Płukanki ziołowe: szałwia i kora dębu

O tych prostujących włosy płukankach słyszałam zanim odkryłam, że zioła wysuszają moje włosy. A skoro już miałam korę dębu i szałwię, szkoda było mi je wyrzucić. W końcu spróbowałam obu płukanek dość dawno temu, kilka tygodni przed przejściem na falowaną stronę mocy :) W związku z tym, że efekty były identyczne, opiszę je razem.




Dwie łyżeczki każdego z ziół zalałam szklanką wrzątku (osobno, to dwie różne płukanki, chociaż oczywiście można je łączyć), odcedziłam po przestygnięciu. Spłukałam włosy po myciu, w obu przypadkach bez używania oleju, odżywki czy maski. Odciskając nadmiar wody czułam, że włosy są sztywne i dość szorstkie. Po wyschnięciu sztywność pozostała, ale włosy nie były tak przesuszone, jak się tego spodziewałam, właściwie nie były przesuszone prawie wcale. To jednak nie kwestia samych ziół a tego, że przy kilku poprzednich myciach olejowałam włosy i nakładałam na nie sprawdzone, ciężkie odżywki i maski.



Sztywność niestety nie przełożyła się na wyprostowanie włosów, i z drugiej strony – nie były też bardziej falowane kiedy wyschły, chociaż pół-wilgotne kręciły się bardziej niż zazwyczaj. Jedyny efekt, który udało mi się zauważyć to to, że włosy były mniej podatne na odgniecenia. Rano ślady po gumkach nie były aż tak widoczne jak zwykle. 

Miałam szczęście, zioła nie przesuszyły włosów. A mogłam skończyć z przesuszem, który opanowywałabym tydzień... Dopiero teraz wiem to o swoich włosach. Z obecnym nastawieniem do pielęgnacji już bym tych ziół nie próbowała ;) Ale drobna wskazówka jest, podatność na odgniecenia faktycznie była wyraźnie mniejsza. Jeśli Wasze włosy lubią zioła, możecie spróbować tych dwóch, z założenia prostujących, płukanek.



P.S. Nieważne jak bardzo Wam się nie chce. Po odcedzeniu korę dębu wyrzućcie do kosza na śmieci. Szałwię też, ale korę dębu zwłaszcza. Wiem, że spłukanie jej w umywalce czy wyrzucenie do toalety jest łatwiejsze. Tyle tylko, że kończy się interwencją hydrauliczną. Rozkręcanie i czyszczenie rur w całej łazience (a to tylko dwie łyżeczki!) było zabawne dopiero jak skończyliśmy. W trakcie nie było mi do śmiechu.

Używałyście którejś z tych płukanek? Zadziałały na Wasze włosy prostująco?

Komentarze

  1. jakos nie lubie plukanek ziolowych, mam wrazenie ze po nich wlosy mi sie okrutnie placza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak samo, jedynie po szałwii mi się nie plączą:)

      Usuń
  2. Nie uzywalam..lubie plukanke lniana

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja próbowałam kiedyś płukanki szałwiowej. Włosy mam raczej proste, choć nie idealnie, a po tej płukance miałam śmieszną falę na dolnej partii włosów. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam obu i jedyny efekt jaki widziałam to minimalne usztywnienie włosów, jednak nie dość silne aby dodać objętości albo przedłużyć świeżość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdażyło mi się użyć kiedyś płukanki z lipy, niestety miałam po niej tak paskudny BHD, że nie odważyłam się spróbować ponownie. Picie herbatki z szałwii pomaga mi na ból gardła, jestem ciekawa jak szałwia sprawdzilaby się na włosach. Być może niedługo zaliczenie ponowne podejście do ziołowych płukanek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lipę mam na liście do spróbowania, jako śluzową, potencjalnie nawilżającą a nie jak większość ziołowych wysuszającą płukankę :)

      Usuń
  6. Moje wlosy lubia ziola, wiec moze keidys wyprobuje tych plukanek :) Niezle, ze po nich mieliscie tyle roboty z rurami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przewracam oczyma na samą siebie jak tylko sobie przypomnę.
      Zatykanie rur włosami od czasu do czasu rozumiem. Ale żeby korą? :D

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że kora dębu ma takie działanie. Używałam jej jedynie po porodzie, bo ma świetne działanie ściągające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno też przyciemnia kolor włosów :)

      Usuń
    2. Taaak, wszystkie książki o naturalnej pielegnacji o tym wspominają. :) Ja chyba nawet kiedyś rozważałam regularne płukanie, ale przy moich suchych włosach odpada.

      Usuń
  8. Ja tam lubię falowaną strone naszych włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obserwuję Cię od pewnego czasu i jestem pewna, że jesteś moją włosową siostrą :) Proteiny w odpowiednich ilościach z resztą składników, zioła są be, puch-nie puch. Nasze włosy wyglądają niemal identycznie, tylko moje są o połowę krótsze. Polecam ci wypróbować olej z awokado i tą maskę http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=70497.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuuję! :) Mam awokado na liście do kupienia. Podobno dziwnie pachnie :D A te maski czasem widuję :)

      Usuń
  10. Stosowałam kiedyś z kory dębu głównie z myślą o przyciemnieniu włosów, bo kiedyś byłam blondynką, a na drastyczne cięcie nie potrafiłam się zdecydować. U mnie kora dębu jednak trochę włosy przesuszyła, ale w gruncie rzeczy nie była aż taka najgorsza ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś używałam kory dębu razem z innymi ziołami, a wtedy bardzo mocno chciałam mieć ciemne włosy. Ta metoda wydała mi się mniej inwazyjna niż farby. Próbowałaś lipę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie, ale chciałabym. Wszystko, co może nawilżyć włosy jest na wagę złota. :)

      Usuń
  12. "Jedyny efekt, który udało mi się zauważyć to to, że włosy były mniej podatne na odgniecenia." dlatego niegdyś tak bardzo kochałam płukanki do włosów :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz