "fangirl" nie wbiją w samozachwyt na pewno :D I tak jak napisałam wyżej, dla równowagi potrzebuję opinii z zewnątrz. Gdyby nie Wy, nie widziałabym w swoich włosach kompletnie NIC dobrego. Naprawdę. Bo na początku, przed blogami, myślałam, że jest ok. No przecież były długie, więc co niby jest nie tak ? :D Jasne... Później załamka totalna, anonimy mają rację, serio mam suche włosy i co z tego że długie skoro końcówki takie a siakie, a całość sucha. I siedziałabym sobie smutniutko przed monitorem z myślą "wszystko jest bez sensu (:D), serio mam suche włosy i beznadziejne".

      Pomagacie mi ogarnąć zbyt wysokie wymagania. Więc: obiecuję, publicznie, że nie będzie tak, że granica mojej satysfakcji będzie się wiecznie przesuwała do przodu i mając obiektywnie, według przypadkowych obserwatorów, znajomych i większości z Was ładne włosy, ja będę nadal jęczała jakie to są suche, a matowe, a to a tamto. Bo to denerwuje. Czyta się takie blogi i myśli "jasne, co za bzdura, dziewczyna ma idealne włosy a narzeka". Bez tonięcie w samozachwycie, ale jak będę zadowolona, to to przyznam. :)

      Usuń
    2. Bez obaw, na pewno wiele osób wbije Ci do główki że Twoje włosy to COŚ dobrego ;-) Miałam bardzo podobnie, z tym że u mnie nie chodziło o długość, ale o gęstość. Przecież mam włosy, jest dobrze. Ale miałam ich coraz mniej, ale myślałam że taka moja natura :) Teraz nastały czasy, kiedy 3/4 licealistek nosi długie proste włosy, i zaczęły się pytania dlaczego mam ich tak mało, co ja z nimi zrobiłam i tak dalej... i gdyby nie blogerki, nie uwierzyłabym że mogę coś zmienić i coś poprawić :-)
      Nie masz co jęczeć :D Bierzemy się do roboty! :-)

      Usuń
    3. Tak jest. Niniejszym idę nakarmić włosy :D
      Ludziom się udaje. I nie mają magicznych zdolności. Więc nam też się uda. Bo czemu nie?

      Usuń
    4. Tak jest! Więc biorę przykład z Ciebie - kubek siemienia lnianego czeka! :D Miłego wieczoru :-)

      Usuń
  9. Ciekawa jestem do jakiego stanu uda Ci się dojść :) sama też nie jestem w pełni zadowolona, bo już prawie 3 lata mijają, a włosy nadal nie wyglądają jakoś super (może za dużo porównywania się do innych). Najgorsze jednak jest to, że nadal nie do końca umiem stwierdzić, który konkretny składnik źle na mnie działa, a który dobrze. Wciąż kupuję trochę w ciemno. Wiem tylko, że zioła potwornie wysuszają mi włosy, dlatego większość rosyjskich kosmetyków nie jest dla mnie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa. Oby poprawa nie zatrzymała się kiedy jeszcze nie będę zadowolona :D

      Usuń
  10. Ja robię tak od jakiegoś czasu. Mam kilka sprawdzonych produktów po które sięgam systematycznie i eksperymentuję w tej kwestii w niewielkim stopniu. Raz na jakiś czas kupuję coś nowego, ale nie masowo jak kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś świetnego... dla włosomaniaczki ;).

    OdpowiedzUsuń
  12. Henri ja tez ostatnio kryzys przechodze, jakos ciagle te moje wlosy wygladaja nie tak jak trzeba. przez cieniowanie i odrastajace babyhairy na calej mojej nedznej dlugosci mam odstajace piorkowate konce, chyba bym musiala na lyso sie obciac zeby sie ich pozbyc. niby nie sa zniszczone ale wyglad pozostawia sporo do zyczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii odrastających baby hairs... Czytałaś? :)

      http://wlosynaemigracji.blogspot.com/2014/09/dlaczego-raczej-nie-uda-mi-sie-zejsc-z.html

      Usuń
  13. Wiesz, Henri, taka niby mądra jestem włosowo ;) - a robię dokładnie to samo co Ty robiłaś. Tylko że poza naprawdę. naprawdę upierdliwą skórą głowy, nie mogę na włosy narzekać. Zaledwie kilka rzeczy im wybitnie nie służy, reszta w najgorszym wypadku jest obojętna - a z natury są proste, blyszczące, nie puszą się, trudno je obciążyć i przenawilżyć, nawet przeproteinowanie jakoś bez echa przechodzi. A mam już kilka sprawdzonych kosmetyków, ktróre mnie zachwyciły - i mimo to żadnego nie kupiłam dwukrotnie. Bo jeszcze to trzeba przetestować i tamto!

    Tak, jak Ci się przyznałam niedawno, mam zapasów kosmetycznych na dwa lata. Nakupowałam wiele kosmetyków, które mi nie służą (na przyklad z alkoholem izopropylowym czy oliwą z oliwek), najpierw je wzbogacałam, poprawiałam półproduktami, kombinowałam. Potem trochę machnęłam ręką. Bo wolę dodać półprodukt do czegoś, co jest ekstra, żeby było megasuperekstra, zamiast marnować go na średni produkt, żeby był mniej średni.

    I niby kupowałam niedrogie rzeczy, tak do dwudziestu złotych, tylko co z tego, skoro większość zmarnowałam zużywając na siłę, albo komuś oddawałam? Spokojnie oddałam z 10 masek i odżywek w tym roku, część w ogóle nieotwartych... Zamiast tego mogłabym kupić jedną albo dwie rzeczy z wyższej półki i się nimi naprawde cieszyć.

    I ja już teraz mogę powiedzieć, że mi pomogłaś. :) Bo razem z Tobą zrozumiałam po kolei, że 1. nie warto chomikować, promocje i rabaty zawsze będą, 2. Nie muszę zużywać średnich produktów czekając aż kiedyś będzie lepiej i 3. powinnam używać tych naprawdę fajnie sprawdzających się u mnie kosmetyków. Zostały mi jeszcze 2 średniaki, a potem też zamierzam trzymać się pewniaków (balsam cedrowy, balsam na kwiatowym propolisie, turecki, tybetański, omia makadamia, kokosowa bioetika, isana do brązowych włosów, tańszy niż barszcz olej rzepakowy), z rzadka wyjmując z obszernego pudła jakąś nowość.

    Podsumowując, dziekuję Ci za głos rozsądku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bo wolę dodać półprodukt do czegoś, co jest ekstra, żeby było megasuperekstra, zamiast marnować go na średni produkt, żeby był mniej średni." This is it! Na wszystko inne mnie szkoda czasu, bo nie działa. Żadnej nieudanej rzeczy nie udało mi się naprawić dodatkami. Chyba, ze całą obudową typu olej przed, płukanka po, ale to i tak szkoda czasu, bo w środku mogłooby być coś lepszego.

      W punkcie pierwszym mi pomógł do bólu racjonalny Król Małżonek. Aż w końcu sama myślę, że wolę wydać 30 złotych które za jakiś czas będę miała, niż teraz 25 na których wydanie pozwolić sobie nie mogę, tylko dlatego, że jest promocja. A nawet jakbym spała na dwustuzłotówkach, to po co mi w domu coś, czym będę się cieszyła aktywnie 3 dni a potem pójdzie na rok do koszyka? A na końcu najprawdopodobniej nie przyniesie oczekiwanych efektów.

      2. Serio nie. Cokolwiek zrobimy, pieniędzy nam to nie zwróci. Ja może nie wyrzucałam rzeczy, ale zużyłam jakoś tam. A to do golenia nóg, a to jako balsam do ciała do spłukiwania. Polskie niemarnowanie :D Chociaż skończyłoby się dokładnie tak samo, gdybym to, co się nie sprawdza, wyrzuciła. Tyle, że wcześniej trzeba wtedy kupić sprawdzone rzeczy wtedy. Ale ja już momentami miałam dość, zwłaszcza od czasu kiedy postanowiłam przejść na stałą pielęgnację. Zużyłam ostatnie saszetki Biovax i wiedziałam, że teraz muszę wrócić do sredniaków na kilka miesięcy. Ble.

      At your service. Cieszę się, że moje wywody się przydają. :) Naprawdę się cieszę.

      Usuń
  14. Ja również muszę w końcu przejść na pielęgnację produktami, które dają u mnie naprawdę dobre efekty, a nie czekać na ,,polepszenie się'' średniaków.
    Póki co ciągle zużywam, ale na moich półkach nie pojawiają się całe szczęście nowości...

    Zazdroszczę dziewczynom, które np. po roku osiągnęły mega efekty, bo u mnie takowych nie ma.
    Mam nadzieję, że kiedy przejdę na pielęgnację pewniakami to sytuacja się zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzuciłam usiłowanie polepszenia średniaków jakiś czas temu, i już minimalna poprawa była. Może u niektórych to działa, to znaczy na pewno, ile razy czytałam recenzje z serii "odżywka solo się nie sprawdza, ale z dodatkiem oleju tak i w taki sposób ją zużyłam". U mne nigdy wiele się nie zmianiało. A nawet gdyby tak było, do takiego produktu i tak bym nie wracała bo chcę dobrego działania od podstaw. Oleju mogę dodać do czegoś bardzo dobrego i mieć coś ekstra :)

      Usuń
  15. Dobry plan, jeśli Wiesz, co służy Twoim włosom, warto do tego wracać :) Ja cały czas testuję, chociaż mam już kilka typów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Staram się ograniczyć włosowe zakupy do sprawdzonych produktów, co bywa baaardzo trudne ;) Obecnie znalazłam swój ulubiony szampon z SLS, oraz 4 łagodne szampony, które zamierzam kupować na zmianę, tak więc w kwestii zakupów i testowania nowych "czyścideł" mówię sobie na razie STOP. Nadal poszukuję odżywki, o składzie bogatym w naturalne składniki, która będzie działała na moich włosach tak dobrze, jak Nivea LR, dlatego wciąż chomikuję tego typu produkty :( Ostatnio miałam ogromną ochotę przygarnąć jedną z masek z Planeta Organica, jednak sama wylałam sobie kubeł zimnej wody, kiedy stwierdziłam, że bez sensu eksperymentować z nowymi produktami zamawianymi przez internet, skoro mogę zaopatrzyć się w sprawdzony Biovax dostępny stacjonarnie. Samokontrola, w kwestii włosowych zakupów, bywa niezwykle trudna :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa. Zwłaszcza, jak ciągle czeka się na poprawę stanu włosów. Ale nawet później... wystarczy dobra recenzja, taka naprawdę świetnie napisana, żeby czegoś chcieć :D

      Usuń
  17. mam kilka sprawdzonych produktów które mi zawsze towarzyszą, ale lubię też próbować z czymś nowym, choć niedawno też się zorientowałam że zapasy mam takie wielkie że starczą mi spokojnie na rok i że faktycznie mogłabym kupić to kilka miesięcy później, np miałam szał na oleje, zamówiłam sobie ich kilka orientalnych i normalnych, a w tamtym tygodniu zobaczyłam że nieotwarta buteleczka Henaary ma tylko 2 miesiące ważności, a jeszcze nie opróżniłam żadnej z innych butelek :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Trzymam kciuki. I czekam na wpisy o długofalowych efektach przejścia z testowania na stosowanie.

    Ja mam to szczęście, że większość rzeczy mi jednak pasuje, więc ciągle kupuje inne celem zaspokojenia ciekawości.

    Chociaż patrząc na twoje "włosowe rozkminy", największe jakie do tej pory spotkałam wśród włosomaniaczek, coraz częściej zaczynam myśleć o większym usystematyzowaniu mojej pielęgnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziękuję, bo zapeszę! :)
      Jestem królową włosowej rozkminy. Tak sobie napiszę na papierowej koronie. Ha!

      Usuń
  19. Ja kupuje i testuje poniewaz dopiero co zaczęłam moją przygodę z pielegnacją włosów ale stawiam na kosmetyki rosyjskie. Jest ich bardzo duzo do wyboru masek, odzywek, szamponów, sa także oleje do włosów wiec jest w czym wybierać. Czasami oczyszaczam włosy czymś mocniejszym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz