Mgiełka Gliss Kur Oil Nutritive

... czyli Henri i silikony w wersji „bez spłukiwania” na całej długości włosów.

Silikonowa historia w pigułce: przed zachorowaniem na miłość do włosów używałam głównie produktów Pantene i Gliss Kur. Choroba dopadła mnie, kiedy na wannie stał właśnie szampon i balsam tej drugiej firmy. Już po kilku dniach czytania trafiłam na informacje o tym, jakie to silikony są okropne, bo sztucznie poprawiają wygląd włosów, więc nie warto ich używać, to oszustwo, natychmiast przestań. Przestałam. Pożegnałam się z nimi na długo. Przez ten czas włosy wyglądały kiepsko (również z powodu braku nawilżania, olejowania i tak dalej) a ja miałam dość mocno ograniczony wybór jeśli chodzi o odżywki, bo czytając składy większości trafiałam na silikon. Zaczęło mnie to denerwować, w końcu po nadmiarze przemyśleń (tradycyjnie ;)) do silikonów w maskach i odżywkach wróciłam, unikam ich w szamponach. Długo byłam też przeciwna zabezpieczaniu końcówek. Nie wierzyłam w zabezpieczanie, myślałam, że to tylko przykrywanie zniszczeń. Teraz jestem bardzo wdzięczna AndZebraStripes za zmianę mojego nastawienia. Silikonowe serum nakładane po myciu na końcówki to jedna z najlepszych rzeczy w mojej pielęgnacji włosów. Tyle zmieniło! Moje uprzedzenie było rekordowo bezsensowne. Odkąd używam serum, moje końcówki zachowują prostą linię cięcia przez trzy miesiące. Wcześniej były nierówne już po miesiącu, a przez kolejne dwa – do następnego podcięcia – plątały się, nawet wiązały się w supełki. Wolę nie zastanawiać się ile czasu przez to straciłam i o ile bliżej linii zdrowych włosów byłabym dziś, gdybym przekonała się do serum wcześniej.

Ciągle jednak nie mogłam zdecydować się na używanie silikonów bez spłukiwania na całej długości. To mało racjonalne, w końcu część z tych zawartych w maskach i odżywkach i tak zostaje na włosach nawet po spłukaniu produktu. Opieranie się przed dołożeniem kolejnej porcji nie jest logiczne. A jednak, niestety, siedziały we mnie stare przekonania. Chociaż nie należę do osób, których włosy po użyciu silikonów robią się suche, sztywne i „plastikowe” i wiem, że blokowanie dostępu substancjom odżywczym jest mitem, bałam się. Bałam się tego, że to faktycznie oszustwo, że włosy będą wyglądały świetnie a w rzeczywistości będą w średnim stanie.

Kontrargumenty wyglądały tak: przecież dbam o włosy tak intensywnie, jak się da a kiedy zacznę używać silikonowej odżywki bez spłukiwania przecież nie przestanę. Olejuję, nawilżam, obchodzę się z nimi delikatnie. Nie zaczną się bardziej niszczyć, będzie się robiło coraz lepiej tak, jak do tej pory. Ach, właśnie. Afera powstała dlatego, że włosów nie oczyszczam. Do tej pory (używając silikonów w maskach i odżywkach) nigdy nie widziałam oznak obciążenia, oczyszczałam włosy dla zasady (błąd!) i zawsze kończyło się to bardzo źle, z przesuszeniem walczyłam długo. Oczyszczanie nie sprowadzało moich włosów do zera, sprowadzało je dużo niżej (jest ogromna różnica między oczyszczeniem a zostawieniem „czystych” włosów, bez oleju czy odżywki). W końcu uznałam, że nie warto i przestałam oczyszczać włosy. Zastanawiając się nad odżywką b/s pomyślałam, że wybrana przeze mnie mgiełka Gliss Kur ma jeden silikon odparowujący z włosów i jeden usuwalny łagodnym szamponem (jeśli wierzyć klasyfikacjom). Tych niżej w składzie nie liczę, musi ich być naprawdę mało. Jeśli będę widziała oznaki obciążenia, mogę delikatnie umyć długość szamponem bez siarczanów i to będzie moje oczyszczanie. Czyli: o ile w ogóle będę musiała oczyszczać włosy, nie będzie to powrót do szamponu ze SLeS.

Poza tym, najwyraźniej odżywki bez spłukiwania potrzebuję, z tego samego powodu, dla którego wróciłam do suszarki: moje włosy tuż po wyschnięciu wyglądają naprawdę źle. Poza problemem z wyglądem włosów tuż po myciu, do zastanowienia się nad tym czy tego typu odżywki to faktycznie samo zło zainspirował mnie ten post Abe. Może przy takiej długości włosy potrzebują tego typu ochrony? Silikonowe serum do końcówek jest w końcu przecudowne. A więc wybieramy! Joanna Naturia ze względu na alkohol izopropylowy odpada. Bardzo lubię odżywkę Intensywne Wygładzanie Ziaji, szukałam jednak jeszcze czegoś. Padło właśnie na mgiełkę Gliss Kur, ale musiałam długo zastanawiać się nad silikonami, bo jest ich dużo więcej niż w Ziaji. Uznałam w końcu, że czas przestać myśleć o ich używaniu jako o oszukiwaniu. Do tego odżywka wyglądała na bardziej olejową niż Ziaja. Jasne, że i tak większość działania to silikony. Ale, tak jak w przypadku serum do końcówek, skoro mogę jeszcze mieć w produkcie oleje, chcę je mieć. Oczekuję od tej odżywki – tak jak od serum – zabezpieczenia i dociążenia a nie nawilżenia czy odżywienia. Głównie. Ale jeśli oleje mogą zrobić coś dobrego, chcę mieć je w składach swoich produktów zabezpieczających. (Chociaż nie jest to zawsze konieczne: skoro jeden produkt ma ich dużo {Gliss Kur}, drugi nie musi {Ziaja}.) Z czasem, w praktyce okazało się, że to dobry wybór i różnica między serum silikonowym a silikonowo-olejowym jest. Swoją drogą, moje ulubione serum to też Gliss Kur.

W końcu udało mi się przekonać samą siebie, że ciemna strona odżywki nie jest aż tak ciemna ;) Silikony przy moim typie włosów to w ogóle dobry pomysł, a te dwa tutaj w razie nadmiaru będą łatwe do usunięcia. Zostało tylko cieszyć się z bardzo olejowej, dalszej części składu.

Tyle rozważań! Taki dylemat moralny! Może wreszcie czas na recenzję? ;)




Jakiś czas temu w Rossmannie ta mgiełka miała plakietkę „cena na do widzenia”. Chociaż wtedy nie myślałam, że do niej wrócę, zrobiło mi się jakoś żal. Cały czas pamiętałam dobry skład i świetne recenzje, zastanawiałam się, dlaczego produkt jest wycofywany. Okazało się na szczęście, że to dotyczy to tylko Rossmanna. W innych miejscach produkt bez problemu można wciąż dostać za kilkanaście złotych. Średnia cena to jakieś 17 zł, w promocji około 10 zł. W porządku jak na 200 ml wydajnej odżywki. Butelka jest wygodna, spray (najlepszy jaki znam) idealnie współpracuje z konsystencją, faktycznie tworząc mgiełkę. A ja siedzę i wącham, nawet teraz ;) Dopiero załapałam, że ten zapach to brzoskwinia. Nie przepadam za sztuczną brzoskwinią, ale mgiełka jest wyjątkiem.

Rzut oka na obietnice producenta: odżywka jest przeznaczona do włosów długich o rozdwajających się końcówkach. Ma regenerować i restrukturyzować włosy. Tajemniczą restrukturyzację pomińmy ;) Co do regeneracji… Może nie aż tak dosłownie, ale jeśli olejów w jest sporo, powinny (na dużo mniejszą skalę) dać nam to, co olejowanie: wygładzenie, blask, wzmocnienie. Dalej jest ułatwione rozczesywanie. Z taką ilością silikonów? Jasne, że tak! :) I obniżone o 95% rozdwajanie się końcówek. Cóż, skoro serum może tak działać (moje końce akurat się nie rozdwajają, ale wspominałam o dawnym intensywnym wykruszaniu) to odżywka też ma tu szansę zadziałać. Mniejszą, bo najwięcej jest w niej wody. Ale, moim zdaniem, szansę ma. Płynna keratyna ma naprawiać uszkodzenia w strukturze włosa. Proteiny faktycznie mają zdolność tymczasowego wypełniania ubytków, jednak ja tej mgiełki jako proteinowej nie traktuję, bo też nie działa ona tak jak na przykład typowa proteinowa maska, nawet w małym stopniu. (Ale to nic, bo nie po to ją kupiłam.) Za to pamiętam, że kiedy jej ostatnio używałam (jakieś sześć lat temu) podkreślała mi fale. Może było w niej wtedy więcej protein?

Skład: Aqua, Cyclomethicone, Phenyl Trimethicone, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Keratin, Dimethiconol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Lactic Acid, Polyquaternium-16, Cetrimonium Chloride, Parfum, Sodium Benzoate, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Geraniol, Phenoxyethanol, CI 15985, CI 47005

Na stronie producenta jest nieaktualny, ten przepisałam ze swojej butelki.

Zaznaczyłam składniki, które lubię. Gliss Kur w wielu produktach (maski, sera, odżywki) ma podobny, świetny z resztą zestaw olejów. Tu mamy olej arganowy, olej makadamia, oliwę z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek moreli, olej z maruli, olej sezamowy. Podobnie jak w serum Ultimate Color (♥) części z nich próbowałam w czystej formie, część znam jako bazy mieszanek olejowych, moje włosy większość bardzo lubią bądź kochają miłością szaloną. Nie znam tylko oleju z maruli (jest w serum Ultimate Color ale w takiej formie nie mogę o nim nic powiedzieć), a sezamowego nie lubię, ale w mieszance, zwłaszcza o silikonowej bazie, nie ma to znaczenia. To też sprawdziłam na przykładzie serum ;)

A teraz działanie. Kiedy trafię na kiepską odżywkę lub maskę i trudniej mi przesunąć palcami przez włosy (typowych splątań na szczęście nie mam), mgiełka faktycznie to ułatwia. Poprawia też wygląd włosów, sprawdzałam to właśnie z nietrafioną maską aplikując tę odżywkę na połowę pasm. Różnica była widoczna – więcej blasku i wyraźna gładkość, włosy były też śliskie w dotyku, bardziej dociążone. Na tej samej zasadzie poprawia wygląd włosów tuż po wyschnięciu czy wysuszeniu. Już nie muszę czekać przez całe popołudnie czy wieczór i do rana aż włosy się wygładzą. (Bo do tej pory, jak pokazywałam Wam w linkowanym wyżej poście, moje włosy tuż po myciu wyglądały naprawdę bardzo źle nawet po najlepszych połączeniach produktowych, po których następnego dnia wyglądały świetnie.) Odżywka sprawdza się też nakładana na suche włosy, użyta w taki sposób w nadmiarze potrafi je jednak skleić i usztywnić. Użyta w idealnej ilości działa jednak cuda. Pewnego razu użyłam o tyle za dużo protein, że nawet dobę po myciu spodnia warstwa włosów była napuszona i drobniutko falowana – typowe u mnie oznaki przeproteinowania. Nałożyłam odrobinę odżywki Gliss Kur, tyle, że włosy nawet nie były wyczuwalnie wilgotne, i zaplotłam je na jakieś pół godziny w luźny warkocz. Kiedy go rozplotłam, spodnia warstwa włosów wyglądała lepiej niż wierzchnia! ;) (Która zawsze jest dużo gładsza i bardziej błyszcząca.)

Wracając do możliwego sklejenia włosów – tak samo jest przy aplikacji na mokro. Jeśli przesadzę, włosy są nie tyle wizualnie obciążone, co klejące w dotyku i trudne do przeczesania. Na początku bałam się, że po prostu tak reagują na silikony w tej formie. Myślałam, że jednak silikonowa odżywka b/s nie jest dla mnie. Okazało się jednak, że wystarczy jej nakładać mniej (choć i tak nakładałam mało). Optymalna dla mnie ilość to 2-3 porcje na każdą połowę włosów.

Przyszedł mi też do głowy pewien prosty test. Zaaplikowałam mgiełkę na dłoń i poczekałam, aż wyschnie, a schła dużo dłużej niż woda ;) Ale nie zostawiła na skórze klejącej, silikonowo śliskiej warstewki, takiej jaka zostaje na dłoniach po nałożeniu serum. Czyli mgiełka wcale nie jest ciężka :) Skóra była pokryta delikatnym filmem, ale…bardziej olejowym niż silikonowym.

Dzięki niej przekonałam się do takiej silikonowej, lżejszej ochrony długości tak samo jak było w przypadku serum na końcówki :) Po jakimś czasie ustaliłam, że od odżywek oczekuję głównie zabezpieczania i zatrzymywania wody, oraz dociążania i wygładzania. A pielęgnacją zajmują się inne produkty. Chcę, żeby odżywki poza silikonami miały oleje, skoro jest taka możliwość i mogę dostać minimum pielęgnacji, ale nie jest to główny cel ich używania. Nie wymagam już ciężkich, odżywczych składów.

Komentarze

  1. Też panicznie bałam się silikonów, miałam w swoim włosowym życiu okres, że wyrzuciłam je całkowicie z pielęgnacji. Moje włosy prezentowały się wtedy źle, wizualnie i w dotyku były fatalne, oczywiście ciągle eksperymentowanie i poszukiwanie właściwej pielęgnacji robiły swoje, ale niezapewnienie włosom silikonowej ochrony zwłaszcza zimą na pewno miało wpływ na ich niszczenie. Powoli zaczynam doceniać silikony. Tez mam mgielke z gliss kura, ale tą różową. Musze przyznać, że włosy wyglądają po niej pięknie, ale łatwo je obciążyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagonka na silikony sporo namieszała. Chyba dotarła do większości osób, sporo się przejęło, i mamy takie niesilikonowe dziury w pielęgnacji. U mnie to po prostu była strata czasu, mogłam zacząć dbać dobrze o włosy o tyle wcześniej!

      Usuń
  2. Uff długi wstęp do tej recenzji ;) Ja próbowałam używać kosmetyków naturalnych do włosów, zwłaszcza dlatego że mam wrażliwą skórę głowy i łatwo u mnie o łupież, ale powiem szczerze to tylko zaszkodziło moim włosom. Wyglądały dużo gorzej a swędzenie tylko się nasilało, także już dawno dałam sobie spokój. Od ponad pół roku używam tej odzywki w wersjii fioletowej dla włosów cienkich i u mnie nie ma efektu sklejonych włosów (psikam 5-6 razy na włosy średniej długości). Zastanawiam się teraz jaką wersję kupić jak już skończy się moja, ale tej Twojej troszkę się boję, bo coś czuję, że może obciążyć moje bardzo cienkie włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łał! :) 5-6 razy i nie obciąża. Moje włosy są definitywnie niepodatne na obciążanie, więc wychodzi na to, że na odżywka jest wyjątkowo ciężka, jak na mgiełkę oczywiście ;)

      Usuń
    2. Dla mnie ta mgiełka(z recenzji) była lekka, spokojnie mogłam psikać włosy większą ilością niż 5-6 naciśnięć pompki. Jednak moje włosy przyjmą wszystko :D Co do odżywek b/s to większość jest dla mnie za lekka. Jednak lubiłam fito-sprej kalina i sprej lady spa z kaszmirem.

      Usuń
  3. Ja tam ogólnie silikonów sie nie boje, jednak czesto te w odżywkach bez spłukiwania sklejają mi tak dziwnie włosy. Dlatego od jakiegoś już czasu sama sobie tworze taką mgiełke :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama nie potrafię się do nich ustosunkować. Niby pomagają, a z drugiej strony mam już na tyle zdrowe włosy, że bez odżywek nie mam z nimi żadnych problemów. Czasem mam też wrażenie, że po dłuższym czasie bez maseczek i odżywek moje włosy traca przy tych mgiełkach na połysku. Zużyłam 3 buteleczki i dalej nie umiem nic o nich powiedzieć ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. A ten nowy fioletowy Biovax na podobnej zasadzie kupiłaś? Bo własnie nie wiem na który się zdecydować - czy tamten czy tego Gliss Kura, ale jakby Biovax miał podobne działanie, to chyba bym się na niego skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yes :) Od fioletowego chciałabym dokładnie tego samego, co daje Gliss Kur. Plus może trochę nawilżenia? Ale jeszcze go nie próbowałam.

      Usuń
  6. A ja dalej się boję silikonów w psikance na długość. Ale no...jak Ty się przekonałaś do tego to może i na mnie pora? :D Zwłaszcza, że zima idzie to i dodatkowa ochrona się przyda.
    Ale jak tu psikając się takim silikonem ocenić działanie odżywki czy maski na włosy :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tym właśnie długo polegał mój problem. Poznając nowości rzucałam na długo wszystko. Przy maskach oleje i odżywki b/s, przy olejach maski... To jedyny sposób na rzetelną ocenę :(

      Usuń
  7. Mam ją obecnie na stanie. Kupiłam ją, gdy tylko skończyłam wersję Ultimate Oil Elixir. Oil Natrutive jest zdecydowanie lżejsza i choć ją lubię, to jej poprzedniczka lepiej chroniła/zabezpieczała włosy. Zostawiała tą taką otoczkę, dość mocno wyczuwalną przy dotykaniu włosów i chyba bardziej mi odpowiadała. Nie wyobrażam sobie już pielęgnacji włosów bez czegoś takiego psikającego :D Najchętniej nosiłabym ją cały czas w torebce, bo uratowała nie raz moją fryzurę. A na zimę trochę silikonu w takiej formie jest bardzo na plus! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aktualnie używam kuracji 19 składników (do spłukiwania) i jeśli nałożę właściwą ilość to po spłukaniu i wysuszeniu włosy wyglądają jak z reklamy. Jeśli odrobinę przesadzę i w dodatku nałożę na skórę to oprócz blasku i sypkości mam szybsze przetłuszczanie w pakiecie. A trudno mi znaleźć złoty środek, bo z jakiegoś powodu zawsze mi się wydaje, że nakładam za mało.
    Powoli mi się kończy odżywka w sprayu z Farmony i czas zainteresować się następcom. Myślę o jakimś Gliss Kurze w sprayu, ale innym niż Twój. Ten na 100% obciążył by mi włosy. Choć skład ma fajny na zimę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Od jakiegoś czasu o niej myślę, ale nie byłam pewna czy ją kupić. Teraz mnie przekonałaś :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wkradł Ci się błąd w piątej linijce :) "porodu" zamiast "powodu" ;)

    Nie miałam pojęcia że ta mgiełka ma olej arganowy! Skoro tak, muszę ją kupić, bo moje włosy go kochają :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię GLISS KUR za te odżywki, ale moją ulubioną jest jasnoróżowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No popatrz, a ja dopiero co też zakupiłam sobie mgiełkę z gliss kura. Psikam się nią namiętnie już drugie mycie, i między tymi myciami też. Może po jakimś czasie mi przejdzie, jeśli nie to zużyję ją bardzo szybko.
    Mam na głowie małe silikonowe królestwo. Właściwa pielęgnacja jest dla mnie chyba tylko "dla zasady", bo silikonowe serum i silikonowa maska robią dla moich włosów sto razy więcej niż ekstrakty i olejki. Wyprostujcie mnie na beczce i ukrzyżujcie =)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja cały czas używam silikony, a tą mgięłkę bardzo lubię. Uwielbiam jej zapach! :) Ta żółta wydaje mi się najlepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie w rossmannie ciągle jest dostępna :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dla mnie odżywki z Gliss Kur'a są obowiązkowe wieczorem- świetnie ułatwiają rozczesywanie nawet mocno splątanych włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. a mi te mgielki mocno obciazaja, ale moze powinnam jakas swojej corci kupic, jej wlosy m oge lycha oleju nasmarowac po nocy sladu nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Skład ma dość dobry. Ja obecnie nie używam silikonów, aby przedłużyć efekty keratynowego prostowania, ale pewnie wrócę do nich za miesiąc lub dwa :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mgiełką glisskur jestem wierna od lat szczerze je uwielbiam i zawsze mam w zapasie. Bez nich miałabym problem z rozczesaniem włosów. Tylko wersja z jedwabiem sprawdziła się u mnie nie najlepiej, pozostałe bardzo lubiłam szczególnie czarną

    OdpowiedzUsuń
  19. Ahhhh równo 2 lata temu dostałam tę oto mgiełkę w prezencie i od tamtej pory zaczęłam interesować się pielęgnacją włosów :) Jakbym "natknęła się" na nią za 9 zł, brałabym bez zastanowienia :D

    OdpowiedzUsuń
  20. A ja jestem do niej uprzedzona. Ogólnie mgiełki Gliss Kura lubię bardzo (miałam różową i fioletową), oprócz tej olejowej. Z oil nutrive miałam odżywkę, która strasznie obciążała mi włosy :(

    OdpowiedzUsuń
  21. Widziałam ją w Rossmannie. Cena na do widzenia nie oznacza chyba wycofania z oferty. Tylko w sumie nie wiem co:P W różnych Rossamannach są różne produkty w ramach tej promocji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w tych małych brakuje już miejsca :D

      Usuń
  22. Hej Henri :) Fajnie, że napisałaś o tej mgiełce, bo właśnie takiej szukam (doszłam tu od Twojego najnowszego postu o serum Gliss Kura :) Oczywiście w Stanach te linie są niedostępne, ale powoli rozpracowuję, co kto ma.

    Czy kiedykolwiek stosowałaś na długość włosów serum tylko z silikonami, bez olei? Jeszcze w Polsce kupiłam jedwab w płynie Biovaxu i mam wrażenie, że równie dobrze mogłabym nakładać na włosy wodę. Teraz nakładam je na olej, jako dodatkowy antyhumektant, więc jakoś się spisuje (choć efekt raczej przypisuję olejowi), ale po silikonach spodziewałam się czegoś więcej. Może sekret tkwi właśnie w tej mieszance olei z silikonami? A może ja nie lubię pantenolu (na piątym miejscu w serum)?

    U Anwen czytałam, że włosy suche (w przeciwieństwie do zniszczonych) nie za bardzo lubią silikony. Ciekawa teza. Faktem jest, że u mnie np. silikonowe kremy do rąk kompletnie się nie sprawdzają. Ponownie: równie dobrze mogłabym wcierać w ręce wodę; skóra momentalnie jest sucha. Wiadomo, że skóra a włosy to trochę coś innego, ale może trop dobry. Pokombinuję w każdym razie z jakimś bardziej oleistym serum silikonowym, gdy wykończę Biovaxa.

    PS. Olej z maruli to w Brazylii taki święty Graal na równi z olejem arganowym - podobno czysty jest świetny (wg znajomych: najlepszy) do twarzy. Niestety trudno dostępny, boom na niego jeszcze do nas widać nie dotarł. Może dotrze z czasem :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sto lat temu, przed świadomą pielęgnacją, używałam jedwabiu. Pamiętam Marion Silk, zło wcielone czyli Biosilk i Biovax właśnie. I wtedy były w porządku, obłędnie nabłyszczały włosy, a ostatnio z maską dostałam próbkę serum Biovax właśnie, bez olejów, i kurczę, usztywniło i skleiło włosy popisowo. Nic dobrego. Jakby... za lepkie jest.

      Może jestem wyjątkiem i niekoniecznie obalę tę tezę, ale moje suche włosy silikony lubią :) Ale w odzywkach i maskach. Na końcówki (zniszczone, nie tylko suche) to kompletnie nie to.

      Teraz będę czekała aż szał na olej z maruli zaleje Europę :> Była oliwa, był kokos, teraz prześladuje nas argan.

      Usuń

Prześlij komentarz