Moje ulubione serum olejowo-silikonowe: Gliss Kur Ultimate Color

Na początku koniecznie muszę zaznaczyć, że w przeciwieństwie do kilku innych serów Gliss Kur, to nie zawiera alkoholu. Na szczęście. Zawiera za to aż osiem olejów, czym zachwycałam się już w poście napisanym tuż po kupieniu go. Skład zaczyna się od dwóch silikonów, później mamy olej, filtr UV (zapewne dlatego, że kosmetyk przeznaczony jest do włosów farbowanych) i… siedem kolejnych olejów. Później zapach i dopiero po nim dwa drobiazgi. W sumie mamy więc osiem olejów: olej słonecznikowy, olej z pestek moreli, olej sezamowy, oliwę z oliwek, olej ze słodkich migdałów, olej makadamia, olej arganowy oraz olej z maruli. Przypuszczałam, że żadna ilość olejów w silikonowym serum nie zastąpi czystego oleju, ale jeśli zamiast wyłącznie zabezpieczania mogę mieć też trochę odżywienia… dlaczego nie? Zdecydowałam się na używanie silikonowego serum do zabezpieczania końcówek, ale od początku stawiałam na te bardzo olejowe, nie te zawierające wyłącznie silikony.

Na stronie Gliss Kura jest podany błędny skład, z alkoholem tłuszczowym po wodzie, więc należy pewnie do balsamu lub maski. Ktoś skopiował go też na wizaż. Oto skład według etykietki mojego opakowania:

Cyclomethicone, Dimethiconol, Helianthus Annuus Seed Oil, Octocrylene, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Parfum, Linalool, Anise Alcohol, Cl 40800.



  
Serum możemy nakładać przed myciem, po myciu i na suche włosy. Sama używam tylko dwóch ostatnich sposobów. Butelka jest bardzo wygodna i estetyczna, a serum pięknie pachnie, słodko i ciepło. Jest bardzo wydajne, po ponad trzech miesiącach używania (kwiecień, maj, czerwiec) nadal mam jedną czwartą opakowania (nie oszczędzam, używam dwóch porcji na każdą połowę włosów co dwa dni, a czasem codziennie – tak to jest kiedy potrzebujące ochrony „końcówki” to ostatnie kilkanaście centymetrów włosów – i jedną na włosy nad karkiem, w sumie pięć. Tyle produktu moje włosy wchłoną chociaż… pod koniec trzech miesięcy taka porcja potrafiła końcówki przeciążyć.) a dodatkowo butelka mieści aż 75 ml, czyli bardzo dużo. I przy tym cena dla mnie nie stanowi problemu. Za swoje serum zapłaciłam 31.49 zł w markecie, ale w Rossmannie i w Naturze możecie je dostać za 24.99. Przed zakupem byłam w kilku drogeriach ale go nie znalazłam, odkryłam je dopiero po kilku tygodniach na półce w Naturze, do której nie zaglądam bo zazwyczaj jest mi nie po drodze ;) Będę wiedziała dokąd iść po kolejne opakowania, które na pewno kupię. (Niech producent nawet nie myśli o wycofaniu tego serum, bo będę gryzła.) Trochę matematyki: 24.99 zł za 75 ml daje nam 0.33 zł za mililitr. Popularne serum Green Pharmacy (swoje 30 ml kupiłam za 9.49 zł, również w Rossmannie, ale często są promocje, można też dostać je taniej w innych drogeriach) to 0.31 zł za mililitr, więc różnica nie jest duża, tyle tylko, że kupując Gliss Kur musimy wydać większą kwotę na raz. Tu pozwolę sobie wrócić do porównania z serum Kerastase, o czym więcej pisałam w poście wspomnianym na początku tego wpisu: kupując serum Gliss Kur mamy produkt ponad dwa razy tańszy (w przeliczeniu na mililitr, a nominalnie dobre cztery razy tańszy choć i pojemność jest mniejsza) z lepszym składem. Eliksir Kerastase chciałam kupić sobie na jakąś wyjątkową okazję. Nacisk na czas przeszły. Już go nie potrzebuję :)

Jakiś czas temu opisałam wrażenia po ponad pięciu miesiącach olejowania końcówek. Później, dzięki Wam, zdecydowałam się też na serum, choć przed tego typu produktami broniłam się jak mogłam myśląc, że silikony tylko sztucznie poprawią wygląd włosów. Teraz już wiem, dlaczego dziewczyny piszą o „zabezpieczaniu” końcówek. Z zaskoczeniem i pokorą przyznaję, że serum… jest lepsze od naturalnych olejów. Wyraźnie. Oczywiście chodzi mi o stosowanie go na końcówki, nie o nakładanie na całość włosów przed myciem jak to robię z olejami. Po trzech miesiącach z serum Gliss Kur (pełen cykl między podcięciami) moje końce były w świetnym stanie. Te stare, sprzed pielęgnacji, pamiętające suszarkę i prostownicę. Nawilżyć, zmiękczyć i wygładzić je mogłam maskami i olejowaniem, i w ten sposób najdłuższe partie dawały radę przetrwać od podcięcia do podcięcia, a całość, ostatnie kilkanaście centymetrów, jakoś się trzymała czekając na swoją kolej. Ale nic, nawet prawie półroczne regularne olejowanie końcówek nie sprawiło, że było aż tak dobrze, chociaż wtedy myślałam, że to już granica możliwości jeśli chodzi o zabezpieczenie i wygładzenie. Otóż nie. Serum Gliss Kur jest po prostu zachwycające. Wyraźnie widziałam prostą linię poprzedniego cięcia trzy miesiące po nim. Przez lata prosta linia końcówek znikała już po miesiącu, przez wykruszanie. Zawsze. Często bywało tak, że końce zaczynały się plątać i robić odczuwalnie szorstkie już kilka tygodni po tym jak je skracałam, a teraz zachowywały się (i często wyglądały!) tak jak reszta włosów, jak zdrowe, gęste partie. Efekt utrzymuje się dość długo. Dopiero wielu myciach bez serum (takich, podczas których testowałam coś nowego i chciałam zobaczyć jak wpłynie na końcówki) sytuacja się zmieniała i widziałam, że bez zabezpieczania końcówki robią się szorstkie i suche.

Produkt jest genialny. Jeśli kiedykolwiek będę musiała tworzyć listę rzeczy do zabrania na bezludną wyspę, na pewno dziesięć opakowań się na niej znajdzie. Jeśli chodzi o sera do końcówek, po skończeniu trzymiesięcznego eksperymentu z Gliss Kurem postanowiłam sprawdzić jeszcze trzy podobne produkty o bardzo bogatych składach z dużą ilością olejów, żebym ja nie przyzwyczaiła się do zapachów a włosy do składników ;) Ale na pewno do niego wrócę!

Komentarze

  1. I teraz rozumiem dokładnie, co miałaś na myśli, że Twoje zniszczenia nie idą w górę dzięki serum, bo rzeczywiście, patrząc na skład, to serum jest idealne dla Ciebie (na bogato!) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe serum. Moim ulubionym jest sleek line :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To serum niedługo będzie moje :) fajnym pielęgnacyjnym umilaczem jest też odżywka w sprayu oil nutritive ma śliczny słodko-owocowy zapach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei uwielbiam z tej serii maskę, jest ona moim włosowym must have, po żadnej innej moje włosy nie są tak bardzo "naemolientowane" :)

      Usuń
    2. Telepatia, telepatia, we wrześniu zaczęłam znów używać tej mgiełki. Po latach! :)
      A maska, kurczę, tak na nią lczyłam! Jedyne co zrobiła to upewniła mnie w podejrzeniu, że masło shea to nie jest to, co włosy lubią :D

      Usuń
  4. Miałam jego starą wersję, ale nie stosowałam zbyt regularnie.
    To na pewno będę miała na oku, bo skład jest wart uwagi!

    OdpowiedzUsuń
  5. Recenzja i skład naprawdę zachęcają do zakupu ;) gdy wykończę moje serum Arganoil na pewno zaczaję się na to ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy skończę eliksir Biovax i serum GP na pewno kupię. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam tego serum, ale ze sprejów Gliss Kura jestem bardzo zadowolona! używam ich również do zabezpieczania końców, ale też do odświeżania fryzury! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak, to serum jest genialne. Używam go od paru tygodni i już mogę to stwierdzić ;) Uwielbiam je! Bardzo się cieszę, że napisałaś ten poprzedni post ;)
    Z ciekawości - jakie inne sera chcesz wypróbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Schauma Beauty Oil, nie wiem co będzie z olejem sezamowym ale może nie zaszkodzi. I, właśnie zaczęte, Gliss Kur 6 Miracles Oil Essence. Nie znalazłam więcej aż tak olejowych serów, a nawet jeśli... chcę sprawdzić te kilka (6 Miracles i Schauma to i tak pół roku jeszcze!) i wracać do znanych :) Chciałabym tylko mieć więcej niż jedno takie sprawdzone. Na razie GK Ultimate Color, zobaczymy czy reszta też będzie tak świetna :)

      Usuń
    2. Oooooooooooooo, 6 Miracles będzie moje. Miałam wątpliwości co do bohatera notki, bo zawiera oliwę z oliwek, której kłaki nawet w homeoatycznych ilościach nie trawią. Teraz wiem, co kupić. Oczywiście przyglądanie się Gliss Kurom zawdzięczam Tobie, Henri. :)

      Usuń
    3. Jeszcze przywrócę Gliss Kura do łask włosomaniaczek! :) Trochę im się wypadło i mają złą sławę silikonowych sztuczności. A nie zawsze tak jest :) Seria Oil Nutritive jest mega-olejowa.

      Henri

      Usuń
    4. Gliss Kury prawie wszystkie przeze mnie macane zawierały IPA, stąd mój dystans. :)

      Usuń
  9. oo skład rzeczywiście na bogato ;) poszukuję czegoś takiego, bo znudził mi się olejek z isany już :<

    OdpowiedzUsuń
  10. ciekawy produkt;) chętnie się na nie skuszę;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie dzięki Tobie zakupiłam to serum i jestem zachwycona. Po półtora roku z serum Marion nie wiedziałam, że mogę znaleźć takie cudo, którego nie będę musiała się bać nakładać większe ilości. Zastanawiam się tylko czy ta różnica ciężkości tych ser (już nie wiem czy dobrze odmieniam) nie wynika z ilości silikonów i czy Marion jednak nie chroni minimalnie lepiej. Ale za to jak ten Gliss Kur pachnie! Potem chodzę i wącham dłonie i końcówki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też wącham! W ogóle wącham GK za każdym wejściem do łazienki. Stała procedura.
      Kurczę, Marion chroni lepiej...? Łał! :)

      Usuń
    2. Nie umiem tego jakoś ocenić by mieć pewność, moje porównanie wynika z tego, że Marion wydaje się być cięższe. Łatwiej nim obciążyć włosy i o wiele mocniej czuć go na końcówkach. Musiałam z nim bardzo uważać by nie nałożyć go za dużo

      Usuń
    3. Aż zacznę się zastanawiać ;) Niby nie jest olejowe, ale skoro działa...? Po co mam się w tym jednym przypadku upierać. Zwłaszcza, że planowałam znaleźć 4 sera do używania na stałe, na razie mam jedno.

      Usuń
    4. Własnie, też mam wrażenie, że Marion chroni lepiej niż inne sera, których do tej pory używałam, ale taz nie jestem pewna, czy to nie efekt placebo, jak wsmarowuję w końce ten smar. :)

      Usuń
  12. Widziałam je dziś w rossmannie za 20 zł, ale go nie kupiłam bo mam w planach serum z biovaxa, a to kupię jeszcze później. Chociaż moim zdrowym końcówkom może to nie zrobić żadnej różnicy, planuję regularne podcięcia i co wieczór wręcz maczam je w silikonach.

    Hm, masz 666 obserwatorów w google... =)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszy raz je widzę. Teraz używam olejku Equilibra - bardzo fajny skład jak na serum silikonowe i działanie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda! Działania nie znam, bo odstraszył mnie sok aloesowy, ale generalnie skład jest niezły. Jeśli ktoś lubi aloes - super!

      Usuń
  14. Ciekawy produkt, ale ja używam Eveline Cosmetics olejek do włosów 8 w 1. Bardzo polecam. ;)
    Pozdrawiam. :**

    OdpowiedzUsuń
  15. Kupiłabym je gdyby moje serum było na wykończeniu. A sera należą do tych kosmetyków, które chyba nigdy się nie kończą. :) Przynajmniej u mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak wykończę moje serum z Garniera to kupię ;D

    OdpowiedzUsuń
  17. a ja ciagle zapominam sie w niego zaopatrzyc ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jednak wolałabym wrócić do serum na końcówki z Kerastase :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz