Moje podejście do analizy składów cz.2

Część pierwsza pojawiła się kilka dni temu ;) Dziś – ciąg dalszy moich przemyśleń na temat składników kosmetycznych.

Niewiele jest składników szkodliwych „i koniec”. Zaliczyłabym do nich wysuszające alkohole, ale używane od czasu do czasu w niewielkiej ilości też nie zniszczą nam włosów. Siarczany nie każdemu wysuszają włosy i skórę głowy, a dla niektórych osób łagodne szampony są po prostu zbyt słabo oczyszczające. Blokowanie dostępu substancjom odżywczym do włosa przez silikony to mit i bardzo błędny skrót myślowy. (Silikony w ostatecznym rozrachunku mogą szkodzić dlatego, że niektórzy nie mając świadomości czym są zachwycają się tym co wygląda jak natychmiastowa odbudowa włosów i spokojnie wracają do prostownicy i suszarki.) Wiele osób śmieje się z trzymania odżywek na włosach dłużej niż zalecana minuta lub dziesięć w przypadku masek twierdząc, że produkty w danym czasie robią swoje i lepiej nie będzie. Dlaczego w takim razie wiele z nas widzi różne efekty po trzymaniu maski na włosach przez 10 minut i godzinę? Skoro odżywka nałożona przed myciem szamponem, na włosy o zamkniętych łuskach nie ma prawa działać, dlaczego widać rezultaty po jej użyciu? I czy musimy oczyszczać włosy co tydzień skoro tego nie potrzebują? O tym, że podobno nie wolno używać odżywki razem z szamponem już wspominałam w pierwszej części posta. Czy naprawdę składnik, którego w masce jest 0.0001% nam zaszkodzi? Mam na myśli i włosy i zdrowie w ogóle.



Według tej grafiki, którą znalazłam na jednej z wiarygodnych stron o pielęgnacji, SLES znajdujący się w pewnie 95% szamponów powoduje śmierć. (Obrazek można powiększyć otwierając go w nowej karcie.) Taki tekst ładnie pasuje to tego typu infografiki, prawda? Dziwne, że nikt nie wspomniał, że woda też zabija (jeśli wypijemy jej tyle, że zaburzymy równowagę elektrolitów w organizmie). Uciekamy? Przestajemy myć włosy? Szkoda, że nie jest to porządny opis, wspominający o stężeniu i czasie ekspozycji. A my w czystych siarczanach się nie kąpiemy, nie wcieramy ich w oczy i nie zjadamy. Mycie włosów szamponem naprawdę nie zabija. A jeśli tak, to wszyscy dawno nie żyjemy i całkiem nieźle nam idzie jako społeczności zombie. Nawet nadal dbamy o włosy! ;)

Jasne, że w wielu kosmetykach szkodliwe substancje znajdują się na tyle wysoko w składzie, że lepiej ich unikać. (Weźmy na przykład lakiery do paznokci.) Jednak moim zdaniem w większości przypadków to, co określane jest jako szkodliwe, wcale takie nie jest (pozwolę sobie odesłać Was do przykładu glikolu propylenowego z wcześniejszego postu), a nawet jeśli naprawdę potencjalnie może uczulić (a uczulić może chyba prawie wszystko), przecież nie musi. Do tego stężenia są często bardzo niskie. Użycie raz na miesiąc odżywki do włosów, która na ostatnim miejscu w składzie (8 linijek) ma składnik mogący uczulać albo nawet taki, który na pewno jest szkodliwy nie wpłynie na nasze zdrowie. Za mało, za rzadko. DMDM hydantoin, uważana za szkodliwą, nie zniechęci mnie do kupienia odżywki, jeśli znajduje się na końcu składu. Podobnie z parabenami: był czas, kiedy ich unikałam po przeczytaniu kilku artykułów na ten temat. Później pojawiła się informacja, że badania nad ich związkiem z rakiem piersi nie były dokładne. Do tego – odżywki i maski nakładam tylko na włosy, na dłoniach są przez moment. Nie wierzę, żeby taka ilość i taki czas kontaktu miały jakiekolwiek znaczenie. Bardziej boję się tego, co zjadamy, niż kosmetyków.

Obserwujcie, nie opierajcie się na teoriach. I sprawdzajcie same. Jasne, że ewentualnego działania na przykład parabenów (nawet gdyby z całą pewnością stwierdzono, że dana substancja jest szkodliwa) nie zauważymy od razu, ale tu z kolej trzeba podejść do sprawy spokojnie. Ograniczyć ich używanie, jeśli sprawi to, że poczujemy się bezpieczniej, ale nie panikować. Bo bardzo łatwo jest przeczytać kilka artykułów i przestraszyć się maski do włosów i żelu pod prysznic, widzieć oczyma wyobraźni jak każde użycie produktu rozwija chorobę. Niepotrzebnie. W poprzednim poście wspominałam o tym, że łatwo można przeoczyć artykuły naukowe zaprzeczające wynikom innych. Nie warto formować opinii bazującej na jednostronnym ujęciu tematu.

Na koniec przykład: kiedy czytałam, że dziewczyny o wysokoporowatych włosach boją się oleju kokosowego w nowej masce Biovax Naturalne Oleje: Argan Makadamia Kokos byłam lekko zdziwiona. W końcu przed nim jest tyle składników, w tym dwa inne oleje, dlaczego miałby puszyć włosy? Czy olej w masce na dziewiątym miejscu w składzie ma szansę naprawdę zadziałać, dobrze lub źle? Sprawdziłam sama. Maska puszy moje wysokoporowate włosy tak, że nic, tylko się śmiać przechodząc obok lustra. A później robią się tak śliskie, gładkie, błyszczące i dociążone, że w tym lustrze nie mogę przestać na nie patrzeć. Dlatego, powtarzam, nie warto panikować i odrzucać produktów na podstawie składu, bo przewidywalność jest, moim zdaniem, niska. Bojąc się pewnych produktów możemy wiele stracić. Maska Biovax, której powinnam się bać, stała się moim nie ulubionym a ukochanym produktem ;) I nauczyła mnie, że warto szukać produktów o bogatych składach (nie odrzucając jednocześnie tych niepozornych!). Jeśli olej kokosowy na dziewiątym miejscu może włosy spuszyć, inne oleje znajdujące się w produktach w podobnej ilości mogą zadziałać korzystnie. A więc, tak jak już wielokrotnie wspominałam, szukam bogatych, obiecujących składów, bo wiem, że olej na dziewiątym miejscu (jak w masce Biovax) zadziałać może. Ale nie boję się konserwantów z końca listy. 

Komentarze

  1. Wszystko zostało powiedziane ;)
    Też mam wysokoporowate włosy, a bardzo podpasowała im ta maska Biovaxa z olejem kokosowym. Tak samo odżywka Garniera Mango i Kwiat Tiare, która również ma olej kokosowy w składzie, ale moje włosy ją uwielbiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! A ja o niej w ogóle nie myślałam. Nie wiem dlaczego :) Ostatnio jakoś zostawiłam Garniera, poza dwiema odżywkami angielskiej wersji. Co najmniej jedna własnie pojawiła się w Polsce :D

      Usuń
  2. Masz rację, ale mimo wszystko wydaje mi się, że po to poznajemy swoje włosy, żeby na podstawie lubianych/nielubianych składników móc wybierać najlepsze dla Nas produkty. Oczywiście warto czasem zaryzykować. :) Dowiedziałam się, że moje włosy nie akceptują aloesu na masce NaturVital, w której jest go bardzo dużo, potem sprawdziłam to jeszcze w 2 produktach, w których był on pośrodku i daleko w składzie - wszystkie sprawdziły się tak samo źle, mimo lubianych składników mogących ten efekt zahamować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to chciałam napisać - bo mam tak z oliwą z oliwek. :)

      Usuń
    2. Z aloesem mam podobnie, z kolei oliwa roznie sie u mnie sprawdza ;)

      Usuń
    3. U mnie aloes to też tragedia. Totalna. Włosy wyglądają jakby były spalone albo mocno, mocno przeproteinowane. Nawet jesli jest w masce i wydaje się, że jest go niewiele.

      Usuń
  3. Co do tego oleju kokosowego to całkowicie się zgadzam :) Przecież jest tam też wiele innych składników, że działania nie jesteśmy w stanie w 100% przewidzieć. Odnośnie tego przypomniała mi się historia jednej z blogerek, która po nałożeniu na twarz alg i aloesu dostała silnego uczulenia. Aloes stosowała wcześniej także nie mogła być to jego sprawka, jednak spróbowała użyć samych alg i o żadnym uczuleniu nie było mowy. Także osobno działanie było świetne, dopiero połączenie spowodowało przykre skutki. I tak też może być ze wszystkim, czasem jakieś produkty solo nie działają wcale, a po połączeniu uzyskujemy spektakularne efekty :) Dlatego ważne, aby próbować, poznawać i sprawdzać, a nie skreślać od razu wszystko o czym się źle usłyszało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę. Ostatnio trafiłam na negatwną recenzję kuracji arganowej Marion. Blog akurat był z tych bardziej popularnych. I pod wpisem kilkanaście komentarzy z serii "chciałam kupić ale już nie kupię!". Jaki to ma sens?! Czemu ktoś czyta 10 pozytywnych recenzji a potem 1 negatywną i już zmienia zdanie?

      Usuń
  4. Myślę, że rozsądek i obserwacja jest najlepszym podejściem to tematu. Osobiście boję się zmodyfikowanej, skażonej, chorobotwórczej żywności niż konserwantów w kosmetykach. Odżywki mogę nie używać a jeść muszę.
    Swoje włosy scharakteryzowałbym jako wysokoporowate a czysty olej kokosowy jest im obojętny, bardzo dobrze reagują na olej arganowy. Po użyciu saszetki Biovax Argan, Makadamia, Kokos nie zauważyłam niczego nadzwyczajnego. Z własnego doświadczenia - każda maska nałożona pod czepek, podgrzana suszarką (potem nakładam ręcznik lub czapkę) i trzymana minimum 30 min. działa znacznie lepiej niż stosowana zgodnie z poleceniem producenta vide Glis Kur Total Repair (ekspresowa maseczka regeneracyjna) 19 składników. Użyta wg przepisu działa jak odżywka - włosy "robią wrażenie" do następnego mycia. Użyta "po mojemu" naprawdę regeneruje włos.

    OdpowiedzUsuń
  5. w sumie to madre podejście. ja chciałam zrezygnować z szamponów, w których składach jest sls ale z drugiej strony - po jednym z nich w koncu moje włosy są gładkie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie przy nim zostań :) Dokładnie o to chodzi :)

      Usuń
  6. Co do alkoholi - denata, czy isopropyla, od jakiegos czasu drastycznie podeszlam do tematu i jednak nawet sporadycznie staram sie w pielegnacji dlugosci ich nie uzywac ;) Z kokosem podchodze do sprawy podobnie, jak opisalas ;) Nawet, jesli jest na 9 miejscu, podejrzewam, ze efekt na moich wlosach mnie nie zadowoli. Nie rezygnuje calkowicie (mam ta saszetke w zbiorach do przetestowania, bo to tylko saszetka, a nie cala maska), jednak dla pewnosci wybieram raczej produkty bez niego, stawiajac na takie, ktorych dobroczynne dzialanie dla moich klaczkow moge w jakims stopniu przewidziec :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi po lakierach bardzo niszczą się paznokcie. Nikt mi nie wmówi że lakier wzmocnia paznokcie bo na moje działa destrukcyjnie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz