Niedziela dla włosów 15: o balansie proteinowym

Robię się coraz lepsza w podróżowaniu w czasie. Niedziela dla włosów w sobotę to już nie to. Teraz NDW robi się w piątek! ;)

Zaczęło się od tego, że poczułam potrzebę oczyszczenia włosów, ponieważ były lekko klejące a końcówki plątały się. Samo oczyszczanie to temat na osobny post, wspomnę tylko, że obciążenie zniknęło (czyli było efektem nadmiaru odżywki bez spłukiwania, mocno silikonowej mgiełki Gliss Kur Oil Nutritive), ale plątanie nie (a więc to wina zbyt słabego serum zabezpieczającego końce). Moje oczyszczanie polegało na jednokrotnym umyciu całości włosów szamponem bez siarczanów. Ha! ;) To naprawdę temat na osobny post. Wspominam o tym we wpisie, bo chcę mieć pełne notatki. Jestem jednak pewna, że umycie długości szamponem nie miało znaczącego wpływu na końcowy efekt. Najważniejsze jest coś innego.

Wyjątkowo nie olejowałam włosów przed myciem, po prostu na całość nałożyłam szampon (Natura Siberica Objętość i Nawilżenie z nowym składem), spieniłam i spłukałam. Następnie nałożyłam proteinową maskę, jajeczną Babuszki Agafii, dodając do porcji piętnaście kropli gliceryny. Trzymałam ją na włosach około godziny, spłukałam, nałożyłam miodowo-migdałową maskę Seri. Jej emolientowo-humektantowo-zakwaszający skład uzupełniłam porcją oleju Babydream Fur Mama. Po godzinie spłukałam maskę, jak zwykle osuszyłam włosy koszulką, nałożyłam minimalną ilość mgiełki Gliss Kur i serum na końcówki. Do wieczora zostało sporo czasu więc zostawiłam włosy do naturalnego wyschnięcia. (Zaznaczam, że nie ma to wielkiego wpływu na końcowy efekt. Suszenie zmienia wiele głównie w wyglądzie włosów zaraz po wyschnięciu.) Pamiętałam też o tym, by ich nie rozczesywać. Bardzo zdziwiło mnie to, że po naturalnym wyschnięciu włosy nie wyglądały tak, jak na strasznych (dosłownie! ;)) zdjęciach z wpisu o moim powrocie do suszarki. Zazwyczaj po każdym myciu i naturalnym schnięciu są spuszone i matowe, a po nadmiarze protein jest gorzej. (Przeczekiwałam to, bo dla skrętu było warto ;).) Dzięki glicerynie i emolientowej masce oznaki przeproteinowania nie były widoczne nawet tuż po wyschnięciu włosów.
Na noc zawinęłam je w koczek na czubku głowy.

Kiedy rozpuściłam je w sobotę było świetnie! :) Udało mi się odnaleźć balans proteinowy, o którym wspominałam w poście o poprzedniej niedzieli dla włosówDodawanie humektantów bezpośrednio do maski proteinowej i emolienty użyte po proteinach to jest to! Mój poprzedni sposób, czyli olejowanie na glicerynę przez zabiegiem proteinowym i maska po nie spisywał się nawet w połowie tak dobrze. Okazało się, że humektanty i emolienty użyte razem z proteinami sprawiają, że włosy są gładkie i błyszczące, ale jednocześnie nie niwelują tego aspektu działania protein, który lubię: podatność na skręt jest wciąż dużo większa, włosy zyskują sprężystość jak z reklamy oraz objętość. Już nie jest tak, że żeby uzyskać wyraźny skręt muszę je przeproteinować i do momentu ich całkowitego wyschnięcia (wtedy mogę związać je w koczek) znosić oznaki przeproteinowania takie jak matowość, suchość i maleńkie fale dające wizualny efekt połamanych włosów. Niepotrzebnie bałam się, że emolienty dociążą włosy na tyle, że nadawana im zazwyczaj przez proteiny podatność na skręt zniknie razem z oznakami przeproteinowania. Dziękuję Dorocie za pomysł :) 

Zdjęcia nie są najlepszej jakości, kiedy je robiłam był już wieczór. Ale widać skręt, a najważniejsze było właśnie to. Mam zapisany na zdjęciu dowód na to, że negatywne oznaki przeproteinowania znikają, a skręt zostaje :) Teraz muszę tylko ustalić jak często używać protein, żeby utrzymać taki stan. Postanowiłam już wcześniej, że zamiast proteinowej terapii szokowej raz na dwa tygodnie przejdę na system „mniej, ale regularnie”, muszę jednak ustalić jaka ilość protein będzie wystarczająca. Myślę, że używanie  co mycie czy nawet co dwa mycia maski takiej jak jajeczna Babuszki Agafii czy niebieski Zabieg laminowania Marion to za dużo, nawet w połączeniu z humektantami i olejami. Czas pokaże:)





Komentarze

  1. Ładne :) I trzeba co nieco wypróbować u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. dość skomplikowane - jak dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis może sprawiać wrażenie skomplikowania. Ale w sumie to tylko dodanie gliceryny do maski proteinowej a później oleju do emolientowo-nawilżającej :)

      Usuń
  3. U mnie najlepiej sprawdza się dokładnie to samo, czyli humektanty razem z proteinami, a następnie emolientowa maska:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dokładnie to pomyślałam jak rozpuściłam koczek! :D

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zazdroszczę !!! Masz cudowne włosy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Uprzedzam, że nie należą (może jeszcze nie?) do tych wyglądających zawsze świetnie. Na razie jest tak, że od czasu do czasu udaje mi się sprawić, że tak wyglądają :) Dogadujemy się powoli.

      Usuń
  7. Muszę wypróbować ten sposób na moich wysokoporach. :) Dawno nie dostały protein, bardzo dawno...
    Skręt świetny, a jakie miesiste końcówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Poza tym że są rzadsze, to suchości i matowości nie widać. Szaleństwo! :)

      Usuń
  8. Super, ze udalo Ci sie znalezc sposob na proteiny :) Skret bardzo ladny, klaczki prezentuja sie swietnie :) U mnie sprawdza sie proteinowanie co mycie, wlasnie w towarzytswie humektantow i emolientow :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, wiesz co, zastanawiam się od piątku czy u mnie proteiny co mycie to też nie jest właśnie to. Ewentualnie coś w stylu raz sama maska a raz zmieszana z inną. Do tego cały czas humektanty a po emolienty. Bo efekt protein (skręt, pełniejsze końcówki, mięsistość) utrzymuje się naprawdę przez jedno, góra dwa mycia. Boję się, że przesadzę, ale... to chyba będzie do naprawienia jeśli zacznę powoli zauważać oznaki nadmiaru.

      Usuń
    2. Jasne, że będzie do naprawienia! Mnie właśnie brakuje protein, kiedyś używałam ich co mycie i włosy były... lepszej jakości. Najwygodniej mi było mieć niewielką ilość w szamponie, teraz znalazłam taki, który pasuje skórze głowy, więc nie wydziwiam. Zamierzam nakładać proteinowa odzywkę po każdym myciu, a w razie potrzeby na nią jeszcze jedną. U mnie często na etapie spłukiwania już wiadomo, jakie włosy będą, choć nie zawsze. Gdyby zaczęły sucharzyć następne mycie będzie bez protein.

      Usuń
  9. Brzmi, jak szalenie dużo roboty, ale za to efekt jaki! Śliczne fale (a właściwie to już nawet loki)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to czytam to faktycznie brzmi kosmicznie :D Ale w sumie to dodanie gliceryny do maski proteinowej, później nałożenie emolientowej z porcją oleju. I już :)

      Usuń
  10. Śliczne fale. Moje włosy już domagają się protein :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale ładnie, ale fajnie, ale się cieszę, że trochę pomogłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pomogłaś! Ja bym na to za szybko nie wpadła, pewnie dodawałabym powoli olej do proteinowych myć, bo bałabym się zaniku skrętu.

      Usuń
  12. Rzeczywiście ładny skręt i bez efektów ubocznych :)

    OdpowiedzUsuń
  13. super, naprawde roznica pomiedzy tymi zdjeciami a z wpisu suszarkowego jest powalajaca :) czyli propocje i rownowaga sie sprawdzily :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas objawień po prostu. A patrząc na zdjęcia sama jestem w szoku jak bardzo różnie moje włosy potrafią wyglądać!

      Usuń
  14. Ostatnio doszłam do podobnego wniosku i proteiny stosuję częściej, a w mniejszej ilości ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny efekt, piękne fale ;) ciekawi mnie maska jajeczna, pewnie przy następnym zamówieniu dorzucę ją do koszyka, potrzebuję protein, które nie zrobią armagedonu na mojej głowie, chociaż... mam jeszcze niewypróbowaną saszetkę mlecznego biovaxu, liczę na to, że mnie zachwyci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj Biovaxu :) U mnie mleczna wersja naprawdę lekko podkreśla fale ale innego działania typowo proteinowego nie daje. Może tak działają na moje włosy proteiny mleczne, a może zadziałałyby jak każde inne które znam ale tam jest ich za mało po prostu. Za to wersja Keratyna+Jedwab jest (dla mnie) typowo proteinowa. W porównaniu... mocniejsza niż jajeczna BA.

      Usuń
  16. Wyglądają cudownie! Naprawdę widać wielką różnicę, uwielbiam połączenie proteiny+humektanty pod emolienty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Kasia, a jak często go używasz? :)

      Usuń
    2. Jakoś raz w tygodniu? :)
      Ale ja ogólnie proteinowa jestem, mój skręt bez protein jest słabszy, ale równoważę je humektantami i emolientami :)

      Usuń
  17. jakie ładne loczki, fajny skręt :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ale ślicznie wyglądają Twoje włoski! ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  19. hm.. niedziela dla włosów w piątek>? to i tak blisko niedzieli. Moja "niedziela"dw potrafi być w środku tygodnia :D

    OdpowiedzUsuń
  20. bardzo ładne fale ;)
    zapraszam do mnie http://emissss.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz