Niespodziewane wyznania... i kilka słów o The Long Hair Community

Te z Was, które pamiętają ile miesięcy temu obiecałam ten wpis mogą się słusznie (ale proszę, delikatnie) zdenerwować. Bardziej poirytowanym podam adres i przyjmę zarzuty osobiście. Zasłużyłam. Drzwi otworzę oczywiście w turbanie i wystającym spod niego czepeczku z koronką. Oba cuda są różowe, a turban ma guzik a la kryształek. Miss Hair 2014!

Z drugiej strony, to dobrze, że czekałam aż tak długo. Jeszcze kilka miesięcy temu post wyglądałby inaczej, w The Long Hair Community widziałabym wyłącznie superlatywy. W końcu to miejsce, gdzie nauczyłam się podstaw pielęgnacji włosów. W pewien sposób otworzyło mnie na świat (internetowe zakupy na drugim jego końcu to już żaden problem), zmotywowało do skupienia się na języku angielskim i muszę przyznać, że gdyby nie to forum, nie studiowałabym filologii ;) Teraz jednak patrzę na nie z innej perspektywy i widzę jego braki, a zmiana nastąpiła dzięki polskiej blogosferze.

Nazwa forum mówi sama za siebie: jest to miejsce dla osób kochających długie włosy. Oczywiście są i członkowie (tak, mamy też panów) z włosami krótkimi, którzy je dopiero zapuszczają. Są osoby, które zapuściły włosy do talii czy do bioder i dłuższych nie chcą. Ale jest też bardzo wielu członków z włosami dłuższymi niż do kości ogonowej. W tym z dłuższymi niż do podłogi. Często zaglądam do wątku dla osób z włosami do kolan po dawkę inspiracji. I własnie – jeśli szukacie zdjęć naturalnych włosów, nie takich gdzie w tle można jeszcze zobaczyć salon fryzjerski albo lokówkę na szafce a cień świadczy o lampie błyskowej, zajrzyjcie właśnie tam. Na forum znajdziecie sporo motywacji do zapuszczania.

Zacznę od atmosfery, która różni się od tej blogowej. Forum powstało dawno, ponad dziesięć lat temu i na początku było niewielkie. Domowa atmosfera na szczęście pozostała, choć przy sześćdziesięciu tysiącach zarejestrowanych osób (sic!) nie wszyscy się znają. Daleko nie wszyscy, ale każdy możne znaleźć kilka osób, z którymi częściej się kontaktuje. LHC to nie tylko włosy, to też podstrony związane z bardzo różnymi zainteresowaniami. Jest grupa osób, wyznających religie pogańskie, związane ściśle z naturą. Są wątki o rodzicielstwie, dietach, czytaniu, zwierzętach, ogrodach, sporcie, dosłownie o wszystkim. Nie ma tam problemu z zaufaniem. Długość czyjegoś członkostwa i obserwowanie jego relacji z innymi załatwia sprawę. Nie chodzi o to, żeby pisać o swoich problemach na forum, ale można na LHC znaleźć osoby, z którymi kontakt przeniesie się na maile, facebooka czy wiadomości prywatne. Każdy użytkownik może też założyć bloga i zastrzec go dla osób z listy znajomych bądź nie.

Zdarzają się niestety złośliwcy i wariaci różnego kalibru. Dość często wpadają fetyszyści czy panowie, którzy szukają żony z długimi włosami, żeby mogli się nimi bawić. (Brr.) Na szczęście adminiatratorzy szybko blokują im dostęp do strony.

Atmosfera jest ciekawa. Dużo pozytywnego nastawienia i wsparcia się przydaje, bo włosomania jest hobby testującym cierpliwość ;) Spore znaczenie ma to, że wiele osób jest tam w wieku ponad 40 lat, są panie po sześćdziesiątce, które mają tak długie włosy, że mogą na nich usiąść. Żadnego śmiesznego „zetnij włosy jak urodzi ci się dziecko” albo „po czterdziestce to nie wypada”. Panie mają piękne, siwe włosy i przyznają, że bez problemu wychowały kilkoro dzieci, znajdując te pół godziny dziennie dla swojej pasji.

A teraz włosy. Na LHC chodzi głównie o długość. Nie tylko, ale głównie. Mam wrażenie, że w polskiej blogosferze jest zupełnie odwrotnie: przede wszystkim kondycja włosów, nawet jeśli wymaga to ścięcia na przykład połowy długości. Ja postanowiłam zamieszkać pośrodku, o czym wspominałam wiele razy. Intensywnie dbam o włosy, ale na ścięcie całości zniszczeń i powrót do krótszych włosów nie jestem gotowa. To właśnie LHC wieloma przykładami pokazało mi, że małymi podcięciami też można dojść do zdrowych włosów. Fakt, że po latach, ale można.

Pisząc ten post zaczęłam zastanawiać się nad tym co by było, gdybym włosomaniactwo rozpoczęła od blogów. Pewnie, jak prawie wszyscy, ścięłabym na początku zniszczenia. Może nie żałowałabym długości aż tak mając w tamtym czasie włosy ledwie do łopatek? Choć to złudne. Mnie może wydawać się, że osobom o krótszych włosach łatwiej podjąć decyzję o większym cięciu a sama słyszę czasem, że ktoś na moim miejscu z taką długością bez wahania obciąłby więcej, bo włosy i tak zostałyby długie. Teraz, po latach powolnego podcinania i praktycznego zapuszczania na przykład dwóch centymetrów w rok bardzo trudno byłoby mi rozstać się z ostatnimi kilkunastoma centymetrami włosów. Tyle na nie czekałam! Ale może byłoby lepiej, gdybym zaczęła od cięcia? Może nawet miałabym teraz podobną długość włosów, bo nie musiałabym tyle ścinać. Za to miałabym już zdrowe końce. Wiecie, nie sądziłam, że kiedykolwiek coś takiego napiszę. Obym się nie rozmyśliła i nie usunęła tego fragmentu przed publikacją.

Kwestia pielęgnacji włosów na The Long Hair Community jest właśnie tą, na którą patrzę teraz zupełnie inaczej. Niechętnie to przyznaję (dużo dziś takich zaskakujących fragmentów), niechętnie krytykuję miejsce, w którym zaczęła się moja miłość do włosów i które nauczyło mnie podstaw. Muszę jednak napisać, że w pielęgnacji z LHC brakuje mi bardzo, bardzo dużo. Drobiazgiem jest to, że do większości wspominanych tak kosmetyków nie mam dostępu. (Forumowiczów z Polski jest niewielu.) Z tym poradziłabym sobie znajdując odpowiedniki o podobnych składach. Dla mnie mankamentem jest po prostu uboższa pielęgnacja. To też zależy od włosów, oczywiście. Ale nawet wśród posiadaczy takich suchych i wymagających jak moje nie znalazłam nikogo, kto używałby bogatej maski i dobranego oleju co mycie. Z drugiej strony: wiele osób o bardzo długich włosach (czyli na przykład do kolan) podąża drogą bardzo prostej pielęgnacji. Używają do mycia bezsilikonowej odżywki, później nakładają na chwilę silikonową. I już. Raz w tygodniu maska, czasem olej. I to właśnie dlatego mojej pielęgnacji brakowało tak bardzo, bardzo, bardzo dużo. Nie wiedziałam, że można inaczej. A kiedy ma się takie włosy jak ja – trzeba.

Króluje olej kokosowy. Słychać głosy, że niektórym okropnie puszy włosy, ale nasza blogowa lista olejów ułożonych według porowatości włosów i wnikania nie jest ani trochę popularna. O balansie między proteinami, humektantami i emolientami dowiedziałam się też dopiero czytając blogi. A do tego czasu na The Long Hair Community przez trzy lata zaglądałam codziennie i czytałam bardzo, bardzo dużo. Tych informacji jednak tam nie było. O, właśnie. Może napiszę co w LHC doceniam, a czego mi brakuje.

Lubię tamtejsze znaczenie słów „długie włosy”. Sama długie włosy kocham, uwielbiam patrzeć na nie na zdjęciach i filmach. Trochę dziwi mnie to, że tutaj można usłyszeć głosy takie jak „włosy dłuższe niż do bioder są bez sensu i brzydkie”. (W zdziwienie wliczam jednak anonimowość, ułatwiającą pisanie komentarzy na blogach.) Lubię to, że długość ma aż takie znaczenie i nikt nikogo nie krytykuje za rzadkie, suche końcówki. Wiele osób ma fairytale ends (nazwa wzięła się chyba stąd, że elfy w filmach i na obrazach mają właśnie łagodnie przerzedzające się końce). Parcia na idealnie zdrowe włosy i podcinanie ich kiedy tylko lekko się podsuszą absolutnie nie ma. Propozycje podcięcia padają, jeśli ktoś pyta o radę. Ale nie jest tak, że „długie włosy są bez sensu jeśli nie są idealnie zdrowe”. Ten rozdźwięk między forum a polską włosową blogosferą długo nie dawał mi spokoju. Chyba po prostu nie zauważałam, że tu nie wszyscy zapuszczają włosy (aż tak intensywnie). Doceniam to dopiero teraz, ten blogowy nacisk na stan włosów. Swoich nadal nie jestem gotowa mieć idealnie zdrowych od razu, kosztem długości. Na to poczekam, choć jest mi ciężko i zdarzają się kryzysy, momenty, kiedy długość cieszy mniej a chciałabym już mieć włosy całkiem zdrowe, bez kilkunastu centymetrów starych końcówek. Jak już wspominałam w sierpniu, kiedy cztery i pół roku temu podejmowałam decyzję o powolnych podcięciach nie myślałam, że dojście do zdrowych końców zajmie mi aż tyle czasu. Od bardzo dawna wciąż czekam na osiągnięcie celu, wciąż myślę, że muszę jeszcze dużo zrobić nie po to, żeby włosy wyglądały lepiej ale po to, żeby w ogóle zaczęły wyglądać dobrze. Końcówki psują mi nawet radość z długości. Dlatego też postanowiłam, że zanim zacznę włosy zapuszczać do długości klasycznej (112 cm) przez jakiś czas zatrzymam się na kości ogonowej (99 cm) i będę podcinała wszystko lub prawie wszystko co urośnie. Kilka większych podcięć powinno poprawić sytuację.

Lubię akcesoria, zwłaszcza grzebienie i szpile. Jakiś czas temu pokazywałam Wam moją kolekcję. Od tego czasu powiększyła się też o nowe spinki Flexi8. W grupie akcesorio-holików nie ma znaczenia to, że ktoś ma włosy naolejowane czy czekające od dwóch dni na mycie. Dopiero co przyniesioną przez listonosza nowość trzeba pokazać ;) I fryzury! W swoim zeszycie mam ich ponad dwieście. Czas zacząć je robić. I pokazywać Wam! :) Tak, jak robi to na swoim blogu Abe


Model Flexi o którym marzyłam bardzo długo. Mój największy włosowy skarb :)


Doceniam też alternatywy. Na przykład coś, co w blogosferze co jakiś czas pojawia się jako link z podpisem „fuj, jak tak można”, czyli zaprzestanie mycia włosów. Nie, nie u każdego się to sprawdzi. A faza przejściowa jest bardzo trudna. Ale czasem skóra głowy potrafi przyzwyczaić się do sebum only. Wystarcza wtedy regularne szczotkowanie szczotką z włosia. Podobnie jak wtedy, kiedy decydujemy się myć włosy samą wodą (water only). Te dwa przypadki wykluczają jednak pielęgnację długości włosów olejami i maskami czy odżywkami. Sama bardzo długo chciałam przyzwyczaić włosy do rzadszego mycia, błędnie podążając popularnym na LHC tokiem myślenia "jeśli chcesz zadbać o swoje włosy, myj je rzadziej bo częste mycie jest szkodliwe, szampony tylko wysuszają pasma". Teraz chyba to właśnie jest jeden z większych rozdźwięków między sposobem myślenia o pielęgnacji włosów, który przejęłam z blogosfery (i który zaowocował efektami, wreszcie!) a tym popularnym na LHC. Samo odstawienie tego, co szkodziło, rzadsze mycie włosów, proste odżywki i olej kokosowy to naprawdę nie wyjścia dla każdego. Miesiące starań o rzadsze mycie niczego w moim przypadku nie dały (chociaż bardzo wielu osobom się to udaje. Można zmienić rytm mycia nawet o kilka dni: z codziennego na cotygodniowe. To nieprawda, że tak się nie da. Po prostu nie wszystkim się udaje. W sumie wielu osobom, ale nadal jest to mniejszość.) Później (ze względu na ŁZS) zaczęłam myć włosy częściej niż robiłam to przez lata: co dwa a nie trzy dni. Teraz widzę to jako wspaniałą okazję do częstszego odżywiania. Jeśli męczy Was częste mycie, spróbujcie tak na nie spojrzeć ;) A co do rzekomego szkodliwego działania szamponu... wystarczy znaleźć odpowiedni. U mnie kluczem jest brak siarczanów.

Brakuje mi, jak już wspominałam, bogatej pielęgnacji. Olejów, masek. Humektantów innych niż sok aloesowy. O półprodukty pretensji mieć nie mogę, może inne kraje po prostu nie mają odpowiedników naszego ZSK czy mazideł. Brakuje mi pielęgnacji ważnej choć w połowie tak samo jak długość. Żeby to przyznać, musiałam wyjść z szoku. Po półtora roku czytania blogów przyznaję z pokorą (a łatwo nie jest), że moim włosom brakowało bardzo, bardzo, bardzo dużo, kiedy zaczynałam prowadzić swojego. Potrzebowałam czasu żeby zobaczyć, że długość to jedno, ale naprawdę nie może być doceniona przy tak zaniedbanych (a niby zajmowałam się nimi przez trzy lata) i suchych włosach. Po pierwsze musiałam zauważyć, że w porównaniu do tego jak włosy mogą wyglądać (a możliwości wskazały mi dopiero autorki blogów), z moimi jest naprawdę źle. Po drugie, kiedy już zauważyłam, że mam suche włosy (wiem, że trudno uwierzyć w taką nieświadomość), musiałam przestać myśleć, że to taki typ i że zawsze tak będzie, nic się nie da zrobić. Produkty, które stosowałam wcześniej zmieniały niewiele, ale używałam ich, żeby używać czegokolwiek. Część mi wręcz szkodziła (olej kokosowy) ale wracam do tego, że nie miałam porównania. Nie wiedziałam jak bardzo można zmienić włosy, w swoich nie widziałam żadnego potencjału. Później przyszły kolejne objawienia, na przykład to, że włosy są falowane, a rozczesując je na prosto sprawiam, że się puszą.

Straciłam więc kilka lat, przez które wciąż, wbrew temu co mi się wydawało, nie dbałam o włosy, a przynajmniej nie robiłam tego poprawnie. Samo delikatne traktowanie, brak używania ciepła i lekkie odżywki nie zmienią wiele. Brakowało mi olejów, masek i nawilżania. Po czasie spędzonym na LHC został mi nawyk noszenia włosów upiętych. Przy tak wrażliwych jak moje to dobrze, choć kiedy będę już miała zdrowe, mniej łamliwe końce, na pewno będę chciała wreszcie od czasu do czasu włosy pokazać. Jednak wiele osób dość wcześnie łapie się na tym, że czują się ograniczeni. Nie ma nakazów, ale wystarczy sugestia i rozpowszechnione przekonanie, że rozpuszczanie włosów niszczy je bardzo i szybko. I już sami chcemy je upinać. A po kilku miesiącach mamy dość. Ja po ponad czterech latach nie mam, za to chciałabym wreszcie zacząć wykorzystywać w pełni swoją bazę fryzur.

Jest też sprawa silikonów. Od dawna wiadomo, że silikony włosów nie niszczą (odcinanie dobroczynnym substancjom możliwości dotarcia do włosa to mit). Bunt anty-silikonowy przeszłam jak wiele z nas, później wróciłam do silikonów w maskach i odżywkach. Wzbraniałam się jednak przed silikonowym serum („bo to już za dużo, bo to maskowanie zniszczeń, oszukiwanie samej siebie”), co było gigantycznym błędem. Na szczęście przykład serum przekonał mnie, że silikony potrafią niesamowicie chronić końcówki. Lepiej niż olej! I skoro działają właśnie tak… czy naprawdę lepiej jest rezygnować z nich w imię naturalnej pielęgnacji (cassia, płukanka z kocimiętki), która niekoniecznie tak się sprawdzi? U mnie nawet regularne olejowanie końcówek nie umywa się do ochrony, jaką daje silikonowe serum.

Niekiedy myślę, że za czasów LHC było mi łatwiej. Nie miałam wobec włosów żadnych wymagań. Żadnych. Były jakie były, nie widziałam, że jest źle, nie wiedziałam, że może być lepiej. Czekałam tylko aż urosną. Nie było to wcale dobre. Ale było łatwe. Teraz moimi wzorami są koleżanki blogerki o włosach tak pięknych, że patrząc na swoje wątpię, że kiedyś takie będą. A może to te końcówki? Może to one psują cały efekt? Jasne, są do ścięcia. Są tu tylko na jakiś czas, to coś nad czym pracuję. Ale są. I faktycznie, kiedy patrzę na moje włosy, sama myślę „wszystko ok, ale te końcówki…”. A kiedyś nie rozumiałam dlaczego ktoś mówi mi coś takiego, przecież mam długie włosy, czy końcówki mają aż takie znaczenie? Mają. Muszę znaleźć dobre, rozsądne miejsce w spektrum pomiędzy kompletnym brakiem wymagań i celów a dążeniem do nierealnego ideału ze zdjęcia, które komuś udało się zrobić w perfekcyjnym momencie. Komuś, kto ma typ włosów zupełnie inny od mojego. Albo inaczej: pamiętać, że włosy można nawilżyć, wygładzić, dociążyć. Ale nie frustrować się tym, że perfekcyjnie nie będzie. Dużym krokiem w tę stronę była moja akceptacja fal i zrozumienie, że gładkiej tafli włosów mieć nie będę.

Kto by pomyślał, że post opisujący The Long Hair Community widziane moim okiem (względnie moimi czterema oczami) zaowocuje takimi przemyśleniami? I skończy się spisaniem ich? ;)

Powiązane posty:

Komentarze

  1. Ja na LHC mam konto, ale praktycznie go nie używam. Nie lubię atmosfery for (znowu ta odmiana...), nie lubię gąszczu nieistotnych postów przez które trzeba przebrnąć żeby dotrzeć do jakichś ciekawych informacji czy fryzur. Dlatego i na LHC wchodzę bardzo rzadko.
    O posty z fryzurami miałam się niedawno upominać, bo kiedyśtam obiecywałaś ale do tej pory nic nie było. Szczególnie chciałabym zobaczyć vortex bun, sama zapuszczam włosy bo chcę nosić takiego koka, a że brakuje mi gęstość to muszę to nadrobić długością. Chętnie bym też przeczytała o Twoim sposobie ubierania się - co Cię skłoniło do nienoszenia spodni, jak sobie radzisz np. w zimie przy 20-stopniowym mrozie?
    Flexi uwielbiam. Ale przyłapałam się na tym, że wcale ich nie noszę, a wydałam na nie tyle pieniędzy... Trochę dlatego że wygodniej jest mi po prostu związać włosy w kucyk. Trochę przez to, że umiem wykonać może ze 3 fryzury z ich użyciem. Może też przez to że rozmiar M to za mało i kiedyś będę musiała sięgnąć po L/XL.
    Tak btw to zniszczyłam mój ruby bouquet, wypadło mi kilka kamyczków ze środka. Moja wina, i muszę się wybrać do jakiegoś jubilera żeby wstawił nowe.
    Nie powiedziałabym że czas w którym pielęgnowałaś włosy według zasad z LHC to czas stracony. Poznałaś przecież wiele metod których na polskich blogach nie ma. To, że się nie sprawdziły to inna sprawa. Dobrze że znalazłaś metodę odpowiednią dla siebie. Ja też od listopada 2011 roku dopiero teraz wychodzę na włosową prostą, a nieraz myślę jakie bym miała teraz włosy gdybym od początku pielęgnowała je właściwie. Ale bądźmy szczerzy, nikt uczonym się nie urodził, do wszystkiego trzeba dojść samemu. Niektórym jest łatwiej, innym trudniej. Najważniejsze to wciąż próbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas pamiętam o postach z fryzurami, mam notatkę na pulpicie nawet ale najpierw musiałam się odkopać z zaległych postów. Teraz od czasu do czasu postaram się coś wstawiać, nie wiem tylko czy po prostu wstawić zdjęcia fryzury czy też tutorial. Chyba jednak lepiej to drugie... Tu muszę przemyśleć formę. Zdjęcia, opis... Zobaczę.

      Nie podpisałam cyrografu na wyłącznie włosową tematykę bloga, ale mój sposób ubierania się mi nie pasuje tu ;) Głównie dlatego, że nie jest dla mnie czymś nad czym się jakoś wybitnie zastanawiam. Noszę to, co mi się podoba i z tego wychodzi jakaś całość. Styl powiedzmy elegancko-romantyczny. Mam tendencje do noszenia babciowych swetrów jednakowoż :D Ze spódnicami i sukienkami jest prosta historia. Przyszło mi to do głowy :) Moja przyjaciółka w podstawówce nosiła tylko spódnice a mnie na początku 2 roku studiów przyszło do głowy spróbować tego samego. I tak już zostało. Tak samo jak z upinaniem włosów! :D Teraz czuję się w spódnicy czy sukience lepiej. I wizualnie i jeśli chodzi o wygodę. Zimą, jak jest już naprawdę mroźno, rozważam spodnie ale pod spodnie które same w sobie ciepłe jakoś bardzo nie są założę najwyżej grubsze rajstopy. A do spódnicy mogę założyć rajstopy i na to legginsy czy raczej getry, gładkie, czarne. Mam dwie warstwy ciepłego ubrania na nogach, plus chociażby od kolan w górę ciepłą spódnicę. I jest mi cieplej niż w spodniach ;)

      Sama mam czasem całe tygodnie kiedy codziennie chodzę w koczku ze spin pins albo żabkami. To drugie to już w ogóle fryzura robocza, do spania, spięcia włosów po nałożeniu oleju albo maski i wcale nie chcę tak wychodzić. (Chyba, że koczek jest na czubku głowy. Ale i wtedy można go lepiej upiąć.) Ale kiedy spieszę się rano wolę zjeść niż robić koronę z warkocza ;) Zaczęłam więc jakiś czas temu akcję robienia wszystkich fryzur, które mam. Odhaczam sobie ołówkiem te już zrobione. Muszę do tego wrócić po przerwie. Będzie też okazja do publikowania zdjęć. To się wszystko ułoży i zaskoczy, ale potrzebuję czasu. Może zacznę od początku? O, to jest dobry pomysł.

      Masz całkowitą rację z tym, że do wszystkiego trzeba powoli dojść. I tak powinnam myśleć. Żałuję tylko tego, że niektóre dziewczyny w rok zmieniły swoje włosy nie do poznania a ja po prawie pięciu dopiero zaczynam osiągać jakieś efekty. To po prostu oznacza, że robiłam coś źle. I taka jest prawda. Ale czasu nie cofnę. Za to cieszę się, że teraz wiem co i jak robić.

      Usuń
    2. Moim zdaniem tutoriale są potrzebne tylko przy bardziej skomplikowanych fryzurach. Zawsze możesz wrzucać link do jakiegoś filmiku czy czegoś a sama pokazywać tylko zdjęcie fryzury. Mniej pracy dla Ciebie, a czytelnikom to nie zrobi wielkiej różnicy.
      Postaw sobie za cel jedną fryzurę na tydzień i od razu rób jej zdjęcia do posta. Wiesz, jakaś seria pokroju "zaplatane czwartki" czy inne wtf. (chociaż dla mnie "niech centymetry przybywają w chwale" jest na pierwszym miejscu listy hasełek typu "wtf?") Cztery lata i wszystkie fryzury masz z głowy.

      Usuń
    3. Centymetry są fajne! :-)
      Nie zrobię akcji 1 fryzura w tydzień bo wiem że nie zawsze będę miała czas. A tutoriale jednak chce robic, bo filmy znikają a linki wygasaja, ludzie usuwają posty, zmieniają adresy. Nie chcę dziur w blogu i wolę polegać na sobie w takich sprawach.

      Usuń
    4. Jak uważasz, zawsze możesz zrobić parę fryzur "na zapas", a tutorial można znaleźć po nazwie fryzury.

      Możesz mi udostępnić tą listę fryzur? =)

      Usuń
    5. Jak ją ogarnę i przepiszę, to pewnie tak :D

      Po prostu chciałabym mieć swoje instrukcje. Bo inaczej mogę codziennie wstawiać zdjęcie fryzury i wrzucać link na odczepne. Wolę zrobić pełen post sama, ale porządnie :)

      Usuń
  2. 4 akapit masz chyba błąd " Nie chodzi o to, żeby pisać na swoich problemach na forum" i 11 akapit "Swoich nadal nie jestem gotować mieć idealnie zdrowych od razu, kosztem długości. "

    Post dający wiele do myślenia. Co do jednego masz rację - do czasu gdy nie trafiło się na blogi i nie miało aż tak ogromnej świadomości pielęgnacyjnej było prościej pogodzić się samemu ze sobą i swoimi ograniczeniami. Zwłaszcza, że polskie blogerki są strasznie ograniczone i bardzo rzadko rozumieją, że na falowanych włosach końce właściwie prawie zawsze będą wyglądały na rzadsze (no chyba że je rozczeszesz...), że cienkie włosy nigdy nie będą wyglądały tak jak te grube i gęste, że falowańce nigdy nie będą super lśniącą taflą. Przez to często krytykują odbierając chęci do wszystkiego i człowiekowi jest jeszcze trudniej.

    I serio można robić płukankę z kocimiętki?! Mój kot byłby wniebowzięty :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Już poprawiam. Pisałam fragmenty na telefonie, słownik uzupełniał i powychodziły takie kwiatki. Dobrze, że mi piszesz :)

      Z kocimiętką mam problem lingwistyczny. Bo to jest po angielsku "catmint" i "catnip". Obie rośliny z tego co wiem po polsku to "kocimiętka". A płukanka ma być z "catnip" :) Nie wiem jak to ogarnąć. No i podobno stosowana regularnie sprawia, że końcówki się nie rozdwajają. Chociaż to też jest omawiane bardzo ogólnie, jakby działało dla wszystkich, bez wspomnienia, że niektóre włosy ziół nie cierpią. Ale jak Twoje lubią, spróbować warto. Kocie przywiązanie gwarantowane :D

      Usuń
    2. Wiedźmo, sama zaglądam najczęściej na blogi z włosami nieidealnymi. Są takie, i zbierają się wokół nich też takie "nieidealne" komentujące i atmosfera jest zupełnie inna. :)

      Usuń
  3. Wiesz co Henri? Ostatnio spytalam moja 5-latke czy nie zaluje zmiany przedszkola ( poszla do innego ) - i ona mi odpowiedziala: nie zaluje bo jakbym zalowala to by bylo jeszcze gorzej. Prosta filozofia- nie ma co zy przeszloscia i zastanawiac sie co by bylo gdyby... Gdybys od poczatku zapuszczania czytala blogi i miala taka wiedze, gdybys sciela od razu....nie mialas wiedzy "blogowej", nie scielas koncowek- wybralas inna droge i nia konsekwentnie podazasz. Doczekasz sie kiedys wymarzonej dlugosci przy idealnych koncowkach. Jesli chodzi o roznice miedzy atmosfera na blogach a LHC to powiem tak... Mieszkalam dlugo za granica, aktualnie jestem na urlopie w Irlandii- roznica mentalnosci jest ogromna. Mam wrazenie ze u nas wszyscy na wszystkich patrza krytycznym okiem- co ona na siebie ubrala, takie grube nogi i mini, no gdzie w dresie "do ludzi", makijazu nie ma- nie dba o siebie itd. Nawet na blogach dziewczyn o idealnych wlosach/ cerze/ figurze zawsze znajdzie sie "anonim" ktory wbije szpile.
    Mam wrazenie ze w takiwj np Irlandii czy Niemczech ludzie nie patrza na siebie przez pryzmat wygladu tak bardzo jak w Polsce. Tu nie jest niczym niezwyklym ze na zakupy do centrum handlowego idziesz w dresie i wygodnych chodakach ;). Nikt nie zabija wzrokoem dziewczyny przy kosci za to ze ubrala legginsy mimo ze nozki jak baleroniki. I ten luz przenosi sie mysle na atmosfere na LHC- masz dlugie wlosy- to super, dbasz o nie- jeszze lepiej, a ze koncowki takie a nie inne to juz twoja sprawa i nikomu nic do tego, w kazdym razie nikt noe robi z tego sensacji ze
    Koniecznie trzeba sciac bo suche. Kazdy ma swoje zycie i generalnie wylane na to co o nim sadza inni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę jest takie proste. Żałowanie niczego nie zmienia a tylko psuje humor. Tylko trzeba o tym pamiętać zanim się wpadnie w nastrój narzekania :D

      O to właśnie chodzi. Nie mówię o słodzeniu sobie i tworzeniu cukierkowego, sztucznego światka. Ale czy nie byłoby lepiej gdyby ludzie podkreślali to, co dobre a nie wypominali to, co im się nie podoba?

      Usuń
  4. Podziwiam Cię za wytrwałość w zapuszczaniu i cierpliwość. Ja nie umiałabym żyć ze zniszczonymi włosami, mimo, że wiele razy gdy muszę je podciąć cierpię, ale dla mnie właśnie jak piszesz na pierwszym miejscu jest kondycja włosa a potem jego długość. Sukcesywnie małymi kroczkami zbliżam się już do upragnionej długości :)
    Pozdrawiam Misi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps. Chociaż przyznam że nieraz widzę lekko zniszczone i rozdwojone końce, ale nie ścinam ich bo szkoda mi długości :)
      Grunt to znaleźć idealną dla siebie pielęgnację, taką którą lubimy i jest zgodna z naszymi osobistymi, włosowymi postanowieniami i ideami :)

      Usuń
    2. No właśnie. Okazuje się, że za pielęgnacją włosów stoi sporo teorii: planów, postanowień, przekonań... :-)

      Usuń
  5. Według mnie przez te wszystkie lata osiągnęłas coś czego mi osobiście na blogach brakuje- lubisz eksperymenty i lubisz ich efekty sprawdzać bardzo dokładnie w różnych kombinacjach. W polskich blogach bardzo boli mnie jednoliniowosc- codziennie prawie te same posty powtarzane tylko na innym blogu- nic nowego, ślepe podążanie za tłumem i nagłe "a fe" jeśli coś nie zgadza się z jedną i jedyną blogoprawda nawet jeśli coś potwierdzają badania lub jest zwyczajnie logiczne ;) Lubię zaglądać do Ciebie,eve i wlosowelove , właśnie u Was znajduję jakiś powiew świeżości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze jak widzę komentarsze, o których wspominasz, czyli że np. włosy dłuższe niż do bioder są brzydkie, albo że trzeba ściąć to co zniszczone to chce mi się śmiać.
    Przecież to Twoje włosy, co ludziom do nich. Mi się marzą długie włosy, ale niestety za często wyłamują mi się końcówki (lubię nosić rozpuszczone i miażdżę włosy torebkami itd)
    Bardzo przyjemnie czytało się ten post, myślę że dlatego iż masz doświadczenie i na LHC i w blogsferze, dużo łatwiej będzie Ci znaleźć złoty środek dla Twoich włosów. Mam nadzieję, że jak najszybciej dobrniesz do swoich 112cm:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja naprawdę nie jestem w stanie swoją główką pojąć co ludziom do innych. Jak można tracić czas i energię na czepianie się kogoś :D Wciskanie rzeczy typu "zetnij włosy jak będziesz miała dziecko" jakby to był nakaz konstytucyjny, troska taka jakby dana osoba miała iść do więzienia jak nie zetnie włosów. Czy końcówki czy kolor czy cokolwiek. Powtarzam, że nie chodzi o stworzenie słodkiego świata w którym będziemy sobie prawić komplementy. Ale po co az tak naciskać na to, co się nie podoba?

      Usuń
    2. No bo wlasnie: blogoprawda :) niektorzy sadza ze maja swieta i absolutna racje i musza swoje przekonania szerzyc niczym krucjate przeciwko niewiernym. No i w ogole jakim prawem na swoim osobistym blogu mozesz pokazywac koncowki nieidealne. Nie potrafie pojac tych hejterow, jak nie mam nic milego do powiedzenia to siedze cicho anie zatruwam komus zycie ;)

      Usuń
    3. Ja też. Czytałam gdzieś kiedyś że jak tak można, że po co tak, no przecież jak coś się nie podoba to można mówić.
      Można. A trzeba? Po co?
      Cieszę się, że nie jestem sama! :)

      Usuń
  7. What a nice flexi! It looks very nice in your bun. Unfortunately I understand absolutely nothing of the text and dearly miss your english translations!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I am sorry :( In a sense I still miss writing half of the blog in English, but I also feel and see how limiting it was for me in terms of time and energy... :(

      Usuń
    2. No worries, just wanted to let you know that there are some readers out there who read the english version :) Would it be possible to get a short summary in English?

      Usuń
    3. I've been thinking about it since a few bloggers I know do just that. Writing a summary would be easier for me, I could still have an entry ready in 2 instead of 6 hours ;)

      Usuń
    4. I've forgotten to mention that I placed the "Google Translate" tool in the left side bar, on the bottom. Polish syntax is too comples for Google to produce correct sentences in translation but the English version is... tolerable :) It should help you a bit :)

      Usuń
    5. Jup, I tried the google translator and translated your blogpost to german. Unfortunately it was not too good, but I guess I got the essence :D

      Usuń
    6. I tried translating it into English ;) It's enough to get the essence but far from being correct :D I don't think they will ever perfect the tool for Polish language since our syntax is literally impossible to predict ;)

      Usuń
  8. Najwazniejsze, ze zaakceptowalas swoje fale, ale musze przyznac, iz wierze, ze dazac slepo do danej dlugosci bez wymogow w stosunku co do wlosow z pewnoscia bylo latwiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To ja może tak od końca: ależ jestem ciekawa tych zapisanych fryzur! Szalenie! Można prosić jakieś linki do chociaż kilku najciekawszych inspiracji? Bo chociaż najchętniej zobaczyłabym cały spis, to jest to na pewno niemożliwe, a szkoda. Zaskoczyła mnie wzmianka o sobie, ale cieszę się, że mój blog okazał się tego wart ;) Kibicuję w tworzeniu! Tutoriale są bardzo wymagające i pochłaniają mnóstwo czasu, może jednak lepiej zacząć od zdjęć samych fryzur, a potem, jak już to wejdzie w nawyk, rozszerzyć to o tutoriale...? Ja bym się na tłumaczenia fryzur nie porwała, muszę przyznać, nawał pracy.

    Absolutnie zgadzam się z absurdalnością stwierdzenia "jak już masz takie długie, to obetniesz więcej, bo nadal będą długie". Ja odczuwam ogromną różnicę, kiedy przed podcięciem cieszyłam się, że nareszcie mnie włosy smyrają pod kością ogonową, a po podcięciu, kiedy się poczułam zagubiona, bo gdzie moje smyranie ;)
    Podziwiam ludzi, którzy mają włosy na tyle długie, że mogą na nich siadać - uda, kolana, łydki, to już jest coś dla mnie niewyobrażalnego. Wygląda jak wygląda, każdemu jego porno, ale uwagi wymaga pewnie tyle, co małe zwierzątko ;) Ja nie zdecydowałabym się ze względów praktycznych - za dużo sportu na to w moim życiu, może jakbym tylko siedziała i pachniała, to bym się zastanowiła :D
    Aha, a gładziutka tafla jest przereklamowana i nudna, i nic się na niej nie dzieje! Wystarczy spojrzeć raz na jakieś tumblrowe włosowe inspiracje - królują jednak ścięte w U albo V messy wyglądy, fale (szczególnie te lekkie, trochę strączkujące)!

    Co się zaś tyczy głównej myśli tego posta - niezwykle mnie porusza, ile czasu poświęcasz na myślenie o swoich włosach. Wydaje mi się, że może nadmiar zastanawiania się nad nimi, sławetny overthinking, powoduje też zwiększenie frustracji. Jasne, że warto mieć na uwadze zdrowie i kondycję włosów, że można poświęcać na pielęgnację czas codziennie, czytać i tak dalej - sama to robię. Mimo wszystko mam wrażenie, że wręcz zamartwiasz się swoimi końcami, a nie o to w tym wszystkim chodzi. Zamartwianie nie służy zdrowiu, a co nie służy zdrowi, nie służy też włosom! Włosy są dla nas, a nie odwrotnie, i przede wszystkim po to, by nastrój poprawiać, poprawiać samoocenę, samopoczucie czy co komu poprawić jeszcze mogą ;) A nie wręcz odwrotnie - by gryźć palce ze zgryzoty i wyrzucać sobie coś, co już było i czego się nie cofnie. Mówisz, że straciłaś czas - no to trudno, straciłaś, nie odrobisz go niezależnie od tego, czy się będziesz tym teraz gryźć, czy machniesz na to ręką w duchu myśli "dziękuję, że nareszcie wiem, co robić!", przy czym drugie podejście jest o wiele zdrowsze i przyjemniejsze. Pomyśl, że Twoją jedyną "winą" jest pielęgnacja za słaba, kiedy wystarczy spojrzeć na mnóstwo "włosowych historii", by zauważyć, że można wyrządzić sobie o wiele większą i nieodwracalną krzywdę (niechby i tą farbą z Rossmanna kupioną przy okazji pasty do zębów ;P). Moim zdaniem Twój okres LHC to jedynie bardzo długi początek, wstęp do prawdziwego dbania o włosy - a każdy jakoś zaczynał i nie wyrzucamy sobie przecież, że na początku (jak długi by on nie był!) nie byłyśmy alfami i omegami. Przy okazji nauczył Cię też przecież bardzo wiele! Nie chcę brzmieć jak te motywujące obrazki na kwejku czy innym czymś, ale zamiast zamartwiać się tym, czego nie zmienisz, spróbuj cieszyć się tym, co masz - przecież Twoje włosy nie mogą na Ciebie narzekać, są w takich dobrych rękach! Przetrwałyście razem i dalej będzie lepiej, niezależnie, czy z końcówkami, czy bez i co się z nimi stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł z podcinaniem wszystkiego poniżej kości ogonowej jest chyba najlepszym kompromisem. Przyznaję, że jestem jednak tą stroną "konfliktu", która twierdzi, że jak zapuszczać, to od zdrowych końcówek począwszy, bo ostatecznie podcięcie ich zawsze jest pierwszym krokiem w pielęgnacji, obojętne, co robimy. Wydaje mi się, że długość też można należycie docenić dopiero przy zdrowych końcach, niestety. A może nie tyle "zdrowych", co "zadbanych", nieważne, czy jest to włos cudownie nienaruszony aż do czubka, czy włos "w trakcie", jak u Ciebie. Jedyne, czego nie lubię, to włosowej obojętności, pozwalania, by rozdwajały się Bór wie, jak wysoko i tak dalej - to są dla mnie włosy niezadbane, nieestetyczne, zapuszczanie wtedy mija się z celem - chyba że ktoś wyjątkowo lubi piórka i włosy przezroczyste.

      Spinki bardzo ładne! Jest to jedna z niewielu okazji, kiedy coś do włosów doceniam estetycznie i nie czuję potrzeby kupna, bo jakoś nie mogę się przekonać do takich koków. Ostatnio w ogóle próbuję się przekonać do fryzur upiętych na głowie, a nie warkoczy, w ramach chronienia włosów, ale idzie mi średnio, bo warkocz jest po prostu najwygodniejszy i już, ech. Zastanawiam się jeszcze nad kupieniem InvisiBobble, może kucyk byłby milszy do noszenia (a przez to i robiony na nim kok). W rozpuszczonych (no, z małymi półupięciami) za to chodzę nie tak znowu rzadko, ale trudno mi trafić na moment, kiedy a) nie pada i b) żar nie leje się z nieba i się pod włosami nie zapocę. Generalnie dopiero niedawno przestałam cierpieć z powodu konieczności spania w warkoczu, bo po prostu uwielbiam rozpuszczone włosy nosić w ogóle ("w ogóle" w przeciwieństwie do "do ludzi" :D).

      I taka szybka refleksja: jak to dobrze, że moim pierwszym włosomaniaczym krokiem było zażyczenie sobie serum na końcówki właśnie, a nie nagła alergia na silikony! Generalnie cieszę się, że moje włosomaniactwo przypadło już na okres, kiedy przestałyśmy - my, blogerki - błądzić w ciemnościach i złudzeniach ;) No, a teraz to już tylko lepiej!
      Bardzo lubię Twoje refleksyjne posty! Dają do myślenia i - co widać po tym, że nie zmieściłam się w jednym komentarzu - do mówienia ;)

      Usuń
    2. Hej Abe, ja już prosiłam o te fryzury więc skoro jest nas, chętnych, więcej, to pewnie szybciej je dostaniemy =) fajnie że Henri podała link do Twojego bloga, wcześniej go nie znałam a bardzo fajne fryzury pokazujesz! I strasznie Ci zazdroszczę grubaśnego warkocza, mogłabym nawet ściąć włosy na zero i zapuszczać od nowa gdyby tylko tak gęste włosy miały mi odrosnąć ( zamiast mojej kitki mizernej).
      Invisibobble możesz poszukać w instytucji zwanej chińskim sklepem, są tańsze a działają dokładnie tak samo. Ja mam 2 takie gumki i są świetne, kucyk ma dużo więcej objętości, no i w porównaniu ze zwykłymi gumkami do włosów te sprężynki praktycznie nie ześlizgują się z włosów i wysoki kucyk utrzymuje się naprawdę długo na miejscu.

      Henri, wydrukuj sobie końcową część pierwszego posta Abe i powieś pod keep calm =D a tak wgl to Twoje przerzedzone końcówki mają zaletę - fale po koczku-ślimaku bardzo ładnie wychodzą. Na moich gęstych końcówkach za to wychodzą brzydko i nijako.

      Usuń
    3. Ja te fryzury gromadzę od 2010 i nie zapisuję linków, tylko nazwę i ewentualnie "twórcę". Większość to YouTuberki: Loepsie, torrin paige zawsze na pierwszym miejscu (to dzięki niej znalazłam LHC i w ogóle zaczęłam zajmować się tematem włosów! <3 <3 <3), LaDollyVita też czasem, chociaż jednak większość jej fryzur mnie albo przerasta technicznie albo nie są na co dzień, to znaczy dla mnie.

      Gdzie moje smyranie?! To jest to! Ja czuję (nie tyle widzę co właśnie czuję) stratę 2-3 cm :)

      Właśnie ciekawe jest to, że te osoby z bardzo długimi włosami piszą, że prawie nie zwracają na nie uwagi. Na przykład Igor.

      http://igorsbelltower.blogspot.com/

      Nawet wczoraj napisała, że dbanie o włosy nie zajmuje jej ani dużo czasu ani siły, robi cały czas to samo ;) A włosy do kolan. A mnie się też wydaje, że jak miałabym tak długie włosy, musiałabym o nich dużo więcej myśleć. Z takimi włosami na basen to już prawie jak z dzieckiem :D :D Trzeba jeszcze o czymś pomyśleć, coś przygotować przed i ogarnąć po. Ale pewnie tak nie jest bo po tylu latach zapuszczania ma sie ogarniętą pielęgnację do poziomu automatyczności.

      Overthinking to moje drugie imię. A i tak powinno być pierwsze :D Abe, dzięki za bycie motywującym obrazkiem na kwejku (tylko lepiej). To takie proste, a czasem, jak już zacznę, to nie mogę przestać i zapominam, że mam z czego się cieszyć. Jest długość, są zdrowe włosy do pewnej długości. I na tym powinnam się bardziej skupiać. A nie tylko martwić się końcówkami.

      Mnie spisanie takich myśli pomaga. Czasem sobie coś ułożę :) Chociaż widać overthinking (borze liściasty, to tylko włosy, ile można o tym myśleć...?) to i tak czasem sobie napiszę :)

      Fryzury będą na warsztacie a najbliższym czasie :)

      Usuń
    4. To, co napisała Abe jest prawdą - powinno się zapuszczać włosy zdrowe od początku, od ścięcia końcówek. Ale naprawdę, w przypadku niektórych włosów tak się nie da! Też mam suche włosy, końcówki lubią się przerzedzać, łamać etc. Jednak jeśli, Henri obcięłabyś je to nie sądzę, że dużo by to zmieniło, tym bardziej, że tempo porostu szaleńcze nie jest. Wspominałam Henri, że właśnie to dążenie do ładnych końcówek, jeszcze przed włosomaniactwem, doprowadziło mnie chyba kilkukrotnie do powrotu do wyjściowej długości. Prawda, nie dbałam o włosy tak, jakby tego potrzebowały. Jednak jeśli nie ścinałabym włosów przez jakieś 6 lat, czy po prostu po max. 3-5 cm raz na pół roku, to pewnie miałabym włosy poniżej talii, końcówki nie byłyby piękne, ale gdybym ułożyła włosy miałabym śliczne loki, końcówki by w tym nie przeszkadzały.
      Nie chcę mówić, że należy, myśleć o włosach nadmiernie, czy wieść spory nad tym jak powinno się postępować, ale naprawdę, każdy ma inne włosy. Ja osobiście cieszę się, że Henri ma długie, nie ścina ich impulsywnie, bo mam nadzieję, że i ja kiedyś dojdę do włosów naprawdę długich.
      Pozdrawiam, A.

      Usuń
    5. O, dokładnie. Bo to też nie jest tak, że jak zetnę raz końcówki to one już zawsze będą super i będę je mogła obcinać raz na rok. Po jednym dużym cięciu musiałabym i tak robić mniejsze, wcale nie zapuszczałabym włosów szybciej... Trochę tak, ale na pewno nie byłoby tak, że mogłabym zachowywać wszystko co by urosło. ;)

      Cieszę się, że pomimo sporej odległości od ideału moje włosy mogą motywować choćby długością :):)

      Usuń
  10. Właśnie dzisiaj opublikowałam post ze zdjęciem aktualizacyjnym, po którym chce mi się płakać. Po przez ostatni rok osiągnęłam tyle, że moje włosy są... ciemniejsze. Jest ich mniej niż było, długość taka sama. Rok ciężkiej pracy, bez żadnych efektów. Tym bardziej utożsamiam się z Twoim częściowym zawodem LHC.

    Mam konto na forum, ale nigdy nie napisałam żadnego komentarza. Nie udało mi się przekopać przez wystarczającą ilość postów, żeby znaleźć przydatne informacje, zwłaszcza że długość włosów długo wcale nie była dla mnie ważna. Dopiero Twój blog nauczył mnie zwracać uwagę i na długość. :)

    W pewnym sensie w blogosferze panuje podobna tendencja: że nieważne, jak włosy wyglądają, ważne żeby pielęgnować je naturalnie, unikać "kłamstw producenta" i "szkodliwej chemii". Nawet przekonanie, że silikony niszczą włosy (jak miałyby to robić?) :) Tutaj tez jest potrzeba równowaga. Osobiście lubię posty amerykańskich blogerek i vlogerek, które z kolei skupiają się na efekcie doraźnym. Ich włosy zachwycają. Nie widzę nic złego w używaniu lokówki, a nawet dopinek, choć oczywiście większe wrażanie robią na mnie włosy doskonałe "naturalnie".

    Ale sama takich nie mam, i mieć nie będę. To nie znaczy, że nie mogę ich ratować każdą dostępną metodą, i nie poprawiać ich wyglądu. :) Nie służy mi sama natura, tak jak nie służy im sama chemia. I widzę, że z dbaniem o włosy jest trochę jak z odchudzaniem: ktoś nie musi tego robić wcale, ktoś inny naprawdę stara się latami (tak, to też ja), a efekty są ledwie widoczne, okresowo nie ma ich wcale. Kiedy byłam młodsza i piękna (wtedy oczywiście tak nie uważałam, ale teraz wiem, z jaką łatwością wyglądałam naprawdę dobrze), nie potrafiłam tego zrozumieć. Że połamane paznokcie, suche włosy, grubą dupę ma tylko ten, kto o siebie nie dba. Dzisiaj życie nauczyło mnie pokory.

    A tak z innej beczki, czekam z utęsknieniem na fryzury, które można wyczarować z Twoich włosów i na ciekawe akcesoria. Sama wszędzie widzę tylko koczki na skarpecie i nic więcej, chętnie poznam nowe akcesoria - i zmotywuję się do walki o centymetry. Nawet takie cienkie i słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze co pomyślałam kiedy zobaczyłam zdjęcie to "aaah, ale końcówki". Chcę takie! :) Rozumiem jednak, że przerzedzenie Cię wkurza. I pilnowanie skóry głowy. Zawsze myślę sobie, że wszystko jest do zrobienia. Prędzej czy później. Tylko długie czekanie jest demotywujące. I nie jest dobrze jak się nie ma znalezionego rozwiązania. Wtedy nawet nie można sobie odetchnąć i pomyśleć "nie bedzie robiło się gorzej, poczekam aż będzie coraz lepiej."
      Ja Cię widzę z włosami do talii! Skoro moje siano, które powinnam na samym początku ściąć na chłopaka i ŁZS do pary przeszły, to Ty też opanujesz skórę głowy i włosy.

      Ha, mnie też w wielu sytuacjach życie nauczyło, że można się starać, robić 100%... A jak trafiamy na ścianę, to koniec. A przecież powinno się udać! No heloł! Zrobiłam wszystko co mogłam! I czemu nic się nie dzieje tak jak powinno?! Jakie to jest frustrujące.

      Usuń
    2. Może na zdjęciu końcówki są... satysfakcjonujące. Ale wiem, jakie są na żywo, a jakie były po tym cięciu. Zmierzyłabym obwód kucyka znowu, ale... muszę się najpierw zebrać na odwagę. ;)

      Dziękuję za dobre słowo, od teraz dam sobie na wstrzymanie z podcinaniem - i mam nadzieję, że za rok różnica w długości już będzie. I może z kilogramami też. Uściskałabym Cię! :)

      Usuń
  11. Ja właśnie mam na odwrót. "Wychowałam" się na wizażu i włosowych blogach, na których zawsze podkreśla się, że najważniejsze są zdrowe włosy a ich długość to sprawa drugorzędna. Powieliłam takie podejście i teraz mam obsesje na punkcie podcinania włosów,a gdy widzę, że końcówki są suche lub przerzedzone mam ochotę sięgnąć po nożyczki. Właśnie dlatego ciężko mi włosy zapuścić i praktycznie stoję w miejscu. Nigdy jeszcze nie powiedziałam, że mam długie włosy bo zwyczajnie takich nigdy nie miałam. Chyba powinnam wyluzować, dać włosom swobodnie rosnąć a jednocześnie dbać o nie jak najlepiej, ale też nabrać do tego zdrowego dystansu, zaakceptować je. Wątpię bym kiedyś miała włosy chociażby do talii, ale warto chociaż działać w tym kierunku, żeby potem nie żałować, że się tego nie spróbowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Możesz ruszyć trochę do przodu, wytrzymywać kilka tygodni od momentu kiedy zauważysz, że według Twoich standardów końcówki są już do ścięcia... Powoli zapuszczać. A jak już dojdziesz do wybranej długości będziesz mogła ścinać więcej, więc końcówki tylko przez część drogi będą nieidealne, a później znów mogą być.

      Ja włosy przede wszystkim zapuszczam, a żeby je zapuścić dbam o ich stan. Jednak pierwszym (chociaż nie najważniejszym! Obie kwestie są równie ważne, zapuszczanie po prostu było wcześniej i to od niego się zaczęło.) aspektem jest długość.

      Usuń
  12. „włosy dłuższe niż do bioder są bez sensu i brzydkie” ja często czytam, że długie włosy powinny sięgać maksymalnie pasa ;)
    Moje włosy również wolą bogatą pielęgnację. Teraz widać to bardzo wyraźnie. I mam zamiar wrócić do takiej pielęgnacji. Końce muszę podciąć- utrudniają mi życie ;)(zwłaszcza jeśli chodzi i plątanie się) Podzielę to sobie tylko na 3 etapy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, też na to trafiam. Jakby włosy dłuższe niż do pasa (załóżmy nawet, że to biodra, chociaż wiele osób na talię mówi pas) to było już coś dziwnego, nienaturalnego... Dziwię się naprawdę, że niektórzy mają takie wzorce. A co z kulturami, w których kobiety noszą włosy do kolan? :) Dla mnie to super :)

      Usuń
  13. Ja podziwiam wszystkich posiadaczy długich włosów, bo ja posiadałam co najwyżej włosy do łokcia, a i to nie długo.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja 2 lata temu zaczęłam przygodę z włosomaniactwem, czytaniem blogów i... nie ścięłam włosow, ani cm. Żałuję tego, teraz mam okropne końcówki, jednak pokazuje to, że nie wszyscy ulegają temu parciu na podcinanie.

    Baardzo długo czekałam na ten wpis :) Z chęcią go przeczytałam, i wiele naszych wniosków się pokrywa. Na LHC nie można usłyszeć złego słowa o czyichś włosach, można przeczytać same pochwały. Jeśli ktoś ma naprawdę w złym stanie włosy, to najwyżej zostawią go bez komentarza. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś poradził komuś ścięcie końcówek (nie np. w przypadku fairytale ends, rozumiem, że tam jednak panuje inna moda niż na blogosferze, ale czasami można zobaczyć tam włosy np. do bioder, które do ramion są normalne, gęste, a poniżej pojedyncze kosmyki...), czy zmianę pielęgnacji, gdy ktoś ma widocznie przesuszone lub spuszone włosy. A czasami naprawdę warto powiedzieć komuś coś innego, niż pochwałę. Oczywiście z klasą, i z szacunkiem dla tego, że ta osoba może nie skorzystać z rady.

    Płukanka z kocimiętki mnie intryguje... Czytałam na forum, że niby po niej znikają rozdwojenia (? przecież to niemożliwe?), ale to brzmi naprawdę dziwnie, w końcu zioła raczej znane są z przesuszania włosów.

    PS. Też nie nosze spodni! Już od 2 lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak... Już teraz też widzę to, że kondycję włosów zostawia się bez komentarza, tak jak napisałaś, nawet jeśli od ramion w dół włosy są tak zniszczone, ze przezroczyste. (Nie mówimy o włosach naturalnie rzadkich i cienkich.) Komplementy na temat długości i nic więcej... I sama długo nie zwracalam uwagi na stan włosów przez coś takiego :)

      Też czytałam o rozdwojeniach. Mam nadzieję że dziewczyny mają na myśli to, że nie pojawiają się nowe :D I też mnie dziwi taka właściwość ziół. Chociaż... może kocimiętka jest śluzowa, tak jak nawilżająca lipa? To by miało sens.

      Hurra dla spódnic i sukienek! <3

      Usuń
  15. Świetny post! Pamiętam, że już ostatnio w komentarzach napisałam, że sama teraz trochę żałuję, że na początku wlosomaniactwa nie podcięłam mocniej włosów, bo teraz może i byłyby krótsze, ale juz całkowicie zdrowe. A tak to - teraz już się nie zdecyduję. Brnę w to od 3 lat. Pamiętam, że wtedy odpisałaś mi króciutko, że także nachodzą Cię takie mysli co by bylo gdyby. Tym bardziej mi miło, że rozwinęłaś swoja wypowiedź.

    Co do polskiej blogosfery i LHC. Znam tylko to pierwsze, a o drugie ledwo kilka razy zahaczyłam. Mam wrażenie, że w obydwóch tych miejscach początkowe założenia przrodziły się w 2 skrajności. Blogi - bałwochwalcze wielbienie zdrowych końcówek (osoba z moim 1cm/mes. nigdy by nie zapuściła w taki sposób włosów), LHC - balwochwalcze zpauszczanie włosowych potworków. Oczywiście nie chcę tu generalizować, bo i w jednym i w drugim przypadku nie dotyczy to wszystkich, ale tak wygląda sytuacja ogólna. Sama od zawsze jestem gdzieś pomiędzy. Zapuszczam, ścinam jak juz bardzo muszę i drobnymi kroczkami ide do przodu.

    A co do spódnic - mam podobnie, tzn. mam spodnie, noszę je oczywiście, ale kiedy tylko mogę to wole jednak spódnice i nosze je tak przez 3/4 czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała generalnie podsumować blogi i LHC, tak by to właśnie wyglądało. Nie wszyscy, i nie zawsze. Ale jeśli rozmawiamy o tendencjach - to są dokładnie te dwie skrajności.

      Usuń
  16. Jestem akurat jedną z tych, które uważają, że lepiej zadbać o kondycję włosa, a potem o długość :P Ale w moim przypadku to ma uzasadnienie. Na jakieś dwa lata przed włosomaniactwem po raz pierwszy w życiu spróbowałam zapuścić włosy (całe życie miałam (i w sumie dalej mam..) je krótkie) - efekt był taki, że przy zerowej pielęgnacji (tylko szampon z silikonami, suszenie włosów suszarką z gorącym nawiewem, tarcie włosów ręcznikiem, etc) zaczęły się rozdwajać końce. A ja dalej uparcie zapuszczałam. W końcu skończyło się na tym, że włosy stanęły w miejscu, bo końce kruszyły się, łamały, a na dodatek zniszczenia poszły w górę - moje końce były porozczwarzane, wyglądały wręcz jak palemka. I tak oto musiałam je ściąć, bo wyglądało to wręcz tragicznie!
    Może dlatego życzliwi Ci piszą, żebyś ścięła końce - bo przez długie lata będziesz swoje włosy zapuszczać i zapuszczać, i nie wiadomo czy i kiedy doczekasz się w końcu nieprzerzedzonych końców. Ja tam zdaję sobie sprawę z tego, że co włos, to inaczej i możesz wg mnie systematycznie, powolutku podcinać końce. U mnie to by było nie do przejścia. Mam cienkie i rzadkie włosy, więc boję się, że taka sytuacja, jak u mnie było parę lat temu, może znowu się powtórzyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że właśnie dlatego niektórzy sugerują ścięcie :) Na szczęście u mnie zniszczenia nie wędrują w górę, zwłaszcza odkąd odkryłam dobrodziejstwo silikonowego serum. Końcówki mi się nawet nie rozdwajają, nawet nie te stare i suche! Tak są delikatnie traktowane i zabezpieczone.

      Usuń
  17. Fajny wpis :) Mam wrażenie, że niezależnie od tego, od czego się zaczyna, i tak trzeba przebrnąć przez swoją porcję błędów, nieudanych eksperymentów i zawiedzionych nadziei. Chyba że ma się genetycznie mocne i mega zdrowe włosy, wtedy wystarczy użyć cokolwiek i to pomaga... Mnie na początku zachwyciły tego rodzaju włosowe blogi osób z naturalnie pięknymi czuprynami, do dziś lubię je czytać i oglądać, ale raczej pod kątem motywacji, a nie po to, aby kierować się zawartymi tam poradami i recenzjami - po prostu dla moich cienkich wymagających włosów i problematycznej skóry głowy nie są przydatne. Po kolejnym produkcie, który się kompletnie nie sprawdził, uznałam, że to nie ma sensu, bo to tak, jakbym ja udzielała porad, jak mieć idealną cerę, gdy mam genetycznie tak dobrą skórę, że nie zniszczyłam jej nawet paląc przez kilka lat paczkę papierosów dziennie i w zasadzie mogę ją myć i pielęgnować czymkolwiek, wyglądając przy minimalnym wysiłku bardzo dobrze. Nic z moich porad nie pomogłoby komuś z problemami, i tak samo moim cieniuteńkim włosom nie pomogą rady kogoś, kto genetycznie ma świetne, grube i mocne. A Twój blog jest przez to ciekawy, że wyciągasz ze swoich włosów to, co najlepsze, ciągle poszukujesz i próbujesz, widać, że niektóre rzeczy nie służą Twoim włosom, a inne robią im dobrze. No i oczywiście czekam na fryzury <3 Trzymam kciuki, żeby udało Ci się osiągnąć wymarzoną długość i idealne końcówki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aha, i moje końcówki też należałoby siepnąć nożyczkami - w zasadzie prawie do brody. "Wspaniała" fryzjerka półtora roku temu zrobiła mi ostre degażowanie zamiast delikatnego podcięcia, od tego czasu podcinam dolną warstwę i trochę górną, ale na górnej rozdwojenia idą mi wzwyż i robi się głupiego zabawa :( A nie zetnę, bo TŻ fetyszysta długich włosów. Dolna warstwa jest teraz sporo poniżej ramion, górna trochę poniżej brody... No i szkoda ścinać :( Wyobrażam sobie, jak Tobie jest przykro każdy centymetr ciachać przy takim wysiłku i czasie zapuszczania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda mi strasznie. Skoro byl rok kiedy zapuscilam 2 cm...ciężko ścinac :-) Ale chwilowo jestem zachwycona nowymi końcówkami, chociaz zysku na dlugosci przez jakis czas nie będzie.

      Usuń
  19. Flexi są przepiękne, mam zamiar niedługo zamówić jedną czy dwie spinki. Mam pytanie, jako że już kilka ich zakupiłaś - ile kosztują? Na stronie podana jest cena, ale nie jestem pewna na jaką walutę to przeliczać.. No i jak z przesyłką :-) Byłabym wdzięczna za pomoc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli będziesz płaciła PayPal'em, a tak jest najwygodniej, serwis sam przeliczy walutę, według kursu bankowego. Zależnie od kursu dolara (lekko ponad 3 zł, chociaż raz trafiłam na moment kiedy był poniżej 3 zł) i ceny Flexi (niektóre modele są minimalnie droższe) za swoje XL płacę zazwyczaj coś koło 70 zł za sztukę :)
      A przesyłka kilku sztuk kosztuje jakieś 20 złotych i dociera do Polski w tydzień, nawet zimą! :) Chyba że naprawdę trafisz na czas, że lotniska zasypie. Wtedy trochę później:)

      Usuń
    2. Dzięki wielkie, bardzo mi pomogłaś! :-)

      Usuń
  20. hej Henri, dzięki za ten wpis!

    przez rok nie dbałam prawie wcale o włosy (praca, zmęczenie, stres) i mam takie słodko-gorzkie spostrzeżenie, że w sumie ich kondycja się wiele nie zmieniła... trochę rosną, trochę je podcinałam, dalej trzymam się pewnej stałej i wąskiej grupy produktów, zabezpieczam włosy silikonowym serum i w sumie tyle. (a nie, czekaj! po twoim wpisie o noszeniu włosów spiętych sama się do tego przekonałam, chociaż myślałam sobie "wariactwo, hodować włosy i nikomu ich nie pokazywać". pokazywać, ale raz na jakiś czas i zbierać komplementy). zaglądam od czasu do czasu na znane mi blogi włosomaniaczek i ze zdziwieniem stwierdzam, że i ja ze swoją pielęgnacją na poziomie minimum i one ze swoimi turboeksperymentami osiągnęłyśmy praktycznie tyle samo. To mnie podbudowało trochę, bo 1) przynajmniej nie zrobiłam sobie jakimiś wynalazkami krzywdy, 2) moja dotychczasowa pielęgnacja nie jest taka do bani. Niby więc rok stracony, a jednak nie do końca.

    co do LHC i polskiej blogosfery/wizażu - ten pierwszy jest dla mnie nieczytelny, ciężko doszkolić się tam z pielęgnacji włosów i dla mnie jest to bardziej źródło zdjęć motywujących, przyszłych celów do osiągnięcia, niż rzeczywiste miejsce do wymiany poglądów. Tym bardziej, że panuje tam jakaś włosowa poprawność polityczna i kult długości, o którym wspomniałaś. Wolę już nasze rodzime strony, gdzie chociaż pełno zgryźliwców, to jednak łatwiej o konstruktywną krytykę a nawet prawdziwe doradztwo. Nieszczęściem naszej blogosfery są te wszystkie blogoprawdy (świetna nazwa) i niekończące się recenzje zwykłego szamponu z kiosku lub najpopularniejszej odżywki, o których w KWC jest milion opinii, a drugie tyle na blogach.

    No i dołączam do grona osób, które chętnie obejrzą galerię upięć. I wpis o ubraniach też przeczytam z radością, bo kiedyś też chodziłam praktycznie w samych spódnicach, a teraz chciałabym do tego wrócić :)

    pozdrawiam,
    j.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to napisałaś. :) Bo przecież chodzi o efekty a nie o pielegnację, kosmetyki, zabiegi. W drugą stronę też to działa, nie każde włosy będą wyglądały dobrze po samej masce :)

      Notatkę o fryzurach mam cały czas przed nosem, na tablicy korkowej. Pamiętam! :)

      Usuń
  21. Przeczytalam ten wpis kilka razy:) i wracam do niego. Do innych na Twoim blogu takze, ale wlasnie ten daje mi dodatkowa motywacje do zapuszczania wlosow. A moja historia - od dziecka krotkie wlosy, nigdy nie mialam dluzszych niz do obojczykow, a od zawsze marzylam o dlugich. Pomimo glosow rodziny "w dlugich wlosach ci bedzie nieladnie, no i to mnostwo zachodu. I niewygodnie". Obcinalam je pod wplywem impulsu dwa razy - raz po kryzysie malzenskim, drugi raz po urodzeniu dziecka. Mam nadzieje ze tym razem wytrwam w zapuszczaniu. Nie smiem marzyc o dluzszych niz do lopatek..... i te ciagle obawy i wahania czy to nie za pozno, mam juz 35 lat, niedlugo sie zaczna komentarze ze to nie wypada:) w dodatku sa falowano-krecone i zapuszczanie trwa jeszcze dluzej gdy skret pochlania dlugosc. Ale ja sie nie poddam. Bede miala dlugie wlosy i juz! Powiedz mi ze dam rade i ze nie powinnam rezygnowac:)
    Pozdrawiam serdecznie, rowniez wlosomaniaczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wypada. Raz widziałam w małym mieście panią koło 50 z warkoczem za kość ogonową. W zachwycie i lekkim szoku aż się odezwałam, chociaż normalnie zbierałabym się na odwagę tak długo, że pani dawno wyszłaby ze sklepu. A liniami MZK którymi jeżdżę na uczelnię jeździ też czasem (rzadko, ale nie raz ją widziałam) pani dobrze po 60, z włosami całymi siwymi, do pośladków i nosi je rozpuszczone. Gęste, prosto ścięte końcówki (lepsze niż moje ze cztery razy :D) i robi furorę powszechną :)
      Także... wypadać, to wypada tyle :)

      Nie rezygnuj, bo to Ci nie da spokoju :) Włosy urosną, prędzej czy później. I nie będzie łatwo, ja w swoim procesie zapuszczania i pielęgnacji też się często frustruję. (Na przykład teraz, bo oczyściłam włosy i nie mogę ich doprowadzić do stanu sprzed.) Ale lepiej się czasem wściekać po drodze, niż nie ruszać się do przodu i mieć cały czas poczucie straty. Jeśli to jest Twoje marzenie, to po prostu to rób, bo warto.
      Tak, dasz radę. Wbrew pozorom dziewczyny z włosami do kolan też zaczynały od "nigdy nie urosną". A później, bach, urosły! :)

      Usuń
  22. Henri!!! Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że natrafiłam na Twojego bloga. A ten post ucieszył mnie ogromnie i chyba trochę uspokoił. Zapuszczam włosy od pół roku z długości chłopięcej, więc na razie nic długiego do pokazania nie mam. Włosy są jednak średnio do wysokoporowate i zawsze, gdy tylko były trochę dłuższe, zawsze zmagałam się z puchem, sianowatością, sztywnością i uczuciem zlepienia (za co teraz winię jednak silikony, u mnie chyba się nie sprawdzają...). Mieszkam na stałe w USA i problem polega na tym, że włosowo edukuję się na polskiej blogosferze i z całych sił próbuję znaleźć jakieś źródło amerykańskie, które będzie mi podobną pomocą.... a tam nic, lub bardzo bardzo mało i bardzo bardzo jednostronnie. Znajduję sporo fajnych blogów dotyczących włosów "etnicznych", trochę z tego czerpię, ale jednak choć mam włosy falowane, to przecież nie sprężynki.

    Long Hair Community mnie olało. Od dwoch tygodni czekam na aktywację konta, ale nawet to, do czego mam dostęp, jakoś mnie nie zachwyciło... Muszę sama przekopywać rynek w poszukiwaniu zastępnika Babydreama albo odżywki "uniwersalnej", której skład kończy się po trzech linijkach, a nie po trzydziestu. I te ceny! Wiele "naturalnych" kosmetyków w Stanach to ok. $20 i w górę, bo to "hip and cool". A przecież bez przesady, jestem na etapie eksperymentów. Przez moją sytuację znacznie utrudnionych.

    Bardzo się cieszę, Henri, że trafiłam na Twojego bloga. Masz podobne włosy do moich, choć ja moje ścięłam na bardzo króciutko już kilka razy i chyba dzięki temu mój start wygląda teraz inaczej. Ciekawe, czy mi też będą się tak kręcić, jak Tobie? (W przeszłości było to raczej sztywne siano). Może też założę bloga włosowego, choć nie wiem, czy byłby on komuś przydatny - kosmetyki i realia zupełnie inne, niż w Polsce (tropiki, więc dużo emolientów, mało humektantów!).

    Sporo by tu jeszcze mówić, bo nagle chcę o wszystkim. Ale dzięki, że mimo niektórych komentarzy przesz do przodu i nie poddajesz się! Dziękuję bardzo, bardzo, bardzo. I serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz :-) Ten i innE. I przepraszam za spóźnione Odpowiedzi na wszystkie, mam nadzieję że jeszcze je przeczytasz :-)

      Bloga warto założyć, chociażby dla.siebie. Ale myślę, że będzie też bardzo przydatny dla.innycH. Bo mocno widać brak w tym polu. Masz rację, same blogi i całe strony w temacie włosów typu afrykańskiego, ale co z resztą?
      LHC ma ostatnio zastój. Rejestracja musi być przyjęta ręcznie i nie.wiem.dlaczego administratorzy nie widzą tego że ktoś czeka na kliknięcie.
      Może strona Beyond Classic Length Ci pomoże? Właścicielka, Cinnamon Hair też jest na LHC ale na szczęście ma i tę stronę. Obecnie mocno zaniedbana, ale jest opis pielegnacji. I lista prostych odżywek. White Rain...a reszty nie pamiętam. Z zewnętrznych źródeł ciekawa jest tez strona JJJ Longhair, chociaż ona ma niskoporowate włosy. (Do ziemi ;-)) Ale sporo o produktach jest. Przepraszam że nie podaje adresow tylko nazwy, ale powinny wystarczyć a na telefonie nie mam jak zrobic szybkich poszukiwań :-)

      Usuń
    2. Wielki, wielki dzienks za linki. Znalazłam wszystko, a po linkach u JJJ znalazłam też kilka innych stron, choć nadal żadna nie satysfakcjonuje mnie tak, jak blogi polskie... Ponownie, obsesja wokół oleju kokosowego jest dla mnie zagadką. Czy inne oleje nie potrafią się jakoś zareklamować?? Bo patrząc na przykład na włosy Cinnamon (jakkolwiek robią wrażenie) to nie dawałabym na nie na pewno kokosa...

      Faktycznie powoli dojrzewam do idei bloga. Brakuje mi wszystkich moich włosowych przemyśleń i rozkminek w jednym miejscu :)

      Usuń
    3. Mi opadają ręce już w związku z kokosem. Zazwyczaj macham ręką i nie porywam się ta takie akcje, ale w tym przypadku kilka razy próbowałam tu i ówdzie wspomniec o porowatości i tym, że oleje są bardzo, bardzo różne. Porażka. Dostałam odpowiedzi, że przede wszystkim porowatość to nie jest żadna miara (ale jak to? Są graniczne przypadki, ale, kurczę, różnica między moimi włosami na przykład, a prostymi, śliskimi tworzącymi taflę chyba jest oczywista) i oleje dzialają niezależnie od niej. I w ogóle po co rozmawiać o jakimś wnikaniu, nasyceniu, kwasach omega. Kokos jest super.

      Usuń

Prześlij komentarz