Wrześniowa aktualizacja długości i nowy kształt końcówek

Zaczęło się od tego, że od zawsze chciałam mieć końcówki w kształcie U. Od zawsze. Bez cieniowania warstwami, po prostu U. Utrzymywałam proste cięcie, bo w ten sposób łatwiej było mi podcinać włosy samodzielnie. Chociaż jeśli odpowiednio mocno pochyliłam głowę, wychodziło delikatne U, co widać na zdjęciu poniżej (czerwiec 2012). Myślałam cały czas, że nadam włosom kształt U kiedy już będę miała całkowicie zdrowe końce. Bałam się, że zniszczone, dolne partie włosów, które mam do teraz nie będą dobrze wyglądały podcięte w półkole.


Ostatnio dwa razy trafiłam na instrukcje do metody samodzielnego podcinania końcówek, którą Lagoena trafnie i obrazowo nazwała "na babuszkę" ;) Jej wpis znajdziecie tutaj, a post Blondregeneracji ze zdjęciami tutaj. Dodałam wpisy do zakładek „na potem”. Na „jak już będę miała zdrowe końcówki”. Jednak kilka dni później dłuższą podróż autobusem spędziłam wypisując sobie „za” i „przeciw” na teraz ;) Była pierwsza połowa września, do jesiennego podcięcia (jak zwykle okolice przejścia pór roku) miałam akurat dwa tygodnie na to, by się zastanowić.

Powody, dla których bardzo chciałam spróbować nowej metody cięcia:

+od zawsze marzyłam od takim kształcie włosów

+ostatnio coraz bardziej męczy mnie stan końcówek, o kryzysie wspominałam nawet w podsumowaniu sierpniowej pielęgnacji włosów. Wybierając tę metodę cięcia mogłabym chociaż po bokach obciąć więcej i różnica byłaby odczuwalna oraz widoczna bardziej niż przy moich standardowych podcięciach jednego do trzech centymetrów na prosto.

+większe cięcie chociażby po bokach przydałoby się również dlatego, że serum, którego używałam przez lipiec, sierpień i połowę września okazało się zbyt słabe do zabezpieczania moich wymagających włosów i końcówki zaczęły się plątać

+czytałam instrukcje do tej metody cięcia i widziałam zdjęcia. Spróbowałam też zebrać włosy dłonią pod brodą (zamiast wiązania gumką) a drugą chwycić najkrótsze pasmo. Puściłam włosy zebrane w kucyk i odkryłam, że trzymane przeze mnie pasmo faktycznie jest środkowe. Później zrobiłam to samo z najdłuższymi końcówkami zebranego pod brodą kucyka. Okazało się, że są to pasma boczne. Upewniłam się, że podcinając włosy w ten sposób faktycznie wyjdzie U ;) Najwięcej zetnę po bokach a najmniej na środku. Nie mnie jednej wydawało się, że wyjdzie odwrotnie ;)
Różnica między najkrótszym a najdłuższym pasmem zebranych w ten sposób włosów wynosi jakieś 10 cm, czyli aby odświeżyć wszystkie końce i stworzyć pełen kształt U podciąć musiałabym minimalnie 11 cm. Środkową część w praktyce podcięłabym o 1 cm a boki o 11 cm.

+metoda jest prosta. Tak jak w mojej metodzie z jednym kucykiem z tyłu głowy, tutaj również mam pewność, że za każdym razem będę w stanie tak samo zebrać końce i podciąć je równo, wszystkie.

+końcówki obcięte w kształt U ale niecieniowane nadal będą łatwe do zabezpieczania i schowania w upięciach, nie powinny też sprawiać, że pędzelek warkocza będzie rzadki.

Aspekty, których się obawiałam:

–takie cięcie może nie wyglądać dobrze na moich suchych, lekkich i wciąż rzadkich końcówkach. Wiedziałam, że na pewno nie będzie to szerokie U rozkładające się pięknie na plecach.
(Ale moje końce ścięte na prosto również nie wyglądają wspaniale, przez to że są po prostu starymi partiami włosów, pamiętającymi gorący nawiew suszarki i prostownicę co dwa dni. Wracam do tego, że po bokach podetnę około 10 cm: może właśnie dzięki temu chociaż boki będą już zdrowe, albo prawie zdrowe.)

–99 cm to u mnie (wyczekiwana bardzo, bardzo długo) kość ogonowa i mam do niej niewielki zapas. Możliwe, że obetnę więcej niż ten zapas i cofnę się przez dopiero co osiągnięty mini-cel.
(Ale przecież kilkukrotnie zbierałam włosy z kucyk i obserwowałam poszczególne pasma. Faktycznie jest tak, że to najkrótsze jest środkowym. Mogę je łatwo znaleźć i obciąć włosy tyle, by nie cofnąć się przed 99 cm.)

Sześć powodów „za” i tylko dwa „przeciw”, przy czym do każdego mam kontrargumenty będące dodatkowymi punktami „za”. Wykorzystałam metodę dwóch tygodni. Od momentu wpadnięcia na pomysł do dnia podcięcia od czasu do czasu myślałam o sprawie. Gdyby miał się pojawić jakiś ważny powód na „nie”, w tym czasie na pewno by się pojawił. Nie stało się tak. Wręcz przeciwnie, były dni kiedy chciałam obciąć włosy już, zaraz i mieć odświeżone końcówki w nowym kształcie. Raz zwątpiłam. A później już spokojnie czekałam aż zbliży się koniec miesiąca, zdecydowana podciąć włosy w kształt U. Dlatego metoda dwóch tygodni jest świetna do takich decyzji. Co prawda stając w końcu przed lustrem z nożyczkami w dłoni trochę się bałam, ale wiedziałam też, że bardzo tego chcę. Postanowiłam jednak spróbować, zamiast podcinać włosy znów na prosto i na kolejną szansę wymarzonej od dawna zmiany czekać trzy miesiące.

Tuż przed podcięciem przypomniało mi się, że moim najkrótszym pasmem jest grzywka, kilka centymetrów krótsza od całości. Nie zależało mi na zrównaniu z nią reszty, więc musiałam uważać, żeby nieplanowo nie obciąć włosów do jej długości. Kiedy przełożyłam przedziałek na środek, rozczesałam włosy szczotką z włosia dzika (zrobiły się śliskie w dotyku! A wizualnie napuszone, w końcu wyszczotkowałam fale ;)) i związałam pod brodą kucyk, zniknęły pasma, które widziałam przedtem zbierając włosy pod brodą na próbę. Końce były jednolitym „ogonkiem”. Mogłam się tego spodziewać po wyszczotkowaniu… Skoro pasm  nie było widać, nie byłam w stanie znaleźć najkrótszego (poza grzywką). Obcięłam trochę „na oko”, gdyby okazało się że najdłuższych końcówek nie sięgnęłam zawsze mogłam powtórzyć proces. A tak naprawdę bałam się, że obcięłam dużo, ponad 5 cm z najdłuższych pasm, i znów będę do poprzedniej długości wracała kilkanaście miesięcy. Rozpuściłam włosy, przełożyłam przedziałek na bok i spojrzałam w lustro. Kształt U był ledwie widoczny (ale tego częściowo się spodziewałam. Na tak rzadkich końcówkach mało widać.) a różnica w gęstości końcówek niewielka. Myślałam, że zrobiłam ten sam błąd co w marcu 2012: podcięłam średnią ilość i teraz nie mam ani długości, którą mam dzięki niewielkim cięciom, ani zdrowych końcówek, które miałabym po jednym większym.

Czas na matematykę ;) Przed podcięciem włosy miały 99.5 cm, nie urosły nic od końca sierpnia. Po podcięciu najdłuższe pasma mierzą 98 cm. Przycięłam końce nad kość ogonową (oby udało mi się do niej szybko wrócić), ale nie jest tak źle jak przez chwilę myślałam. Na szczęście! Środek skróciłam o 1.5 cm, czyli tyle ile mniej więcej podcięłabym na prosto, a boki o więcej. Mimo, że wizualnie nie jest wiele lepiej, w dotyku czuję różnicę. Końcówki są gęściejsze. Oby ten stan utrzymał się do kolejnego podcięcia!

Tym razem wyjątkowo powstały zdjęcia „przed”, których zazwyczaj nie robię, żeby nie odczuwać aż tak straty ;) W trakcie podcinania przygotowaliśmy też zdjęcia do tutorialu: chcę mieć taki wpis częściowo dla siebie, jako notatki na przyszłość. Pojawi się za kilka dni :)


Przed: 99.5 cm



Po: 98 cm i kształt U. Przez rozczesanie końcówki napuszyły się, są mniej widoczne, ale po prawej stronie widać kształt: bok jest krótszy. Przy okazji idealnie widać to, ile starych końcówek mam jeszcze do ścięcia.


Przez trwający od jakiegoś czasu kryzys związany z wciąż kiepskim stanem końcówek, postanowiłam zatrzymać się na dłużej przy kości ogonowej (99 cm) zanim zacznę dalej zapuszczać włosy do wymarzonej długości klasycznej (112 cm). Mam nadzieję, że kilka większych podcięć wystarczy, by zbliżyć się do linii zdrowych włosów. Wtedy trochę bardziej zadowolona ze stanu końców będę mogła ruszyć dalej. Na tle jasnych ubrań, tak jak na zdjęciu powyżej, widzę czasem, że do zdrowych partii (na środku, bo boki są rzadsze jeszcze trochę wyżej) nie brakuje mi wcale wiele – jakieś 10 do 15 cm. Może uda mi się pozbyć tej długości przy dwóch albo trzech większych podcięciach? Teraz wszystko zależy od tempa przyrostu włosów.

Cały czas cieszę się z nowych końcówek, nawet kiedy skupiam się na czymś innym wciąż pamiętam, że jest jakiś powód do radości. Czuję się jakbym miała coś nowego ;) Ten stracony nadplanowy centymetr nie sprawia mi przykrości w zestawieniu z końcówkami które są o tyle lepsze! Nawet jeśli nie jest to bardzo wyraźne wizualnie kiedy włosy są przerzucone do tyłu (chociaż założę się, że będą wyglądały lepiej, pełniej po proteinach), to w dotyku i wtedy, kiedy zbieram włosy w kucyk dłonią albo przerzucam je do przodu różnica jest i widoczna i odczuwalna. (Więcej zdjeć pojawi się w tutorialu.) Już się cieszę na coraz lepsze końcówki. Nie na długość – nastawiłam się na to, że przez najbliższych kilka miesięcy nie zapuszczę nic poza centymetrem który pozwoli mi wrócić do kości ogonowej – a właśnie na coraz zdrowsze i gęściejsze końce! :)

We wpisie skoncentrowałam się głównie na stanie końcówek, a przecież i kondycja włosów zasługuje na swój akapit ;) Na zdjęciu wyglądają one na przesuszone i matowe. Na żywo jest zupełnie inaczej, są gładkie i błyszczące. Szkoda, że na wielu zdjęciach wyglądają tak niekorzystnie. To wina światła, bo problem z różnicą między rzeczywistością a zdjęciami pojawił się po tym jak przeprowadziłam się do dość ciemnego mieszkania. Pomijając to, jak włosy wychodzą na zdjęciach, zaczynam widzieć efekty regularnego olejowania, sporych dawek nawilżania oraz używania protein. Dociążone, gładkie włosy to już nie święto, teraz są takie prawie po każdym myciu. Hurra! :)

Komentarze

  1. Widać zmianę! Taka mała rzecz jak nowe końcówki, coś co może nikt postronny nie zauważy ale jak cieszy:) ja uwielbiam miziać końcówki po ścięciu :D
    Kochana słyszałaś o "hollywood beauty castor oil hair treatment"? wiem że to tylko mieszanka olejów i możnaby spróbować samemu coś takiego ukręcić ale widziałam wiele opinii i pytam bo masz dostęp do większego źródła informacji (LHC) gdzie ja się gubię i zastanawiam się czy tam dziewczyny może coś pisały. Brdziej ufam takim opiniom niż tym pisanym na stronach stricte poświęćonych produktowi. Pozdrawiam, K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miziam :> Dziś po proteinach wyglądają dziesięć razy lepiej! :)

      Czytałam opinie, raczej sceptyczne. Albo przewidywania, że nie będzie działać albo recenzje - że nie działa...
      Mink oil, ciekawe. To żeniszek meksykański, roślina...? Bo chyba nie norka! Nie ma to jak zmieszać kilka olejów i rzucić nazwę "Hollywood..." ;)

      Usuń
    2. Mink oil to olej z norki- http://pl.265health.com/alternative-medicine/other-alternative-medicine/1018026490.html#.VCQIkGd_uWw

      Usuń
    3. A jednak! "Mink" ma dwa znaczenia po angielsku, liczyłam że to jednak... żeniszek.

      Usuń
  2. Mimo jasnego światła, faktycznie widać, że podcięcie super wyszło. Wypróbuje kiedyś te metodę :)
    BTW Wyobrażam sobie jak włosy zjeżdzają w dół, jak taka taśma i zapełniają wolne przestrzenie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj :) Kurczę, wczoraj użyłam protein, dziś końcówki wyglądają zupełnie inaczej, kształt jest piękny! O takim zawsze marzyłam! <3

      Usuń
    2. Ale fajnie ze potrafisz sie tAk cieszyc ze sciecia :) no i super ze sie udalo jak zaplanowane :) jeszcze troszke zetniesz tych cienszych koncow i bedzie w ogolebosko :) a powiedz, myslisz ze to zmiana w podejsciu do pielegnacji spowodowala ze good hairdays trwaja?

      Usuń
    3. Na pewno to właśnie to! :)

      Usuń
  3. Jesteśmy w identycznej 'włosowej' sytuacji :) Moje włosy też sięgają do kości ogonowej, też mam problem z suchymi i rzadkimi końcówkami, i też zapuszczam do długości klasycznej! :) I wczoraj doszłam do takiego samego wniosku jak Ty - że chyba zatrzymam się na kości ogonowej dłużej, podetnę trochę zniszczonych końców, i potem zapuszczę te brakujące 10 cm do długości klasycznej. Pocieszam się, że jak końcówek bedzie więcej, to włosy od razu będą wydawać się wizualnie dłuższe, i wreszcie będzie widać, jakie są naprawdę długie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak! :):) Ja na swoje też patrzę, patrzę, ale w dni kiedy końcówki wyglądają kiepsko jest tak, jakby liczyła się tylko część długości. A z pełniejszymi końcami włosy będą w końcu wyglądały na tak długie jak są! :)

      Rozbijamy obóz na kości ogonowej :> Jesienne przemyślenia, jakie podobne! ;)

      Usuń
  4. Pięknie wyszło :) Na Twoich pięknych, wielkich, nierozczesanych falach efekt będzie jeszcze wyraźniejszy:)) Droga Henri, które serum miałaś na myśli pisząc, że słabe..? Sledzę Twego bloga od dawna i intuicja każe mi przypuszczać, że to albo Green Pharmacy albo GlissKur?
    Pozdrawiam, Kara :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! :):)
      Green Pharmacy już nie używam, a Gliss Kur jest cudny :) To słabe co się nie sprawdziło to koktajl rokitnikowy Natura Siberica z olejem arganowym na pierwszym miejscu w składzie :(

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź:) Kupiłam właśnie Gliss Kurka (nie ukrywam- pod wpływem wzmianek o nim wyczytanych u Ciebie) i stąd moje pytanie :D Bardzo inspiruję się Twoją pielęgnacją, mamy naprawdę baaardzo podobne włosy- kapryśne, naturalne, długie, falowane, których przez dłuugi długi czas nie mogłam zaakceptować w takim "kształcie". Co trzeba im jednak przyznać- to zresztą tak jak u Ciebie- odpowiednio traktowane z duuuża dawką delikatności i cierpliwości i pod wpływem odpowiednich kosmetyków naprawdę potrafią robić duże wrażenie:)
      Twoje włosy, wiedza, Twój blog są dla mnie prawdziwą inspiracją. Uwielbiam tu zaglądać ;)

      Usuń
    3. Jeeeju, dziękuję! :) Piszę po to, żeby czytać coś takiego! :):)
      Gliss Kura chyba nie nie zdetronizuje. Ultimate Color jest super, a po podcięciu właśnie zaczęłam używać 6 Miracles. Zobaczymy jak sprawdzi się przez najbliższe 3 miesiące. Na później zastanawiam się jeszcze nad jednym, też olejowym serum. A po nim będę już wracała do tych sprawdzonych. Oby takimi okazały się trzy! Chciałam mieć cztery tego typu produkty, każdy na trzy miesiące, w sumie rok, w ten sposób by mi się nie nudziły. Ale rokitnik się nie spisał :( Chociaż chyba wrócę do niego później, kiedy już będę miała zdrowe koncówki.

      Usuń
    4. U mnie rokitnik nie spisuje sie o tyle ze latwo mi "przesadzic" przez co wlosy wygladaja na przetluszczone. Wymieszalam to serum z resztka silikonowego Mythic oil- chyba z korzyscia dla obu ;)

      Usuń
  5. Masz bardzo długie włosy... O takiej długości to mogę tylko pomarzyć :) ładny wyszedł Ci kształt :)
    Zapraszam do mnie http://emissss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Slyszalam juz o tej metodzie .:) widac zmiane. Zazroszcze ci tej dlugosci wlosow !
    PS Zapraszam do mnie :> http://pielegnacja001.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ladne U wyszlo, kiedys rowniez chce takie zafundowac swojej czuprynie ;) 3mam kciuki za mega dobry przyrost i obcinanie, zebys szybko mogla ruszyc z dalszym zapuszczaniem do wymarzonej dlugosci :)! Super, ze obecna pielegnacja tak dobrze wplywa na Twoje wlosy, ja rowniez ciesze sie ostatnimi czasy tym, ze dociazenie to juz nie mzawki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kiedyś myślałam, że zawsze będę miała siano na głowie! :D

      Usuń
  8. Sama zastanawiam się nad takim cięciem...
    Również obawiam się, że moje końcówki nie wyglądałby zbyt korzystnie, ale może się przełamię, bo u Ciebie wyszło super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzi o to, że się przechwalam :D Bo super-pięknie nie jest, przez gęstość końców (tudzież brak takiwej :>). Ale sam kształt jest przecudny! Spełniło się moje odwieczne włosowe marzenie. Tak łatwo! :):):)

      Usuń
    2. Ee, jakbym miała falowane włosy jak Wy to bym się ani chwili nie wahała:P Pod lokami od razu łatwiej ukryć ewentualne niedoskonałości. Ja się boję, bo na prostych włosach widać każdą wpadkę i krzywe cięcie :(

      Usuń
  9. Czyli jednak zdecydowałaś się na to cięcie. I bardzo dobrze! Miła odmiana, a i poprawiła motywację i nastrój, nie ma co żałować centymetrów. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych zdjęć na których włosy nie będą tak spuszone po szczotkowaniu, chcę zobaczyć to U w pełnej okazałości! ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przemieliłam to w głowie i w końcu na spokojnie byłam pewna, że chcę spróbować. I naprawdę cały czas myślę o tym, że mam coś nowego :) Nowe włosy ;)

      Usuń
  10. Ślicznie wyszło! :) To była dobra decyzja, gratuluję. Ja kocham moje V, decyzja o zmianie fryzury to jedna z moich lepszych. Mogę się podzielić zdjęciami przed i po cięciu z typowej 'prostki' na cieniowane V. Jeśli byłabyś zainteresowana oczywiście. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie chce być niemiła ale tego cięcia na U w ogóle nie widać, tutaj przydałoby się ściąć z 10 cm bo Twoje końcówki nie wyglądają zbyt dobrze, są strasznie przerzedzone co tylko odejmuję uroku Twoim włosom. Długość to jednak nie wszystko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cięcie widać, chociaż nie na tych zdjęciach (jak wspominam w poście). To znaczy widać zmianę kształtu bardzo, zwłaszcza dziś, po proteinach. A że końcówek nie widać... Piszę o tym od miesięcy. Nie chodzi o to, że sugeruję przekopywanie się przez całego bloga ale przecież nawet czytając ten jeden wpis można dowiedzieć się, że że to stare, zniszczone końce które powoli podcinam.
      Długość jest dla mnie bardzo ważna i ze zdrowymi krótkimi włosami szczęśliwa nie będę. Kondycja włosów to również nie wszystko, przynajmniej dla mnie. Chociaż wiem, że polska blogosfera popadła w taką skrajność, o czym z resztą dyskusja odbyła się pod postem o LHC, gdzie podejście jest diametralnie różne.
      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2014/09/niespodziewane-wyznania-i-kilka-sow-o.html

      Nie rozumiem komentarzy pod tytułem "Twoje końcówki są przerzedzone". Czy ja pomimo tego, że piszę o tym co dwa zdania sprawiam wrażenie osoby, którą trzeba o tym informować? ;);)

      Jedyne, czego oczekuję to czytanie postów i chyba mam do tego prawo. W odpowiedzi na komentarze takie jak Twój nie piszę tylko "przecież piszę o tym cały czas". Piszę cały czas, to prawda, i wspominam o tym w odpowiedziach na komentarza ale chodzi o to, że ja nawet w tym poście i wielu innych pod którymi pojawiają się podobne komentarze wspominam o sprawach związanych z końcówkami i podcięciami. Nie trzeba się przekopywać przez dwieście postów. Wystarczy ten jeden. I ręce opadają każdemu autorowi, który zauważa, że ktoś nie czyta wpisów a wypowiada swoje zdanie. Po komentarzach napisanych po przejrzeniu zdjęć z ewentualnym rzutem oka na wstęp i ostatnie zdanie... od razu to widać.

      Usuń
    2. Henri, a może spróbujesz robić zdjęcia w innym świetle? Mam wrażenie że robisz je pod światło i słońce prześwietla Twoje włosy, przez co wydają się matowe, a końcówki rzadkie. Może spróbuj je zrobić np. 'włosami' do okna, żeby światło padało na włosy?

      Usuń
    3. Aaaa, kto mi czyta w myślach? :D
      Dziś przygotowałam post (z tryliardem zdjęć z resztą) o tym jak moje włosy wychodzą na zdjęciach. Nie było w sumie problemu kiedy mieszkałam gdzie indziej. Teraz mam dość ciemne mieszkanie, od północy i za oknem drzewa (ale poza tym jest ekstra! <3) i jest tak: kiedy robię sobie sama zdjęcia telefonem, mogę stać przodem do okna i włosy przerzucić do przodu. Ale kiedy potrzebuję zdjęcia całości włosów z tyłu musiałabym stać ja (tyłem do okna) i między mną a oknem Pan Fotograf. Zasłoniłby całe światło ;) Nie mam pomysłu jak to inaczej robić.
      Przyjdzie zima, liście z drzew spadną (chlip! :( ) to zrobi się w domeczku trochę jaśniej ;) Na razie... chyba nie mogę nic zrobić. Są takie dni, że zdjęcia wychodzą ekstra, jak to tu:

      http://henri-and-her-hair.blogspot.com/2014/05/ndw-9-laminowanie-marion-i-fale-sfh-9.html

      Ale czasem jest tak jak dziś :( Włosy na żywo wyglądają zupełnie inaczej, zupełnie. (Nie zawsze, jak jest puch i susza to jest, ale wtedy zawsze to przyznaję.) Trochę za często muszę tłumaczyć, że włosy tylko na zdjęciu tak wyszły, a wyglądają inaczej... :(

      Usuń
    4. Też myślałam o tych zdjęciach. A gdybyś tak od czasu do czasu wrzuciła zdjęcie włosów bez lampy i z lampą? To byłoby ciekawe =)
      Strasznie ładnie Ci to cięcie wyszło. Ale uważaj, bo metoda "na babuszkę" nie będzie już taka łatwa kiedy nagle zagęszczą Ci się końcówki =P Swoją drogą szkoda że nie pokazałaś zdjęcia obciętych końcówek.
      Kiedy więcej zdjęć nowej fryzury?

      Gabrysia =)

      Usuń
    5. W kwestii zdjec z lampa dokładnie to planuje :-) Od czasu do czasu będę wrzucala to samo zdjęcie z lampą i bez :-)
      A więcej zdjęć za kilka wpisów :-) Chcialam zrobić dzis zdjecie.całości ale wczoraj mi.cos nie do konca z.połączeniem produktów wyszło ;-)

      Usuń
    6. Ja wiem jak to zrobić, bo robię. Ustawić aparat z samowyzwalaczem na parapecie. Fotograf nie zasłania okna, a światło pada tam, gdzie powinno. :)

      Usuń
    7. Nie mam parapetu :-D :-D Tylko okno balkonowe. A wieza ustawiona z krzesel i ksiazek byłaby jednak ryzykowna. ;-)

      Usuń
    8. Ja mam aparat z takim sznurkiem do zakładania na nadgarstek, nie wiem jak Ci to wytłumaczyć ale mam nadzieję że wiesz co co mi chodzi. Za ten sznurek możesz powiesić aparat na klamce okna. Ja robię podobnie ale na ramie lustra - i działa.

      Usuń
    9. Wieża z książek faktycznie kiepska, tez bym się bała. Masz tylko drzwi balkonowe? Rozbudziłaś moją ciekawość. :)

      Usuń
    10. Yesss, tylko drzwi. Podwójne. Nie mam okna z parapetem tylko drzwi do samej podłogi. A tak marzę o parapecie! O parapecie! To jest marzenie :P Najpierw mieszkałam na poddaszu. Okno w dachu. Fajnie, tyle, że chmury po kilkunastu latach przestają być aż tak fascynujące. A teraz mam tylko drzwi balkonowe. I masę planów na to, co też na na parapecie postawię jak już go będę miała :D

      Henri

      Usuń
  12. Ja ostatnio przeginam z podcinaniem końcówek :( Cięgle to robię i czuję, że za niedługo moje włosy będę krótkie ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Kochana! Chciałam tylko napisać, że z całego serducha wspieram Cię w Twojej walce o długie i zdrowe włosy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję! Naprawdę potrzebuje czasem takich slow po tym jak wszędzie czytam ze "trzymanie dlugich wlosow jest glupie i bez sensu jesli nie sa.idealnie zdrowe". Jakby nie bylo innej drogi... :-)

      Usuń
  14. Niezmiernie zazdroszczę! Masz cudowne włosy :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz