Niedziela dla włosów 16: proteinowy eksperyment

W poprzednią opisaną na blogu Niedzielę dla włosów odkryłam balans proteinowy. Od tego czasu, czyli przez miesiąc, za każdym razem używałam protein w następującej kombinacji:

1. olejowe serum przed myciem: żeby nie opuszczać regularnego olejowania. Wybierałam jednak serum a nie olej nakładany na suche włosy czy na glicerynę, bo w drugim przypadku musiałabym go emulgować maską (np. Serical al Latte). Z jakiegoś powodu wydawało mi się, że proteiny nałożone na olej nie zadziałają odpowiednio intensywnie. Później nakładałabym jeszcze maskę proteinową a po niej emolientową. Trzy w ciągu jednego mycia to już zbyt wiele ;) Serum mogę po prostu spłukać.
2. proteiny z dodatkiem humektantów: gwóźdź programu. Najczęściej maska proteinowa plus gliceryna (15-17 kropli na około 30 ml maski), czasem nie-proteinowa maska z dodatkiem hydrolizowanych protein (obecnie keratyna lub jedwab) i oczywiście gliceryny.
3. emolienty: typowo emolientowa maska, często z dodatkową porcją oleju. Dociąża włosy, wygładza.

W ten sposób nakładałam proteiny na wcześniej naolejowane włosy, ale nie bezpośrednio na olej. Humektanty użyte jednocześnie i emolienty użyte później nie dopuszczały do przeproteinowania, nie usuwając przy tym efektów protein (a przez jakiś czas bałam się, że olej po masce proteinowej dociąży włosy tak, że nie będą łapały skrętu). To mój idealny balans proteinowy. Mam skręt, sprężystość i objętość bez przeproteinowania na początku.

Zaczęłam się jednak zastanawiać, czy sprawy nie da się uprościć. Brak konieczności emulgowania oleju przed nałożeniem protein dzięki serum to już coś, ale wciąż musiałam nakładać dwie maski i spędzałam podwójnie dużo czasu z produktami na włosach. Nie, żeby mi to przeszkadzało ;) Wciąż uwielbiam sam proces mycia włosów, nakładanie produktów, ciekawość efektu. Ale jeśli można to trochę uprościć, postanowiłam spróbować, mając na myśli zwłaszcza dni, w które wracam do domu późno.

Wróciłam więc do tradycyjnego olejowania przed myciem zamiast serum w „dni proteinowe” i spróbowałam emulgowania oleju maską proteinową z dodatkiem humektantów. Wcześniej nie robiłam tego, bo tak jak wspominałam obawiałam się, że na pokrytych olejem włosach proteiny nie zadziałają odpowiednio mocno. Jednak wpadłam na to, że olej i maska nie pozostają na włosach jako warstwy. Olej nie odetnie proteinom dostępu do włosa a wymiesza się z maską tworząc właśnie łatwą do spłukania emulsję. Z drugiej strony bałam się, że brak emolientów po proteinach będzie oznaczał powrót do przeproteinowanych włosów i czekanie co najmniej jeden dzień na ich wygładzenie. Innymi słowy, nie wiedziałam czy proteiny zadziałają w ten sposób zbyt słabo, czy zbyt mocno ;)

Nałożyłam na zwilżone wodą włosy glicerynę, na nią olej Babydream fur mama. Po około trzech godzinach zmoczyłam włosy, nałożyłam maskę jajeczną Babuszki Agafii z gliceryną, poczekałam około pół godziny. Umyłam skórę głowy szamponem Natura Siberica Objętość i Nawilżenie, spłukałam pianę jak zwykle trzymając włosy w górze, po czym spłukałam z nich maskę. Nałożyłam serum na końcówki, zostawiłam włosy do wyschnięcia.

Podczas wysychania widziałam już, że włosy nie są przeproteinowane: nie były matowe, napuszone, nie widać było drobniutkich fal nawet na wrażliwszej spodniej warstwie. Została mi tylko druga strona obaw: czy proteiny nałożone na olej zadziałały wystarczająco intensywnie? Nie widziałam w lustrze typowego wizualnego wypełnienia końcówek, które wyglądały tak, jakby od kilku dni nie dostały protein. Stare, zniszczone partie włosów „prześwitywały”, widoczna była granica zdrowych włosów.

Zawinęłam włosy w koczek. Teoretycznie po proteinach powinny się w ten sposób stworzyć wyraźne, sprężyste fale. Cóż, nie tym razem. Już brak wypełnienia końcówek zapowiadał brak efektu protein. Włosy po nocy nie złapały skrętu, brakowało im typowej mięsistości.

Na zdjęciu widać tylko ślady fal, które mogłyby potencjalnie powstać ;) Ale, choć zdjęcie nie jest najlepsze, dokumentuje mój wielki sukces: w końcu włosy przy głowie są gładkie i błyszczące, a nie napuszone i matowe tak jak były kiedy nakładałam tam tylko szampon, bez maski czy oleju. Bardzo, bardzo się z tego cieszę! :)


Okazało się, że mniej skomplikowana wersja zabiegu nie działa. Przed tym jak miesiąc temu po raz pierwszy nałożyłam emolienty po proteinach bałam się, że efekt protein zniknie. Wtedy się tak nie stało. Teraz, z moich dwóch obaw, silniejsza była jednak ta dotycząca zbyt silnego działania protein – myślałam, że brak oleju po nich skończy się widocznym przeproteinowaniem, jak kiedyś. Sprawdził się drugi scenariusz. Proteiny nałożone na warstwę oleju na włosach nie zadziałały wcale, pomimo tego, że maska i olej stworzyły emulsję i teoretycznie olej nie odciął proteinom dostępu do włosów.

Wczorajsza pielęgnacja nie skończyła się tak, jak bym chciała. Ale to nic. I tak cieszę się z tego, co mogę robić, jakie rzeczy mogę sprawdzać. Jeszcze pół roku temu nie pomyślałabym, że będę wiedziała o swoich włosach takie rzeczy, że będę w stanie tak poukładać sobie pielęgnację ;) Właśnie zauważyłam, że ostatnie miesiące przyniosły sporo zmian: przejście na falowaną stronę mocy i przekonanie się, że włosy proteiny kochają, tylko muszę ich umiejętnie używać. Oleje działają powoli. To znaczy potrafią sprawić, że włosy po jednym użyciu są gładkie, błyszczące i dociążone. Ale na trwałą zmianę stanu włosów potrzeba czasu. Proteiny, po oswojeniu proste w użyciu, zmieniają bardzo dużo praktycznie od razu. Wciąż jestem zachwycona wizualnym wypełnieniem końcówek :)

Komentarze

  1. Takie delikatne fale też się ładnie prezentują! Jednak standardowe postępowanie spisuję się znacznie lepiej :) W każdym razie i tak włosy wyglądają cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Nieplanowane, ale ostatecznie jest spoko :)

      Usuń
  3. Moje włosy lubia się z proteinami i ciężko je przeproteinować :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładne włosy :) Strasznie lubię pielęgnacje proteinową :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zmieniły się tez komentarze pod postami: wszyscy chwalą. :) Rzeczywiście włosy ładnie błyszczą i wyglądają na miękkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieśmiało zauważam, że faktycznie jest lepiej jeśli chodzi o komentarze. Wow! :)

      Usuń
  6. a myślałaś o obecnej piramiedzie pielęgnacji? ja również walczę z moimi falkami, staram się jakoś ten skręt wydobyć, ale nie wiem do końca jak się proteinami obchodzić i w jakich proporcjach, dlatego eksperyemntuję i np 1 w tygodni idą proteiny + emolientowa maska, a 2 razy olejowanie, bo również boję się osłabionego ich działania przy olejowaniu.. ale w ogóle nie widzę efektów po proteinach, myślisz że może jedwab i keratyna mi nie służą? mam maskę z biovaxu i może powinnam zmienić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam! :) Zaraz zapiszę sobie, żeby faktycznie ją przygotować. Póki co, mam prawie gotowy post opisujący dokładnie moją pielęgnację, tak konkretnie. Czekam z publikacją (i z piramidą będę musiała poczekać) aż ustalę jak często mogę używać protein. Wychodzi na to, że co 2 mycia... a to tak często, że trudno mi uwierzyć :D I boję się przeproteinowania, tego, że z czasem włosy będą miały dość protein tak jak niektóre dziewczyny mówią, że częste olejowanie zaczęło przeciążać im włosy bo są już bardzo zdrowe ;) Mam nadzieję, że zareaguję wtedy na czas.
      Jeszcze moment. Taki dłuższy :D I będe mogła ogarnąc nową piramidę. I skończyć post :)

      Usuń
  7. Cieszę się, że coraz bardziej odkrywasz swoje włosy.
    Ja niestety zaniedbuję swoje przez zmianę mieszkania i nowości w życiu- studiów. Mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się za niedługo ,,wrócić do normy''

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powinno się udać :) Ja tak w listopadzie na I roku byłam już wdrożona w studia :)

      Usuń
  8. robiłam ostatnio bardzo podobny eksperyment

    OdpowiedzUsuń
  9. Są coraz gładsze ! Bardzo ładnie sie prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Twoje włosy wyglądają bardzo ładnie :) Gładka powierzchnia i widoczny połysk :) Moje ostatnio tylko potrafią się błyszczeć, ale na tym koniec pozytywów.
    Nie zastanawiałaś się może nad innymi maskami proteinowymi? Na przykład biovax keratyna i jedwab- wiem, że masz złe wspomnienia, ale w zestawie może efekt byłby dobry?
    Albo Kallos Keratin?
    Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolized Milk Protein, Hydrolized Keratin, Cyclopentasilioxane, Dimenthiconol, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone
    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak! :) Biovaxa od czasu pierwszej porażki sprawdzałam ponownie i na nawilżonych włosach działa super :) Na razie trzymam się maski Jajecznej Agafii i Laminowania Marion, ale jak tylko skończę zapasy, kupię maskę keratynową Biovax :)

      Usuń
  11. Te fale są bombowe, strasznie mi się podobają! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Kiedy napisałaś komentarz, czytałam Twojego bloga. Świetny moment ;-)

      Usuń
  12. "Niefale" też wyglądają dobrze. :) Ja używam kolagenowej odżywki z Joanny.
    sasa

    OdpowiedzUsuń
  13. Henri snilas mi sie dzisiaj, przebrana za Meride Waleczna stalas sobie na wzgorzu i powiewalas dlugasnymi wlosami na wietrze ;) a ja sie zastanawialam czy to ty czy nie bo wlosy jednak bardzoej rude byly ;) Mam nadzieje ze to sen proroczy i ze trafi ci sie piekna podroz do Szkocji :)
    a przy okazji, widzialas ze twoj ukochany boivax oprocz odzywek w sprayu wypuscil serie minutowych odzywek BB do splukiwania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo, czy to znaczy, że niedługo zostanę ruda? <3 Obudzę się i moje włosy jakimś cudem będą miały miedziany odcień? Bombowo! Zaraz idę spać w takim razie :D
      A i do Szkocji przydałoby się ruszyć. Chociażby w ramach bycia filologiem :D
      Odżywki widziałam. Bardzo dobry pomysł, mają inne składy od masek (bez lanoliny na przykład) i mogą podpasować tym, którym maski nie służą.
      Na przykład naszej Eternity! :)

      Usuń

Prześlij komentarz