Nowe Flexi8

Nic by się nie stało, ani dobrego ani złego, gdyby nie Facebook. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale ustawienia dwóch z wielu stron, które polubiłam sprawiają, że kiedy pojawi się na nich nowe zdjęcie, dostaję powiadomienie. Jedną z tych stron jest LillaRose. (Kiedy strona Flexi8 i strona LillaRose połączyły się w jedną polubiłam ich profil żeby być na bieżąco, chociaż i tak umykały mi do tej pory wszystkie limitowane miesięczne edycje, które mi się podobały i które chciałam kupić.)

Przez Black Friday kilka razy dziennie pojawiało się powiadomienie z LillaRose, które pół-świadomie omijałam, zakopana w innych zajęciach. Późnym wieczorem, również nie do końca świadomie, na jedno wreszcie kliknęłam.

A tam szaleństwo. Nowe miesięczne Flexi8, na grudzień 2014. Crimson Joy, dokładnie w moim stylu, duży, prosty środek, bordo (przepadłam od razu. Mam dość rozbudowany ten obszar w mózgu, który odpowiada za uwielbianie koloru bordo.) Do tego obniżka, przecież jest Black Friday, i darmowa dostawa do zamówień powyżej 50 dolarów.

Szukam Crimson Joy. Mojego rozmiaru, czyli XL nie ma i wiem, że nie będzie, a już na pewno nie teraz. Pamiętam tylko jedną sytuację kiedy dorobili dodatkowe egzemplarze miesięcznego Flexi – tak było popularne – i od tego czasu niektóre z nich pojawiają się później w regularnej sprzedaży. (Tak dostałam swoje wymarzone Ruby’s Bouquet. Jest bordowe, rzecz jasna.) Ale nie wszystkie. Więc zdecydowałam, że kupię swój egzemplarz teraz. Na szczęście miałam odłożone na coś innego pieniądze (i dobrze, że nie kupiłam sobie tego wcześniej, sklep był zamknięty! :)) więc mogłam zmienić plany i przeznaczyć tę kwotę na Flexi.

Wracamy do rozmiaru. XL nie ma, z trzech największych jest albo Mega albo L. (A w tej chwili wyprzedane są już wszystkie.) Wiem, że L mogę nosić, mam trzy z pierwszych zakupów sprzed kilku lat i jeśli odpowiednio upnę koczek, L spokojnie się zapnie. Przy Flexi8 i koczkach jest naprawdę dużo możliwości, mnie zdarza się, że na bardzo odstających koczkach (różne rodzaje wychodzą różnie zależnie od dnia) XL się ledwo dopina. A czasem jest luźne. Nie wiem jak przebiegł mój skomplikowany proces myślowy. Wiedziałam ze zdjęć i filmów, że Flexi Mega jest ogromne, różnica między nim a XL jest duża. Wiedziałam, że noszą je dziewczyn, które mają dwa razy więcej włosów niż ja, albo mają je do kolan. I kliknęłam. Bo wyprzedaż była do północy (tamtejszego czasu, wystarczyło na spokojnie policzyć i mogłabym się dłużej zastanowić…), bo zostało mało egzemplarzy, bo może na większych koczkach Mega będzie dobre i będę miała na przyszłość.

Czytałam nie raz posty dziewczyn, które albo przypadkowo albo z rozmysłem zamówiły większe Flexi „na przyszłość” i bardzo żałowały. Mniejsze zawsze się da jakoś założyć, można zrobić koczek z części włosów a resztę zapleść i owinąć wokół. Większe będzie spadało i koniec.

Moje spada, i koniec. Nawet na największym, najbardziej odstającym koczku. Nie mogę nic zrobić. Teoretycznie mogłabym je zapinać na koku na skarpetce tylko jako ozdobę, ale jakkolwiek bardzo kocham wygląd tej fryzury, koczek paskudnie łamie mi końcówki. Do tego z Flexi wygląda dziwnie. Jest też paranda (wplatanie muliny we włosy) ale to generalnie nie jest mój styl a mulina do eleganckiej klamry nie pasuje. Chyba nie ma rozwiązania. Do celu, jeśli chodzi o długość, brakuje mi tylko 10 cm. Zagęszczę końcówki (pewnie za jakieś dwa lata) ale wiem, że nawet wtedy moje włosy nie będą wymagały Flexi Mega. Ono idealnie pasuje na koczek z wypełniaczem, który jest ponad dwa razy większy od mojego „zwykłego”. Czyli musiałabym mieć dwa razy więcej włosów a to się nie stanie. (Chyba, że zapuszczę je do kolan czego od dawna nie planuję.) Przeskok między XL a Mega jest naprawdę wielki.



Tyle problemów z rejestracją (trzeba mieć konsultantkę, której ja mieszkając w Polsce absolutnie nie posiadam), takie szalone zakupy, tyle czekania, tyle maili, tyle martwienia się o adres (formularz na stronie LillaRose wymaga wybrania stanu, na liście są większe polskie miasta i chociaż moje było, pojawił się inny problem: formularz wygenerował z nazwy miasta sztuczny, nieistniejący w praktyce kod stanu), tyle śledzenia drogi przesyłki po USA (później tracking się urywa), tyle patrzenia codziennie na zdjęcie Flexi na stronie, przyszło ekstremalnie szybko, jest prześliczne i nie mogę go używać.

To całkowicie moja wina. Mogłam wziąć mniejszy rozmiar. Choć L nie jest idealne jak XL, mogłabym go bez większych problemów używać. Mogłam wybrać zamówienie indywidualne ze środkiem Crimson Joy i innymi koralikami (okrągłe podobałyby mi się bardziej) w rozmiarze XL. Mogłam zapytać konsultantów na Facebooku czy mają Crimson Joy XL. Nie wiem dlaczego pomyślałam, że skoro XL jest czasem prawie za małe, to Mega będzie niby za duże ale da się nosić. Że końcowy zakres XL pokryje się z początkowym Mega i przy odpowiednim ułożeniu włosów będę mogła je nosić. Przecież wiedziałam, że przeskok jest wyjątkowo duży.

Kiedy już mam oba rozmiary widzę dość znaczącą różnicę w budowie. Mniejsze Flexi kiedy są płaskie brzegiem ósemki już sięgają szpilki. Przez to wystarczy włożyć między ósemkę a szpilkę chociaż trochę włosów i już tworzy się łuk, brzeg ósemki podciąga się wzdłuż szpilki i klamra jest zamknięta. W rozmiarze Mega przy płaskim Flexi szpilka nie sięga do brzegu ósemki. Żeby zahaczyć brzeg choćby o początek szpili, o pierwsze z trzech wgłębień, trzeba dość mocno wygiąć ósemkę, tworząc spory łuk w który musi wejść dość dużo włosów, żeby go utrzymać, to znaczy wypychać ósemkę w łuk żeby jej brzeg naciskał na szpilę – żeby spinka się nie otwierała. Mój koczek jest tak mały, że łuku nie wypełnia, spinka nie zamyka się nawet na pierwsze wgłębienie.

Jestem zadowolona z pozostałych dwóch spinek (XL): przywróconej na wyprzedaż limitowanej spinki z czerwca, o której wcześniej nawet nie wiedziałam: Calla Lily (dziarsko dzierżyłam w dłoni kalie na ślubie, więc pięknie mi się kojarzą) i Paw Print. Kocham pandy i pomyślałam, że jedną spinkę mogę mieć taką zabawną, choć zazwyczaj wybieram klasyczne. Ale radość psuje nieudany zakup Mega. Po pierwsze, to moja głupota. Po drugie, to miała być wyjątkowa spinka.






Próbuję wymienić Crimson Joy Mega na LongHairCommunity. Już zniknęło ze sklepu, więc może ktoś będzie jeszcze chciał je dostać. Chciałabym XL, ewentualnie L, albo inną limitowaną spinkę, Emerald Dream (również XL albo L). Jeśli nikt się nie zgłosi, będę musiała zastanowić się co dalej. Jeżeli zdecyduję się na zwrot, muszę to zrobić w określonym terminie. Wymagana paczka z opcją śledzenia przesyłki do USA będzie kosztowała tyle, że kiedy dostanę zwrot za produkt wyjdę na zero. Będę bez pieniędzy i bez spinki. Ewentualnie wyślę Flexi i poproszę o przełożenie środka na inną spinkę z czerwonymi koralikami. Zapłacę dwa razy za wysyłkę i za kolejną spinkę. Nie wiem czy to rozsądne. Po tym jak spróbowałam zapiąć Flexi na koczku z wypełniaczem wiem, że nigdy nie będę miała tylu włosów, żeby je nosić.


Flexi na koczku z wypełniaczem nie wygląda dobrze. Poniżej sam kok. Choćby nie wiem co, nie będę miała tylu włosów.







Wiem, że możecie pomyśleć, że przesadzam i przeżywam. Ale dla mnie to ważne. Po pierwsze, zakupy zza oceanu, przyprawione Pocztą Polską i nie zawsze poprawnie wydrukowanymi polskimi znakami w nazwisku i adresie pochłaniają trochę uwagi. Po drugie, to nie są kwoty, których stratę przyjęłabym bez mrugnięcia okiem. A właściwie teraz straciłam niecałe 30 dolarów. Mam spinkę, na którą mogę tylko patrzeć. Po trzecie, Flexi są cudowne i chcę je mieć. Bardzo mi na nich zależy. Nie robię wielu zakupów a już zwłaszcza nie kupuję często akcesoriów do włosów (a to moje największe hobby, i włosy i ozdoby), więc każda rzecz, którą kupuję jest ważna. A to nie jest jakiekolwiek Flexi. Miało być wyjątkowe, najbardziej wyczekiwane w tym zamówieniu i jedno z dwóch ulubionych spośród piętnastu.

Jeszcze raz podkreślę, że kłopot jest całkowicie moją winą. Generalnie pomimo kilku problemów technicznych zakupy wcześniej na Flexi8 a teraz na LillaRose są łatwe i przyjemne, wszystko da się rozwiązać, obsługa jest niesamowicie pomocna, tak po amerykańsku :) Bardzo im zależy żeby klient był zadowolony, podchodzą do każdego zamówienia indywidualnie, zawsze ma się kontakt z człowiekiem, to nie tylko automatyczne maile informujące o statusie zamówienia. Same spinki również polecam najbardziej na świecie. Nic się z nimi nie może równać, jeśli chodzi o upinanie włosów, do tego są przepiękne. W kwestii wyboru rozmiaru, sugeruję wziąć trochę większy niż ten, który wyznacza ich tabela. (Ja według niej powinnam nosić M, a przecież idealne dla mnie jest o dwa rozmiary większe XL.) Tylko bez przesady. Nie Mega. 

Tutaj możecie zobaczyć moje pozostałe dwanaście spinek.

Komentarze

  1. Ta z czerwonym oczkiem podoba mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu, przykro mi, że tak wyszło. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja największa porażka zakupowa w życiu chyba. Nic wcześniej nie było takie kiepskie, żadne buty, ubrania, kosmetyki, jedzenie... Nic. Także wow. Zapamiętam ten dzień. :(

      Usuń
    2. Kurde, naprawdę mi przykro. :( Nawet nie wiem, jak Cię pocieszyć, chociaż tak naprawdę nic co bym powiedziała nie polepszy Twojego samopoczucia... :/

      Usuń
    3. Samo zrozumienie mi pomaga. Serio. Świadomość tego, że przeczytałaś posta i chce Ci się jakoś mi pomóc.

      Usuń
  3. Moje Flexi to wielkie rozczarowanie. Dobra, są śliczne, ale poza tym nie nadają się do noszenia... Teoretycznie rozmiar M powinien być dla mnie za duży, a jest za mały, większość koczków się w nim nie mieści, flexi bardzo ciągnie mi część włosów a inne wiszą luźne, upięcie ciągle się przekrzywia, spinka nie daje się zapiąć na środku upięcia tylko gdzieś w 1/3, a pozostałe 2/3 koka odstaje luźno od głowy i po jakimś czasie się rozpada. Próba zrobienia jakiegokolwiek upięcia z flexi jest dla mnie katorgą, ostatnio spędziłam 40 minut próbując zrobić jakiekolwiek upięcie i żadne mi nie wyszło. Nie wiem, może to ja po prostu nie umiem używać flexi, ale czuję że wydałam kupę forsy na coś, co może i jest ładne, ale i totalnie nieużyteczne. Filmiki na stronie Lilla rose z upięciami wydawały się banalnie proste, w rzeczywistości żadnego nie udało mi się wykonać bo zawsze są bardzo niewygodne, krzywe, lub się rozlatują. Od zakupu nosiłam te spinki w sumie kilka razy, i to nie przez cały dzień a raptem przez parę godzin bo dłużej nie byłam w stanie wytrzymać. Tak że moje flexi leżą na dnie pudełka ze spinkami i wkurzają mnie samym swoim widokiem. Strasznie mi przykro że tak wyszło, bo są naprawdę ładne i liczyłam że będę często je nosić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że z tym żeby komuś kompletnie upięcia nie wychodziły, żadne, jeszcze się nie spotkałam. Czy to coś znaczy? :D Czego próbowałaś? (Poza fryzurami ze strony.) Umiesz zwobić Lazy Wrap Bun albo Nautilus Bun?

      Usuń
    2. Do Nautilusa mam dwie lewe ręce, teoretycznie powinien trzymać się sam bez żadnych spinek a u mnie zazwyczaj do godziny się rozpada. Gdy miałam dłuższe włosy i bardziej przerzedzone końcówki trzymał się dłużej, i teraz sądzę że po prostu muszę mieć nieco dłuższe włosy bo obecna długość jest "na styk". Spięcie go flexi w niczym nie pomaga, rozpada się tak samo szybko i spinka zawsze się po jakimś czasie przekrzywia ( tak jakby kok mi się "rozkręcał). Dodam jeszcze że ten kok musi być u mnie bardzo zbity i ciasny żeby wgl wyszedł. Nieco luźniejsza opcja nie wchodzi w grę bo zaraz wylatują z niej końcówki i wygląda brzydko, po czym się rozpada.
      Na lazy wrap bunie flexi albo się nie zamyka ( jeśli chcę objąć całego), albo kok się szybko rozpada.
      Ogólnie czego bym nie próbowała, to zawsze ciągnie, jest krzywe albo się nie trzyma kupy. A wcale nie mam mega gęstych i śliskich włosów nad którymi nie można zapanować, wręcz przeciwnie.

      Usuń
    3. Nautilus NIE powinien się trzymać bez niczego. To znaczy jak komuś się udaje to super ale jak nie, to nie znaczy że nie umie a kok przestaje być Nautilusem jak się go upnie. Wiem, ze jako taki zrobił się popularny po wpisie Anwen, która wstawiła film gdzie Nautilus był akurat pokazany jako kok bez spinek z założenia, ale tak naprawdę w większości instrukcji i opisów tak nie jest. Po prostu przypadkiem akurat ta autorka traktuje go jako koczek bez spinek.

      Co do rozkręcania... Ja nigdy nie noszę koków bez wsuwki, bo to oczywiste, że się rozpadną podczas długiego dnia pełnego chodzenia. Także to nie powód, żeby narzekać ;)

      Wydaje mi się, że serio masz dużo za mały rozmiar. Nie możesz już pewnie zwrócić...? :(

      Usuń
    4. KittyBird (http://kittybirdsjourney.blogspot.com/) ma włosy mega grube, kilkanaście centymetrów w obwodzie, i za biodra. Nosi rozmiary od L (!) do Mega. Przy mniejszych po prostu robi koka z części włosów a resztę owija wokół. W ten sposób nie trzeba nagle wyprzedawać wszystkich starszych, już za małych Flexi kiedy włosy urosną i wymieniać ich na XL albo XXL.

      http://kittybirdsjourney.blogspot.com/p/hairtoy-action-pictures.html

      Skoro tyle włosów można utrzymać, Ty też powinnaś dać radę ;)

      Usuń
    5. Czyli wina leży po mojej stronie... Wiesz, jakoś tak zawsze słyszałam że flexi jest tak wspaniałe że poza nim nie trzeba już żadnych innych spinek. W tutorialach też każda fryzura trzymała się tylko z flexi. A jeśli dodam do tego wsuwki, to flexi stanie się "tylko" ozdobą.
      Na zwrot spinek już pewnie za późno, poza tym zamówieniem i płatnością zajmowała się Ola. Zresztą, wątpię żeby to się opłacało, jedno z moich flexi było tym gratisowym. Muszę się nauczyć radzić sobie z tym co mam, chętnie wypróbowałabym większy rozmiar ale zamówienie spinki tylko po to żeby sprawdzić, czy aby nie będzie lepsza to zbyt droga impreza jak dla mnie.

      Usuń
    6. Btw widziałam kiedyś na LHC jak ktoś rozbierał flexi i dodawał swoje koraliki. Sądzę że z Twoją spinką (posiadając odpowiednie narzędzia) można by zrobić dokładnie to samo - odczepić środek, zdjąć koraliki, skrócić druciki, nałożyć część koralików z powrotem i przyspawać/przykleić środek środek. Szkoda żeby taka ładna spinka się marnowała.

      Usuń
    7. W tutorialach to wiesz... Nigdy nie wiadomo czy dziewczyny faktycznie chodzą z tym co pokazują cały dzień :D A tak na poważnie, wiem, że wielu, wielu osobom koki trzymają się bez wsuwki. Ja tego od Flexi nie wymagałam i nie wymagam, więc nie jestem rozczarowana. Jedna wsuwka fryzury mi nie utrzyma, a nawet gdyby tak było, Flexi wygląda tak, że może być tylko ozdobą :) Nosiłabym tak to wielkie, z wypełniaczem, gdyby dobrze wyglądało. Chociaż do pewnego stopnia wymagam od rzeczy, żeby działały od podstaw a nie po ulepszeniu. Tylko że , właśnie, ustalmy podstawy. Dla mnie podstawą przy Flexi jest ta jedna wsuwka. Co innego gdybym musiała normalnie upinać koka kilkoma i wtedy dodawać Flexi. Byłabym zła że nie działa tak jak powinno, ale z czasem pewnie zmieniłabym tok myślenia i traktowałabym je jako ozdoby a nie coś, co trzyma fryzurę.

      Zastanawialam się już nas kombinowaniem, ale nie mam umiejętności ani narzędzi. Chociaż jak zagadam do taty, może zaryzykuję :)

      Usuń
    8. Gabrysia, a może ty chcesz sprzedać swoją flexi? Widziałam na twoim blogu opis i wybrałaś sobie bardzo ładne egzemplarze.

      j.

      Usuń
    9. Popróbowałam i jednak się da! I to bez wsuwek, o dziwo.
      http://i57.tinypic.com/2uhobbn.jpg
      Teraz muszę znaleźć jeszcze czapkę pod którą tego koczka zmieszczę.

      Anonimowy - nie sprzedaję moich flexi, co to to nie. Moja mama by mi tego nie wybaczyła =)

      Usuń
    10. szkoda, ale zawsze warto spróbować :)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzedaż też wpisałam w posta, ale wątpię, że znajdą się chętni... Kto chciał ten już ma, Mini i Mega zostawały dostępne najdłużej.

      Ja panikowałam dość mocno przy pierwszym zamówieniu. I do dzisiaj to dla mnie dość egzotyczne kiedy przybywają rzeczy ze Stanów, materializuje mi się w domu coś, na co patrzyłam godzinami w Internecie :)

      Usuń
    2. Mam to samo, tyle że z instrumentami :) Życzę powodzenia tak czy siak, szkoda żeby taka ładna spinka się nie przydała :)

      Usuń
    3. Jak przyniosłam do domu flet też nie wierzyłam, że jest "tutaj i prawdziwy!" <3

      Usuń
  5. A może spróbuj po prostu sprzedać, skoro w innej sytuacji masz wyjść na zero? Tak to odzyskać chociaż jakąś częśc pieniędzy. W Polsce pewnie raczej się nie uda, ale za granicą? Tam na pewno będą chętne osoby, zwłaszcza, że piszesz, że to edycja limitowana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mi przykro ze zakup nieudany :( Najgorzej jak czlowiek cos sobie wymarzy, czeka, wyobraza sobie jak to cudownie bedzie a potem d...a :/
    Na twoim miejscu probowalabym sprzedac na allegro, ebayu. Lub szukala kogos zmyslnego kto by mi to cudo zmniejszyl, jak pisala Gabrysia- wyjac czesc koralikow i na nowo spoic. Moze jakis jubiler, moze ktos kto sie zajmuje produkcja bizuterii (duzo jest teraz takich firm produkujacych bizuterie handmade), rozejrzyj sie dookola. Oplacanie kosztow wysylki w ta i z powrotem jest bez sensu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Intensywnie rozmyślam nad kombinowaniem. Plułabym sobie w brodę gdybym wypuścila spinkę z rąk i za chwilę odkryła że mogłam ją łatwo zmniejszyć...

      Usuń
  7. Wystaw na allegro albo na tablicy i daj tu linka, idę o zakład, że się sprzeda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym może wcale nie być aż tak łatwo. Spinka jest ogromna, trzeba mieć takiego koczka jak mój na wypełniaczu żeby ją założyć. Stosunkowo niewiele osób w Polsce ma tyle włosów a jak widać po blogosferze raczej siedzą w ukryciu, nie ma zorganizowanej społeczności jak za granicą gdzie co chwila są zjazdy długowłosych. Więc niekoniecznie na siebie trafimy. Cena też robi swoje :)

      Usuń
  8. Współczuję nieudanych zakupów, zwłaszcza, że to tyle kasy. Ja się wkurzam jak odżywka chociażby za 10 zł okaże się bublem ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Wprawdzie totalnie się na tym nie znam, ale może jest szansa, że zaniesiesz do złotnika i Ci zmniejszy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, aż pójdę. Zamiast siedzieć i rozpaczać. I żeby później nie żałować.

      Usuń
  10. Podoba mi się środkowa spinka. Mam nadzieje, że uda Ci się ją zmniejszyć/odsprzedać itd. Dla mnie byłaby pewnie za duża :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Idź do kogoś, kto zajmuje się metalami albo wyrobem biżeterii hand- made, na pewno coś poradzą i zmniejszą, głowa do góry :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć Hernietto
    jeśli nadal masz tę mega flexi i chcesz się jej pozbyć to skontaktuj się ze mną. Zastanawiałam się nad crimson joy, ale w końcu nie chciałam kupować jednej flexi, bo przesyłka itp, a ja mam na celowniku warkocz do kolan, więc to może nie być wcale głupi pomysł.
    mój mail: dlugowlosa.flo@gmail.com
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      niestety już jej nie mam, sprzedałam ją od razu te dwa lata temu. Ale z Lilla Rose 1 spinkę opłaca się kupić. Kiedyś wysyłka to było 7 dolarów, teraz jeśli dobrze pamiętam są nawet 4 :) Taniej niż niektóre polskie zamówienia ;)

      Usuń

Prześlij komentarz