Rokitnikowy koktajl do końcówek Natura Siberica Professional

O tym produkcie wspominałam w poście po kupieniu go, podobnie jak o serum Gliss Kur Ultimate Color. Rzadko chwalę się zakupami, tym razem cieszyłam się w obu przypadkach tak bardzo, że musiałam ;) Tym razem cieszyłam się, że serum które w innych sklepach kosztowało około 50 zł znalazłam w mojej ukochanej Kalinie za niecałe 30 zł. Kalina ma aż trzy wersje: droższy (ale i dwa razy większy) koktajl olejowy na porost włosów, rokitnikowy koktajl olejowy dla włosów słabych o dość bogatym składzie i produkt, który kupiłam, czyli koktajl olejowy dla końcówek włosów o najbogatszym składzie. W Kalinie dwa ostatnie produkty mają to samo zdjęcie, butelka ma niebieski pasek. To zdjęcie pasuje do koktajlu dla włosów słabych, a koktajl do końcówek (ten z najlepszym składem) ma pomarańczowy pasek. Być może pomoże Wam to w zakupach, gdyby w innych sklepach sera były inaczej opisane. Ponadto znalazłam kilka zdjęć przedstawiających całą serię Oblepikha Siberica Professional (główne na rosyjskich stronach). Są na nich dwie duże butelki z pipetą i jedna mała. Ciekawe jak to się stało, że kupić (przynajmniej u nas) można dwie małe i jedną dużą ;)



Jest ładnie i luksusowo. Jeszcze ładniej niż w przypadku serum Gliss Kur (a długo czekałam na ładną butelkę na łazienkowej półce;)). Wzór na etykiecie i kartoniku bardzo mi się podoba. Pięćdziesięciomililitrowa butelka jest szklana, pipeta również. Na początku panicznie bałam się, że wszystko potłukę. Na pewno jeszcze w pierwszym tygodniu. Pomysł wlewania serum do włosów do szklanej butelki z pipetą wydawał mi się najgorszy pod słońcem. Bałam się, że schylając się żeby włożyć pipetkę do butelki (mam niską szafkę w łazience) albo ją potrącę, albo wytrę część serum z pipetki o brzeg butelki, olej będzie spływał, marnował się i brudził wszystko dookoła. Okazało się, że nie jest tak źle. Po kilku dniach przyzwyczaiłam się do pewnego odkładania pipetki do butelki i odkryłam, że nawet, jeśli dotknę brzegu, serum nie spłynie na zewnątrz. Takie opakowanie ma jednak swoje dobre strony – nie chwytamy tłustymi dłońmi całej butelki, a tylko czubek pipety.

Skład: Argania Spinosa Seed Oil (marokański olej arganowy), Cyclopentasiloxane, Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika ałtajskiego), Dimethicone, Dimethiconol, Schizandra Chinensis Fruit Oil Extract (olej z cytryńca nanajskiego), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej z białego lnu syberyjskiego), Phenyl Trimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Tocopheryl Acetate (witamina Е), Myrtus Communis Oil (olej z mirtu), Rethinyl Palmitate (witamina А), Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Phospholipids, Glycine Soja (Soybean) Oil (olej sojowy), Glycolipids, Glycine soja (Soybean) Sterols, Sodium Lactate, Arginine, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil (olej słonecznikowy), Parfum

Na liście (zapisanej według INCI – wiemy których składników jest najwięcej) zaznaczyłam tylko oleje, a serum ma poza nimi jeszcze kilka ciekawych elementów takich jak mleczan sodu, witamina E czy witamina A.

Jak przystało na coś, co na pierwszym miejscu ma olej arganowy, koktajl pachnie jak koza. (Wiecie, że kozy jedzą liście i owoce arganii? Pestki, z których robi się olej, wydalają lub wypluwają. Pozostaje nam mieć nadzieję, że oleje, których używamy są produkowane z owoców nietkniętych przez kozy. Dlatego lepiej kupić je trochę droższe, w zaufanych sklepach.) Wyraźnie czuć, że serum ma olej na pierwszym miejscu w składzie, a dopiero później silikony. Wydaje się być lżejsze, jest rzadsze, ale zostawia trochę cięższą niż silikonowe sera, tłustszą warstewkę na włosach i na dłoniach, nie wchłania się i nie paruje jak typowe sera i jedwabie, więc trzeba z nim jeszcze bardziej uważać. Na początku, z przyzwyczajenia nakładałam koktajlu mniej więcej tyle, co serum Gliss Kur, ale okazało się, że to o wiele za dużo i końcówki zostawały wyraźnie tłuste. W zasadzie mi to nie przeszkadza, tak samo było kiedy nakładałam na końce czyste oleje, ale czasem jednak wolę mieć je sypkie, nie natłuszczone. Różnicę najlepiej widać, kiedy nakładam serum na suche końce w dzień gdy nie myję włosów: wchłania się i paruje wyraźnie mniej niż typowe silikonowe serum. Jednocześnie jednak łatwiej się wyciera. Nałożone tuż po myciu serum Gliss Kur utrzymywało moje końcówki w idealnym stanie przez dwa dni. Jeśli dokładałam kolejne porcje to tylko po to, żeby dodatkowo odżywić końce olejami. Koktajl Natura Siberica niestety tak nie działa: w dzień zaraz po myciu jest dobrze, ale po kolejnej nocy produkt znika z włosów, końcówki robią się szorstkie w dotyku i trochę spuszone. Muszę więc dołożyć kolejną porcję i dla odżywienia włosów i dla mechanicznej ochrony. Jeśli dodamy do tego fakt, że szczególnie troszczyć się muszę o ostatnie kilkanaście centymetrów włosów, koktajl robi się bardzo niewydajny… i mnie nie starcza na trzy pełne miesiące.

W roli długofalowej ochrony końcówek spisuje się tak dobrze, jak typowy silikonowy produkt. Kiedy koktajl skończył się w połowie września po dwóch i pół miesiąca używania, prosta linia poprzedniego cięcia nadal była na końcach widoczna. Ale jednak w pewnym sensie dla mnie to serum jest zbyt słabe. Już w połowie sierpnia, czyli w połowie trzymiesięcznego okresu między podcięciami, końcówki zaczęły się plątać, pojedyncze włosy wiązały się w supełki, stawiały opór przy przeczesywaniu. To samo (chociaż w skali o wiele większej) działo się kiedy końcówek nie zabezpieczałam wcale. Myślę, że to właśnie przez szybkie wycieranie się produktu. A może chodzi jednak o skład w ujęciu typowo chemicznym? Może moje wyjątkowo wymagające końce potrzebują jednak silikonu na pierwszym miejscu. Problem zniknął praktycznie od razu kiedy na ostatnie dwa tygodnie wróciłam do „starego” dobrego serum Gliss Kur Ultimate Color.

Jako że serum ma na pierwszym miejscu olej arganowy, pozwoliłam sobie kilka razy nałożyć je na całą długość włosów, żeby sprawdzić jak zadziała. Koktajl wygładził włosy natychmiast, dając bardziej naturalny efekt niż silikony, ale też bez przeciążenia pasm, które czasem zdarza się przy nakładaniu choćby kropli czystego oleju, bo ten jest zazwyczaj nieco trudniej rozprowadzić równomiernie (poza olejem z nasion brokułu, który faktycznie zachowuje się bardzo podobnie do silikonowego serum).

Myślę, że do koktajlu wrócę, jednak dopiero, kiedy będę miała całkowicie zdrowe końcówki. I będę go używała na zmianę z typowym serum. Jasne, że mam inny produkt, który działa niezawodnie i dwa kolejne do sprawdzenia. Ale ten koktajl po prostu mi się podoba ;) Sam pomysł stworzenia produktu tego typu z olejem a nie silikonem jako bazą. Opakowanie (jednak!). Odkąd produktów mam mało, doceniam je bardziej i wymagam trochę więcej, również od składów, opakowań, zapachów… Poza tym naprawdę czuję, że na zdrowych włosach koktajl spisze się świetnie! :)

Komentarze

  1. Jestem w 99% pewna, że olej arganowy nie robi się z nietkniętych owoców, nawet na pudelku była afera, że któraś celebrytka używa oleju z kupek kóz, czyli arganowego haha:D Ale może się mylę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Az sie zastanawiam czy mamy ten sam produkt, moje serum cudnie landrynkowo pachnialo, tak jak cala seria (mam olej na porost i peeling plus ten koktajl), zadnej kozy absolutnie nie wyczulam. Zapach slodziutki, zalowalam ze sie nie utrzymywal na wlosach.

    Co do opakowania to moje uleglo uszkodzeniu- zamawialam dostawe do paczkomatu, gora pipetki (praktycznie cala ta gumeczka) sie odlamala i z 10 ml wyplynelo :(, przelalam je do buteleczni z pompka po innym serum.

    Jesli chodzi o ta cala serie 4 olejkow to wlasnie mnie zaciekawil ten czerwony w duzej butelce i pytalam nawet na fb stronie Natury co to za jeden bo w sklepach widzialam tylko 2 odmiany kompleksow do koncowek i ten duzy na porost (btw swoj na porost kupilam za 28 zl w lokalnej hurtowni, teraz juz kosztuje 34 ale to i tak taniej niz wiekszosc rosyjskich sklepow internetowych)> z NS mi odpowiedzieli ze to jest ten sam olejek na porost tylko w czerwonej buteleczce (cos mi sie wierzyc nie chce, on po prostu wyglada inaczej...)

    ja jednak do zabezpieczania koncowek wole silikonowe sera, po tym czuc bylo ze ma w skladzie sporo oleju, kilka razy udalo mi sie nim obciazyc wlosy tak ze wygladaly nieswiezo- a np serum silikonowe uzywam w duzych ilosciach (5-6 pompek na cala dlugosc) i wszystko sie wchlania
    Te produkty z NS sprawiaja wraznie luksusowych, ale ceny tez dosc wysokie. Jesli chodzi o serum to aktualnie uzywam Matrix oil wonders z olejkiem murumuru, na all ok 30 zl za 125 ml a pachnie przecudnie, konwaliami, jest lekkie, dobrze zabezpiecza chociaz tytulowy olejek w skladzie dosc daleko
    A na dlugosc w grudniu kupie na pewno nowy olejek hippa dla ciezarnych, tez ma rokitnik w skladzie, poza tym migdaly, jojobe i inne dobroci a ceny spodziewam sie przystepnej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby słodka nuta jest, ale kozi zapach mocniej wybija ;)
      Mi też się wydaje, że ta druga duża butelka to jest inny produkt, u nas po prostu niedostępny.

      Usuń
    2. Kasia, przypomnij mi w grudniu, że ja tego Hippa koniecznie chcę kupić. ;) Bo go przegapię, a zapowiada się naprawdę swietnie! :)

      Usuń
    3. A on limitowany? :-) Idę zrobić research googlowy.

      Usuń
  3. Czyli produkt zupełnie nie dla mnie, bo akurat zawalczyć o zdrowe końcówki przy cienkich włosach jest na prawdę trudno ;C Mimo wszystko plus za skład! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. takiego serum nie miałam ;) olei nie nakładam po myciu bo mam wrażenie, że nie ważne jak mało nałożę włosy zawsze wyglądają na tłuste ;/ trzymam się tylko silikonów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może być ciekawe. Nie szaleję z silikonami i generalnie ich unikam, bo farbuję włosy naturalnymi farbami, a silikony trudniają ich wnikanie, ale z tego, co widzę, tutaj są takie, które łatwo zmyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z tym blokowaniem wnikania to w pewnym stopniu mit. No, może udałoby się zablokować silikonem wnikanie barwnika, ale to gdybyś wylała pół buteleczki serum na włosy na raz tuż przed henną. ;) Używam produktów z silikonami i nie mają żadnego wpływu na efekt farbowania. O wiele szybciej wypłukuje mi się kolor z niskoporowatego odrostu niż z zabezpieczanych codziennie silikonami końcówek. :)

      Jako posiadaczka włosów wrażliwych z racji tego, że są cienkie dodam jeszcze że bezsilikonowa pielęgnacja o ile fantastycznie wpływa na objętość moich włosów i ogólnie ich zachowanie (nie strąkują się, nie zbijają w kępki, nie klapią), o tyle ma fatalne skutki dla końcówek. Jeśli używam dobrego serum (jestem fanką Marionu, bo spełnia wszystkie moje potrzeby, kosztuje grosze i można go kupić wszędzie), mogę podcinać końcówki 3 razy w roku. Przy pielęgnacji bezsilikonowej co miesiąc.

      Chyba posta całego naskrobię o serach silikonowych ;)

      Usuń
  6. trochę kosztuje, ale skład rewelacyjny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. buteleczka przyciąga wzrok :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kusi mnie ten koktail i pewnie kiedys po niego siegne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. to brzmi dosyć.. kontrowersyjnie, to z tymi kózkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja machnęłam na to ręką. Właściwie nawet się nie zdziwiłam kiedy o tym pierwszy raz przeczytałam. Internet pomaga człowiekowi pozbyć się złudzeń :D :D

      Usuń
    2. Wystarczy chwilę pomyśleć. Te drzewa rosną tylko w jednym miejscu na świecie. Niezbyt dużym miejscu. A olej arganowy można znaleźć w co drugim kosmetyku, nie wspominając nawet o płynie do mycia naczyń (potrzebny jest tam bardzo przecież). ;p Naprawdę myślicie, że ktoś odpuści ziarenku arganowca tylko dlatego, że koza je zeżarła? Zapotrzebowanie jest ogromne, to i nic się nie marnuje. ;)

      Usuń
  10. A ja dalej nie mogę się przekonać do silikonowych ani silikonowo- olejowych serów do włosów :c Wolę oliwkę Hipp na końce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś wolałam, ale żałuję teraz straconego czasu. Działania nie ma co porównywać, oleje nawet w jednej czwartej nie zabezpieczają moich włosów tak jak sera. Ale oczywiście każde włosy są inne. Absolutnie nie namawiam do przedstawienia się na sera :-)

      Usuń
  11. szkoda, że jednak troche kosztuje :-(

    OdpowiedzUsuń
  12. Z tymi kozami to mnie zaskoczyłaś, jakoś nigdy nie miałam okazji poszukać "głębiej" o pochodzeniu oleju arganowego.
    Serum Gliss Kur jest na tyle wspaniałe, że nie kusi mnie nawet by spróbować tego NS :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już też chcę do niego wrócić :-D

      Usuń

Prześlij komentarz